TraumaTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Trauma
Trauma
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 54,98  43,98 
Trauma
Trauma
Audiobook
Czyta Monika Bednarek
19,99  14,79 
Szczegóły
Trauma
Trauma
E-book
9,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Podziękowania

Wprowadzenie

Zaburzenia traumatyczne

Zapomniana historia

Przerażenie

Zerwanie związków z innymi

Niewola

Krzywdzenie dzieci

Nowa diagnoza

ETAPY POWROTU DO ZDROWIA

Uzdrawiająca relacja

Bezpieczeństwo

Pamięć i żałoba

Odbudowanie więzi

Wspólnota

Dalszy ciąg dialektyki traumy

Epilog do wydania z 2015 roku

Przypisy

Przypisy końcowe

Tytuł oryginału: Trauma and Recovery: The Aftermath of Violence—From Domestic Abuse to Political Terror

Redakcja językowa: Jagoda Latkowska

Projekt serii: Studio Projektowe PLAKAT/Katarzyna Słania

Projekt okładki: Magdalena Zawadzka

Zdjęcie na okładce: © Africa Studio // Shutterstock

Korekta: Agnieszka Al-Jawahiri, Maria Osińska

Copyright © 1992, 1997 by Basic Books; Epilogue © 2015 by Basic Books

The edition published by arrangement with Basic Books, an imprint of Perseus Books, LLC, a subsidiary of Hachette Book Group, Inc., New York, New York, USA. All rights reserved.

Copyright for the Polish edition © by Wydawnictwo Czarna Owca, 2020

Copyright for the Polish translation © Maria Reimann, 2020

Wydanie I

ISBN 978-83-8143-141-5


Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Zanim zacząłem, sądziłem, że to, co mam w rękach, jest przesadnie męską historią, sagą o rywalizacji seksualnej, ambicji, władzy, protekcji, zdradzie, śmierci, zemście. Ale kobiety zdają się przejmować tę rolę, wychodzą z marginesu opowieści, żądają uwzględnienia ich własnej tragedii, historii i komedii, zmuszając mnie do prowadzenia narracji w całej sinusoidalnej złożoności, aby ujrzeć mą „męską” intrygę poddaną refrakcji w tych, że tak się wyrażę, pryzmatach jej odwrotnej „żeńskiej” strony. Przychodzi mi do głowy, że kobiety wiedzą dokładnie, do czego są zdolne – że ich historie wyjaśniają męskie losy, a nawet wchodzą w ich skład. Represja jest ubiorem bez szwów; społeczność, której normy społeczne i seksualne powodują, że kobiety uginają się pod bezwzględnym ciężarem stosowności i honoru, wytwarza także represje innych typów. I vice versa: dyktatorzy są zawsze – albo przynajmniej publicznie, na użytek innych ludzi – purytańscy. W końcu okazuje się, że moje „męskie” i „żeńskie” intrygi są mimo wszystko jedną opowieścią.

Salman Rushdie, Wstyd (tłum. Mariusz Ferek)

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Podziękowania

Książka ta zawdzięcza swoje powstanie ruchowi wyzwolenia kobiet. Jej źródłem jest wspólny, feministyczny projekt myślenia na nowo o tym, co normalne i nienormalne w rozwoju i psychologii zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Moimi mentorkami na tej drodze były Jean Baker Miller i jej współpracowniczki ze Stone Center oraz moja matka, Helen Block Lewis. Codzienna praktyka, dzięki której narodziła się ta książka, rozpoczęła się dwadzieścia lat temu wraz z powstaniem Women’s Mental Health Collective w Somerville w Massachusetts. Zespół ten jest nadal moim intelektualnym domem, bezpiecznym miejscem, gdzie myśli kobiet zostają sformułowane i uznane za istotne. Jedna z członkiń kolektywu, Emily Schatzow, jest moją najbliższą współpracowniczką i partnerką.

Siedem lat temu, w Cambridge Hospital, miałam szczęście spotkać Mary Harvey. Nasza współpraca doprowadziła do powstania na oddziale psychiatrycznym szpitala programu Victims of Violence, przeznaczonego dla osób, które przeżyły traumę. Mary kieruje dziś tym programem. Zasięg i jasność jej intelektu są nieustanną inspiracją dla mojego sposobu myślenia. Janet Yassen, z Boston Area Rape Crisis Center, superwizowała mnie i Emily Schatzow na wczesnym etapie naszej pracy z grupami dla osób z doświadczeniem kazirodztwa. Niedawno zaczęła pracować z nami przy programie Victims of Violence. Emily, Mary i Janet wspierają mnie jak mogą, żeby nie przytłoczyła mnie rzeczywistość świata kobiet.

Przez ostatnie siedem lat miałam też zaszczyt blisko współpracować z dwoma mężczyznami, Besselem van der Kolkiem i J. Christopherem Perrym, moimi kolegami z Wydziału Psychiatrii Akademii Medycznej Uniwersytetu Harvarda. Z Besselem wspólnie prowadziliśmy zajęcia, pisaliśmy i zajmowaliśmy się badaniami. Bez niego nie powstałaby też Boston Area Trauma Study Group, nieformalna grupa seminaryjna, w ramach której spotykają się lekarze i badacze pracujący z uchodźcami, weteranami i ofiarami przestępstw. Rozmach pomysłów Bessela jest dla mnie zawsze niezwykle inspirujący, a nasze poglądy na kwestie gender często prowadzą do żywych dyskusji. Ponieważ obydwoje tak samo lubimy się spierać, jak zgadzać, wspólna praca jest wielką przyjemnością.

Szczodrość i integralność Chrisa Perry’ego jako badacza są dla mnie stałym źródłem inspiracji. Jako kierownik zespołu badawczego pracującego nad zaburzeniami osobowości był bardzo sceptyczny wobec hipotezy o istotności doświadczenia traumy w dzieciństwie, zdecydował się jednak dokładnie ją sprawdzić. Choć na początku wydawało się, że nasza współpraca będzie trudna, wspólnie dojrzeliśmy i wpłynęliśmy na siebie w zupełnie nieoczekiwany sposób. Moje myślenie się pogłębiło i wzbogaciło dzięki temu partnerstwu.

I wreszcie, wiele zawdzięczam studentom i studentkom, współpracownikom i współpracowniczkom, pacjentkom i pacjentom oraz osobom, które brały udział w badaniach i podzieliły się ze mną swoimi osobistymi doświadczeniami. Większości z nich, ze względu na konieczność zachowania zasady anonimowości, nie mogę wymienić z imienia. Wyjątek stanowią osoby, które zgodziły się udzielić wywiadów specjalnie do tej książki – osoby, które doświadczyły traumy: Sohaila Abdulai, Sarah Buel, Sharon Simone i Ken Smith; instruktorka samoobrony Melissa Soalt; a także terapeuci i terapeutki: Terence Keane, Shirley Moore, Herbert Spiegel, Jessica Wolfe i Pat Ziegler.

Główną pracę koncepcyjną nad książką wykonałam podczas rocznego stypendium w Instytucie Mary Ingraham Bunting w Radcliffe Collage, dzięki wsparciu John Simon Guggenheim Memorial Foundation. Bessel van der Kolk, Susan Schechter i Bennett Simon podzielili się ze mną krytycznymi uwagami na temat wcześniejszych wersji kilku rozdziałów. Emily Schatzow i Sandra Butler poświęciły swój czas, by przeczytać cały maszynopis. Dzięki ich komentarzom książka jest o wiele lepsza. Na moje szczęście zajmowały się nią również pewne siebie i kompetentne redaktorki: Jo Ann Miller i Virginia LaPlante. Jo Ann z lekkością prowadziła książkę od początku do końca. Virginia zawsze wiedziała, co należy zrobić, żeby książka była zrozumiała i miała właściwą formę.

Najwięcej zawdzięczam rodzinie. Mój mąż, Jerry Berndt, od początku wiedział, co go czeka, ponieważ przeżył już pisanie mojej pierwszej książki. Oddany własnej wizji artystycznej, szanował też moją, być może nawet bardziej niż ja sama. Jego wsparcie moralne i intelektualne nie miało końca, a poczucie humoru pozwoliło nam przetrwać.

Nie spełniło się tylko jedno moje marzenie. Miałam nadzieję, że wydania książki dożyje moja matka. Głębia jej psychologicznych wglądów, jej intelektualna odwaga i spójność, współczucie dla potraktowanych niesprawiedliwie i skrzywdzonych, jej słuszny gniew i rozumienie polityki są moim dziedzictwem. Książkę dedykuję jej pamięci.

Wprowadzenie

Typową reakcją na akty okrucieństwa jest wyrzucenie ich ze świadomości. Pogwałcenie ładu panującego między ludźmi jest czasem zbyt straszne, żeby mówić o tym głośno. Oto właściwy sens słowa „niewypowiadalne”.

Okrucieństwa nie dają się jednak pogrzebać. Równie silne jak pragnienie wyparcia koszmaru jest przeświadczenie, że wyparcie nie działa. Kultura ludowa pełna jest duchów, które nie chcą zejść do grobu, dopóki ich historia nie zostanie opowiedziana. Morderstwo się wyda. Zachowanie w pamięci i opowiedzenie prawdy o wstrząsających wydarzeniach jest koniecznym warunkiem przywrócenia ładu społecznego, a także uzdrowienia konkretnych ofiar.

 

Konflikt pomiędzy chęcią wyparcia strasznych zdarzeń a chęcią głośnego opowiedzenia o nich tkwi w samym centrum dialektyki traumy. Ludzie, którzy spotkali się z okrucieństwem, często opowiadają swoje historie w sposób bardzo emocjonalny, pełen sprzeczności i fragmentaryczny; to podważa ich wiarygodność, a tym samym pozwala wypełnić sprzeczne nakazy: mówić i zarazem strzec tajemnicy. Dopiero kiedy prawda wyjdzie na jaw, człowiek może rozpocząć zdrowienie. Jednak zdecydowanie dużo częściej tajemnica zostaje zachowana, a historia traumatycznych wydarzeń, zamiast przybrać kształt zwerbalizowanej opowieści, staje się symptomem.

Cierpienie psychiczne, będące typowym objawem traumy, wskazuje na obecność niewypowiedzianej tajemnicy i jednocześnie odciąga od niej uwagę. Widać to między innymi w tym, jak osoby straumatyzowane przechodzą od stanu apatii do ponownego przeżywania tragicznych wydarzeń. Dialektyka traumy prowadzi do skomplikowanych, czasem nader zaskakujących przemian w świadomości, które George Orwell, jeden z dwudziestowiecznych poszukiwaczy prawdy, nazwał „dwójmyśleniem”, a specjaliści od zdrowia psychicznego, szukający słów wyważonych i precyzyjnych, „dysocjacją”. Prowadzi ona do proteuszowych, dramatycznych, często wręcz dziwacznych objawów histerii, w której Freud, całe stulecie temu, rozpoznał ukryty komunikat o wykorzystaniu seksualnym w dzieciństwie.

Świadkowie ulegają dialektyce traumy tak samo jak ofiary. Temu, kto obserwuje, trudno zachować spokój i jasność myślenia, dostrzec w jednym momencie więcej niż kilka fragmentów obrazu, pozbierać wszystkie kawałki i dopasować je do siebie. Jeszcze trudniej jest znaleźć język, który pozwoli rzetelnie i przekonująco przekazać to, co się widziało. Ludzie usiłujący opisać okrucieństwa, których byli świadkami, także ryzykują własną wiarygodnością. Mówić publicznie o tym, co się wie o aktach okrucieństwa, to dobrowolnie narażać się na stygmatyzację, której doświadczają ofiary.

Wiedza o tragicznych zdarzeniach przenika niekiedy do społecznej świadomości, ale rzadko utrzymuje się w niej na długo. Zaprzeczenie, wyparcie i dysocjacja na poziomie społecznym działają tak samo jak na poziomie indywidualnym. Studia nad traumą mają swoją „podziemną” historię. Podobnie jak przeżywający traumę ludzie, zostaliśmy odcięci od wiedzy o naszej przeszłości. Podobnie jak oni, musimy zrozumieć przeszłość, żeby odzyskać teraźniejszość i przyszłość. Dlatego rozumienie traumy musi się zacząć od ponownego odkrycia historii.

Lekarze znają ten wyjątkowy moment wglądu, który następuje, gdy wyparte myśli, uczucia i wspomnienia ukazują się świadomości. Momenty te zdarzają się zarówno w historii społeczeństw, jak i w historii jednostek. W latach siedemdziesiątych1 wystąpienia kobiecych ruchów wolnościowych ukazały ogromną skalę przemocy wobec kobiet. Ofiary, które dotąd milczały, zaczęły ujawniać swoje tajemnice. Jako psychiatra, odbywając specjalizację, usłyszałam wtedy od moich pacjentek wiele historii o przemocy seksualnej i domowej. Dzięki zaangażowaniu w działalność ruchów kobiecych mogłam występować przeciwko dokonującemu się na gruncie mojej profesji zakłamywaniu doświadczeń kobiet i mówić o tym, czego byłam świadkiem. Mój pierwszy artykuł o kazirodztwie, napisany wspólnie z Lisą Hirschman w 1976 roku, przez rok przed publikacją krążył „w podziemiu”. Z całego kraju zaczęłyśmy otrzymywać listy od kobiet, które nigdy dotąd nie opowiedziały swoich historii. Dzięki nim uświadomiłyśmy sobie siłę wypowiadania niewyrażalnego i na własnej skórze doświadczyłyśmy twórczej energii, która uwalnia się po usunięciu zapór zaprzeczenia i wyparcia.

Trauma jest owocem dwóch dekad badań naukowych i pracy klinicznej z ofiarami przemocy seksualnej i domowej. Odzwierciedla się w niej również stale poszerzający się krąg doświadczeń z innymi przeżywającymi traumę ludźmi, w szczególności z weteranami wojennymi i ofiarami politycznego terroru. Jest to książka o przywracaniu połączeń: pomiędzy tym, co publiczne, i tym, co prywatne, pomiędzy jednostką i społeczeństwem, pomiędzy kobietą i mężczyzną. Jest to książka o tym, co wspólne. Wspólne ofiarom gwałtu i weteranom wojennym, maltretowanym kobietom i więźniom politycznym, ludziom uwięzionym w rozległych obozach koncentracyjnych stworzonych przez rządzących całymi narodami tyranów i ludziom uwięzionym w małych, ukrytych obozach koncentracyjnych stworzonych przez tyranów rządzących w ich domach.

Psychologiczne szkody, jakie wyrządza przeżycie strasznych wydarzeń, są możliwe do przewidzenia. Zaburzenia traumatyczne stanowią całe spektrum, od skutków jednego wstrząsającego zdarzenia po bardziej złożone skutki długotrwałej i powtarzającej się przemocy. Obowiązujące pojęcia diagnostyczne, a zwłaszcza powszechne diagnozowanie u kobiet ciężkich zaburzeń osobowości, często nie pozwalały rozpoznać, że faktyczną przyczyną obserwowanych objawów jest doświadczenie przemocy. W pierwszej części książki przedstawiam spektrum metod przystosowywania się do traumatycznych doświadczeń i proponuję nową kategorię diagnostyczną dla zaburzeń występujących u ofiar długotrwałej i powtarzającej się przemocy.

Ponieważ u podstaw różnych objawów traumy leżą takie same przyczyny, proces zdrowienia również przebiega w taki sam sposób. Główne etapy leczenia to zapewnienie bezpieczeństwa, rekonstrukcja traumatycznej historii oraz odbudowa więzi między zdrowiejącą osobą i wspólnotą, do której należy. Druga część książki prezentuje ogólny obraz procesu leczenia i proponuje nowe ramy pojęciowe dla psychoterapii traumy. Zarówno opis zaburzeń traumatycznych, jak i zasady leczenia ilustrowane są opowieściami osób uczestniczących w traumatycznych zdarzeniach i studiami przypadków pochodzącymi ze zróżnicowanej literatury.

Książka ta czerpie także z moich dawniejszych badań nad ofiarami kazirodztwa i z prowadzonych przeze mnie stosunkowo niedawno badań nad wpływem traumy dziecięcej na zaburzenie znane jako osobowość borderline. Dane kliniczne pochodzą z dwudziestu lat pracy w feministycznej klinice zdrowia psychicznego oraz dziesięciu lat pracy wykładowczyni i superwizorki w uniwersyteckim szpitalu klinicznym.

Najważniejszą częścią książki są opowieści osób, które przeżyły traumę. Żeby chronić ich prywatność, posługuję się pseudonimami. Od tej zasady są dwa wyjątki: po pierwsze, nie anonimizuję nazwisk terapeutów i lekarzy2, którzy udzielali mi wywiadów na temat swojej pracy, i po drugie, nie ukrywałam tożsamości ludzi, którzy o swoich traumatycznych doświadczeniach opowiadali już publicznie. Winiety pojawiające się w książce są fikcyjne, każda z nich jest skonstruowana na podstawie doświadczeń wielu pacjentów, nie zaś jednej tylko osoby.

Ci, którzy przeżyli traumę, każą nam składać fragmenty, rekonstruować historie, patrzeć na występujące w teraźniejszości objawy przez pryzmat wydarzeń z przeszłości. Zależało mi, żeby w spojrzeniu na zjawisko traumy połączyć perspektywę kliniczną i społeczną, nie gubiąc przy tym ani złożoności indywidualnego doświadczenia, ani skali politycznego kontekstu. Podjęłam próbę zintegrowania pozornie rozłącznych obszarów wiedzy, by stworzyć pojęcia odnoszące się zarówno do doświadczeń życia domowego i seksualnego, sfery tradycyjnie identyfikowanej z kobiecością, jak i do doświadczeń związanych z udziałem w wojnie i życiu politycznym – sfery tradycyjnie przypisanej mężczyznom.

Książka ta ukazuje się w momencie, gdy dyskusja publiczna na temat zbrodni powszechnych w życiu seksualnym i domowym stała się możliwa za sprawą ruchów kobiecych, a dyskusja publiczna na temat zbrodni powszechnych w życiu politycznym stała się możliwa za sprawą ruchów na rzecz praw człowieka. Spodziewam się, że książka wzbudzi kontrowersje. Po pierwsze dlatego, że jest napisana z feministycznej perspektywy. Po drugie dlatego, że rzuca wyzwanie tradycyjnym pojęciom diagnostycznym. Po trzecie – i może najistotniejsze – dlatego, że opowiada o rzeczach strasznych, o których nikt tak naprawdę nie chce słuchać. Starałam się wyrażać swoje myśli językiem, który pozostaje w relacji, wiernym zarówno pozbawionej emocji i racjonalnej tradycji mojej profesji, jak i pełnym pasji wystąpieniom ludzi, którzy padli ofiarą przemocy i znieważania. Poszukiwałam języka, który nie ugnie się nakazom dwójmyślenia i pozwoli nam zbliżyć się choć trochę do spotkania z niewypowiadalnym.

CZĘŚĆ PIERWSZA

Zaburzenia traumatyczne

Rozdział 1

Zapomniana historia

Historia studiów nad traumą jest osobliwą historią nawrotów amnezji. Okresy postępów badawczych pojawiały się na przemian z okresami całkowitego zapomnienia. W minionym stuleciu parokrotnie obierano i nagle porzucano podobne sposoby myślenia o traumie tylko po to, by ponownie odkryć je znacznie później. Klasyczne źródła sprzed pięćdziesięciu lub stu lat czyta się dziś jak współczesne prace. Dziedzina ta, choć ma ciekawą i bogatą tradycję, popadała w okresy niepamięci, po których musiała być zawsze powoływana na nowo.

Ta okresowa amnezja nie jest rezultatem zwyczajnych zmian w modzie, mających wpływ na każde intelektualne przedsięwzięcie. Studia nad traumą nie wygasają przez brak zainteresowania. Ich przekleństwem są raczej wzbudzane przez nie silne kontrowersje. Studia nad traumą wielokrotnie prowadziły ku sferze niewyobrażalnego, a kres przynosiły im fundamentalne wątpliwości o charakterze światopoglądowym.

Prowadzić studia nad traumą to stawać twarzą w twarz zarówno z ludzką bezbronnością w świecie natury, jak i z ludzką zdolnością do czynienia zła. Prowadzić studia nad traumą znaczy stać się świadkiem straszliwych wydarzeń. Kiedy zdarzenia te są katastrofami naturalnymi lub „dziełem Boga”, świadek natychmiast empatyzuje z ofiarami. Ale kiedy traumatyczne zdarzenia są zaprojektowane przez ludzi, świadek zostaje pochwycony w konflikt pomiędzy ofiarą i sprawcą. Moralną niemożliwością jest pozostać neutralnym wobec tego konfliktu. Obserwator zostaje zmuszony do zajęcia strony.

Kuszące jest zajęcie strony sprawcy. Wszystko, o co sprawca prosi, to żeby obserwator nie robił nic. Sprawca odwołuje się tu do uniwersalnego pragnienia, żeby nie widzieć, nie słyszeć i nie czynić nic złego. Ofiara dla odmiany prosi obserwatora, żeby dzielił z nią brzemię cierpienia. Ofiara żąda działania, zaangażowania i pamiętania. Leo Eitinger, psychiatra, który badał ocalałych z nazistowskich obozów koncentracyjnych, opisał okrutny konflikt interesów między ofiarą i obserwatorem: „Wojna i ofiary są czymś, o czym społeczeństwo woli nie pamiętać. Woal zapomnienia otacza wszystko, co bolesne i nieprzyjemne. Obydwie strony stoją naprzeciw siebie, twarzą w twarz, po jednej stronie ofiary, które pragną zapewne zapomnieć, ale nie potrafią, po drugiej stronie kierowani nader silnymi, choć może nieuświadomionymi motywami, stoją ci wszyscy, którzy pragną zapomnieć i którym się to udaje. Ten kontrast (…) staje się często bolesny dla obu stron. Przegranymi (…) zostają ci, którzy w tym nierównym dialogu są najsłabsi”1.

Żeby uniknąć odpowiedzialności za swoje zbrodnie, sprawca robi wszystko, co w jego mocy, by sprzyjać zapomnieniu. Dyskrecja i milczenie są jego pierwszą linią obrony. Jeżeli powołanie się na dyskrecję zawiedzie, sprawca podważa wiarygodność ofiary. Skoro nie potrafi uciszyć jej absolutnie, chce się upewnić, że nikt nie będzie jej słuchać. Używa w tym celu argumentów o godnej podziwu różnorodności, poczynając od najbardziej bezczelnego zaprzeczenia, a kończąc na wyszukanych racjonalizacjach. Po każdej zbrodni należy oczekiwać tych samych przewidywalnych wywodów: nic podobnego nie miało miejsca, ofiara kłamie, ofiara przesadza, ofiara sama to na siebie sprowadziła – w każdym wypadku okazuje się, że czas już zapomnieć i odejść do własnych spraw. Im silniejszy jest sprawca, tym potężniejsze jego prerogatywy do definiowania rzeczywistości i tym bardziej zwycięskie okazują się jego argumenty.

Argumenty sprawcy są nieodparte, kiedy obserwator mierzy się z nimi sam. Bez wsparcia otoczenia obserwator z reguły poddaje się pokusie, by odwrócić wzrok2. Dzieje się to nawet wtedy, gdy ofiara jest idealizowanym i cenionym przedstawicielem społeczeństwa. Żołnierze wszystkich wojen, nawet ci uznani za bohaterów, uskarżają się z goryczą, że nikt nie chce znać prawdy o wojnie. Kiedy pozycja ofiary jest od początku słabsza (jak w przypadku kobiet czy dzieci), ofiara może przekonać się, że najbardziej traumatyczne zdarzenia z jej życia wydarzyły się poza sferą społecznie uznawanej rzeczywistości. Jej doświadczenie staje się niewypowiadalne.

Prowadzić studia nad traumą to musieć wciąż walczyć z tą tendencją do zdyskredytowania ofiary lub uczynienia jej niewidoczną. Historia tej dziedziny to historia burzliwych dyskusji nad tym, czy osoby w stanach posttraumatycznych (posttraumatic condition) zasługują na troskę i szacunek, czy raczej na pogardę; czy doświadczają one autentycznego cierpienia, czy tylko je pozorują; czy ich opowieści są prawdziwe, czy fałszywe, a jeżeli fałszywe, to czy są narzucone przez wyobraźnię, czy może umyślnie sfabrykowane. Pomimo bogatej literatury dokumentującej zjawiska związane z traumą dyskusja wciąż koncentruje się na podstawowym pytaniu, czy są one wiarygodne i rzeczywiste.

 

Wiarygodność nie tylko pacjentów, lecz również badaczek i badaczy traumy wciąż podawana jest w wątpliwość. Klinicyści zbyt długo i uważnie słuchający straumatyzowanych pacjentów często stają się podejrzani dla swoich współpracowników, jakby stawali się skażeni przez sam kontakt. Uczone, które w badaniach na tym polu wykraczają zbyt daleko poza granice konwencjonalnych przekonań, często spotykają się ze swojego rodzaju izolacją zawodową.

Żeby traumatyczna rzeczywistość mogła zaistnieć w świadomości, konieczny jest kontekst społeczny, który wzmacnia i chroni ofiary oraz pozwala zawrzeć sojusz ofiarom i świadkom. Dla pojedynczych ofiar kontekst ten wytwarzany jest przez relacje z przyjaciółmi, ukochanymi osobami i rodziną. Dla społeczeństwa kontekst ten wytwarzany jest przez ruchy polityczne dające głos wykluczonym i słabszym.

Systematyczne studia nad traumą są więc zależne od poparcia ruchów politycznych. Samo pytanie, czy studia takie mogą być prowadzone i dyskutowane publicznie, jest w istocie pytaniem o charakterze politycznym. Uzasadnienie prowadzenia studiów nad traumą wojenną możliwe jest tylko w kontekście, w którym kwestionowana jest zasadność ofiary młodych mężczyzn na wojnie. Uzasadnienie prowadzenia studiów nad traumą seksualną i domową możliwe jest tylko w kontekście, w którym kwestionowana jest podporządkowana rola kobiet i dzieci. Postępy w tej dziedzinie możliwe są tylko przy wsparciu ruchu politycznego dość potężnego, by mógł uzasadnić silną wspólnotę między badaczami i pacjentami, a także by mógł przeciwstawić się tak powszechnemu w społeczeństwie procesowi zapominania i zaprzeczania. Wyparcie, dysocjacja i zaprzeczenie występują w świadomości społecznej tak samo jak w świadomości indywidualnej.

W minionych stuleciach pewne formy traumy trzykrotnie ukazały się świadomości społecznej. Za każdym razem postępy w badaniach danego typu traumy dokonywały się przy wsparciu ruchów politycznych. Jako pierwsza ukazała się histeria, archetyp zaburzenia psychicznego występującego u kobiet. Studia nad nią wyrosły z republikańskiego, antyklerykalnego ruchu działającego w późnych latach dziewiętnastego wieku we Francji. Drugi był shell shock, czyli nerwica wojenna. Studia nad nią rozpoczęto w Anglii i Stanach Zjednoczonych po pierwszej wojnie światowej, a szczyt osiągnęły po wojnie w Wietnamie. Załamanie się kultu wojny oraz wystąpienia ruchów antywojennych stanowiły polityczny kontekst tych badań. Trzeci wreszcie typ traumy dotarł do świadomości publicznej w najbliższej nam przeszłości – jest nią przemoc seksualna i domowa. Jej kontekst polityczny stanowią ruchy feministyczne w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Nasze współczesne rozumienie traumy jest wynikiem syntezy tych trzech niezależnych kierunków badań.