Przygoda na całe życie

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Julia James

Przygoda na całe życie

Tłumaczenie: Ewelina Grychtoł

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2020

Tytuł oryginału: Heiress’s Pregnancy Scandal

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2019

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2019 by Julia James

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2020

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-4960-7

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Nico Falcone wszedł do kasyna i rozejrzał się z zadowoleniem. Zakupienie i wyremontowanie tego kolonialnego hotelu na pustyni, nieopodal Zachodniego Wybrzeża i Las Vegas, było strzałem w dziesiątkę. Jego sieć luksusowych hoteli powiększyła się o kolejny dochodowy biznes. Kolejny dowód na to, jak wiele osiągnął w ciągu zaledwie trzydziestu lat życia.

Pomyśleć, że w wieku szesnastu lat pracował w piwnicy słynnego hotelu Viscari Roma, jako pozbawiony perspektyw sierota! Teraz zaś mógł patrzeć z wyższością na Vita Viscariego, który po prostu odziedziczył swoją sieć hoteli, nie wkładając w to najmniejszego wysiłku.

Na wspomnienie tamtych czasów twarz mu pociemniała. Przez lata uparcie piął się w górę w szeregach Viscari Roma, aż w końcu pojawiła się realna szansa, by zyskał upragnione stanowisko menedżera. Ale właściciel firmy, wujek Vita, wolał zatrudnić swojego niedoświadczonego bratanka. Wzgardził wiernym pracownikiem i jego ciężką pracą. Wtedy Nico postanowił, że będzie pracował tylko i wyłącznie na własny rachunek. Stworzy własną sieć hoteli, która swym rozmachem i przepychem przyćmi Viscari.

Udało mu się zrealizować ten plan, mało tego! Odniósł sukces do tego stopnia, że zeszłym roku udało mu się przejąć połowę hoteli Viscari. Niestety, jego triumf nie trwał długo. Teściowa Vita przekonała inwestorów, żeby z powrotem odsprzedali jej hotele, a następnie oddała je zięciowi. Po raz kolejny Vito nie musiał ruszyć palcem, żeby pokonać Nica.

Ale Nico nie zamierzał tak łatwo się poddać. Odpowiedział zainwestowaniem w kolejne hotele Falcone, w tym nowo otwarty Falcone Nevada i mieszczące się w nim kasyno.

Ruszył przed siebie, mijając po drodze grupę młodych mężczyzn, którzy właśnie odeszli od baru i skierowali się w stronę automatów do gry. Zostawili za sobą młodą blondynkę, która pomachała im na pożegnanie.

Jej widok sprawił, że Nico zatrzymał się w pół kroku.

Miał wiele pięknych kobiet, ale nigdy takiej, jak ona. Zmrużył oczy. Właściwie, dlaczego nie...

Fran odprowadziła wzrokiem studentów, w duchu życząc im powodzenia. To był ostatni dzień konferencji naukowej i widać było, że chcą się zabawić na całego. Wiedziała, że sama powinna się już zbierać. Następnego ranka miała przedstawić prezentację i zdecydowanie przydałaby jej się powtórka przed snem.

Ale zanim się odezwała do barmana, za jej plecami rozległ się czyjś głos.

– Nie spróbujesz szczęścia?

Fran odwróciła się. I otworzyła szerzej oczy.

Stojący za nią mężczyzna był wysoki i barczysty. Jego twarda pierś wyglądała, jakby mógł przyjąć na nią cios pięścią i nawet tego nie zauważyć. Harmonię jego ostrych rysów zakłócał jedynie ślad po złamaniu na nosie. Mimo eleganckiego smokingu nieznajomy wyglądał na twardziela. Przez kilka sekund Fran wpatrywała się w niego, nie mogąc zrozumieć, dlaczego zrobił na niej tak potężne wrażenie. Nigdy nie reagowała w ten sposób na mężczyzn, nawet na Cesarego, swojego niedoszłego męża. Gustowała w szczupłych intelektualistach, nie umięśnionych osiłkach.

Ale tego mężczyzny nie mogłaby nazwać osiłkiem. Jego niebieskie oczy błyszczały inteligencją. Co dziwne, miał przy tym ciemną karnację i czarne włosy wskazujące na południowe korzenie. Hiszpania?

Fran zdała sobie sprawę, że powinna podjąć jakieś działanie. Odpowiedzieć? Ze swoimi blond włosami często zwracała uwagę mężczyzn. Zazwyczaj albo zbywała amantów półsłówkami, aż dali jej spokój, albo ignorowała ich obecność.

Wybrała pierwszą opcję. Uśmiechnęła się i pokręciła głową.

– Hazard mnie nie interesuje. – Mówiąc to, przyjęła rachunek od barmana i napisała na nim numer swojego pokoju.

– Przyjechałaś na konferencję?

– Owszem.

Widząc, że chce zejść ze stołka barowego, mężczyzna podał jej rękę i pomógł stanąć na podłodze. Fran wymamrotała pod nosem podziękowania. Żałowała, że nie potrafi przywołać swojej zwykłej, chłodnej obojętności. Zerknęła na niego i zobaczyła, że się uśmiecha; drapieżnie niczym wilk pustynny.

Na moment zaparło jej dech w piersiach.

– Pewnie to zabrzmi seksistowsko, ale nie wyglądasz na astrofizyka!

Po ustach mężczyzny przemknął drwiący uśmiech, jakby doskonale wiedział, że wygłosił oburzająco seksistowską uwagę i ani trochę się tym nie przejmował. Oboje wiedzieli, dlaczego. Powiedziałby wszystko, żeby podtrzymać konwersację.

Fran uniosła brwi. Nieznajomy otwarcie ją podrywał. Najlepiej by było, gdyby się pożegnała i wyszła. Ale nie chciała tego robić. Przyspieszony puls niezaprzeczalnie dowodził, że reaguje na niego tak, jak nigdy dotąd nie reagowała na mężczyznę. Usłyszała własny, rozbawiony głos.

– Przypuszczam, że spotkałeś wiele kobiet astrofizyków?

Wiedziała, że kąciki jej ust uniosły się w uśmiechu. Mężczyzna otwarcie, bezczelnie z nią flirtował, a ona odwzajemniała się tym samym.

– Dostatecznie dużo – odparł lakonicznie.

Fran zmrużyła oczy.

– Wymień trzy.

Mężczyzna zaśmiał się. Jego śmiech był niski, aksamitny; pasował do błyszczących niebieskich oczu, ostrych rysów i muskularnego ciała. Wszystko to razem składało się na jego nieodparty urok.

Co się z nią działo? Pozwalała się podrywać jakiemuś facetowi w barze jak osiemnastolatka. Poważne badaczki nie traciły głowy, bo uśmiechnął się do nich jakiś mięśniak. A zwłaszcza nie robiła tego doktor Fran Ristori!

Donna Francesca di Ristori. Dziedziczka dwóch wielkich rodów, córka markizy d’Arromento i wnuczka diuka Revinscourt. Oczywiście, w Stanach nikt się tym nie przejmował. Na uniwersytecie jedyne, co się liczyło, to wiedza i osiągnięcia. To było coś, czego jej matka, markiza d’Arromento, nigdy nie zrozumiała. Nie rozumiała, dlaczego Fran porzuciła życie arystokratki, żeby oddać się karierze naukowej. Nie rozumiała, dlaczego zerwała z Cesarem, hrabią di Mantegna, którego dawno temu wybrano jej na męża.

– Ale przecież był dla ciebie idealny! – protestowała matka. – Znaliście się przez całe życie. Pozwoliłby ci nawet dalej gapić się w niebo...

– Dostałam lepszą propozycję – odparła tylko Fran.

Prawda była taka, że zaproszono ją do zespołu badawczego w Kalifornii, któremu przewodził laureat nagrody Nobla. Z radością i ulgą przyjęła ofertę, i to nie tylko przez wzgląd na siebie. Cesare był dla niej dobrym przyjacielem, ale odkryła, że zakochał się w innej kobiecie. Od czasu ich zerwania zdążył się z nią ożenić.

Fran szczerze się cieszyła szczęściem Cesarego, Carli i ich nowo narodzonego dziecka. Sama zaś wyprowadziła się na Zachodnie Wybrzeże, wynajęła mieszkanie i pozwoliła się pochłonąć ekscytującej atmosferze jednego z najbardziej nowoczesnych ośrodków naukowo-badawczych na świecie. Życie bez Cesarego było dla niej czymś nowym i trochę dziwnym, ale cieszyła się, że może asystować sławnemu nobliście. Niestety, w zeszłym semestrze jej szacowny profesor przeżył zawał serca i musiał odejść na przedwczesną emeryturę. Jego następca nie mógł się z nim równać. Dlatego postanowiła, że pojedzie na tę konferencję, a potem zacznie szukać innego stanowiska.

– No dobrze, pasuję. – Mężczyzna uniósł dłonie w geście poddania. – Przejrzałaś mój blef.

Wbrew własnej woli Fran się roześmiała. Ten facet był pewny siebie! Zwykle ją to odrzucało, ale w jego wypadku było dokładnie odwrotnie. Nie potrafiła tego zrozumieć.

– Dzisiaj mieliśmy bankiet, więc wystroiliśmy się w najlepsze ciuchy – wyjaśniła. – Żadne z nas nie wygląda jak zakopany w książkach naukowiec!

Mężczyzna zmierzył ją spojrzeniem pełnym otwartej męskiej aprobaty.

– Zdecydowanie nie.

Na te słowa wypowiedziane po włosku Fran natychmiast się ożywiła.

Sei Italiano?

Zanim się zastanowiła, było już za późno. Właśnie dostarczyła mu nowy temat do rozmowy, a co gorsza, w ogóle jej to nie przeszkadzało.

 

Po twarzy nieznajomego przemknął cień.

– Wielu Amerykanów ma włoskie korzenie – odparł zdawkowo po angielsku. – A ty?

– Jestem Włoszką od strony ojca, a Angielką od strony matki – odparła.

Wciąż nie rozumiała, dlaczego mu się poddaje. Poświęcała swój cenny czas zadufanemu w sobie karkowi, a przecież powinna powtarzać teraz prezentację! Jej zachowanie zupełnie nie przypominało chłodnej, rzeczowej badaczki, a jeszcze bardziej dostojnej Donny Franceski.

Tymczasem mężczyzna znów się odezwał.

– Angielką? Myślałem, że jesteś z Zachodniego Wybrzeża.

– Mieszkałam tam przez jakiś czas – wyjaśniła. – Robiłam doktorat.

Od strony grupki naukowców, skupionych przy stole do blackjacka, dobiegł czyjś krzyk. Fran spojrzała w ich stronę.

– Mam nadzieję, że nie próbują liczyć kart! – zawołała. – Wszyscy są matematycznymi geniuszami, więc pewnie by im się udało, ale wiem, że w kasynach tego nie lubią...

– Nie bój się. Krupierzy wiedzą, jak do tego nie dopuścić.

Jego głos był tak pewny i rzeczowy, że Fran spojrzała na niego podejrzliwie.

– Brzmisz, jakbyś to wiedział.

Mężczyzna skinął głową.

– Tak się składa, że wiem.

W takim razie musiał chyba być tu ochroniarzem? Mimo wszystko Fran dalej nie była pewna. Zdała sobie jednak sprawę, że jest jej to obojętne.

– Jak się udała konferencja? – zapytał swoim niskim, zmysłowym głosem.

– Doskonale! Była męcząca, ale i satysfakcjonująca. A ten hotel jest po prostu fantastyczny! Żałuję, że nie zdążyłam skorzystać ze wszystkich atrakcji. Nawet nie byłam na basenie. Może jutro, przed wyjazdem mi się uda. Nie zdążyłam też niczego zwiedzić, nawet Wielkiego Kanionu.

Natychmiast pożałowała swoich słów. Czyżby pomyślał, że liczy na zaproszenie? Oby nie. Na szczęście puścił jej uwagę mimo uszu.

– Cieszę się, że hotel ci się podoba. Włożono w niego sporo pracy – powiedział tylko.

W jego głosie pobrzmiewała zawodowa duma. Wyglądało na to, że naprawdę jest kimś z obsługi.

– Wolałabym, żeby nie było w nim kasyna, ale w końcu jesteśmy w Nevadzie...

– Kasyna sporo zarabiają – padła lakoniczna odpowiedź.

Od strony stołu do blackjacka dobiegł kolejny okrzyk triumfu.

– Dzisiaj może trochę mniej – zaśmiała się Fran.

– Może – przytaknął. – A może... gdybym zaproponował, że postawię ci drinka, żebyś mogła wznieść toast za sukces kolegów astrofizyków... zgodziłabyś się?

Fran zerknęła na niego, potem spojrzała na stół do blackjacka, a potem znowu na mężczyznę, który ją podrywał. Czy powinna współpracować, czy też grzecznie odmówić i pójść do swojego pokoju, żeby powtórzyć prezentację? Kiedy się nad tym zastanawiała, uderzyło ją coś innego. Ożywienie. Tęsknota za czymś innym niż bezustanna praca, której poświęciła się bez reszty od rozstania z Cesarem. Odkryła, że nie chce wracać do pokoju; wolała kontynuować tę rozmowę, od której serce biło jej szybciej, a krew wrzała w żyłach.

Uśmiechnęła się i z powrotem usiadła na stołku barowym. Popatrzyła mu prosto w oczy.

– Dlaczego nie?

Nico z zadowoleniem patrzył, jak blondynka z powrotem sadowi się na stołku. Nie był pewien, czy przyjmie jego zaproszenie, ale to była część jej uroku. Nudziło go towarzystwo gotowych na wszystko kobiet. Może to dlatego podświadomie nie chciał jej zdradzić, kim jest.

Rzucił ostrzegawcze spojrzenie barmanowi, który przyszedł przyjąć ich zamówienia, i w odpowiedzi otrzymał niemal niezauważalne skinięcie głową.

Zamówili drinki, a potem Nico usiadł przy barze obok niej.

– Prowadziłaś jakiś wykład na konferencji?

– Jeszcze nie, ale jutro mam przedstawić prezentację na temat projektu badawczego, którym aktualnie się zajmuję.

– Jest szansa, że zrozumiem, o czym jest? – zażartował Nico. Ciekawił go świat, w jakim żyła ta tajemnicza piękność, jakże różny od jego własnego.

Patrzył, jak pije drinka, podziwiając jej szczupłe palce. Miała na sobie prostą sukienkę koktajlową z krótkimi rękawkami, a włosy spięła w schludny kok. Jej makijaż był delikatny i stonowany. Wyglądała w każdym calu na osobę, którą była: kobietę pracującą naukowo, wystrojoną na wieczór.

Przeszył go dreszcz podniecenia. Z wysiłkiem skupił się na jej słowach.

– Zajmuję się kosmologią – mówiła. – To nauka o początkach i ostatecznym losie wszechświata. Moja prezentacja dotyczy tylko niewielkiego aspektu tego zagadnienia. Stworzyłam komputerowy model, który na podstawie danych z obserwacji ma dać pewną wskazówkę co do tego, czy wszechświat jest otwarty, czy zamknięty.

Nico zmarszczył brwi.

– Co to znaczy?

Blondynka ucieszyła się wyraźnie. Widać było, że uwielbia rozmawiać o swojej pracy.

– Jeśli jest otwarty, to znaczy, że materia powstała przy wielkim wybuchu będzie się coraz bardziej rozszerzać, do momentu, aż we wszechświecie nie zostaną żadne gwiazdy, planety i żadna energia. Nazywamy to śmiercią cieplną i jak dla mnie byłoby to raczej nudne – dodała z lekką niechęcią. – Dlatego bardziej skłaniam się ku teorii zamkniętego wszechświata, który po okresie rozszerzania zacznie się z powrotem kurczyć, by wywołać kolejny wielki wybuch, po którym wszechświat narodzi się na nowo. Dużo ciekawsze!

Nico napił się burbona i poczuł, jak alkohol przyjemnie pali mu gardło.

– A zatem, która teoria jest prawdziwa? – zapytał.

– Nikt nie wie na pewno, ale teoria otwartego wszechświata jest bardziej popularna. Którakolwiek wersja jest prawdziwa, musimy ją zaakceptować; nawet jeśli nam się nie podoba.

Nico pokręcił głową.

– Nie. Nie kupuję tego.

Kobieta spojrzała na niego pytająco.

– Nigdy nie powinniśmy akceptować tego, co nam się nie podoba – wyjaśnił. – To defetyzm. – Zacisnął usta. – No dobrze, może w fizyce to nie działa, ale w życiu owszem. Nikt nie może nas zmusić, żebyśmy zaakceptowali status quo.

– Mówisz, jakby to było dla ciebie bardzo ważne – zauważyła. Przyglądała mu się z zaciekawieniem, jakby chciała odczytać jego myśli.

Nico wzruszył ramionami.

– Nie możemy po prostu akceptować świata takim, jaki jest.

– Ale niektóre rzeczy trzeba zaakceptować. Tak jak to, kim jesteśmy. Kim się urodziliśmy.

– To właśnie możemy zmienić! – przerwał Nico i znów napił się burbona. Do jego głowy napłynęły złe wspomnienia. Jego bezbronna matka, porzucona przez ojca jej dziecka. Dręczona przez swojego kolejnego mężczyznę, tyrana, który bił ją tak długo, aż Nico urósł na tyle, by móc ją ochronić.

Musiał zmienić swoje życie. Nikt mu nie pomógł. Osiągnął to sam.

Blondynka patrzyła na niego z zaciekawieniem, zaskoczona jego zawziętością. Powoli skinęła głową.

– Przychodzi mi na myśl jedno powiedzenie: „Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to, co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego”.

Nico przemyślał to.

– Nie ma szans – zadecydował. – Chcę zmienić wszystko, co mi się nie podoba.

Kobieta zaśmiała się.

– Nie nadawałbyś się na naukowca.

Nico parsknął śmiechem, w głębi duszy zdając sobie sprawę, że powiedział tej kobiecie więcej o swoich uczuciach, niż zrobił to kiedykolwiek wcześniej. Czy to dlatego, że była naukowcem? Była piękną kobietą, a on chciał ją lepiej poznać? Ale przecież znał wiele pięknych kobiet. Niczym się nie różniła od pozostałych.

A jednak się różniła. Była utalentowaną astrofizyczką, podczas gdy jego kochanki zwykle zaliczały się do beztroskich imprezowiczek. Nie przywiązywały się i nie prosiły o przywiązanie. Nie prosiły o więcej, niż był w stanie im dać.

Ale to nie był moment, żeby myśleć o kobietach, które dawno zniknęły z jego życia. Właśnie rozpoczynał nową, ekscytującą znajomość i zamierzał wyciągnąć z niej tyle, ile tylko się da.

Oboje dokończyli swoje drinki i wiedział, że czas się pożegnać. Tego wieczoru nie osiągnie już nic więcej, a ona nie była kobietą, którą należało popędzać. Na dziś wystarczy. Przywołał barmana i podpisał rachunek, pilnując, żeby blondynka nic nie zauważyła. Zsunął się ze stołka; ona zrobiła to samo. Uśmiechnęła się.

– Dziękuję za drinka.

– Cała przyjemność po mojej stronie – padła lakoniczna odpowiedź. – I dziękuję za lekcję.

– Nie ma o czym mówić – odparła Fran i uśmiechnęła się wesoło.

Ruszyła w stronę windy, świadoma, że mężczyzna odprowadza wzrokiem. Czy żałowała, że postanowił przerwać rozmowę? Niemożliwe. Przecież nic więcej nie wchodziło w grę. Ale choć rozsądek podpowiadał jej, że tak jest, gorące pulsowanie krwi w żyłach mówiło coś innego. Mówiło, że nie chce wracać do pustej sypialni.

Znów przepełniła ją ta sama ekscytacja, co wcześniej. Jej relacja z Cesarem nigdy nie miała fizycznego aspektu; byli dla siebie bardziej jak przyjaciele. Do momentu, aż oficjalnie jej się oświadczył, regularnie miewał romanse z innymi kobietami. Jeśli chodzi o nią, miała tylko dwa: jeden z innym studentem w Cambridge i drugi, przelotny, z wykładowcą z uczelni, na której robiła doktorat. Namiętność nie grała w nich większej roli, a jej brak nie przeszkadzał Fran. Ostatecznie pewnego dnia i tak miała poślubić Cesarego...

Tylko że teraz sytuacja była inna.

Była wolna i nieskrępowana. Mogła przejść do porządku dziennego nad rozstaniem z Cesarem i poszukać nowych romansów. Na przykład z muskularnym Włochem o błękitnych oczach, którego wyraz twarzy nie pozostawiał wątpliwości, jak bardzo mu się podoba...

Wszedłszy do pokoju, nie zadała sobie trudu, żeby chociaż spojrzeć na notatki. Zmyła makijaż i uczesała włosy, zastanawiając się, dlaczego jej serce wciąż nie chce zwolnić.

Przez całą noc dręczyły ją zmysłowe, erotyczne sny.

ROZDZIAŁ DRUGI

Konferencja dobiegała końca. Wykładowcy dziękowali sobie nawzajem, a Fran rozprostowywała palce zdrętwiałe od pisania notatek. Nie miała jeszcze ochoty wracać. Naprawdę żałowała, że nie zdążyła skorzystać ze wszystkich atrakcji hotelu. Właściwie, dlaczego nie miałaby tego zrobić? Od roku nie brała ani dnia urlopu. Wolała się nie zastanawiać, czy przystojny ochroniarz ma coś wspólnego z jej decyzją. Poinformowała kolegów z pracy, że nie będzie z nimi wracać, i życzyła im bezpiecznej podróży. Potem poszła na recepcję, żeby przedłużyć pobyt. Wzięła broszurę na temat wycieczek do Wielkiego Kanionu i udała się do baru przy basenie, żeby zjeść lunch i przejrzeć notatki. Czuła ulgę, że wykłady już się skończyły, i cieszyła się perspektywą kilku dni odpoczynku.

Jedząc sałatkę, zastanawiała się, czy zobaczy jeszcze tego ochroniarza. Pracował poprzedniego wieczoru, więc teraz pewnie będzie miał wolne. Chociaż...

– Cześć! Już po konferencji?

Fran odwróciła się, słysząc za sobą głęboki głos. Tym razem mężczyzna nie miał na sobie smokingu, ale bordową koszulkę polo z logo Falcone, która opinała się na jego szerokiej piersi. Na jego widok ogarnęło ją dziwne uczucie lekkości.

– Już po wszystkim – potwierdziła. – Teraz muszę tylko przejrzeć notatki.

Mężczyzna spojrzał na nie, a potem skierował wzrok z powrotem na Fran.

– Mogę? – Wskazał wolne krzesło.

Fran wiedziała, że może powiedzieć coś w stylu „Ojej, przepraszam, ale naprawdę muszę się zająć notatkami, dopóki mam wszystko na świeżo”. On odszedłby i nie próbowałby jej więcej zaczepiać.

– Oczywiście – odparła zamiast tego i uśmiechnęła się.

Działo się z nią to samo, co poprzedniego wieczoru. Uznała, że nie będzie się temu przeciwstawiać. Że pozwoli się nadal uwodzić. Może i była niedoświadczona, ale wiedziała, kiedy mężczyzna z nią flirtuje, a ten tutaj nawet nie próbował się z tym kryć. Dlatego nie zaskoczyły jej jego następne słowa.

– Cieszę się, że postanowiłaś jeszcze nie wyjeżdżać.

Fran uniosła brwi. Musiał rozmawiać z recepcjonistą, dowiedzieć się, że przedłużyła pobyt.

Nico nie dawał nic po sobie poznać. Specjalnie założył firmową koszulkę, domyśliwszy się, że wzięła go za kogoś z obsługi. Pasowało mu to.

– Cieszysz się? – powtórzyła.

To było wyzwanie. Twarz Nica nawet nie drgnęła.

– Cieszę się, że będziesz miała okazję skorzystać z atrakcji hotelu. Może zechcesz też pojechać na wycieczkę? – Jego spojrzenie padło na folder turystyczny. – Na przykład „Przejażdżkę o zachodzie słońca”?

Fran zmarszczyła brwi. W folderze nie było wycieczki o takiej nazwie.

 

– To jedna ze spersonalizowanych – dodał. – Zaczyna się tutaj późnym popołudniem, a kończy na punkcie widokowym równo o zachodzie słońca. To tylko kilka godzin. Zdążysz na kolację.

Fran zastanowiła się nad tym. Dokładnie rozważała wszystkie za i przeciw przez pięć sekund.

– Brzmi dobrze – powiedziała i uśmiechnęła się. – Chętnie wybiorę się na wycieczkę.

– Świetnie.

W głosie mężczyzny pobrzmiewała satysfakcja, która rozbawiła Fran. Nic w jego zachowaniu nie było w stanie jej zniechęcić. Zdała sobie sprawę, że wciąż nie wie, czy „Przejażdżka o zachodzie słońca” naprawdę należy do oferty hotelu, czy też to atrakcja stworzona specjalnie dla niej. Nie miała żadnych wątpliwości co do tego, że on będzie kierowcą, a ona jedynym pasażerem.

Nie przeszkadzało jej to.

Mężczyzna wstał i uśmiechnął się do niej.

– Zorganizuję to – powiedział, pomachał jej na pożegnanie i oddalił się.

Fran odprowadziła go wzrokiem. Widziała, jak zatrzymuje się, żeby powiedzieć coś jednej z kelnerek. Wyraz jej twarzy wyraźnie świadczył, że nie tylko Fran jest podatna na jego urok. Cokolwiek miał w sobie ten mężczyzna, co przyciągało do niego kobiety, miał tego aż w nadmiarze.

Westchnęła. Czuła się niespokojna, czuła, że ma dość życia, jakie prowadziła od zerwania zaręczyn z Cesarem. Miała ochotę na zabawę, przygodę. Na samą myśl, że ta przygoda miałaby być związana z nieziemsko przystojnym mężczyzną, który nie ukrywał swojego pociągu do niej, ogarniała ją ekscytacja.

Powitała ją z radością.

– Pozwól, że ci pomogę.

Nico podał rękę Fran, a następnie sam usiadł za kierownicą SUV-a. Miał na sobie dżinsy, kowbojki i koszulę w kratę, ona zaś rozsądnie przebrała się w buty trekkingowe i luźne spodnie.

– Zapraszam na „Przejażdżkę o zachodzie słońca” – powiedział i uśmiechnął się drapieżnie. Fran ucieszyła się w duchu, że ma okulary przeciwsłoneczne.

Nico włączył silnik i wyjechał na drogę. Kiedy znaleźli się na wygodnej, szerokiej autostradzie, obrócił się do niej.

– Jak spędziłaś popołudnie, doktor Ristori?

Fran odgadła, że musiał przeczytać jej nazwisko w dzienniku hotelowym.

– Przyjemnie. Przejrzałam notatki, a potem poszłam popływać. Przez cały dzień nie ruszyłam się znad basenu.

– I dobrze – odparł. – Nie zawsze trzeba być rozsądnym i produktywnym. Twoje wakacje, twój wybór.

Po jego ustach błąkał się uśmiech, który powiedział Fran, że pod słowem „wybór” kryło się coś więcej niż leniwe popołudnie nad basenem. Odwróciła się i wyjrzała przez okno, na pustynny krajobraz, który wyglądał jak żywcem wyjęty z westernu. Po kilku milach skręcili w nieoznakowaną drogę wzdłuż klifu, który kończył się skalistym urwiskiem. Piasek błyszczał w słońcu, a powietrze drgało od nieznośnego upału. Nico podał Fran kapelusz z szerokim rondem, a sam wyjął z bagażnika plecak z apteczką i dwoma butelkami wody mineralnej.

– To jakieś dziesięć minut drogi stąd – powiedział, po czym ruszyli wąską ścieżką, która pięła się w górę między poszarpanymi skałami.

Gdy stanęli na szczycie klifu, ich oczom ukazał się zapierający dech w piersiach widok na dolinę zalaną złotym światłem zachodzącego słońca. Usiedli na ziemi i oparli się plecami o rozgrzaną skałę.

– Teraz musimy czekać – powiedział Nico.

Na ich oczach słońce chowało się za horyzontem. Ciepłe światło późnego popołudnia poróżowiało, a potem przybrało barwę głębokiej czerwieni. Oczarowana Fran obserwowała ten spektakl, który nigdzie nie wydawał się tak widowiskowy, jak tutaj. Przez kilkanaście minut siedzieli w absolutnej, niezmąconej ciszy.

Kiedy zaczęło się ściemniać, Fran zdjęła okulary. Nico zrobił to samo, a potem odwrócił się do niej.

– Warto było?

Fran przytaknęła entuzjastycznie.

– O tak!

Ich oczy spotkały się i na moment pojawiła się między nimi nić porozmienia. Nić porozumienia, która wydawała się w jakiś sposób związana z samotnym, niemal osobistym pięknem natury, którego wspólnie doświadczyli.

Coś przyszło jej do głowy.

– Nie znam twojego imienia – powiedziała.

Mężczyzna uśmiechnął się i podał jej rękę.

– Nico Rossi.

Specjalnie podał swoje nazwisko rodowe. Nie chciał komplikować sytuacji.

Fran uścisnęła jego ciepłą, silną dłoń.

– Fran – powiedziała. Bez pytania wiedziała, że oboje czują to samo. Że od tej pory, cokolwiek się nie stanie, będą dla siebie kimś więcej niż ochroniarzem i klientką hotelu.

– Doktor Fran – powtórzył Nico z zastanowieniem. Spojrzał na nią i skinął głową. – Pasuje ci.

Nie puszczając jej dłoni, pomógł jej wstać.

– Musimy wrócić, zanim zajdzie słońce – powiedział i poprowadził ją z powrotem do SUV-a. – Głodna? Jeśli nie chcesz wracać do hotelu, niedaleko stąd jest restauracja...

Pozwolił, by jego sugestia zawisła w powietrzu. Fran milczała przez chwilę, zastanawiając się nad odpowiedzią.

– Brzmi jak miła odmiana. Chętnie ją odwiedzę.

Nico włączył silnik i odjechali, rozpraszając światłami półmrok zmierzchu. Kiedy zaparkowali przed przydrożną restauracją, panowała już kompletna ciemność. To była typowa westernowa restauracja, z przyjazną, niezobowiązującą atmosferą. Usiedli przy stoliku, z którego rozciągał się widok na pustynię, i oboje zamówili stek. Porcja Fran była tak duża, że odkroiła jedną trzecią i położyła ją na talerzu Nica.

– Musisz dostarczyć tym mięśniom białka – powiedziała z uśmiechem. Ten gest wydał jej się dziwnie bliski, ale zignorowała to uczucie. I tak było już za późno.

Nico zaśmiał się.

– W takim razie podzielę się sałatką – powiedział i popchnął miskę w jej stronę.

– Sałatki są zdrowe! – zaprotestowała i złapała miskę, chcąc popchnąć ją z powrotem. Ale wtedy ich dłonie się zetknęły i Fran odniosła wrażenie, jakby przeszył ją prąd. Nerwowo cofnęła rękę i zajęła się swoim stekiem.

Co ona robiła?

To było pytanie retoryczne. Doskonale wiedziała, co robi. Była na randce; nieoficjalnej, nieplanowanej, ale jednak randce. Najpierw obejrzeli razem zachód słońca, a teraz wspólnie jedli kolację.

Co będzie dalej?

Nie chciała odpowiadać na to pytanie.

Zapytała o coś związanego z życiem na pustyni. Założyła, że skoro Nico tu pracuje, musi wiedzieć więcej niż ona. Ale nie wiedział, więc zapytali gości przy sąsiednim stoliku, którzy wyglądali na miejscowych. Uznali, że są turystami, a Fran nie wyprowadziła ich z błędu. Uznali też, że są parą. Tego również Fran nie próbowała sprostować. A co, gdyby nią byli? Ta myśl nie chciała opuścić jej głowy. Czy to dlatego zgodziła się zjeść z nim kolację? Bo chciała więcej? O ile więcej? Chciała romansu? Nie, może raczej odskoczni. Czegoś innego niż jej idealnie poukładane życie. Czegoś, co nie zdarzy się drugi raz, bo za bardzo się od siebie różnili. Ale w tej chwili to nie miało żadnego znaczenia.

Powiodła wzrokiem po jego silnym, muskularnym ciele. Dlaczego nie? Potrzebowała czegoś nowego, czegoś, co pozwoliłoby jej przejść do porządku dziennego nad rozstaniem z Cesarem. Nowego rozdziału w życiu. Czy Nico Rossi, jakże różny od wszystkich mężczyzn w jej życiu, spełni tę potrzebę?

Nie przypominała sobie, żeby którykolwiek z poprzednich wydał jej się tak cholernie seksowny. Nawet Cesare. Jej były narzeczony byłby wręcz zdumiony, gdyby ktokolwiek użył tego określenia w stosunku do niego. Nico z kolei zapewne uważał to za oczywistość. Nie musiała mówić tego na głos, by wiedział. Nie musiała się nad tym zastanawiać ani spekulować. W tej chwili musiała tylko odpowiedzieć na pytanie, które jej zadał, przeglądając kartę deserów.

– Lody?

Fran uśmiechnęła się.

– Chętnie.

Pojechali z powrotem do hotelu. Nico zauważył, że Fran patrzy na rozgwieżdżone niebo, i coś przyszło mu do głowy.

– Co powiesz, żeby jutro zrobić wycieczkę po południowym zachodzie?

Fran obróciła się do niego.

– Jeden dzień nam wystarczy?

– Jeśli wyjedziemy wcześnie rano, powinno się udać – powiedział Nico. Przerwał na chwilę. – To jak?

– Bardzo chętnie! – odparła Fran z entuzjazmem. – Wiesz, jako fizyk teoretyczny po prostu korzystam z danych dostarczanych przez badania obserwacyjne, ale chciałabym zobaczyć, jak się je przeprowadza. Niedaleko stąd jest obserwatorium. Mogłabym do nich napisać... – Przerwała. – Chociaż dla ciebie to mogłoby być nudne.

Zastanowiła się, czy powinna była to mówić. Może to była po prostu kolejna wycieczka oferowana przez hotel? Ale nie, mało prawdopodobne.

Nie chodziło ani o jego, ani nawet o jej pracę. Chodziło o nich.

– Po drodze możesz zrobić mi kolejny wykład – zażartował Nico. – Tylko pamiętaj, że rozmawiasz z dyletantem.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?