Chachary. Sceny sądowe w StalinogradzieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Z tego co mi na milicji powiedziano, Kopiec moje pieniądze wydał na wódkę i pod wpływem alkoholu legitymował ludzi na ulicy. Mówili, iż wyrwał jedną kartkę z dowodu osobistego i migając tą kartką legitymował przechodniów, aż trafił na jakiegoś tajniaka, który go zatrzymał. Z tego co wiem, to ani tej kartki, ani dowodu Kopiec milicji nie oddał.

— Czy podejrzany ma coś do powiedzenia?

— Prowda to jest jedna, że mie niewinnego bez dania racji aresztowali i to za to, żech sie z Francikiem od Mazura u Kowolki po jednym napił. Wiecie prokuratorze, w tym szynku u Kowolki po jednym z Francikiem, po jednym z Lozikiem, ale łożarty żech nie był. Jak szynk zawarli, to jo też musioł go opuścić i zarozki kole niego mie ten z tajnej zebroł z drogi.

— Czy podejrzany posiadał wtedy dowód osobisty?

— Wtedy żech go jeszcze mioł.

— A potem?

— Potym to było tak. Wiecie jo mom tako moda, że se dowom dowód pod czopka na głowie. Ale jo jeszcze mom inkszo moda, że jak widza sąsiada abo jakiego znajomego, to go pozdrowiom. Jak pozdrowiom — to syjmuja 12 czopka z głowy. I wtedy jak mie tyn tajniok kludził na posterunek, to sie dziwom, a tu z drugiej strony idzie Maryjka z familoków i wtedy żech ją pozdrowił i czopka sjon z głowy. Myśla, że wtedy musioł mi ten dowód wyfurgnąć. Tak to było, a nie co godo śledczy, że jo tyn dowód wyciepnoł po to, aby nie było dowodu, że tam kogoś miołech kartką z tego dowodu legitymować. No godom wom prowda, tak jak było.

— Jeszcze raz chciałem zapytać świadka Gawliczka, czy podtrzymuje swoje wyjaśnienia?

— Panie prokuratorze, nazywam się Gawliczek i jeszcze nigdy nikogo nie okłamałem..

— A więc wziął, czy nie wziął od was Kopiec te 500 złotych?

— Wziął.

— Jezus Maryjo! Gawliczek, godej, godej, a pan prokurator cie zawrze za fałszywe zeznanie! Wszystko żeś przesroł skuli* fałszywych zeznań. Żol mi cie, bo już synka mosz zawrzytego, a teroz i ty tam pójdziesz i kto ci obrobi pole. Chyba nie ta twoja baba, bo ani nie jest szykowno, ani młodo. I trzeba ci tego było? Prowda, panie prokuratorze?

Tu Kopiec spojrzał wymownie praktykantowi w oczy, po czym przeniósł wzrok na Gawliczka i znów na praktykanta, by znów skierować pełne litości spojrzenie na Gawliczka:

— Gawliczek, chłopie czy ci tego trzeba było? Odwołej to coś powiedzioł, a prokurator nie jest taki i sankcji ci nie do. Prowda panie prokuratorze?

— Pan Gawliczek jest wolny, a podejrzany Kopiec proszony jest do podpisania protokołu.

— Kaj mom panie prokuratorze podpisać?

— O tu na dole, ale wyraźnie i niech jeszcze osobiście na tym protokóle napisze, że protokół przeczytał.

— Podpisać to wom to podpisza panie prokuratorze, ale licza na wos, że nie docie wiary tymu kułakowi, żech chcioł prokuratora i to w Polsce Ludowej za 500 złotych przekupić. I jeszcze jakby już tak prawie, to czy byście nie mogli syńść 13 z tego małego kodeksu karnego, co mo wielkie kary na tyn wielki kodeks co mo kary dlo ludzi?

Co, zaś sankcjo? No toż dobrze, bo sie chocioż zyńdymy * na rozprawie, to licza, że taki jak wy to zasztajguje * kaj wyżyj i sędzią zostanie.

— Wyprowadzić — zawołał praktykant do stojącego pod drzwiami milicjanta.

Przestępczo szeptanka

— Oskarżony Kopiec, czy przyznajecie się do winy dopuszczenia zarzuconych wam w akcie oskarżenia przestępstw? — zapytał przewodniczący składu orzekającego.

— Wysoki Sądzie, adyć wy mie znocie, tela razy żech tu był. Wiecie przeca dobrze, że jo uciek od Andersa, co mie zawrzył skuli gupich rozynek, coch doł klasie robotniczej i biedocie w kapitalistycznej Italiji. A teroz jak momy już przejść do tej winy, toż to wszystko zależy od tego, co jest prowda. Czy jest prowda, że oni se tyn Lwów wzieni sami, czy my im go dali? Jo sie przyznowom do tego, żech pedzioł — no wiecie, miołech trocha wypite, toch był odważny — że to była gupota, wciskać im to miasto.

— Krzyczeliście — wtrącił sędzia: „Te gupki, chachary przeczachrowały z Rusami Lwów!”

— Tak jakoś, panie sędzio. Ale widzicie, jo wtedy był w szynku z Tajojem, co pochodzi ze Lwowa, a teroz mieszko w Bytomiu, no z tym Władkiem, co my w robocie na niego godali „Tajoj”. Karlus se wypił jednego i już zaczon jeno o tym Lwowie: jakie to było piykne miasto, że tam jego rodzina miała ogromny majątek, że była bogato i wszystko to straciła i terozki sie musi tułać. Jo mom miękie serce, Wysoki Sądzie i jo postawił po cyntli 14 i godom mu: „No dyć tu też jest piyknie.” A on zaś to samo. Jak my byli po czwortym, a może piątym kieliszku, to jo sie dziwom, a onymu sie tak oczy błyszczą jak kotu jak mu taszynlampą * poświecicie w nocy. To jo mu jeszcze jednego gruch, co by chłop zapomnioł o tym Lwowie, a on durch: „Lwów, Lwów ta joj to moje miasto! A templum * to sje paliło i paliło! Żeby ty Lwów widzioł, to ty by tam też chcioł pojechać.” Panie sędzio, tyn karlus tak płakoł, że wyście jeszcze chłopa tak płakać nie widzieli. Co inkszego baba, tako to sie wom rozpłacze, kiedy sie jeno i pozdo. Ale żeby tak chłop, i to karlus co mo szkoły, tak płakoł i jeno o tym Lwowie... to wom powiem, że tak by nie płakoł ani Francik co sie nie ruszy z Rybnika na krok, chyba żeby go z niego wyciepnąć. Na pewno tak by nie płakoł jak Tajoj, co go ze Lwowa wycie... przepraszom — co sie ze Lwowa wykludził *.

Nie wytrzymoł żech wtedy i pedzioł o tym przeczachrowaniu 15 tego Lwowa, ale żech nie godoł, że oni tego Tajoja ze Lwowa wyciepli i że Ruscy nom tyn Lwów ukradli. Jo sie przyznowom do tego, coch pedzioł, a nie do tego, co tam jest napisane w tym akcie obskarżenia. Bo sie trzeba nad tym głęboko zastanowić, panie sędzio, czy to było w porządku — wciskać im tyn Lwów. Przeca oni mają dość starości z inkszymi, i pokoju muszą bronić, i to nie jeno u siebie, ale na całym świecie. A my im jeszcze tyn Lwów, co go do Bytomia nie idzie przyrównać... bo cóż też tam taki tymplum jak tu momy gruby i te całe werki. Toż jo uważom, że to była gupota. Tela Włodków i takich Tajojów sie ze Lwowa musiało skuli tego przekludzić. No może nie musiało, jeno sie przekludziło.

I toż rychtyk nie wiem, czy oni se go wzieni, czy my im go wciśli, choć oni tego nie chcieli. Jak my im to wciśli, to my są nie w porządku, bo przeca to są nasi przyjaciele. Tak sie nie robi.

— Wysoki Sądzie — wstał prokurator — mam pytanie do oskarżonego.

— Proszę, niech pan prokurator pyta — zezwolił sędzia.

— Czy oskarżony trzymając pod rękę swego kolegę wołał: „Nie płacz Tajoj, idymy na wschód i Lwów ci oddomy! Synki, kto nie nosi galot od parady tyn z nami!”

— Nie przypominom sobie, panie prokuratorze.

— Do sądu proszę mówić — upomniał prokurator.

— Toż dobrze, nie przypominom sobie tego Wysoki Sądzie, boch był łożarty — po waszymu pijany. Tak ganc łożarty to możnej nie, ale jednak, bo my z Tajojem i jego kolegami troszka tej gorzołki wytultali 16 . Jedyn z jego kolegów to jeszcze tam w gospodzie, romtyn, wkółko, jeno godoł: „Józko, ty pamiętasz, ta u nas jako ziemka była, ta pod Stanisławowem ta ziemia jak chleb, ta można jeść ją było.”

Wysoki Sądzie, to mi tam w tym szynku sie coś nie zdało, bo jak można ziemia jeść jak chleb. Jo se wtedy zaroz pomyśloł: „Te Władki coś są nie rychtyk, abo nie mają gowy do gorzołki.”

— No więc czy oskarżony się ostatecznie przyznaje do winy dopuszczenia się tego przestępstwa (z artykułu 11 em kaka) polegającego na tym, że publicznie nawoływał do czynów skierowanych przeciwko jedności sojuszniczej Państwa Polskiego z państwem sprzymierzonym, do przestępstwa zagrożonego karą więzienia na czas nie krótszy od lat trzech do lat piętnastu?

— Nie, Wysoki Sądzie, niech tyn Lwów już tam se bydzie, jeno mie puśćcie, to jo tego mojego kolegi Tajoja przekonom, że ni mo sie o co bić, bo jak sie coś dało, to sie tego nie odbiero. U nos godają: „Kto dowo i odbiero — tyn sie w piekle poniewiero.”

— A czy i do kolejnego zarzutu oskarżony też się nie przyznaje? — zapytał sędzia.

— Do tego niby, żech wyszydzoł — jak to stoi napisane w tym akcie obskarżenia — ustrój Państwa Polskiego, toż sie nie moga przyznać.

— Ale oskarżony coś tam wykrzykiwał idąc ulicą Młyńską. No coś wtedy głośno śpiewał. Niech sobie oskarżony przypomni, co śpiewał po wyjściu wieczorem z restauracji?

— Jo, Wysoki Sądzie, znom roztomańte pieśniczki i mom tako moda, że jak se wypija, to dycki śpiewom, śpiewom też wtedy, jak mi jest smutno abo mie coś gryzie. Wtedy se tak nuca, tak po cichutku, bo przeca nie wolno inkszych szterować. Śpiewom se tak po cichutku, że jeno jo som sie słysza. Nieprowda, żech głośno wrzeszczoł, bo wrzeszczeć nie musza, bo mie mamulka śpiewać nauczyli i to tela pieśniczek, że jakby jedna na jedyn dzień zaśpiewać, to by roku brakło.

— Czy oskarżony sobie przypomina, jak idąc środkiem ulicy śpiewał na cały głos: „Z przodu łata, z tyłu łata, tak wygląda demokrata”. A potem na zwróconą mu uwagę przez obywatela...

— Przez tego z tajnej?

— Przez obywatela — powtórzył sędzia — krzyczał: Przeżyliśmy wojnę i okupację, przeżyjemy demokrację”?

— Wysoki Sądzie, z tymi łatami to mogło być skuli Ludwika co jeno lotoł do komitetu, a robić mu sie nie chciało. Ale baba mioł tako co język miała ostry jak brzytwa i dycki sie z niego wyśmiewała „z przodu łata, z tyłu łata, tak wyglądo demokrata”. Jak jo sie znom na prawie, a pan sędzia to może pedzieć żech tu już niejedna godzina w sądzie przesiedzioł, to ni ma to żodne przestępstwo, jeno to, że Ludwik mioł rychtyk łaty na galotach i godoł, że jest demokrata. Roz na zebraniu godoł: „Dejcie nom dziesięć lot, a tu, o tu bydzie mlykiem i miodem pływać.” Jo teraz rychtyk nie wiem, czy mu moga wierzyć, bo przeca już trocha lot minyło jak to godoł, a jakoś nic. No nie idzie pedzieć, mlyko w barze jest, a miód też można kupić jak kiery mo pijądze. Gorzej ze szczewikami 17 , bo podziwejcie sie, jo już te szkarboły * noszą trzeci rok i kromfleki * już są z jednej strony jak lizek.

 

— Ale co miał oskarżony wtedy na myśli?

— Jo se wtedy śpiywoł, a nie myśloł, Wysoki Sądzie.

— A co oskarżony ma do powiedzenia z tym przeżyciem socjalizmu?

— Wysoki Sądzie, to co pan prokurator mi wmawio, że my przeżyli wojna i okupacjo — to jest prowda. Czy przeżyjemy i demokracjo to na to odpowiedź jest na ulicy Sztalingradu, kaj wisi tak napisane: „Komunizm ustrojem, do którego śmiało kroczy naród polski.” Tak se myśla, że jak teroz momy demokracjo, a kroczymy dalij, to kansik dojdymy, no do tego komunizmu. A jak bydymy już tam — to nie bydymy tu.

— O to was też prokuratora nie oskarżyła, a tylko o wyszydzanie w tej piosence z łatami. A to zdaniem prokuratory jest przestępstwem, bo zgodnie z artykułem dwudziestym dziewiątym małego kodeksu karnego: kto publicznie lży, wyszydza lub poniża ustrój Państwa Polskiego podlega karze więzienia do lat dziesięciu — wyjaśnił prokurator.

— Wysoki Sądzie, jak jo bych móg poniżać ustrój jak na takim transparamencie...

— Transparencie...

— No dyć na transparamencie stoło napisane: „Ustrój nasz wysoko i dumnie dzierży klasa robotnicza i biedota wiejska.” Jak on jest tak wysoko, to go sie przeca nie do poniżyć. Toż Wysoki Sądzie momy tyn zarzut z głowy, a co do tego leżynio to jo myślą, że on nie leży jeno wisi wysoko na tym transparamencie...

— Proszę oskarżonego, tu chodzi o lżenie, lżenie, a nie leżenie — zwrócił uwagę sędzia.

— Lżenie, jak wy to padocie. A co to jest, jak to nie jest leżenie Wysoki Sądzie? Jo tu rychtyk nie wiem, co odymie chce pan prokurator, i to skuli gupich Alojzowych galot, co miały na kolanach i na rzici łaty. Nigdy żech se nie myśloł, że za pieśniczka sie idzie do haresztu.

— No to przejdźmy teraz do kolejnego zarzutu stawianego przez prokuratorę, a mianowicie do rozpowszechniania przez oskarżonego fałszywych wiadomości mogących wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego bądź obniżyć powagę jego naczelnych organów. Prokuratura oskarża was o przestępstwo z artykułu dwudziestego drugiego małego kodeksu karnego. Czy oskarżony przyznaje się do winy dopuszczenia się tego przestępstwa?

— Nie wiem, o co chodzi.

— No to może oskarżonemu przypomnieć, co szeptał na targu do ucha pewnemu obywatelowi? — powiedział prokurator.

— Panie prokuratorze, do ucha to jo szepca dziołchom abo księdzu na spowiedzi. Tam na targowisku to my godali o interesach, o gołębiach, briwach co nie przyleciały z Holandyje abo z Belgiji.

— Być może, że i o interesach, ale mówiliście również o pochodach pierwszomajowych. No przypomnijcie sobie, przypomnijcie — ciepło namawiał prokurator Kopca jak dobry ojciec namawia syna, aby się przyznał, że znów zamiast do szkoły poszedł na wagary.

— A co, to już o naszym święcie robotniczym nie wolno godać? Przed wojną to ujec 18 dycki pierwszego maja chodzili. Wiecie ciotka to sie dycki gorszyli i padali: „Dziwejcie sie, on zaś poszo na wiec zamiast do roboty.” Roz było tak, że przyszoł pod okno Stasiek i zawołoł ujca: „Francik idziesz na wiec?” — a ujec na to: „Nie, jo już mom robota.”

Inkszy zaś roz ujec sie naproł *. W nocy szoł pod chałupą Fridy, co była zowitką * i miała dziecko z jakimś bogoczym, co łożynić sie z nią nie chcioł, ale na chałupa i dziesięć tysięcy doł. No i ujec tak idą łożarty i śpiewają ta pieśniczka: „Kury, gęsi i zielone kaczki nie chciały jajec nieść. Kokot sie dowiedzioł, wojna wypowiedzioł i musiały jajca nieść.”

A musicie wiedzieć, że ujec mieli plykny głos, bo śpiewał jeszcze w chórze „Halka” co go Wiluś rozwiązoł, ale jeno wtedy piyknie śpiewali jak byli trzeźwi. Wtedy, jak żech to już pedzioł mieli trocha w czubie i pod tą chałupą Fridy stanyli i kole pół nocy pora razy zaśpiewali: „Kokot sie dowiedzioł, kokot sie dowie dzioł” bo se nie mogli przypomnieć — skuli gorzołki Wysoki Są dzie — jak ta pieśniczka idzie dalij. Frida tego nie mogła wytrzymać i wyskoczyła na balkon: „Ty, kokot! Dopiero jest dwanoście, a kokoty zaczynają śpiewać kole piątej rano. Uciekej mi stąd do swoigo kurnika bo na tyn twój czub co wleja.” Ujec sie z niej nic nie robili i dalij śpiewali o tym kokocie. Wtedy Frida zaś wyskoczyła na balkon i z topka — no wy to nazywocie nocnik — wyloła mu wszystko, co do tego topka to nieślubne dziecko nalulało *. I to wom powiem, że od tego czasu ujec już więcej na wiec nie chodził, bo sie chłopy z niego śmioły i nazywały go „zejscany kokot”.

— Proszę niech oskarżony jednak powie, co wtedy szeptał na tym targu — przypomniał Kopcowi prokurator.

— Nie pamiętom, Wysoki Sądzie, coch wtedy godoł, możnej żech i co godoł, bo to było jedyn dzień przed pierwszym majem i na wszystkich chałupach wisiały ogromne obrazki z takimi chłopami. Jedyn to mioł broda jak święty Józef i jo był pewny, że to jest święty Józef. Było ich na tym obrazku ze sztyrych abo i pięć. Zeflik co też tam był, to sie ze mną powadził, bo godoł, że tyn z brodą to sie nazywo Marks, czy jakoś tak, a jo mu na to: „Nie, to jest tyn święty Józef, jeno mu zapomnieli te kółko nad głową namalować, jak to wiecie, te nasze niedouczone malyrze... A Zeflik nic jeno Marks, bo sie na kur..., kurzach o tym dowiedzioł. A jo mu na to: „Zeflik dej se to pedzieć, że to je święty Józef, jeno mu to kółko nad głową zapomnieli namalować.”

Stazyja co handluje świętymi obrozkami, i to nawet przy budach w Częstochowie i Piekarach, kupiła ze sto takich obrazków za półdarmo w sklepie w kierym roztomańte książki sprzedają. Skuli tego tak tanio, bo taki święty co mo taki feler, bo mu kółko zapomnieli nad głową namalować, je myni wert. Ale Stazyja nie jest tako gupio 19 , żeby zarobić nie chciała. Poszła do takiego jednego malyrza co za sztwiertka gorzołki te kółko nad tym Józefem namalowoł i ona po tym na odpuście w Piekarach za kożdego świętego Józefa dostała piytnoście razy więcej niż dała. Godom wom, za trzy lata baba se za to chałupa opucowała i dzieci na szkoły posłała. Jednego to aż kajś tam na akademijo, kaj sztudirowoł*, że Pana Bóczka ni ma.

Roz to tyn przyjechoł do naszej świetlicy i mioł nom to wytłumaczyć. Godoł tak jakoś, że my go nie mogli zrozumieć, jeno farorz* sie z nim chycił*. Nie powiem, że przyszli na krzywe pyski, bo to jednak farorz jest osoba duchowno i tak godać nie pasuje. Po tym przyjechoł jeszcze roz, ale jak pądają — z prelekcją. Był w czerwonym szlipsie * i powiedzioł, że my są już świadomi, bo już nie wierzymy w żodnego Boga jeno w Sztalina. Bo Sztalina widać, a Boga to kiery go widzioł? No kiery? Wtedy Maryjka od Hanysa co siedziała na stołku w czwortej raji kole kachloka * zawołała: „Ale Pon Bóczek nos widzi”. To wtedy on sie zaczon śmioć i padół: „Ja, on tam jest i sie na nos dziwo bez lornetki, co?”

Mioł jeszcze roz przyjechać na drugi stopień szkolenia ideologicznego, bo pierwszy to my skończyli i dostali dyplomy. Szkoda, żech nie zrobił tego drugiego stopnia, bo to bezmać 20 lepsze jak te szkoły i dobro robota by sie dostało i wtedy, Wysoki Sądzie, byłbych człowiekiem.

— Dlaczego oskarżony nie skończył tego drugiego stopnia? — zapytał prokurator — Nie chciało się wam uczyć, co?

— Nie, bo on już więcej do nos nie przyjechoł. Godają, że przeszrubowoł* i teroz jest w ansztaldzie * w Rybniku, no tam, przy tych gupich. Jo liczą, że to nie może być prowda, i że to jeno tak zowistni ludzie godają, co Stazyji zowiszczą*, że tela na świętych Józefkach utarżyła*. Jo liczą, że taki co tak umioł godać i nie doł se farorzowi pedzieć i umioł nom wytłumaczyć, że my od małpy pochodzymy, to taki ni móg zgupnąć. Na pewno go do Warszawy abo jeszcze kaj dalij wzieni za jakiego ważnego i już mu terozki tak nie pasuje do nos jeździć.

— No tak, ale ciągle oskarżony nie mówi, co mówił tam, co szeptał.

— Panie prokuratorze, przepraszom — Wysoki Sądzie, dyć jo już nie wiem, co tyn prokurator odymie chce, bo jo już wszystko pedzioł. Jak on wie, to niech powie — odrzekł Kopiec.

— No to proszę Wysoki Sądzie o odczytanie notatki służbowej sporządzonej przez sierżanta Cegiełkę na tę okoliczność — prokurator podał sędziemu numer odnośnego dokumentu.

Notatka służbowa — zaczął odczytywać sędzia —

Dnia dwudziestego ósmego kwietnia uzyskałem poufną wiadomość, że na miejscowym targowisku nieznany osobnik uprawia wrogą propagandę wymierzoną wprost w serce socjalizmu. Przybyłem natychmiast na miejsce zdarzenia wraz z trzema funkcjonariuszami Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa. Było nas pięciu, bo jeden z naszych towarzyszy już tam był. Na miejscu objąłem kierownictwo akcji i po chwili zauważyłem osobnika w średnim wieku i średniego wzrostu jak uprawiał propagandę szeptaną. Koło niego stało czterech mężczyzn z tym iż jednym ż nich był naśż człowiek. Niepostrzeżenie — byliśmy wszyscy w cywilu — zbliżyliśmy się wszyscy wokół niego udając, że niby coś też chcemy kupić. U słyszałem w tej grupce śmiechy i wtedy jeden z nich, czyli nasz funkcjonariusz, powiedział do tego osobnika: „To jest dobry kawał, niech go pan jeszcze raz opowie, abym go mógł koledze powtórzyć.” No i ten osobnik śmiejąc się opowiedział kawał szeptankę: „No jako jest różnica między pierwszym majem przed woj ną, za sanacji, a pierwszym majem teraz w demokracji? No co nie wiecie? Tako, że przed wojną na pochód pierwszomajowy szli sam odważni, a teroz sami tchórze.” Osobnik ten mówił w gwarze śląskiej.

Widząc, że poufna informacja jest prawdziwa, dałem znakiem rozkaz zwinięcia osobnika, którym po wylegitymowaniu już w Urzędzie Bezpieczeństwa okazał się ob. Kopiec. Stwierdzając, że czyn tego osobnika stanowi karalną szeptankę z artykułu 22 m k k poleciłem osadzić go w areszcie Urzędu.

— Czy oskarżony Kopiec ma coś do wyjaśnienia w związku z treścią odczytanej notatki? — zapytał sędzia.

— No cóż też moga tu wyjaśnić, jak wy tu wszystko wiecie. To mie jeno dziwi, że to tak wyglądo, że w Polsce nie wolno szeptać. Tegoch nie wiedział i nie byłech tego świadom. To jest jedno, a po drugie: jo nie szeptoł jeno godoł tak jak tu do wos. A po trzecie: moga to udowodnić, że ci co przed wojną szli na pochód pierwszomajowy, to rychtyk byli odważne chłopy. Teroz te co idą na tyn pochód pierwszego maja to sie boją. A wiecie czego sie boją? Boją się reakcji i podziemia, no i farorza też sie boją, że idą pierwszego maja, a nie idą trzeciego maja jak pierwej chodzili. I jeszcze sie boją, że im farorz nie do rozgrzeszynio. To żech mioł na myśli i jo rychtyk nie wiem, czy to jest to przestępstwo — jak to prokurator napisoł — polegające... zaroz wom to odczytom: „na rozpowszechnianiu fałszywych wiadomości, mogących wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego bądź obniżyć powagę jego naczelnych organów.”

Panie sędzio dyć to coch pedzioł na targu jest prowda, a nie jakie wiadomości fałszywe i jakosik przestępczo szeptanka. A obniżyć naczelne organy, to kansz by sie kierymu z nos udało? Naczelne są tam wysoko w Warszawie i choćbych chcioł, to by mi sie to nie udało. Skuli tego Wysoki Sądzie jo za szeptanka nie moga odpowiadać, bo mi żodyn nigdy nie pedzioł, że szeptać nie mogymy. No bo jak to zrobić, jak człowiek jest na szkubaczkach 21 i kożdy patrzy swoij dziołchy. Do ucha szepce i ją namawio do tego, co przy wszystkich sie nie godo, a bez czego sie wom żodne dziecko nie urodzi.

Bydzcie tacy dobrzy, Wysoki Sądzie, i puście mie, a jo już do końca życia nie byda nigdy szeptoł. Nawet moij starej byda do ucha ryczoł w nocy, niech sie nawet te pierończoki małe obudzą, ale za to nie bydzie już więcej obniżanio powagi tych nojwyższych w Warszawie i kaj indziej.