Uważność dla wszystkichTekst

Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1 Okładka

2  Strona tytułowa

3  Strona redakcyjna Przedmowa

4  Uzdrowienie społeczeństwa obywatelskiego Uzdrowienie społeczeństwa obywatelskiego „O matko, właśnie przeczytałem wiadomości” Powtarzam sobie: wystrzegaj się zarozumialstwa W XXI wieku nie czas na politykę w starym stylu Lekcja wyniesiona z medycyny Poskramiająca moc rzeczy małych Uważność i demokracja Vietnam Meditation Blues – migawka z przeszłości, a może to teraźniejszość? I przyszłość? Fakty i akty „Nie wiem, co bym zrobił bez mojej praktyki!” Zawiesić rozproszenie Chwile ciszy Nadchodzą czasy uważności

5  Oddajmy się pięknu, które kochamy Wiedza czerpana z różnych źródeł sprawia, że stajemy się mądrzejsi Kwantowy skok ludzkości: karma spotyka dharmę Rozważania nad istotą przyrody i naszym w niej miejscem Rozwinięcie ukrytych wymiarów Odpowiednią dać rzeczy perspektywę Podziękowania Literatura Źródła cytatów O autorze

6  Przypisy końcowe

Tytuł oryginalny: Mindfulness for All: The Wisdom to Transform the World

Redakcja: Robert Sudół

Projekt okładki: Kav Studio Pola Rusiłowicz

Korekta: Anna Brzezińska, Beata Wójcik

Copyright © 2019 by Jon Kabat-Zinn, Ph.D.

The edition published by arrangement with Hachette Books, New York, New York, USA. All rights reserved.

Copyright © for the Polish translation by Roman Skrzypczak, 2021

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku.

Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Wydanie I

ISBN 978-83-8143-209-2


Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Dedykuję Myli,

Stelli, Asie i Toby’emu

Willowi i Teresie,

Naushon,

Serenie

pamięci Sally, Elvina,

Howiego i Roz

wszystkim, którym zależy

temu, co możliwe

temu, co jest, jakie jest

mądrości

jasności umysłu

łagodności

miłości

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Przedmowa

Uważność dla wszystkich!

To chyba szalony pomysł. Ale właściwie dlaczego? Zwłaszcza w tych czasach, gdy nasze jednostkowe i zbiorowe życie poddane jest ogromnej presji z wielu stron.

Podtytuł książki nie jest hiperbolą. W dalszej części tekstu mam nadzieję wykazać, że tytułowa mądrość to potencjał, który jest częścią nas wszystkich. Co więcej, można go pielęgnować na wiele różnych sposobów. W ciągu ponad czterdziestu ostatnich lat miałem przywilej obserwowania z bliska, jak ten potencjał zaczyna być dostrzegany i rozwija się w najprzeróżniejszych sferach życia. Dziś, choć wciąż w początkowym stadium rozwoju, mądrość uważności okrzepła i staje się niezbędna bardziej niż dotąd.

Ewolucyjne znaczenie świadomości medytacyjnej

Jeśli chcemy lepiej zrozumieć samych siebie i w większym stopniu zasłużyć na nazwę nadaną naszemu gatunkowi1, jeśli chcemy uratować się przed samozagładą lub dystopijnym koszmarem przekraczającym największe zbrodnie, które już mamy na sumieniu, musimy zdobyć się na nową odpowiedzialność za własne czyny, za stan umysłu, za ludzką społeczność i za planetę. W przeciwnym wypadku, sądząc po tym, przez co przeszliśmy w przeszłości, nasze działania i zaniedbania mogą sprawić, że stworzymy świat tak niezdrowy i skażony, że mało kto będzie chciał w nim żyć. Te słowa to i tak dobry kandydat na niedomówienie tysiąclecia, albowiem widoczny gołym okiem wszechogarniający kryzys, w którym pogrąża się ludzkość, przybiera coraz bardziej drastyczną postać.

Zatem uważność dla wszystkich, pogłębianie mądrości w naszych działaniach oraz większa troska o nasz świat to nie jest zwykła moda czy pobożne życzenie. Takie podejście okazać się może kluczowym składnikiem naszej krótko- i długofalowej strategii przetrwania, ochrony zdrowia oraz troski o stabilny rozwój ludzkości. Aby jednak sprostać ogromowi takiego wyzwania, uważność, o której mowa, musi być ze wszech miar autentyczna oraz zakorzeniona w ogólnoludzkiej tradycji dharmy, kultywującej mądrość i współczucie2. Co do mnie, kiedy sięgam po pojęcie uważności, mam na myśli pewien rodzaj postrzegania oraz sposób na życie o długiej tradycji. Obecnie uważność bardzo dynamicznie się rozwija, wkraczając w najprzeróżniejszy sposób do głównego nurtu życia wielu środowisk i kultur. W zakresie wartości podejście, za którym się opowiadam, musi się opierać – i opiera – na etycznej i altruistycznej mądrości stojącej na jego straży, zakorzenionej w ciele i aktywnie stosowanej oraz na takim samym działaniu. Uważność można rozumieć jako jeden ze składników tradycji ludzkiej mądrości. Jej zasady w najbardziej klarowny sposób sformułował buddyzm, jej istota ma jednak uniwersalny charakter i znalazła różnoraki wyraz we wszystkich kulturach i tradycjach.

Uważam, że coraz popularniejsza praktyka medytacji uważności oraz jej świadome stosowanie w codziennym życiu mogą stworzyć podstawy autentycznej pomyślności, pokoju oraz jasności widzenia w życiu wszystkich ludzi oraz kultur pod każdą szerokością geograficzną. Uważność ma coś do zaoferowania zarówno każdemu z nas indywidualnie, jak i całej globalnej wspólnocie. Sądzę, że na tym wyjątkowym etapie naszego rozwoju, gdy zrozumieliśmy, jak mimo wszystko krucha jest nasza planeta, potrzeba realnego sięgnięcia po przeobrażający potencjał uważności nie ulega kwestii.

Uważność zaczyna wywierać coraz większy wpływ na główny nurt kultury. Historyk Yuval Noah Harari w swojej książce 21 lekcji na XXI wiek poświęcił uważności cały rozdział. Przyznaje się w nim, że medytuje codziennie, odkąd wziął udział w dziesięciodniowym odosobnieniu w roku 2000, ponadto raz w roku spędza miesiąc lub dwa na intensywnym odosobnieniu w ciszy (bez dostępu do książek i mediów społecznościowych)3. To wyznanie bardzo wiele mówi o jego autorze. Po napisaniu dwóch niezwykle popularnych, inspirujących i wnikliwych książek, opisujących historię ludzkiej kondycji oraz wyzwania stojące przed nami w najbliższej przyszłości – niektóre są dość przerażające – w najnowszym dziele, również bestsellerze, Harari opracował dla nas dwadzieścia jeden kluczowych lekcji. Autor bardzo umiejętnie łączy wiele wątków, by wskazać ogromne problemy stojące przed ludzkością. Z tym większym zaintrygowaniem oraz satysfakcją dowiedziałem się, że podjął bardzo rygorystyczną praktykę uważności i postrzega ją za co prawda niespodziewane, ale być może kluczowe narzędzie w naszym starciu z nowymi wyzwaniami pojawiającymi się w dziedzinie techniki cyfrowej oraz biotechnologii.

Dziewiątego września 2018 roku „Sunday New York Times Book Review” opublikował recenzję 21 lekcji na XXI wiek autorstwa Billa Gatesa pod wymownym tytułem Thinking Big4, kimże bowiem w swych historycznych badaniach jest Harari, jeśli nie niezwykle głębokim, kreatywnym myślicielem oraz autorem porywających syntez? Gates pisał:

Co zdaniem Harariego powinniśmy z tym wszystkim zrobić? (z tym wszystkim, czyli z ogromnymi wyzwaniami, przed którymi ludzkość obecnie stoi). W tekście znajdujemy trochę praktycznych wskazówek, w tym trzypunktową strategię zwalczania terroryzmu oraz kilka pomysłów na radzenie sobie z fake newsami. Jednak jego najważniejsza idea sprowadza się do tego: medytujcie. Oczywiście Harari nie sugeruje, że problemy świata znikną, jeśli dostateczna liczba osób zacznie siedzieć w pozycji lotosu i recytować „om”. Upiera się jednak przy tym, że życie w XXI wieku wymaga uważności – głębszego poznania własnej natury oraz zrozumienia, jak sami przyczyniamy się w swoim życiu do cierpienia. To łatwy cel kpin, ja jednak, mając za sobą kurs uważności i medytacji, uważam takie podejście za bardzo interesujące.

 

To dość niezwykłe stwierdzenie, zwłaszcza że jego autorem jest Bill Gates. Najwyraźniej wyrobił on sobie zdanie na temat potencjału uważności z wykorzystaniem osobistego doświadczenia.

* * *

Gdybym miał pokusić się o przedstawienie podstawowego przesłania tej książki, powiedziałbym, że zanim staniemy w obliczu opisywanych przez Harariego wyzwań związanych ze sztuczną inteligencją, inteligentnymi robotami i perspektywą pojawienia się człowieka „ulepszonego” cyfrowo, jeśli nie również biologicznie, zanim zrezygnujemy z człowieczeństwa, powinniśmy gruntownie zbadać, co znaczy w pełni być człowiekiem, człowiekiem bardziej świadomym, bardziej zadomowionym we własnym ciele. To jest prawdziwy zamysł leżący u podłoża mojej książki oraz wszystkich pozostałych tomów cyklu Coming to Our Senses. Dla Czytelnika oznacza to jednak potrzebę bardzo osobistego zaangażowania w postaci wzięcia odpowiedzialności nie tylko za siebie, lecz również za świat. Przed każdym z nas, właśnie tutaj, właśnie teraz, stoi zadanie w wymiarze zewnętrznym i wewnętrznym polegające na podjęciu regularnego ćwiczenia uważności jako praktyki medytacyjnej oraz jako sposobu na życie. Bez tego nie uda nam się zrozumieć wielowymiarowości naszej natury oraz całego bogactwa jej ukrytych możliwości. Nie będziemy też umieli tych możliwości wykorzystać.

Elementy uniwersalnej dharmy uważności – opartej na medytacji – do której się odwołuję, są obecne w każdej kulturze, dlatego uważność z natury sprzyja otwartości, przezwycięża bariery komunikacyjne oraz wzmacnia poczucie wspólnego celu. Nie ma czegoś takiego jak jedyny słuszny sposób jej uprawiania czy katechizm wierzeń, które należy przyjąć. Co więcej, ta coraz powszechniej znana tradycja mądrości nadal rozwija się poprzez naszą praktykę, dokonywane wybory oraz sposób, w jaki podchodzimy do życiowych wyzwań i możliwości. Odzwierciedla to, co zawsze było w nas najgłębsze i najlepsze, zarówno w naszej odmienności, jak i w tym, co nas łączy.

Jak zaprzyjaźnić się z własnym ciałem i umysłem: uniwersalna praktyka medytacyjna

Oczywiście mądrość, o której tu mowa, wymaga zakorzenienia w pewnym sposobie rozwoju, a więc trwałej, wzmacniającej oraz pogłębiającej praktyki. Uważność przestaje być uważnością, jeśli nie jest się częścią życia. To natomiast oznacza, że sami musimy ją ucieleśniać. Ci z nas, którzy wkroczyli na tę ścieżkę, robią to najlepiej, jak potrafią, ze świadomością, że nie jest to ideał, lecz ciągle rozwijający się sposób na życie.

Dlaczego?

Ponieważ uważność nie jest fajnym pomysłem, miłą filozofią, systemem przekonań czy katechizmem. To bardzo wymagająca, powszechnie dostępna praktyka medytacyjna – jest uniwersalna, bo to właśnie świadomość jako taką można uznać za ostateczną wspólną ścieżkę człowieczeństwa, łączącą wszystkie kultury. W wymiarze ostatecznym uważność jest sposobem istnienia – postawą wobec wszystkiego, czego doświadczamy. Z samej swojej natury wymaga ciągłego pielęgnowania, zwłaszcza jeśli zależy nam na pełni życia, pełni wolności we wspólnocie gotowej nas wspierać. Podobnie jak muzyk musi stroić, przestrajać i dostrajać swój instrument przed występem, a czasem nawet w trakcie, praktykę uważności można uznać za swego rodzaju strojenie instrumentu naszej uwagi oraz przyjmowanie pewnej postawy wobec doświadczenia – każdego doświadczenia. Nie ma znaczenia, jak wytrawnym jesteś muzykiem, i tak musisz regularnie stroić swój instrument. Im bardziej jesteś utalentowany, tym więcej musisz praktykować. Jedno prowadzi do drugiego.

Nawet najwybitniejsi muzycy wciąż ćwiczą. W rzeczywistości ćwiczą prawdopodobnie najwięcej. Jedyna różnica polega na tym, że w przypadku uważności nie ma rozróżnienia „próby” i „koncertu”. Dlaczego? Ponieważ ani próba, ani wykonanie dzieła nie istnieje. Istnieje tylko ten właśnie upływający moment. To wszystko. Nie ma czegoś takiego jak „poprawianie” naszej świadomości. Poprzez praktykę uważności uzyskujemy lepszy, głębszy dostęp do własnego wrodzonego potencjału świadomości, do zdolności, aby tak rzec, zadomowienia się w tym wymiarze istnienia jako naszym „trybie domyślnym”, a wtedy to z niego wyłania się wszelkie podejmowane przez nas działanie.

Jeden pokój, wiele drzwi: najważniejsza jest różnorodność i otwartość

Podobnie jak nieskończenie różnorodna jest muzyka, ów prawdziwy wszechświat żywej ekspresji i więzi, postać, pod którą światu objawi się praktyka uważności, musi być równie różnorodna jak jej odbiorcy.

Jednocześnie spytany, czy nie martwi mnie szum otaczający dziś uważność i udawanie jej „nauczycieli” przez ludzi, którzy nie mają odpowiedniego przygotowania w postaci solidnej praktyki i wiedzy, odpowiem: oczywiście, że mnie martwi. Czy tytuł tej książki może zwiększyć ten szum? Mam nadzieję, że tak się nie stanie. Przez całe dziesięciolecia starałem się, aby uważność stała się częścią głównego nurtu kultury, pod warunkiem jednak, że pozostanie wierna swoim dharmicznym korzeniom, nie wynaturzy się – to właśnie ze względu na moje ugruntowane w doświadczeniu przekonanie (siłą rzeczy ograniczone, skoro jest to opinia jednostki) o jej uzdrawiającym, przekształcającym potencjale, uniwersalnej przydatności oraz wielokrotnie udokumentowanym wpływie na zdrowie i dobre samopoczucie na każdym ich możliwym poziomie. Naukowe badania uważności, choć wciąż w powijakach – co prawda sporo się zmieniło w ostatnich dwudziestu latach – potwierdzają sensowność stosowania uważności w medycynie i psychologii klinicznej, wykraczającego poza MBSR (redukcję stresu opartą na uważności) i MBCT (terapię poznawczą opartą na uważności). Paleta nowych zastosowań obejmuje na przykład wszystkie poziomy edukacji, wymiar sprawiedliwości, biznes, sport, samorządność, a nawet politykę.

Czy używając wyrażenia „uważność dla wszystkich”, sugeruję, że nagle wszyscy podejmą rygorystyczną, głęboką praktykę medytacyjną? Nie. Oczywiście, że nie. Niemniej coraz więcej ludzi na całym świecie rzeczywiście podejmuje stałą, regularną praktykę medytacji uważności. Choć w roku 1979 na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Massachusetts powstała Klinika Redukcji Stresu, trudno byłoby wtedy uwierzyć, że w ten czy inny sposób uważność ćwiczą dziś uchodźcy w południowym Sudanie i strażacy amerykańskiej Państwowej Służby Leśnej, dzieci w ramach starannie przygotowanych szkolnych i pozaszkolnych programów w biednych dzielnicach Baltimore oraz policjanci z największych jednostek policji, uczestnicy otwartych cotygodniowych medytacji organizowanych w Los Angeles przez Ośrodek Badania Uważnej Świadomości Uniwersytetu Kalifornijskiego i pacjenci biorący udział w programach sponsorowanych przez inicjatywę na rzecz uważności Towarzystwa Medycznego w Szanghaju; medytują uczestnicy organizowanych na całym świecie programów afiliowanych przy Centrum Badań nad Zastosowaniem Uważności w Medycynie, Opiece Zdrowotnej i Społeczeństwie oraz warsztatów prowadzonych przez znacznie liczniejszą wspólnotę nauczycieli oraz trenerów nauczycieli MBSR na uniwersytetach, w szpitalach i innych instytucjach. Prawdopodobnie poza Antarktydą uważność zapuszcza korzenie na wszystkich kontynentach: w Ameryce Północnej, Południowej, w Europie, Afryce i Azji.

Powiem stanowczo: „tak”, jeśli zostanę spytany, czy mówiąc o uważności dla wszystkich, sądzę, że każdy, bez względu na wiek, zajęcie, poglądy, przeszłość, usposobienie, przynależność religijną, duchową, filozoficzną i polityczną może skorzystać z głębszej świadomości tego, „jak sam przyczynia się do cierpienia we własnym życiu” – aby posłużyć się sformułowaniem Billa Gatesa. Chętnie przyznam się również do przekonania, że wszyscy możemy skorzystać z pogłębionej świadomości naszych wzajemnych związków, świadomości udziału w gobelinie życia całej planety oraz ze zrozumienia fundamentalnie bezosobowej natury wszystkich zjawisk5, co oczywiście nas samych także dotyczy. Myślę, że na tym etapie naszej historii może to być najważniejsza ewolucyjna szansa ludzkości. Polega ona na możliwości poznania samych siebie w całej naszej pełni, z całym bogactwem wzajemnych powiązań, na działaniu opartym na mądrości obejmującej większą całość, a nie na małostkowym, zakorzenionym w lęku, błędnym rozumieniu własnych potrzeb, na niepełnych, ograniczających narracji o człowieku, istocie zamieszkującej tę planetę tak krótko, że całe ludzkie życie jest tylko mgnieniem w oceanie kosmicznego, geologicznego i ewolucyjnego czasu.

Jeśli jesteś człowiekiem i cierpisz, ta praktyka może być dobra właśnie dla ciebie

Przyjrzyjmy się kwestii uważności z osobistej perspektywy. Dlaczego miałbyś w ogóle sięgać po tę książkę, gdyby możliwość podjęcia praktyki cię nie pociągała choćby intuicyjnie? Domyślam się, że tak właśnie jest, nawet nie wiesz, czy będziesz potrafił wytrwale kontynuować osobistą praktykę. Rzecz jednak w tym, że potrafisz. Potrafisz rozwinąć własną praktykę medytacyjną w sposób, jaki będzie ci odpowiadał. Grono takich ludzi na całym świecie rośnie z każdym dniem. Musisz tylko po prostu spróbować, co zresztą już zrobiłeś, skoro zabrnąłeś w lekturze choćby do tego miejsca. Jeśli mam rację, dalej wszystko potoczy się samoistnie. Twoim nauczycielem stanie się samo życie. Będzie się tobą opiekować w sposób, jaki nigdy dotąd nie przyszedł ci nawet do głowy, i z czasem, gdy pielęgnowanie nieosądzającej świadomości każdej chwili pozwoli ci widzieć rzeczy nieco jaśniej, zaczniesz to rozumieć i doceniać.

Najlepszym nauczycielem medytacji jest samo życie

Ostatecznie praktyka medytacji sprowadza się do tego, że z chwili na chwilę kierujemy swoim życiem, póki jeszcze mamy taką możliwość. Ujmując rzecz nieco konkretniej, chodzi o to, jakich wyborów dokonujemy w obliczu doświadczeń, które nazywam niekiedy kompletną katastrofą ludzkiej kondycji, a czasem bardziej przyziemnie: kompletną katastrofą naszego jednostkowego życia.

Ze względu na szum otaczający pojęcie „uważności” być może warto na chwilę z niego zrezygnować. W końcu to tylko słowo. Dla nas najważniejsze jest to, co ukrywa się pod powierzchnią tego słowa, jego najgłębsze znaczenie, a mianowicie czysta świadomość – być może najbardziej zdumiewająca cecha i najcenniejszy ewolucyjnie przymiot człowieka.

Sfera czystej świadomości to również sfera relacyjności. To właśnie dzięki skupieniu uwagi o wiele łatwiej dostrzec, jak wszystkie rzeczy są ze sobą nawzajem powiązane. Skoro z natury posiadamy zdolność zadomowienia się we własnej świadomości, jak również zdolność rozumienia, że jesteśmy świadomi, stajemy przed następującym wyzwaniem: jaką wewnętrzną i zewnętrzną postawę przyjąć wobec samej rzeczywistości w sferze czystego istnienia (przytomności) oraz w sferze działania? Gdy dotkniemy własnej świadomości i nauczymy się w niej spoczywać, nie ma powrotu do stanu uśpienia. Zresztą kto wtedy miałby na to ochotę?

Uważność wiąże się i zawsze wiązała również z „uważnością serca”. W języku chińskim i wielu innych językach azjatyckich „umysł” i „serce” to jedno słowo. W chińskim ideogram oznaczający uważność to znak „obecność” lub „teraz” umieszczony powyżej znaku „serce”. „Uważność” zatem to „uważność serca”. Zawsze tak było. Oznacza to również, że uważność jest ze swojej istoty przepojona etyką. Jest i musi być zakorzeniona w niekrzywdzeniu. Dlaczego? Ponieważ nie ma miejsca na opanowanie i spokój serca, gdy krzywdzimy lub zabijamy innych, gdy źle o nich mówimy, kłamiemy, kradniemy, dopuszczamy się nadużyć na tle seksualnym. Wszystkie te występki są przeciwieństwem niekrzywdzenia i elementarnej ludzkiej dobroci.

Róża pod inną nazwą równie by pachniała…

W podobnym duchu można pokusić się o stwierdzenie, że uważność w bardzo głębokim sensie jest tożsama z życzliwością i dobrocią. Czy ktokolwiek sprzeciwiłby się nazwaniu uważności dobrocią? Czy uważność prześwietlona dobrocią wydałaby się zbyt trudna, nieosiągalna albo ekstrawagancka? Wątpię. Akt autentycznej życzliwości jest zwykle spontaniczny i przepełniony szczodrością. Wynika z rozpoznania danej chwili oraz z potrzeby przyjaznej reakcji w celu potwierdzenia więzi i być może chęci pomocy. Ową reakcję poprzedza jednak chwila spontanicznego, pozakoncepcyjnego zrozumienia – zanim pojawi się myśl, że czegoś się od nas oczekuje. Może będzie to uśmiech posłany w odpowiedniej chwili albo akt dyskretnej wielkoduszności. Taki akt rozpoznania jest chwilą niewymuszonej wnikliwości, wyłaniającej się z głębi samej świadomości. To uważność.

 

Odruch dobroci może uruchomić cokolwiek, co nas poruszy, zdarzenie związane z kimś bliskim, z dzieckiem, z bezdomnym spotkanym na ulicy albo z osobą w samochodzie na sąsiednim pasie. Rzecz jednak nie w działaniu, lecz w zrozumieniu. To ono jest najważniejsze. Owa zdolność rozumienia to wrodzona, specyficznie ludzka cecha, a chwila zrozumienia to chwila spontanicznej uważności. To przebłysk przekroczenia oddzielności. Nie uruchamia go jednak myśl, choć później akt myślenia może go wzmocnić i uzupełnić. To uchwycenie sedna pojawiające się w danej chwili, po którym następuje spontaniczne, oby trafne działanie, jeśli działanie jest niezbędne albo pożądane, bo nie zawsze jest.

Wszyscy posiadamy zdolność takiego rozumienia już w tej chwili. Gdy wymagają tego okoliczności, odnajdujemy ją spontanicznie. Dlaczego więc nie mielibyśmy robić tego w każdej chwili? Dlaczego mielibyśmy nie rozpoznawać tego, co faktycznie w każdej kolejnej chwili dzieje się w nas i w naszym otoczeniu? A właśnie na takim rozpoznaniu polega uważność. To wrodzona zdolność rozumienia, co jest najistotniejsze, najważniejsze, najbardziej w danej chwili pożądane. Co więcej, możemy odkryć, że jest to zdolność, na której można całkowicie polegać.

Wszyscy posiadamy już tę zdolność, czy może nawet, jak moglibyśmy to ująć, jesteśmy tą zdolnością. To po prostu widzenie tego, co się jawi, a następnie działanie! Działanie na podstawie tego, cośmy uchwycili, zrozumieli, a co czasem wygląda w danej chwili jak bezczynność. Jednak nie jest to bezczynność, nawet gdy nic nie robimy, gdy nawet się nie uśmiechamy. Dlaczego? Ponieważ nastąpiła już pewna zmiana w naszym wnętrzu. Dlaczego nie mielibyśmy uznać własnej wrodzonej zdolności do ujrzenia rzeczy w ich naturalnej postaci, poza etykietami, które im nadajemy, poza koncepcjami na ich temat, poza nazwami i formami? Dlaczego nie mielibyśmy uznać własnej wrodzonej zdolności docierania do istoty bieżących zdarzeń, widzianej bez udziału koncepcji, zanim w ów proces włączy się myślenie, lub dostrzeganej pod powierzchnią napływających myśli?

Co powstrzymuje nas przed sięganiem po to zrozumienie częściej, w innych momentach naszego życia? Możemy pielęgnować w sobie jego uśpiony zalążek. Jest to przecież forma inteligencji. Być może rzeczywiście to nasza najbardziej ujmująca cecha i spośród wszystkich ludzkich zdolności to ona odegra najważniejszą rolę w naszej ewolucji. Oczywiście natychmiast znajdą się przedsiębiorczy heroldowie uważnej dobroci, którzy pod tą marką zaczną zachwalać bransoletki, warsztaty, kto wie co jeszcze. Po co jednak kupować coś czy robić towar z czegoś, co już posiadamy, co jest integralną częścią naszego istnienia? Dlaczego nie mielibyśmy się z tym po prostu zaprzyjaźnić? Dlaczego z tej wrodzonej zdolności nie zrobić kompasu, za którego wskazaniami będziemy podążać przez życie?

Sięgając po inną metaforę, dlaczego nie mielibyśmy spojrzeć na świat przez okulary bezpośredniego ujmowania, przez okulary rozumienia? Dlaczego nie mielibyśmy żyć zgodnie z wartościami, które ucieleśniamy? Możemy znaleźć ludzi wyznających podobne wartości i wypracować wspólnie mądrzejszą postawę wobec danych nam chwil oraz wobec idei służenia innym. Możemy to zrobić, by zmienić społeczeństwo, by z hipokratejskiego niekrzywdzenia uczynić przewodnią regułę obejmującą nie tylko wszystkie nasze relacje, lecz także z całą determinacją podjąć próbę uleczenia ran zadanych tkance naszego społeczeństwa, ran rasizmu, nierówności, niesprawiedliwości i ubóstwa, z uważnością zmagając się z uprzedzeniami oraz przezwyciężając w chwilach olśnienia plemienne zapędy do dzielenia ludzi na swoich i obcych, do faworyzowania podobnych do nas oraz demonizowania, odczłowieczania, wykorzystywania i ignorowania odmienności. Ostatecznie, decydując się na tę drugą postawę, także sobie wyrządzamy krzywdę.