Czar Lazurowego Wybrzeża

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Julia James
Czar Lazurowego Wybrzeża

Tłumaczenie:

Ewa Pawełek

ROZDZIAŁ PIERWSZY

‒ Wiesz, że to wszystko twoja wina. – Ciotka Bastiana starała się mówić żartobliwie, ale minę miała poważną, a głos drżący. – To był twój pomysł, żeby Philip zamieszkał w tej wspaniałej willi na Lazurowym Wybrzeżu, w Cap Pierre.

Bastian odważnie zmierzył się z otwartą krytyką.

‒ Myślałem, że to może pomóc. To miał być sposób na wyrwanie go z rozbawionego towarzystwa, żeby mógł w spokoju i skupieniu skończyć swoją pracę magisterską.

Ciotka westchnęła.

‒ Wydaje się, że wpadł z deszczu pod rynnę. Być może udało mu się uciec przed Eleną Constantis, ale ta Francuzka jest chyba o wiele gorsza.

Bastian wzruszył ramionami.

‒ Philip, gdziekolwiek się pojawi, zawsze będzie łakomym kąskiem.

‒ Gdyby tylko nie był tak chłopięco słodki i naiwny. Gdyby miał twoją… silną wolę – dokończyła ciotka, patrząc z dumą na swojego siostrzeńca.

‒ Przyjmę to za komplement – odpowiedział dwornie Bastian. – Ale i Philip wydorośleje, nie martw się ciociu.

Będzie musiał, pomyślał. Tak samo jak on.

‒ Ale Philip jest taki łatwowierny! – wykrzyknęła ciotka. – A do tego taki przystojny! Nic dziwnego, że wszystkie dziewczęta się za nim uganiają.

W dodatku bardzo bogaty, dorzucił Bastian cynicznie, ale już w duchu. Nie chciał jeszcze bardziej martwić zaniepokojonej ciotki. To właśnie pieniądze Philipa, które odziedziczy po ojcu, jak tylko skończy dwadzieścia jeden lat, za kilka miesięcy, będą przyciągać kobiety o wiele bardziej niebezpieczne niż rozpieszczone księżniczki typu Eleny Constantis.

Można było je różnie nazywać, Bastian też miał kilka określeń, z których żadne nie nadawało się dla delikatnych uszu ciotki, ale najbardziej uniwersalne było „łowczynie fortun”.

I z tym problemem miał właśnie do czynienia. Wydawało się, że jedna z nich zarzuciła sieć na Philipa. Niebezpieczeństwo musiało być bardzo realne, skoro Paulette, gospodyni na Cap Pierre, zdecydowała się ich zaalarmować. Zamiast pisać swoją pracę, Philip znikał na całe dnie, a wieczory spędzał w klubie w pobliskim Pierre-les-Pins, zupełnie nieprzystającym do jego wieku i statusu społecznego. Powodem jego wizyt miała być jedna z pracujących tam kobiet.

‒ Piosenkarka w nocnym klubie! – wykrzyknęła ciotka. – Pewnie jakaś tancerka kabaretowa! Nie mogę uwierzyć, że Philip mógł się zainteresować kimś takim!

‒ Z drugiej strony, to nawet wcale niedalekie od pewnego stereotypu… ‒ zaczął Bastian.

‒ Philip i stereotyp? To właśnie chcesz mi powiedzieć?

Bastian podniósł się z kanapy.

– Nie ma co dłużej o tym mówić. Czas działać. Nie martw się, ciociu – poprosił ciepło, składając pożegnalnego całusa na jej policzku ‒ poradzę sobie z tym. Nie pozwolę, żeby jakaś zaborcza kobieta wykorzystała Philipa do zaspokojenia swoich ambicji finansowych.

‒ Dziękuję ci – odpowiedziała ciotka. – Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć. Zaopiekuj się moim biednym chłopcem. Nie ma już ojca, który mógłby o niego odpowiednio zadbać.

Bastian uścisnął uspokajająco rękę ciotki i pocałował. Jego wuj zmarł na atak serca, gdy Philip zaczynał właśnie studia. To był cios dla całej rodziny. Rozumiał to doskonale, bo on także, gdy stracił ojca, był niewiele młodszy od Philipa i wiedział, jak wielką pustkę musiał odczuwać.

‒ Przy mnie Philip będzie bezpieczny, obiecuję ciociu.

Niepokój ciotki nie był bezpodstawny. Dopóki Philip nie ukończy dwudziestu jeden lat, Bastian zarządzał jego majątkiem i miał wgląd w jego, bardziej niż szczodre, osobiste wydatki. Zwykle nie przekraczał pewnych sum, ale w zeszłym tygodniu dokonał przelewu na dwadzieścia tysięcy euro na prywatne konto we francuskim banku. Bastian nie widział powodu, dla którego Philip mógłby zdecydować się na tak duży przelew. Z wyjątkiem jednego. Łowczyni fortun zaczęła już swoje podchody.

Im szybciej zajmie się tą piosenkarką z nocnego klubu, tym lepiej. Zamierzał polecieć do Francji następnego dnia. Tego wieczoru musiał jeszcze dopilnować interesów na miejscu. Bastian uśmiechał się cynicznie, włączając komputer. Powiedział ciotce, że jej syn wydorośleje, i z własnego przykrego doświadczenia wiedział, że tak się stanie.

Gdy jego ojciec zmarł, starał się ukoić ból na nieustających ekstrawaganckich przyjęciach, wiedząc, że nikt nie może go powstrzymać. A jednak znalazło się coś, a raczej ktoś, kto powstrzymał go nagle i bardzo brutalnie. Leana dawała mu wszystko, o czym dwudziestotrzyletni chłopak mógł tylko marzyć. Jej wspaniałe ciało i niespożyta energia upijały go niczym najlepszy szampan. Więc gdy opowiedziała mu historyjkę o głupim długu w kasynie, bez wahania wyciągnął książeczkę czekową. Był gotów na wszystko dla tej, jak mu się wydawało, zakochanej w nim do szaleństwa kobiety. Ale gdy pieniądze zniknęły z jego konta, okazało się, że tego samego dnia zniknęła też Leana, jak się później dowiedział, wybierając rejs na Karaiby luksusowym jachtem jednego z amerykańskich miliarderów. Nigdy jej więcej nie zobaczył. To pogrążyło go na pewien czas, ale przyjął to jako lekcję od losu, nawet jeśli wybitnie kosztowną. Nie chciał, by Philip musiał przechodzić przez to samo. Poza dużą sumą pieniędzy Leana odebrała mu też sporo wiary w siebie, co w wypadku młodego człowieka, dopiero uczącego się, czym jest miłość, było szczególnie bolesne. A już wyjątkowych spustoszeń mogło dokonać we wrażliwej i romantycznej naturze Philipa. Łowczyni fortun mogła naprawdę głęboko go zranić i na to Bastian nie mógł pozwolić. Już wkrótce ta piosenkarka z nocnego klubu sama się o tym przekona.

Sarah weszła powoli na scenę, stając w kręgu mocnych świateł, mających uwydatnić jej walory, choć nie głosowe. Publiczność nie zwracała na nią większej uwagi. Przy stolikach pary zatopione w intymnej rozmowie albo panowie śmiejący się z rubasznych żartów nie wydawali się nią interesować. Jestem dla nich tylko dźwiękiem w tle, pomyślała gorzko, niczym radio. Dała znak Maxowi, który siedział przy pianinie, że może zaczynać. Na szczęście repertuar, jakiego od niej wymagano, był łatwy i nie wymagał dużego zaangażowania szerokich możliwości jej strun głosowych. Było to dla niej tym bardziej ważne, że nie chciała ich przeciążać śpiewaniem w tej zadymionej od cygar atmosferze.

Gdy zaczęła śpiewać, poczuła, jak bardzo opięta i kusa jest satynowa sukienka w kolorze połyskliwego szampana. Jej sceniczny kostium. Długie włosy upięte były wysoko, a makijaż ‒ szczególnie mocny. Miała wyglądać na typowego wampa, stereotypową piosenkarkę w nocnym klubie. Niezbyt dobrze się czuła w roli Sabiny Sablon, która nagle zrezygnowała i wyjechała w podróż z bogatym amatorem jej wątpliwego talentu. Gdy Max jej to zaproponował, najpierw odmówiła kategorycznie, ale nie miała wyjścia. Mężczyzna wyjaśnił, że jeśli nie będzie piosenkarki, nie będzie też miejsca dla pianisty, a wówczas on nie będzie mógł dalej prowadzić ich przygotowań do festiwalu Provence en Voix. Stracą też miejsce do prób. A bez prób nie mieli co marzyć o tym, by w ogóle się na nim pojawić. A jeśli nie mogłaby wziąć udziału w festiwalu, przepadłaby jej ostatnia szansa na spełnienie marzenia życia.

Z całego serca pragnęła wreszcie wyróżnić się w tłumie operowych sopranistek, które fantazjowały o wielkiej karierze. Wszystkim zależało na tym, by dowieść swego talentu. A festiwal stwarzał taką okazję. Jeśli teraz jej się nie powiedzie, będzie musiała zrezygnować na zawsze z marzeń, które miała już jako mała dziewczynka, gdy dostała się do szkoły muzycznej. Teraz, po wielu latach starań i niezliczonych przesłuchaniach, była już blisko trzydziestki, podczas gdy młodsze koleżanki stawały się coraz większą konkurencją. Ten festiwal to była jej ostatnia szansa. Jeśli jej się nie powiedzie, pogrzebie ostatecznie swoje marzenia o karierze operowej i poświęci się nauczaniu śpiewu. Właśnie w ten sposób zarabiała na życie w rodzinnym Yorkshire, śniąc jednocześnie o występach na scenie.

Jej ostatnią szansą było to szalone przedsięwzięcie, współczesna opera mało znanego autora, wykonana przez praktycznie nieznanych śpiewaków, pod kierownictwem artystycznym Maxa, który zdecydował się ich przygotowywać bez wynagrodzenia. Dlatego też w każdą sobotę stawała się Sabiną Sablon, wdzięczącą się do mikrofonu, by przyciągać jak najwięcej męskich spojrzeń. Nie było to miłe uczucie. Max starał się ją przekonać, że będzie mogła to później wykorzystać do pracy nad rolą kurtyzany Wioletty w operze Traviata albo dramatycznej Manon w Manon Lescaut, jednak Sarah to nie pomagało. W operze wszyscy by wiedzieli, że gra rolę, a tutaj musiała naprawdę sprawiać wrażenie, że jest demoniczną Sabiną Sablon.

W jednej chwili zadrżała. Co by się stało, gdyby ktokolwiek z operowego światka zorientował się, co i gdzie śpiewa? Jej kariera ległaby w gruzach! Nikt już nie wziąłby jej na poważnie.

Poza tym rola, do której się obecnie przygotowywała, nie miała nic wspólnego z Wiolettą czy Manon. Jej bohaterka była romantyczną, młodą dziewczyną, która zakochała się w walecznym żołnierzu. Krótkie, szczęśliwe chwile, jego powrót na front, aż wreszcie tragiczna wiadomość o jego śmierci. Złamane serce, rozpacz i żałoba. A na koniec narodziny dziecka, które w przyszłości będzie musiało zająć miejsce ojca w kolejnej wojnie. Prosta i brutalna historia o nieuchronności tragicznego losu spodobała się Sarah od pierwszej chwili.

Jak to musi być, zakochać się tak szybko, a potem cierpieć tak mocno, zastanawiała się, przygotowując się mentalnie do roli. Nie miała jeszcze takich doświadczeń. Nigdy jeszcze nie przeżyła tak gwałtownej, głębokiej miłości ani bólu złamanego serca. Jej jedyny poważny związek skończył się rok wcześniej, gdy Andrew, kolega ze studiów muzycznych, dostał propozycję pracy w prestiżowej orkiestrze operowej w Niemczech. Sarah cieszyła się z jego sukcesu i pożegnała go bez żalu. Obydwoje od początku stawiali karierę na pierwszym miejscu, co znaczyło, że nie angażowali się zbyt głęboko, by nie pokrzyżować sobie zawodowych planów, gdy postawią ich na rozdrożu. Podstawą ich związku była wspólna miłość do muzyki i śpiewu bardziej niż do siebie nawzajem. Łączyła ich głęboka przyjaźń i czułość, nic ponad to. Ale to oznaczało, że jeśli chce zagrać przekonywająco swoją rolę Wojennej Narzeczonej, będzie się musiała odwołać do wyobraźni.

 

Gdy skończyła śpiewać, pojedyncze oklaski rozległy się na sali. Ukłoniła się głęboko w podziękowaniu, a gdy wyprostowała się znowu, przeszyło ją nagle dziwne uczucie. Max zapowiedział jej następny numer, ale ona nie była w stanie się skupić. Wszystkie jej zmysły skierowały się w głąb sali, niczym przyciągane tajemnym magnesem. Ktoś się w nią wpatrywał. Ktoś stojący w cieniu tak, że nie była w stanie go dostrzec. Jeszcze przed chwilą go tam nie było, musiał więc dopiero co przyjść. Potrząsnęła delikatnie głową, starając się pozbyć uczucia dziwnego skrępowania. Mężczyźni wpatrywali się w nią nieustannie. Była do tego przyzwyczajona. Ale nigdy nie czuła czegoś podobnego, nigdy wcześniej nie czuła się tak bezbronna i poddana sile natarczywego spojrzenia.

Gdy zaczęła śpiewać, z trudem mogła wydobyć z siebie głos. Przymknęła oczy, by ukryć je pod sztucznymi rzęsami, a ruchem głowy długimi włosami przykryła ramiona. Czuła się dziwnie naga pod spojrzeniem z głębi sali. Nie była w stanie rozpoznać, czy drżenie, jakie odczuwała w całym ciele, jest efektem podniecenia, czy podświadomej obawy, jak jest obserwowana.

Z ulgą skończyła piosenkę i zeszła ze sceny, kierując się w stronę garderoby na zapleczu. Gdy przechodziła obok baru, zaczepiła ją jedna z kelnerek.

‒ Pewien mężczyzna chce postawić ci drinka. ‒ Sarah uśmiechnęła się kwaśno. Nie pierwszy raz. Ale ona nigdy nie przyjmowała tego rodzaju zaproszeń. Kelnerka pomachała jej przed nosem banknotem. Całe sto euro, pomyślała Sarah z zaskoczeniem. Zwykle napiwki były pięć razy mniejsze. – Wygląda na to, że naprawdę mu zależy! – Kelnerka była zdziwiona brakiem zainteresowania Sarah.

‒ To już jego problem. Lepiej mu to oddaj – dodała. – Nie chcę, żeby myślał, że wzięłam pieniądze i zniknęłam.

Przez chwilę przemknęło jej przez myśl, że to zaproszenie mogło pochodzić od tajemniczego mężczyzny w głębi sali, ale wolała się nad tym nie zastanawiać. Jedyne, czego pragnęła, to pozbyć się kostiumu, wrócić do domu i zasnąć jak najprędzej. Próby opery z Maxem zaczynały się bardzo wcześnie i potrzebowała wypocząć.

Weszła do garderoby i zdjęła szpilki, gdy usłyszała zdecydowane pukanie.

– Kto tam? – zdążyła spytać, zanim drzwi się otworzyły. Przypuszczała, że to Max, który miał jej do powiedzenia coś, co nie mogło czekać, ale zamiast niego zobaczyła mężczyznę, którego widok dosłownie zapierał dech w piersi.

ROZDZIAŁ DRUGI

Bastian wpatrywał się w kobietę siedzącą naprzeciw lustra. Jej twarz była teraz w półcieniu, podczas gdy na scenie widział ją w pełnym świetle, które wyostrzało piękne rysy. Z rozmysłem usiadł przy stoliku w głębi sali, by samemu pozostać niewidocznym. Chciał móc swobodnie ją obserwować. Już po kilku sekundach zrozumiał, że ta kobieta posiadała wszystkie cechy, które czyniły ją niebezpieczną dla jego młodego i podatnego na zauroczenia kuzyna.

Miała niesamowity urok. Było to staromodne słowo, ale akurat to przyszło mu na myśl, gdy jego oczy spoczęły na smukłej sylwetce w obcisłej błyszczącej sukience. Jej palce zmysłowo zaciskały się na mikrofonie, a długie włosy spoczywały zalotnie na nagich ramionach, niczym u typowego kobiecego wampa w nocnych kabaretach z lat dwudziestych. Usta były pomalowane krwistą czerwienią, a głębia oczu podkreślona długimi sztucznymi rzęsami. Z bliska oddziaływała na niego z jeszcze większą magią. Nic dziwnego, że Philip jej uległ!

Ze zdziwieniem zauważył naturalne kolory, które wykwitły jej na policzkach. Interesujące… pomyślał. Ale wyraz zaciśniętych ust powiedział mu wszystko, co chciał wiedzieć. To nie był rumieniec. Kobieta jej pokroju nie rumieniła się prawdopodobnie od czasów, gdy była nastolatką. To było zniecierpliwienie.

Dlaczego? Zastanawiał się. Kobiety zwykle nie były zniecierpliwione, gdy obdarzał je swoją uwagą. Wręcz odwrotnie. Ale ta akurat, piosenkarka w nocnym klubie, nie wyglądała na zachwyconą. Było to podwójnie niezwykłe, ponieważ kobieta tej profesji musiała być przyzwyczajona do męskich odwiedzin w swojej garderobie.

Niemiła myśl pojawiła się nagle. Czy jego kuzyn też tu bywał? Czy zaprosiła go do swojej garderoby? Jak daleko zaszły sprawy między nimi?

No cóż, bez względu na to, co wydarzyło się wcześniej, zamierzał położyć temu kres. Niezależnie od tego, jakimi historyjkami raczyła Philipa, żeby wydobyć od niego pieniądze, ten bank wkrótce przestanie udzielać jej kredytu.

‒ Tak? – spytała obojętnie, odwracając się w jego stronę.

‒ Czy kelnerka nie przekazała mojego zaproszenia? – spytał uwodzicielskim tonem po francusku, którym mówił biegle, podobnie jak angielskim i jeszcze kilkoma innymi językami.

‒ A więc to było od pana? – stwierdziła, unosząc brwi. – Muszę pana rozczarować. Nie przyjmuję zaproszeń na drinka od gości. Od żadnego z nich, bez względu na okoliczności – podkreśliła jednoznacznie.

Bastian nigdy wcześniej nie spotkał się z tego typu reakcją na swoje zaproszenie. Tym bardziej wydało mu się to niestosowne w wypadku kobiety, której kariera zależała od przypodobania się publiczności. Głównie męskiej, w tym szczególnym przypadku.

A może wydaje jej się, że już dłużej nie musi o nic zabiegać? Może sądzi, że znalazła już luksusowego sponsora? Bastian starał się nie pokazać swojej irytacji. Nie teraz. Jeszcze nie. W tej chwili jego celem było uzyskać jej zainteresowanie, by potem odpowiednio je wykorzystać.

‒ W takim razie pozwól zaprosić się na kolację – kontynuował niezrażony, starając się, by jego ton brzmiał niczym pieszczota. Zawsze działało. Sukces murowany.

Odpowiedziała mu delikatnym uśmiechem, ale wyłącznie grzecznościowym. Co do tego nie miał wątpliwości.

‒ Dziękuję za zaproszenie, ale nie mogę go przyjąć. A teraz, jeśli pan pozwoli, muszę się przebrać – stwierdziła znacząco, oczekując najwyraźniej, że wyjdzie.

‒ Jest pani już umówiona? – spytał wyzywająco.

Coś rozbłysło w jej oczach, zmieniając nagle ich kolor. Myślał, że były szare, ale nagle zobaczył je bardziej w zielonym odcieniu.

‒ Nie – stwierdziła sucho. – A nawet gdybym była, monsieur, to nie pańska sprawa – podsumowała, nie przejmując się już pozorami grzeczności.

Jeśli byłabyś umówiona z moim kuzynem, byłaby to jak najbardziej moja sprawa, pomyślał coraz bardziej zirytowany, ale wciąż nad sobą panując.

– W takim razie, skoro ma pani wolny wieczór, dlaczego nie chce pani przyjąć mojego zaproszenia? – spytał głosem miękkim niczym aksamit. Ten głos zwykle świetnie działał na kobiety. Jego zaproszenia na kolację nigdy, o ile dobrze pamiętał, nie spotkały się z odmową.

Ale, ku jego zaskoczeniu, oczekiwany efekt nie nastąpił. Wręcz odwrotnie. Jej spojrzenie stawało się coraz bardziej zniecierpliwione i niechętne.

‒ Monsieur zaczęła, przywołując pokłady swojej cierpliwości ‒ przykro mi, ale jak już mówiłam, nie przyjmuję zaproszeń od gości ani na drinka, ani na kolację. Ani jakichkolwiek innych – dodała stanowczo.

Bastian nie zamierzał się poddać.

– Nie miałem na myśli kolacji w klubie. Wolałbym zabrać panią do La Fleur Bleu – dodał lekko.

Na małą chwilę mógł dostrzec zdziwienie w jej spojrzeniu. Nie bez przyczyny. La Fleur Bleu była najlepszą restauracją na Lazurowym Wybrzeżu. Bastian był przekonany, że dla takiej kobiety jak ona pokazanie się w takim miejscu było nie lada okazją. To była też dla niej wskazówka, że jego portfel powinien być wystarczająco zasobny jak na jej standardy. Na pewno nie chciała i nie musiała już tracić czasu z kimś, kto nie należał do tej samej sfery, co jego zamożny kuzyn. Choć jego własna fortuna wielokrotnie przekraczała to, czym mógł dysponować Philip, pomyślał nie bez nutki cynizmu.

Tyle że fortuna Philipa mogła jej się wydawać o wiele łatwiej dostępna. Jeśli już zarzuciła na niego swoją sieć, będzie bardzo ostrożna. Musiała się domyślać, że gdyby Philip się dowiedział, że spotyka się z innymi, straciłaby go.

Nowy plan błyskawicznie pojawił się w jego głowie. Miała tyle niezwykłego uroku, że wziął pod uwagę możliwość, by uwieść ją dla siebie. Może to najlepszy sposób, by uwolnić Philipa? Oczywiście, nic na poważnie nie wchodziło w grę. To nie była kobieta dla niego. Aż szkoda… usłyszał myśl w swojej głowie.

‒ Monsieur… ‒ zaczęła ostrym tonem ‒ jak już mówiłam, dziękuję za pana bardzo… szczodrą… propozycję, ale muszę odmówić.

Bastian zorientował się, że słowo „szczodrą” wymówiła ze szczególnie ironicznym zabarwieniem, jakby w pełni przejrzała jego grę.

‒ Gotowa? Idziemy już.

W drzwiach pojawił się młody mężczyzna, z marynarką przewieszoną przez ramię. Najwyraźniej czekał na nią. Gdy spostrzegł obecność Bastiana, zmarszczył brwi i chciał coś powiedzieć, ale Sabina Sablon go ubiegła.

‒ Pan właśnie wychodził – oświadczyła zimno, choć Bastian miał wystarczająco dużo doświadczenia z kobietami, by wiedzieć, że wcale nie była tak pewna siebie, jak starała się to pokazać. Wiedział też, że to on jest tego przyczyną… Błysk w jej oczach powiedział mu wszystko. Ta wyrafinowana chanteuse, ze swoim scenicznym urokiem i mocnym makijażem, nie była tak całkiem odporna na jego uwodzicielskie zabiegi.

Mogę ją zdobyć. Ma do mnie słabość, pomyślał.

Właśnie z tym nieświadomie się przed nim zdradziła. Spojrzał na mężczyznę w drzwiach i po chwili rozpoznał w nim pianistę, który jej akompaniował. Zastanawiał się, czy jest coś między nimi, ale był pewien, że to niemożliwe. Jego męski instynkt mu to podpowiedział.

‒ W takim razie pożegnam się, mademoiselle – stwierdził dwornie, jak gdyby odrzucenie zaproszenia na kolację było niewinnym kaprysem, który od razu jej wybaczył. – A bientôt.

Gdy wyszedł, usłyszał jeszcze jej głos pełen ulgi.

– Dzięki Bogu, że mnie uratowałeś!

Ulga oznaczała niepokój. Bastian uśmiechnął się z satysfakcją. Bardzo dobrze. Tu miał dowód, że miała do niego słabość. Wiedział też, że już nikt ani nic nie mogło jej uratować. Przed nim.

‒ Daj mi dwie minuty. Zaraz będę gotowa – zapewniła Sarah.

Starała się wyglądać swobodnie, ale w głębi była bardzo poruszona. Jej zmysły wciąż były napięte do granic. Nie była w stanie uwierzyć, że do tego stopnia udało jej się zapanować nad sytuacją. Wiedziała tylko, że musiała. Nie mogła pozwolić na to, żeby ten mężczyzna się zorientował, jak na nią działał.

Co, u diabła, właśnie jej się przytrafiło? Jakim cudem? Ten mężczyzna, nie wiadomo skąd, z taką władzą nad jej zmysłami. Nigdy wcześniej nie czuła czegoś podobnego. To właśnie on musiał się jej przyglądać, gdy śpiewała ostatni numer. Była tego pewna. Po raz pierwszy mężczyzna potrafił wzbudzić w niej takie emocje samym tylko spojrzeniem. Musiała to przemyśleć. Na pewno znajdzie jakieś wyjaśnienie dla swojej niezwykłej reakcji.

Niewątpliwie emanował niezwykłą siłą. Każdy jego gest był władczy. Nie chodziło tylko o jego potężną, wysportowaną sylwetkę. Czuła, że ma do czynienia z kimś, kto zawsze przeprowadza swoją wolę.

A już szczególnie, jeśli chodzi o kobiety.

Była pewna, że nie chodziło tylko o to, że był to zamożny mężczyzna, który mógł kupić sobie przychylność nawet najbardziej wymagających partnerek. Jego wzmianka o La Fleur Bleu była tego wystarczającym dowodem. Ale chodziło o coś więcej. O wiele więcej… On wcale nie potrzebował pieniędzy, by wywierać wrażenie na kobietach. Był doskonale świadom swoich atutów i swojej władzy nad kobietami. Wiedział też, że zawsze zareagują na niego w odpowiedni sposób. Zgodnie z jego oczekiwaniami.

Był zaskoczony, gdy nie przyjęła jego zaproszenia na kolację! Dzięki Bogu, że rozsądek jej nie opuścił w chwili próby. Udało jej się wybrnąć obronną ręką.

Co takiego jest w tym mężczyźnie, że tak niesamowicie na mnie działa? ‒ zastanawiała się. Spotkała przecież już przystojniejszych, ale żaden z nich do tego stopnia nie zawrócił jej w głowie.

 

Ktokolwiek to był, już sobie poszedł, uspokajała się, zmywając makijaż i odklejając sztuczne rzęsy. Musiała na nowo stać się Sarah. Może wtedy będzie mogła uwolnić się od jego obrazu, który wciąż tkwił jej przed oczami. Wybij go sobie z głowy, rozkazywała sama sobie. On był zainteresowany Sabiną Sablon. To ją chciał zaprosić na kolację, a nie niepozorną Sarah Fareham.

Właśnie taka była prawda. Była o tym przekonana. Sabina była kobietą, która mogła przyciągnąć takiego mężczyznę jak on. Była wyrafinowana, czarująca, światowa… prawdziwa femme fatale. Sarah nie miała nic wspólnego z Sabiną. Dlatego też nie miało najmniejszego znaczenia, jakie emocje budził w niej ten mężczyzna. Nie był dla niej. Nie zamierzała pozwolić się uwodzić temu pewnemu siebie samcowi alfa, który myślał, że ma wszystkie kobiety u swoich stóp.

W jej życiu było teraz miejsce wyłącznie na jeden, konkretny cel. I nie był nim z pewnością ten ciemnooki mężczyzna o zniewalającym spojrzeniu, który zapierał jej dech w piersi.

Pogasiła światła i wyszła pospiesznie, wiedząc, że Max czeka na nią na parkingu. Jak każdego wieczora, odwoził ją do mieszkania, które udało jej się tanio wynająć w Pierre-les-Pins. Jak tylko wsiadła, Max ruszył bez słowa, nie pytając o niespodziewanego gościa w jej garderobie.

‒ Zastanawiałem się – zaczął nagle – jeśli chodzi o twój pierwszy duet z Alainem…

To był jego ulubiony temat. Analizował dogłębnie każdą jej kwestię, dając jej rady co do skomplikowanych muzycznie i wokalnie fragmentów, które miała przygotować na następną próbę. Sarah była mu za to wdzięczna. To pozwalało jej odsuwać myśli od tego krótkiego, ale jakże intensywnego spotkania w garderobie z szalenie przystojnym i niebezpiecznym mężczyzną. Niebezpiecznym? Jej podświadome myśli ją zaskoczyły. Czy on naprawdę był dla niej niebezpieczny? Dlaczego?

To absurdalne, próbowała się uspokoić. Jakie niebezpieczeństwo mogło jej grozić ze strony nieznajomego? Oczywiście, że żadne. Była niemądra.