Karaibska przygoda

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Julia James
Karaibska przygoda

Tłumaczenie:

Stanisław Tekieli

PROLOG

Marisa aż się zachłysnęła z wrażenia, gdy mężczyzna otworzył podłużne pudełko, które dopiero co wyjął z kieszeni płaszcza.

– Dla ciebie – powiedział, czule spoglądając na dziewczynę, kiedy pokazywał jej niespodziankę.

Patrzyła na niego, nie próbując ukryć zachwytu. Przebiegła palcami po kamieniach, błyszczących w świetle świec stojących na stole.

– Są przepiękne! – zawołała. Potem jednak zatroskała się. – Jesteś pewien..?

– Tak, oczywiście – przytaknął zdecydowanie.

Marisa podniosła pudełko, delikatnie zamykając pokrywkę, wpatrując się w mężczyznę, który obdarował ją tak wspaniałym prezentem, pokazując tym samym, ile dla niego znaczy. Wsunęła pudełko do torebki – pięknej, zrobionej z delikatnej skóry z designerskim logo, która była kolejnym dowodem uwielbienia. Potem podniosła wzrok, patrząc ponownie na mężczyznę. Jej oczy widziały tylko jego. Nie zauważała natomiast innego mężczyzny w średnim wieku, który siedział samotnie parę stolików dalej z twarzą w cieniu i wydawał się zajęty bez reszty pisaniem esemesów.

Teraz, gdy Ian zagościł w jej życiu, jej myśli nie zaprzątał nikt inny. Od pierwszego spotkania aż do tego wyjątkowego momentu zmienił jej życie nie do poznania, a cuda, które sprawiał, wciąż ją oszałamiały. Kiedy parę miesięcy temu przybyła do Londynu, nie miała najbledszego pojęcia, jak bardzo jej życie ulegnie zmianie. Wiązała oczywiście z tym przyjazdem nadzieje i ambicje, ale to, że udało jej się je spełnić, wciąż było dla niej niesamowite. A wszystko to uosabiał ten przystojny mężczyzna siedzący naprzeciw niej, wpatrujący się w nią z pełnym oddaniem.

Delikatnie przygryzła wargę. Gdyby tylko nie musiała się ukrywać, nieustannie skrywać swoich uczuć przed światem niczym wstydliwy sekret. Ale wiedziała, że póki co tak musi być, że ludzie nie powinni nigdy zobaczyć ich razem. To dlatego mogli spotykać się tylko tak jak teraz, w miejscach, do których Ian zwykle nie chadzał, gdzie nie był znany ani rozpoznawany, gdzie mieli pewność, że nie wpadną na kogoś, kto mógłby potem zadawać niewygodne pytania, kogoś, kto znałby i jego, i Evę.

Eva…

To imię dźwięczało w głowie Marisy, nawiedzając ją niczym złośliwa zjawa. W jej oczach pojawił się wyraz bólu. Och, gdyby tylko Eva nie była tym, kim jest. Ból wydawał się jedynie narastać, kiedy patrzyła bezradnie na przystojną, uśmiechniętą twarz po przeciwnej stronie stołu. Gdyby tylko Eva nie była żoną Iana!

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Oczy Atana Teodarkisa przesuwały się po fotografiach rozrzuconych po biurku. Jego wąskie wargi zacisnęły się; zagotował się z wściekłości. Zaczęło się! Właśnie to, czego obawiał się od początku. Odkąd jego siostra Eva powiedziała mu, w kim jest zakochana. Poczuł, że gniew nadchodzi ponownie, więc zmusił się do rozluźnienia napiętych mięśni, przeciągając się. Oparł się o skórzany zagłówek fotela za mahoniowym biurkiem w swoim biurze. Po drugiej stronie drogiego dywanu przez przeszkloną ścianę pokoju widać było pejzaż miasta – wspaniały, panoramiczny widok był niewątpliwym atutem siedziby spółki Teodarkis International.

Spojrzał na zdjęcia ponurym wzrokiem. Chociaż zrobione aparatem w telefonie, z dystansu bez mała sześciu metrów, dowody były niezbite. Przedstawiały Iana Randalla, jego chłopięco przystojną twarz i szaleńczo zakochane spojrzenie, którym obdarzał swoją towarzyszkę. Jakaś część umysłu Atana była w stanie zrozumieć dlaczego. Była blondynką, jak Ian, o delikatnej cerze i urodzie, która zapierała dech w piersi. Jej jasne włosy spływały kaskadą po obu stronach twarzy. Idealne rysy – pełne usta, drobny nosek i błękitne oczy – wszystko to czyniło z niej piękność. Nie dziw, że uwiodła głupca siedzącego naprzeciwko niej.

To było całkowicie przewidywalne. Od pierwszej chwili Atan obawiał się, że Ian Randall jest wewnętrznie słabym, skupionym na sobie człowiekiem, wiecznie flirtującym i pakującym się w kolejne fatalne związki z kobietami, które kończyły się z hukiem po dwóch czy trzech tygodniach.

Zupełnie jak jego ojciec.

Martin Randall był niereformowalny – nałogowy podrywacz, ulegający wdziękom każdej praktycznie kobiety, którą napotkał na swej drodze. Obdarzał ją uczuciem do czasu, gdy na horyzoncie pojawiała się następna. Porzucał wtedy obiekt swych westchnień na rzecz następnego.

I tak raz za razem.

Obrzydzenie i pogarda wykrzywiły usta Atana. Jeżeli tak samo ma zachowywać się syn Martina, to… To, do diaska, powinienem powstrzymać Evę przed wyjściem za niego za mąż! Powinienem zrobić wszystko, żeby do tego nie dopuścić! Ale nie zrobił nic – obdarzył go kredytem zaufania, mimo że intuicja podpowiadała mu co innego. I oto teraz przekonał się, że intuicja się nie myliła. Ian nie był lepszy niż jego ojciec.

Flirciarz. Podrywacz. Lowelas.

Babiarz.

Z wściekłością podniósł się z fotela, podnosząc niewinnie wyglądający skoroszyt, który w istocie posiadał moc zniszczenia małżeństwa Iana. Czy da się je jeszcze uratować?

Atan rozmyślał. Jak daleko posunął się ten romans? Z pewnością Ian umieścił swoją kochankę w szykownym apartamencie, a sądząc po jej eleganckich ubraniach i fryzurze – nie wspominając o brylantowym naszyjniku, którym ją obdarował – dziewczyna już zgarniała dowody jego hojności. Ale czy wie, że nic nie jest za darmo?

Wyraz twarzy Iana uchwycony na zdjęciu był – nie było na to innego określenia – cielęcy. Nie była to twarz lubieżnego rozpustnika, był to mężczyzna złapany w sidła kobiety, której nie jest w stanie się oprzeć. Kobiety, dla której tracił majątek. Jednak póki co przynajmniej nie poświęcał jej nadmiernie dużo czasu. To był jedyny powód do optymizmu w tej potwornej sprawie.

Jego źródła donosiły, że jak dotąd nie ma śladu dowodów na to, by Ian odwiedził swoją metresę w jej apartamencie; nie zabierał jej też do hoteli. Spotykał się z nią w restauracjach, starannie wybranych ustronnych miejscach, a jedyne, co go zdradzało, to ten jego wyraz twarzy.

Czy mogę powstrzymać bieg wydarzeń, zdusić to w zarodku?

Te pytania krążyły Atanowi po głowie. Ian Randall, sądząc po jego zachowaniu, rozgrywał to wszystko ostrożnie. Tym różnił się na szczęście od ojca, który nie krył się przed światem ze swymi podbojami. Lecz jeśli to cielęce uwielbienie w oczach Iana coś znaczyło, to wkrótce porzuci wszelkie opory i zacznie się ze swoją kochanką ostentacyjnie pokazywać w publicznych miejscach.

To było pewne.

Rzucił z frustracją folder na biurko.

Co, do diabła, mam z tym zrobić?

To pytanie nie dawało mu spokoju. Coś musiał zrobić, to było pewne. Czuł się w obowiązku. Jeśli od początku zaufałby instynktowi i zabronił Evie wychodzić za Iana Randalla, nie musiałby teraz konfrontować się z tą sytuacją. Och, jego siostra miałaby złamane serce, ale czy nie stanie tak czy inaczej teraz?

Twarz Atana spochmurniała. Wiedział dokładnie, co czeka Evę, jeśli jej mąż pójdzie w ślady swojego bezmyślnego, bezdusznego ojca. Skończy dokładnie tak jak nieszczęśliwa, załamana matka Iana.

Atan dorastał, wiedząc dokładnie, jak zniszczona była Sheila Randall swoim małżeństwem z ojcem Iana. Była ona bowiem najlepszą przyjaciółką jego matki, odkąd skończyły razem szkołę w Szwajcarii. A kiedy oczy Sheili otworzyły się wreszcie na łajdactwa Martina, wylewała swe żale w ramionach przyjaciółki.

„Biedna Sheila” stało się stałym powiedzeniem w ich domu. Jego matka robiła wszystko, by ją pocieszyć – czy to przez telefon, czy kiedy nawzajem się odwiedzały w Londynie i w Atenach. Atan uważał, że jego matka spędza zbyt wiele czasu, starając się otrzeć łzy Sheili, podczas gdy jedynym sensownym wyjściem był – jego zdaniem – rozwód i zapomnienie o Martinie Randallu. Jednak matka Iana była, jak się wydaje, niepoprawną romantyczką.

Pomimo wszystkich dowodów, jakie miała na jego nieustanne zdrady, święcie wierzyła, że pewnego dnia jej mąż zrozumie, że to ona jest jedyną kobietą, która kocha go naprawdę, i na dobre wróci w jej stęsknione objęcia. Te mrzonki podsycała matka Atana, również niepoprawna romantyczka, i tę tendencję najwyraźniej odziedziczyła także Eva.

Tu kryło się sedno jego obaw o siostrę. Twarz Atana skamieniała. Jego matka odkryła rozmiar deprawacji Martina Randalla w sposób, który nieomal doprowadził do rozpadu jej małżeństwa i końca przyjaźni z Sheilą. Dla Martina Randalla było po prostu niemożliwe, by oprzeć się pokusie uwiedzenia najlepszej przyjaciółki swojej żony. Jego zakusy na matkę Atana podczas jednej z wizyt u Sheili doprowadziły do niezgody obu rodzin. Matka musiała zrobić dosłownie wszystko, co w jej mocy, by przekonać swojego męża, że z umizgów Martina nie była zadowolona, a przekonanie do tego Sheili wymagało prawie tyle samo wysiłku.

Przepełniała go gorycz. Mężczyźni tacy jak Martin Randall powodowali naokoło jedynie ból, nieszczęście i rozpacz. Niemal udało mu się rozbić małżeństwo jego rodziców. Jeśli jego syn jest pod tym względem do niego podobny, to będzie wyrządzał ludziom tyle samo szkód.

Nie było więc mowy – zwyczajnie nie było mowy – by pozwolił Ianowi zrobić to, co swego czasu robił jego ojciec. Tak, Atan go powstrzyma. Zrobi wszystko, by go powstrzymać.

Aż warknął pod nosem ze złości. Gdyby tylko Eva nie była żoną syna Martina Randalla! Gdyby tylko mogła go przejrzeć, tak jak on go przejrzał! Ale Ian Randall zatrważająco łatwo owinął sobie Evę wokół palca, tak jak zrobił to ze swoją matką Sheilą.

Ian Randall wyrastał jako oczko w głowie matki, rozpieszczany i wychuchany, zwłaszcza po przedwczesnej śmierci swego ojca. A jego powalający wygląd i wiara we własne możliwości w uwodzeniu płci przeciwnej kładły pokotem całe zastępy najpierw dziewcząt, a potem kobiet.

 

Twarz Atana zachmurzyła się ponownie. Gdyby tylko wiedział, jak Ian był rozpuszczony i zepsuty przez swoją matkę, nie pozwoliłby mu nawet zbliżyć się do Evy. Lecz gdy jego matka zmarła tragicznie, kiedy siostra miała zaledwie osiemnaście lat, Sheila w przypływie uczuć zaproponowała Evie, by ta zamieszkała razem z nią i żyła u jej boku w Londynie, co wydawało się wszystkim doskonałym pomysłem.

Strata ojca w wyniku zawału serca zaledwie dwa lata wcześniej i śmierć matki wstrząsnęły Evą. Atan, na którego barki spadło nadzorowanie przedsiębiorstwa ojca, urabiał ręce po łokcie, a jego kawalerskie mieszkanie w Atenach nie nadawało się na dom dla nastolatki. Nie wchodziło w grę również pozostawienie Evy samotnie w ich rodzinnej posiadłości, gdzie do rozmowy miałaby tylko służbę.

Przeprowadzka do Londynu i życie u boku ukochanej przyjaciółki matki wydawało się więc o wiele lepszym rozwiązaniem. W Sheili Eva odnalazła zastępczą matkę, która przygarnęła ją pod swoje skrzydła, zaś owdowiała Sheila zyskała pasierbicę, na której mogła skupić swoją uwagę.

Jak się okazało, otrzymała również synową.

Eva zakochała się szaleńczo i bez pamięci w przystojnym, rozpuszczonym synu Sheili, i oddała mu całkowicie swoje serce.

Czemu Ian Randall, ze swoimi umiejętnościami i zmiennością uczuć, na otwartą adorację ze strony Evy odpowiedział oświadczynami, tego Atan nie wiedział, ale miał pewne przypuszczenia. Czy Ian nie mógł zaciągnąć Evy do łóżka bez ślubu? Czy też może wizja wżenienia się w nieprawdopodobnie bogatą rodzinę Teodarkisów była zbyt kusząca?

Wiedział jednak, że jest jedyną osobą, która ma takie podejrzenia wobec Iana. Ani Eva, ze swoim romantycznym podejściem do życia, ani Sheila, ze swoją ślepą matczyną wiarą w syna, nie widziały tego, co jemu jawiło się dosyć wyraźnie. Tak więc w obliczu szaleńczego zakochania Evy Atan musiał, mimo uprzedzeń, dać przyzwolenie, jeśli nie błogosławieństwo, temu związkowi. Zaofiarował również Ianowi intratne stanowisko w swojej firmie, częściowo po to, by uradować siostrę, a częściowo, by mieć baczenie na szwagra.

Przez ostatnie dwa lata Ian zachowywał jednak pozory kochającego, oddanego męża. Dopiero teraz jego prawdziwa natura zaczęła wychodzić na jaw. Dowody przeciwko szwagrowi Atana były miażdżące. Ian spotykał się w ukryciu z piękną blondynką, którą ulokował w luksusowym apartamencie i którą obsypywał diamentami. Jego następnym ruchem będzie zapewne odwiedzanie jej w miłosnym gniazdku…

Atan pokręcił się nerwowo w skórzanym fotelu, ze zdenerwowania z trudem łapał oddech. Nie dopuści, by jego ukochana siostra zamieniła się w łkający wrak człowieka, jakim była przyjaciółka jego matki przez wszystkie lata swego małżeństwa, kiedy żyła nieustającą nadzieją, że mężczyzna, którego tak nierozważnie pokochała, wróci na ścieżkę uczciwości. Nie będzie świadkiem takiego upadku Evy! W jakiś sposób musi zawrócić Iana z drogi, którą obrał. Ale jak? To było dla niego zagadką.

Och, mógł oczywiście skonfrontować łgarza z dowodami, ale Ian prawdopodobnie się wywinie. Przecież w końcu do żadnego cudzołóstwa – w sensie fizycznego kontaktu – póki co nie doszło, a krętacz na pewno wymyśli jakąś gładką wymówkę dla istnienia blondynki i jego „niewinnych” z nią spotkań. A jeśli pokazałby te zdjęcia Evie, doprowadziłby jedynie do tego, czego obawiał się najbardziej – świadomość tego, że mąż ją zdradza, złamałaby jej serce. Nie mógł jej tego zrobić, przynajmniej dopóki miał szansę to powstrzymać. Na taki krok być może zdecyduje się w ostateczności, ale jeszcze nie teraz…

Poza tym, powinien chyba dać Ianowi szansę – jedną i ostatnią! – żeby nie poszedł w ślady ojca. Jeśli uda mu się zdusić romans w zarodku, znaleźć sposób, by odwieść Iana od jego zamiarów, być może młodzieniec ten okaże się jednak godny bycia mężem Evy.

Dam mu tę szansę, pomyślał, ale jeśli zawiedzie po raz drugi, będę bezlitosny.

Pytanie brzmiało tylko, jak dać mu taką szansę i zapobiec pogrążeniu się w czymś, co ma wszelkie znamiona zalążka pełnowymiarowej zdrady z piękną, kuszącą blondynką w centrum tej historii?

Na pochmurnej twarzy Atana zagościł teraz wyraz skupienia. To wymaga strategii, zimnej, logicznej kalkulacji, pomyślał.

Chłodny błysk pojawił się w jego oku. Jak wytrawny strateg zaczął chłodnym umysłem analizować w myśli sytuację.

Dobrze. Ian chce rozpocząć romans z blondynką, która najwyraźniej nie ma nic przeciwko temu. To jedno było pewne, bez względu na to, jakie były jej motywy i co pociągało ją w Ianie: bogactwo i hojność czy też seksowny wygląd i uwodzicielski styl bycia. Niewiele, doprawdy, wysiłku będzie wymagało od Randalla zaciągnięcie jej do łóżka.

Chyba że…

Mroczne, bezwzględne myśli przelatywały przez głowę Atana. Do cudzołóstwa, jak do tanga, trzeba dwojga. Zdradzającego męża i chętnej kochanki. Ale co się stanie, jeśli kochanka już nie będzie taka ochocza? Jeśli Ian Randall nie będzie jedynym przystojnym i bogatym adoratorem w jej otoczeniu? Co, jeśli na scenę wkroczy rywal?

Usunąć Iana…?

Powoli czuł, jak straszliwe napięcie paraliżujące jego ciało stopniowo go opuszcza. Po raz pierwszy, odkąd rozerwał kopertę i przeczytał list. Jego analityczny umysł próbował teraz oszacować, czy to, co przyszło mu na myśl, jest rzeczywiście wykonalne. Odpowiedź była jasna i klarowna.

Tak, wystarczy podsunąć zamiast Iana kogoś innego! Kogoś, kto jest zamożny i ma doświadczenie w uwodzeniu pięknych kobiet!

Zawahał się, ale tylko przez moment. Czy naprawdę potrafi to zrobić? Z tego, co wiedział, dziewczyna była naprawdę zakochana; miała to wypisane na twarzy. Nawet jeśli status majątkowy Iana nie był tu całkowicie bez znaczenia, to nie dało się ukryć, że uwielbiała go.

Atan postanowił jednak się tym nie przejmować.

Cóż, jeśli nawet tak jest, to robię jej przysługę, odsuwając ją od niego, przedstawiając równie atrakcyjnego rywala. Jaka przyszłość mogłaby ją czekać u boku żonatego człowieka?

Uśmiechnął się. Wyglądało na to, że jeśli ten plan wypali, to nie tylko Evie oszczędzi niepotrzebnego bólu…

Jego spojrzenie przyciągnęły znów leżące przed nim zdjęcia. Przyjrzał się uważniej dziewczynie. Naprawdę była bardzo, bardzo urocza…

Czy potrafi to zrobić? Czy naprawdę potrafi? Czy zdoła uwieść kobietę – mieć z nią romans – tylko po to, by odciągnąć ją od żonatego mężczyzny? Miał w życiu wiele miłostek, ale nigdy z takiej przyczyny! Czy to nie było zbyt wyrachowane?

Jego umysł szukał usprawiedliwienia dla tych zamiarów.

Nie chcę, by takie zdarzenie ją zraniło lub zniszczyło. Nie życzę jej źle. Chcę tylko, żeby rozstała się z Ianem, z którym po prostu nie może mieć romansu!

Logika jego rozumowania była spójna i niezaprzeczalna, ale Atan cały czas nie był w pełni przekonany. Siedząc za biurkiem, łatwo było wymyślać triki i podstępy, by uratować małżeństwo siostry. Ale co będzie czuł, kiedy zacznie wprowadzać ten plan w życie?

Raz jeszcze spojrzał na idealny owal twarzy blondynki, przejrzyste jak kryształ wielkie błękitne oczy i perfekcyjny wykrój delikatnych ust… Poczuł nagle, że silniej bije mu serce. Przepełniła go pewność. O tak, może to zrobić, jak najbardziej!

Przez dłuższą chwilę Atan wpatrywał się w zdjęcia. Piękna blondynka patrzyła wprost w obiektyw, nie zdając sobie sprawy z jego obecności. Potem przed jego oczami stanął inny obraz – kobieta, brunetka, z oczami niczym łania, wypełnionymi miłością do swojego męża, którego uwagę bez reszty pochłonęła blondynka z fotografii.

Obronię moją siostrę, nieważne, ile miałoby mnie to kosztować!

Podjął wreszcie decyzję. Teraz po prostu musi to zrobić. Bez wahania i bez wątpliwości. Zdecydowanym ruchem zamknął teczkę. Otworzywszy zamykaną na klucz szufladę w biurku, ukrył kompromitujący pakunek w jej głębi i sprawdził, czy jest dobrze zamknięta. Potem podniósł telefon. Musiał zadzwonić do znajomego dekoratora wnętrz. Jego apartament w Londynie był bardzo komfortowy i luksusowy i wystrój ten jak najbardziej mu odpowiadał. Ale nie pasował do roli, jaką miał teraz odgrywać. Nowa gra wymagała nowego, tymczasowego lokum. I Atan miał już plan, gdzie to będzie…

>Marisa zmierzała do domu pośród chłodnego, gęstniejącego mroku zimowego wieczoru, raźno i z lekkim sercem krocząc chodnikiem. Mimo że Holland Park Road była w godzinach szczytu nieustannie zakorkowana, prestiż mieszkania w tej zamożnej dzielnicy Londynu robił swoje i Marisa uwielbiała miejsce, w którym przyszło jej mieszkać. W porównaniu z ruderą, którą zajmowała zaraz po przyjeździe tutaj, był to zupełnie inny świat. Tamta mała brudna melina z zepsutym kranem w rogu i wspólną zaniedbaną łazienką na końcu ciasnego korytarzyka, to było wszystko, na co było ją wtedy stać. Londyn był taki drogi! Wiedziała, że tak będzie, ale nie przewidziała, że aż tak bardzo.

Pieniądze, które odłożyła na podróż z Devon, znikły momentalnie, a ona naiwnie wierzyła, że znalezienie przyzwoicie płatnej pracy nie będzie trudne. Oczywiście, musiało to być łatwiejsze niż w Devon, gdzie, nawet jeśli dojeżdżała do Plymouth, o pracę było bardzo trudno, a stawki za godzinę były bardzo mizerne. Ale ku swej rozpaczy odkryła wkrótce, że koszty utrzymania w Londynie były horrendalne, zwłaszcza ceny wynajmu. Nigdy wcześniej nie musiała płacić za mieszkanie. Mieścina, z której pochodziła, była malutką, nudną dziurą, ale przynajmniej nie musiała tam płacić za nic, poza rachunkami za prąd i gaz plus podatek od nieruchomości. W wielkim mieście natomiast wynajem choćby klitki kosztował kosmiczne pieniądze. Znaczyło to, że nawet kiedy znalazła pracę na etat, musiała dorabiać wieczorami, by wiązać koniec z końcem.

Teraz jednak wszystko się zmieniło. Jej życie wykonało obrót o sto osiemdziesiąt stopni. A wszystko dzięki Ianowi! Poznanie go było niesamowite. A zmiany, które wprowadził w jej życie, radykalne. Na myśl o nim wypełniła ją radość. W momencie, w którym się zorientował, w jak podłym miejscu przyszło jej mieszkać, machnął swoją magiczną różdżką i po paru dniach Marisa wprowadzała się już do mieszkania w ekskluzywnym apartamentowcu w Holland Parku, gdzie Ian uiszczał wszystkie opłaty. A mieszkanie nie było jedyną rzeczą, za którą płacił.

Wypielęgnowane palce lewej ręki gładziły miękką, ciemną skórę torby na jej ramieniu. Spojrzała w dół na swoje cudowne buty tak dobrze do niej dobrane, sama zaś czuła się cudownie w atrakcyjnym sztucznym futerku chroniącym ją przed zimową aurą. Tu, na wschodzie kraju, pogoda była chłodniejsza niż w jej rodzinnych stronach, ale w Devon zimowe zawieje potrafiły zrywać dachy i wyrywać drzewa z korzeniami, siekący deszcz przenikał przez nadgniłe ramy okien, a wpadając przez komin, gasił palenisko, będące jedynym źródłem ciepła w chacie.

Kominki mogły się wydawać romantyczne dla turystów, ale ci nigdy nie musieli się zmagać z żywiołami, nosić drwa podczas zamieci czy samodzielnie wymiatać popiół o poranku.

No i żadni turyści nie chcieliby pewnie odwiedzać wioski takiej jak jej. Nie było to przytulne ustronie, dostosowane do potrzeb gości z miasta. To była prawdziwa wieś, w której farmerzy chwalili się tym, że poza samą elektrycznością nie było tam żadnych modernizacji. Domy miały dalej oryginalne kamienne zlewy, a pomimo że jej matka pomalowała komody i zakleiła drewniane ściany tapetami, Marisa zawsze uważała dom za symbol wiejskiego ubóstwa. Matce to jednak nie przeszkadzało. Była wdzięczna opatrzności za to, że ma własny kąt, choćby nawet malutki. Marisa dorastając, wiedziała, jak krucho było u nich z pieniędzmi. Jej rodzicielka nie znalazła nigdy nikogo, kto by o nią zadbał.

Udało się to natomiast jej córce.

Marisa znów poczuła lekkość w sercu i szczęście. Ian się nią opiekował bardzo troskliwie. Była oszołomiona tym wszystkim, zaszokowana, ale zarazem zachwycona tym, że nalegał, by zamieszkała w tak wspaniałym mieszkaniu i przelał pieniądze na jej konto w banku, by mogła je wydawać na siebie, fryzjera, manicure i wszystkie zabiegi kosmetyczne, o jakich tylko mogła zamarzyć. Czy choćby na zakupy: ubrania, mnóstwo cudownych, niesamowitych ubrań, takich, jakie widuje się tylko w magazynach, które mogła sobie teraz kupić i które powoli zaczęły wypełniać jej garderobę.

Najbardziej jednak zachwycona była tym, jak bardzo nalegał, by stała się częścią jego życia; nie mógł znieść innej myśli, że mogłoby być inaczej. Powiedział jej to przed tygodniem, kiedy podarował jej naszyjnik, którego uroda zaparła jej dech w piersiach.

 

Jej oczy nagle posmutniały. Tak, Ian dbał o nią najlepiej, jak umiał, ale musiała pozostać na obrzeżach jego życia. Nigdy nie będzie mogła wkroczyć do niego całkowicie, nigdy nie będzie osobą, z którą Ian będzie się mógł publicznie pokazać, nigdy nie zostanie zaakceptowana przez jego otoczenie, nigdy nie będą zapraszani razem na przyjęcia…

Ścisnęło jej się gardło. Na zawsze pozostanie tym, kim jest dla niego teraz. Sekretem, który ma na zawsze pozostać w ukryciu…

>Atan wpatrywał się w ekran laptopa stojącego przed nim. Myślami tylko w połowie był przy raporcie wyświetlonym na monitorze. Druga połowa umysłu skupiona była na telefonie leżącym obok komputera. Wiedział, że lada moment zadzwoni. Jego pracownik zatrudniony do śledzenia dziewczyny przekazał już informację, że zmierza ona do apartamentowca. Następną rozmowę odbędą, gdy dziewczyna wejdzie do lobby i zacznie zmierzać w stronę windy.

Wylogował się, zatrzaskując klapę laptopa, który następnie wsunął do skórzanej teczki z monogramem. Podniósł neseser i wstał. Jego samochód czekał już na skraju krawężnika. Musiał zgrać idealnie czas. Ruszył w stronę wyjścia z apartamentu, obserwując telefon trzymany w zaciśniętej dłoni. Zatrzymał się przed drzwiami. Dwie minuty później telefon zadzwonił. Zwięzły, bezosobowy głos szybko zrelacjonował sytuację.

– Obiekt właśnie wszedł do budynku, drzwi windy się otwierają. Za dziewięćdziesiąt sekund osiągnie cel.

Atan potwierdził, że zrozumiał, i rozłączył się, licząc mijający czas. Gdy minęło półtorej minuty, otworzył drzwi swego mieszkania. Dokładnie w tym samym momencie rozsunęły się drzwi windy na końcu korytarza. Wyszła z niej kochanka Iana Randalla.

Niespodziewanie żołądek Atana ścisnął się w kłębek. Marisa na żywo wyglądała jeszcze lepiej niż na zdjęciach! Smukła, pełna gracji, z promienną cerą, pięknymi oczami, włosami niczym jedwab. Nic dziwnego, że Ian nie mógł się jej oprzeć. Żaden mężczyzna by nie mógł. Gdy tylko myśl ta pojawiła się w jego głowie, próbował ją wyprzeć, ale była tam nadal – nieuchronna i ostateczna.

Ale ja nie muszę. Tak naprawdę jestem tu przecież po to, by się jej nie opierać…

Poczuł, jak jego męskość reaguje na jej urodę.

Aż do teraz miał nawracające wątpliwości co do swych zamiarów, co do tego, czy uda mu się je wprowadzić w życie – swoją szybką, bezwzględną metodę przecięcia węzła gordyjskiego w postaci destrukcyjnej znajomości Iana. Och, oczywiście umysł podpowiadał mu, że to najszybsza, najlepsza opcja, która nikomu nie przyniesie bólu… Ale co mówiło mu jego ciało? Czy naprawdę potrafi przeprowadzić swój plan?

I oto teraz, widząc ją w całej okazałości, poczuł falę zalewającej go ulgi. Tak, potrafi, bez wątpienia potrafi. Mózg podpowiadał mu, że sobie z tym poradzi.

I nie tylko mózg…

Ale nie, to było coś, co musiał od siebie teraz odsunąć. Miał do wykonania niezmiernie ważne zadanie i na tym powinien się skupić. Na pewno nie na tym, czego pragnęło w tym momencie jego ciało. Żądze nie mogą przeszkodzić mu w realizacji celu. O tym nie może zapomnieć.

Ruszył korytarzem, krokiem swobodnym i stanowczym, zmierzając w stronę windy. Marisa natomiast zatrzymała się tuż po wyjściu z niej, drzwi windy powoli się za nią zasuwały. Wydawała się jak zahipnotyzowana, a Atan mógłby przysiąc, że jej oczy otworzyły się szerzej, gdy zmierzał ku niej. Reagowała na niego… reagowała właśnie tak, jak na to liczył. Nie był przesadnie próżny, ale uchodził za dość przystojnego mężczyznę i wiedział, że kobiety lecą na niego od pierwszego kontaktu wzrokowego – miał na to wystarczającą ilość dowodów. Byłby hipokrytą, gdyby się do tego przed sobą nie przyznawał. Wiedział, że kobiety widzą w nim postawnego mężczyznę – miał dobrze ponad metr osiemdziesiąt wzrostu – o wysportowanej sylwetce, z kruczoczarnymi włosami i bardzo męskimi, smagłymi rysami twarzy. Sama genetyka powodowała, że pociągał płeć piękną i nie musiał w to wkładać dodatkowego wysiłku. Nie, zdecydowanie nie miał tego typowo chłopięcego wdzięku, jakim obdarzony był Ian Randall, którego blond włosy, błękitne oczy i beztroski uśmiech zjednywały mu sympatię kobiet; bronią Atana był czysto samczy testosteron i orężem tym posługiwał się równie wprawnie jak jego szwagier swoim chłopięcym urokiem…

No dobra, pomyślał, koniec szacowania sytuacji. Czas na następny krok.

– Czy mogłaby pani zatrzymać dla mnie windę?

Jego głos przebył krótki dystans do miejsca, w którym Marisa stała wciąż jak skamieniała. Gdy przemówił, jej ręka automatycznie uniosła się do przycisku. Atan zbliżył się jeszcze bardziej, a gdy drzwi rozsunęły się ponownie, posłał jej dziękczynny uśmiech za pomoc.

– Dziękuję – wymamrotał, pozwalając spojrzeniu zsunąć się po jej sylwetce.

Zresztą nie dało się nie spojrzeć. Zrobił to odruchowo, wiedział to, tak jak zrobiłby to każdy mężczyzna. Z bliska była jeszcze bardziej oszałamiająca. Szeroko rozstawione oczy wpatrywały się w niego, a usta były uchylone, jakby zabrakło jej tchu. Delikatny, upajający zapach perfum był równie kuszący jak sama Marisa.

Przeszedł koło niej, wszedł do windy i nacisnął przycisk parteru. Chwilę później drzwi zamknęły się, odcinając ich od siebie. Poczuł, jak winda rusza i na moment opanowało go poczucie zawodu. Żałował, że zmierza w stronę przeciwną od niej. A może był to żal dotyczący czegoś innego? I wówczas, kiedy wysiadał z windy i ruszał w stronę zaparkowanego przy krawężniku samochodu, przez głowę przebiegła mu myśl: Dlaczego ona musi być związana z Ianem Randallem? Pytanie, zupełnie jak jej obraz, stojącej tam w tak zachęcającej pozie, pojawiło się jak intruz. Zdołał jednak odepchnąć je od siebie i skupić uwagę na szoferze, trzymającym przed nim otwarte drzwi czarnego samochodu prosto z salonu. Skinął mu na powitanie i wślizgnął się na skórzane siedzenie z tyłu, stawiając koło siebie neseser. Natychmiast skarcił się w myśli za pytanie, nad którym chwilę temu się zastanawiał. Takie rozmyślania były bezpodstawne i pozbawione sensu. Dziewczynę należało po prostu usunąć z zasięgu Iana; zagrożenie, jakie stwarzała dla jego siostry, musiało zostać wyeliminowane. Tak szybko, jak to możliwe. To wszystko.

Zacisnął usta, wyjął laptop i wrócił do pracy. Jestem zajętym pracą człowiekiem, bardzo zajętym, powtarzał sobie. Międzynarodowa firma, którą odziedziczył po ojcu, była jedną z większych plutokratycznych dynastii handlowych w Grecji i pozostawiała niewiele czasu na rozrywki. Zwłaszcza w obecnej sytuacji ekonomicznej. Ale mimo to wiedział, że będzie musiał wygospodarować odpowiednią ilość czasu, by uratować małżeństwo swojej siostry.

Na krótką chwilę poczuł powracające wątpliwości. Jedna rzecz to zaplanować na zimno strategię podczas wpatrywania się w fotografię dziewczyny, lecz wykonanie jej to zupełnie inna sprawa. Zdołał jednak odrzucić te myśli. To po prostu musiało być zrobione. Marisa Milburne wyjdzie w końcu bez szwanku z tego, że Atan ją uwiedzie. Będzie miała przyjemny przerywnik w życiu, tak samo luksusowy jak ten, który oferował jej Ian Randall i nie będzie to dla niej najgorsze. Nie miał sobie nic do zarzucenia. Poza tym kręcenie się wokół żonatych mężczyzn to niebezpieczny biznes. Jeśli nie nauczyła się tego dotychczas, to wkrótce się to stanie. Nigdy więcej nie zrobi nic takiego – nawet jeśli jeszcze do niczego między nimi nie doszło.

Zrobię jej przysługę, odciągając od Iana, a jeśli przy okazji sprawi jej to przyjemność, to… czemu nie?

A teraz, kiedy zobaczył ją na żywo i okazała się jeszcze piękniejsza niż na zdjęciu, wiedział, że jemu też przygoda ta przyniesie sporo satysfakcji…

Ponownie ujrzał utrwalony pod powiekami jej obraz, gdy stała przy drzwiach windy, uosobienie ideału kobiety o jasnych włosach i idealnych kształtach ciała. Dłuższą chwilę rozkoszował się tym wspomnieniem. Potem, gdy na monitorze zaczęły pojawiać się pliki, które ładował, wymazał jej obraz z pamięci i powrócił do pracy.