Zrozumieć kotaTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Gen decydujący o barwie znajduje się w chromosomie X. Samice mają dwa takie chromosomy, a samce tylko jeden, któremu towarzyszy znacznie mniejszy chromosom Y, decydujący o płci męskiej, lecz nieniosący żadnej informacji na temat koloru futra. Aby kotka była ruda, musi nosić „rudą” mutację w obu chromosomach. Jeśli ma ją tylko w jednym, będzie miała futerko szylkretowe. Trafiają się więc rude samice, ale szylkretowe są znacznie częstsze. Natomiast samce są niemal bez wyjątku całkowicie rude albo bez żadnej rudej domieszki. Okazy szylkretowe są rzadkością. Zdarza się to wtedy, gdy kot ma dwa chromosomy X i jeden Y, co jest skutkiem nieprawidłowego podziału komórek. Nie jest zatem prawdziwe potoczne przekonanie, że rudy kot musi być samcem.

Wiemy ponadto, że mumifikowane koty były średnio o piętnaście procent większe od współczesnych kotów domowych23. Wczesne formy niemal wszystkich udomowionych gatunków – bydła, świń, koni i nawet psów – były znacząco mniejsze niż ich dzicy pobratymcy, głównie dlatego, że nad mniejszymi zwierzętami łatwiej było ludziom zapanować. Zasada ta nie sprawdza się jednak w przypadku kota, który i tak jest niewielki w porównaniu z człowiekiem. Co bardziej zaskakujące, zmumifikowane koty były również o dziesięć procent większe niż dzisiejsze afrykańskie żbiki. Być może Egipcjanie faworyzowali duże egzemplarze jako bardziej skuteczne w zwalczaniu gryzoni, później zaś koty stopniowo malały, w miarę jak przekształcały się w domowe zwierzęta do towarzystwa.

Stosunek dawnych Egipcjan do kotów wydaje się paradoksalny, zupełnie nie do pomyślenia dla człowieka o współczesnej wrażliwości. Niektóre koty były uwielbianymi faworytami, inne służyły po prostu jako środek zaradczy na szkodniki, zarówno w bogatych, jak i w ubogich domach, ale wiele z nich hodowano po to, by zabijać je na ofiarę. Jeśli pominąć to ostatnie, sposób ich traktowania nie odbiegał jednak daleko od praktykowanego w Europie i Stanach Zjednoczonych jeszcze w pierwszej połowie XX wieku. Egipski zwyczaj urządzania ulubionym kotom wyrafinowanych pochówków przywodzi na myśl dzisiejsze kocie cmentarze.

Bez wątpienia najbardziej egzotyczne wydają się nam religijne konotacje egipskich kotów. Wierni kupujący już spreparowane mumie kotów, by złożyć je jako ofiarę w świątyni, musieli mieć świadomość, co one zawierają, gdyż ośrodki hodowli i przygotowania mumii mieściły się tuż obok, co można było poznać choćby po zapachach. Zapewne te ofiarne koty były postrzegane jako „coś innego” niż zwykłe koty domowe, chociaż pod względem genetycznym były od nich nieodróżnialne. Taki sposób myślenia mógł wynikać z faktu, że pierwsze były hodowane w specjalnie stworzonych kociarniach. Ówczesne koty były równie płodne jak współczesne i dla producentów mumii nie byłoby problemem łowienie młodych zwierząt żyjących na swobodzie. Skoro jednak zabraniały tego zarówno prawo, jak i obyczaj, jedyną możliwością była wydzielona hodowla kotów. Być może placówki te dostępne były wyłącznie dla kapłanów opiekujących się „uświęconymi” kotami, które nie miały żadnego kontaktu z wiernymi, dopóki nie przekształciły się w mumie. W ten sposób podtrzymywano rozróżnienie pomiędzy kotami domowymi i ofiarnymi, choć w istocie były one identyczne.

Sama mumifikacja kotów ujawnia paradoksalną dbałość o ich pomyślność za życia przy zupełnym braku oznak szacunku dla życia jako takiego. Producenci mumii bez wątpienia bardzo troskliwie opiekowali się swoimi kotami, ale też zabijali je masowo. Jeśli sądzić po rozmiarach zachowanych mumii, koty były obficie karmione, a przecież pozyskiwanie odpowiedniej ilości dobrego jakościowo mięsa i ryb dla tak wielkiej liczby zwierząt musiało być kosztowne. Nie jest do końca jasne, w jaki sposób koty uśmiercano, ale najbardziej prawdopodobne wydaje się, że duszono je w pewien ściśle określony, rytualny sposób. Co więcej, chociaż produkcja kocich mumii musiała być nader dochodowym przedsięwzięciem, niewiele mamy świadectw, by próbowano oszukiwać nabywców. Niemal wszystkie mumie, którym nadano zewnętrzne kształty zwierzęcia, rzeczywiście zawierały w środku jego szkielet, chociaż zapewne o wiele korzystniej byłoby zawinąć w len wiązkę trzciny i oferować ją jako mumię kota. Wydaje się, że cały proces mumifikacji przebiegał według ścisłych reguł. Zabezpieczało to wiernych przed nabywaniem fałszywych mumii, ale także poprawiało byt kotów, które do czasu złożenia w ofierze były należycie karmione i dobrze traktowane, w każdym razie jak na standardy tamtej epoki.

Pewne cechy staroegipskich kotów świadczą, że były one głównymi antenatami naszych współczesnych kotów domowych. Z żadnej innej części świata nie mamy przed początkiem naszej ery wiarygodnych świadectw udomowienia kotów na większą skalę. Egipskie koty miały szaroburą, pręgowaną sierść, podobnie jak żbiki, więc od dzikich zwierząt można je było odróżnić jedynie po przyjaznym, nie zaś bojaźliwym stosunku do człowieka. Niektóre z nich były kotami do towarzystwa, na pewno hodowanymi w zamożnych domach, a prawdopodobnie także w wielu uboższych. Większość spełniała pożyteczną rolę, uwalniając spichrze i magazyny żywności od plagi gryzoni. Domowe koty były otoczone czcią, przynajmniej w ciągu kilku ostatnich stuleci cywilizacji egipskiej, na co wskazuje prawny zakaz ich zabijania oraz rytuały, którym poddawano je po śmierci.

Około 2500 lat temu, gdy Egipt dostał się pod wpływy greckie, a następnie rzymskie, zwyczaj trzymania w domu kotów zaczął się stopniowo rozpowszechniać wzdłuż wschodnich i północnych wybrzeży Morza Śródziemnego. Historycy zwykli tłumaczyć względnie powolny pochód kotów na północ prawami zakazującymi ich eksportu. W niektórych relacjach mówi się nawet, że Egipt wysyłał wojsko w celu odzyskania i przywiezienia z powrotem kotów, które trafiły za granicę24. Wydaje się jednak niemal pewne, że prawa te miały czysto symboliczne znaczenie, związane z kultem kota. Niezależność kotów, ich sprawność łowiecka i ogromna płodność sprawiały, że zablokowanie ekspansji kotów domowych wzdłuż szlaków handlowych przekraczało możliwości egipskich władz.

Gdy koty rozprzestrzeniły się poza Egipt, musiały wejść w kontakt i krzyżować się z dzikimi i na wpół udomowionymi kotami w innych częściach wschodniego basenu Morza Śródziemnego. Jak świadczą odkrycia z Cypru, koty oswajano na Bliskim Wschodzie już tysiące lat przed tym, jak Egipcjanie zaczęli przekształcać je w zwierzęta udomowione. Egipskie malowidła sprzed około 3500 lat ukazują koty na pokładzie statków i bez wątpienia były one albo emigrantami z Egiptu, albo przybyszami. W okresie od 1200 do 800 lat p.n.e. handel we wschodniej części Morza Śródziemnego był zdominowany przez żeglarzy z Fenicji (którzy być może sami udomowili dzikie koty do walki ze szkodnikami), wyruszających z kilku miast-państw na obecnym wybrzeżu Libanu i Syrii. Prawdopodobnie to dzięki Fenicjanom żbiki odmiany lybica, oswojone albo na wpół udomowione, trafiły na wiele wysp śródziemnomorskich, a także na stały ląd Włoch i Hiszpanii. Rozpowszechnianie się kotów opóźniały raczej nie tyle egipskie prawa, co obecność w Grecji i w Rzymie konkurencyjnych tępicieli gryzoni: oswojonych łasic oraz tchórzy (te drugie zostały później udomowione jako fretki).

Ekspansja kota domowego z Egiptu na północ, w stronę Grecji, nie jest zbyt dobrze udokumentowana. W języku akadyjskim, używanym we wschodniej części Żyznego Półksiężyca, osobne wyrazy na określenie kota domowego i dzikiego żbika, pojawiają się około 2900 lat temu, więc zapewne w tym okresie koty dotarły na tereny dzisiejszego Iraku.


Grecka moneta – Italia, 400 r. p.n.e.

Najprawdopodobniej już nieco wcześniej koty domowe rozpowszechniły się w Grecji, przynajmniej w domach arystokracji. Potwierdzają to monety bite w dwóch greckich koloniach przed około 2400 laty. Pierwsza pochodzi z dzisiejszej Kalabrii, części włoskiego „buta” sąsiadującej z Sycylią, druga z Tarentu na jego „obcasie”, a obie przedstawiają założycieli kolonii żyjących około 300 lat wcześniej. Chociaż chodzi o dwóch różnych ludzi, monety są do siebie podobne i być może odwołują się do tej samej legendy. Na obu wytłoczono mężczyznę siedzącego na krześle i poruszającego zabawką przed oczami kota, który próbuje schwytać ją w pazury. Fakt, że pokazano go z kotem, a nie z bardziej rozpowszechnionym koniem lub psem, sugeruje, że kot w roli domowego pupila był wówczas w Grecji rzadkością, być może egzotycznym zapożyczeniem z Egiptu, i jego posiadanie było oznaką wysokiego statusu. Ateńska płaskorzeźba z tych samych czasów ukazuje psa i kota sposobiących się do walki, lecz kot jest na uwięzi, co sugeruje, iż jest to zwierzę jedynie oswojone, nie zaś udomowione.

Koty domowe stały się w Grecji i Italii zjawiskiem powszechnym prawdopodobnie około 400 r. p.n.e. Wśród najwcześniejszych wyraźnych dowodów są greckie malowidła przedstawiające koty na swobodzie w towarzystwie ludzi. Wtedy też na nagrobkach zaczynają pojawiać się wyobrażenia kotów, zapewne ulubieńców zmarłych. Ponadto w tym samym okresie Grecy mają już specjalne słowo na określenie kota domowego – aielouros, czyli „kiwający ogonem”. Na rzymskich malowidłach z tego okresu koty występują w scenach domowych – pod ławą podczas uczty, na ramieniu chłopca, przy zabawie kłębkiem nici, który wypadł kobiecie z ręki. Podobnie jak w Egipcie, opieka nad kotami była domeną kobiet, mężczyźni w zasadzie woleli psy. I jeśli w Egipcie dziewczynkom nadawano imię Miu, to w Rzymie sprzed dwóch tysięcy lat popularnym imieniem dziewczęcym stała się Felicula – mała kotka. W innych częściach Imperium było w obiegu imię Catta lub Cattula; to drugie wywodziło się z rzymskiej północnej Afryki.

Podobnie jak w Egipcie, kot po udomowieniu zaczął być kojarzony z boginiami – zwłaszcza z Artemidą w Grecji i Dianą w Rzymie. Rzymski poeta Owidiusz opisywał mityczną wojnę bogów z gigantami, podczas której Diana miała schronić się w Egipcie i skryć pod postacią kotki. Tak więc koty stały się częstym atrybutem kultów pogańskich, co miało w średniowieczu doprowadzić do ich prześladowania.

 

Gdy przetarto drogi morskie z Bliskiego Wschodu na subkontynent indyjski, Półwysep Malajski i wyspy Indonezji, koty po raz pierwszy zostały wywiezione poza ojczyste strony ich dzikich przodków. Prawdopodobnie to rzymscy kupcy przewieźli koty morzem do Indii, skąd później trafiły Szlakiem Jedwabnym przez Mongolię do Chin. W Chinach rozpowszechniły się w V wieku naszej ery, a w Japonii około stu lat później25. W obu tych krajach były cenione szczególnie ze względu na ochronę cennych kokonów jedwabnika przed gryzoniami.

Charakterystyczny południowoazjatycki typ kota domowego – zwinnego, o smukłej sylwetce i donośnym głosie – nie jest, jak w swoim czasie sądzono, skutkiem osobnego udomowienia indyjskiego kota pustynnego, Felis ornata. Chociaż dane archeologiczne są skąpe, analiza DNA współczesnych bezpańskich kotów z Dalekiego Wschodu – zarówno z Singapuru, jak z Wietnamu, Chin i Korei – wykazuje, że wszystkie one miały w odległej przeszłości tego samego przodka co koty europejskie: odmianę Felis lybica rodem z północno-wschodniej Afryki lub Bliskiego Wschodu, podobnie jak wszystkie „egzotyczne” wschodnie rasy, takie jak koty syjamskie i birmańskie czy koraty26. Żadna biologiczna bariera nie przeszkadzała kotom domowym w krzyżowaniu się z indyjskimi pustynnymi, ale najwyraźniej potomstwo z takiego związku rzadko nadawało się do życia z ludźmi: chociaż dzikie koty w Azji Środkowej noszą w sobie DNA kotów domowych, w drugą stronę to nie zachodzi.

Nie da się dokładnie określić, kiedy koty domowe pojawiły się w Azji Południowo-Wschodniej; wydaje się, że każda ich populacja rozwijała się w izolacji od pozostałych. DNA bezdomnych kotów z Korei jest mocno zbliżone do ich pobratymców z Chin i nieco mniej do tych z Singapuru, ale już koty wietnamskie są znacząco odmienne, co wskazuje, że wymiana kotów pomiędzy tymi krajami była bardzo ograniczona. Jeszcze inne są koty ze Sri Lanki, bardziej zbliżone do okazów z Kenii niż jakiejkolwiek części Azji, być może za sprawą bezpośrednich kontaktów przez morze.

Historia maluje konwencjonalny obraz początków i rozprzestrzeniania się kota domowego aż do narodzin Chrystusa, lecz obraz ten nie jest zgodny z tym, co mówi nam biologia. Tradycyjne poglądy kładą nacisk na inicjatywę człowieka i zakładają, że udomowienie kota było świadomym działaniem. Z perspektywy samego kota wygląda to inaczej: jest to stopniowe przejście od dzikiego łowcy do wykorzystującego nowe okoliczności drapieżnika spichrzów, a następnie, drogą udomowienia, zdobycie równolegle pozycji tępiciela szkodników, domowego pupila i zwierzęcia symbolicznego.

Biolog mógłby zauważyć, że na każdym etapie koty po prostu ewoluowały w takim kierunku, by wykorzystywać nowe możliwości stwarzane przez ludzi. W społeczności myśliwych zbieraczy nie było niszy ekologicznej dla kota, w przeciwieństwie do udomowionego znacznie wcześniej psa. Nie było takiej niszy do czasu pojawienia się pierwszych spichrzy z ziarnem, wokół których powstawały skupiska gryzoni, co sprawiło, że penetrowanie ludzkich siedzib stało się dla kotów opłacalne – ale nawet wtedy osobniki, które się na to zdecydowały, ryzykowały, że zostaną zabite dla swej skóry. Prawdopodobnie koty zagnieździły się na stałe w sąsiedztwie człowieka dopiero wtedy, gdy w drodze ewolucji pojawiła się mysz domowa, intensywnie eksploatująca ludzkie zasoby żywności. Kota zaczęto tolerować, gdyż jako naturalny wróg gryzoni spełniał pożyteczną rolę strażnika zbiorów.

W miarę rozpowszechniania się kultury rolnej rosła też liczba kotów domowych, przed którymi stanęły nowe wyzwania w postaci nowych gatunków szkodników – takich jak szczur nilowy w Egipcie czy później szczur śniady w Europie i Azji. W roli tępiciela gryzoni miały konkurencję: oswajano również inne drapieżniki podobnej wielkości, między innymi różnych członków rodziny łasicowatych, żenety oraz spokrewione z nimi egipskie mangusty. Spośród nich udało się ostatecznie udomowić fretki wywodzące się od tchórzy, a mangusty, najbardziej skuteczne w zwalczaniu węży, dopiero po 750 r. n.e. wprowadzili na Półwysep Iberyjski Maurowie27. Ci rywale kota występowali w różnych kombinacjach i różnych miejscach w ciągu wielu stuleci i nie jest jasne, dlaczego ostatecznie zwycięzcą okazał się kot, z którym konkurowała jedynie fretka. Nie wydaje się, by lepiej radził sobie ze szkodnikami niż inne wymienione gatunki. Przyczyna musi więc leżeć gdzie indziej, być może w biologii kota. Mało prawdopodobne, by odegrały tu rolę religijne konotacje, gdyż Egipcjanie w niektórych okresach czcili również mangusty i żenety.

Bliższa prawdy jest chyba hipoteza, iż kot zdołał udomowić się bardziej gruntownie niż jego konkurenci. Co tu jednak jest przyczyną, a co skutkiem? Czy koty okazały się „bardziej godne zaufania” i bardziej przewidywalne niż fretki, gdyż wypracowały lepsze sposoby komunikowania się z ludźmi, czy też zależność była odwrotna? Ponieważ niewiele wiemy o zachowaniu bezpośrednich przodków kota domowego, nie mamy odpowiedzi na to pytanie. Niemniej jednak zdolność kota do ewolucyjnego przekształcenia się nie tylko w tępiciela domowych szkodników, lecz również w zwierzę do towarzystwa – którą to rolę odrywa dzisiaj – musiała mieć kluczowe znaczenie podczas pierwszych dwóch tysięcy lat udomowienia. Jak więc to się stało, że właśnie kot wyruszył w trwającą tysiącleciami podróż na nasze pokoje?

W tym przypadku obecność kotów w religijnych wierzeniach Egipcjan mogła odegrać decydującą rolę. Być może egipski kult pozostawił im dość czasu na ewolucję od dzikiego łowcy do domowego faworyta. W innym wypadku kot pozostałby na obrzeżu ludzkiej społeczności, zamiast stać się jej częścią. Możliwe nawet, że przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją kocich mumii przyczyniły się do takiej ewolucji gatunku, by koty potrafiły żyć w zamkniętych pomieszczeniach i w bliskim towarzystwie innych kotów – umiejętność ta jest obca współczesnym żbikom jako zwierzętom silnie terytorialnym, a niezbędna do życia wśród ludzi. Chociaż oczywiście większość osobników noszących odpowiednie geny ginęła młodo – bo tak przecież funkcjonowała ich hodowla – niektórym niewątpliwie udawało się uciec i wówczas przekazywały swojemu potomstwu podwyższoną zdolność do funkcjonowania w zagęszczonym miejskim środowisku. Wśród żyjących w niewoli drapieżników takie zmiany mogą zajść w ciągu niewielu dziesięcioleci. Udowodnił to przeprowadzony w Rosji eksperyment, podczas którego na przestrzeni zaledwie kilku pokoleń dzikie lisy zamieniły się w uległe zwierzęta domowe28. Czy to możliwe, żeby dzisiejszy kot, dobrze czujący się w miejskim otoczeniu, swoją adaptację zawdzięczał więźniom owych makabrycznych egipskich kociarni?

1 W XIV-wiecznej angielskiej baśni ubogi chłopiec Dick Whittington zdobywa majątek i wysoką pozycję społeczną dzięki przebiegłości swego kota. [wróć]

2 Herodot: Dzieje, przeł. Seweryn Hammer, „Czytelnik”, Warszawa 2006, s. 123. [wróć]

3 Tamże, s. 125. [wróć]

Rozdział 3

Krok wstecz, dwa kroki do przodu

Egipskie koty sprzed dwóch tysięcy lat prawdopodobnie mało różniły się zachowaniem od kotów współczesnych. Nie miały jeszcze tak zróżnicowanego wyglądu zewnętrznego i wciąż tworzyły zwartą, dość homogeniczną populację bez podziału na rasy czy odmienne osiągnięcia. Nie widać było żadnych istotnych przeszkód, które mogłyby stanąć kotu na drodze do pozycji powszechnie hodowanego zwierzęcia do towarzystwa. A jednak nie doszło do tego przez następne dwa tysiące lat, po części dlatego, że koty były użyteczne tylko w jednej wąskiej dziedzinie. Pies, główny rywal kota w staraniach o ludzkie zainteresowanie i sympatię, potrafił pełnić o wiele więcej funkcji – strzegł domu, pomagał w polowaniu, pilnował owiec, by wymienić tylko trzy z nich – niż mniej elastyczny kot. Wzrost popularności kotów opóźniały także dwa inne ważne czynniki. Po pierwsze, kot pochodził od wysoko wyspecjalizowanych drapieżników, więc z trudem zmieniał sposób odżywiania się, gdy brakowało zwierzyny, na którą zwykł polować. Po drugie, obciążały go skojarzenia z pogańską religią Egiptu, co pierwotnie było korzystne, bo dawało mu czas na przekształcenie się w zwierzę domowe, lecz później stało się dla niego przekleństwem.

To zaskakujące, ale jeszcze przed czterystu laty egipski kult kotów wywierał poważny wpływ na stosunek do tych zwierząt w Europie. Kult Bastet (Bubastis) i innych pogańskich bóstw kojarzonych z kotami był rozpowszechniony, zwłaszcza na południu kontynentu, od II po VI wiek naszej ery. W niektórych miejscach przetrwał znacznie dłużej, na przykład w belgijskim mieście Ypres, które do dziś pielęgnuje „kocią” tradycję; kult kota wyjęto spod prawa dopiero w 962 roku, a w niektórych częściach Italii oddawano cześć bogini Dianie jeszcze w XVI wieku. Uczestnikami tych kultów, koncentrujących się na macierzyństwie, małżeństwie i rodzinie, były głównie kobiety. Kiedy chrześcijaństwo zaczęło zajmować dominującą pozycję wśród religii Europy, odbiło się to na sytuacji kotów, kojarzonych z praktykami pogańskimi.

Ekspansji kotów z wschodniego basenu Morza Śródziemnego na Europę Zachodnią – obejmującej wszystkie warstwy społeczne – sprzyjał zwyczaj trzymania kotów na wszelkiego rodzaju statkach morskich. Najpewniej zrodził się on z potrzeby chronienia ładunku przed myszami, ale wkrótce nabrał charakteru przesądu i wielu marynarzy odmawiało wejścia na pokład statku, z którego uciekł kot. Na dziobach okrętów często umieszczano rzeźbę kota, co miało przynosić powodzenie.

Poza swoją oczywistą użytecznością koty musiały cieszyć się coraz cieplejszymi relacjami ze swoimi właścicielami. Wahania ich popularności w ciągu ostatnich dwóch tysiącleci należy przypisać zmiennej równowadze pomiędzy dwoma kluczowymi czynnikami: przesądami i ludzką sympatią.

Wprowadzenie kotów domowych na Wyspy Brytyjskie przypisuje się zwykle Rzymianom, lecz pewne dane wskazują, że pojawiły się tam już kilka stuleci wcześniej. Kości kotów i myszy znaleziono w południowej Anglii na terenie dwóch górskich osad warownych z ery żelaza, datowanych na 300 lat p.n.e. i odległych od siebie o kilkadziesiąt kilometrów. Były to w większości młode koty, odkryto też szkielety pięciorga nowo narodzonych kociąt. Osady te, zamieszkane przez około 300 osób pod władzą lokalnego wodza, odgrywały rolę ośrodków administracyjnych dla okolicznych gospodarstw rolnych, które dostarczały ziarno do wielkich magazynów w osadzie. Przechowywane w nich zapasy żywności były w przybliżeniu dwadzieścia razy większe niż w pojedynczych gospodarstwach. Spichrze te musiała nieuchronnie nawiedzać plaga myszy, więc koty były pożądanym uzupełnieniem żywego inwentarza.

Koty, o których mowa, musiały stanowić import z obszaru śródziemnomorskiego, gdyż nie wydaje się prawdopodobne, by miejscowe żbiki, choć należące do tego samego gatunku (Felis silvestris silvestris), dały się oswoić albo przynajmniej znosiły bliskość ludzi na tyle długo, by wydać potomstwo. Dzisiejsze europejskie żbiki są wysoce nieufne wobec człowieka i zapewne zawsze takie były, sądząc ze starogreckich przekazów mówiących o próbach ich oswojenia. Najbardziej prawdopodobne jest to, że koty przypłynęły do Brytanii na statkach fenickich. Fenicjanie nie kolonizowali Wysp Brytyjskich, ale odwiedzali je, głównie w celu zakupu cyny potrzebnej do wyrobu brązu. Ponieważ zaś często wozili na swych statkach koty, pojawienie się kotów domowych na południowym wybrzeżu Brytanii nie byłoby czymś niezwykłym. Całkiem możliwe, że wraz z ziarnem zbóż, które Fenicjanie przywozili w czasie wcześniejszych wypraw, przybyły także myszy, więc następnie musieli sprowadzić koty, aby rozwiązać problem, który sami stworzyli!

Koty prawdopodobnie rozpowszechniły się w Brytanii pod władzą rzymską. W pozostałościach rzymskiego miasta w Silchester, w obecnym hrabstwie Hampshire, archeolodzy znaleźli gliniany kafel podłogowy z pierwszego wieku naszej ery, noszący odcisk łapy kota. Przypuszczalnie kot wbiegł na pozostawione do wyschnięcia pokrycie dziedzińca, zanim glina stwardniała. Na innych kaflach odkopanych w tym samym miejscu odcisnęły się ślady psa, sarny, cielęcia, jagnięcia, dziecka oraz mężczyzny w podkutych ćwiekami sandałach – co podważa potoczny pogląd o perfekcji rzymskich budowniczych.

Nie wydaje się, by osłabienie wpływów rzymskich w północnej Europie zmniejszyło w znacznym stopniu popularność kotów: w ciągu pięciuset lat Wieków Ciemnych wciąż wysoko je ceniono za ich umiejętność tępienia myszy i szczurów1. O wysokiej wartości kotów świadczy kilka zachowanych aktów prawnych, w których zwierzęta te są wymieniane wprost. Jeden ze statutów, pochodzący z Walii z X wieku, głosi: „Cenę kocicy ustanawia się na cztery pensy. Musi mieć dobry wzrok i słuch oraz wszystkie pazury, łowić myszy i opiekować się kociętami, a nie pożerać je. Jeśli okaże się, że brakuje jej którejś z tych cech, należy zwrócić jedną trzecią ceny”. Warto zauważyć, że akt ten odnosi się konkretnie do samicy, być może samce uważano za mniej wartościowe. Cztery pensy płacono również za dorosłą owcę, kozę lub psa, który nie przeszedł tresury. Nowo narodzone kocię wyceniano na jednego pensa, podobnie jak prosię i jagnię, a młodego kota na dwa pensy. W razie rozwodu małżonek miał prawo zabrać z gospodarstwa domowego jednego kota, ale wszystkie pozostałe należały do żony. W tym samym okresie w niemieckiej Saksonii odszkodowanie za zabitego kota wynosiło sześćdziesiąt buszli ziarna (ponad 1500 kg), co świadczy o dużej wartości kota jako obrońcy spichrzy przed myszami.

 

Obecność kotów niewątpliwie przyczyniła się do wolniejszego rozprzestrzeniania się przenoszonej przez szczury epidemii dżumy, która nawiedziła Europę w VI wieku na skutek bezmyślnej dewastacji zbudowanych przez Rzymian systemów wodociągowych i kanalizacyjnych. Same koty też nie były odporne na dżumę, więc zapewne ginęły w wielkiej liczbie, ale najwyraźniej wiele z nich przeżyło.

Pomimo oczywistej użyteczności kotów i ich istotnej wartości pieniężnej nie dbano o ich pomyślność tak, jak to czynimy dziś. W Grecji kontynuowano w znacznym stopniu egipski zwyczaj składania kotów w ofierze i ich mumifikowania, z tą tylko różnicą, że typowym sposobem ich uśmiercania było topienie, a nie duszenie. Dawna celtycka tradycja zabijania kotów „na szczęście” rozprzestrzeniła się w Europie, a ponieważ ceniono przede wszystkim kocice, więc ofiarami zapewne były najczęściej samce. Kota uśmiercano i zakopywano na świeżo obsianym polu, co miało przynieść dobry urodzaj. Ochronę nowo zbudowanego domu przed myszami i szczurami miało zapewnić zamurowanie kota i szczura w specjalnej wnęce w ścianie lub pod podłogą2. Nie jest jasne, czy wykorzystywano żywego czy martwego kota. W wielu europejskich miastach w dni świąteczne zamykano kilka kotów w jednym koszu – co samo w sobie musiało być dla zwierząt stresujące – i zawieszano ten kosz nad ogniem. Wierzono, że wrzaski cierpiących kotów odpędzają złe moce. Innym zwyczajem było zrzucanie kota z wierzchołka wieży – tradycję tę wciąż kultywują mieszkańcy Ypres w corocznym majowym dniu Kattenstoet (Święto Kotów), używając nadmuchiwanych zabawek zamiast żywych zwierząt.

Co znamienne, niektóre z takich rytuałów dotrwały w niezmienionym kształcie do czasów nowożytnych. W 1648 roku król Ludwik XIV był obecny przy jednej z ostatnich ceremonii całopalenia kotów w Paryżu, osobiście podłożył ogień pod stos i tańczył wokół niego, zanim oddalił się na dworską ucztę. Ostatni zaś przypadek zrzucania żywych kotów z wieży w Ypres miał miejsce jeszcze w 1817 roku. Te odrażające dla nas obyczaje mogły dotyczyć tylko drobnej cząstki całej populacji kotów; w zasadzie nawet w Ciemnych Wiekach powodziło im się zapewne nienajgorzej. Gdziekolwiek bowiem rozpleniły się myszy, tam potrzebna była duża liczba kotów, a co za tym idzie, pojawiał się nadmiar kociąt, których musiano się pozbywać, najczęściej przez topienie. Kota uważano za zwierzę użytkowe, jak każdy inny rodzaj żywego inwentarza. Ich skór używano na ubrania, a ślady rzeźniczego noża na kościach znalezionych na terenie średniowiecznych miast świadczą, że wiele z nich zabijano specjalnie dla futra, gdy tylko dorosły. Tego rodzaju praktyki przyczyniły się zapewne do powszechnego przekonania, że życie kota się nie liczy, przez co ofiarne rytuały nie były czymś tak odpychającym, jak sądzilibyśmy dzisiaj.

Stosunek Kościoła do kotów, początkowo życzliwy, z biegiem Ciemnych Wieków stawał się stopniowo coraz bardziej wrogi. Po raz pierwszy Kościół rzymskokatolicki wkroczył na drogę wiodącą do regularnego prześladowania kotów, kiedy w 391 roku cesarz Teodozjusz I zakazał wszelkich kultów pogańskich (i herezji chrześcijańskich), w tym kultu bogiń Bastet i Diany. Z początku celem byli wyznawcy, a nie ich koty. Wydaje się, że we wczesnochrześcijańskiej Irlandii koty cieszyły się wręcz dużą sympatią. Księga z Kells, iluminowana irlandzka Ewangelia z VIII wieku, zawiera kilka obrazków z kotami, w części w postaci demonicznej, ale także w domowych sytuacjach. Tamtejsze duchowieństwo mogło nawet zachęcać do trzymania kotów jako towarzyszy. Poemat Pangur Bán napisany przez mnicha w IX wieku, porównuje życia autora i jego kota:

Ja i Pangur, mędrzec i jego kot,

Każdy z nas ma swoje sprawy;

Ja dręczę moje ulubione księgi,

On swoją mysz…

I jego rozkosz, gdy pazury

Wpijają się w ciało ofiary,

Równa jest mojej, gdy nagła myśl

Oświetla moją drogę3.

Szczególnie atrakcyjne dla kotów musiały być średniowieczne klasztory z uwagi na to, że mnisi prowadzili stawy rybne, niezbędne w okresie Wielkiego Postu, późną zimą i wczesną wiosną, kiedy spożywanie mięsa było zabronione. Ryby są doskonałym, obfitym źródłem protein, a ponadto zwierząt rzeźnych pozbywano się wcześniej z powodu braku dostatecznych zapasów paszy na miesiące zimowe. Klasztorne kotki, często w tym okresie brzemienne, z radością zastępowały polowanie na myszy grzebaniem w odpadkach z ryb, uzyskując w ten sposób pokarm niezbędny dla ich nienarodzonych jeszcze kociąt. Dawało im to przewagę nad pobratymcami z okolicznych gospodarstw wiejskich.

Stosunek Kościoła do kotów stał się wrogi w okresie od XIII do XVII wieku, i to do tego stopnia, że w niektórych częściach Europy nad całym gatunkiem zawisła groźba zagłady. W 1233 roku Kościół podjął konsekwentne działania w celu wytępienia kotów na całym kontynencie. Trzynastego czerwca owego roku papież Grzegorz IX wydał osławioną bullę Vox in Rama, w której koty – zwłaszcza czarne – zostały wprost utożsamione z Szatanem. W ciągu następnych trzystu lat torturowano i zabijano miliony kotów, a także setki tysięcy ich właścicieli, głównie kobiet, oskarżanych o uprawianie czarów. Miejska populacja kotów została zdziesiątkowana. Uzasadnienie tego barbarzyństwa było takie samo jak w wieku IV – chodziło o wyeliminowanie kultów, w których wciąż oddawano cześć kotom, a także o demonizowanie konkurencyjnych religii, takich jak islam. Tym razem jednak cały gniew Kościoła skupił się na kotach.

Poza Europą Zachodnią koty były na ogół w tym okresie lepiej traktowane. Cerkiew prawosławna nie sprzeciwiała się ich hodowaniu. Przyjazny stosunek do tych zwierząt leżał również w tradycji islamskiej, więc koty nadal miały się dobrze na Bliskim Wschodzie. Sułtan Bajbars, władca Egiptu i Syrii, ufundował w 1280 roku w Kairze prawdopodobnie pierwszy na świecie przytułek dla bezdomnych kotów.

Nawet w obszarze wpływów Kościoła rzymskiego koty nie wszędzie były prześladowane. Pojawiają się one w czternastowiecznej poezji angielskiej, między innymi w Opowieściach kanterberyjskich Geoffreya Chaucera. Jeśli Opowieść szafarza ukazuje prawdziwy obraz, to koty musiały być na Wyspach Brytyjskich dobrze traktowane i cenione za umiejętności łowieckie:1

Karm w domu kota, daj mu mięso, mleczko,

Łoże jedwabną zaściel poduszeczką

I mysz mu pokaż biegnącą przy ścianie,

A wnet zostawi najsmaczniejsze danie,

Mleko i mięso, i wszystkie frykasy,

Aby mysz pożreć, taki na nią łasy.4

Co więcej, wydaje się, że koty cieszyły się skrywaną popularnością nawet w kręgach kościelnych. Rzeźby kotów zdobią stalle chórów w średniowiecznych kościołach całej Europy, nie wyłączając Anglii, Francji, Szwajcarii, Belgii, Niemiec i Hiszpanii. Nie są to wyobrażenia demonów. Koty są przedstawiane w codziennych sytuacjach – wylizują się, opiekują się kociętami, siedzą przy ogniu. Być może te rzeźby celowo umieszczano w miejscach niewidocznych dla ogółu wiernych, skoro w kazaniach przedstawiano koty jako istoty demoniczne. Chociaż koty i opiekujące się nimi kobiety poddawano niekiedy prześladowaniom, na ogół zwierzęta tolerowano ze względu na ich użyteczność – zwłaszcza na obszarach wiejskich, gdzie wpływy Kościoła były słabsze, a umiejętności kotów wyżej cenione.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?