Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 2


Młody człowiek

o zbyt dużej wyobraźni

Na wyżynie w północnej Francji jest lodowaty dzień; po lewej i prawej stronie masa żołnierzy posuwa się przez ziemię niczyją w chaosie kłębów dymu, kul i wybuchających pocisków. Podporucznik J.R.R. Tolkien, odpowiedzialny za łączność w ubłoconym i uszczuplonym batalionie czterystu fizylierów, wydaje w ziemiance dowództwa polecenia łącznikom albo w wąskim okopie usiłuje zrozumieć przebieg bitwy. Pod koniec masakry w brytyjskich rękach znajdują się trzy mile okopów wroga. To jest ostatnia walka, w której uczestniczy Tolkien. Trzy dni później zapada na gorączkę i rozpoczyna swoją odyseję w namiotach, pociągach i na statkach, która w końcu doprowadzi go z powrotem do Birmingham. Tam, w szpitalu, zaczyna pisać mroczną i złożoną opowieść o dawnej cywilizacji atakowanej przez wrogów jak z sennego koszmaru, pół-machiny i pół-potwory. Jest to Upadek Gondolinu, pierwszy liść rozłożystego drzewa opowieści Tolkiena. Pojawiają się tu „gnomowie” czy też elfowie, lecz są oni wysocy, groźni i ponurzy, bardzo odmienni od pomykających wróżek z wiersza Leśny blask słońca. I pojawia się sama bitwa, nie jakiś mecz rugby w heroikomicznym sztafażu. Jak Tolkien oznajmił znacznie później, Czarodziejska Kraina nie zawładnęła w dzieciństwie jego sercem całkowicie: „Prawdziwy apetyt na baśnie obudziła we mnie filologia na progu dorosłości, a wojna przyspieszyła jego wzrost”135.

Pisząc do swojego syna Christophera, który podczas drugiej wojny światowej służył w Królewskich Siłach Powietrznych, dał wyraźną wskazówkę, w jaki sposób własne doświadczenia wojenne wpłynęły na jego sztukę: „Wśród Twoich licznych cierpień (niektóre z nich są zaledwie cierpieniami fizycznymi) wyczuwam pragnienie wyrażenia w jakiś sposób Twoich uczuć na temat dobra, zła, słuszności i niesprawiedliwości: uzasadnienia ich i powstrzymania przed jątrzeniem. W moim przypadku tak powstał Morgoth i Historia gnomów136. Mitologia opublikowana w końcu jako Silmarillion, opisująca czasy, kiedy Sauron z Władcy Pierścieni był zaledwie sługą upad-łego anioła Morgotha, wyrosła z zetknięcia się geniuszu wyobraźni z wojną, która zapoczątkowała współczesną epokę.

Wzrastanie tego drzewa będzie powolne i zawiłe. W 1914 roku Tolkien dopiero zaczynał pracę z materiałami, które później się złożą na kształt Gondolinu i Śródziemia. Miał jedynie garść dziwnych wizjonerskich obrazów, kilka fragmentów poezji lirycznej, swoją wersję fińskiej legendy i serię eksperymentów z tworzeniem języka137. Nie było żadnych oznak, że wszystko to kiedykolwiek zostanie przekute w mityczną strukturę, która pojawiła się pod koniec 1916 roku, a w tym, co pisał po przyłączeniu się Wielkiej Brytanii do europejskiego konfliktu, nie jest jeszcze widoczny bezpośredni wpływ wojny. Był to wśród jemu współczesnych okres wielkich patriotycznych uniesień, których typowym przykładem była elegancka poezja Ruperta Brooke’a. Do zalewu wierszy dołożył swój, opatrzony podpisem Na wypowiedzenie wojny, G.B. Smith; ostrzegał w nim pojawiających się wrogów, że Anglia może być stara, lecz

Nasza duma głupców już nie będzie

Zbyt zuchwałych szyderstw znosić,

A kto sprawdzić to pochopnie zechce,

Niechaj wie, że igra z ogniem138.

Duma i patriotyzm rzadko się składają na dobrą poezję. Tolkien nie poszedł w ślady innych. W gruncie rzeczy wydaje się na pierwszy rzut oka, że jest równie niepodatny na wszystkie współczesne wpływy: nie tylko przyjaciół i ruchów literackich, lecz także bieżących spraw, a nawet osobistych doświadczeń. Niektórzy krytycy lekceważą go jako strusia z głową schowaną w przeszłość, jako imitatora literatury średniowiecznej czy też mitologicznej, rozpaczliwie pragnącego odizolować się od współczesnego świata. Lecz dla Tolkiena to, co średniowieczne i mitologiczne, tętniło życiem. Owe struktury narracyjne i symboliczne języki stanowiły po prostu narzędzia najlepiej pasujące do ręki tego najbardziej niekonwencjonalnego pisarza dwudziestego wieku. W przeciwieństwie do wielu innych, którymi wstrząsnął konflikt z lat 1914–1918, nie odrzucił dawnych sposobów pisania, klasycyzmu lub mediewalizmu uprawianych przez lorda Tennysona i Williama Morrisa. W jego rękach tradycje te otrzymały nową energię i pozostają również żywe dla obecnych czytelników.

Tydzień po przystąpieniu Wielkiej Brytanii do wojny, kiedy niemieckie superdziało znane jako gruba berta bombardowało belgijskie forty wokół Liège, Tolkien szkicował w Kornwalii fale i skaliste wybrzeże139. W listach do Edith odsłania umysł niezwykle dostrojony do krajobrazu, kiedy pod koniec całodziennej wycieczki ze swoim towarzyszem, ojcem Vincentem Reade,em z oratorium, dotarł do Ruan Minor. „Światło zrobiło się niesamowite — napisał. — Czasami zanurzaliśmy się w pas lasu, gdzie sowy i nietoperze przyprawiały nas o dreszcze; czasami astmatyczny koń za żywopłotem albo stara świnia cierpiąca na bezsenność sprawiały, że serca stawały nam w gardle, albo też nie przytrafiało nam się nic gorszego niż nieoczekiwane wpadnięcie do strumienia. W końcu te czternaście mil skończyło się, a ostatnie dwie ożywiły nam błyski latarni morskiej w Lizard oraz przybliżające się odgłosy morza”. Morze poruszało go najbardziej. „Nie potrafi ich [skał] opisać nic, co mogę powiedzieć w tym nudnym liście. Słońce pali, a wielkie atlantyckie fale rozbijają się na skałach, bryzgając pianą. Morze wyrzeźbiło w nadbrzeżnym klifie dziwne otwory i kanały, z których wiatr wydobywa odgłosy jakby trąb i z których tryskają fontanny piany, jakby wyrzucał je w górę jakiś wieloryb, a wszędzie widać czarne i czerwone kamienie i białą pianę na tle fioletu i przezroczystej zieleni morza”140.

Lecz Tolkien nie chciał przyjąć przerażającej rzeczywistości wojny. Kitchener chciał, by małą stałą armię Wielkiej Brytanii zasiliło pół miliona mężczyzn. W Birmingham najszybciej wstępowali do niej ubodzy robotnicy fizyczni lub osoby bezrobotne. Potem brytyjskie oddziały zostały z wielkimi stratami wyparte z Mons w Belgii — była to ich pierwsza bitwa na kontynencie europejskim od czasu bitwy pod Waterloo w 1815 roku. W tym samym czasie w kraju nie było już regularnej armii, która by go broniła przed inwazją. Teraz uwagę zwrócono na klasy średnie, a zwłaszcza na młodych mężczyzn, jak Tolkien, którzy nie mieli nikogo na utrzymaniu141. „Patriotyzm wymaga od nieżonatych, by się zaciągnęli bez zastanowienia czy wahania”, grzmiał „Birmingham Daily Post”142. Pod koniec miesiąca miasto liczyło zwłaszcza na absolwentów Szkoły Króla Edwarda, którzy mieli utworzyć nowy batalion. Przynaglał ich do tego ojciec „Herbatnika”, sir John Barnsley, podpułkownik, którego poproszono o zorganizowanie nowej jednostki. T.K. Barnsley usiłował namówić Roba Gilsona, by dołączył do niego w Batalionie Birmingham143, lecz Rob pomógł tylko szkolić rekrutów wywodzących się ze Szkoły Króla Edwarda w strzelaniu144. 5 września 1914 roku do jednostki zaciągnęło się już cztery i pół tysiąca mężczyzn, czyli tylu, ilu wystarczyłoby do sformowania co najmniej jeszcze jednego batalionu. Wśród nich znajdował się brat Tolkiena, Hilary145. Ochotnicy musieli czekać na mundury jeszcze kilka tygodni, otrzymali więc odznaki, żeby nie nazywano ich na ulicy tchórzami. Tolkien, którego nie było wśród rekrutów, tak później wspominał: „W tamtych czasach mężczyźni zaciągali się do wojska, bo inaczej otaczała ich powszechna pogarda. Była to paskudna sytuacja”146. Tymczasem ranni spod Mons wypełniali szpital wojskowy, który właśnie został zorganizowany na uniwersytecie w Birmingham, a do Anglii przybywali uciekinierzy z Belgii i opowiadali o niemieckim okrucieństwie.

Wraz z publicznymi wyrzutami pojawiły się aluzje krewnych i w końcu otwarte naciski. Tolkien nie miał rodziców, którzy by mówili, co ma robić, lecz jego ciotki i wujowie uważali, że jego obowiązki są oczywiste. Jednak pod koniec września, kiedy razem z Hilarym przebywali u ich owdowiałej ciotki, Jane Neave, w Phoenix Farm w Gedling w Nottinghamshire, John Ronald wyraźnie dał do zrozumienia, że zastanawia się nad pozostaniem w Oksfordzie.

Z wielu względów Tolkien powinien natychmiast odpowiedzieć na wezwanie Kitchenera. Był katolikiem, podczas gdy niemieckich najeźdźców Belgii uważano za luterańskich fanatyków, którzy gwałcą zakonnice i zabijają księży. Wyznawał wartości kulturowe zdeptane przez Niemców podczas niszczenia Louvain z jego kościołami, uniwersytetem i biblioteką liczącą dwieście trzydzieści tysięcy książek, w tym setki średniowiecznych rękopisów. No i wiedział, że ma obowiązki wobec kraju i korony.

Lecz w 1914 roku J.R.R. Tolkiena proszono, by walczył z żołnierzami, których ojczyzną były ziemie jego własnych przodków ze strony ojca. Tolkienowie pojawili się w Anglii już na początku dziewiętnastego wieku, lecz ich ród (o pisowni Tolkiehn) wywodził się z Saksonii147. Dawna Germania była także kolebką kultury anglosaskiej. W jednym z notatników Tolkien drobiazgowo przedstawił kolejne fale napływu germańskich plemion na brytyjską wyspę148. Przyznał później, że na tym etapie bardzo mocno pociągał go „germański ideał”, który jeszcze w 1941 roku miał opisać (mimo jego wykorzystania przez Adolfa Hitlera) jako „szlachetnego północnego ducha, stanowiącego najwyższy wkład do dziedzictwa Europy”149. Istniała także kwestia wspólnoty akademickiej. Niemcy były intelektualnym źródłem współczesnej filologii i umieściły język Anglosasów na czele studiów anglistycznych. Tej jesieni dawny opiekun naukowy Tolkiena, Farnell, przekazywał opowieści o niemieckich okrucieństwach popełnianych w Belgii, ale Joseph Wright, który właśnie został nie tylko opiekunem naukowym Tolkiena, ale też jego przyjacielem i doradcą, starał się zorganizować wypożyczalnię książek dla rannych niemieckich żołnierzy leczonych w Oksfordzie150. Takiej solidarności nie można było całkowicie zapomnieć, nawet pod przenikliwym spojrzeniem lorda Kitchenera patrzącego z plakatów werbunkowych. Choć wielu rodaków Tolkiena noszących niemieckie nazwiska rychło zmieniło je na nazwiska angielskie (a wśród nich Jerzy V w lipcu 1917 roku), on sam tego nie zrobił, a wiele lat później wyznał: „Przyzwyczaiłem się do traktowania mojego niemieckiego nazwiska z dumą i robiłem to przez cały okres niedawnej pożałowania godnej wojny”151.

 

Niewykluczone, że jego niekonwencjonalne zamiłowanie do literatury germańskiej sprawiło, że wojnę postrzegał inaczej niż większość jemu współczesnych. Zachwycając się kulturą dawnej Europy Północnej, Tolkien entuzjastycznie odwrócił się od pisarzy klasycznych, na których wychowało się jego pokolenie. Zostali oni romantycznie powiązani z wiktoriańskim triumfalizmem; według pewnego komentatora „w miarę jak jeden po drugim następowały długie tłuste lata Pax Britannica, prawda o wojnie została zapomniana i w 1914 roku młodzi oficerowie szli do bitwy z Iliadą w plecaku i imionami Achillesa i Hektora wyrytymi w sercu”152. W sercu Tolkien miał teraz wyryte imiona Beowulfa i Beorhtnotha. Tak naprawdę, jak młody Torhthelm z jego wierszowanego dramatu z 1953 roku, miał już w głowie „pełno starych ballad o bohaterach północnej starożytności, takich jak Finn, król Fryzji, Fróda z Hathobardów, Beowulf, Hengest i Horsa”153. Jeśli już, to jeszcze bardziej umocnił się w swoim chłopięcym poglądzie, że „choć jako całość północna epika jest pozbawiona czaru i radości południowej, to jednak pod względem nagiej prawdziwości ją przewyższa”154. Iliada Homera jest po części spisem gwałtownych zabójstw, lecz została osadzona w ciepłym świecie, gdzie morza skrzą się od słońca, bohaterowie stają się półbogami, a rządy olimpijczyków nigdy się nie kończą. Świat germański był chłodniejszy i bardziej szary. Dźwigał brzemię pesymizmu, a Middangeard (Śródziemie) i jego bogów czekało ostateczne unicestwienie. Beowulf opowiadał o „boju człowieka z wrogim światem i jego katastrofie, nieuniknionej w ramach Czasu”155, napisał później w swoim znanym eseju Beowulf. Potwory i krytycy. Będąc „młodym człowiekiem o zbyt dużej wyobraźni i małej odwadze fizycznej”156, jak w przyszłości określił siebie samego, Tolkien potrafił wyobrazić sobie wojnę aż nazbyt dobrze, ale nie jako bezprecedensową skuteczność, którą do zabijania miała wprowadzić mechanizacja.

Lecz klucz do decyzji Tolkiena, by opóźnić wstąpienie do wojska, spoczywał w jego kieszeni. Nie był zamożny i żył z sześćdziesięciofuntowego stypendium oraz z niewielkiej renty rocznej. Kiedy po skończeniu dwudziestu jeden lat pojechał do Cheltenham, by odzyskać Edith, zatroskany właściciel domu, w którym mieszkała, ostrzegł jej opiekuna prawnego: „Nie mam nic do powiedzenia przeciwko Tolkienowi, to kulturalny dżentel[men], lecz jego widoki na przyszłość są nadzwyczaj mizerne i nie mam pojęcia, kiedy będzie mógł się ożenić. Byłoby inaczej, gdyby wybrał jakiś konkretny zawód”157. Teraz, kiedy Tolkien zaręczył się z Edith, nie mógł brać pod uwagę już tylko siebie. Zmieniwszy jednak kierunek studiów i znalazłszy w końcu swoje powołanie, miał nadzieję zarabiać na życie jako nauczyciel akademicki. To jednak będzie niemożliwe, jeśli nie otrzyma stopnia naukowego. Półtora roku później o wiele zamożniejszy Rob Gilson pisał do swojej sympatii:

Wstąpił do armii później niż my wszyscy, ponieważ najpierw skończył studia w Oksfordzie. Było to dla niego konieczne, jako że w tym pokładał główną nadzieję na zarabianie na życie, i miło mi powiedzieć, że otrzymał pierwszą lokatę — z literatury angielskiej. […] Zawsze był rozpaczliwie biedny […]158.

Tak więc Tolkien powiedział swojej ciotce Jane, że postanowił ukończyć studia. Jednak pod silnym naciskiem zwrócił się ku poezji. W rezultacie wizyta w Phoenix Farm okazała się decydująca w całkowicie nieoczekiwany sposób.

Zanim wybuchła wojna, Tolkien pod koniec trymestru wypożyczył z biblioteki wielotomowe dzieło Greina i Wülckera Bibliothek der angelsächsischen Poesie. Ta potężna publikacja stanowiła jeden z tych pomników niemieckiej nauki, które ukształtowały badania nad staroangielskim, i przez całe długie letnie wakacje Tolkien miał pod ręką podstawowy korpus poezji powstałej w tym języku. Przebrnął przez poemat Crist autorstwa ośmiowiecznego poety Cynewulfa, lecz uznał go za „godne pożałowania nudziarstwo”; jak napisał później, „godne pożałowania, ponieważ chce się płakać, że człowiek (lub ludzie) mający talent do posługiwania się słowem, który musiał słyszeć (lub czytać) tyle tego, co zaginęło, spędza czas na tworzeniu tak sztampowego tekstu”159. Nuda mogła mieć na Tolkiena paradoksalny wpływ: pobudziła jego wyobraźnię. Co więcej, zawsze kusiła go myśl o bezpowrotnie zaginionych opowieściach. W samym środku pobożnego kazania Cynewulfa napotkał słowa: Eala Earendel! engla beorhtast / ofer middangeard monnum sended160 („Witaj, Earendelu, najjaśniejszy z aniołów / ponad śródziemie posłany do ludzi!”). Imię Earendel (lub Éarendel) przemówiło do niego w nadzwyczajny sposób. Tolkien wyraził swoje odczucia poprzez Arundela Lowdhama, postać z niedokończonej opowieści z lat czterdziestych dwudziestego wieku The Notion Club Papers („Notatki Klubu Myśli”): „Poczułem dziwny dreszcz, jakby się we mnie coś poruszyło, na wpół obudzone ze snu. Za tymi słowami, gdybym tylko zdołał je pojąć, kryło się coś bardzo odległego, dziwnego i pięknego, wykraczającego daleko poza pradawny angielski. […] Chyba nie będzie oznaką lekceważenia, jeśli powiem, że ta dziwnie poruszająca cecha może się wywodzić z jakiegoś innego świata”161. Lecz kto nosił imię Earendel? Na to pytanie Tolkien próbował odpowiedzieć przez całe życie.

Cynewulf mówił o anielskim posłańcu lub zwiastunie Chrystusa, tymczasem słownik sugerował, że słowo to oznacza promień światła czy też blask świtu. Tolkien czuł, że musi ono pochodzić z języka poprzedzającego staroangielski, a nawet sprzed czasów chrześcijańskich. (Potwierdzają to pokrewne imiona, jak Aurvandil i Orendil, występujące w innych dawnych tekstach. Według zasad filologii porównawczej wywodzą się one prawdopodobnie od jednego imienia sprzed podziału germańskiego na języki pochodne, lecz jego dosłowne i przenośne znaczenia są niejasne). Posiłkując się definicjami słownikowymi oraz wzmianką Cynewulfa, że Éarendel znajduje się ponad naszym światem, Tolkienowi przyszedł do głowy pomysł, że może on być ni mniej, ni więcej, tylko sternikiem Wenus, planety zapowiadającej świt. 24 września 1914 roku w Phoenix Farm zaczął pisać z zaskakującą werwą:

Earendel wychynął z misy Oceanu

W mrok nad środkowym światem;

Od drzwi Nocy niczym promień światła

Przeskoczył nad zmierzchu skrajem

I śmignąwszy swym barkasem, niczym srebrną skrą,

Od piasków zamierających złotem

Po słonecznym tchu ognistej śmierci Dnia

Pomknął od Krain Zachodu162.

Tolkien upiększył Podróż Éarendela, Gwiazdy Wieczornej ulubionym wyrażeniem z Beowulfa: Ofer ýþa ful („nad misą oceanu”, „nad pucharem oceanu”)163. Dalszą cechę Éarendela mogło zasugerować Tolkienowi podobieństwo jego imienia do staroangielskiego wyrazu ēar („morze”)164: choć jego żywioł to niebo, jest żeglarzem. Lecz były to zaledwie początki. Tolkien naszkicował postać oraz kosmologię w czterdziestu ośmiu wersach, które są na zmianę wzniosłe, pełne życia i ponure. Wszystkie ciała niebieskie to statki, które codziennie przepływają przez bramy na wschodzie i zachodzie. Działanie jest proste: Éarendel wyrusza na swoim statku z krain zachodu słońca na krawędzi świata, przemyka obok gwiazd żeglujących ustalonymi kursami i ucieka przed polującym na niego Księżycem, lecz ginie w świetle wschodzącego Słońca.

Éarendel uciekł przed strasznym Sternikiem

Daleko, poza ciemnej ziemi bladość,

Za mroczną krawędź Oceanu,

Za koniec świata pożeglował.

Usłyszał radość ludzi w dole

I odgłos padających łez,

Płynący ponad obłoki, ponad

Coraz to mroczniejszy świat.

W przestwór bezgwiezdny wypłynął

Świetlistej wyspie podobny.

Z dala od wszystkich śmiertelnych

Oczu i myśli prowadził życie

Tułacze. Przez niebios bezdroża

Błądził nieustannie,

Aż poranek blask przyćmił srebrzysty

I umarł żeglarz z dniem jasnym w źrenicach165.

Taki mit mógł stworzyć jakiś starożytny lud w celu wyjaśnienia zjawisk astronomicznych. Tolkien dał mu także tytuł staroangielski Scipfæreld Earendeles Ǽfensteorran, jakby cały ten wiersz był przekładem. Wyobrażał sobie historię, którą mógł usłyszeć Cynewulf, gdyby jakiś inny anglosaski poeta zadał sobie trud, by ją zapisać.

Kiedy to pisał, niemieckie i francuskie wojska starły się gwałtownie pod miasteczkiem Albert w regionie o nazwie pochodzącej od Sommy, która przez niego płynie. Lecz odwaga Éarendela jest odwagą samotnika kierowanego niewyjaśnionym pragnieniem. Nie jest on (jak u Cynewulfa) monnum sended, „posłany do ludzi” jako zwiastun, nie jest też wojownikiem. Jeśli Éarendel w ogóle uosabia heroizm, to jest to nieszablonowy, żywiołowy heroizm jednostek takich jak sir Ernest Shackleton, który tamtego lata wyruszył w podróż, by przemierzyć Antarktydę.

Jeśli cień wojny w ogóle pada na wiersz Tolkiena, to w bardzo zawoalowany sposób. Choć Éarendel ucieka od przyziemnego świata, to słucha jego płaczu, a podczas gdy jego statek podąża własnym kapryśnym kursem, nieruchome gwiazdy zajmują wyznaczone miejsca „na fali wzbierającej ciemności”. Nie można stwierdzić, czy Tolkien chciał to w jakikolwiek sposób przyrównać do swojej ówczesnej sytuacji; jest jednak interesujące, że znajdując się pod dużą presją, by walczyć za króla i ojczyznę, kiedy inni szlifowali swoje wojskowe dwuwiersze, on opiewał „niepokornego ducha” znajdującego się na kursie odmiennym od kursu większości, uciekiniera samotnie podążającego za jakimś nieuchwytnym ideałem.

Co jest owym ideałem? Jeśli odrzucimy późniejszy rozwój jego historii, o Éarendelu z tego wiersza wiemy niewiele więcej niż o patykowatej postaci wyruszającej w przestrzeń kosmiczną na rysunku Tolkiena Kraniec świata. Jeszcze mniej wiemy o tym, co myśli Éarendel — mimo jego wyraźnej odwagi, ekscentryczności i niepohamowanej ciekawości. Moglibyśmy niemal dojść do wniosku, że jest to rzeczywiście „podróż bez końca”, nie tylko pozbawiona zakończenia, ale i celu. Gdyby Tolkien chciał poddać analizie serce i umysł swojego żeglarza, mógłby się zwrócić ku wielkim staroangielskim rozważaniom o wygnaniu, poematom The Wanderer („Wędrowiec”) i The Seafarer („Żeglarz”). Zamiast tego zwrócił się ku romansowi, gatunkowi literackiemu będącemu naturalnym nośnikiem narracji misji czy też wyprawy, w której motywacja jest albo oczywista (miłość, ambicja, chciwość), albo nadprzyrodzona. Motywacja Éarendela jest i taka, i taka: jest on przecież i człowiekiem, i ciałem niebieskim. Z punktu widzenia tego, co nadprzyrodzone, jest to mit astronomiczny, objaśniający ruchy planet, lecz w ludzkiej skali to także pean na cześć wyobraźni. „Z twarzą płonącą od pożądań” Éarendel jest jak Francis Thompson (w eseju przedstawionym przez Tolkiena na posiedzeniu Stapeldon Society), przepełniony „gorącym entuzjazmem dla eterycznego piękna”. Aż kusi, by dostrzec analogię z pisarzem Tolkienem, którego rozsadza chęć tworzenia. Misja żeglarza jest misją romantyka obdarzonego „zbyt dużą wyobraźnią”, któremu nie podoba się oświeceniowa propozycja badania znanego świata w coraz drobniejszych szczegółach. Poszukując samorealizacji w obliczu tego, co jest w sposób naturalny wzniosłe, Éarendel przeskakuje wszystkie konwencjonalne przeszkody. W niewypowiedzianym sensie religijnym chce ujrzeć twarz Boga.

W tygodniu poprzedzającym początek trymestru w Cambridge Rob Gilson przebywał u Christophera Wisemana w Wandsworth w Londynie, dokąd jego rodzina przeprowadziła się w 1913 roku, po tym, jak jego ojciec otrzymał stanowisko sekretarza wydziału misji krajowych Kościoła metodystów. W owym tygodniu upadła Antwerpia. Gilson napisał: „Oczywiście szaleńczo się bawimy. Wczoraj wieczorem poszliśmy obejrzeć Geralda du Mauriera w Outcast („Wygnaniec”) — jakaż to zła sztuka. Nie wiem, co będziemy robić dzisiaj, i zapewne zaczniemy to robić, zanim zadecydujemy”166. W tym samym czasie, 4 października, w ostatnią niedzielę długich wakacji, Tolkien był w Birmingham. Zatrzymał się w oratorium u ojca Francisa Morgana167. T.K. Barnsley, mianowany na młodszego oficera w 1. Batalionie Birmingham, przewodził nowej jednostce podczas nabożeństwa w głównym kościele parafialnym miasta. W poniedziałek rekruci zaczęli szkolenie. Sobotni „Daily Post” opublikował listę mężczyzn przyjętych do służby w 3. Batalionie Birmingham168. Hilary Tolkien został rychło i bezceremonialnie wysłany na szkolenie do metodystycznej uczelni w Moseley jako trębacz.

 

Przyjechawszy do Oksfordu, Tolkien wyznał katolickiemu profesorowi, że wybuch wojny był dla niego wielkim ciosem, „zawaleniem się całego mojego świata”169, jak wyraził to później. Od śmierci matki doświadczał przypływów głębokiej melancholii, a nawet rozpaczy170, choć nikomu o tym nie mówił. Nowe życie, które powoli sobie budował po jej odejściu, było teraz zagrożone. Jednakże ów katolicki profesor odpowiedział, że nie jest to nic nienormalnego, wręcz przeciwnie: dla ludzkości był to jedynie „powrót do normalności”.

Mimo to pierwszą ofiarą wojny okazało się, nawet w Oksfordzie, „zwykłe życie”, jakie znał Tolkien. Uniwersytet został przekształcony w cytadelę uciekinierów i pogotowie wojenne. Uświęcony tradycją przepływ studentów doznał krwotoku: do września komisja ustanowiona do przyjmowania rekrutów zajęła się dwoma tysiącami studentów. W Kolegium Exeter zostało ich tylko siedemdziesięciu pięciu, a wieczorami na cichy czworokątny trawnik patrzyły ciemne okna. Tolkiena nawiedziły poważne wątpliwości co do dalszego pozostania na uniwersytecie. „Jest okropnie. Doprawdy nie sądzę, żebym mógł tak dalej żyć: praca wydaje się niemożliwa”171. Kolegium stało się po części koszarami, ponieważ w jego różnych częściach rozlokowano Lekką Piechotę z Oxfordshire oraz baterie artylerzystów, którzy przybywali i odchodzili równym strumieniem. Na wojnę poszli niektórzy z młodszych wykładowców oraz wielu służących z kolegium, a ich miejsce zajęli starsi172. Tolkien cieszył się, że po raz pierwszy mieszka poza kolegium, przy St John Street 59 (adres ten był później znany jako „Johnner”173). Dzielił wynajmowaną kwaterę z ostatnim przyjacielem pozostałym w Exeter, Colinem Cullisem, który nie mógł wstąpić do wojska ze względu na słabe zdrowie.

W mieście było bardzo niewielu młodych mężczyzn, lecz panowało niezwykłe ożywienie. Cywilne stanowiska przejmowały kobiety. Pojawili się uciekinierzy z Belgii i Serbii. Po ulicach chodzili żołnierze powracający do zdrowia, a w budynku Examination Schools leżeli ranni. Mające ich zastąpić oddziały ubrane w tymczasowe niebieskie mundury szkoliły się w parku uniwersyteckim. Co osobliwe, jak się teraz wydaje, rektor Farnell dawał lekcje fechtunku szpadą i szablą. Po raz pierwszy od angielskiej wojny domowej Oksford zmienił się w obóz wojskowy.

Zachęcani przez Farnella Tolkien i jego nieliczni koledzy starali się podtrzymywać działalność stowarzyszeń kolegium. Stapeldon Society, „pod groźnymi chmurami Armagedonu” będące cieniem tego, czym było dotychczas, robiło, co mogło; przegłosowało wotum zaufania dla wszystkich Exonians służących w siłach zbrojnych oraz wysłało listy z wyrazami poparcia do króla Belgów Alberta i Winstona Churchilla (wówczas Pierwszego Lorda Admiralicji)174. Lecz pierwszym obowiązkiem nałożonym na Tolkiena było zajęcie się kwestią remontu Junior Common Room, miejsca spotkań studentów. Zostali oni ostrzeżeni, że wojna będzie się wiązać z pozbawieniem ich takich luksusów. Zastępca rektora powiedział Tolkienowi, że studenckie rozrywki są zbyt kosztowne i muszą zostać zakazane. Tolkien uciekł się do poczucia humoru, żartując z pierwszoroczniaków, że nie biorą kąpieli „niewątpliwie w najlepszych intencjach, robiąc w tym trudnym czasie oszczędności”175. Stowarzyszenie dyskutowało także nad propozycją „wyrażenia sprzeciwu wobec rygorystycznych oszczędności podczas obecnej kryzysowej sytuacji”176. Tolkien wziął udział w dyskusji zatytułowanej „Nadczłowiek a prawo międzynarodowe”177, lecz jego wniosek o „poparcie dla reformy ortografii”178 świadczy o jego chęci odejścia od wojny. To odwołanie się do niewojskowego życia było konieczne, lecz żałosne, jako że coraz większa część globu wikłała się w wojnę. Pod koniec października niemieckie siły w Belgii zostały odepchnięte od rzeki Yser, która wylała po tym, jak Belgowie otworzyli jej śluzy w czasie przypływu179, lecz pod pobliskim Ypres żołnierze brytyjscy umierali z wycieńczenia w błocie, które stało się ich nowym wrogiem. Walczącym ze sobą armiom nie udało się oskrzydlić nawzajem, osiadły więc w okopach; ustalił się front zachodni. Tymczasem brytyjski superpancernik „Audacious” trafił na północ od Szkocji na minę i zatonął. Do wojny przystąpiła Turcja i została wrogiem Wielkiej Brytanii. Dużo dalej Burowie z Wolnego Państwa Orania, którzy mieli sympatie proniemieckie, organizowali powstanie przeciwko brytyjskiemu panowaniu180.

Tolkien nie wstąpił do armii Kitchenera, lecz w ramach rekompensaty zaraz na początku trymestru zaciągnął się do uniwersyteckiego Korpusu Kadetów. Odbywały się dwa rodzaje szkoleń: jeden dla tych, którzy mieli nadzieję na szybką nominację oficerską, i drugi dla tych, którzy chcieli się zaciągnąć później. Tolkien był jednym z dwudziestu pięciu studentów z Kolegium Exeter odbywających ten drugi rodzaj181, na który składało się tygodniowo około sześciu i pół godziny musztry oraz jeden wojskowy wykład. „Przez całe popołudnie mieliśmy ćwiczenia i kilka razy przemokłem, a karabiny zabrudziły się i potem trzeba było je czyścić godzinami”182, napisał Tolkien do Edith pod koniec pierwszego tygodnia szkolenia. Dla jednostek bardziej wrażliwych jakiekolwiek szkolenie wojskowe mogło być dość nieprzyjemne: Rob Gilson, który nie cierpiał militaryzmu, rok wcześniej wziął do czytania na letnim obozie Korpusu Kadetów w Aldershot Raj utracony i stwierdził, że podobnie myślący przyjaciel (Frederick Scopes) zabrał ze sobą Piekło Dantego183. Jednak dzięki wielu latom gry w rugby fizyczne niewygody nie przerażały Tolkiena. Służba w uniwersyteckim korpusie bez ćwiczeń na poligonie i marszobiegów była daleka od prawdziwej żołnierki, a karabiny rychło zostały kadetom zabrane i przekazane na front184, lecz aktywne ćwiczenia fizyczne przegoniły notoryczną „oksfordzką senność” i zrodziły nową energię. „Musztra okazała się moim wybawieniem”, napisał Tolkien do Edith185.

Wzmocniony i ożywiony pracował nad swoją „Opowieścią o Kullervo”, mroczną historią na mroczne czasy, i opowiadał z entuzjazmem o Kalevali T.W. Earpowi, jednemu z intelektualistów z Kolegium Exeter186. Ten epicki poemat był dziełem Eliasa Lönnrota, sklejonym z pieśni ludowych przekazywanych ustnie przez całe pokolenia „śpiewaków run” w fińskiej Karelii. Choć pieśni te były fragmentaryczne i liryczne, wiele z nich odnosiło się kusząco do najwyraźniej przedchrześcijańskiego zespołu bohaterskich lub boskich postaci, którym przewodził mędrzec Väinamöinen, kowal Ilmarinen i chełpliwy drań Lemminkäinen. Lönnrot dostrzegł szansę stworzenia fińskiego odpowiednika tego, co odziedziczyły współczesne Islandia i Grecja, literatury mitologicznej; uczynił to w okresie, w którym Finowie usiłowali znaleźć własny głos. Ich kraj, od dwunastego wieku znajdujący się pod panowaniem Szwecji, lecz całkowicie od niej odmienny pod względem języka, kultury i historii etnicznej, w 1809 roku stał się osobistym wielkim księstwem cara Rosji. Właśnie wtedy europejskie akademie i salony opanowywał pogląd, że dawna literatura przekazuje głos przodków narodu. Kiedy w 1835 roku pojawiła się Kalevala, opowiedzieli się za nią fińscy nacjonaliści, którzy w 1914 roku wciąż jeszcze nie osiągnęli swojego celu — uzyskania niepodległości.

W listopadzie tego roku podczas debaty w kolegium Tolkien bronił nacjonalizmu187, mimo że duma narodów pogrążała Europę w katastrofalnym konflikcie. Od lat trzydziestych dwudziestego wieku nacjonalizm miał jeszcze gorsze konotacje, lecz jego Tolkienowska wersja nie miała nic wspólnego z wywyższaniem się jednego narodu ponad inne. Dla Tolkiena najwyższym celem narodu była kulturowa samorealizacja, a nie władza nad innymi; zasadnicze znaczenie miały w tym patriotyzm i wspólnota przekonań. „Nie bronię »Deutschland über alles«, lecz zdecydowanie mówię po norwesku »Alt for Norge« [»wszystko dla Norwegii«]”, wyznał sześć dni później Wisemanowi188. Zatem — jak sam przyznawał — Tolkien był zarówno angielskim patriotą, jak i zwolennikiem autonomii dla Irlandczyków. Podzielał romantyczny pogląd, że język to głos przodków, ale posunął się dalej: czuł, że w gruncie rzeczy odziedziczył po przodkach ze strony matki zamiłowanie do średnioangielskiego z West Midlands oraz łatwość uczenia się go189; był to dialekt, który studiował w ramach zajęć z religijnego tekstu Ancrene Riwle. Pisząc znacznie później o swoim życiu i o tym, co miało na niego wpływ, stwierdził: