Zrozumieć psaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału

DOG SENSE

How the New Science of Dog Behavior Can Make You a Better Friend to Your Pet

Ilustracje

Alan Peters

Projekt okładki

Nicole Caputo

Zdjęcie na okładce

Smutny pies/Flickr/LGB/Getty Images/Flash Press Media

Redakcja

Weronika Girys-Czagowiec

Korekta

Małgorzata Denys

Ewa Jastrun

DTP

Paweł Luboński

Konwersja do formatu EPUB i MOBI

Elżbieta D. Borkowska – Usługi DTP i komputerowe

Copyright © 2011 by John Bradshaw

Copyright for the Polish edition © by Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2017

WYDANIE I

ISBN 978-83-8015-977-8

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.


ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa

e-mail: wydawnictwo@czarnaowca.pl

Dział handlowy: tel. 22 616 29 36; faks 22 433 51 51

Zapraszamy do naszego sklepu internetowego:

www.czarnaowca.pl

Spis treści

Przedmowa

Podziękowania

Wstęp

Rozdział 1

Skąd się wzięły psy

Rozdział 2

Jak wilki stały się psami

Rozdział 3

Dlaczego psy z powrotem stały się wilkami

Rozdział 4

Kij czy marchewka? Szkolenie psa

Rozdział 5

Jak szczenięta stają się naszymi ulubieńcami

Rozdział 6

Czy twój pies cię kocha?

Rozdział 7

Psi mózg

Rozdział 8

Emocjonalne (nie)wyrafinowanie

Rozdział 9

Świat zapachów

Rozdział 10

Problemy z rodowodami

Rozdział 11

Przyszłość psów

Dalsza lektura

Dla Alexis (1970–1984),

Prawdziwego Psa


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Przedmowa

Pierwszym psem, do którego w jakimś sensie byłem przywiązany, choć nigdy go nie poznałem, był Ginger, terier należący do mojego dziadka. Był typowym długonogim cairn terrierem z początków dwudziestego wieku. Od jego pracujących przodków dzieliło go zaledwie kilka pokoleń. Ginger zdechł na długo przed moim przyjściem na świat, a ja wychowywałem się w domu bez zwierząt. Opowieści o Gingerze były dla mnie przez jakiś czas namiastką posiadania własnego psa.

Mój dziadek, architekt, lubił spacerować. Chodził pieszo do swego biura w przemysłowym Bradford; odwiedzał także kościoły i młyny, w których architekturze się specjalizował. Przede wszystkim jednak spacerował dla rekreacji, czy to po wrzosowiskach Yorkshire, czy też po Lake District1 (i Parku Narodowym Snowdonia2). Gdy tylko mógł, zabierał ze sobą Gingera. Rodzina utrzymywała, że Ginger, który był wyższy niż przeciętny pies jego rasy, miał przez te spacery dłuższe nogi. Na zdjęciu, które mam, wygląda w zasadzie jak typowy cairn, całkiem podobny do tego, którego w 1939 roku wybrano do roli Toto w Czarnoksiężniku z krainy Oz. Dopiero znacznie później, kiedy już zawodowo interesowałem się psami rodowodowymi, uderzyło mnie, jak bardzo zmieniła się ta rasa w ciągu minionych kilku dekad, włączając w to znaczne skrócenie nóg. Wątpię, by jakikolwiek współczesny cairn lubił tyle ruchu, ile serwował Gingerowi ewidentnie gustujący w nim mój dziadek, chociaż dzisiejsi przedstawiciele tej rasy są mniej podatni na dziedziczne choroby niż jakiekolwiek inne psy.

Ginger był prawdziwym typkiem z Yorkshire. W rodzinie krążyło wiele zabawnych historii z jego życia, ale najbardziej zadziwiało mnie to, ile swobody mu dawano, biorąc pod uwagę, że mieszkał w centrum miasta. Zawsze w porze lunchu, kiedy dziadek był w pracy, Gingerowi pozwalano na spacer w okolicy. Najwyraźniej miał stałą trasę. Najpierw przechodził przez jezdnię do Lister Park, gdzie obwąchiwał latarnie i inne psy, a latem próbował przekonać ludzi siedzących na ławkach, by podzielili się z nim swoimi kanapkami. Potem przechodził przez tory tramwajowe na Manningham Lane i spokojnym krokiem udawał się na tyły sklepiku z rybami i frytkami, gdzie drapał w drzwi i zwykle dostawał garstkę panierki i parę frytek. Następnie kierował się prosto do domu, co wiązało się z przejściem przez ruchliwe skrzyżowanie. Tu, jak głosi rodzinna legenda, w porze lunchu przeważnie kierował ruchem policjant, który uroczystym gestem zatrzymywał samochody, by umożliwić Gingerowi bezpieczne dotarcie do domu.

Nie byłem w Bradford od wielu lat, ale jeśli jest podobne do innych miast, to pewnie wokół Lister Park znajduje się pełno koszy na psie kupy, a psy chodzą na smyczy. Jeśli zaś zdarzy się jakiś biegający po parku, nie mówiąc już o pobliskich uliczkach, natychmiastwzywana jest bradfordzka straż dla zwierząt.Oczywiście tramwajów dawno już niema, a policjantów na skrzyżowaniu zastąpiły światła. I tak nie sądzę, by którykolwiek z nich – nawet gdyby miał ochotę to zrobić – ośmielił się zatrzymać samochód, aby mały brązowy terierek mógł przejść przez jezdnię.

Jakieś siedemdziesiąt lat minęło od czasów, gdy Gingerowi wolno było przemierzać ulice i podbijać serca wszystkich, których spotykał, nawet lokalnych stróżów prawa.Wtrakcie tych samych dziesiątków lat dokonały się olbrzymie zmiany w stosunku społeczeństwa do najlepszego przyjaciela człowieka.

Ten stosunek był nadal dość luźny, kiedy dorastałem w Wielkiej Brytanii lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Mój pierwszy pies, mieszaniec labradora z jack russell terrierem o imieniu Alexis, także był włóczykijem, tylko bardziej zainteresowanym płcią przeciwną niż przekąskami. Pomimo naszych ogromnych starań, by mieć go na oku, raz na jakiś czas udawało mu się uciec i – w przeciwieństwie do Gingera – kilkakrotnie wylądował w policyjnym schronisku dla psów (w tamtych czasach brytyjska policja nadal jeszcze była odpowiedzialna za bezpańskie psy). W dzisiejszych czasach takiej tolerancji dla psów i ich zwyczajów prawie się nie spotyka, zwłaszcza w mieście, a zwyczaj posiadania psa zdaje się powracać do swych korzeni, czyli na wieś. Po wielu tysiącach lat, kiedy to psy były najbliższymi towarzyszami człowieka, w wielu krajach, łącznie ze Stanami Zjednoczonymi, najpopularniejszymi zwierzętami domowymi stają się obecnie koty. Dlaczego tak się dzieje?

Po pierwsze, oczekuje się, że psy będą znacznie lepiej kontrolowane. Nigdy nie brakowało ekspertów mówiących właścicielom psów, jak się nimi zajmować. Kiedy wziąłem mojego drugiego z kolei psa, mieszańca labradora z airedale terrierem o imieniu Ivan, stanowczo chciałem, by zachowywał się lepiej niż Alexis. Zdecydowałem, że muszę się dowiedzieć czegoś na temat tresury. Niestety, ku swemu wielkiemu zaskoczeniu odkryłem, iż treserzy w tamtych czasach, tacy jak Barbara Woodhouse, postrzegali psy jako stworzenia wymagające nieustannej dominacji. Dla mnie to nie miało sensu – cała przyjemność z posiadania psa to wychowanie go na przyjaciela, a nie niewolnika. Badając tę kwestię, odkryłem, że takie podejście do tresury zapoczątkował ponad sto lat temu pułkownik Konrad Most, oficer policji i pionier w szkoleniu psów. Doszedł do wniosku, że człowiek tylko wtedy może w pełni kontrolować psa, kiedy ten jest absolutnie przekonany, iż człowiek ma nad nim przewagę fizyczną. Zaczerpnął ten pomysł z relacji współczesnych sobie biologów badających stada wilków, w których – jak wówczas sądzono – rządził jeden osobnik, za pomocą strachu trzymający w szachu pozostałe zwierzęta. Biologia, którą zajmowałem się w tamtych czasach zawodowo, nie zgadzała się z tym, co moja intuicja mówiła mi na temat kształtowania relacji z psem.

 

Ku mej ogromnej uldze ów dylemat sam się rozwiązał w ciągu ostatniej dekady. Stado wilków, będące wzorcem do interpretowania zachowań psów, zgodnie z naszą aktualną wiedzą stanowi harmonijną rodzinę, chyba że ingerencja człowieka uczyni ją dysfunkcyjną. W konsekwencji większość mądrych treserów psich porzuciła karanie i skoncentrowała się na metodach opartych na systemie nagradzania, który ma korzenie w psychologii komparatywnej (porównawczej). Jednak z jakiegoś powodu stara szkoła nadal zdaje się dominować w mediach. Jak mi się wydaje, dzieje się tak głównie dlatego, że ich konfrontacyjne metody czynią cały ten spektakl bardziej emocjonującym.

To prawda, że w szkoleniu psów zaczynamy (choć jeszcze nieco nieskładnie) stosować bardziej przyjazne rozumienie ich psychiki, lecz ich zdrowie fizyczne cały czas się pogarsza. Coraz więcej wymaga się od domowych psów zarówno pod względem higieny, jak i zachowania, a tymczasem hodowlę osobników mogących sprostać tym ciągle rosnącym wymaganiom pozostawiono w rękach ludzi, których głównym celem jest piękny wygląd zwierzęcia. Gingera, chociaż miał rodowód, dzieliło od jego przodków – szkockich i irlandzkich łapaczy szczurów – jedynie jakieś dziesięć pokoleń. W tym czasie nie dokonywano jakichś szczególnych zabiegów hodowlanych. W konsekwencji mógł żyć długo bez specjalnych problemów zdrowotnych. Teraz cairn terrierowi grozi ponad tuzin dziedzicznych dolegliwości, takich jak choroba Legga-Calvego-Perthesa o egzotycznie brzmiącej nazwie, lecz nieznośnie bolesna.

Biolodzy wiedzą teraz znacznie więcej o zdrowiu psa niż jeszcze dekadę wstecz, ale ta wiedza bardzo wolno dociera do właścicieli psów. Tak naprawdę nie wpłynęła dotąd w istotny sposób na życie tych zwierząt. Spędziwszy na badaniu zachowań psów ponad dwadzieścia lat, w trakcie których czerpałem ogromną przyjemność z ich towarzystwa, doszedłem do wniosku, że już najwyższy czas, aby ktoś stanął w ich w obronie. W obronie nie tej karykaturalnej wersji psa-wilka, czyhającego, by przejąć władzę nad swym niczego niepodejrzewającym właścicielem, kiedy tylko okaże słabość. Ani też pieska trofeum zdobywającego dla swego hodowcy medale i prestiż, lecz tego prawdziwego psa, który pragnie jedynie być traktowany jak członek rodziny i wspólnie z nią cieszyć się życiem.

1 Chętnie odwiedzany przez turystów obszar północno-zachodniej Anglii, na terenie którego znajdują się liczne jeziora i góry (przyp. tłum.).

2 Park narodowy w północno-zachodniej Walii (przyp. tłum.).

Podziękowania

Spędziłem około trzydziestu lat, badając zachowania psów, najpierw w Waltham Centre for Pet Nutrition (Centrum Pielęgnacji Zwierząt Domowych w Waltham), później na Uniwersytecie w Southampton i w końcu w Instytucie Antropozoologii na Uniwersytecie w Bristolu. Część mojej wiedzy pochodzi z bezpośrednich obserwacji, zwłaszcza w początkowych latach, ale znaczna jej porcja została mi przekazana przez współpracowników oraz studentów w trakcie naszych dyskusji. Rezultaty badań opisane w tej książce zawdzięczam w dużej mierze im, chociaż oczywiście biorę pełną odpowiedzialność za prezentowane tu interpretacje. W mniej więcej chronologicznym porządku są to: Christopher Thorne, David Macdonald, Stephen Natynczuk, Benjamin Hart, Sarah Brown, Ian Robinson, Helen Nott, Stepehen Wickens, Amanda Lea, Sarah Whitehead, Gwen Bailey, James Serpell, Rory Putman, Anita Nightingale, Claire Hoskin, Robert Hubrecht, Claire Guest, Deborah Wells, Elizabeth Kershaw, Anne MacBride, Sarah Heath, Justine McPherson, David Appleby, Barbara Schöning, Emily Blackwell, Jolanda Pluijmakers, Theresa Barlow, Helen Almey, Elly Hiby, Sara Jackson, Elizabeth Paul, Nicky Robertson, Claire Cooke, Samantha Gaines, Anne Pullen oraz Carri Westgarth i wiele innych osób, zbyt licznych, by je tu wymienić. Dwie z nich zasługują na szczególną wzmiankę. Pierwszą z nich jest Nicola Rooney, która przez ostatnich dwanaście lat nie tylko prowadziła badania nad zachowaniem psów na najwyższym światowym poziomie, lecz także była duszą towarzystwa w mojej grupie badawczej. Druga to Rachel Casey, należąca do najbardziej liczących się weterynarzy behawiorystów w Wielkiej Brytanii, niestrudzona czempionka w szkoleniu psów i w terapii behawioralnej. Serdeczne podziękowania kieruję także do Wydziału Weterynarii Uniwersytetu w Bristolu, a zwłaszcza do profesorów Christine Nicol, Mike’a Mendla i doktora Davida Maina za opiekę nad Instytutem Antropozoologii i jego badaniami.

Nasze prace opierały się na współpracy dosłownie tysięcy ochotników – właścicieli psów i ich pupili, którym tą drogą przekazuję wyrazy wdzięczności. Większość projektów, nad którymi pracowaliśmy, nie mogłaby dojść do skutku, gdyby nie pomoc i współpraca takich organizacji charytatywnych, jak Dogs Trust, Blue Cross czy RSPCA.

Jest też wielu innych naukowców i ekspertów od psów, których spotykałem tylko przelotnie, ale ich publikacje były dla mnie źródłem inspiracji. Wielu udało mi się wspomnieć w przypisach. Podobnie jak w każdej innej dziedzinie wiedzy, systematyczne badania psich zachowań obejmują wiele różnych opinii i stanowisk, czasem wypowiadanych dość stanowczo. Jednak istnieje podstawowa różnica pomiędzy wiedzą na temat psów a psim folklorem. Naukowcy są gotowi ocenić dowody zebrane przez innych uczonych i zmienić zdanie, jeśli wskazują one, że powinni. Nie mają interesu w rozpowszechnianiu swej oceny jako faktu; przyczyniają się do gromadzenia wiedzy, która, choć nigdy nie jest kompletna, wciąż czerpie siłę z ciągłych dyskusji w gronie licznych ekspertów. Jestem wdzięczny im wszystkim, nawet tym, których poglądy są teraz niemodne czy też dyskredytowane. Nauka dokonuje postępów poprzez zastępowanie jednej hipotezy kolejną, która lepiej pasuje do danych. Bez tej pierwszej, będącej bodźcem dla twórczego myślenia, ta druga mogłaby nigdy nie powstać.

Streszczenie całej tej wiedzy w ramach jednej książki sensownej długości nie było łatwe, ale Patrick Walsh, mój agent, i Laura Heimert, redaktorka w Basic Books, nauczyli mnie, jak pisać książkę skierowaną do publiczności szerszej niż grono naukowców, dla których głównie pisałem w przeszłości.

Byłem zdumiony i zachwycony, kiedy rysunki mojego drogiego starego przyjaciela Alana Petera ożywiły moje opisy psów i innych zwierząt z tej rodziny. Jest on nie tylko wspaniałym artystą, lecz także świetnym trenerem psów myśliwskich i sokolnikiem. Dzięki wieloletniej pracy z psami udało mu się znakomicie oddać ich sposób poruszania się i zachowania w grupie.

Pragnę podziękować również mojej rodzinie. Żona Nicky była dla mnie niezachwianą podporą przez wszystkie lata mojej kariery naukowej, zwłaszcza w trakcie tego mniej więcej roku, kiedy to pisałem niniejszą książkę. Jestem też głęboko wdzięczny bratu Jeremy’emu za to, iż zachęcił mnie do jej napisania. Netty, Emmo i Pete – serdeczne dzięki za odświeżanie mi umysłu muzyką. Dziękuję też Tomowi i Jez – za świetne piwo z małych browarów, rioję i krykieta.

Wstęp

Pies jest naszym wiernym towarzyszem od dziesiątków tysięcy lat. W dzisiejszych czasach często stanowi integralną część rodziny. Dla wielu ludzi świat bez niego jest nie do pomyślenia.

A jednak, w sposób zupełnie niezamierzony, psy znalazły się na granicy wielkiego kryzysu. Walczą, by nadążyć za ciągle rosnącym tempem życia społeczności ludzkiej. Jeszcze niewiele ponad sto lat temu większość psów pracowała na swoje utrzymanie. Każda rasa czy typ psa przez tysiące lat i odpowiednią liczbę pokoleń dobrze się przystosowały do zadań, dla których je hodowano. Przede wszystkim psy były narzędziami. Ich zwinność, szybkość reagowania, wyostrzone zmysły oraz niezrównana zdolność komunikowania się z ludźmi sprawiły, że nadawały się do licznych zadań: polowania, pasterstwa, obrony i wielu innych. Każde z nich to ważny komponent gospodarki. Krótko mówiąc, psy – poza niewielką liczbą kanapowców będących zabawkami bogaczy – musiały zarobić na własne utrzymanie. Towarzystwo, którego nam dostarczały, było sprawą uboczną; owszem, dawało satysfakcję, lecz nie stanowiło powodu, dla którego je trzymano. Później, kilkadziesiąt pokoleń wstecz, wszystko zaczęło się zmieniać i tempo tych zmian stale rośnie.

Od coraz większej liczby psów nie oczekuje się żadnej pracy. Ich jedyną rolą jest być ulubieńcem rodziny. I chociaż wiele niegdyś pracujących ras przystosowało się do tej sytuacji, inne mają z tym problem. Co dziwne, żadna z tych, które są najbardziej popularne jako nasi pupile, nie była przystosowana specjalnie do tego celu. Psy robiły co w ich mocy, by przyzwyczaić się do licznych zmian i nakładanych na nie ograniczeń, a zwłaszcza do oczekiwania, iż będą towarzyskie wtedy, kiedy sobie tego życzymy, i będą nam schodzić z oczu, kiedy ich nie potrzebujemy. Jednak pęknięcia nierozerwalnie związane z tym kompromisem zaczynają się pogłębiać. Społeczność ludzka cały czas się zmienia, a nasza planeta staje się coraz bardziej zatłoczona. Dają się zauważyć pewne oznaki, że psia populacja osiągnęła już swój szczyt i jej adaptacja do jeszcze innego stylu życia, zwłaszcza w środowisku miejskim, może być bardzo trudna. Przecież psy, będące żywymi istotami, nie mogą być poddawane przemodelowaniu co dekadę, jak to się dzieje z komputerami czy też samochodami. W dawnych czasach, kiedy były związane głównie ze środowiskiem wiejskim, ludzie akceptowali to, że ich posiadanie wiąże się z pewnym nieładem i wymagają one opieki zgodnej z ich naturą. Z kolei dziś wiele z nich żyje w ograniczonym środowisku miejskim i oczekuje się, iż będą grzeczniejsze od przeciętnego dziecka, a jednocześnie bardziej samodzielne niż dorośli. Jakby tego było mało, wiele psów nadal ma cechy niezbędne do zadań, które w przeszłości spełniały, a teraz wymagamy, by się ich wyzbyły, tak jakby nigdy nie istniały. Owczarek collie, który zagania owce, jest najlepszym przyjacielem pasterza. Ten sam collie, który próbuje zaganiać dzieci czy ścigać rowery, jest zmorą swego pana. Nowe, nierealistyczne oczekiwania ludzi wobec psów biorą się z wielu błędnych pojęć na temat tego, czym są psy i do czego zostały stworzone. Musimy zacząć lepiej rozumieć ich naturę i potrzeby, jeśli ta nisza, którą zajmują w społeczności ludzkiej, ma pozostać.

Nasze szybko zmieniające się oczekiwania nie są jedynym wyzwaniem, jakiemu psy muszą dziś stawić czoło; kolejnym, równie poważnym, jest sposób, w jaki je mnożymy. Od tysięcy lat psy hodowano tak, by wypełniały zadania stawiane im przez ludzi. Bez względu na to, czy ich zadaniem było pasterstwo, aportowanie, stróżowanie, czy też praca w psim zaprzęgu, niezawodność i użyteczność psów były uważane za znacznie ważniejsze niż rasa czy wygląd. Jednak pod koniec dziewiętnastego wieku pogrupowano je w odrębne rasy, wyselekcjonowane w procesie reprodukcji. Każdej rasie towarzystwa hodowców przydzieliły idealny wygląd, czyli standard. Wielu psom ta sztywna kategoryzacja nie wyszła na dobre. Była przeszkodą w ich adaptacji do nowej podstawowej roli jako towarzysza człowieka. Każdy hodowca stara się je rozmnażać tak, by uzyskać nie tyle perfekcyjnego ulubieńca, ile perfekcyjnie wyglądającego osobnika, który odniesie sukces na wystawie. Zdobywcy nagród na wystawach są uważani za najwspanialsze osobniki i używa się ich do rozmnażania częściej niż inne psy. To sprawia, że mamy „czystą” rasę, której idealny wygląd maskuje słabsze zdrowie. W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku większość ras miała jeszcze „zdrową” ilość genetycznego zróżnicowania. Pod koniec stulecia, czyli jakieś dwadzieścia do dwudziestu pięciu pokoleń później, wiele osobników tej samej rasy było już tak blisko spokrewnionych, iż powodowało to setki genetycznych ułomności i chorób, potencjalnie zagrażających każdemu psu czystej rasy. W Wielkiej Brytanii stale narastający rozdźwięk pomiędzy hodowcami psów i ludźmi autentycznie zainteresowanymi ich dobrem w końcu został upubliczniony w 2008 roku. W rezultacie kilka organizacji charytatywnych, a później także telewizja BBC (transmitująca tę wystawę), wycofało się z Crufts – narodowej wystawy psów. I chociaż można uznać, że to już coś, psy jako takie nie odczują żadnych korzyści, dopóki nie uda się rozwiązać problemów wynikających z nadmiernego rozmnażania wsobnego. A to będzie możliwe, gdy znów zaczniemy hodować psy, mając na uwadze ich zdrowie i rolę w społeczeństwie.

 

Ostatecznie, jeśli los psów ma się poprawić, ludzie będą musieli zmienić swój stosunek do nich. Jednak do tej pory ani eksperci, ani właściciele psów nie mieli jeszcze szansy skonfrontować utartych sądów z ogromem nowej wiedzy na temat psów. Jak dotąd gros debaty publicznej na temat rozmnażania wsobnego czy też metod szkolenia psów sprowadzało się do zwykłego stwierdzenia, a potem przeformułowania jakiejś głęboko zakorzenionej opinii. I właśnie tu potrzebne jest wsparcie nauki, gdyż tylko ona może nam powiedzieć, jakimi zwierzętami są psy i jakie są ich potrzeby.

Nauka stanowi podstawowe narzędzie zrozumienia psów, jednak, niestety, jej wkład w ich dobro był nieco niejednoznaczny. Nauka o psach, której początki sięgają lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, zamierzała dostarczyć nam racjonalnego spojrzenia na to, „jak to jest być psem”. Perspektywa ta jest pozornie bardziej obiektywna niż tradycyjna, której centrum stanowił człowiek czy też antropomorficzny pogląd na naturę psów. Jednak mimo iż naukowcy starali się być obiektywni, czasem, badając psy, źle rozumieli ich zachowania, przez co dawali innym prawo do szkodzenia im.

Tak więc nauka niechcący wyrządziła wielką krzywdę psom, stosując w badaniu psich zachowań podejście zoologii porównawczej. Ogólnie rzecz biorąc, nauka ta jest cennym narzędziem dla zrozumienia zachowań jednego gatunku przez porównanie z zachowaniami innych. Gatunki blisko spokrewnione, ale o odmiennym stylu życia, mogą być lepiej rozumiane dzięki zoologii porównawczej, ponieważ różnice w wyglądzie i zachowaniu są odzwierciedlone w ich stylu życia. Dotyczy to również gatunków, które żyją w podobny sposób, ale nie są genetycznie spokrewnione. Metoda ta jest bardzo pomocna w rozwikłaniu ogólnych mechanizmów ewolucji, zwłaszcza teraz, kiedy podobieństwa i różnice w zachowaniu można porównać z różnicami kodów genetycznych każdego gatunku, aby sprecyzować genetyczne podstawy zachowań.

Jednak pomimo iż stosowanie zoologii porównawczej jest zwykle niegroźne, w przypadku psów wyrządziło ono wielką szkodę, ponieważ liczni eksperci interpretowali zachowania psów tak, jakby niewiele się one różniły od zachowań ich przodków, wilków. Wilki, które zwykle opisywano jako okrutne zwierzęta bezustannie dążące do dominacji nad każdym osobnikiem własnego gatunku, były uważane za jedyny wiarygodny model dla zrozumienia zachowań psów3. Takie założenie nieuchronnie prowadzi do błędnego mniemania, iż każdy pies ciągle próbuje kontrolować swego właściciela, chyba że ten bezwzględnie poskramia owe dążenia. To łączenie zachowań psów i wilków nadal jest często rozpowszechniane w książkach i programach telewizyjnych, mimo iż wyniki najnowszych badań nad zachowaniem zarówno wilków, jak i psów pokazują, że jest to całkowicie nieuzasadnione. Psy, które wchodzą w konflikt ze swym właścicielem, są zwykle powodowane niepokojem, a nie nadmierną ambicją. Ponieważ to podstawowe nieporozumienie wkradło się niemal do każdej teorii na temat psich zachowań, będzie ono pierwszym problemem, do którego odniosę się w tej książce.

Pomimo szkód wyrządzonych przez zoologię porównawczą najnowsze odkrycia mogą być bardzo korzystne dla psów, jeśli posłużymy się nimi we właściwy sposób. I chociaż nauka o psach przeżyła zmierzch w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, lata dziewięćdziesiąte przyniosły jej trwające do dziś odrodzenie. Ten niezwykły powrót zainteresowania naukowców psem domowym po prawie pięćdziesięciu latach niemal całkowitego zapomnienia został po części spowodowany coraz większą rolą, jaką psy odgrywają w wykrywaniu materiałów wybuchowych, narkotyków i innych nielegalnych substancji (nadal są w stanie wykryć je bardziej skutecznie niż jakiekolwiek urządzenie), oraz towarzyszącą temu świadomością, że ludzie muszą dokładniej zrozumieć, jak psy wykonują te zadania. Stało się to również za sprawą przesunięcia uwagi z szympansa na psa domowego przez kilku badaczy naczelnych, próbujących zdobyć wiedzę na temat pracy mózgu ludzi i zwierząt. Swój wkład wnieśli też lekarze weterynarii i inni klinicyści, którzy pragną poprawić metody leczenia psów z zaburzeniami zachowań. Nie należy też zapominać, że wielu biologów jest również miłośnikami psów. Ponadto, kiedy biolodzy już zrozumieli, że badania zachowań psów wcale nie są mniej ważne niż analiza zachowań wilków, chętnie zaczęli użyczać swej wiedzy, by przyczynić się do poprawy ich losu.

Dzięki nowym badaniom dalsze odsłanianie zasłony spowijającej wewnętrzne życie psów pozwoli wszystkim właścicielom spojrzeć na te zwierzęta z innej perspektywy i odnieść się do nich w inny sposób. To właśnie wysiłki tej nowej społeczności naukowców spowodowały, że mamy teraz znacznie lepsze pojęcie o działaniu psiego mózgu, a zwłaszcza o tym, jak psy zbierają i interpretują informacje o otaczającym je świecie i jak emocjonalnie reagują na różne sytuacje. Niektóre z tych badań ujawniły zdumiewające różnice pomiędzy ludźmi i psami. Sugerują one, iż byłoby zarówno pożądane, jak i możliwe, by właściciel psa starał się zrozumieć jego psychikę, zamiast po prostu zakładać, że jego pies jest w stanie czuć i myśleć identycznie jak on.

I chociaż wyniki nowych badań nad zachowaniem psów mogłyby pomóc przywrócić ich dawne role w społeczności ludzkiej, jak dotąd jedynie niewielka część rezultatów tych badań jest dostępna w postaci innej niż hermetyczne teksty akademickie. W niniejszej książce spróbuję przetłumaczyć te nowe osiągnięcia naukowe na język zrozumiały dla każdego czytelnika i miłośnika psów. W tym celu będę musiał obalić wiele stereotypów na temat psów i tego, jak powinniśmy układać nasze relacje z nimi. W pierwszej części pracy pokażę, że choć najnowsze badania potwierdzają, iż wilk jest jedynym przodkiem psa, to jednak ukazują naturę psa w zupełnie innym świetle, niż to miało miejsce jeszcze dwadzieścia lat temu. Fakt, że psy dzielą z wilkami kod DNA, nie oznacza wcale, że muszą one myśleć czy zachowywać się tak jak ich protoplaści. W istocie udomowienie zmieniło psi umysł i zachowanie do tego stopnia, że tego rodzaju porównania mogą być przeszkodą, a nie pomocą w prawdziwym zrozumieniu naszych ulubieńców.

Nowe odkrycia naukowe na temat psich zachowań mają dramatyczne konsekwencje dla nas i naszego wyboru najbardziej humanitarnych metod szkolenia psów. Chociaż może należy w tym miejscu zrobić małe zastrzeżenie – ta książka nie jest podręcznikiem tresury. Jej cel stanowi raczej pokazanie, skąd pochodzą nowoczesne pomysły dotyczące szkolenia psów, tak by właściciele mogli sami skutecznie ocenić, czy książki, z których korzystają, lub treserzy, których wybrali, naprawdę wiedzą, o co w tym chodzi.

Po omówieniu początków psa zajmę się czymś, co można by luźno określić jako „psia inteligencja”. Naukowcy zwrócili ostatnio uwagę na to, jak właściciele interpretują emocjonalny i intelektualny potencjał swych pupili. Odkrywają, jak precyzyjne, ale też błędne mogą być te poglądy. Integralną częścią natury ludzkiej jest przypisywanie uczuć nie tylko zwierzętom, lecz także rzeczom i zjawiskom. Mówimy na przykład o „gniewnym niebie” czy „okrutnym morzu”. Mimo to jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikt nie wiedział, jakie emocje mogą odczuwać różne zwierzęta. Ponadto wcześniej wielu naukowców sądziło, że emocje są zbyt subiektywne, aby w ogóle mogły być badane. I choć inteligencję zwierząt badamy od ponad stu lat, aż do końca dwudziestego wieku niewielu ludzi uważało, że psy zasługują na poważne badania. Od tamej pory rezultaty prac badaczy znacznie zmieniły nasz sposób myślenia o umysłowości psa. Nowe odkrycia pokazują, że psy są jednocześnie mądrzejsze i głupsze, niż sądzimy. Na przykład mają niesamowitą zdolność zgadywania, co człowiek zamierza zrobić. Dzieje się tak, ponieważ są niezwykle wrażliwe na język naszego ciała. Ale zarazem psy nie potrafią przewidywać konsekwencji własnych czynów, czy to przyszłych, czy też przeszłych – są „uwięzione” w chwili bieżącej. Gdyby właściciele potrafili ocenić prawdziwą inteligencję i emocjonalne życie swoich psów, zamiast opierać się na własnych o nich wyobrażeniach, zwierzęta te byłyby nie tylko lepiej rozumiane, lecz także lepiej traktowane.

Badacze psów mogą nie tylko dostarczyć nam wiedzy o umysłowości psa, lecz także uzmysłowić, jak psy doświadczają otaczającego je świata i interpretują go. Realia są następujące: pies i jego właściciel mieszkają w tym samym domu, chodzą na spacer do tego samego parku, jeżdżą tym samym samochodem, spotykają tych samych znajomych i przyjaciół. Jednak typy informacji dochodzące do mózgu psa i jego właściciela jako reakcja na każdą z tych sytuacji są całkowicie różne. My jesteśmy przeważnie wzrokowcami. Psy polegają głównie na swoim powonieniu. Wysokie dźwięki, których nie jesteśmy w stanie usłyszeć (np. pisk nietoperzy), określamy jako ultradźwięki. Psy, gdyby mogły, wydrwiłyby naszą niezdolność słyszenia dźwięków, które one wychwytują perfekcyjnie. By w pełni zrozumieć świat naszych psów, potrzebujemy badań, które powiedziałyby nam, co psy potrafią wykryć, a czego nie, co lubią, a przeciwko czemu protestowałyby, gdyby mogły. Na przykład nie sądzę, by twój pies zawracał sobie głowę kolorami, które wybrałeś do dekoracji domu. Ale jego delikatne powonienie zostało prawdopodobnie znieważone zapachem schnącej farby.

Chociaż nasz brak zrozumienia psiej natury często naraża na szwank dobro psów, jest on niczym w porównaniu z problemami, jakie stworzyliśmy psom rasowym przez nadmierne rozmnażanie wsobne. Sztywne hodowlane standardy zachęcają hodowców do eliminowania wszelkich cech niepasujących do idealnego wzorca. Teoretycznie biorąc, pozwalałoby to hodowcom wybierać te przymioty, które pozwalają hodować zdrowe, dobrze przystosowane, jednakie osobniki. Jednak w praktyce doprowadziło do wystąpienia szeregu dziedzicznych defektów groźnych dla wielu psów różnych ras. Na szczęście nauka potrafi przywrócić hodowlę psów na właściwe tory. I chociaż przedstawienie szczegółowych informacji dotyczących psiej genetyki wykracza poza zakres tej książki, jej przedostatni rozdział zajmuje się podstawowymi zasadami, których hodowcy powinni przestrzegać. Jednocześnie podkreśla te kwestie dotyczące hodowli psów rasowych, które bezpośrednio wpływają na ich dobro.