Szkoła w domu

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Dlaczego warto przeczytać tę książkę?

Na dobry początek

CZĘŚĆ PIERWSZA. ZACZAROWANA KRAINA NAUKI

Rozdział 1. Zaczarowane życie. Tworzenie zaplecza dla magii w naszych domach

Rozdział 2. Lecą iskry. Rozpalanie pasji do nauki

Rozdział 3. Magiczne drzwi. Lekcje od potworów i mapy

CZĘŚĆ DRUGA. RZUCANIE ZAKLĘĆ. SUPERMOCE ODWAŻNEJ EDUKACJI

Rozdział 4. Cztery moce czarowania. Niespodzianka, tajemnica, ryzyko i przygoda

Rozdział 5. Cztery umiejętności uczenia się. Ciekawość, kooperacja, kontemplacja i celebracja

Rozdział 6. Cztery porty wejścia. Umysł, ciało, serce i duch

Rozdział 7. Używanie supermocy. Praktyczna pomoc w podstawowych przedmiotach. Piękny język, matematyka i przedmioty ścisłe, sztuka i przyroda, wyrastanie na obywateli świata, gry i „imprezowa szkoła”

CZĘŚĆ TRZECIA. WSPIERANIE MAGII

Rozdział 8. Wyzwolenie się od szkoły. Planować czy nie planować, oto jest pytanie

Rozdział 9. Nauczanie w domu. Spraw, aby twój dom włączył się w proces edukacji (i zmierz się z drażliwym tematem prac domowych)

Rozdział 10. Magiczny pył rozsądnych oczekiwań. Godzenie się z własnymi ograniczeniami

Rozdział 11. Rewelacyjni dorośli. Poszerzanie horyzontów

CZĘŚĆ CZWARTA. ZDJĘCIE ZAKLĘCIA I PONOWNE ROZNIECENIE MAGII

Rozdział 12. Niewidoczna edukacja. Wpływ dysfunkcji rodziny na edukację

Rozdział 13. Odczarowująca moc bezkompromisowości. Zagrożenia ideologicznego dopasowania i prawdziwego fanatyzmu edukacji domowej

Rozdział 14. Przerwać klątwę. Jak wskrzesić magię? Lista kontrolna typu B, niespodziewane momenty szczęścia, dni wypłaty i zdobywanie mądrości

Podziękowania

Przypisy

Tytuł oryginału: The Brave Learner. Finding Everyday Magic in Homeschool, Learning, and Life

Opieka redakcyjna: DOROTA WIERZBICKA

Redakcja: ANNA RUDNICKA

Korekta: JACEK BŁACH, EWA KOCHANOWICZ, BARBARA TURNAU

Projekt okładki: VICTORIA BLACK

Zdjęcie na okładce: © Adam Hester/Tetra Images/Getty Images

Opracowanie okładki na podstawie oryginału: ROBERT KLEEMANN

Projekt graficzny: Paweł Panczakiewicz / ® PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

Skład i łamanie: Infomarket

Copyright © 2019 by Julie Bogart

All rights reserved including the right of reproduction in whole or in part in any form.

This edition published in arrangement with TarcherPerigee, an imprint of Penquin Publishing Group, a division of Penquin Random House LLC.

© Copyright for the Polish translation by Natalia Wiśniewska

© Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2020

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-07189-2

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

.

Dla Noaha, Johannah, Jacoba, Liama i Caitrin,

którzy nauczyli mnie, jak uczyć.

Dla mojej matki,

która nauczyła mnie, jak kochać.

.

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

DOROTKA

L. FRANK BAUM, CZARNOKSIĘŻNIK Z KRAINY OZ

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

DLACZEGO WARTO PRZECZYTAĆ TĘ KSIĄŻKĘ?

Przez lata uczestniczyłam w procesie nauczania domowego – najpierw jako uczennica, a później jako matka czwórki dzieci edukowanych w domu (gdy piszę te słowa, mają od osiemnastu do dwudziestu ośmiu lat). Przez większość tego okresu ciężko pracowałam, żeby zaszczepić w nich pasję do nauki. Ale gdy zbliżam się do końca swojej przygody z nauczaniem domowym, mam świadomość, że to niemożliwe.

Nie można nikogo zmusić do pokochania edukacji. Podobnie jak kreatywność czy romantyczna miłość, pasja do nauki to tajemnicza siła pochodząca z wnętrza człowieka. Nie możemy jej zaimplementować, tak samo jak nie możemy kontrolować pierwszego fatalnego zauroczenia nastolatka.

Wieloletnie doświadczenie przekonało mnie ostatecznie, że moim zadaniem, jako matki i nauczycielki, nie jest nakłonienie moich dzieci do pokochania gramatyki albo matematyki, historii albo przedmiotów przyrodniczych. (I całe szczęście, bo, jak podkreśla Julie z wiedzą i zawsze potrzebnym humorem, nie ma na to szans). Zamiast tego powinniśmy stworzyć środowisko bogate w tlen, w którym skrzące się zainteresowania zapłoną z pełną mocą – bogaty, urozmaicony, kolorowy krajobraz, w którym nasze dzieci odnajdą własne ścieżki do wartościowego, dorosłego życia pełnego wyzwań.

Właśnie o tym traktuje Szkoła w domu: o postawach, podejściach i strategiach, które mogą wykorzystywać rodzice, aby zaspokajać prawdziwe potrzeby swoich dzieci, czyli o „warunkach do zapewnienia magicznej erupcji pasji”. To tak bardzo potrzebne w kontekście naszego napędzanego standardami i zorientowanego na wyniki systemu edukacyjnego, który zbyt często krótkowzrocznie skupia się na punktach z testów i przyjęciu na studia.

Jest w tym wielka myśl, strategia nakierowana na rozwój wyjątkowych, ekscentrycznych, czasem nieznośnych, lecz zawsze magicznych i jedynych w swoim rodzaju ludzi mieszkających pod naszym dachem. I jest też praktyka – wypunktowane listy, instrukcje i eksperymenty myślowe, wszystkie materiały niezbędne dla nowego zastosowania zasad. Julie nie tylko tłumaczy, że dzieciom powinno prezentować się różne perspektywy; sugeruje, aby zainwestować w lornetkę, lupę numizmatyczną i kalejdoskop, aby zmienić fizyczne właściwości obserwacji, a także odnieść się do percepcji w bardziej ogólny sposób. Nie ogranicza się do wykładania o tym, jak ważne dla nastolatka jest rozwijanie samodzielności w procesie uczenia się, ale prezentuje listę możliwości naukowych, którą możesz wykorzystać w miejscu swojego zamieszkania, przygotowując nastolatka do niezależności. Nie ogranicza się do udzielenia rady, aby zawsze mieć pod ręką „bajeczny wachlarz przyborów”, które rozbudzą zainteresowanie plastyką, ale prezentuje obszerną listę możliwości, które być może zawiodą cię do sklepu Staples albo Office Depot.

I nie zapomina, że nasze dzieci kiedyś się wyprowadzą, a okres nauczania domowego jest krótki w porównaniu z całym życiem. Kiedy skończysz czytać Szkołę w domu, zrozumiesz, że nie tylko udało ci się dokonać ponownej oceny strategii uczenia się twojego dziecka, ale także zmienisz spojrzenie na siebie. Julie pisze: „Świadomość tego, kim jesteś i co, poza dziećmi, sprawia ci przyjemność, gwarantuje komfort i optymizm na końcu procesu nauczania domowego. Co więcej, dzięki nauczaniu domowemu możesz spotkać się ze swoim przeznaczeniem”.

To cenny poradnik o edukacji, który ogromnie by mi pomógł, kiedy moje dzieci były małe. (Między dziećmi Julie nie ma dużej różnicy wieku, przechodziły więc przez kolejne etapy w tym samym okresie, a zdobywana wówczas przez nią wiedza wymagała mnóstwa ciężkiej pracy). Chodzi jednak o coś więcej. To elementarz pokazujący, jak przeżywać każdą chwilę, jak odnajdywać doraźne radości życia w natłoku codziennych obowiązków – nawet w te dni (albo tygodnie czy miesiące), kiedy nasze dzieci mogą wydawać się niezainteresowane absolutnie niczym.

To także rzeczywistość. Szkoła w domu się od niej nie dystansuje. Julie daje siłę, aby ją zaakceptować, pogodzić się z nią, wpompować w atmosferę jeszcze trochę więcej tlenu i czekać – z niezachwianym przekonaniem, że twoje dzieci i ty sobie poradzicie.

SUSAN WISE BAUER, WSPÓŁAUTORKA THE WELL-TRAINED MIND

NA DOBRY POCZĄTEK

Cały świat to seria cudownych zdarzeń, do których jednak jesteśmy tak przyzwyczajeni, że uważamy je za coś zwyczajnego.

HANS CHRISTIAN ANDERSEN


Zanim wyruszymy w tę podróż, nalej sobie kawy albo herbaty. Ustaw lampkę w dogodnej pozycji. Usiądź wygodnie. Ja zaczekam. Możemy zaczynać?

 

Otuleni łagodnym światłem i ciepłem zmierzmy się z tym onieśmielającym zadaniem, jakim jest edukowanie własnych dzieci. Zapraszam cię na wspólne poszukiwania śladów codziennej, zwyczajnej magii, która stanowi element twojego życia rodzinnego. W tej książce zaprezentuję życzliwe, łagodne podejście do wychowywania i nauczania domowego dzieci i młodzieży – plan, który ułatwi spełnienie twoich marzeń. Pomyśl sobie, że dziecko wykazuje inicjatywę zgłębiania wiedzy w zakresie historii starożytnej, gramatyki łacińskiej albo kompostowania w ogrodzie. Jak by to wyglądało, gdyby nie trzeba było przejmować się grami wideo albo zbyt długim siedzeniem przed telewizorem? Tylko pomyśl, że wiesz, jak odwrócić bieg dnia, który źle się zaczął. Wyobraź sobie twarz, na której maluje się ciekawość, ekscytacja na myśl o wspólnym pisaniu; i kolejną, zadowoloną z wysiłku, którego wymaga rozwiązanie równania matematycznego. Wybiegnij myślami naprzód do końca roku szkolnego, kiedy razem z dziećmi będziecie wspominać wspólnie spędzone chwile i cieszyć się swoją obecnością, a postęp będzie wyraźnie widoczny. Czy to nie cudowne?

Edukacja dzieci naprawdę może wywoływać takie pozytywne emocje.

Jestem tutaj, aby pomóc ci wzbogacić o nie twoje codzienne doświadczenia.

Wszyscy znani mi nauczyciele domowi i rodzice dokładnie tak samo opisują swoją misję: „Zależy mi na tym, żeby moje dzieci pokochały naukę”. Ja też tego pragnę. Mam pięcioro dorosłych już dzieci, które przez siedemnaście lat uczyłam w domu. Przez cały ten okres dręczyły mnie wątpliwości. Czułam, że miotam się między programem nauczania, teoriami i strategiami edukacji domowej. Jakbym spóźniała się na każde przyjęcie – jakbym z niczym nie potrafiła zdążyć.

Każdy system przekonań opiera się na założeniu, że miłość do nauki to magiczny klucz mogący zapewnić dostęp do bogactw bezcennej edukacji. Ale kto miałby mi go opisać w taki sposób, abym mogła z niego skorzystać? Kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z nauczaniem domowym, wyobrażałam sobie, że „moje zakochane w nauce dzieciaki” będą się budziły, zbiegały po schodach i rzucały na podręcznik do matematyki z okrzykiem: „Kiedy wreszcie zabierzemy się do ułamków?!”. Założę się, że już wiesz, do czego zmierzam… Nie doczekałam się takiej reakcji. Ani razu.

Przez lata nauczania domowego jaśniejąca wizja „miłości do nauki” pojawiała się pod wieloma postaciami. Być może pasje moich dzieci w cudowny sposób wytłumaczą im gramatykę. Być może poznam sztuczkę, dzięki której dzieciaki pokochają geometrię. Być może zaczniemy od starożytnej Grecji i będziemy posuwali się naprzód, aż moich uczniów pochłonie proces samokształcenia. Rozważałam, czy rację mają nauczyciele osadzeni w klasycznym systemie edukacji, czy może powinnam postawić wszystko na nauczanie niekonwencjonalne (tę kuszącą koncepcję, że dzieci mogą nauczyć się wszystkiego, czego potrzebują, bez żadnego programu nauczania). Zastanawiałam się, co napędza je do ciężkiej pracy, kiedy same chcą się czegoś dowiedzieć.

Miłość i nauka wydają się ze sobą niezwiązane, kiedy analizujemy je pod kątem tradycyjnych przedmiotów szkolnych. Wyczerpanym rodzicom pędzącym w kołowrotku codzienności, napędzanym wydawaniem poleceń i odrabianiem prac domowych, często brakuje siły na podejmowanie starań, aby przygotowywać „przyjemne” lub „interesujące” lekcje. Edukacja zamienia się w żonglerkę; trzeba nadzorować postępy kilkorga dzieci na różnych poziomach zaawansowania, pracujących z różnymi podręcznikami, podczas gdy młodsze maluchy mażą niezmywalnymi flamastrami po ścianie w kuchni, a niemowlę właśnie ulewa.

Główna koncepcja „miłości do nauki” zakłada, że konkretne zadanie zainteresuje dziecko na tyle, iż postanowi ono opanować je do perfekcji. Nasuwają się oczywiste pytania: Jak to osiągnąć w naszej aktualnej sytuacji? Czy miłość do nauki może rozkwitać wśród dziecięcego chaosu, rodzicielskiego zwątpienia, grypy i standardów nauczania? Tak, może.

Przedsięwzięcie, jakim jest prowadzenie szkoły domowej, opiera się na założeniu, że rodzic w zupełności wystarczy – twoja energia, zaradność, kreatywność i pasja zaspokoją potrzeby dzieci. Przez ponad dwadzieścia lat miałam zaszczyt współpracować z tysiącami rodzin zaangażowanych w nauczanie domowe. Podziwiam ich odwagę, sumienność i wytrwałość. Udzielam wskazówek, jak uczyć pisania (za pośrednictwem mojej firmy, Brave Writer), a także jak radzić sobie z edukacją domową (za pośrednictwem społeczności coachingowej, the Homeschool Alliance).

Odkryłam, że rodzice są dla siebie surowi. Obawy dręczą nawet tych, którzy przez innych oceniani są jako kompetentni. Kręcą się oni w kółko, opętani wizją ciągłego wprowadzania zmian. Kiedy rodzice nauczyciele próbują zapanować nad własnymi lękami, wydają pieniądze na nowy program nauczania i sięgają po lepszą strategię edukacyjną. Następnie oceniają rezultaty na podstawie tych samych co zawsze kryteriów i kończą równie zaniepokojeni jak zawsze – a w konsekwencji próbują kolejnych zmian.

Rozwiązanie nie kryje się w materiałach czy w ideologii. Aby rozkoszować się szczęściem, spokojem i postępami w edukacji domowej, trzeba zmienić kryteria postrzegania i organizacji naszych szkół domowych. Kilka ostatnich dekad spędziłam, poznając teorie nauczania, testując je na moich dzieciach i obserwując, jak robią to inne rodziny zaangażowane w nauczanie domowe na całym świecie. W tej książce opisuję zasady i praktyki przyjęte zarówno przez moją, jak i przez tysiące innych rodzin. Pomogą one tchnąć trochę więcej miłości w proces kształcenia i traktować siebie z większą wyrozumiałością w podejmowanych trudach.

Kluczem do stworzenia życzliwszej i przyjaźniejszej szkoły domowej jest zwracanie uwagi na szczegóły, które pomijamy, na przytulną atmosferę w naszych domach, na zasady edukacji naturalnej i panujące między nami czułe relacje. Trzeba odwagi, aby zrezygnować z tradycyjnych metod oceniania: z poziomu odniesienia, z planu, a także z identycznych dla wszystkich standardów narzucanych przez instytucje państwowe. Nasze dzieci instynktownie wybierają drogę, którą chcą podążać podczas zgłębienia interesującej je kwestii, nieustraszone w przyświecającym im przekonaniu, że mogą nauczyć się wszystkiego, czego tylko chcą. Mimo to rodzice się wahają. I ja też się wahałam. Chciałam wiedzieć, jak zyskać gwarancję, że moje dzieci uczą się wszystkiego, czego powinny. Musisz wykazać się odwagą, aby nauczyć się nowego sposobu patrzenia na edukację i wprowadzania jej w życie, nie tracąc przy tym wiary w to, że twoje pociechy wejdą w dorosłość przygotowane, aby zmierzyć się z wyzwaniami przyszłości.

Kilka lat temu, kiedy transmisje internetowe na żywo dopiero raczkowały, wygłosiłam krótki wykład zatytułowany Zaczarowana edukacja. Mówiłam o świecach i zaufaniu, o kontakcie wzrokowym i poczuciu humoru, przewidywalnych rutynach i wybornych niespodziankach, o odnajdywaniu przedmiotów szkolnych kryjących się w dziecięcych pasjach i zainteresowaniach, o odwadze do wymyślania edukacji na nowo. Wyjaśniłam, czego dowiodły badania: dzieci od urodzenia są zaangażowane w naukę, a rodzice skuteczniej niż ktokolwiek inny mogą wspierać i rozwijać ich naturalną skłonność do pogłębiania wiedzy. Zasady czarowania – dostrzeganie magii w procesie nauczania – pobudziły wyobraźnię tysięcy nauczycieli domowych.

Przekonywałam, że czarowanie wprowadza ciekawość, zachwyt i więź do wszystkich rodzajów nauki – zarówno w odniesieniu do tradycyjnych przedmiotów, takich jak matematyka czy historia, jak również do indywidualnych pasji, na przykład karate czy gier planszowych. Zaczarowana edukacja bazuje na prostym założeniu, że nauka rozkwita tak długo, jak długo rozkwitają nasze rodziny. Komplikacje pojawiają się wtedy, gdy to, co pozwala rozwijać skrzydła rodzicowi, jednocześnie podcina je dziecku. W tym iście donkiszotowskim zestawieniu zrzucamy na dzieci odpowiedzialność za zapewnienie edukacji gwarantującej przyjęcie na studia. Nic więc dziwnego, że to zadanie wydaje się prawdziwym wyzwaniem.

Wystarczy jednak wprowadzić kilka stosownych modyfikacji do tego, jak postrzegamy proces kształcenia, odnosimy się do naszego potomstwa i tworzymy zachęcający kontekst w naszych domach, aby całkowicie odmienić edukację naszych dzieci oraz nasze doświadczanie rodzicielstwa. Wspomniane zasady przynoszą ulgę, ponieważ są dopasowane do rytmu i charakteru wyłącznie twojej rodziny. Masz prawo wyzwolić się od surowej ideologii. I zrób to, proszę. Dla odmiany eksperymentuj i sprawdzaj, eksploruj i testuj, stosuj i odrzucaj sugestie zawarte w tej książce. Pozwól sobie na radość odkrywania – tego, jak jedna koncepcja roznieca kolejną i ukazuje całkiem nową perspektywę.

Aby zmaksymalizować wartość praktyk i postaw, którymi się dzielę, także ciebie zapraszam do wejścia w rolę odważnego ucznia. Bądź bacznym obserwatorem podczas swojej podróży – zwracaj uwagę na to, co rozbudza w tobie entuzjazm i wywołuje sceptycyzm. Koncentruj się na własnych reakcjach. Prowadź dziennik. Notuj pytania na marginesie. Odnajdź w sobie dziecko tęskniące zarówno za wolnością, jak i za wsparciem. Przekuwaj te doświadczenia w empatię wobec przygody edukacyjnej swoich dzieci.

Pisują do mnie rodziny, które wiele z tych strategii wprowadziły do swoich szkół domowych. W końcu udało im się ujrzeć własne dzieci szczęśliwe, chętne do nauki, a wcześniej takich zachowań próżno było u nich szukać. Rodzice korzystają z tych pokładów kreatywności i współczucia, które mają w sobie; odkrywają, jak uwolnić magię nauki bez względu na przedmiot; nadają rozmach edukacji swoich dzieci; przestają surowo się osądzać za niemożność dorównania fantazji. Rodzice dzieci kształcących się w tradycyjnych placówkach szkolnych, którzy stosują się do zasad odważnej edukacji i pielęgnują więzi rodzinne, też wzbogacają doświadczenia naukowe swych pociech.

Większość rodziców będących nauczycielami domowymi marzy o życiu w harmonii z dziećmi i o wspólnym przeżywaniu wspaniałości wszechświata, który tylko czeka na to, aby dać się odkryć. Masz pełne prawo mieć w tym swój udział już teraz. Gdy tylko skorzystasz z właściwości czarowania i połączysz się z sercami i umysłami dzieciaków, świat otworzy się przed tobą niczym książka opisująca twoją przygodę. Nauczanie stanie się przyjemnością, a zadowolenie twoich dzieci pojawi się w sposób naturalny. Oczywiście nie musisz stosować prezentowanych tutaj koncepcji i poglądów idealnie. Pozwól, aby transformacja dokonała się w tobie. Zrób wdech i wydech. Znajdź w sobie odwagę. Czytaj dalej. Sięgnij po ciastko.

Zaczynamy.


CZĘŚĆ

PIERWSZA


ZACZAROWANA

KRAINA NAUKI


Podejście do nauki wynosi się z domu – dzięki rodzicom, którzy tworzą atmosferę pozwalającą dzieciom odczuć, że są akceptowane takie, jakie są, oraz zapewniają im szczęśliwe doznania, łatwo dostępne narzędzia i rodzicielskie zaangażowanie. Na czym polega rola czarowania (inspirowania) w edukacji? Co sprawia, że nauka „rozpala w kimś płomień”? Co hamuje impuls do nauki? Jak nauczyciele domowi odkrywają szkolne przedmioty ukryte w zainteresowaniach dziecka?


ROZDZIAŁ 1


ZACZAROWANE ŻYCIE

Tworzenie zaplecza dla magii w naszych domach

Jesteśmy formą sztuki… Tworzymy środowisko, w którym muszą żyć inni ludzie. Musimy zdawać sobie sprawę, że to środowisko tworzone przez nasze własne «jestestwo» może wpływać na ludzi, którzy z nami mieszkają.

EDITH SCHAEFFER, THE HIDDEN ART OF HOMEMAKING


Pewnego dnia moja sąsiadka i towarzyszka broni na polu nauczania domowego, Dotty, podbiegła do leżącej na chodniku gałęzi – prawdziwej przeszkody dla pchanego przeze mnie wózka. Przystanęłam gwałtownie, porażona paniczną wizją mojego dziecka lądującego na betonie. Ale gdy tylko Dotty podniosła gałąź, odetchnęłam z ulgą. Byłam przekonana, że przyjaciółka oczyściła mi drogę, i poczułam dla niej wdzięczność. Ale kiedy dwie godziny później weszłam do jej mieszkania, na ścianie w salonie ujrzałam znajomą powykręcaną gałąź, która, artystycznie zawieszona, tworzyła trudny do zdefiniowania klimat, wprawiający w zdumienie czy też budzący zachwyt. I wszystko jasne. Dotty wcale nie przejmowała się moim wózkiem. Po prostu zmysł czarodziejki pozwolił jej dostrzec ścienną dekorację.

 

Mój wstęp do zaczarowanego życia zawdzięczam właśnie Dotty. Ona patrzy na świat inaczej niż większość z nas. Jej zdobyczne meble nigdy do siebie nie pasowały, a mimo to pozwalały gościom poczuć się miło i komfortowo. Rozłożyła wesołą ścierkę kuchenną na oparciu sofy zasypanej pękatymi poduchami. Zrobiła z materacy przytulne gniazdka, obok których poustawiała kosze pełne puzzli, klocków, filcowych lalek i zainstalowała magnetofon. Przeistoczyła szkaradny musztardowy fotel, jakby wyjęty z bajki o Jetsonach, w idealny akcent w szarym pokoju i skąpała go w mnóstwie puszystych koców, maskotek i ciepłego światła. Małe dzieci, spowite blaskiem żółtego tworzywa sztucznego, tuliły tam misie i przeglądały książki z obrazkami.

Pośrodku niewielkiego salonu (takiego miejsca, do którego zwykle zaprasza się gości) stał duży, solidny stół zagracony przyborami plastycznymi – pędzlami w różnych rozmiarach wetkniętymi w puszki, szklanymi słoiczkami po jedzeniu dla najmłodszych służącymi za pojemniki na wodę, ruchomymi oczkami, czyścikami do fajek, brokatem, najróżniejszymi klejami, papierem kolorowym i pakowym, farbami, modeliną, pastelami, flamastrami i nożyczkami dla lewo- i praworęcznych. Pod sufitem na sznurku do prania wisiały schnące prace.

Jej sześćdziesięciopięciometrowy dom był interesujący i tętniący życiem – a nie po prostu „ładny” albo „fajnie urządzony”. I panował w nim wspaniały, zachęcający bałagan. Nieokiełznany. Ale nie niehigieniczny. To miejsce stwarzało możliwości każdemu artyście i zapraszało go do realizacji projektów o dowolnej porze. W domu Dotty człowiek wiedział, że może zaryzykować – była w nim przestrzeń na błędy i potknięcia. Nikomu one nie przeszkadzały.

Moja rodzina mieszkała tuż obok, więc spotykaliśmy się z Dotty niemal codziennie przez pięć lat. Pewnego popołudnia Dotty zaprosiła nas do środka, machając pistoletem do klejenia, który ściskała w jednej ręce, i kapeluszami żołędzi w drugiej. „Robimy bajkowe domki! Przysuńcie sobie krzesła”. Ciasteczka, patyki, mech, szyszki, ususzone kwiaty i do połowy opróżnione szklanki z sokiem pokrywały cały stół. Zauważyłam zlew pełen naczyń. Dwójka jej dzieci, całkowicie skoncentrowana na niebezpiecznym gorącym kleju, nawet na nas nie spojrzała. Eva, najmłodsza latorośl naszej sąsiadki, która wyrosła jak spod ziemi, z pudełkiem farb do twarzy w rękach, nadstawiła policzek w stronę matki. Dotty bez zastanowienia zabrała się do malowania tygrysich pasków, jednocześnie tłumacząc mojej rodzinie, jak wznieść solidną konstrukcję z gałązek.

Moje pociechy rozpierzchły się po niedużym mieszkaniu – niektóre zabrały się do budowania domków z patyków, inne podbiegły do dużego kosza z przebraniami w głębi pokoju. Trochę później czwórka wróciła z naręczem czapek i książką zatytułowaną Caps for Sale (Kapelusze na sprzedaż). Brooke, najstarsza z dzieci Dotty, oznajmiła: „Chcemy przygotować dla was przedstawienie!”.

Potem maluchy, ubrane w koszule ojca, zwykle służące za fartuchy do malowania, ustawiły się w rzędzie. I kiedy Brooke czytała na głos, reszta kolejno wchodziła do pokoju, układała stertę kapeluszy i odgrywała scenki. Nie obeszło się bez potknięć i wygłupów, skoro niektóre dzieci były zbyt nieśmiałe, aby się odezwać, a inne zbyt rozbrykane i gadatliwe. Reżyserowanie, uciszanie i śmiechy trwały do końca prezentacji książki.

Aktorzy rozbiegli się w różne strony. Kilku z nich wróciło do stołu, gdzie trwała zabawa przy konstruowaniu bajkowych domków. Dotty zniknęła, aby magicznie zmaterializować się po chwili z pajdami domowego chleba, dżemem i lemoniadą na jasnoniebieskiej tacy. Wszyscy jedli i pili, wygłodniali po kreatywnym wysiłku. Dzień z życia Dotty.

Po tym, jak poznałam Dotty, przede wszystkim sprawiłam nam nasz własny „zawsze gotowy do użycia” stół plastyczny. Ty też możesz to zrobić!

ZACZAROWANY STÓŁ PLASTYCZNY DOTTY

Jeśli chcesz wprowadzić magię do swojego salonu, wyłóż na stół dużo przyborów plastycznych, z których będzie można korzystać o każdej porze.

Warunki, które trzeba spełnić, aby zachować rozum, dywan i ściany w dobrym stanie

1. Stół: Niedrogi, stabilny (stoliki karciane bywają chwiejne) i gotowy znieść gorący klej, farby oraz niezmywalne flamastry. Można go przykryć przezroczystą ceratą (zawiń ceratę pod blat i zabezpiecz ją taśmą klejącą, żeby nie przesuwała się, kiedy dzieci pracują). Wysokość stołu zależy od wieku dzieci (niski dla młodszych, a wyższy dla starszych dzieci).

2. Krzesła: Dopasowane do wysokości stołu, z oparciem na plecy, stabilne (takie, na których nie jest łatwo się bujać), niedrogie (zostaną ozdobione różnymi kolorami i klejem).

3. Podłoga: Postaw stół na starym dywanie albo na kawałku wykładziny dywanowej/winylowej.

4. Ubrania: Na wieszaku na płaszcze albo na haczykach przytwierdzonych do ściany nieopodal stołu powieś męskie koszule zapinane na guziki, z krótkimi rękawami (kupione w sklepie z używaną odzieżą). Można je zakładać tył na przód i traktować jak fartuchy, które ochronią ubranie.

5. Ściany: Jeśli stół stoi pod ścianą, zabezpiecz ją długim pasem papieru pakowego o szerokości trzydziestu centymetrów.

Szeroki wachlarz przyborów

1. Do malowania: farby plakatowe, akwarele, farby akrylowe, farby do tkanin, farby do malowania palcami, grube pędzle, cienkie pędzle, pędzle gąbkowe, stempelki wycięte z gąbki.

2. Do pisania: zmywalne flamastry, pastele olejne, kolorowe ołówki Prismacolor, węgiel, ołówki Flair do podkreślania, markery Sharpie we wszystkich kolorach (uwaga: są niezmywalne), kreda, kredki, pisaki do białej tablicy (ekspert radzi: przyklej kolorową taśmę izolacyjną do pisaków przeznaczonych do białej tablicy, aby nikt nie używał ich do papieru), ołówki średniej twardości HB, długopisy żelowe do czarnego papieru.

3. Podkład: kolorowy i biały papier, papeteria z ładnym brzegiem, torby z brązowego papieru, papier pakowy, samoprzylepne karteczki, kartki do notesu, tektura, papier ozdobny, folia aluminiowa, papier techniczny, kartony, koperty, płótno, drewniane klocki, kamienie rzeczne, lustro, biała tablica, szklane pojemniczki na świeczki, kawałki tkanin, papier ścierny, książeczki do kolorowania, filc, czarny papier do długopisów żelowych, małe zeszyty i notesy.

4. Dodatki: ruchome oczka, czyściki, brokat (ostrożnie!), konfetti (po dwakroć ostrożnie!), naklejki, pieczątki, szablony, włóczka, sznurek, mulina, plastelina, modelina Sculpey, kawałki tkanin, katalogi, czasopisma, pompony, tasiemka ząbkowana, patyczki po lodach.

5. Przechowywanie: umyte puszki doskonale nadadzą się do trzymania pędzli i przyborów piśmienniczych. Półeczka prysznicowa pomieści opakowania z ruchomymi oczkami, czyściki, kleje w sztyfcie i brokat. W pobliżu stołu rozwieś sznurek na pranie ze spinaczami, aby wieszać na nim prace plastyczne, które inaczej zajmowałyby miejsce na blacie. Tablica korkowa przymocowana do ściany może pełnić podobną funkcję (jeśli chcesz, możesz przyczepić do niej kolorowy papier ozdobny pasujący do wystroju wnętrza). Na regale przeznacz jedną półkę na projekty, których nie da się powiesić. Wodę do czyszczenia pędzli podczas malowania trzymaj w szklankach z grubym dnem. Są stabilniejsze od puszek. Plastelinę można przechowywać w małych blachach do pieczenia pod stołem i wyciągać w razie potrzeby.

6. Lokalizacja: ustaw stół w polu swojego działania, tak żeby znajdował się tuż pod ręką. Stołom trzymanym w piwnicach i sypialniach doskwiera samotność.

Pora na zabawę!

Magia plastycznego stołu polega na tym, że można z niego korzystać o każdej porze. Zacznij od: farb, flamastrów, czystego białego papieru, kleju i ruchomych oczek. Dodawaj kolejne artykuły (co tydzień albo co kilka dni). Pozbywaj się natomiast starych i zaschniętych, aby zrobić miejsce dla tych nowych.

Zrób niespodziankę swoim dzieciakom! Niech po obudzeniu ujrzą stół pełen gałązek, kory, mchu i żołędzi. Być może zastaną cię przy pracy nad bajkowymi domkami. Czy się do ciebie przyłączą? Przekonaj się. Przynieś do domu gładkie kamienie rzeczne i pomaluj je, aby otrzymać przyciski do papieru, albo ustaw jedne na drugich i sklej, tworząc rzeźby.

Dodaj ptasie pióra i kałamarze – zaproponuj pisanie przy świecach.

Stół wymaga ponownej aranżacji raz w miesiącu. Z czasem wtopi się w tło i nikt nie będzie zwracał na niego uwagi. Pamiętaj, by co jakiś czas na nim sprzątać i korzystaj z różnych pomysłów proponowanych w tej książce.

Modyfikacja: W domach, w których brakuje miejsca na stół plastyczny, wybierz jeden z mebli w pobliżu kuchennego stołu, pełen skrytek, szuflad, i odpowiednio go wyposaż.

Zajęcia z bajkowymi domkami i książką Caps for Sale (Czapki na sprzedaż) są jednymi z wielu, które razem z Dotty odbyłyśmy w atmosferze odprężenia i radości w ciągu pięciu lat wspólnego nauczania domowego. Poniżej prezentuję jeszcze kilka innych:

◆ pikniki na plaży z jajecznicą przygotowaną nad ogniskiem,

◆ badanie basenów pływowych na plaży,

◆ obserwowanie ptaków,

◆ kalifornijska gorączka złota – impreza z motywem przewodnim,

◆ eksperymenty z pojemnikami ze smalcem,

◆ robienie glutów z boraksu,

◆ malowanie twarzy i przebieranki,

◆ podwieczorek w stylu marokańskim, z chlebem domowej roboty oraz z malowaniem dłoni henną,

◆ wieczorek pod hasłem „Układ Słoneczny”, z czytaniem wierszy o gwiazdach i planetach,

◆ dekorowanie stołów stosownie do pory roku,

◆ pieczenie ciast z jagodami zebranymi podczas pieszej wycieczki,

◆ szycie patchworkowych narzut,

◆ śniadanie w stylu Farmer Boy, składające się z szynki, naleśników, jabłecznika i kawałków sera,

◆ wycieczki plenerowe na targ rolny i do dzielnicy wietnamskiej,

◆ zabawa w berka z użyciem latarki.

Na wypadek gdyby przyszło ci do głowy, że wszystko układało się idealnie, dodam, że wcale tak nie było. Wiedza matematyczna i fonetyka także wkradały się do naszego życia, podobnie jak poczucie winy, napady gniewu, porody, wątpliwości, nuda, moczenie nocne, wady wymowy, presja, bieda, ciąże, owsiki i wszy, zaburzenia rozwoju mowy, samotność i wyczerpanie.

Mimo wyzwań, z którymi zmagają się dorośli – takich jak wychowywanie dzieci, problemy małżeńskie i wyrastanie na kompetentnych dorosłych – płynęłyśmy również z prądem niespodzianek, tajemnic, ryzyka i przygody. Z perspektywy czasu widać, że prowadziła nas i napędzała moc czarowania.

CZYM JEST CZAROWANIE?

Czarowanie polega na tym, żeby niczego nie robić na siłę. Nie uważasz, że to dobra wiadomość? W końcu to ciężka praca polegająca na egzekwowaniu „szkolnych obowiązków” albo „pracy domowej” wyciska z ciebie ostatnie soki i wkurza twoje dzieci. Odkryłam, że otwartość na właściwości czarowania i korzystanie z nich uwalnia energię – tę dobrą, która w naturalny, niewymuszony sposób popycha naukę do przodu. W zaczarowanej edukacji i w zaczarowanym życiu chodzi o małe niespodziewane radości – pojawiające się rzadko, chaotycznie i znienacka wśród monotonnych dni. Te magiczne chwile działają niczym turbodoładowanie, podobnie jak ruchome chodniki umożliwiające szybsze przebycie lotniska[1]. Oczywiście musisz pokonać całą drogę przez wspomniane lotnisko, ale dzięki ruchomym chodnikom mija ona łatwiej, szybciej i lepiej. Przez cały czas czujesz, że jesteś właściwym człowiekiem na właściwym miejscu – panujesz nad sytuacją, masz moc, nic cię nie ogranicza – i zmierzasz prosto do celu. Kiedy tworzymy przestrzeń dla czarowania w edukacji, stajemy na takim ruchomym chodniku, który wiedzie nas do szczęścia.