Wolność emocjonalna

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Najskuteczniejszą metodą, by zniechęcić więźnia do ucieczki, jest nie dać mu się zorientować, że jest w więzieniu .

– Fiodor Dostojewski

Rozdział 2
Cztery praktyczne tajniki upełnomocnienia twojego życia emocjonalnego

Emocje mogą uderzać błyskawicznie i z dużą siłą, a ty powinieneś być na to przygotowany.

Negatywne nastawienie może w mgnieniu oka przełożyć się na silne rozdrażnienie i doprowadzić do kompletnej rozsypki. Nie martw się – już niedługo zastąpisz ten dobrze znany scenariusz nowym i skuteczniejszym sposobem postępowania w tego typu sytuacjach. Pozwolę sobie przedstawić ci strategie, dzięki którym będziesz mógł stawić czoło wszelkim emocjom – przyziemnym i wzniosłym, pojawiającym się na płaszczyźnie intelektualnej i intuicyjnej. Strategie te wielokrotnie ratowały mnie, moich przyjaciół oraz moich pacjentów przed utratą równowagi emocjonalnej. Cztery tajniki opisane w tym rozdziale zdemaskują mechanizm funkcjonowania negatywności – dzięki temu negatywne nastawienie nie będzie ci już odbierać spokoju ducha ani tłumić twojego podziwu dla fantastycznego wszechświata, w którym przyszło nam żyć.

W tym rozdziale opisuję cztery podstawowe aspekty naszych emocji: biologię, duchowość, moc energetyczną oraz psychologię. Jest to motyw wspólny dla wszystkich rozdziałów tej książki. Połączenie tych czterech elementów tworzy bardzo wyraźny portret naszego emocjonalnego „ja”, który może nam powiedzieć bardzo wiele o tym, w jaki sposób funkcjonujemy. Wiedza ta pomoże nam osiągnąć wolność emocjonalną. Pominięcie choćby jednego z aspektów emocji skutkuje upośledzeniem naszego wewnętrznego postrzegania – będziemy widzieć tylko część obrazu, jakbyśmy cierpieli na swego rodzaju daltonizm. Tylko odpowiednie poszanowanie wszystkich czterech elementów gwarantuje, że twój wysiłek na rzecz kontrolowania emocji nie pójdzie na marne. Koncentrując się na wszystkich czterech elementach, nauczysz się przekształcać negatywne w pozytywne, zintegrujesz wszystkie mocne strony. Poznasz smak wolności będącej skutkiem ujarzmienia strachu i innych związanych z nim uczuć. To naturalny stan uniesienia, do osiągnięcia którego każdy z nas powinien dążyć. Wyjaśnię również, w jaki sposób należy przekładać podstawowe informacje o czterech elementach emocji na codzienne działania, dzięki czemu będziesz odczuwał większą motywację do kontynuowania swoich starań.

Tajnik pierwszy. Przeprogramuj biologię swoich emocji

Żeby lepiej poznać siebie, musimy przyswoić sobie kilka podstawowych informacji na temat własnej biologii. To przykre, ale większość ludzi posiada bardzo ograniczoną wiedzę na ten temat, a przecież znajomość własnej biologii pozwala nam zyskać wgląd w nasze uczucia. To właśnie cudowna nauka o życiu, jaką jest biologia (po grecku bios oznacza życie, a logos – słowo, nauka), pokazuje nam, jakie związki tworzą między sobą istoty żywe, zarówno na płaszczyźnie fizycznej, jak i emocjonalnej. W szkole średniej czy na studiach rzadko udaje się przekazać całą magię tej dziedziny wiedzy. To prawda. Osobiście do dziś nie mogę wyzbyć się przerażającego obrazu biednej żaby przypiętej do góry brzuchem do stołu, na której kazano nam w szkole przeprowadzić sekcję. W tym miejscu chciałabym zawrzeć istotę biologii, czyli opis fascynującej siły życiowej. Pokażę, w jaki sposób można pobudzać wydzielanie biochemicznych substancji szczęścia, przekształcając tym samym swoje ciało i umysł w doskonale funkcjonującą maszynę. Wzięcie na siebie odpowiedzialności za własną biologię i wykształcenie odpowiednich nawyków emocjonalnych, wspierających funkcjonowanie naszego organizmu na najwyższym poziomie, jest podstawowym krokiem na drodze do wolności.

W XXI wieku badania naukowe wykazały, że lęk i samotność nie są wyłącznie uczuciami, podobnie zresztą jak miłość czy nadzieja. Wszystkie emocje wyzwalają w naszym organizmie reakcje biologiczne, które mają dokładnie taki sam wpływ na nasze zdrowie jak odpowiednia dieta czy ćwiczenia fizyczne. Zdobywając umiejętność kształtowania swoich reakcji emocjonalnych na określone sytuacje, uczymy się zmieniać nasze reakcje biologiczne. Chciałabym w tym miejscu podkreślić, że reakcja emocjonalna na określoną sytuację zawsze jest naszym wyborem – suma dokonywanych w ten sposób wyborów ma olbrzymie znaczenie dla naszego ogólnego samopoczucia. Świadomość fizycznych konsekwencji ogarniających nas emocji czyni nas bardziej skłonnymi do odpowiedniego reagowania, może naprawdę odmienić twoje życie.

A teraz kolej na dwa scenariusze: „Dlaczego emocjonalny stres szkodzi naszemu ciału” oraz „Dlaczego spokój sprzyja naszemu ciału”. Zapamiętaj to, co w nich przedstawię. Obydwa scenariusze zaprezentuję na diagramach – zależy mi na tym, aby związki między ciałem i umysłem na stałe zapisały się w twojej świadomości. Dlaczego to takie ważne? Stres jest wrogiem wolności emocjonalnej. Nie możemy sobie pozwolić na wzmacnianie go, nie możemy też ignorować jego negatywnego wpływu na nasz organizm. Powinniśmy dążyć do osiągnięcia trwałego stanu spokoju, będącego przeciwieństwem stresu.

Dlaczego stres szkodzi naszemu ciału
Skutki krótkoterminowe

Za przetwarzanie emocji odpowiada mózg. Kiedy odbiera sygnał o potencjalnym zagrożeniu – powiedzmy, że nagle z prawej strony dobiega cię pisk gwałtownie hamującego samochodu albo twój gburowaty szef znowu wpada w szał – przygotowuje twoje ciało do obrony. To jeden z najbardziej pierwotnych instynktów, służący ratowaniu życia. Ciało migdałowate, ośrodek mózgu odpowiadający za przetwarzanie emocji, wchodzi w stan pobudzenia i uruchamia reakcję „walcz lub uciekaj”. Stymuluje nadnercza do wydzielania hormonów stresu: adrenaliny i kortyzolu. W mgnieniu oka człowiek przemienia się w hiperuważnego supersiebie: rozszerzają mu się źrenice, wzrasta ciśnienie krwi, puls i poziom cukru we krwi, napinają się mięśnie (wyobraź sobie Popeye’a po zjedzeniu puszki szpinaku). Wszystkie układy zostają postawione w stan maksymalnej gotowości – człowiek przechodzi w tryb przetrwania, w którym ma do dyspozycji dodatkową energię i uwagę, pomocne w zażegnaniu niebezpieczeństwa.

Skutki długoterminowe

Twoje ciało potrafi fantastycznie dostosowywać się do nieoczekiwanych zagrożeń, ale poddane nieustającemu stresowi będzie reagować negatywnie. Twoje super „ja” prędzej czy później się podda. Hormony stresu umożliwią ci skuteczną reakcję na fizyczne zagrożenie, na przykład ucieczkę przed rabusiem lub błyskawiczne zabranie z ulicy małego dziecka, które omal nie znalazło się pod kołami samochodu, ale w większości przypadków wydzielanie tych związków chemicznych będzie przejawem przesadnej reakcji twojego organizmu na stan chwilowego pobudzenia, pozostającej zupełnie bez związku z faktycznym zagrożeniem życia. Twoje ciało niestety tego nie wie – zachowuje się tak, jakbyś znajdował się w ciągłym niebezpieczeństwie. Spina się maksymalnie i stara się przetrwać kolejny dzień. Gdy ktoś zajedzie ci drogę lub zachowa się wobec ciebie nieuprzejmie, jesteś gotów zareagować w taki sam sposób, jak gdyby w lesie wyskoczył na ciebie tygrys. Stres emocjonalny pochodzi nie tylko ze źródeł zewnętrznych, takich jak agresywny współpracownik czy bufonowaty krewny, może być również skutkiem działań, które sam podejmujesz w swojej głowie. Hormony stresu, tak potrzebne w sytuacjach kryzysowych, stają się nagle cichym mordercą, który wspomaga obawy, złość i strach w atakowaniu twojego układu odpornościowego. Narażasz się w ten sposób na nadciśnienie, choroby serca, niektóre nowotwory i depresję (zmniejsza się wydzielanie serotoniny, substancji neurochemicznej odpowiedzialnej za regulowanie nastroju, co może prowadzić do stanów lękowych i depresji). Co więcej, te związki chemiczne o działaniu zapalnym mogą powodować tak nieprzyjemne dolegliwości jak wysypki, wrzody czy zespół jelita drażliwego. Dowiedziono, że powolne oddziaływanie stresu przyspiesza procesy starzenia się i skutkuje wcześniejszą śmiercią, niekorzystnie odbija się też na zdrowiu i samopoczuciu.

Ty w stresie – reakcja „walcz lub uciekaj”


Dlaczego spokój sprzyja naszemu ciału

Odnalezienie spokoju jest wybawieniem dla każdego, kto żyje w emocjonalnym stresie. Skupienie się na sobie i uspokojenie pozwala zapomnieć o chaosie, który otacza nas każdego dnia. W stanie spokoju dochodzi do zalania organizmu endorfinami, czyli naturalnymi substancjami uśmierzającymi ból o działaniu nieco podobnym do opiatów. Serotonina rozprzestrzenia się po twoim ciele, wprowadzając cię w dobry nastrój i powodując, że codzienne zamieszanie staje się mniej uciążliwe. Hormony stresu przestają działać, ustępuje spięcie ramion i ścisk w brzuchu, obniża się puls i ciśnienie krwi, umysł się wycisza. Zaczynasz odczuwać ogólne rozluźnienie. Znów możesz swobodnie oddychać, opuszczasz gardę i stajesz się bardziej otwarty i skłonny do poznawania świata. Dr Herbert Benson z Uniwersytetu Harvarda nazywa to „reakcją relaksacji”. Jego zdaniem jest to antidotum na postawę emocjonalną związaną z aktywowaną strachem reakcją „walcz lub uciekaj”.

Ty spokojny – reakcja relaksacji


Aby osiągnąć stan spokoju, musimy podjąć aktywne działania. Warto uświadomić sobie pewną różnicę: o spokój trzeba zabiegać, stres dopada nas sam z siebie. Oczywiście, że można osiągnąć spokój, wpatrując się w turkusowe morze lub słuchając śpiewu ptaków, ale w naszym szalonym świecie trzeba wykształcić w sobie umiejętność samodzielnego wprowadzania się w taki stan. Założenie, że pojawi się sam z siebie, jest całkowicie nieuzasadnione.

 

Biologia wolności emocjonalnej jest w dużym stopniu skorelowana z wydzielaniem endorfin i zatrzymaniem wydzielania hormonów stresu. Jak do tego doprowadzić? Śmiech, ćwiczenia fizyczne, medytacja – podjęcie dowolnej aktywności, dzięki której poczujemy się kochani (może to być seks). Postanów sobie, że każdego dnia postarasz się doświadczyć nieco więcej spokoju. To będzie doskonały pierwszy krok.

Medytacja jako sposób na doświadczenie wolności emocjonalnej

Kiedy osiągamy spokój, zaczyna nas ogarniać poczucie wolności. Medytacja jest jedną z najbardziej rozpowszechnionych technik wyciszenia. Przez tysiąclecia była wykorzystywana w najróżniejszych tradycjach – od tradycji zen, aż po judaizm – jako środek do osiągania wewnętrznego spokoju. Byłam wniebowzięta, kiedy na okładce magazynu „Time” zobaczyłam tytuł głównego artykułu Medytacja w ujęciu naukowym. W końcu mistycyzm Wschodu i medycyna Zachodu zaczynają łączyć swoje koncepcje. Kombinacja ta znajduje zastosowanie tu i teraz, nie jest to jakaś całkowicie abstrakcyjna dziedzina. Jestem wielką zwolenniczką medytacji, codziennie ją praktykuję i polecam ją swoim pacjentom. Już wielokrotnie zdarzało się, że nawet w najbardziej szalonych i emocjonalnych sytuacjach byłam dzięki niej w stanie zachować spokój. Jeżeli przestaję medytować, choćby nawet przez krótki czas, czuję się poirytowana i bardziej przytłoczona zgiełkiem i zamieszaniem tak charakterystycznymi dla współczesnego świata.

Medytacja wycisza umysł i przeprogramowuje biologię (ma także korzystny wpływ na duchowość i moc energetyczną, ale tym zajmiemy się nieco później). Wspaniała technika obrazowania pozwoliła zdemistyfikować medytację, ujawniając zmiany zachodzące w mózgu, odpowiedzialne za odczuwanie spokoju. Najbardziej zaskakujące jest odkrycie, że regularna medytacja powoduje trwałe zmiany w mózgu, przyczyniając się do rozrostu ośrodka odpowiedzialnego za integrowanie myśli i emocji. W wyniku takich zmian stajemy się lepiej przystosowani do skutecznego radzenia sobie ze stresem. Spieszę poinformować, że proces ten zachodzi bardzo szybko. Już po kilku minutach medytacji stwierdza się wzmożona aktywność fal alfa, czyli fal mózgowych świadczących o rozluźnieniu.

Miałam okazję pracować z pacjentem, który był wręcz książkowym przykładem osoby potrzebującej medytacji. Będziemy go nazywać Pan C. Miał trzydzieści lat i był bardzo utalentowanym czarnoskórym raperem. Ale był uzależniony od przypływu adrenaliny. Jego utwory zajmowały szczytowe miejsca na listach przebojów. W moim odczuciu był to jeden z nielicznych raperów, którym faktycznie zależy na wysyłaniu w świat pozytywnego przesłania. Kiedy jego brat zmarł w wyniku przedawkowania heroiny, Pan C całkowicie odstawił narkotyki i alkohol. Szanowałam go za odmowę sprzedania się w zamian za wychwalanie w utworach gangsterki, strzelaniny i prochów. Podczas naszego pierwszym spotkania stwierdziłam, że Pan C jest uosobieniem wszystkiego tego, co określa się mianem cool – miał na sobie workowate spodnie, baseballówkę założoną daszkiem do tyłu i ciemne okulary z lustrzanymi szkłami. Szybko zrozumiałam, że w istocie jest obgryzającym paznokcie, zagryzającym zęby i zmagającym się ze zgagą kłębkiem nerwów. Skierował go do mnie internista, stwierdzając u niego liczne symptomy świadczące o silnym oddziaływaniu stresu – Pan C był ofiarą swoich własnych hormonów stresu.

Wykorzystując metody energopsychiatrii, starałam się nakłonić Pana C do obniżenia tempa i uspokojenia się. Zaproponowałam mu medytację. Na początku się żachnął: „Bez przesady. Przecież to mnie otępi, to nudne. To strata czasu, która nic nie daje”. Postanowił pokazać mi, jaki z niego twardziel (za późno: wiedziałam już, że jest grzecznym i potulnym synkiem mamusi, a jednocześnie swego rodzaju Robin Hoodem dla dzieciaków z południowo-wschodniego Los Angeles).

Niewykluczone, że i ty jesteś jak Pan C – przekonany, że potrafisz jednocześnie osiągać sukcesy i zachowywać spokój. Możesz mieć trudności z przyjęciem nieatrakcyjnego obrazu człowieka rozluźnionego i skupionego na sobie, otoczonego wonią paczuli – jest to przecież zupełne przeciwieństwo wydajnego działania, z którym tak bardzo chciałbyś się utożsamiać. Właśnie dlatego należy z uwagą śledzić najnowsze odkrycia w dziedzinie biologii odnoszące się do kwestii medytacji. Wiele osób żywi zupełnie mylne przekonania na temat medytacji – ich podejście zmienia się dopiero wtedy, gdy zrozumieją, że w stanie uspokojenia znacznie łatwiej jest kierować swoim zabieganym życiem. Przedstawiłam Panu C odkrycia neurobiologów potwierdzające, że codzienna medytacja ma korzystny wpływ na zdolność do koncentrowania uwagi. Mój pacjent miał nie najlepsze zdanie na temat wszystkiego tego, co sam zaliczał do kategorii „New Age” – przemówiły do niego natomiast argumenty biologiczne. Owszem, był artystą, lecz był również pragmatykiem. Na przykładzie wielu moich pacjentów stwierdziłam, że przedstawienie naukowego uzasadnienia stosowania danej techniki wyraźnie ułatwia jej zaakceptowanie. Do tej pory Pan C potrafił tylko motywować się do dalszych działań. Moim zadaniem było pokazać mu, jak można po prostu być w spokoju. Poczucie dyskomfortu może mieć działanie motywujące – to właśnie ono skłoniło Pana C do wypróbowania metody, którą jeszcze chwilę wcześniej uważał za śmieszną.

Na początek poleciłam Panu C przeprowadzenie krótkiej medytacji, którą za chwilę opiszę. Powiedziałam mu również, że w dalszej kolejności będziemy zajmować się także innymi technikami medytowania. Spokój jest dla niektórych stanem zupełnie obcym, dlatego lepiej przystosowywać się do niego powoli. Osobie uzależnionej od ciągłego przypływu adrenaliny może być trudno wysiedzieć w bezruchu choćby kilka sekund. Przez kolejnych kilka tygodni uczyłam Pana C podstaw medytacji. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że można się aż tak wiercić, kręcić i drapać, tyle chrząkać i mrugać oczami. Pan C przypominał psa, który nie może znaleźć sobie wygodnej pozycji. Odnosiłam wrażenie, że ustanowił rekord świata w wierceniu się, jednocześnie uznawałam tego typu reakcje za naturalny element procesu uczenia się. Każdy początkujący adept medytacji zachowuje się niespokojnie w mniejszym lub większym stopniu. Po pewnym czasie Pan C nauczył się siedzieć spokojnie przez sześćdziesiąt sekund, potem nawet przez całe trzy minuty. Takie krótkie sesje medytacyjne powtarzał kilka razy dziennie. Coraz lepiej radził sobie z rozładowywaniem stresu poprzez wprowadzanie się w stan spokoju. Mój pacjent, typ macho, który zawsze stara się wszystko kontrolować i tak dobrze radzi sobie w prawdziwym świecie, stwierdził z zaskoczeniem, że dzięki medytacji zyskuje wrażenie jeszcze większej kontroli, tym razem nad samym sobą. Dzięki temu poczuciu zaczął odnosić jeszcze większe sukcesy w świecie zewnętrznym.

Przygotuj się na wyprawę śladami Pana C. Zacznij przygotowywać biologiczne podłoże wyzwolenia. Posłuży temu przedstawione ćwiczenie medytacyjne. Na jego wykonanie potrzeba zaledwie trzech minut, w ciągu których można wprowadzić się w stan wewnętrznego spokoju (jeśli – podobnie jak Pan C – masz problem, żeby usiedzieć w miejscu przez trzy minuty, zacznij od kilku sekund, a potem stopniowo wydłużaj czas trwania medytacji). W razie potrzeby ustaw sobie stoper lub budzik – chodzi o to, abyś nie przekroczył wyznaczonego czasu. Kiedy już nabierzesz biegłości, będziesz mógł medytować dowolnie długo, na razie jednak lepiej nie przesadzaj. Chodzi o to, abyś się skoncentrował i zaobserwował pierwsze rezultaty. Zobaczysz, jak szybko pozbędziesz się napięcia. Medytować możesz w chwilach szczególnego zdenerwowania lub w dowolnym momencie, kiedy będziesz chciał się wyciszyć. Rozpocznij od jednej sesji dziennie, stopniowo zwiększając ich liczbę do dwóch lub trzech w ciągu dnia.

Wskazówka emocjonalna.

Pierwszy tajnik w praktyce – przeprogramuj biologię swoich emocji

Przeprowadź trzyminutową sesję medytacyjną i obniż poziom odczuwanego stresu

1 Znajdź wygodne i ciche miejsce. Załóż coś wygodnego i usiądź w wygodnej pozycji w miejscu, w którym nie będą przeszkadzać ci telefony, pagery ani ludzie. Najlepiej jest usiąść na kanapie, krześle lub poduszce w pozycji wyprostowanej – taka pozycja utrudnia zaśnięcie. Możesz usiąść ze skrzyżowanymi nogami lub wyprostować je przed sobą. Twoja pozycja powinna być możliwie jak najbardziej relaksująca.

2 Skoncentruj się na oddechu, wycisz swoje myśli. Zamknij oczy i zacznij koncentrować się na oddechu. Kolejne wdechy i wydechy powinny stanowić jedyny przedmiot twojej świadomości. Prędzej czy później w twojej głowie pojawią się pewne myśli – powinieneś sobie wówczas wyobrazić, że to jedynie chmury, które przepływają po niebie. Zwróć na nie uwagę, ale nie wydawaj żadnych opinii na ich temat. Pozwól im powolutku odlecieć i ponownie skoncentruj się na oddechu. Utrzymuj się w stanie spokoju, przez cały czas koncentrując się na procesie oddychania.

3 Wdychaj spokój, wydychaj stres. Doświadczaj zmysłowych wrażeń związanych z przepływem wdychanego i wydychanego powietrza. W klatce piersiowej i nozdrzach powinieneś czuć coś w rodzaju chłodnej bryzy. Znajdź przyjemność w zagłębianiu się w hipnotyczny rytm oddechu, który Budda określał jako wdychanie i wydychanie umożliwiające uniesienia. Poczuj, jak z każdym powolnym oddechem wdychasz spokój (na przykład w postaci słodkiego letniego zapachu jaśminu), a wydychasz stres. Wdychaj spokój, potem wydychaj stres. W rezultacie uwalniasz się od wszelkiej negatywności. Twoje ciało się rozluźnia, wyciszając swoją biologię. Zanurzasz się w poczuciu bezpieczeństwa, którego źródłem jest bezruch. Przez cały czas koncentruj się na oddechu i spokoju, tylko i wyłącznie na spokoju.

Jest to proste ćwiczenie medytacyjne, które stanowi pierwszy krok do nawiązania doskonałych relacji z własną biologią. Medytuj w ten sposób, a nauczysz się zwiększać wydzielanie endorfin i kontrolować swoją reakcję „walcz lub uciekaj”. To kluczowe biologiczne korzyści płynące z medytacji. Zdobycie umiejętności neutralizowania stresu będzie miało bardzo pozytywny wpływ na twoje ciało. Poczujesz, jak opuszcza cię napięcie, a z twoich ramion znika dotychczasowy ciężar.