Pod sztandarem niebaTekst

Z serii: Amerykańska
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

W Serii Amerykańskiej ukaże się m.in.:

Kim Gordon Dziewczyna z zespołu

Już w księgarniach:

Patti Smith Poniedziałkowe dzieci

Jack Kerouac Allen Ginsberg Listy

Magdalena Rittenhouse Nowy Jork. Od Mannahatty do Ground Zero

Geert Mak Śladami Steinbecka. W poszukiwaniu Ameryki

Johnny Cash Cash. Autobiografia

Allen Ginsberg Listy

Bob Dylan Kroniki. Tom pierwszy

William S. Burroughs Jack Kerouac A hipopotamy żywcem się ugotowały

Lawrence Wright Droga do wyzwolenia.

Scjentologia, Hollywood i pułapki wiary

Charlie LeDuff Detroit. Sekcja zwłok Ameryki

S. C. Gwynne Imperium księżyca w pełni. Wzlot i upadek Komanczów

David Ritz Respect. Życie Arethy Franklin

Alysia Abbott Tęczowe San Francisco. Wspomnienia o moim ojcu

JON KRAKAUER

POD SZTANDAREM NIEBA

Wiara, która zabija

Przełożył Jan Dzierzgowski


Wszelkie powielanie lub wykorzystanie niniejszego pliku elektronicznego inne niż autoryzowane pobranie w zakresie własnego użytku stanowi naruszenie praw autorskich i podlega odpowiedzialności cywilnej oraz karnej.

Tytuł oryginału angielskiego Under the Banner of Heaven: A Story of Violent Faith

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Fotografia na okładce © by Loomis Dean / Time Life Pictures / Getty Images

Projekt typograficzny Robert Oleś / d2d.pl

Copyright © 2003, 2004 by Jon Krakauer

This translation published by arrangement with Doubleday, an imprint of The Knopf Doubleday Publishing Group, division of Random House LLC

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarne, 2016

Copyright © for the Polish translation by Jan Dzierzgowski, 2016

Copyright © for the Mormon Country map by Katsura & Co.

Copyright © for the other maps by Jeffrey L. Ward

Redakcja Wojciech Górnaś / redaktornia.com

Korekta Iwona Łaskawiec / d2d.pl, Gabriela Niemiec / d2d.pl

Redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Skład Małgorzata Poździk / d2d.pl

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8049-250-9

SPIS TREŚCI

Seria

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Dedykacja

Motto

Wstęp

Część I

1 Miasto świętych

2 Short Creek

3 Bountiful

4 Elizabeth i Ruby

5 Drugie wielkie przebudzenie

6 Kumorah

7 Spokojny cichy głos

8 Czyniący pokój

Część II

9 Haun’s Mill

10 Nauvoo

11 Przykazanie

12 Carthage

13 Bracia Lafferty

14 Brenda

15 Jeden potężny i silny

16 Usunięcie

Część III

17 Exodus

18 Albowiem nie wystarczy woda

19 Kozły ofiarne

20 Pod sztandarem nieba

Część IV

21 Evangeline

22 Reno

23 Sąd w Provo

24 Wielki i straszny Dzień Pański

25 Amerykańska religia

26 Góra Canaan

Posłowie

Dodatek do drugiego wydania

Podziękowania

Przypisy końcowe

Bibliografia

Przypisy

Kolofon

Dla Lindy

Wierzymy w uczciwość, moralność i czystość, lecz gdy wprowadzane są tyrańskie prawa, gdy zabrania się nam praktykowania naszej wiary, nie możemy stać z założonymi rękoma. Bóg jest potężniejszy niż Stany Zjednoczone. Gdy więc rząd wchodzi w konflikt z niebem, my zbieramy się pod sztandarem nieba przeciwko rządowi. […] Bóg przykazał nam, abyśmy praktykowali poligamię, i Stany Zjednoczone nie mogą tego zakazać. Żaden kraj ani nawet wszystkie kraje pospołu nie zabronią nam wielożeństwa. […] Sprzeciwiam się Stanom Zjednoczonym, posłuszny będę tylko Bogu.

John Taylor, prezydent i prorok Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, 4 stycznia 1880 roku

Żaden inny zachodni kraj nie jest tak bardzo przesiąknięty religią jak Ameryka. Dziewięć na dziesięć osób kocha tu Boga, a Bóg kocha ich. Trzeba o tym pamiętać, gdyż w przeciwnym razie nie zrozumiemy samego społeczeństwa nieustannie wyczekującego nadchodzącej apokalipsy.

Harold Bloom, The American Religion

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

WSTĘP

W hrabstwie Utah prawie wszyscy słyszeli o braciach Lafferty, oczywiście głównie za sprawą koszmarnych morderstw, niemniej jeszcze zanim zginęły Brenda i Erica, nazwisko to było znane w okolicy. Watson Lafferty, ojciec rodziny, był kręgarzem i prowadził prosperującą przychodnię w swoim domu w starej dzielnicy miasta Provo. Wraz z żoną Claudine dochowali się sześciu synów i dwóch córek, którym wpoili surową etykę pracy oraz wierność Kościołowi mormonów. Całą rodzinę szanowano za przedsiębiorczość i nieposzlakowaną uczciwość.

Allen, najmłodszy z rodzeństwa, ma teraz na karku czterdziestkę i pracuje jako układacz kafelków; zresztą parał się tym już jako nastolatek. W lecie 1984 roku mieszkał ze swoją dwudziestoczteroletnią żoną i małą córeczką w American Fork, sennym, zamożnym miasteczku, rozciągniętym wzdłuż szosy z Provo do Salt Lake City. Jego żona Brenda była niegdyś królową piękności, znaną w miasteczku z czasów, kiedy prowadziła program informacyjny na kanale 11, czyli w lokalnym oddziale stacji PBS. Co prawda zrezygnowała z kariery w mediach, by poślubić Allena i założyć rodzinę, ale nie straciła ani trochę wigoru, dzięki któremu podbiła serca widzów. Jej ciepło i otwartość zapadły wielu osobom w pamięć.

Rankiem 24 lipca 1984 roku, jeszcze przed wschodem słońca, Allen zamknął za sobą drzwi bliźniaka, w którym mieszkali, i pojechał do pracy na budowie na wschód od Ogden, sto trzydzieści kilometrów szosą międzystanową. Podczas przerwy na lunch zadzwonił do Brendy. Rozmawiali przez minutę, potem Brenda przekazała słuchawkę piętnastomiesięcznej córeczce Erice. Erica pogaworzyła, Brenda powiedziała mężowi, że wszystko jest w porządku. Pożegnali się.

 

Allen wrócił do domu około dwudziestej, zmęczony po długim dniu. Ku jego zaskoczeniu frontowe drzwi były zamknięte, co prawie nigdy się nie zdarzało. Otworzył je kluczem i – kolejne zaskoczenie – w salonie zastał włączony telewizor, hałasujący na cały regulator. Leciała akurat transmisja meczu baseballowego, choć Brenda nie przepadała za baseballem. Allen wyłączył telewizor i w mieszkaniu zapanowała nienaturalna cisza. Pomyślał, że Brenda zabrała gdzieś dziecko i wyszła z domu. „Już miałem sprawdzić, czy nie ma ich u sąsiadów – tłumaczył później – kiedy spostrzeg­łem krew na włączniku światła przy drzwiach”. A potem zobaczył Brendę na podłodze w kuchni, leżącą w kałuży krwi.

Kilka razy zawołał jej imię. Klęknął obok i położył dłoń na jej ramieniu. „Ciało miała zimne. […] Na twarzy i w ogóle wszędzie była krew”. Chwycił telefon leżący na podłodze obok żony. Zdążył wybrać numer alarmowy, nim zorientował się, że nie ma sygnału – kabel wyrwano ze ściany. Pobiegł więc do sypialni, żeby sprawdzić, czy działa znajdujący się tam aparat. Po drodze zajrzał do pokoju dziecięcego i ujrzał Ericę, leżącą nieruchomo w łóżeczku w dziwnej pozycji. Miała na sobie tylko pieluszkę. Pieluszka i wszystkie kocyki były przesiąknięte krwią.

Telefon w głównej sypialni nie działał. Dopiero od sąsiadów Allenowi udało się wezwać pomoc. Opisał krwawą scenę dyspozytorowi policji, potem zadzwonił do swojej matki.

Czekając na przybycie mundurowych, Allen wrócił do mieszkania. „Klęknąłem koło Brendy i modliłem się. Potem, kiedy wstałem, rozejrzałem się nieco uważniej i zauważyłem, że musiała się tu rozegrać koszmarna szamotanina”. Krew była nie tylko w kuchni, ale i na ścianach w salonie, na podłodze, na drzwiach, na zasłonach. Allen nie miał wątpliwości, kto za to odpowiada. Domyślił się w tej samej sekundzie, kiedy ujrzał Brendę leżącą w kuchni.

Policjanci zabrali Allena na posterunek w American Fork i przesłuchiwali go całą noc. Początkowo sądzili, że to on zabił Brendę i Ericę – mordercą przecież często okazuje się mąż. W końcu jednak Allen przekonał ich, że głównym podejrzanym jest najstarszy z piątki jego braci: Ron Lafferty. Tego lata Ron przez prawie trzy miesiące podróżował po zachodzie Stanów Zjednoczonych razem z drugim bratem, Danem; niedawno wrócił jednak do hrabstwa Utah. Do wszystkich służb rozesłano komunikat o poszukiwanym samochodzie – bladozielonym chevrolecie impala kombi, rocznik 1974, z tablicami stanu Utah.

Zabójstwa nosiły znamiona mordu rytualnego i przyciągnęły uwagę mediów oraz opinii publicznej. Następnego dnia sprawa stała się głównym tematem wiadomości w całym stanie. W czwartek 26 lipca na pierwszej stronie „Salt Lake Tribune” ukazał się niniejszy artykuł:

TRWAJĄ ZAKROJONE NA WIELKĄ SKALĘ POSZUKIWANIA PODEJRZANYCH O MORDERSTWO W AMERICAN FORK

Mike Gorrell, Ann Shields, korespondentka „Tribune”

AMERICAN FORK. Służby policyjne w Utah i sąsiednich stanach od środy szukają byłego członka rady miejskiej w Highland w hrabstwie Utah, fundamentalisty religijnego, podejrzewanego o zamordowanie we wtorek szwagierki i jej piętnastomiesięcznego dziecka.

Ronald Watson Lafferty, 42 lata, adres nieznany, jest oskarżany o zabicie z premedytacją Brendy Wright Lafferty, 24 lata, oraz jej córki Eriki Lane […].

Policja z American Fork jak dotąd nie ustaliła motywu zbrodni i odmawia komentarzy na temat pogłosek, jakoby sprawca, ekskomunikowany członek Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, był powiązany z fundamentalistycznymi sektami religijnymi praktykującymi poligamię oraz jakoby fakt ten miał związek z morderstwami […].

Sąsiedzi ofiar wyrazili niedowierzanie, że „coś podobnego” mog­ło wydarzyć się w ich okolicy.

„Każdy jest w szoku, że w American Fork, w porządnym mieście, doszło do czegoś takiego. Ludzie mówią, że dotąd nie zamykali drzwi na klucz, ale od tej pory będą ostrożniejsi”, powiedział jeden z mieszkańców, choć zastrzegł, by nie ujawniać jego nazwiska.

Ken Beck, biskup lokalnej jednostki LDS[1], do której uczęszczali Allen i Brenda Lafferty, nazwał ich „zwykłą, sympatyczną parą”, zaangażowaną w sprawy kościelne.

Pod spodem, również na stronie tytułowej, widniał następujący tekst:

Podejrzany „bardzo się zmienił”, relacjonują sąsiedzi

Korespondencja specjalna dla „Tribune”

AMERICAN FORK. Człowiek stanowczy i zasadniczy, niegdyś aktywny mormon i konserwatywny republikanin, później ekskomunikowany fundamentalista – tak sąsiedzi zapamiętali Ronalda Watsona Lafferty’ego. […]

Lafferty był członkiem pierwszej rady Highland, odkąd w 1977 roku ta położona na północy hrabstwa Utah miejscowość uzyskała prawa miejskie. Przeprowadził skuteczną kampanię na rzecz zakazu sprzedaży piwa w jedynym lokalnym sklepie spożywczym – podróżni udający się do American Fork Canyon nadal nie mogą nabyć tam alkoholu.

„Pamiętam go sprzed dwóch lat, taki zwykły Amerykanin, zawsze schludnie ubrany, nawet rano, zaraz po wydojeniu krowy”, wspomina sąsiad zajmujący obecnie wraz z rodziną działkę, na której mieszkał Lafferty, i hodujący tam konie, kozy i kury.

W zeszłym roku Lafferty rozwiódł się po wielu latach małżeństwa. Diana Lafferty, nazywana przez wielu „podporą tutejszej mormońskiej wspólnoty”, krótko po Bożym Narodzeniu wyprowadziła się wraz z szóstką dzieci i wyjechała z Utah. Od tej pory Lafferty’ego nie widziano w okolicy.

Sąsiedzi mówią, że rozwód był skutkiem różnic zdań w kwestiach religii i polityki.

„On mówił, że zamierza walczyć o sprawiedliwość, bez względu na konsekwencje”, wspomina sąsiad.

Zdaniem przyjaciół Lafferty zmienił przekonania polityczne – albo też przeszedł ewolucję i przeistoczył się z konserwatywnego republikanina w fundamentalistę. Zaczął wierzyć w konieczność powrotu do „słusznych praw”, w ścisły konstytucjonalizm oraz absolutny prymat „prawa boskiego”.

„Powtarzał, że trzeba ocalić konstytucję i kraj”, mówi wielo­letni przyjaciel Lafferty’ego. „Stało się to dla niego religijną obsesją”.

Detektywi przesłuchali całe rodzeństwo Allena, do którego zdołali dotrzeć, oraz jego matkę i licznych przyjaciół. Na pierwszej stronie sobotniego wydania dziennik ujawniał, że policja ma już hipotezę na temat motywu stojącego za brutalną zbrodnią.

CZY DWA MORDERSTWA TO SKUTEK RELIGIJNEGO OBJAWIENIA? TRZY OSOBY OSKARŻANE O ZABICIE MATKI I NIEMOWLĘCIA

Ann Shields, korespondentka „Tribune”

AMERICAN FORK. Dwóm mężczyznom postawiono w piątek zarzuty zabójstwa pierwszego stopnia w związku z zamordowaniem 24 lipca w American Fork kobiety oraz jej piętnastomiesięcznej córeczki. Policja ujawnia, że morderstwa mogły być następstwem religijnego „objawienia”.

Podejrzani to Dan Lafferty, wiek nieznany, zamieszkały w Salem, ubiegający się wcześniej o stanowisko szeryfa w hrabstwie Utah i szwagier ofiary, oraz Richard M. Knapp, lat 24, wcześniej zamieszkały w Wichita w stanie Kansas.

Brat Dana Lafferty’ego, Ronald Lafferty, lat 42, zamieszkały w Highland w hrabstwie Utah, usłyszał w środę zarzut podwójnego morderstwa pierwszego stopnia. […]

Komendant miejscowej policji Randy Johnson […] ujawnił w piątek, że śledztwo wykazało, iż „Ron mógł doznać objawienia, w którym Bóg nakazał popełnić mu tę zbrodnię. Jeśli spisane objawienie rzeczywiście istnieje, stanowi kluczowy dowód w sprawie”. Johnson zaapelował, by osoby mające informacje na temat tego dokumentu skontaktowały się z policją w American Fork lub z FBI. […]

Zdaniem Johnsona poszukiwani są najprawdopodobniej uzbrojeni i niebezpieczni. W razie prób zatrzymania przez funkcjonariuszy służb policyjnych mogą stawiać opór. […]

Sąsiedzi i znajomi podejrzanych uważają, że Ron Lafferty miał powiązania z fundamentalistyczną sektą religijną, być może poligamiczną, co pozwala spekulować, że morderstwa stanowiły rezultat rodzinnego konfliktu na tle religijnym.

30 lipca zdezelowany chevrolet impala należący do Rona został zauważony w Cheyenne w stanie Wyoming. Stał zaparkowany na podjeździe przed jednym z domów. Policjanci weszli do budynku i co prawda nie znaleźli tam braci Lafferty, ale zatrzymali Richarda „Ricky’ego” Knappa i Chipa Carnesa, dwóch włóczęgów, którzy tego lata podróżowali razem z Danem i Ronem. Informacje uzyskane od Knappa i Carnesa zaprowadziły śledczych do Reno w Nevadzie, gdzie 7 sierpnia w kasynie Circus Circus aresztowano poszukiwanych braci.

Oczekując na rozpoczęcie procesu, Dan i Ron zaczęli prowadzić zza krat mało przekonującą kampanię medialną: zapewniali opinię publiczną o swojej niewinności. Ron twierdził, że zarzuty zostały sfabrykowane, a Kościół mormoński, który „kontroluje cały stan Utah”, nie dopuści do uczciwego procesu. Przyznał, że uważa „wielożeństwo” za słuszne i sprawiedliwe, nigdy go jednak nie praktykował ani nie należał do żadnej sekty poligamistów. Kocha natomiast Kościół mormoński, aczkolwiek – powtarzał – obecne kierownictwo LDS zbłądziło i porzuciło święte zasady, ­głoszone przez Josepha Smitha, pierwszego mormońskiego proroka.

Cztery dni później Dan Lafferty wystosował pisemne oświadczenie do mediów, według którego on i jego brat byli „niewinni wszelkich przestępstw, które się nam zarzuca”, natomiast „bliski jest czas, kiedy Bóg wskaże prawdziwych sprawców”.

29 grudnia, pięć dni przed planowanym rozpoczęciem procesu w Provo, porucznik Jerry Scott, naczelnik więzienia hrabstwa Utah, zabrał Dana z celi, by zadać mu kilka pytań. Kiedy Dan wrócił, znalazł starszego brata powieszonego na kołku na ręczniki. Ron był nieprzytomny i nie oddychał. Pętlę zrobił z T-shirtu.

– Nacisnąłem guzik interkomu i zawołałem, żeby zaraz tu przyszli – opowiada Dan. Natychmiast zjawił się porucznik Scott; nie wyczuł u Rona pulsu. On i jego dwaj zastępcy zaczęli masaż serca i sztuczne oddychanie. Bez skutku – gdy na miejsce przybyli ratownicy medyczni, więzień (jak wspomina Scott) „wydawał się martwy”.

Mimo że był pozbawiony tlenu przez mniej więcej kwadrans, ratownicy zdołali w końcu przywrócić akcję serca. Ron został podłączony do respiratora na oddziale intensywnej terapii w Utah Valley Regional Medical Center. Przez dwa dni był w śpiączce, potem odzyskał świadomość. Dan przypisuje to zdumiewające ozdrowienie boskiej interwencji. Bracia mieli pojawić się w sądzie razem, trzy dni później, ale sędzia J. Robert Bullock nakazał, by Dan sądzony był osobno, zgodnie z harmonogramem. Proces Rona odroczono do czasu jego powrotu do zdrowia i zakończenia pogłębionych badań psychiatrycznych, mających na celu ustalenie, czy nie doznał trwałych uszkodzeń mózgu.

Sąd przydzielił Danowi dwóch obrońców, on jednak uparł się, że sam będzie swoim adwokatem – obrońcom powierzył wyłącznie rolę doradczą. Proces trwał pięć dni. Po tym czasie ława przysięgłych udała się na naradę i dziewięć godzin później uznała, że Dan jest winny podwójnego morderstwa z premedytacją. Podczas następnego posiedzenia, na którym miała zapaść decyzja o wyroku, Dan doradził przysięgłym: „Na waszym miejscu domagałbym się kary śmierci”. Zadeklarował też, że nie będzie się od tego wyroku odwoływał.

– Sędzia spanikował, jak to usłyszał – mówi Dan. – Pomyślał, że najwyraźniej chcę umrzeć, więc przestrzegł przysięgłych, by nie głosowali za egzekucją wyłącznie z powodu mojego pragnienia śmierci. A tymczasem mnie po prostu zależało, żeby podjęli decyzję zgodnie ze swoimi sumieniami. Jeśli uważają, że zasługuję na najwyższy wymiar kary, niech to powiedzą i się nie przejmują ani nie czują winy. Skoro w imię Boże byłem gotów odebrać życie, to powinienem być też gotów swoje życie Bogu oddać. Jeśli Bóg pragnie mojej egzekucji, ja to zaakceptuję.

Przysięgli nie podjęli jednogłośnej decyzji: dziesięcioro opowiedziało się za karą śmierci, dwoje było przeciw. Zdaniem przewodniczącego ławy przysięgłych (który nie mógł pogodzić się z faktem, że Dan uniknął egzekucji) Dan zmanipulował jedną z ławniczek, „utrzymując z nią kontakt wzrokowy, uśmiechając się do niej i wykorzystując inne charyzmatyczne komunikaty niewerbalne oraz techniki psychoseksualnego uwodzenia”. Rzekomo z tego powodu kobieta zignorowała materiał dowodowy, a także instrukcje sędziego.

Dan zresztą mówi: „Trochę mnie rozczarowało, że nie zostałem stracony”.

Sędzia Bullock, ogłaszając wyrok, nie krył pogardy. „Skazany lekce sobie waży ludzkie prawa, którym zawdzięcza życie”, mówił. Obrzydzenie zaraz wzięło górę. „Jestem sędzią od dwunastu lat i nigdy nie orzekałem w sprawie zbrodni tak okrutnej, ohydnej i bezsensownej jak morderstwo Brendy i Eriki Lafferty. Nigdy też nie stanął przed moim obliczem podsądny, który okazałby równie mało skruchy”. Reprymenda ta wyszła z ust twardego i doświadczonego człowieka: w roku 1976 przewodniczył w słynnym, historycznym procesie Gary’ego Marka Gilmore’a, zabójcy dwóch młodych mormonów[2]. Następnie sędzia Bullock ogłosił, że ława przysięgłych nie podjęła decyzji o karze śmierci, po czym ponownie zwrócił się bezpośrednio do Dana. „Dopilnuję, żebyś każdą minutę życia spędził za kratami więzienia stanowego Utah”. Decyzją Bullocka Dan został skazany na podwójne dożywocie.

 

Proces Rona ruszył niecałe cztery miesiące później, w kwietniu 1985 roku, kiedy armia psychiatrów i psychologów uznała, że nie ma do tego przeciwwskazań. Obrońcy z urzędu chcieli zmienić kwalifikację czynu i przekonać sąd, że Ron jest chory psychicznie, Lafferty jednak kategorycznie zaprotestował. „To wyglądałoby na przyznanie się do winy” – oświadczył sędziemu Bullockowi. – Nie zamierzam tego robić”.

Ron został skazany za morderstwo pierwszego stopnia. Tym razem ława przysięgłych nie miała żadnych rozterek. Orzeczono karę śmierci: zastrzyk albo cztery kule w serce. Ron wybrał drugi wariant.

15 stycznia roku 1985, zaraz po ogłoszeniu wyroku Dan Lafferty został przewieziony do więzienia stanowego w Point of the Mountain nieopodal Draper. Funkcjonariusz służby więziennej obciął mu włosy i zgolił bokobrody. Minęło siedemnaście lat i przez ten czas Dan ani razu nie użył nożyczek ani brzytwy. Spięta gumkami bujna siwa broda sięga mu teraz prawie do pasa. Białe włosy kołyszą się za plecami, kontrastując z pomarańczowym więziennym kombinezonem. Dan skończył pięćdziesiąt cztery lata, w kącikach oczu ma zmarszczki, a jednak w jego wyglądzie dostrzega się coś chłopięcego. Skórę ma tak bladą, że niemal przezroczystą.

Kiepski tatuaż przedstawiający pajęczynę rozchodzi się od lewego łokcia Dana i oplata wewnętrzną stronę ręki. Nierówne linie w kolorze indygo przypominają kratownicę. Dan ma skute dłonie, a na stopach kajdany, przypięte do stalowego pierścienia w betonowej podłodze. Nosi tanie gumowe klapki. Jest człowiekiem solidnej postury i wesoło nazywa oddział o zaostrzonym rygorze swoim „klasztorem”.

Każdego ranka o szóstej trzydzieści sygnał pobudki biegnie przez więzienne korytarze. Potem następuje liczenie osadzonych. Drzwi do celi Dana pozostają zamknięte przez dwadzieścia godzin na dobę. Zresztą Dan mówi, że w celi spędza prawie cały czas.

– Wychodzę tylko po to, żeby wziąć prysznic albo wydawać jedzenie: pracuję w stołówce. Nie utrzymuję kontaktów z innymi. Jeśli jest taka możliwość, zostaję u siebie. Pełno tu dupków. Nakręcają się, przeżywają jakieś małe dramaty i kończy się tym, że musisz komuś przyjebać, a wtedy klawisze odbierają ci wszystkie przywileje. Ja mam za dużo do stracenia. Na ten moment jest mi całkiem wygodnie. Drugi gość w mojej celi jest w porządku, nie chcę go zamieniać.

„Gość z celi”, współwięzień, to Mark Hofmann, niegdyś gorliwy mormon, który stracił wiarę podczas pobytu na misji w Wielkiej Brytanii, ale po powrocie do Utah nadal udawał wzorowego członka Kościoła Jezusa Chrystusa. Niedługo później odkrył u siebie znakomity talent fałszerski i zaczął produkować lipne (i znakomicie wykonane) dokumenty historyczne, które następnie sprzedawał kolekcjonerom za duże pieniądze. W październiku 1985 roku, kiedy wyglądało, że ta nielegalna działalność niedługo wyjdzie na jaw, przeprowadził serię zamachów terrorystycznych z użyciem rurobomb, aby odwrócić uwagę śledczych. Zabił przy tym dwóch przypadkowych mormonów[3]. Wiele fałszywek Hofmanna miało na celu ośmieszenie Josepha Smitha oraz świętej historii Kościoła Jezusa Chrystusa. Kościół, przekonany o ich autentyczności, kupił od Hofmanna ponad czterysta dokumentów po to, by ukryć je przed opinią publiczną.

Mimo że obecnie Hofmann otwarcie deklaruje swoją pogardę dla religii (a zwłaszcza mormonizmu), nie wpływa to na jego przyjaźń z Danem Laffertym, który z dumą przedstawia się jako żarliwy wyznawca.

– Towarzysz z celi nie podziela moich wierzeń – przyznaje Dan. – Ale nasze serca i tak łączy wyjątkowa braterska więź.

Przed wyrokiem i przez pierwsze dziesięć lat odsiadki Dan utrzymywał, że jest niewinny. Kiedy aresztowano go w Reno w sierpniu 1984 roku, powiedział policjantom: „Sądzicie, że popełniłem morderstwo – mylicie się”. Obecnie nadal nie przyznaje się do zbrodni, lecz, paradoksalnie, nie zaprzecza, że zabił Brendę i Ericę. Na pytanie, jak te dwa ewidentnie sprzeczne fakty mogą być równocześnie prawdziwe, odpowiada: „Postępowałem zgodnie z boską wolą, co nie może być przestępstwem”.

Rekonstrukcja wydarzeń z 24 lipca 1984 roku przychodzi Lafferty’emu bez trudu. Mówi, że wczesnym popołudniem wraz z Ronem i dwoma włóczęgami, z którymi podróżowali, Rickym Knappem i Chipem Carnesem, zajechali do American Fork, dwadzieścia minut drogi szosą międzystanową od więzienia, gdzie teraz przebywa, przed ceglany bliźniak Allena, swojego najmłodszego brata. Piętnastomiesięczna Erica stała w łóżeczku i uśmiechała się do Dana.

– Mówiłem do niej przez minutę – wspomina Lafferty. – Powiedziałem: „Nie jestem do końca pewien, o co chodzi, ale najwyraźniej Bóg pragnie, żebyś opuściła ten świat. Może jeszcze kiedyś o tym porozmawiamy”. – A potem zabił dziewczynkę dwudziestopięciocentymetrowym nożem do filetowania mięsa.

Następnie spokojnie przeszedł do kuchni i tym samym nożem zamordował matkę dziecka. Teraz, siedemnaście lat później, utrzymuje – nadzwyczaj przekonująco – że nigdy nie odczuwał żalu ani wstydu z powodu swojego czynu.

Dan, podobnie jak jego starszy brat Ron, był wychowywany na pobożnego mormona.

– Zawsze interesował mnie Bóg i Królestwo Boże – mówi. – Od małego nie istniał dla mnie ważniejszy temat. – Dan jest przekonany, że zabijał na rozkaz Boga. – Pan objawił Ronowi, że trzeba usunąć Brendę, Ericę i jeszcze parę osób. Mnie powierzył to zadanie. Cały czas czułem, jak gdyby ktoś łagodnie prowadził mnie za rękę. Czego Bóg pragnie, tak się stanie. Nie można obrażać Boga odmową wykonania Jego woli.

Zabójstwo Brendy i Eriki szokuje z wielu powodów, ale brak skruchy Dana Lafferty’ego robi szczególne wrażenie. Jak to możliwe, że człowiek z pozoru zdrowy psychicznie, nazywający się pobożnym chrześcijaninem, w okrutny sposób, a zarazem całkowicie beznamiętnie zabił niewinną kobietę oraz jej dziecko? Skąd brało się jego przekonanie, że zbrodnia jest usprawiedliwiona? Aby odpowiedzieć na te pytania, musimy zapuścić się w mroczne rejony serca i umysłu, gdzie rodzi się wiara w Boga – irracjonalny pogląd, który nieliczni fanatycy doprowadzają do skrajności.

Często ignoruje się lub neguje ciemne aspekty wiary. Nie istnieje chyba jednak potężniejsza od religii siła, która motywowałaby do zachowań okrutnych i nieludzkich (czy też, posługując się okreś­leniem z wokabularza wierzących, do czynienia zła). Kiedy pada hasło „przemoc na tle religijnym”, wielu Amerykanów odruchowo myśli o islamskim fundamentalizmie – fakt mało zaskakujący po atakach na Nowy Jork i Waszyngton z 11 września – ale najokrutniejszych zbrodni w imię Boże dopuszczali się ludzie wszystkich wyznań, odkąd tylko pojawiła się idea boskości. Mahomet nie jest jedynym prorokiem, którego słowa wykorzystywano do usprawiedliwiania barbarzyństwa: historia zna pełno chrześcijan, żydów, hinduistów, sikhów, buddystów, a nawet rodowitych Amerykanów, którzy w świętych księgach znaleźli wezwanie do mordowania niewinnych.

Przemocy na tle religijnym nie wymyślił Osama bin Laden i nie zniknie ona z jego śmiercią. W każdej epoce wielu jest fanatyków w rodzaju bin Ladena, Davida Koresha, Jima Jonesa, Shoko Asahary[4] lub Dana Lafferty’ego. Zresztą, fanatyzm znajduje różne wcielenia. Niezależnie od tego, o jakim rodzaju ludzkiej działalności mówimy, zawsze znajdzie się drobny ułamek osób skłonnych poświęcić się tej działalności z bezwzględnym oddaniem i obsesyjną pasją, aż do zatracenia, skłonnych poświęcić życie na doskonalenie talentu fortepianowego lub wspinaczkę na Mount Everest.

Ekstremista może kierować się motywacją zewnętrzną, czyli obietnicą ostatecznej nagrody – sławy, bogactwa, zbawienia – ale prawdziwej gratyfikacji dostarcza bodaj sama obsesja. Dotyczy to zarówno fanatyków religijnych, jak i pianistów czy himalaistów. Żarliwość pozwala fanatykowi znaleźć w życiu sens – a nawet nadmiar sensu. Traci się wówczas z oczu wszystko, co niejednoznaczne. Narcystyczna pewność siebie wypiera wszelkie wątpliwości. Serce zaczyna szybciej bić od rozkosznego gniewu, dla którego paliwem są grzechy i ułomności zwykłych śmiertelników, kalających świat tylko przez to, że w ogóle istnieją. Perspektywa coraz bardziej się zawęża, aż w końcu fanatyk zupełnie traci zmysł proporcji. Zupełny brak umiarkowania pozwala mu zaznać stanu podobnego do ekstazy.

Jednostki podatne na upajającą moc ekstremizmu zdarzają się we wszystkich grupach społecznych, na szczególne ryzyko narażeni są jednak ci, którzy zostali wychowani w wierze religijnej lub mają ku wierze skłonności. Wiara stanowi przeciwieństwo rozumu; wyrzeczenie się racjonalności to istota każdego doświadczenia duchowego. Kiedy zaś fanatyzm religijny zajmuje miejsce racjonalnego wnioskowania, przestają obowiązywać jakiekolwiek reguły. Wszystko może się wydarzyć. Naprawdę wszystko. Zdrowy rozsądek nie ma szans w starciu ze słowem Bożym – czego doskonałym przykładem są czyny Dana Lafferty’ego.

Książka ta ma za cel rzucić nieco światła na Dana i jemu podobnych. Choć nie jest to zadanie łatwe, podjąwszy się go, nie tylko lepiej poznamy korzenie przemocy, lecz także, co może nawet ważniejsze, dowiemy się więcej o naturze wiary.