Mr. Breakfast

Tekst
Z serii: Salamandra
1
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Mr. Breakfast
Mr. Breakfast
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 68,80  55,04 
Mr. Breakfast
Mr. Breakfast
Audiobook
Czyta Wojciech Żołądkowicz
34,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Panie Patterson. Przypuszczam, że trochę się pan pogubił, co? – Uśmiechając się, podeszła do niego takim krokiem, jakby wyznaczyli sobie spotkanie na tym opustoszałym parkingu w Illinois, położonym dziewięćset mil od jej salonu w Karolinie Północnej.

– Anno Mae, co ty tu robisz?!

– Pora na twój pierwszy antrakt, Grahamie. Przyszłam odpowiedzieć ci na pytania: o sobowtóra z indiańską fryzurą i o to, co się z nim przed chwilą stało… Wejdźmy do baru, dobrze? Pogadamy przy drinku. Zauważyłam tam butelkę whisky Bunnahabhain, z którą według mnie żadna inna nie może się równać.

Szyszka

Anna Mae Collins upiła łyczek z trzeciej zamówionej tego wieczoru szklanki whisky i uśmiechnęła się błogo. Nie otwierając oczu, potrząsnęła głową, jakby nie mogła się nadziwić smakowi trunku.

– Powinieneś koniecznie spróbować tej whisky, Grahamie. Jest pyyyszna.

– Nie lubię whisky.

– Wiem, ale dużo tracisz.

Jakby rozkoszując się jego niepewnością i dyskomfortem, Anna Mae milczała jak grób, dopóki kelnerka nie postawiła na ich stoliku trzeciej szklanki.

– Na razie nic mu nie jest, jeżeli to o niego się martwisz.

– O kogo?

– O pana Irokeza. Twoją drugą jaźń. Nazwijmy go dla porządku Grahamem Numer Dwa. – Wzięła następny łyczek. – Pokaż mi tatuaż. Smarowałeś go kremem, tak jak ci mówiłam? Chroniłeś przed słońcem? Pokaż.

– Co? Czemu?

– Pokaż, to ci powiem czemu. Daję słowo, w moim szaleństwie jest metoda.

Patterson rozebrał się do białej bawełnianej koszulki. Tatuaż, który Anna Mae zrobiła mu parę dni temu, jaśniał tęczowo na jego lewym bicepsie.

Pochyliła się, by ocenić swoje dzieło z bliska. Najwidoczniej zadowolona z rezultatu skinęła z aprobatą głową i wyprostowała się z powrotem na krześle.

– Świetnie. Pamiętasz album z próbkami, który ci pokazałam, kiedy zjawiłeś się w salonie?

Przytaknął.

– Nie zgadniesz, ile tam jest wzorów. Trzysta siedemdziesiąt cztery.

Wzruszył ramionami.

– I co z tego? – Próbował powściągnąć złość i frustrację przebijające z jego głosu, ale przychodziło mu to z coraz większym trudem. Skoro wie, co się z nim stało, to po kiego grzyba truje mu o tatuażach?

Anna Mae wskazała na jego ramię.

– Odkąd zajmuję się tatuowaniem ludzi, tylko garstka z nich wybrała ten konkretny wzór. Ostatni, parę lat temu, nazywał się Mark Curry.

Zdziwiony zmarszczył czoło.

– Mark Curry? Ten miliarder? Robiłaś mu tatuaż?

– Tak. Zażyczył go sobie na prawym ramieniu, mniej więcej tam, gdzie ty. – Upiła odrobinę whisky i rozparła się na krześle. Na jej twarzy malowała się mieszanina rozbawienia i zaciekawienia. Zastanawiała się, o co ją spyta w następnej kolejności.

– To, że Mark Curry i ja mamy taki sam tatuaż, wiąże się z tym, czego doświadczyłem?

– Bardzo ściśle. – Uniosła dłoń i zaczęła odliczać na palcach. – Obaj wybraliście ten sam wzór i nocowaliście w pensjonacie mojej matki, która poczęstowała was zupą pomidorową. Ty zrobiłeś jej nawet zdjęcie. – Twarz Anny Mae promieniała radością. – Czy wiesz, że zanim Mark założył swoją firmę, był magazynierem w dyskoncie „Leniwy Larry” w Pacific w stanie Missouri? Niezły awans, nie uważasz? – Wycelowała palcem w jego lewy biceps. – Teraz twoja kolej.

– Co? O czym ty mówisz?

– Powiedziałam, że teraz twoja kolej.

– Słyszałem, co powiedziałaś, ale nie wiem, do czego zmierzasz. Bardzo proszę, wyrażaj się jaśniej.

– Zamiast wyjaśnień pokażę ci, o co mi chodzi. – Z tymi słowy wysunęła rękę w jego stronę. Zatrzymała ją kilka centymetrów nad jego obnażonym ramieniem i rozcapierzyła palce. Na przemian zginała je i rozprostowywała, przyciągając dłoń do siebie, jakby usiłowała wyciągnąć coś z ramienia Pattersona.

Śledził milcząco jej ruchy, podczas gdy jego oczy skakały od jej ręki do twarzy, tam i z powrotem. Po co te dziwne gesty?

– Anno Mae.

– Ćśś… patrz.

Nic nie poczuł. Ani ukłucia, ani oparzenia, ani w ogóle żadnego bólu w miejscu, gdzie miał tatuaż. W miarę jak Anna Mae przeciągała palcami nad jego ramieniem, wizerunek pszczoły siedzącej w brzuchu żaby połkniętej przez jastrzębia w trzewiach lwa zaczął pomału wysuwać się spod jego skóry, aż zawisł w powietrzu pod jej dłonią. Mimo woli Patterson jęknął ze strachu.

Mrużąc oczy i zaciskając wargi, Anna Mae delikatnie ujęła trójwymiarowy tatuaż i postawiła go na stoliku obok szklanki z whisky. Następnie oddzieliła kciukiem i palcem wskazującym pszczołę od pozostałych zwierząt; wyciągnęła ją ostrożnie ze środka i odłożyła na bok. Potem uczyniła to samo z żabą, jastrzębiem i z lwem, który wylądował na końcu szeregu. Na stole leżały obok siebie, co parę centymetrów, cztery figurki zwierząt.

Patterson gapił się na nie jak urzeczony, nie mogąc wykrztusić słowa. Anna Mae dała mu kilka sekund, żeby ochłonął i dobrze się przyjrzał obrazowi, który powstał na stole.

– To jest twoje obecne życie – odezwała się wreszcie, celując palcem w pszczołę. Przesunęła go na żabę. – Żaba jest życiem, które prowadzi Graham Numer Dwa, sławny komik z czubem Irokeza. – Urwała i przyjrzała mu się, sprawdzając, czy dociera do niego sens jej słów. Nie poruszał się i nie odzywał, wpatrzony intensywnie w jej twarz. – Jastrząb to Graham Numer Trzy. Stałbyś się nim, gdybyś został z Ruth, ożenił się z nią i miał dzieci. – Skierowała palec na lwa. – Król dżungli to twoja przyszłość. Życie, które cię czeka po tym, jak zdecydujesz się na któryś z tych trzech żywotów… Posłuchaj, Grahamie: będziesz mógł odwiedzić dwa pozostałe życia i zaobserwować je z bliska, tak jak obserwowałeś dziś życie pana Irokeza. Gdy będziesz gotowy, wybierzesz któreś z nich… stanie się ono twoim życiem aż do śmierci. Z chwilą dokonania wyboru zapomnisz, że kiedykolwiek go miałeś, a twój tatuaż zniknie bez śladu. – Anna Mae umilkła na moment. – Muszę też wspomnieć o jednej ważnej rzeczy: bez względu na to, które życie wybierzesz, ja nie będą miała o tym zielonego pojęcia. Może los uśmiechnie się do ciebie, a może czeka cię życiowa klęska. Może dożyjesz stu lat, a może dowiesz się jutro, że masz raka. Widziałeś, co się stało z komikiem na parkingu. Nie wiem, co z nim dalej będzie, ani z nim, ani z tobą. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak od tej chwili potoczy się twoje życie. Moje zadanie ogranicza się do wykonania tatuażu, który wybrałeś, i udzielenia ci podstawowych wskazówek. Tak samo było z Markiem Currym i innymi moimi klientami. Znam odpowiedzi jedynie na te pytania, które wiążą się z moimi instrukcjami. Nie wiem nic ponadto. Najwyraźniej celowo urządzono to w ten sposób.

– Kto? Kto urządził?

Zamknęła oczy i pokręciła głową.

– Nie wiem.

– Dlaczego padło właśnie na mnie?

– Dlatego że wybrałeś ten tatuaż. To jedyny powód. Dzieło sztuki, które wykłułam ci na ramieniu, to twój zwycięski kupon na loterii. – Anna Mae uśmiechnęła się. – To nie znaczy, że jesteś jakimś superbohaterem, w którym trzeba obudzić nadprzyrodzone moce. Co to, to nie. Po prostu wybrałeś specjalny wzór z mojego katalogu.

Patterson nie wyglądał na przekonanego.

– Dobrze, ale kto za tym stoi? Kto ma moc sprawiania tych nieszczęść, które od rana ciągle mi się przytrafiają? – Roześmiał się gorzko. – To jakiś cholerny absurd!

– Nie wiem, Grahamie. Słowo honoru. Prawdę powiedziawszy, nie interesuje mnie to… Opowiem ci o sobie. Wiele lat temu pojechałam do Japonii studiować sztukę irezumi pod kierunkiem mistrza tatuażu, który niestety już nie żyje. Mistrz poznał się na moim talencie i po kilku latach zaproponował, że nauczy mnie robić taki sam tatuaż, jaki masz na sobie. Nawet jeżeli nikt go nie wybierze, to ja, jako jego strażniczka, będę do końca życia wolna od wszelkich zagrożeń. Muszę tylko zgodzić się wejść do elitarnego grona artystów, którzy potrafią go wykonać. Nie mając nic do stracenia, zgodziłam się.

Krzywiąc się, Patterson uderzył dłonią w blat.

– Kto cię chroni od zagrożeń? Jaka siła za tym stoi?

Pokręciła głową.

– Powtarzam: nie wiem. Mistrz nauczył mnie wykonywać tatuaż i poinstruował, co mam powiedzieć osobie, która go wybierze. Byłeś u mnie w salonie. Widziałeś, że klienci nie walą drzwiami i oknami, chociaż moje nazwisko jest znane w tej branży. Nawet najlepsi mają problem z utrzymaniem się na rynku, zwłaszcza jeśli pracują daleko od wielkich miast, których ja nie cierpię. Mimo to, nawet kiedy interes idzie źle, moje konto bankowe nigdy nie jest puste. Więc choć sama nie rozumiem, na czym to polega, taki układ bardzo mi odpowiada… Mniejsza zresztą o mnie, chcę ci przekazać i pokazać jeszcze parę rzeczy. Wstrzymaj się na razie z pytaniami, dopóki nie skończę, okej? A teraz podnieś pszczołę i połóż ją na żabie.

Niepewny, czy mu się uda, Patterson wykonał polecenie. Ledwie dotknął pszczoły, stwardniała pod jego palcami, jakby zamieniła się w kamienny albo metalowy okruch. Uniósł ją jak najdelikatniej i położył na żabie. Figurki przyciągały się jak dwa maleńkie magnesy.

– Dobrze. Teraz połóż jastrzębia na lwie, a potem pszczołę i żabę na jastrzębiu. Spokojna głowa, poradzisz sobie.

Wykonał jej polecenia. Gdy tylko figurki zwierząt utworzyły piramidkę, natychmiast zlały się w pierwotny tatuaż.

– Połóż go z powrotem na ramieniu.

Zanim jej posłuchał, nie oparł się pokusie rozglądnięcia się po barze, czy ktoś zwraca na nich uwagę; nikt nie patrzył w ich stronę. Podniósł tatuaż ze stołu i przyłożył go do lewego ramienia. Wsiąkł mu w skórę jak woda w gąbkę. W ułamku sekundy wrócił na miejsce, nie różniąc się niczym od poprzedniego.

– W porządku. Idźmy dalej: Czy w dzieciństwie miałeś ukochane zwierzę, na przykład psa albo kota?

 

– Mieliśmy psa. Dlaczego?

– Jak się wabił? Wszyscy pamiętamy imię naszego pierwszego pupila.

Zakłopotany Patterson wycedził powoli:

– Szyszka.

Anna Mae zrobiła niepocieszoną minę.

Szyszka? Tak się nazywał wasz pies?

– Tak go nazwała moja młodsza siostra. Dostaliśmy go, kiedy miała siedem lat. Lubiła szyszki.

– Trudno, niech będzie Szyszka. A teraz uwaga: Masz prawo przenieść się do każdego ze swoich żywotów trzy razy. Po raz czwarty i ostatni będziesz mógł, jeśli zechcesz, powrócić do życia tu i teraz. Żeby przejść z jednego życia w drugie, musisz dotknąć tatuażu, powiedzieć „Szyszka” i podać numer życia, które chcesz odwiedzić. Znajdziesz się tam lotem błyskawicy. W tej chwili jesteś Pattersonem Numer Jeden, Irokez to Numer Dwa, a twój sobowtór-mąż Ruth Murphy to Numer Trzy. Gdy zechcesz odwiedzić któregoś z nich, dotknij tatuażu, powiedz „Szyszka” i wymień właściwy numer. To wszystko. Możesz tam przebywać tak długo, jak chcesz. Kiedy ci się znudzi, robisz to samo: dotykasz tatuażu, mówisz „Szyszka” i podajesz docelowy numer. Nadążasz?

Patterson skinął głową.

– Świetnie. Jak już mówiłam, możesz odwiedzić innych Grahamów trzy razy, ale tylko i wyłącznie, aby obserwować ich życie. Nie będziesz mógł ingerować w życie Dwójki albo Trójki. Po trzeciej wizycie wolno ci będzie wrócić tutaj i wybrać życie, w którym zatrzymasz się na stałe. Pamiętaj, że po każdej zmianie życia będziesz starszy o tyle czasu, ile upłynęło go w poprzednim wcieleniu. Masz czterdzieści dwa lata, prawda? Jeśli wybierzesz się do Grahama Numer Dwa na trzy lata, to wrócisz tutaj jako czterdziestopięciolatek.

Patterson pomasował się po czole i zamknął oczy.

– Nie wciskasz mi lipy? – wymamrotał. – Powiedz mi, że to wszystko dzieje się naprawdę.

– To jest równie realne jak krew w twoich żyłach. Nie ufasz mi. Wcale ci się nie dziwię. Chcesz się przekonać na własne oczy? Stracisz co prawda jedną wizytę, ale będziesz mógł, jeśli zechcesz, zabawić tam na dłużej…

– Zaczekaj! – przerwał jej Patterson, podnosząc rękę. – Przypomnij mi jeszcze raz, gdzie jestem.

– W swoim własnym życiu, jako Graham Numer Jeden.

– To znaczy, że nie ma tu Irokeza i że to, co widziałem na parkingu, nie zdarzyło się w moim życiu. Czyli że przebywałem wtedy w jego życiu, tak?

– Zgadza się.

– Ale jeśli tutaj kogoś dotknę, moja ręka nie przejdzie przez niego na wylot?

– Nie w tym życiu. Kiedy odwiedzasz tamtą dwójkę, siłą rzeczy zamieniasz się w obserwatora. Nie wolno ci brać udziału w zdarzeniach, które się tam dzieją. Możesz tylko patrzeć.

Patterson zaczerpnął powietrza i wypuścił je gwałtownie, jakby chciał oczyścić głowę ze wszystkich naleciałości, które zebrały się tam w ciągu ostatnich kilku minut.

– Nie zrobiłem przecież nic, aby się przenieść do życia Grahama Numer Dwa. Zatrzymałem się przy autostradzie za potrzebą, a on zjawił się nagle na parkingu. Drugi raz pojawił się tutaj, w tym klubie. Nie było w tym żadnej mojej zasługi.

– Nie, to już ich zasługa. Pomału wciągnęli cię do gry. Pamiętasz te dziwnie przyjemne zapachy, które nie pasowały do odwiedzanych przez ciebie miejsc? Pachnącą toaletę i jedzenie w barze? To były miłe początki, łagodne podprowadzenie, żeby cię nie przestraszyć.

– Można? – Nie czekając na pozwolenie, Graham wziął jej szklankę i upił łyk whisky. Wykrzywił usta i przeciągnął po nich kciukiem. – Czy mogę od razu przeskoczyć z Dwójki do Trójki, czy też muszę najpierw wrócić do tego życia?

– Zrobisz, jak zechcesz, ale pamiętaj o limicie przypadającym na każde życie. Po raz czwarty i ostatni będziesz mógł wrócić tutaj, jeśli uznasz to za konieczne. Ostateczny wybór oznacza, że zatrzymasz się w danym życiu i że zapomnisz o wszystkim, co się przedtem wydarzyło. Na pamiątkę nie zostanie ci nawet tatuaż.

– Dlaczego ja? – zapytał Patterson, wiedząc, że się powtarza.

Uśmiechnęła się wyrozumiale i wzruszyła ramionami.

– Nie wiem. Mówię szczerze: nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że to z powodu tatuażu, który wybrałeś. Czy nie jesteśmy sumą naszych wyborów?

Zapadło milczenie. Anna Mae dopiła whisky i chciała zamówić następną, ale rozmyśliła się. Patrząc na Pattersona, przypomniała sobie rozmowę z Markiem Currym. Obaj zareagowali na sytuację, w której się znaleźli, w skrajnie odmienny sposób. Curry przyjął jej słowa bez krztyny zwątpienia. Gdy skończyła swoją kwestię, dopytał o kilka szczegółów logistycznych, po czym dotknął tatuażu, wyrzekł imię swego pierwszego psa i tyle go było widać. Zero wahania: nie mógł się wprost doczekać chwili, gdy znajdzie się w którymś z równoległych żywotów. O ile Curry przypominał wyścigowego charta, sprężonego do skoku z boksu, o tyle Patterson sprawiał wrażenie nieśmiałego żółwia chowającego głowę pod pancerz w obawie przed tym, co się może stać.

– Grahamie?

– Co?

– Nie musisz nic robić. Możesz odmówić. Twoja wola.

Nie muszę?

– Nie. Możesz żyć dalej tak jak dotychczas, do ostatniego dnia.

– I nie zostanę ukarany albo napiętnowany?

– Ja nie zostałam.

Świat wokół Grahama Pattersona zastygł nagle jak bryła lodu.

Ty nie zostałaś? – Zrobił wielkie oczy. – Ciebie też to spotkało?

– A jakże. Mój tatuaż jest tutaj. – Poklepała się po prawej stronie brzucha.

– Niech mnie kule biją!

Anna Mae uśmiechnęła się.

– Mnie ta oferta po prostu nie interesowała. Jak tylko odkryłam piękno i artyzm tatuaży, gdy opanowałam sztukę ich robienia, wiedziałam, że nie chcę się zajmować w życiu niczym innym. Nie chciałam podglądać innych jaźni żyjących równolegle do mnie. Wolałam raczej podróżować po świecie: uczyć się od najlepszych i rozwijać swój kunszt… również po tym, jak otrzymałam swój tatuaż. Wkrótce po moim przyjeździe do Japonii mistrz zapytał, który wzór życzę sobie mieć wytatuowany na brzuchu. Jeśli uważasz, że mam bogaty wybór wzorów, to wyobraź sobie, ile mistrz zebrał ich w ciągu czterdziestu lat pracy. Gdy pokazał mi swoją księgę, wskazałam ten sam wzór co ty. Przyjął mój wybór z całkowitym spokojem. Skinął głową i powiedział, że nazywa ten tatuaż śniadaniowym, ponieważ każde ze zwierząt albo zjadło inne, albo zostało przez nie zjedzone; każde siedzi w brzuchu innego. Nie dodał ani słowa więcej; stanęło na tym, że miałam otrzymać tatuaż, kiedy skończę praktykę. Studiowałam u mistrza przez cztery lata. Pod koniec wyjawił mi prawdziwą historię tatuażu i zapytał, czy chcę się go nauczyć i stać się jednym ze strażników. Przekazywał mi pałeczkę w tej sztafecie pokoleń, ponieważ jego życie dobiegało końca. Wtedy jednak o tym nie wiedziałam. – Anna Mae umilkła na moment. – To był ogromny zaszczyt. Ale najbardziej wzruszył mnie wyraz jego twarzy, kiedy mu oznajmiłam, zaraz po wykonaniu tatuażu, że nie interesują mnie inne możliwe żywoty. Że niczego nie pragnę bardziej, niż zostać tatuażystą takim jak on.

– Skąd wiedziałaś – odezwał się Patterson – że pojawię się tutaj dziś wieczorem? Jak się tu znalazłaś?

Uśmiechnęła się, kręcąc głową – nie twoja sprawa.

– Czy dlatego, że jesteś strażniczką, nie wolno ci o tym mówić?

Ponownie odpowiedziały mu uśmiech i milczenie.

– Nie byłaś ciekawa, Anno Mae? Nie kusiło cię, żeby zerknąć, jak sobie radzą w życiu inne jaźnie?

Wzruszyła od niechcenia jednym ramieniem.

– Po co szukać czegoś, co już znalazłeś? W moim przypadku to może być byle drobiazg, na przykład odpowiedni ołówek, albo najcenniejsza rzecz, jak życie.

Patterson poczuł nagle bolesny wstrząs rozpaczy. Słuchając historii Anny Mae, zdał sobie sprawę, że znajduje się na przeciwnym wobec niej końcu spektrum życiowego zadowolenia. W jego życiu nie było prawie niczego, co by kochał, lubił albo chciał na zawsze ocalić. Gdyby przetoczyło się przez nie jakieś potężne metafizyczne tornado, zrównując z ziemią wszelkie jego dokonania i osiągnięcia, nie bardzo by się tym przejął. Pamięć podsunęła mu obrazy smutnych ludzi, którzy wyszedłszy cało z huraganu albo trzęsienia ziemi, przetrząsają zgliszcza własnych domostw. Cieszą się, czasem są wręcz wdzięczni, gdy natkną się w rumowisku na rodzinne zdjęcie lub brudną pluszową zabawkę: mały symbol życia sprzed katastrofy.

Wziął głęboki oddech i powiedział:

– Decyduję się.

Udała, że bije mu brawo.

– Dobrze. No to co: wiesz już, jak się do tego zabrać.

– Zaczekaj! Mam jeszcze jedno pytanie: powiedzmy, że się przeniosę do drugiego i trzeciego życia, ale już po pierwszej… wycieczce dojdę do wniosku, że chcę wrócić tutaj i tutaj zostać. Czy będę mógł to zrobić?

– Nie ma problemu. Możesz zostać, gdzie chcesz i kiedy chcesz. Nie ma żadnych haczyków. To nie jest pakt z diabłem ani inną siłą nieczystą, która by chciała cię przechytrzyć czy doprowadzić do twojej zguby. Tu naprawdę nie o to chodzi, Grahamie. Wyobraź sobie, że wygrałeś los na dziwacznej i zarazem cudownej loterii, tyle że zamiast skreślić zwycięskie liczby, wybrałeś „śniadaniowy tatuaż”.

Wpatrzony w nią badawczo, Patterson uniósł rękę do lewego bicepsa. Już miał go dotknąć, ale jego dłoń zatrzymała się nad tatuażem.

– Ja nie… Nie wiem, gdzie mam się przenieść w pierwszej kolejności.

Wydęła wargi.

– Na twoim miejscu zaczęłabym od bezpieczniejszej opcji. Zamiast skakać na głęboką wodę, wejdź na płyciznę i wybadaj grunt. Kilka minut temu byłeś świadkiem uprowadzenia Grahama Numer Dwa przez nieznaną kobietę. Nie wiadomo, co się z nim stało. Ale można chyba założyć, że Graham-mąż Ruth nie wpakuje się w tego rodzaju tarapaty. – Urwała na moment, a zaraz potem otworzyła usta, jakby chcąc coś dodać, i znowu się zawahała. – Wiesz co, Grahamie? Do diabła ze strachem. Zamiast lękać się tajemnic życia, powinniśmy się na nie otwierać. To my dokonujemy wyboru. Niechętnie to przyznajemy, bo gdy sprawy idą źle, wymigujemy się od odpowiedzialności. Decyzja należy wyłącznie do ciebie, Grahamie. Moim zdaniem powinieneś wybrać życie, które w tej chwili najbardziej cię fascynuje.

Jej słowa zapaliły w jego duszy lont. Bez chwili wahania spojrzał Annie Mae Collins w oczy, dotknął tatuażu na lewym ramieniu i powiedział głośno: „Szyszka” oraz „Graham Numer Dwa”.

Nic się nie wydarzyło.

Tak dalece był podekscytowany możliwością przesiadki w dziwny, nieznany świat, że z początku nie mógł w to uwierzyć. Czyżby tatuażystka go oszukała? Wystrychnęła go na dudka, robiąc mu monstrualny żart? „Dałeś się złapać, frajerze!”

– Co jest grane? Dlaczego wciąż tu jestem?

– Bo powiedziałeś to niewłaściwie. Wystarczy słowo i liczba. Nie mów „Graham Numer Dwa”, tylko „Szyszka Dwa”. A jeśli zdecydujesz się osiąść gdzieś na stałe, powiedz „Szyszka Dwa tutaj”. Ot, i cała filozofia. Wypowiedzenie formuły „Szyszka Jeden” przywróci cię do obecnego życia. Spróbuj jeszcze raz.

– Szyszka Dwa.

Nie zdążył mrugnąć okiem ani wypuścić powietrza, a już siedział przy poharatanym plastikowym stole i patrzył na dwóch wyrostków. Gdy tylko ich poznał, osłupiał z wrażenia. Mimo lawiny zdarzeń, która na niego spadła, rozpoznał ich w mgnieniu oka, choć od czasu, kiedy widzieli się ostatni raz, minęło prawie trzydzieści lat.

Jeden z nastolatków był potwornie otyły. Nazywał się Romeo Mrvic, ale wszyscy wołali na niego „Gigant”. Drugi natomiast, Butch Harris, był najbardziej przerażającym osobnikiem, jakiego Patterson napotkał kiedykolwiek na swojej drodze. Co gorsza, był zabójczo przystojny, wręcz piękny, przez co jego postać budziła tym większą grozę. W Crane’s View w stanie Nowy Jork – gdzie Patterson się wychował – Butch i „Gigant” Romeo stanowili nierozłączną parę przyjaciół, która przez lata napędzała stracha wszystkim dzieciakom w mieście.

W czasie wolnym od konsumpcji Romeo twórczo rozwijał metody nękania tych, którzy trafili na jego czarną listę. Można było mu się narazić najbłahszym złamaniem jego reguł, nawet takim, o którym winowajca nie miał zielonego pojęcia – wystarczyło na przykład, że ustawił się przed Romeem w kolejce do kina. Świat według „Giganta” nie znał pojęcia sprawiedliwości ani przebaczenia. Kłopot w tym, że nastolatek był zbyt otyły, aby wprowadzić w czyn niektóre pomysły, wówczas jednak w sukurs przychodził mu przyjaciel. Butch Harris miał twarz filmowego gwiazdora, mózg iguany i sumienie psychopaty odurzonego LSD. Obydwu łączyła synergia doskonale złowieszcza i złowieszczo doskonała.

Młodzież z Crane’s View miała jednak szczęście: w wieku osiemnastu lat Butch Harris zaciągnął się do piechoty morskiej i zginął podczas I wojny w Zatoce Perskiej. Wyglądało na to, że ich psychiczna więź utrzymała się nawet wtedy, gdy obu rozdzieliły tysiące mil. Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy zginął Butch, Gigant Romeo, schodząc po schodach na stację kolejową Crane’s View, doznał udaru krwotocznego mózgu. Wyzionął ducha dziesięć stopni od podnóża schodów, na które jego olbrzymie cielsko – bulg, bulg, bulg – stoczyło się z miękkim chlupotem.

 

I oto chłopcy siedzieli teraz po drugiej stronie brudnego, porysowanego stołu – całkiem żywi i wpatrzeni chytrze w Pattersona. Widok tych znajomych duchów tak nim wstrząsnął, że dopiero po dłuższej chwili zorientował się, gdzie się znajdują.

Siedzieli w pizzerii „U Sala”, która za czasów Pattersona była punktem kontaktowym wszystkich dzieciaków z Crane’s View. Powietrze było przesycone mocnym, wspaniałym aromatem pieczonej pizzy, który głęboko zapadł mu w pamięć. Zerknął za ladę: nikogo tam nie było. Nie licząc ich trójki, pizzeria świeciła pustkami.

– Jeśli chcesz wiedzieć, wszyscy jesteśmy trupami – odezwał się miłym głosem Romeo.

– Dlaczego?

– Co dlaczego? – wymamrotał Butch, ściągając brwi.

– Dlaczego jestem trupem? Rozumiem, że wy jesteście martwi, ale czemu ja?

Butch wzruszył obojętnie ramionami, nie mając ochoty na wyjaśnienia, w związku z czym honory domu pełnił Romeo.

– Chodzi o furgonetkę, która cię porwała. Pięć minut temu ta głupia suka, która siedziała za kółkiem, wtarabaniła się na otwarty przejazd kolejowy tuż przed…

– Jak pech, to pech. – Harris zachichotał i pomachał Pattersonowi ręką na do widzenia.

Romeo skinął głową.

– Trzeba cię będzie wyciągać z wraku odkurzaczem i pincetą.

Mimo dziwaczności i absurdalności całej sytuacji Patterson pokręcił głową i jęknął z niesmakiem i złością:

– A niech to, więc tak ma wyglądać moje życie numer dwa? Uprowadzony u szczytu sławy i rozwałkowany przez pociąg jak naleśnik? – Spowił go gęsty, trujący smog irytacji, przez który po chwili przebiła się jedna myśl: tatuaż. Trzy wizyty w trzech różnych życiach, z których mógł wybrać to najlepsze. Ponieważ wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że Irokez odszedł do krainy wiecznych łowów, czas przenieść się do innej osi czasu.

Zbliżył dłoń do tatuażu.

– Stój! – krzyknął Romeo. – Ty dokąd?! Nie słyszałeś jeszcze najlepszego. Nie ruszaj się, dopóki nie opowiem ci całej historii.

Czy to podstęp? Czy grubas próbuje opóźnić jego odejście, szykując mu jakąś mroczną niespodziankę?

Patterson skrzyżował ręce na piersi.

– Słucham, ale streszczajcie się.

– Nie dziwi cię nasza obecność w tym miejscu? – Romeo wymierzył grubym kciukiem najpierw w Butcha, a potem w siebie.

Patterson nie odpowiedział.

– Witaj w Zaświatach.

Milczenie.

– Kiedy ktoś umrze, wita go w znajomym miejscu znajomy człowiek, żeby po śmierci nie zbzikował ze strachu.

Patterson pokręcił głową.

– Nie byliście moimi znajomymi. Byliście potworami. Bałem się was. Wszystkie dzieciaki z Crane’s View trzęsły się przed wami!

Romeo oparł głowę na dłoniach wielkości bochenków żytniego chleba.

– Nieważne. Biorę to za komplement. W każdym razie kazano nam się tu po ciebie zjawić, więc jesteśmy. Dlaczego? Bo nas znasz i pamiętasz pizzerię „U Sala”. Hej, my tu gadu-gadu, a pizza stygnie. Poczęstuj się. Pamiętasz, jaka była dobra? Boże, pizza hawajska z plasterkiem słodkiego ananasa… Chcesz kawałek?

– Nie. Pizza hawajska to ohydztwo. Do rzeczy, Romeo. – Patterson znowu uniósł rękę nad tatuażem, w razie gdyby Mrvic zaczął grać na zwłokę.

– Czeka cię reinkarnacja, Grahamie. W tej wersji życia, którą masz. Nie jesteś ciekawy, gdzie wylądujesz w następnym wcieleniu? Masz szansę. Jeśli zostaniesz odrobinę dłużej, dowiesz się, kim będziesz. Kto wie, może będziesz żył jak król?

– Czemu wy nie weszliście w nowe ciała?

Czemu? – ożywił się podminowany raptem Butch. – Bo podobno jesteśmy cholernymi nieudacznikami i mamy tu robić za komitet powitalny tak długo, jak nam każą. Wydaje ci się, że bawi mnie oprowadzanie po tym świecie takich zgniłków jak ty, Patterson? Gdybyś żył, nie dałbym ci powąchać mojego gówna…

– Uspokój się, Butch. – Romeo pogroził mu ostrzegawczo palcem. – Już raz chlapnąłeś jęzorem, przypomnij sobie, jakie były tego skutki…

Piękne oczy Harrisa rozwarły się ze strachu. Rozejrzał się prędko na boki, sprawdzając, czy przypadkiem nie zbliża się do niego jakiś koszmar. Nie było wątpliwości, że skutki poprzedniego chlapnięcia jęzorem mocno wryły mu się w pamięć.

Romeo skupił uwagę z powrotem na Pattersonie.

– W porządku, Grahamie. Pozwól sobie przynajmniej wytłumaczyć, na czym polega reinkarnacja. To potrwa tylko chwilę. Może uznasz, że warto tu zostać i sprawdzić, dokąd się stąd przeniesiesz.

Romeo zaczął mówić. Nie minęło więcej niż kilka sekund, gdy Patterson potrząsnął gwałtownie głową, jakby ktoś palnął go prosto w nos.

– To są piramidalne bzdury! Nie wierzę w ani jedno twoje słowo, Mrvic.

W odpowiedzi „Gigant” podniósł pulchną rękę i machnął ospale nadgarstkiem.

– No to patrz!

Po czym wykazał naocznie, że wszystko, co powiedział Pattersonowi o reinkarnacji, jest absolutną prawdą.

James Arthur zmarszczył czoło.

– Bardzo przepraszam, ale czy mogłaby to pani powtórzyć?

Ruth Murphy wzięła łyk herbaty, która zdążyła już wystygnąć, i odchrząknęła.

– Miłość i narzędzia łączy jedna wspólna cecha: każde ręce potrafią się nimi posłużyć. Ale do stworzenia piękna potrzeba rąk artysty. Grahamowi kiepsko szło w miłości, ale dzięki swojemu narzędziu, czyli aparatowi fotograficznemu, stworzył wiele piękna.

Biograf szybko notował jej słowa w turkusowym bullet journalu, opierając notes na kolanach. Z filiżanką w dłoni Ruth wyciągnęła szyję i zerknęła na jego zapiski. Wyglądały jak ciąg niedających się odcyfrować bazgrołów.

– Czy to po angielsku? Nie mogę niczego odczytać.

Uśmiechnął się.

– To rodzaj stenografii. Pozwala mi dokładnie zanotować niemal całą wypowiedź, a nie tylko skróconą treść.

Skinęła głową i odchyliła się na oparcie.

– Czy widział pan zdjęcie Grahama pod tytułem Stenografia?

– Tak, pani Murphy. Jestem w zasadzie pewien, że widziałem wszystkie fotografie Grahama Pattersona. Ściślej mówiąc, wszystkie te, które udostępniono publiczności. Chodzą słuchy, że jest kilka jego prac, których nie ujawniono publicznie.

Pochłonięty pisaniem Arthur nie zauważył miny, która wypełzła na twarz staruszki, dopóki nie podniósł wzroku. Szelmowski, konspiracyjny wyraz jej twarzy mówił wszystko. Natychmiast zorientował się, że Ruth Murphy nie żartuje, i odłożył pióro na stół.

– Widziała je pani – stwierdził. – Widziała pani te zaginione fotografie, czy tak?

– W pewnym sensie – przyznała.

– Wielki Boże! Kiedy? Gdzie?

Cyna, Starszy jaskiniowiec, Gigant Romeo, Wiążąc wodę w supeł i Szyszka.

Arthur pokręcił głową, dając do zrozumienia, że nie pojmuje.

– Tak się nazywają. Fotografie, których nikt nie widział. Jest ich zaledwie pięć. Inne albo znikły, albo zostały przez niego zniszczone.

– Czy byłaby pani uprzejma powtórzyć ich tytuły?

Zapisał je w notatniku. Wahał się przed powtórzeniem pytania, które już zadał, ale musiał mieć całkowitą pewność.

– Pani widziała je na własne oczy?

– W pewnym sensie.

– Wszystkie pięć?

– Tak, panie Arthur.

– Gdzie to było? Czy Patterson je pani pokazał?

– Nie. Od momentu rozstania nie widziałam Grahama. Po latach chciał się ze mną zobaczyć, ale odmówiłam. Postawiłam na nas krzyżyk. Bardzo mnie kiedyś skrzywdził… wiedziałam, że takie spotkanie, nawet po wielu latach, to zwykłe rozdrapywanie ran. W ostatnim liście, jaki do niego napisałam, ujęłam to tak: „Nie możesz mnie ponownie mieć. Nie zasługujesz na nas”.

– Wobec tego… hmm, gdzie pani widziała te fotografie?

Ruth Murphy uniosła głowę i zamknęła oczy. Siedziała tak, milcząca i nieporuszona, przez dłuższy czas, aż Arthur zaczął się niepokoić. Czyżby staruszce coś się stało? Atak serca? Udar mózgu? Nagły zgon? Była nieruchoma jak posąg.