Sędzia i kat, czyli jeden dzień doktora ThümmleraTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Sędzia i kat, czyli jeden dzień doktora Thümmlera
Sędzia i kat, czyli jeden dzień doktora Thümmlera
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 29,98  23,98 
Sędzia i kat, czyli jeden dzień doktora Thümmlera
Audio
Sędzia i kat, czyli jeden dzień doktora Thümmlera
Audiobook
Czyta Krzysztof Baranowski
19,99  15,79 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Józef Musioł

Sędzia i kat, czyli jeden dzień doktora Thümmlera

Saga

Sędzia i kat, czyli jeden dzień doktora ThümmleraZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 1986, 2020 Józef Musioł i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726726251

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA jest wydawnictwem należącym do Lindhardt og Ringhof, spółki w grupie Egmont.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

SĘDZIA I KAT

wymiar sprawiedliwości

jest nerwem moralnym państwa

„Dwóch pomocników kata brało skazanego pod ramiona i prowadziło do ławy, kładli go na brzuchu, tak by głowa skazanego znajdowała się nad wanną. Specjalną deską przyciskali kark. Na wezwanie prokuratora kat spuszczał nóż o wadze dwóch do trzech cetnarów. Gdy nóż opadł, odcięta głowa spadała do wanny. Ciało wraz z głową straconego wkładano do trumny. Maszyna musiała być wypłukana i wymyta.

Często skazańcy przed śmiercią wołali: Niech żyje Polska! Gdy to słyszałem, przeszywał mnie dreszcz.

Egzekucje odbywały się w zamkniętym pomieszczeniu, w więzieniu przy ulicy Młyńskiej w Poznaniu. Pomieszczenie zostało podzielone na trzy części, odgrodzone czerwoną zasłoną.

W pierwszej, wąskiej jak korytarz, stał stół z zapalonymi świecami. Tu prokurator Niemiec — Kaizer odczytywał skazańcowi wyrok śmierci, na przykład: »za nielegalny ubój świni, za kradzież lub działalność polityczną«.

Po odczytaniu wyroku odstawiano skazańca do drugiej części pomieszczenia, w której stała gilotyna. Tu odbywała się egzekucja. W trzeciej części pomieszczenia przechowywana była trumna ze zwłokami.

Czas egzekucji jednej osoby wynosił pięć minut. Za jedną głowę — bo moje wynagrodzenie liczono od każdej ściętej głowy — otrzymywałem trzydzieści marek.

W ilu egzekucjach brałem udział? — Myślę, że od stu osiemdziesięciu do dwustu.

W 1942 roku chciałem się ożenić. Zarabiałem jednak mało, około stu sześćdziesięciu marek. Brakowało mi pieniędzy na zakup odzieży i urządzeń domowych. Richard Schtrauch zwierzył mi się, że oprócz pracy szofera w pogotowiu ma dodatkowe zajęcie u kata. W połowie stycznia tego roku udałem się do kata noszącego nazwisko Bordt, mieszkającego przy ulicy Mickiewicza. Bordt oświadczył mi, iż zostanę zawiadomiony o terminie egzekucji w więzieniu w Poznaniu. Pod koniec stycznia zawiadomiono mnie, że mam się stawić na godzinę szesnastą. Stawiłem się na to wezwanie. Odbywała się egzekucja siedmiu osób, ale wtedy tylko się jej przyglądałem. Po tej pierwszej próbie polecono mi udać się do prokuratora, u którego musiałem złożyć przysięgę, że zachowam tajemnicę sposobu tracenia ludzi skazanych na śmierć.

W ten sposób stałem się jednym z trzech pomocników głównego kata — Bordta, funkcję tę pełniłem od końca stycznia 1942 roku do maja 1943 roku, to jest do czasu powołania mnie do Wehrmachtu.

Początkowo okrzyki: Niech żyje Polska, wznoszone przez tych, którzy szli na śmierć, spowodowały, że chciałem, się wycofać z tej pracy, ale koledzy mi odradzali, argumentując, że się do niej przyzwyczaję.

W 1942 roku ożeniłem się i początkowo żona nie wiedziała, jaką dodatkową pracę wykonuję. Gdy się dowiedziała, mówiła do mnie: »chociaż pracę masz niedobrą, to są jednak za nią dobre pieniądze«.

Nie poczuwam się do winy, przecież sąd wydawał wyroki, a prokurator kazał mi to robić”.

Osoba składająca te wyjaśnienia przed polskimi organami ścigania i wymiaru sprawiedliwości to Karol Robert Grams, urodzony 5 stycznia 1911 roku w Ostrówku, w Poznańskiem, syn Marii, narodowości niemieckiej, wykształcenie podstawowe, wyznanie ewangelickie. Z zawodu był pracownikiem rolnym, później, w czasie okupacji, do końca roku 1940 pracował jako kasztel gmachu w szpitalu diakonisek, który przejęty został przez niemieckie wojsko. Potem objął posadę sanitariusza pogotowia ratunkowego przy placu Bernardyńskim.

Karol Grams w trzydziestym pierwszym roku życia został pomocnikiem kata. Powierzenie mu tej funkcji stworzyło szansę na dodatkowe dochody. Ich wysokość uzależniona została od ilości ściętych głów Polaków. Aspiracje kata Gramsa nie były więc wygórowane.

Kiedy Karol Grams ścinał głowy Polaków z mocy wyroków niemieckich sądów, starszy od niego o pięć lat Johannes Thümmler — człowiek, który rozpoczął swoją karierę zawodową w sądownictwie — miał już za sobą bogatą przeszłość polityczną.

Urodził się 23 sierpnia 1906 roku w Chemnitz, w protestanckiej rodzinie, w 1930 roku ukończył studia prawnicze, a w latach 1930—1934 odbył aplikację w okręgu Wyższego Sądu Krajowego w Dreźnie. Do tego dochodzi doktorat i tzw. wielki egzamin państwowy. Krótkowidz, reprezentował typ inteligenta, jak go opisał Paweł Lisiewicz w pracy Problem odpowiedzialności dr. Johannesa Thümmlera kierownika gestapo Górnego Śląska (w: „Studiach i materiałach z dziejów Śląska”, tom XII), u którego zewnętrzne cechy fizyczne ulegały wyraźnej degeneracji na rzecz ładunku intelektualnego. Nosił okulary à la Himmler, a cenzus uniwersytecki uzupełniała głęboka szrama na lewym policzku dokumentująca minioną przynależność do niemieckiej korporacji studenckiej. Po tej szramie i po bezwzględnym postępowaniu, zarówno wobec podwładnych urzędników, jak i poddanej jego władzy ludności, a nie po dystynkcjach będą go później rozpoznawać także jego ofiary, które pozostały wśród żywych.

Krótko, od 16 lipca do 24 sierpnia 1934 roku, Thümmler był zastępcą adwokata w Dreźnie, od 1 września do 15 grudnia 1934 roku zaś pracował jako pomocniczy radca prawny drezdeńskiej spółki akcyjnej zakładów gazowniczo-wodociągowych i elektrycznych. W tym to czasie — 23 czerwca 1934 roku — zdał z wynikiem pozytywnym wielki egzamin państwowy.

Z dniem 17 grudnia 1934 roku Thümmler rozpoczął służbę w drezdeńskim prezydium policji w stopniu wachmistrza. Wcześniej jednak włączył się w nurt działalności faszystowskiej i nim Hitler doszedł do władzy, bo już 2 sierpnia 1932 roku wstąpił do Narodowosocjalistyeznej Niemieckiej Partii Robotniczej (NSDAP), otrzymując legitymację członkowską nr 1425547, a w niedługim czasie do organizacji SS. Jego legitymacja SS ma stosunkowo niski numer 323711.

1 stycznia 1936 roku Thümmler otrzymuje awans na asesora rządowego i już na początku lutego tego roku przeniesiony zostaje do kapitanatu policji w Schwarzenbergu, a 1 kwietnia 1937 roku do służby w tajnej policji państwowej (gestapo) w Dreźnie. Tu Thümmler zaskarbił sobie szybko uznanie prominentów III Rzeszy. 2 września 1938 roku, a więc w niecały rok przed rozpętaniem II wojny światowej, Hitler na wniosek Himmlera zatwierdził nominację doktora Thümmlera na stanowisko radcy rządowego. 2 maja 1940 roku został mianowany zastępcą kierownika drezdeńskiej placówki, a w niedługim czasie skierowany na analogiczne stanowisko we Wrocławiu. W lutym 1941 roku SS-Sturmbannführer doktor Rudolf Mildner, kierownik placówki gestapo w Chemnitz, otrzymuje nominację na szefa gestapo w Katowicach. Stanowisko po nim w rodzinnym Chemnitz przejmuje Johannes Thümmler, wówczas już SS-Sturmbannführer (stopień odpowiadający stopniowi majora w wojsku). Jak twierdzą znawcy, na okres rządów Thümmlera przypada całkowite wysiedlenie Żydów z Chemnitz.

25 stycznia 1943 roku Thümmlera spotyka kolejny awans. Hitler mianuje go nadradcą rządowym, co otwiera mu drogę do stopnia SS-Obersturmbannführera (odpowiednik wojskowego stopnia podpułkownika).

Kiedy kat Robert Grams odbywał regularną służbę w Wehrmachcie, Thümmler po raz drugi objął schedę po Rudolfie Mildnerze, mianowanym z początkiem września 1943 roku doradcą policji bezpieczeństwa w Kopenhadze.

Doktor Thümmler jako szef katowickiego gestapo rozpoczyna jednocześnie swoją nową karierę zwierzchnika wszelkich policji, a także sędziego sądu doraźnego. Te funkcje uczynią go postacią na trwale zapisaną w dziejach martyrologii narodu polskiego. Rodzą też pytanie: czym był, czym jest i czym powinien być wymiar sprawiedliwości? Sędzia Thümmler sprawował swą funkcję przecież w XX wieku, w jednym z najbardziej technicznie rozwiniętych państw świata.

Czy sędzia może być katem? Czy kat może być sędzią? Czy rola kata sprowadza się tylko do opuszczania noża gilotyny?

Grams pomagał katu, do roli głównego kata nie zdążył awansować. Doktor Thümmler awansował do roli sędziego, który swoim podpisem (czy zawsze podpisem, może tylko gestem ręki lub grymasem na twarzy?) kierował pod ścianę śmierci w Oświęcimiu niewinnych ludzi. Grams przygotowywał skazanego na śmierć człowieka, pomagał w sensie fizycznym uruchomić urządzenie wynalezione przez lekarza w czasie rewolucji francuskiej, stał blisko skazańca, Thümmler zaś z niedalekiej odległości kierował ludzi pod ścianę śmierci lub do komory gazowej. Niektórych z nich wywożono z „sali rozpraw” na egzekucje publiczne. Kto, gdzie i jak ma umierać, decydował policjant i sędzia w jednej osobie doktor praw Johannes Thümmler.

W procesie toczącym się przed Sądem Przysięgłych we Frankfurcie nad Menem w sprawie przeciwko niektórym byłym członkom załogi obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, oznaczonym sygnaturą 4K-2/3, doktor Thümmler przesłuchiwany był w charakterze świadka w dniu 2 listopada 1964 roku. Odpowiadał na stawiane mu pytania:

 

„ Od jesieni 1943 roku do chwili kiedy nadeszli Rosjanie, byłem dowódcą policji bezpieczeństwa w Katowicach. Miałem nadzór nad policją kryminalną, policją państwową, a potem także nad SD. Przewodniczyłem sądowi policyjnemu, który według nomenklatury ustawowej był sądem stanu. To przewodnietwo przejąłem od mojego poprzednika doktora Mildnera. Przy posiedzeniach sądów policyjnych bywałem także w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Sądzę, że ostatnie takie posiedzenie powinno się odbyć późną jesienią 1944 roku.

Przewodniczący rozprawy — Prezydent Senatu Hans Hofmeyer:

— Gdzie odbywały się posiedzenia?

Thümmler: Nie potrafię odpowiedzieć, podjeżdżaliśmy zawsze aż pod samą bramę. Byłem sześć albo siedem razy przy takich posiedzeniach sądu w obozie koncentracyjnym Auschwitz.

Przewodniczący: Czy było to na bloku jedenastym?

Thümmler: Nie potrafię odpowiedzieć.

Przewodniczący: Czy był pan kiedyś na podwórzu tego bloku?

Thümmler: Może jeden raz. Tam miał być mur, ale nie pozostało mi to w pamięci.

Przewodniczący: Mur pomalowany na czarno musi zwrócić uwagę, to przecież coś niezwykłego.

Thümmler: Nie mam w związku z tym żadnych wspomnień.

Przewodniczący: Czy przy posiedzeniach sądu byli również obecni obrońcy?

Thümmler: Jeżeli ktoś sobie tego życzył.

Przewodniczący: A życzył sobie ktoś?

Thümmler: To zdarzało się bardzo rzadko.

Przewodniczący: A jeśli się zdarzało?

Thümmler: Wtedy go wzywano.

Przewodniczący: Kto to wówczas był?

Thümmler: Również funkcjonariusz mojej placówki służbowej. Posiedzenia sądu zawsze poprzedzane były obszernymi przesłuchaniami wstępnymi. W czasie samego posiedzenia pytano jedynie oskarżonego, czy uznaje swój podpis. W większości przypadków sprawa była całkiem jasna i jednoznaczna.

Przewodniczący: Czy przeprowadzano przedtem zaostrzone przesłuchania?

Thümmler: Nie wiem. Ja w każdym razie niczego się o tym nie dowiadywałem. Stany faktyczne były tak jasne, że zaostrzone przesłuchania były zbędne.

Przewodniczący: Gdy wyrok opiera się wyłącznie na przyznaniu się, sędzia musi przecież żywić najgłębsze wątpliwości, jeśli poprzednio zostały przeprowadzone zaostrzone przesłuchania połączone ze znęcaniem się.

Thümmler: Tak, oczywiście. W czasie całej mojej służby zwracałem uwagę na to, by nie był to akt przemocy. Nie mogę jednak odpowiadać za to, jeśli jednak ktoś się znęcał...”

Dalszych szczegółów dotyczących procesów prowadzonych przez sąd doraźny w Katowicach dostarczają odpowiedzi Thümmlera na pytania stawiane mu przez uczestników frankfurckiego procesu.

„ Prokurator G. F Vogel: Czy podczas przewodu sądowego przesłuchiwano również świadków?

Thümmler: W zasadzie nie, ale zdarzało się. Pytaliśmy oskarżonych, czy wszystko zgadza się. Wszyscy oni mówili — tak.

Vogel: Czy sąd ogłaszał tylko wyroki śmierci i kierował do kacetu?

Thümmler: Tak, uniewinnienie było praktycznie wykluczone. Za moich czasów też nie było niewinnych, postępowanie sądowe wszczynano tylko w absolutnie jasnych przypadkach...

Prokurator dr Hans Grossman: Kto decydował o składzie sądu stanu?

Thümmler: Ja.

Grossman: Kto wyznaczał oskarżyciela?

Thümmler: Ja.

Grossman: Kto wyznaczał obrońcę?

Thümmler: Ja.

Grossman: Pan decydował zatem o wszystkim?

Thümmler: Nie było innej możliwości.

Grossman: Czy nigdy żaden oskarżony nie powiedział, że złożył podpis jedynie ulegając przemocy?

Thümmler: Nie, ani jeden nie zaprzeczył swego podpisu. Nie sądzę, aby przy spisywaniu protokołu używano przemocy...”

Przytaczam fragment zeznania świadka Johannesa Thümmlera, wolnego obywatela Republiki Federalnej Niemiec, za Jerzym Rawiczem, który w nr 18 tygodnika „Literatura” (z dnia 3 maja 1979 roku) w artykule Typowy casus: Thümmler cytuje fragment tego procesu frankfurckiego według pracy Hermana Langbeina, Die Auschwitzer Prozess, eine Dokumentation (Wiedeń 1965).

Nie było więc wymuszonego przyznawania się, Polacy przyznawali się do czynów dobrowolnie, i to również do takich, za które groziła kara śmierci.

Sąd jest lustrem, w nim widoczne są wszystkie schorzenia państwa. Jeśli chory jest sąd — chore jest państwo. Wymiar sprawiedliwości jest bowiem nerwem moralnym całego systemu społeczno-politycznego państwa. Zbrodniczy i niemoralny system państwowy III Rzeszy Niemiec rozpoczął od pogróżek i zastraszania sędziów, od zwalniania tych niepewnych i niepodporządkowujących się politycznym zaleceniom. Łamał ich moralny kościec, powodując ową niebezpieczną chorobę, która wymiar sprawiedliwości ubezwłasnowolniła i uczyniła jeszcze jednym narzędziem terroru i łamania prawa.

Spróbujmy wejrzeć w sąd, któremu przewodniczył doktor Johannes Thümmler, w owo lustro systemu społeczno-politycznego III Rzeszy.

W uzasadnieniu postanowienia Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach z dnia 26 lutego 1965 roku o zamknięciu śledztwa (OK Ka, sygn. Ds 17/65) w sprawie Johannesa Thümmlera czytamy:

„ Świadek Józef Feliks, były sekretarz generalny Związku Górników, przymusowo wysłany jako robotnik cywilny do Hannoveru zbiegł stamtąd i został dnia 19 października aresztowany przez policję, a następnie przekazany placówce tajnej policji państwowej w Katowicach, był tam dnia 6 listopada 1944 roku przesłuchiwany w pokoju nr 95. Podczas przesłuchania oprócz ucieczki z robót zarzucono mu, jakoby w Hannoverze uprawiał akcję sabotażową oraz propagandę antyhitlerowską. Do tych dwóch zarzutów świadek nie przyznał się.

Dzięki zeznaniom tego świadka, złożonym 4 grudnia 1945 roku przed prokuratorem byłego Specjalnego Sądu Karnego w Katowicach, ustalono, że podczas wspomnianego przesłuchania celem wymuszenia na nim przyznania się do imputowanych czynów funkcjonariusz gestapo nazwiskiem Krey wymierzył mu 25 uderzeń w pośladki liną drucianą owiniętą gumą. Ponieważ nadal zaprzeczał zarzutom, przeniesiono go do pokoju nr 96, gdzie podczas przesłuchania wymierzono mu czterokrotnie dalsze 25 uderzeń gumą. Gdy i to nie odniosło zamierzonego skutku przyznania się, założono mu na twarz maskę gazową i wlewano mu przez otwór w masce wodę do ust, powodując duszenie się świadka, gdyż ogółem wlano mu około 8 litrów wody, tak iż nie mógł oddychać. Kopaniem w bok ciała zmuszano go do otwierania ust i odpowiadania na pytania. Przez cały czas świadek zwisał na drągu, przeciągniętym przez kolana, ze związanymi rękami. Gdy później uwolniono świadka i gdy ten już leżał na ziemi, jeden z funkcjonariuszy policji skakał mu trzykrotnie na brzuch butami, powodując wydalanie wody. Nazajutrz powtórzono opisaną formę wymuszenia zeznań. Wówczas to stracił przytomność, a kiedy ją odzyskał, stwierdził, że leży na korytarzu. Po raz trzeci świadek był przesłuchiwany w pokoju nr 96 dnia 12 stycznia 1945 roku i przesłuchanie to również połączone było z biciem, wykręcaniem rąk i nóg oraz zmuszaniem do ćwiczeń gimnastycznych (przysiadów). Świadek Józef Feliks potwierdził następnie powyższe zeznania, przesłuchany dnia 10 kwietnia 1946 roku przez sędziego śledczego byłego Sądu Okręgowego w Katowicach”.

W listopadzie 1965 roku zeznawał przed Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce — 47-letni Antoni Szwajnoch:

„ Zostałem aresztowany przez gestapo i osadzony w areszcie w Chorzowie pod zarzutem należenia do tajnej organizacji, a w marcu 1941 roku przewieziono mnie do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu i osadzono w bloku IV. W Oświęcimiu pracowałem przy różnych pracach fizycznych, a mianowicie: przy kopaniu piasku w tzw. kis grupie, w komandzie murarskim i przy gazowaniu bielizny. W styczniu 1944 roku odkomenderowano mnie do gestapo, do Katowic, gdzie pracowaliśmy przy budowie schronów (...).

Z Thümmlerem zetknąłem się 20 stycznia 1944 roku, kiedy przetransportowano mnie z obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu jako więźnia do Katowic, do dyspozycji gestapo przy ulicy Rybnickiej. W sumie było nas 11, w tej liczbie 5 Polaków, 2 Czechów, 3 Rosjan i 1 Niemiec (...). Wiem, że Thümmler był kierownikiem tej jednostki gestapo i sam prowadził przesłuchiwania aresztowanych, których sprowadzono do tego budynku. Pamiętam, było to we wrześniu 1944 roku, ja z innymi przebywałem w kotłowni na dole i tamtędy przechodził Thümmler wraz z drugim gestapowcem, prowadząc ze sobą aresztowanego Polaka, mogącego mieć około 45 lat. Nam Thümmler kazał wyjść na zewnątrz, po chwili słyszeliśmy strzał na dole, a następnie kazał nam trupa wynieść do garażu i rozebrać zabitego (...). Towarzyszący gestapowiec wyrwał zamordowanemu złote zęby i zabrał złote obrączki z ręki.

Pamiętam dobrze, że niemal codziennie przesłuchiwano na górze aresztowanych i w tych przesłuchaniach brał udział Thümmler. Pracując tam w budynku (budowaliśmy schron przeciwlotniczy) słyszeliśmy bardzo dokładnie jęki przesłuchiwanych. Dwukrotnie w maju 1944 roku widziałem, jak dwóch ludzi z trzeciego piętra tego budynku podczas takiego przesłuchiwania przez Thümmlera wyskoczyło przez okno, wybijając szyby. Obaj ponieśli śmierć na miejscu, a ja i moi koledzy musieliśmy ich sprzątnąć, czyli zabrać do garażu (...).

Thümmlera widziałem codziennie. W stosunku do nas, tam pracujących, był okrutny, bił bez dania racji, jego metodą bicia było uderzenie podstawą dłoni w twarz więźnia (...) bił także więźniów bykowcem. W dniu 17 stycznia 1945 roku bez żadnej przyczyny — może dlatego że nie zdjąłem czapki, bo go nie widziałem — uderzył mnie z dużą siłą w twarz i wybił mi trzy zęby.

W dniu 18 stycznia 1945 roku przywieźli do naszego komanda w Katowicach mężczyznę, Polaka (...). Wyglądał okropnie, twarz miał zmasakrowaną, na całym ciele okropne rany i sińce, a ręce okaleczone i opuchnięte (...). Nazwiska tego człowieka nie znam, nie mógł już rozmawiać z nami, prosił tylko o picie. Kto go pobił, ja nie wiem. Kiedy jeszcze żył ten człowiek, Thümmler dał polecenie, aby go przewieźć do Oświęcimia, ale w drodze zmarł i zostawiliśmy go w Mysłowicach w więzieniu. Thümmlera poznałbym bardzo łatwo (...), miał dużą szramę na policzku”.

Czy ludzie przyznający się tam, w bloku 11, do winy czynili to dobrowolnie, czy też to przyznanie się na nich wymuszano? Czy w ogóle „sąd” pod przewodnictwem Thümmlera słuchał podsądnych, czy miał na to czas?

„ 7 stycznia 1944 roku — zeznał Zygmunt Mazur — zostałem aresztowany przez policję niemiecką wraz z kolegami — Zdzisławem Guzikiem i Janem Kapuścińskim — za przynależność do organizacji podziemnej. Po dwóch tygodniach pobytu w areszcie policji kryminalnej, gdzie byliśmy przesłuchiwani i bici (straciłem uzębienie), przewieziono nas do budynku gestapo w Sosnowcu. Tutaj ponownie poddano mnie i kolegów torturom. Kapuściński i Guzik zostali powieszeni. 24 maja 1944 roku zostałem przewieziony do obozu w Oświęcimiu i osadzony w bloku nr 11 (blok śmierci). Dwa dni później blokowy o nazwisku lub przezwisku Jakub otworzył celę, w której przebywałem z innymi więźniami i wyczytał kilkadziesiąt nazwisk. Jakub wyczytał nazwisko mojego znajomego z Sosnowca Stanisława Lewińskiego. Wyczytani z listy ustawieni zostali w kolejności na korytarzu i wchodzili do pomieszczenia, w którym odbywał się sąd. W ciągu kilku godzin »osądzono« około 170 więźniów. W zasadzie »osądzeni« więźniowie nie wracali z powrotem do cel. W tym dniu jednak około 20 więźniów powróciło do cel, ponieważ mieli być powieszeni publicznie, a nie zagazowani. Między innymi wrócił do celi mój znajomy Stanisław Lewiński, który opowiedział mi, jak się odbywało to »sądzenie«. Polegało ono na wypytaniu o imię, nazwisko i personalia, »sąd« nie przyjmował żadnych wyjaśnień. Tych około 20 więźniów po 8—9 dniach ostrzygł fryzjer obozowy, a naza jutrz zostali powieszeni publicznie poza obozem — nie pamiętam, w jakim mieście. O tym powiedział nam blokowy Jakub, który osobiście miał ich wieszać. Około dwóch tygodni później widziałem, wracając z łaźni wraz z innymi więźniami z bloku 11, stojące samochody i grupę gestapowców. Zaraz po tym zaczęło się ponowne »sądzenie« ludzi przywiezionych z więzienia z Mysłowic oraz niektórych więźniów z bloku nr 11. Wiadomo było, że jak przywieziono transport więźniów z więzienia w Mysłowicach, to odbędzie się Standgericht (...).

Nazwisko Thümmler słyszałem wówczas od więźniów i blokowego, ale nie wiem do kogo ono się odnosiło. Z gestapowcem o takim nazwisku nie zetknąłem się ani w obozie, ani później w Gross Rosen czy w Buchenwaldzie, gdzie zostałem przetransportowany”.

 

Doktor Thümmler jako sędzia, jako przewodniczący składu orzekającego musi budzić szczególne zainteresowanie. Funkcję jego można rozważać i oceniać w kategoriach prawnych i moralnych. Trzeba ustalić także, od kiedy rozpoczął tę funkcję pełnić na naszych ziemiach, a konkretnie na mojej śląskiej ziemi. Czy objęcie tego urzędu wyprzedzało formalną nominację, czy przybył do Katowic po jej wręczeniu? Na rozprawie przed sądem we Frankfurcie doktor Thümmler podał, iż stanowisko szefa głównego w Katowicach przyjął w jesieni 1943 roku. Sprawa faktycznego objęcia urzędu szefa gestapo w Katowicach ma niebagatelne znaczenie. 22 października 1943 roku sąd doraźny na sesji wyjazdowej w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu skazał na śmierć co najmniej 95 osób. Przewodniczył temu sądowi szef katowickiego gestapo. Wśród skazanych na śmierć były dzieci. Kto był wówczas szefem gestapo, kto wydał wyrok śmierci na Tadeusza Gzyla, mającego w dniu wydania wyroku 15 lat 6 miesięcy i 6 dni?

W aktach śledztwa prowadzanego przez Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce znajduje się odpis pożółkłego od starości dokumentu Szefa Policji Bezpieczeństwa i SD w tej personalnej sprawie:

Berlin, dnia 22 IX 1943

„ Szef Policji

Bezpieczeństwa, i SD

I A 2 a Nr 1 (43 neu) Ha

Do Komendy Policji Państwowej

w Chemnitz

Odpis

Zwalniam pana z pańskich dotychczasowych obowiązków i powierzam panu kierownictwo Komendy Policji Państwowej w Katowicach. Do SS-Obersturmbannführera, Nadradcy Rządowego Dr. Thümmlera obecnie w Głównym, Urzędzie do Spraw Bezpieczeństwa Rzeszy w Berlinie. Odpis przesyła się do wiadomości. Jednocześnie oddelegowuję w celu przeniesienia Obersturmbannführera SS Nadradcy Rządowego Dr. Thümmlera z Komendy Policji Państwowej w Chemnitz do Komendy Policji Państwowej w Katowicach.

Należy sprawnie przeprowadzić niezbędne czynności.

Podpisano: Dr Kaltenbrunner.

Uwierzytelniono, podpisano: Hermann, pracownik kancelarii”.

Data nominacji jest więc pewna, dokument o przeniesieniu podpisał (również doktor) Kaltenbrunner dnia 20 września 1943 roku. Nie mówi on jednak, kiedy Thümmler przybył do Katowic i faktycznie objął urząd.

W tysiącu akt odnajduję dokument katowickiego gestapo oznaczony datą 22 października l943 roku. Znajduje się na karcie 387 w aktach Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach. Dokument ten nosi tytuł Totenfeir (uroczystości pogrzebowe) i podpisany został przez Thümmlera.

Data na dokumencie i data sesji wyjazdowej katowickiego sądu doraźnego jest ta sama. Nie mam wątpliwości, kto zarządzał organizowaniem uroczystości pogrzebowej, sądzę też, iż nie powinniśmy ich mieć w kwestii, kto przewodniczył w tym dniu sądowi i skazał na śmierć 95 naszych rodaków.

Zestawmy datę tego dokumentu i jego treść z wydarzeniami w bloku 11, powszechnie znanym jako blok śmierci. Jakże precyzyjny był doktor Thummler, jak myślał o wszystkim, szczególnie o tym, jak uhonorować śmierć swego podwładnego — strój organizacyjny, koszula brunatna, bryczesy...

„ Uroczystości żałobne

zmarłego Scharführera SS asystenta ds. kryminalnych Waltera Dolsa z komendy policji państwowej w Katowicach.

Walter Dols został w dniu 18 października 1943 roku w czasie wykonywania obowiązków służbowych ciężko raniony w brzuch przez polskiego bandytę i 21 października w wyniku odniesionych ran zmarł.

Uroczystości żałobne naszego kolegi odbędą się w poniedziałek 25 października 1943 roku o godz. 15.00 w siedzibie komendy policji państwowej w Katowicach ul. SA 49. Przebieg ich będzie następujący:

I. Złożenie zwłok na katafalku i przyjęcie żałobnych gości,

a) zwłoki zmarłego zostaną w dniu 25 października 1943 roku o godz. 9.00 złożone na katafalku w sali konferencyjnej komendy;

b) w godzinach: 9—13 wystawiona zostanie warta honorowa w sile czterech ludzi. Między 13.00—14.00 sala konferencyjna będzie zamknięta. Od godziny 14.30 aż do zakończenia uroczystości pogrzebowych wartę honorową przy trumnie pełniło będzie sześciu ludzi. Przed komendą oraz przed wejściem do sali konferencyjnej wystawione zostaną dwuosobowe posterunki;

c) na krótko przed godziną 15.00 SS-Obersturmbannführer Plodeck powita u wejścia do komendy rodzinę zmarłego i wprowadzi na salę konferencyjną;

d) poza członkami najbliższej rodziny zmarłego miejsca w sali konferencyjnej zajmą funkcjonariusze posterunku policji granicznej w Mostach oraz komisariatu policji granicznej w Cieszynie, jak również wyżsi funkcjonariusze komendy;

e) policja porządkowa oraz żandarmeria, jak również komenda policji kryminalnej oraz sektor SD w Katowicach proszone są o delegowanie do udziału w uroczystościach żałobnych po dwóch przedstawicieli.

II. Uroczystości żałobne o godz. 15.00 w sali konferencyjnej,

a) utwór muzyczny;

b) przemówienie kierownika komendy policji państwowej w Katowicach, SS-Obersturmbannführera dr. Thümmlera;

c) złożenie wieńców od innych jednostek i organów;

d) utwór muzyczny;

e) po zakończeniu uroczystości żałobnych ostatnia warta przy zmarłym przeniesie trumnę do karawanu. Za trumną niesione będą wieńce;

f) parada pogrzebowa z orkiestrą złożoną z formacji policji porządkowej, oddziału SS, gestapo oraz komendy policji kryminalnej sformuje się o godz. 14.40 na ul. SA naprzeciw komendy. Dowódcą oddziału SS wyznaczony zostaje Obersturmführer SS Koch. Nie umundurowani funkcjonariusze oraz pozostali żałobni goście zajmują w czasie uroczystości żałobnych miejsce w korytarzach parteru i pierwszego piętra. W miarę możliwości ustawione będą krzesła;

g) w chwili wynoszenia po zakończeniu uroczystości żałobnych trumny z budynku oddziały tworzące paradę oddają honory, orkiestra gra pieśń o »dobrym towarzyszu«;

h) karawanowi odjeżdżającemu do Gliwic towarzyszy w samochodzie delegacja pod dowództwem Obersturmführera SS Quiele.

W uroczystościach żałobnych uczestniczą funkcjonariusze komendy policji państwowej w Katowicach. W referatach powinno pozostać co najmniej po jednej osobie. Z posterunków poza granicami Katowic uczestniczą ich kierownicy oraz zastępcy, oraz po jednym lub dwóch funkcjonariuszy, stosownie do ilości miejsc w samochodach. Wszyscy funkcjonariusze, jak również pracownicy cywilni płci męskiej komisariatu policji granicznej w Cieszynie oraz posterunku policji granicznej w Mostach, którzy nie będą niezbędni w służbie, wezmą udział w uroczystościach.

Kierownicy placówek są odpowiedzialni przede mną za utrzymanie właściwego toku służby.

Niniejsze stanowi dla placówek poza granicami Katowic zezwolenie na użycie samochodów służbowych w celu udania się do Katowic.

Strój dla umundurowanych: strój organizacyjny, koszula brunatna, bryczesy.

Podpisał dr Thümmler”

Nie wiadomo, czy Thümmler złożył podpis pod tym scenariuszem uroczystości pogrzebowych przed czy po posiedzeniu sądu, któremu przewodniczył. W tym dniu skazał na śmierć „tylko” 95 osób. Ta sesja nie trwała długo, zakończyła się około godziny 15. Czy myślał wówczas o skazanych, czy też o pogrzebie swego funkcjonariusza, który miał uświetnić przemówieniem?

Powierzenie Thümmlerowi nowej placówki w Katowicach nie było dziełem przypadku. Na tych ziemiach wcielonych do Rzeszy należało wykarczować wszystko, co polskie. Jak bowiem dowieść, że te ziemie są niemieckie, skoro ruch oporu przybierał coraz szerszy zasięg, a w domach nadal mówiono po polsku. Śląsk, jego przemysł pracujący na potrzeby niemieckiego militaryzmu nie mógł doznawać zakłócenia ze strony polskiego żywiołu. Niemcy znali na tyle historię tej ziemi, by wiedzieć, iż w wyniku zbrojnych powstań rodzimej ludności oderwana została ona od Niemiec.

Obszar działania katowickiej placówki gestapo był rozległy. Staatspolizeistelle w Katowicach od 1 kwietnia 1941 roku obejmowała prowincje katowicką i opolską. Później, od 15 października 1944 roku, na podstawie rozkazu szefa Policji i Służby Bezpieczeństwa nr I org. 541/44, placówka ta przekształcona została w Urząd Dowódcy Policji i Służby Bezpieczeństwa prowincji górnośląskiej, a Thümmler został mianowany jej dowódcą. Dawało to mu wprost nieograniczoną władzę, nowa struktura organizacyjna bowiem, obok dotychczasowej placówki gestapo, która uzyskała status IV wydziału, podporządkowała Thümmlerowi dodatkowo policję kryminalną i służbę bezpieczeństwa.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?