Zrozumieć psa

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Najbardziej możliwe wydaje się to, że psy zostały udomowione w kilku różnych miejscach, być może w Azji, łącznie ze Środkowym Wschodem, chociaż europejskich korzeni także nie można wykluczyć. Dowody archeologiczne wskazują też na co najmniej jedno wczesne źródło w dolinie Eufratu i Tygrysu, i jest to scenariusz akceptowany przez część ekspertów od DNA. Jedna z interpretacji DNA jako miejsce najstarszego udomowienia wskazuje południowe Chiny, gdzie przeprowadzono znacznie mniej badań archeologicznych. Każda z grup badaczy DNA ma swoje własne próbki materiału genetycznego psów i wilków i jak dotąd dochodzą one do różnych konkluzji. Obecnie ich wnioski nie są łatwe do pogodzenia, lecz najbardziej prawdopodobne jest, że nie istniał jeden początek, lecz wilki weszły do społeczności ludzkiej z kilku oddalonych od siebie miejsc w Azji i Europie. Niektóre z nich zostawiły bardzo nieliczne potomstwo lub też zmarły bezpotomnie, inne zaś prosperowały i w końcu krzyżowały się z psami, z którymi ludzie zaczęli podróżować.

Chociaż nadal nie wiemy, skąd dokładnie pochodzą psy, jest zupełnie jasne, że nasze współczesne psy nie są potomkami jednego konkretnego rodzaju wilka. Psy stanowią produkt krzyżowania się wielu różnych rodzajów wilków z całej Azji i Europy. Jedynym wilkiem, który na pewno nie przyłożył się do tej puli genów, jest wielki szary wilk amerykański. Dlatego też nie ma już dziś takich wilków, które mogłyby służyć jako miarodajny model dla zrozumienia psów i ich zachowań. Ponadto fakt, iż udomowienie nastąpiło tak dawno, oznacza, że psy miały okazję zmienić się radykalnie od czasu, gdy odłączyły się od wilków ponad dziesięć tysięcy pokoleń temu. W tym czasie także ich otoczenie uległo znacznej transformacji.

Ewolucja psa nie dokonała się nagle, a siły ją napędzające zmieniały się w trakcie długiego okresu koegzystencji psa i człowieka. W istocie ludzie zmienili się prawie tak samo bardzo jak psy w ciągu tych wielu tysięcy lat. Historia psa jest nierozerwalnie związana z naszym przejściem od społeczności myśliwych zbieraczy do nowoczesnych społeczeństw mieszkańców miast, a jego rola w naszym życiu też się zmieniała. Udomowienie psa, w przeciwieństwie do innych gatunków, służyło wielu celom. Psy spełniały wiele funkcji w społeczności ludzkiej, więc historia ich udomowienia jest z natury rzeczy złożona – obejmuje szereg kroków, które łączył spójny plan, a każdy z nich jest ważny dla naszego rozumienia dzisiejszych psów.

Niestety wczesne stadia procesu udomowienia miały miejsce tak dawno, że wiemy o nich bardzo niewiele. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że pies był pierwszym zwierzęciem domowym, zamierzone udomowienie wydaje się nieprawdopodobne. Skąd by się wziął tak radykalny pomysł? Najpewniej związki między człowiekiem i wilkiem zdarzały się spontanicznie w wielu miejscach, przez tysiące lat, dużo wcześniej, niż zapisy archeologów odnotowały istnienie psów różniących się wyglądem od wilków. Wiele z tych więzi między protopsami a człowiekiem zanikło być może na skutek zmian środowiska czy też lokalnych obyczajów. Inne, prawdopodobnie zdecydowana mniejszość, trwały na tyle długo, by wilki związane z jakąś wioską stały się prototypem domowych psów. Wioskowy wilk wyglądał na tyle podobnie do dzikiego, że dla archeologów był nie do odróżnienia.

Pomimo trudności w zrozumieniu procesu udomowienia możemy dowiedzieć się nieco więcej na jego temat, badając jego przebieg u innych zwierząt, w przypadku których posiadamy bardziej szczegółowe i lepiej zachowane dowody, dzięki temu, że nastąpił on u nich później. Historia świni jest bardzo pouczającym przykładem. Nasze współczesne świnie pochodzą od dzika. Mimo że archeologiczne zapiski wskazują na jedno udomowienie w Turcji, badanie DNA wykazuje sześć innych, każde niezależne od następnego, zapoczątkowane od innej populacji dzików. Czy siedem różnych kultur udomowiło świnię niezależnie, czy też jedna z nich wpadła na ten pomysł pierwsza, po czym ów pomysł rozpowszechnił się z miejsca na miejsce, a mieszkańcy każdego z nich udomowili własne dziki? Okazuje się, że jest to niewłaściwe pytanie, ponieważ obydwie możliwości opierają się na koncepcji, iż udomowienie było procesem zamierzonym i zbiorowym.

Z perspektywy czasu wydaje się, że kilka pierwszych udomowień to wydarzenia przypadkowe, dokonujące się zrywami, czasem kończące się porażką. Ten scenariusz z pewnością odnosi się do świni domowej. Minęło ponad dwa tysiące lat, nim pierwsze świnie, które można było odróżnić od dzików, zaczęły wyglądać jak zwierzęta hodowlane (np. wyższe dorosłe samce niż samice, gdyż selekcjonowanie młodych samców zwiększa produktywność). Fakt, że zakończenie jednego procesu udomowienia zajęło ludziom prawie sto pokoleń, nie potwierdza, że mieli jakiś szczególny plan. Z odkopanych kości świni można się zorientować, że był to proces stopniowy. Początkowo świnie były padlinożercami żyjącymi wokół ludzkich domostw, gdzie służyły również jako użyteczna chodząca spiżarnia, kiedy zawodziło polowanie. Spełniały też użyteczną funkcję, sprzątając ludzkie nieczystości, łącznie z kałem. „Świńska toaleta” jest nadal używana w niektórych częściach Goa (Indie) i Chin, a kiedyś była zapewne rozpowszechniona w całej Azji.

Prawdopodobne początki udomowienia świni rzucają ważne światło na ten proces w ogóle. W procesie udomowienia jest tyle samo działania zwierząt co ludzi. W przypadku świni każde osiedle ulokowane w pobliżu stada dzików było potencjalnym źródłem udomowienia. Gdy taka osada rozrosła się do odpowiednich rozmiarów, osiedlało się tam kilka dzików, które ze względu na swój temperament dobrze tolerowały bliskość człowieka. Zdobywały nowe źródła pożywienia, a same też były wykorzystywane jako pokarm. W wielu przypadkach taki układ z czasem wymierał, na przykład kiedy z powodu braków pożywienia zjedzono wszystkie żyjące w wiosce dziki. Ale w lepszych czasach cykl ten zaczynał się od nowa, jeśli tylko w pobliżu mieszkały dziki. Udomowienie mogło nastąpić znacznie później, kiedy polepszyły się warunki bytowe i kulturowe, kiedy raczej pojedynczy człowiek czy też rodzina (a nie cała społeczność) mogli być właścicielami zwierzęcia. To pozwalało ochronić zwierzę przed rzezią, kiedy brakowało żywności. Następnym etapem było rozwijanie metod hodowlanych, budowanie zagród, by ochronić świnie przed drapieżnikami, a także selektywny ubój co bardziej wojowniczych samców, co miało zapewnić większe bezpieczeństwo właścicielom trzymającym świnie w niewoli.

Ponieważ nic nie wskazuje na to, że psy początkowo udomawiano dla pożywienia, szczegóły ich historii prawdopodobnie różnią się od historii świń, ale z pewnością proces przejścia od zwierzęcia dzikiego do udomowionego był stopniowy i przypadkowy. Jeśli w przypadku świni proces przejścia od zwierzęcia żyjącego w pobliżu człowieka do zwierzęcia hodowlanego trwał dwa tysiące lat, to prawdopodobnie pies potrzebował tyle samo lub nawet więcej czasu. Jest raczej nieprawdopodobne, by ludzie, którzy przecież nie mieli wcześniejszych doświadczeń z udomowieniem, celowo rozpoczęli ten proces. Bardziej możliwym scenariuszem jest ten, który zakłada, że to same wilki go rozpoczęły. Stanowczo uważam, że pionierami na długiej drodze do dziesiejszego psa były wilki badające nową niszę, nową koncentrację pożywienia wokół siedzib ludzkich. Proces ten rozpoczął się, gdy ludzie porzucili wędrowny tryb życia i zaczęli osiedlać się w wioskach. Wilki zaś zaczęły ewoluować, aby dopasować się do naszego nowego stylu życia, co wymagało zupełnie innych umiejętności niż polowanie.

Życie w pobliżu osad ludzkich wymagało takiej tolerancji dla bliskości człowieka, jakiej nie miałby żaden współcześnie żyjący wilk. Prawdopodobnie również niewiele starożytnych wilków było do tego zdolnych, ale ludzie z pewnością pomogli w doborze osobników posiadających tę cechę. Początkowo wilki, które potrafiły wygrzebywać resztki ludzkiego pożywienia, prosperowały i miały małe. Natomiast osobniki, które nie potrafiły się przystosować, nie miały potomstwa albo przenosiły się i przyłączały z powrotem do swych dzikich kuzynów. Trudno sobie wyobrazić, by myśliwi-zbieracze na swoim ówczesnym, początkowym etapie rozwoju mogli aktywnie ingerować w ten proces, na przykład dobierając samce do rozmnażania z konkretnymi samicami. Mimo to ludzie musieli w tym uczestniczyć w mniej zamierzony sposób, niemniej na tyle znaczący, że przyśpieszył separację wiejskich wilków od dzikich.

Ludzie musieli co najmniej tolerować te wilki, które skłaniały się ku życiu w pobliżu ich osad, gdyż inaczej ta zmiana nigdy by się nie dokonała. Musiały się zdarzać momenty, gdy wałęsający się w pobliżu wielki mięsożerca stanowił zagrożenie. Najmłodsi i niedołężni byli szczególnie narażeni na ryzyko ze strony zwierzęcia, które jeszcze kilka pokoleń wstecz było dzikim myśliwym i z braku pożywienia zmieniło się w padlinożercę. Każdy wilk, który stanowiłby zagrożenie dla człowieka, zostałby wygnany lub nawet zabity. Na pozostanie w wiosce pozwolono by tylko tym, które nie byłyby groźne dla człowieka.

Hipoteza, że udomowienie nastąpiło dzięki wygrzebywaniu przez wiejskie wilki resztek pożywienia pozostawionych przez człowieka, ma pewne uzasadnienie, ale nie może to być jedyne wyjaśnienie. Choćby dlatego, iż to nieprawdopodobne, by wilki zdołały się wyżywić wyłącznie resztkami z wczesnych ludzkich osiedli. Współczesne wiejskie psy mogą zdobyć większość swego pożywienia w ten sposób, ale po pierwsze, są mniejsze niż wilki, a po drugie, współczesne wioski są dużo większe niż te, w których musieli mieszkać myśliwi-zbieracze. Słuszność teorii o wygrzebywaniu resztek ludzkiego pożywienia zależy od tego, czy myśliwi-zbieracze produkowali tyle nadwyżek jedzenia, by żerowanie na nich było warte zachodu. Wilki są duże i potrzebują dużo energii – około dwóch tysięcy kalorii dziennie, co jest ekwiwalentem około 1250 gramów mięsa. Wydaje się nieprawdopodobne, by dwadzieścia tysięcy lat temu jakiekolwiek ludzkie osiedle mogło codziennie wytwarzać tyle dodatkowego jedzenia. Nie należy jednak zapominać, że wilki nie są całkowicie mięsożerne. Są w stanie przetrwać, jedząc pożywienie roślinne, okazjonalnie uzupełniane kością czy kawałkami mięsa. Być może nawet miały swój wkład w higienę w wiosce, pełniąc tę samą funkcję co dzisiejsze świnie toaletowe. Bez względu na to, jak niesmaczne nam się to wydaje, mogłoby to wyjaśnić ową niefortunną skłonność niektórych współczesnych psów do zjadania odchodów17. Nawet jeśli wiejskie wilki korzystały z tak niezdrowego źródła kalorii, to i tak trudno sobie wyobrazić, by kilka wilków – czy choćby para – mogło przeżyć w dobrej kondycji i wydać na świat potomstwo, żywiąc się wyłącznie resztkami. Faktycznie, wydaje się nielogiczne, by jakiekolwiek zwierzę zrezygnowało z polowania, stylu życia, do którego dostosowało się w drodze trwającej miliony lat ewolucji, dla niepewnego żerowania na resztkach jedzenia przedstawicieli gatunku, który sam jeszcze nie posiadał wielkiej zręczności w zdobywaniu mięsa.

 

Dlatego żerowanie na resztkach jedzenia człowieka jest niewątpliwie przekonującym, ale niewystarczającym argumentem, by wytłumaczyć transformację wilka ze zwierzęcia wałęsającego się w pobliżu siedzib ludzkich w zwierzę domowe. Żerowanie wokół koczowisk myśliwych-zbieraczy nie było niezawodnym źródłem jedzenia nawet dla małych wilków, tak więc możemy być prawie pewni, że ludzie musieli je dokarmiać. Oczywiście takie zachowanie ze strony człowieka wymaga wyjaśnienia. Dlaczego ludzie mieliby zrezygnować z własnych zasobów na rzecz zwierząt, które nie służyły w tej społeczności żadnemu wyraźnemu celowi?

Jeśli ludzie rzeczywiście zachęcali wilki, by się ich trzymały, karmiąc je, moglibyśmy to częściowo wytłumaczyć uniwersalną ludzką potrzebą posiadania zwierząt domowych. Trzymanie zwierząt nie jest wyłącznie cechą świata nowoczesnego. Jest szeroko praktykowane wśród współczesnych nam myśliwych-zbieraczy i prawdopodobnie występowało również w wielu społecznościach przedrolniczych. W tamtym czasie młode „zwierzątka domowe” pozyskiwano, kiedy myśliwi znaleźli gniazdo czy norę z małymi. Przynosili je do wioski, gdzie były hodowane i karmione przez kobiety i dzieci. Niektóre z tych zwierząt, gdy dorastały, wracały do życia w naturze, inne stawały się zbyt duże lub niesforne, więc wyganiano je lub nawet zabijano i zjadano. Najwyraźniej rzadko się zdarzało wyhodować „ulubieńców” w wiosce, więc każde pokolenie musiało być pozyskiwane ze zwierząt dziko żyjących. Dlatego nie są to zwierzątka domowe w naszym rozumieniu, ale myśliwi-zbieracze zapewniali im taki sam poziom troski i opieki, kiedy były małe, co dzisiejsi posiadacze kotka czy szczeniaka w cywilizowanym świecie.

Współcześni myśliwi-zbieracze mają niezwykle urozmaicone gusta, jeśli chodzi o „zwierzątka domowe”. Takie społeczności jak Penanowie z Borneo czy Indianie Huaorani z puszczy amazońskiej nie mają szczególnych preferencji w tej kwestii. W zasadzie każdy młody ptak czy ssak, jeśli jest rozsądnych rozmiarów, może zostać przez nich adoptowany. Tak więc czasem w jednej wiosce mogą być tuziny różnych gatunków – papugi, tukany, szopy, jelonki, różne gryzonie, oposy i małpy. Inne społeczności mogą być z kolei przywiązane do jakiegoś konkretnego gatunku. Na przykład plemię Guaja z Amazonii to społeczeństwo matriarchalne, w którym wszystkie kobiety trzymają małpki jako zwierzątka domowe. Kobieta naczelnik plemienia ma ich kilka, podczas gdy dorastające dziewczyny opiekują się jedną. Traktują małpki tak jak własne dzieci albo nawet lepiej. Nowo przyjęte małpiątka są karmione piersią, ciągle dokarmiane smakołykami i wszędzie noszone. Przywódczyni ma zawsze dwie lub trzy na głowie i ramionach, jako rodzaj żywej szaty będącej oznaką piastowanej funkcji. W innych tego typu kulturach, na przykład w Polinezji, Melanezji i obu Amerykach, to psy są traktowane w taki sposób, łącznie z pielęgnowaniem szczeniaków razem z małymi dziećmi.

Dzięki dowodom dostarczonym przez niedawne badania, z których najbardziej bezpośrednie pochodzą od rdzennych mieszkańców Australii, Aborygenów, możemy przypuszczać, że nasi przodkowie lubili szczeniaki tak samo jak my dzisiaj. W Australii nie występuje wilk szary ani żadne psowate. Żyją tam natomiast psy dingo będące w zasadzie potomkami psów, które powróciły do dzikiego życia kilka tysięcy lat temu. Aborygeni do niedawna byli myśliwymi-zbieraczami i rolnikami. Nie hodowali udomowionych zwierząt, ale mają długą tradycję przygarniania dzikich szczeniąt dingo i trzymania ich jako domowych zwierzątek. Niektóre pochodziły z miotów znajdowanych przypadkowo podczas wypadów na polowania. Czasem brano je celowo w ramach religijnych obrzędów. Te szczenięta były bardzo cenione i dobrze się nimi opiekowano. Ale kiedy zaczynały dorastać, stawały się utrapieniem – kradły jedzenie i były niesforne. Zwykle po osiągnięciu dojrzałości seksualnej były wypędzane. W ten sposób nigdy nie doszło do wyłonienia się populacji udomowionych psów dingo, choć ta tradycja trwa do dziś.

Fakt, iż tradycja trzymania szczeniąt dingo jest w Australii tak trwała, sugeruje, że pomimo względów praktycznych ludzie będą trzymać szczeniaki wyłącznie dlatego, że są urocze. Szczenięta dingo przynoszą człowiekowi więcej strat niż korzyści. Początkowo naukowcy sądzili, że Aborygeni trzymali psy dingo jako towarzyszy polowań. Ale prawda jest taka, iż dingo przeszkadzają w polowaniu do tego stopnia, że Aborygeni zdobywają więcej mięsa, jeśli zostawią psy w domu. Co więcej, psy dingo często przewyższają liczbą mieszkańców wioski, w związku z czym rywalizują z ludźmi o pożywienie. Buszują w śmieciach w sposób tak uciążliwy, że trzeba je odganiać w porze posiłków. Niemniej zwyczaj oswajania ich przetrwał przez setki czy może nawet tysiące lat, więc według Aborygenów zwierzęta te muszą mieć jakieś cechy kompensujące ich wady. Faktycznie, psy dingo częściej występują w sztuce Aborygenów czy ich natchnionych opowiadaniach niż jakiekolwiek inne zwierzę, może z wyjątkiem węży. I chociaż szacunek dla psów dingo w każdym wieku, nie tylko młodych, od dawna występuje w kulturze aborygeńskiej, zwyczaj trzymania ich szczeniąt musiała zapoczątkować wyjątkowa wrażliwość Aborygenów na wdzięk szczeniaków dingo.

Tak więc jest całkiem możliwe, że w jednym lub w kilku miejscach na ziemi jakieś dwadzieścia tysięcy lat temu istniały społeczności myśliwych zbieraczy, którzy trzymali szczeniaki wilków i były one dla nich równie ważne, jak ulubieńcy współczesnych myśliwych. Karmienie młodych wilczków i opiekowanie się nimi (tak trudne do wytłumaczenia, jeśli ich rodzice byli tylko padlinożercami) mogło być zadaniem mieszkańców wioski i robiliby to dla własnej przyjemności, a później, by zdobyć szacunek społeczny – tak jak w przypadku trzymania małpek przez kobiety z plemienia Guaja. Ponadto bliskie relacje łączące szczeniaka z jego opiekunem umożliwiłyby mu stworzenie więzów zarówno z ludźmi, jak i z wilkami, oczywiście pod warunkiem że byłby do tego zdolny.

Istnieje jednak pewna ważna różnica pomiędzy psem a innymi ulubieńcami myśliwych zbieraczy. Podczas gdy pies w końcu został udomowiony, inne pupile – od gryzoni po papugi i małpy – są po prostu oswojonymi zwierzętami, z których wiele wychowywano w izolacji od ich własnego gatunku, i prawdopodobnie nie potrafiłyby się rozmnażać, nawet gdyby dano im szansę. Stąd potrzeba ciągłego uzupełniania młodych urodzonych dziko. Za to wilk został udomowiony, gdyż trzymał się człowieka z własnego wyboru, tworząc z nim wzajemne relacje. Aby rozpocząć proces udomowienia, wilk musiałby zostać wychowany przez ludzi od małego szczeniaka, a potem musiałby zostać wśród nich (co wydaje się mało prawdopodobne) i mieć własne potomstwo. (Zamieszkiwanie w wiosce byłoby konieczne tylko dla samic; ojcami szczeniąt mogłyby być dzikie wilki, ale samice musiałyby być całkowicie oswojone, tak by małe mogły się urodzić w wiosce18).

Faktycznie, jeśli porównamy dzisiejsze wilki i psy, możemy stwierdzić, w jak nadzwyczajny sposób psy dostosowały się do człowieka. Być może najbardziej uderzającą różnicą pomiędzy dzisiejszymi psami i wilkami, poza wyglądem, jest łatwość, z jaką szczenięta psa domowego przystosowują się do podwójnej tożsamości, do czego szczeniaki współczesnego wilka wydają się niezdolne. Ta zdolność psa do przyjęcia podwójnej tożsamości – częściowo ludzkiej, a częściowo wilczej – jest niezwykle ważna dla wyjaśnienia transformacji z pierwotnego zwierzątka ulubieńca w prawdziwie udomowione stworzenie. Być może właśnie ten kluczowy atrybut zdecydował, że spośród wszystkich kandydatów, łącznie z innymi psowatymi, to wilk szary został udomowiony. Niewykluczone, iż to wyjątkowe przejście od zwierzęcia dzikiego do domowego ma mało wspólnego ze zdolnością wilka do tworzenia stad czy też komunikowania się za pomocą języka ciała (żadna z tych cech nie jest, jak już się przekonaliśmy, unikatowa dla wilka szarego). Możliwe, że wilk szary, w przeciwieństwie do innych psowatych, był w stanie tworzyć więzi z człowiekiem.

Istnieje prawdopodobieństwo, że to jakiś genetyczny przypadek, mutacja, dały kilku wilkom zdolność nawiązywania stosunków społecznych z dwoma gatunkami jednocześnie, kierowania ich społecznych zachowań do ludzi i innych wilków – przy czym ich seksualne preferencje pozostały niezłomnie ukierunkowane na własny gatunek. Przed pojawieniem się człowieka ta dziedziczna zmiana nie przyniosłaby korzyści (ani szkód) wilkom, które były jej nosicielami. Lecz kiedy społeczności myśliwych-zbieraczy żyjące w miejscach, gdzie występowały wilki, osiągnęły taki stopień rozwoju, że trzymanie ulubieńca stało się zwyczajem, te lokalne wilki ze zmienionym mechanizmem uspołecznienia były już przystosowane do koegzystencji z człowiekiem. Wobec tego z jednej strony społeczności, które szczęśliwym trafem oswoiły wilki tam, gdzie ich mechanizmy społeczne były już zmienione, otrzymały w prezencie zwierzęta, które można było rozmnażać w otoczeniu stworzonym przez człowieka. Z drugiej zaś strony – społeczności, które skoncentrowały się na psowatych, takich jak szakal złocisty (prototyp domowego ulubieńca), potrafiły oswajać pojedyncze osobniki, ale nigdy nie udało im się ich hodować. Wynikało to stąd, że ich mechanizmy społeczne nadal były odpowiednie jedynie dla ich pierwotnego dzikiego trybu życia.

Jakie mamy dowody na istnienie tych szczególnych, łatwo nawiązujących stosunki społeczne wilków? To proste: mamy je wokół nas w postaci współczesnych psów. Są one jedynymi potomkami tamtych uspołecznionych wilków, które, jak przypuszczam, żyły mniej więcej dwadzieścia tysięcy lat temu. Współczesne wilki są bardzo różne od tych wczesnych, które opisuję. Dzisiejsze wilki szare są bardzo trudne do oswojenia, nie mówiąc już o tworzeniu relacji z ludźmi. Nawet te oswojone nie wydają się przywiązywać do konkretnego człowieka. Jednak współczesne wilki nie są potomkami wilków, z których wywodzą się psy.

Dzisiejsze psy (jeśli moja hipoteza jest prawdziwa) są potomkami małego ułamka dawnych wilków, produktem mutacji, która oddzieliła je od większości ich gatunku, mutacji, dzięki której mogły tworzyć relacje zarówno z ludźmi, jak i innymi wilkami. Podczas gdy ta niewielka część wilków zaczęła żyć wśród ludzi i w końcu przekształciła się w psy, większość wilków nie mogła obrać tej drogi, gdyż przejawiała naturalną nieufność wobec człowieka. Krótko mówiąc, sugeruję, że ta umiejętność tworzenia relacji z ludźmi nie jest, jak to zwykle zakładano, konsekwencją udomowienia. Postrzegam ją jako kluczową cechę, nawet jeśli była przypadkową preadaptacją, która w ogóle umożliwiła udomowienie.

Najważniejszą różnicą między psem i wilkiem nie jest wygląd, lecz zachowanie, zwłaszcza wobec ludzi. Badania DNA i kości nie powiedzą nam, jak te wczesne psy się zachowywały ani jakie były ich codzienne relacje z ludźmi. Udomowienie z całą pewnością wpływa na wygląd zewnętrzny, ale na początkowym etapie jest to kwestia drugorzędna. Tym, co określa zwierzę, jest jego zachowanie, nie wygląd. Szczególnie istotne okazuje się to, jak zachowanie jego przodków zostało zmienione, aby umożliwić mu wygodne życie w otoczeniu stworzonym przez człowieka.

Chociaż wiemy już dużo na temat zachowań dziesiejszego amerykańskiego wilka szarego i mamy coraz większą wiedzę o niedobitkach populacji wilka w Europie, daje nam to bardzo niewielki wgląd w zachowanie pierwszych psów domowych. Współczesne wilki są jedynie daleko spokrewnione z psem domowym, poza tym przez ostatnie kilkaset lat były poddawane intensywnej presji selekcyjnej ze strony tych, którzy chcieli je wytępić. Nie ma się co dziwić, że dzisiejsze wilki trudno wchodzą w relacje społeczne, a oswojone osobniki przez całe życie nadal są nieprzewidywalne i potencjalnie agresywne w stosunku do ludzi. Prześladując wilki, dobieraliśmy te jednostki, które są wobec nas naturalnie nieufne, dlatego bardzo trudno zaczerpnąć jakąś wiedzę na temat wczesnych psów z tego, co wiemy o dzisiejszych wilkach. Co więcej, nie możemy nawet odtworzyć procesu udomowienia poprzez chwytanie wilków i selektywne hodowanie ich tak, by stały się takie jak psy. Byłoby to niemożliwe, ponieważ wilki, które były bezpośrednimi przodkami psa domowego, dawno już wymarły.

 

Powszechnie uważa się, że pewna stosunkowo niedawna modyfikacja jednego z psowatych dostarcza wskazówek o tym, jak wilki mogły zmienić się w psy. Jest to lis srebrzysty, kolorowa odmiana rudego, dzikiego lisa, hodowana na fermach futrzarskich. Lisy srebrzyste są zwykle trzymane w klatkach i trudno je nazwać oswojonymi, nie mówiąc już o udomowieniu. Ale w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku grupa rosyjskich naukowców zaczęła je selektywnie hodować, używając do rozmnażania tylko najbardziej oswojonych osobników w każdym pokoleniu19. Początkowo radzono sobie jedynie z niewieloma lisami, nawet jeśli karmiono je smacznymi kąskami. Po kilku pokoleniach hodowania ich tylko z osobników tolerujących ludzi pojawiły się osobniki aktywnie poszukujące kontaktu z człowiekiem. Faktycznie, po trzydziestu pięciu pokoleniach większość lisów zachowywała się w sposób znacząco podobny do psów – merdały ogonami, skamlały, by zwrócić na siebie uwagę, wąchały i lizały ręce i twarz karmiciela. Niektóre zostały nawet zabrane do domu przez pracowników jako zwierzątka domowe i potrafiły być równie posłuszne i lojalne, jak psy. Wydaje się, że próbując wyhodować lisa łatwiejszego w hodowli, genetycy poprawili też dobrobyt tych zwierząt. Uwolnili lisy od bezustannego strachu i niepokoju związanego z koniecznością codziennego stykania się z obcym gatunkiem (nami!). Nowe, oswojone lisy fermowe mają czterokrotnie niższy poziom hormonu stresu niż ich dzika wersja. Podobne obniżenie reaktywności i podatności na stres obserwujemy, gdy porównujemy psy z wilkami. Reakcja ta jest związana ze zmianami w podwzgórzu, części mózgu, która odpowiada między innymi za emocjonalną reaktywność. Takie zmiany są prawdopodobnie bezpośrednią konsekwencją selektywnej hodowli w celu oswojenia lisa, więc pod tym względem oswojone lisy fermowe mogą być podobne do wilków, które przystosowały się do życia w pobliżu człowieka, żywiąc się resztkami wygrzebanymi w ludzkich osiedlach.

Najbardziej interesującym odkryciem syberyjskiego eksperymentu z lisem było to, że lisy fermowe stały się łatwiejsze do oswojenia, ponieważ okres, zanim zaczynały się bać nowych doświadczeń, został skutecznie wydłużony. Większość młodych ssaków przeżywa taki okres w życiu, kiedy są z natury ciekawskie i ufne. Zwykle w trakcie tego okresu pozostają nadal pod opieką rodziców, którzy są zawsze w pobliżu, by móc się upewnić, że te cechy nie wpędzą młodych w kłopoty. Kiedy dorastają i stają się bardziej niezależne, zaczynają też być podejrzliwe, gdy dzieje się coś niezwykłego, i mają tendencję do uciekania. U lisów fermowych dobór hodowlany korespondował z wydłużeniem fazy ufności, która u dzikich lisów kończy się, kiedy małe ma sześć tygodni, a u oswojonej odmiany trwa dziewięć tygodni. Te dodatkowe trzy tygodnie wystarczają, by regularne karmienie przyniosło rezultaty w postaci wyhodowania lisa, u którego strach zastąpiła ufność wobec opiekujących się nim ludzi.

Inne odkrycie syberyjskiego eksperymentu zostało wykorzystane do przygotowania założeń dotyczących wpływu udomowienia na wygląd psowatych, choć są one w dużej mierze niepoparte dowodami. Wygląd niektórych oswojonych lisów będących wynikiem tego eksperymentu różnił się od wyglądu ich dzikiej odmiany. Całkiem sporo z nich, choć zdecydowanie nie wszystkie, miało niezwykłe, podobne do psa cechy – zakręcone ogony, opadające uszy i białe łatki na sierści. Niektóre autorytety twierdzą, że owe cechy to nieodłączny element udomowienia, że selekcja hodowlana pod kątem oswojenia nieodmiennie powoduje wszystkie te trzy zmiany w wyglądzie. Niestety dane nie potwierdzają tego poglądu. To prawda, że więcej lisów oswojonych niż dzikich ma opadające uszy, ale nadal jest to drobna mniejszość, mniej niż jedna czwarta procent. Mniej niż jeden na dziesięć lisów ma zakręcony ogon. Mniej niż piętnaście procent ma białą gwiazdkę na czole. Jak to dokładnie się stało, że zmiany te występują nieco częściej u oswojonych lisów, nadal pozostaje tajemnicą. Są one stosunkowo rzadkie i na temat udomowienia mówią nam mało albo nic.

Chociaż syberyjski eksperyment zaowocował wyhodowaniem oswojonych lisów, pomiędzy tymi zwierzętami i domowymi psami istnieje znacząca różnica stopnia, w jakim są lub – jak się wydaje – mogą zostać udomowione. U psów proces przystosowania się do ludzi nie narusza ich normalnych relacji społecznych z innymi psami. Natomiast lisy, kiedy nawiązują relacje z ludźmi, tracą zainteresowanie tworzeniem kontaktów społecznych z innymi lisami. Lisy rude – ten sam gatunek co lis fermowy – są raczej towarzyskimi zwierzętami, często żyjącymi w grupach liczących cztery do sześciu zwierząt. Tymczasem oswojone lisy fermowe są samotniczymi osobnikami – tak oddanymi jak psy i równie niezależnymi jak koty. Różni je to zarówno od domowego psa, jak i kota, których społeczne relacje z ludźmi i członkami ich własnego gatunku (i być może również z innymi gatunkami) mogą się rozwijać jednocześnie – i zwykle tak się dzieje.

Dlatego przykład syberyjskich lisów dowodzi, iż oswojenie, choć jest pożytecznym pierwszym krokiem, nie jest tym samym co udomowienie. Oswojenie pozwala na zastąpienie jednego zestawu społecznych reakcji, ukierunkowanych na członków tego samego gatunku, innymi, ukierunkowanymi na człowieka. Z kolei psy muszą zatrzymać obydwa zestawy, by móc nadal funkcjonować jako członkowie własnego gatunku, jednocześnie nawiązując i utrzymując relacje z ludźmi – swymi właścicielami. Żaden element eksperymentu z lisami fermowymi nie rzuca światła na to, w jaki sposób w trakcie procesu udomowienia mogła się pojawić ta umiejętność psów.

Za to eksperyment ów pokazał, że dobór pod kątem oswojenia może przynieść rezultaty dość szybko. Na tyle szybko, że wydaje się prawdopodobnym pierwszym etapem udomowienia wilka. Kluczową różnicę pomiędzy tymi dwoma zwierzętami stanowi oczywiście to, iż lisy były populacją trzymaną w niewoli i izolacji, celowo wybraną w celu oswojenia. Z drugiej strony wilki, które w wystarczającym stopniu tolerowały człowieka, same wybrały się na przodków psa domowego. Te, które łatwo się oswajały, mogły zacząć się rozmnażać w pobliżu człowieka. Te, które tego nie potrafiły, z powrotem przyłączały się do dziko żyjącej populacji. Pojawienie się u oswojonych lisów zachowań podobnych do zachowań psów domowych, takich jak lizanie ludzi po twarzy i rękach czy skomlenie, także wspiera teorię, że społeczny repertuar psa nie pochodzi wyłącznie od wilka, lecz raczej z praojcowskiego zasobu możliwości odziedziczonego po całej rodzinie psowatych.

Lisy fermowe pokazują nam, że naturalne zróżnicowanie w stopniu oswojenia w ramach gatunku może wystarczyć, przynajmniej u jednego z psowatych, by wydać jednostki, które mogą być przodkami zwierzęcia domowego. Tak więc ów eksperyment dostarcza modelu początkowej separacji pomiędzy wilkami dziko żyjącymi a tymi, które z natury były na tyle oswojone, że potrafiły żyć obok ludzi. Pożywienie, które w naturalny sposób oswojone wilki były w stanie uzyskać od ludzi, musiało być wystarczające, by mogły się przystosować do nowego sposobu rozmnażania. Zamiast chować małe w norach, pierwsze oswojone wilczyce musiały w jakiś sposób zezwalać swym szczeniakom na kontakty z ludźmi, tak by oswajanie i dalsza selekcja do procesu udomowienia mogły postępować w kolejnych pokoleniach. Zasadniczą sprawą w początkach oswajania są zmiany w produkcji i reaktywacji hormonów stresu, które są widoczne zarówno u oswojonych lisów fermowych, jak i u psów. Jednak eksperyment z lisami fermowymi nie mówi nam, w jaki sposób psy zyskały umiejętność utrzymywania relacji społecznych jednocześnie z własnym gatunkiem i z ludźmi. Nie daje nam też żadnego wglądu w to, jak psy osiągnęły swą niezwykłą różnorodność kształtów i rozmiarów. A jednak to właśnie ta rozmaitość pozwala na kolejne, bardzo odmienne podejście do zrozumienia kolejnych faz udomowienia psa, od czasu, kiedy te zdolne do oswojenia wilki nawiązały relację z człowiekiem.