Punkt zero

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Punkt zero
Punkt zeroBrak
okładki
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 74,98  59,98 
Punkt zero
Tekst
Punkt zero
E-book
34,99 
Szczegóły
Punkt zero
Punkt zero
Audiobook
Czyta Tomasz Sobczak
39,99  29,59 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

4

Blix wsunął tępą końcówkę długopisu między zęby, zatrzeszczał kruchy plastik. Mężczyzna odchylił się do tyłu w fotelu i spojrzał na drugi koniec pokoju, gdzie Gard Fosse stał obok nowej podwładnej. Właśnie przedstawiał ją Tine Abelvik i Nicolaiowi Wibemu, śledczym z najdłuższym stażem w wydziale.

Blix nie mógł pojąć, w jaki sposób Fosse zdołał wspiąć się na szczyt sekcji do spraw przemocy, nie mając w sobie ani jednego genu prawdziwego śledczego. A może, pomyślał i wypluł kawałek plastiku z długopisu, może właśnie dlatego tam się znalazł.

Południowoeuropejskie pochodzenie Sofii Kovic rzucało się w oczy. Miała brązowe włosy średniej długości, ciemne oczy i o kilka tonów ciemniejszą karnację niż pozostali pracownicy wydziału. Gdyby ubiegała się o przyjęcie do policji dziesięć lat temu, nie spełniałaby wymagania dotyczącego minimalnego wzrostu.

Fosse wskazał Blixa. Zanim do niego podeszli, Kovic zarzuciła głową tak, że jej rozpuszczone włosy jeszcze korzystniej ułożyły się wokół twarzy. Blix odłożył długopis i zdjął z języka kilka drobinek plastiku, a potem wstał i uścisnął jej dłoń.

Wymienili kilka grzecznościowych formułek. Sofia Kovic uśmiechnęła się, prezentując równe białe zęby.

– Słyszałam o tobie – powiedziała.

Jakżeby inaczej. To, co się wydarzyło w Teisen dziewiętnaście lat temu, przez długi czas przerabiano na zajęciach ze studentami szkoły policyjnej. Zdarzenie otrzymało nawet własną nazwę. „Tragedia w Teisen”.

– Blix pokaże ci, jak pracujemy – wyjaśnił Fosse. – To będzie twoje miejsce pracy.

Kovic rozejrzała się dookoła. Blix powiedział „dzień dobry” Abelvik i Wibemu i przeciągnął plik dokumentów na swoje biurko. Stos brudnych talerzy postawił na szafie archiwizacyjnej.

Fosse zostawił ich samych.

– Dlaczego chciałaś, żeby przydzielono cię właśnie tutaj? – spytał Blix, robiąc porządek na biurku.

Kovic usiadła.

– Bo właśnie tutaj będę mogła najlepiej wykorzystać swoje kwalifikacje – odparła szybko. – Robić to, do czego najlepiej się nadaję.

– To znaczy?

– Zbierać informacje, analizować sprawy, tworzyć hipotezy, myśleć kreatywnie, podważać uznane prawdy i szukać alternatywnych rozwiązań – wyliczyła jednym tchem. – To znaczy prowadzić śledztwa.

Blix przyjrzał się jej, obracając długopis między palcami. Jej odpowiedź brzmiała jak wykuta na pamięć regułka z podręcznika. Coś, czym mogła zaimponować Fossemu.

– Byłoby świetnie, gdyby przy okazji udało ci się rozwiązać kilka spraw – skomentował i wsunął długopis do ust.

Położyła na blacie cienką przezroczystą teczkę, którą dostała z działu technologii informacyjno-komunikacyjnych, i włączyła komputer. Usiadła i czekała, aż sprzęt się uruchomi. Szybko sprawdziła telefon komórkowy, ale natychmiast go odłożyła.

– To jak to jest mieć Fossego za szefa? – spytała.

Bezpośrednia, pomyślał Blix. Kolejna cecha nowej koleżanki. Przełknął odpowiedź, którą miał na końcu języka, i rzekł krótko:

– W porządku.

– W porządku?

– Tak – potwierdził, nie rozwijając wypowiedzi.

Prawda była taka, że Fosse i on mieli kompletnie różne podejście do pracy policyjnej. Najprościej można to było opisać słowami: teoria i praktyka. Fosse kierował się przepisami, a Blix przeczuciem.

– Chciał, żebym ci pokazał, jak pracujemy – powiedział. Pochylił się nad biurkiem, podniósł przypadkowy stos teczek z aktami sprawy i upuścił go na jej blat.

– Właśnie tak się u nas pracuje – wyjaśnił, uśmiechając się przepraszająco. – Jedna sprawa naraz. Witamy w wydziale.

5

Emma wysiadła na przystanku przy Jomfrubråten. Czas spędzony w tramwaju wykorzystała maksymalnie. Po kilku telefonach do znajomych z TV2 wiedziała już, że stacja zamówiła taksówkę, która miała odebrać Sonję Nordstrøm spod jej domu o godzinie 7:20. Emma dostała nawet nazwisko i numer telefonu kierowcy. Daniel Kram. Ale przez cały czas włączała się automatyczna sekretarka.

Przez ostatnie dziesięć minut jazdy tramwajem przekartkowała początkowe rozdziały książki. Nie było wątpliwości, że autobiografia Nordstrøm zelektryzuje opinię publiczną. Była sportsmenka obsmarowała inne zawodniczki, trenerów i członków własnej rodziny, nie mówiąc o tym, że jednego z trenerów oskarżyła o to, że wykorzystywał ją seksualnie.

Telefon zadzwonił dokładnie w chwili, gdy Emma przechodziła na drugą stronę Kongsveien.

– Tu Daniel Kram. Dzwoniła pani do mnie?

– Tak – odpowiedziała i wyjaśniła, kim jest. – Dziękuję, że pan oddzwonił. Chodzi o kurs, który miał pan wykonać dziś rano. Miał pan odebrać Sonję Nordstrøm sprzed jej domu w Ekeberg o godzinie 7:20. Zgadza się?

– Zgadza. Ale nie wykonałem tego kursu.

Emma zmarszczyła czoło.

– Stałem przed jej domem co najmniej piętnaście minut, ale ona się nie pojawiła.

– Zadzwonił pan do niej?

– Owszem, ale włączyła się automatyczna sekretarka. Wysiadłem z taksówki i zadzwoniłem do drzwi, ale nie wyszła, więc odjechałem.

Emma zastanawiała się, czy jest jeszcze coś, o co powinna go zapytać, ale nic nie przyszło jej do głowy. Podziękowała i zakończyła rozmowę.

Stanęła przed okazałą willą Sonji Nordstrøm położoną tuż przy samej Kongsveien. Na oko działka liczyła minimum czterysta metrów kwadratowych, posiadłość miała też duży, pomalowany na biało garaż. Przed jedną z bram garażowych leżały materiały budowlane, przykryte plastikiem i resztkami opakowań z prac remontowych. Brązowe skompresowane kartony.

Brama była otwarta. Emma pomyślała, że Nordstrøm mogła pojechać gdzieś dziś rano lub wczoraj wieczorem. Po prostu dała nogę. Zwiała. Całodzienna promocja książki, tak jak ją przedstawił Amund Zimmer, mogła skutecznie odstraszyć, nawet jeśli przywykło się do bycia w centrum uwagi.

Emma weszła na wyasfaltowany podjazd i ruszyła w stronę domu. Zatrzymała się przed drzwiami i zadzwoniła. Usłyszała dźwięk dzwonka dolatujący z wnętrza willi.

Żadnej odpowiedzi.

Ponowiła próbę, ale efekt był ten sam: nikt nie otwierał. Cofnęła się o kilka kroków i spojrzała w okna na pierwszym piętrze. Żadnej twarzy wychylającej się zza firanki. Żadnego dźwięku.

Jeszcze raz zadzwoniła do drzwi. Nic. Kompletna cisza. Pod wpływem nagłego impulsu nacisnęła klamkę. Ku jej zaskoczeniu drzwi nie były zamknięte na klucz. Puściła klamkę, ale drzwi powoli same się przed nią otworzyły. Zrobiła krok naprzód i wsunęła głowę do środka. Duży przedpokój był wyłożony ciemnymi kafelkami.

Nieco dalej na podłodze zobaczyła coś błyszczącego i zmarszczyła czoło. To był przewrócony stojak na ubrania, a przed pustą ramą wielkiego lustra leżały okruchy szkła.

Zawołała:

– Pani Nordstrøm?

Nasłuchiwała, ale nikt się nie odezwał.

Odgłos butów stukających o wykafelkowaną posadzkę niósł się echem po domu.

– Halo! – krzyknęła. Zauważyła, że jej głos drży, lecz mimo to ruszyła w stronę dużego holu z kafelkami ułożonymi w szachownicę. Pilnowała, żeby nie stanąć na szkle z rozbitego lustra.

Z holu można było dostać się schodami na piętro. Pod wysokim sufitem wisiał żyrandol. Światło było zapalone. Emma nie przestawała wołać Nordstrøm. Zajrzała do kuchni. Wszystko było eleganckie, jasne blaty i fronty szafek, kuchenka i lodówka ze stali szczotkowanej. Tu również podłoga była wyłożona ciemnymi kafelkami. Szafki pełne butelek wina. Na olbrzymim stole wazon ze świeżymi kwiatami. Na blacie dwa kieliszki po winie, tuż obok egzemplarza Wiecznej Jedynki. Emma jeszcze raz zawołała Nordstrøm, ale nie usłyszała żadnej odpowiedzi. Chociaż nie. Coś usłyszała.

Opuściła kuchnię i podążając za dźwiękiem, weszła do salonu. To stamtąd dolatywał dźwięk, a dokładniej ze stojącego tam włączonego telewizora. Jakiś kanał sportowy. Na środku ekranu wisiał numer startowy przyczepiony kawałkiem taśmy klejącej. Numer jeden.

Emma przyglądała mu się przez kilka sekund. Dziwne, pomyślała. Wzięła do ręki pilot i wyłączyła telewizor. Cisza, która nastąpiła, aż dzwoniła w uszach.

– Pani Nordstrøm?

Jej głos był ledwo słyszalny.

Spróbowała jeszcze raz, głośniej. Wciąż nic.

Nagle poczuła, że nie ma ochoty tam być. Że musi wyjść. Szybko.

Gdy znalazła się na zewnątrz, znowu oddychała normalnie. Zamknęła za sobą drzwi i zaczęła się zastanawiać, co powinna zrobić. Spod krzewu wyszedł kot i zniknął za rogiem domu. Emma wyjęła telefon i wybrała numer Kaspra.

Kasper Bjerringbo był duńskim dziennikarzem, którego spotkała kilka miesięcy temu w Göteborgu na seminarium z dziennikarstwa cyfrowego.

– Wszelki duch! – rzekł Kasper grubym, ochrypłym duńskim.

– Cześć – przywitała się. – Jesteś zajęty?

– Teraz już tak.

Uśmiechnęła się. Poczuła, że oblewa się rumieńcem.

– Dzięki za nasze ostatnie spotkanie – powiedział. – To było… wieki temu.

– To prawda.

– Bardzo miło to wspominam.

Oczami wyobraźni ujrzała jego czarne loki i wytrenowane nagie ciało. Niemal usłyszała jego zaraźliwy śmiech. Ale nie było nic więcej do dodania. Owszem, mieli zbliżenie, które trwało do późnej nocy. A właściwie do późnego rana, bo dopiero wtedy dopadło ją zmęczenie i wśliznęła się do własnego łóżka.

– Potrzebuję twojej pomocy – powiedziała, zmieniając temat. – Twojej rady.

– O co chodzi?

– Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z dziennikarstwem śledczym – zaczęła. – A ty tak.

– Słucham.

– Masz jakieś doświadczenie w sprawach zaginięć?

– Prawdę mówiąc, teraz cała Dania żyje taką sprawą.

– Naprawdę?

– Tak, chodzi o piłkarza, który zaginął trochę ponad tydzień temu. Może o nim słyszałaś?

Nie słyszała. Nie pasjonowała się piłką nożną.

– W czym problem? – spytał.

Nie była pewna, jak szczegółowo opisać zaistniałą sytuację. Powiedziała, że Nordstrøm nie pojawiła się w programie TV2. W paru zdaniach przybliżyła wygląd jej domu, nie zdradzając, o kogo chodzi.

 

– Obawiam się, że coś jej się stało – zakończyła.

Po drugiej stronie przez dłuższą chwilę panowała cisza. Emma domyśliła się, że Kasper siedzi w swoim fotelu w siedzibie Ritzau4 i drapie się po głowie.

– W takim razie nie masz wyjścia. Musisz zadzwonić na policję – stwierdził. – I musisz im powiedzieć, że byłaś w środku. Jeśli to zataisz, możesz mieć później poważne problemy.

Podziękowała za radę.

– Policja na pewno potraktuje twoje zgłoszenie poważnie, zwłaszcza jeśli sprawa dotyczy znanej osoby – dodał.

Zapadła cisza.

– A tak poza tym, co u ciebie słychać?

– W porządku – odparła.

– Nie wybierasz się w najbliższym czasie do Kopenhagi?

Uśmiechnęła się.

– Nie sądzę – odpowiedziała.

– Szkoda.

Tak, przyznała mu w myślach rację. Szkoda.

– Muszę już kończyć – powiedziała i podziękowała za pomoc.

Przez krótką chwilę stała z zamkniętymi oczami, potrząsając głową. O Boże! Zachowała się jak kompletna idiotka. Kopenhaga z Kasprem mogła być wspaniałą przygodą. W każdym razie do momentu, aż pojawi się pytanie, gdzie będzie spała.

Szum samochodów przejeżdżających Kongsveien wyrwał ją z zamyślenia.

– Okej – powiedziała do siebie i nabrała głęboko powietrza. A potem zadzwoniła na policję.

6

W kieszeni Blixa zawibrował telefon. Policjant wyjął go i spojrzał na wyświetlacz. Dzwoniono z numeru, który zapisał jako „TV-Eckhoff”. Eckhoff pracował przy produkcji „Godnego Zwycięzcy” i był jednym z twórców programu. Podczas nagrań pełnił funkcję pośrednika między uczestnikami i ich rodzinami.

– Tu Blix – powiedział, odbierając telefon.

– Z tej strony Even Eckhoff – przedstawił się mężczyzna. – Enter Entertainment.

Blix odsunął fotel od biurka i odwrócił się bokiem. Rzadko czuł obrzydzenie, rozmawiając z ludźmi, ale w sposobie bycia Eckhoffa było coś odrażającego. Jego głos. Jakby za wszelką cenę usiłował sprzedać coś, czego Blix wcale nie chce kupić.

– Chodzi o wieczorny przekaz na żywo – wyjaśnił tamten.

Blix wyobraził sobie Iselin na kanapie razem z prowadzącym program, to, jak kamera od czasu do czasu robi zbliżenie jej i tego jej nowego kochasia. Nie opuścili ani jednego wieczoru z transmisją na żywo. Producentom bardzo zależało na tym, żeby na widowni byli obecni krewni i przyjaciele uczestników zarówno po to, by móc pokazać ich reakcje i emocje, jak i po to, by zaopiekowali się uczestnikiem, który w wyniku głosowania widzów wyleci z programu.

– Rozmawiałem z Iselin – kontynuował Eckhoff. – Chciałaby zobaczyć pana w studiu dziś wieczorem.

– Tak powiedziała?

– W każdym razie powiedziała „w porządku”, gdy jej to zaproponowałem – poprawił się.

Blix poczuł wzruszenie. Był gotowy potraktować gest córki jako wyciągnięcie ręki na zgodę, ale postanowił się wstrzymać.

– Zobaczę, czy dam radę przyjść – odparł.

– Musimy zarezerwować miejsca na widowni, więc byłoby świetnie, gdyby dał mi pan znać.

– W porządku. Muszę kończyć.

Rozłączył się, przysunął fotel do biurka i rzucił okiem na Kovic, zanim zajął się pracą na komputerze.

W pokoju zjawił się Fosse. Trzymał kartkę wyrwaną z notesu i z ważną miną ruszył prosto w stronę Kovic i Blixa.

Śledczy poczuł irytację.

– Musicie przyjrzeć się sprawie zaginięcia – powiedział komisarz.

– Dlaczego Krimvakta się tym nie zajmie? – spytał Blix.

– Poprosili nas o to – wyjaśnił Fosse. – Wszyscy z Krimvakta pracują w terenie.

– A patrole?

– Uziemione w centrali operacyjnej z przybliżonym czasem reakcji do dziewięćdziesięciu minut.

Pomachał kartką.

– Zaginięcie zgłosiła dziennikarka. A zaginiona to Sonja Nordstrøm – mówił dalej. – To będzie źle wyglądało, jeśli nie zareagujemy od razu.

Kovic wstała i odebrała kartkę.

– Suwerenna Sonja – skomentowała. Wydawała się podekscytowana zleceniem.

– Dziennikarka? – zaprotestował Blix. – Nie powinniśmy zaczekać na zgłoszenie od kogoś z rodziny, zanim podejmiemy interwencję?

– Nordstrøm nie pojawiła się dzisiaj w radiu ani w telewizji, gdzie miała udzielić wywiadu. I nikogo o tym nie uprzedziła. Dziennikarka jest teraz u niej w domu i twierdzi, że drzwi nie były zamknięte na klucz, ale w środku nikogo nie ma. Pojedźcie tam i sprawdźcie to dokładnie.

Kovic już zdążyła włożyć kurtkę. Fosse uśmiechnął się do niej przymilnie, po czym odwrócił się i poszedł delegować kolejne zadania. Blix podniósł się powoli, ciężko wzdychając.

7

Policja kazała jej czekać. Emma usiadła najpierw na schodach, ale czuła się nieswojo, siedząc plecami do pustego domu, więc przeniosła się na ławkę z kutego żelaza stojącą blisko wejścia.

Wyjęła z torby laptopa i sprawdziła internetowe wydania gazet. Wszystkie pisały o autobiografii Nordstrøm.

„Na dopingu”, brzmiał tytuł artykułu w „VG”. Tytuł odnosił się do najzagorzalszej rywalki Nordstrøm w całej jej karierze, Cecilie Krogsæther. Materiał ilustrowało zdjęcie Krogsæther stojącej na najwyższym podium po zwycięstwie w Maratonie Berlińskim w roku, w którym Nordstrøm nie startowała. Cały artykuł poświęcony był oskarżeniom Nordstrøm pod adresem rywalki.

Nordstrøm twierdziła, że wiele razy widziała, jak Krogsæther bierze zastrzyki, a poza tym powoływała się na czeskiego lekarza konkurentki, który miał sugerować, że Krogsæther stosuje doping wydolnościowy.

„Dagbladet” również pisała o tej sprawie, a dodatkowo redakcji udało się skontaktować z adwokatem Krogsæther, który stwierdził, że zarzuty wobec jego klientki są wyssane z palca, a ich autorka poniesie surowe konsekwencje.

Emma wycięła trochę z obu artykułów i połączyła je w jedną spójną całość. Rzadko korzystała z takich dróg na skróty, ale wiedziała, że Anita Grønvold czeka na jej materiał.

Kompilacja cudzych tekstów zajęła jej tylko kilka minut, ale zanim kliknęła „Opublikuj”, obiecała czytelnikom, że w ciągu dnia dostarczy więcej sensacyjnych artykułów dotyczących autobiografii Nordstrøm. Potem szybko wypisała najważniejsze punkty związane z oskarżeniami o wykorzystywanie seksualne i przypomniała sobie, że musi zapytać kogoś ze środowiska lekkoatletycznego, o którego trenera może chodzić, bo w książce nie został on wymieniony z imienia i nazwiska. Do gwałtu miało dojść, gdy Nordstrøm miała zaledwie piętnaście lat.

Potem Emma weszła na stronę wydawnictwa, gdzie na samej górze kusiła czytelników wideoprezentacja Wiecznej Jedynki. Po serii szybko następujących po sobie zdjęć dokumentujących karierę Nordstrøm, przy akompaniamencie Rydwanów ognia Vangelisa, rozległ się głęboki, męski, teatralny głos:

„Gdy Sonja Nordstrøm miała zaledwie cztery lata, jej ojciec, który już wtedy odkrył talent córki do biegania, zadał jej pytanie: czy chcesz być najlepsza na świecie? Tak, odparła Sonja. W takim razie musisz mnie słuchać, rzekł ojciec. Tak, odpowiedziała. Czternaście lat później Sonja Nordstrøm zdobyła swój pierwszy medal na mistrzostwach świata. Po nim otrzymała jeszcze dwanaście innych, ale za sukces musiała słono zapłacić. W tej jakże szczerej autobiografii Sonja Nordstrøm opowiada o swoich zwycięstwach i porażkach, o przyjaciołach i wrogach, a przede wszystkim o skomplikowanych relacjach ze wszystkimi, którzy się do niej zbliżyli”.

Potem pojawiły się nowe ujęcia: Nordstrøm na najwyższym podium, wiwatująca, triumfująca, ale zawsze z pewną rezerwą, jakby nie chciała sobie pozwolić na pełen luz, na niekontrolowane świętowanie.

Na razie żadna z gazet nie wspominała o tym, że Nordstrøm zaginęła.

Emma rzuciła okiem na dom, otworzyła program wydawniczy i zaczęła tworzyć wersję roboczą nowego artykułu. Nagłówek składał się z jednego słowa: Zaginiona.

8

Furtka z kutego żelaza była otwarta i wiatr szarpał nią w przód i w tył. Blix wjechał na chodnik i zaparkował tuż przy ogrodzeniu.

Kovic spojrzała na kartkę, którą dostali od Fossego.

– Dziennikarka nazywa się Emma Ramm – powiedziała. – Pracuje w news.no.

Blix poczuł ucisk w przeponie.

– Co powiedziałaś? – spytał ochrypłym głosem. Kovic powtórzyła imię, nazwisko i miejsce pracy dziennikarki.

Blix przełknął ślinę. Mocno, wiele razy.

– Czy coś się stało? – spytała.

Nie odpowiedział. Dopiero gdy napotkał pytające spojrzenie Kovic, chrząknął:

– Hmm?

– Pytałam, czy coś się stało. Nagle okropnie zbladłeś.

Potrząsnął przecząco głową i wskazał dłonią drzwi na znak, że ma wysiąść z samochodu.

Chwilę trwało, zanim sam podniósł się z fotela kierowcy. Było mu gorąco i poczuł wyraźną ulgę, kiedy wiatr owionął mu twarz. Mimo to zachwiał się i musiał zrobić dodatkowy krok, żeby nie upaść. Przytrzymał się figury na szczycie furtki i tak mocno zacisnął wokół niej palce, że aż zbielały mu kostki. Wbił wzrok w dziewczynę, która siedziała na ławce przed wejściem do domu.

Poprosił Kovic, żeby poszła przodem i objęła dowodzenie. Czuł, jak serce mu wali i robi mu się gorąco pod pachami. Emma Ramm wstała i przywitała się z policjantką, która odsunęła się nieco na bok i przedstawiła Blixa. Śledczy wyciągnął rękę na powitanie, mając nadzieję, że dziewczyna nie zwróci uwagi na to, jak bardzo był spocony.

– O której pani tu przyjechała? – spytała Kovic.

– Czterdzieści minut temu – odparła Emma. – Drzwi nie są zamknięte na klucz, ale Sonji Nordstrøm nie ma w domu.

Blix przyjrzał się Ramm. Blond włosy miękko opadające na ramiona. Niebieskie oczy, przenikliwe spojrzenie. Wąski nos i wyraźnie zaznaczone kości policzkowe. Równe, białe zęby.

– Była pani w środku? – spytała policjantka.

– Tak, zajrzałam – wyjaśniła Emma. – W przedpokoju jest zbite lustro.

Kovic i Blix wymienili błyskawiczne spojrzenie.

– To znaczy, że nie ma pani stuprocentowej pewności, że Sonji Nordstrøm nie ma w domu?

Pytanie zadała Kovic. Ramm odpowiedziała nieco zawstydzona:

– Właściwie nie.

Blix odchrząknął.

– Wchodzimy.

– Proszę tu zaczekać – poleciła Emmie policjantka i ruszyła za partnerem. Blix starał się skupić wyłącznie na pracy. Zawołał „halo” w głąb wyłożonego kafelkami przedpokoju.

– Jesteśmy z policji.

Kovic wskazała przewrócony wieszak na ubrania i zbite lustro.

– Pokój za pokojem – powiedział Blix.

Przeszukali cały dom. Za każdym razem gdy zbliżali się do kolejnych drzwi, byli przygotowani na to, że znajdą Nordstrøm. W wannie z przeciętymi tętnicami, zwisającą z żyrandola w salonie albo z pustą fiolką po tabletkach przy łóżku. Ale nigdzie jej nie było. Ani na parterze, ani na piętrze, ani w piwnicy. Chociaż w garażu stał jej samochód.

Blix sprawdził szopę na narzędzia, a Kovic w tym czasie odbyła rozmowę z Emmą Ramm. Dla pewności zrobił rundkę po ogrodzie, po czym wyjął z kieszeni telefon. Wiedział, że powinien zadzwonić do Fossego, ale nie był w stanie z nim teraz rozmawiać. Zamiast tego wybrał numer do Tiny Abelvik i wyjaśnił jej, gdzie są i co zobaczyli.

– Mam złe przeczucia – oznajmił. – Możesz poprosić Ann-Mari, żeby tu przyjechała i dokonała oględzin miejsca zdarzenia?

I zanim Abelvik zdążyła odpowiedzieć, dodał:

– I chciałbym, żebyście zaczęli badać sprawę od środka, ty i Wibe. Żebyście namierzyli telefon Nordstrøm, skontaktowali się z jej rodziną i prześwietlili grono jej przyjaciół i znajomych. To co zwykle.

– Dam znać, jak coś ustalę – obiecała Abelvik.

Blix zakończył rozmowę i ruszył w stronę domu.

– Pani prosi o komentarz – powiedziała Kovic, wskazując głową Emmę, która notowała coś w swoim notesie, zanim do niego podeszła.

– Do artykułu, który piszę – wyjaśniła Emma.

Blix przyjrzał się jej uważnie. Przez głowę przelatywały mu setki myśli i trudno mu było uchwycić choćby jedną z nich. Dlatego starał się odsunąć je od siebie i skupić wyłącznie na tym, co tu i teraz.

– Jak oceniają państwo sprawę zaginięcia Sonji Nordstrøm? – spytała.

– Za wcześnie na wyciąganie wniosków.

Odchrząknął i dodał:

– Ale podjęliśmy wstępne czynności.

– Jakie czynności?

– Rutynowe – odparł, żeby nie wdawać się w szczegóły.

– To znaczy, że wszczęliście dochodzenie?

Przytaknął.

– Może pan powtórzyć swoje nazwisko? – spytała. – Przepraszam, wiem, że już pan się przedstawiał, ale jakoś mi to umknęło.

Zawahał się.

– Alexander Blix – powiedział po chwili.

Emma zanotowała. Nic nie wskazywało na to, żeby jego nazwisko coś jej mówiło.

 

– Pisane przez „k” czy „x”?

– Przez „x” – odparł. – Dwa razy „x”. Alexander i Blix.

– Mogę zacytować pana słowa, że wszczęto dochodzenie w sprawie jej zaginięcia?

Blix napotkał jej spojrzenie. Przytaknął.

– Proszę – powiedział i wyjął własny notes. Nagryzmolił swój numer telefonu i podał go dziennikarce. – Może pani zadzwonić lub… skontaktować się, jeśli będzie pani miała więcej pytań.

Podziękowała, odwróciła się i odeszła. Blix stał i patrzył za nią. Gdy zniknęła, zamknął oczy na kilka sekund i skupił się na oddechu. Policzki mu płonęły, a między łopatkami spływał pot.

– Co robimy? – spytała Kovic.

– Czekamy na techników – odparł, nie odwracając się w jej stronę. – A do tego czasu przejdziemy się po sąsiadach. Może ktoś coś widział.