Zrozumieć kotaTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Większość wiedzy o kotach, jaką udało się zdobyć biologom, potwierdza (choć nie w pełni) koncepcję mówiącą, że wyewoluowały one przede wszystkim jako drapieżniki. Kot jest jednak również zwierzęciem społecznym, inaczej nie mógłby stać się domową maskotką. Warunki udomowienia – przede wszystkim konieczność współżycia z innymi kotami bytującymi w ludzkich siedzibach, a następnie korzyści płynące z więzów sympatii nawiązywanych z ludźmi – poszerzyły repertuar społecznych zachowań kota daleko poza ten, którym dysponowali jego dzicy przodkowie. W rozdziałach 7–9 zbadamy szczegółowo te więzy społeczne. Zobaczymy, w jaki sposób kot postrzega inne koty i ludzi, w jakie relacje z nimi wchodzi i dlaczego dwa różne koty mogą zupełnie inaczej reagować na tę samą sytuację. Inaczej mówiąc, zajmiemy się zgłębianiem „kociej osobowości”.

Na zakończenie opiszemy sytuację kotów we współczesnym świecie i spróbujemy przewidzieć jej przemiany w nadchodzących dziesięcioleciach. Koty są obecnie pod presją wielu różnych tendencji, zarówno przyjaznych, jak i antagonistycznych. Rasowe pozostają wciąż w mniejszości, a ich hodowcy skłonni są lekceważyć zasady, które w ostatnich dziesięcioleciach tak radykalnie poprawiły położenie rasowych psów7. Rosnąca moda na krzyżówki kotów domowych z dziko żyjącymi przedstawicielami rodziny kotowatych, w wyniku czego powstają takie „rasy” jak bengale, może przynieść nieoczekiwane konsekwencje. Warto także postawić pytanie, czy koty nie ulegają subtelnym, ale nieodwracalnym przemianom w wyniku zabiegów tych ludzi, którym ich dobro leży na sercu. Dążenie do sterylizacji możliwie dużej części bezpańskich kotów, choć w intencji zmierzające do zmniejszenia liczby niechcianych i cierpiących kociąt, może paradoksalnie sprzyjać stopniowej eliminacji tych właśnie cech, które usposabiają zwierzęta do życia w harmonii z ludźmi: koty, które unikają sterylizacji, to często osobniki najbardziej nieufne i najsprawniejsze w polowaniu. Przyjazne i uległe koty są dziś kastrowane, zanim zdążą pozostawić potomstwo, a najdzikszym i najbardziej niezależnym udaje się ujść uwagi miłośników kotów i rozmnażają się do woli, posuwając ewolucję gatunku wstecz, zamiast w kierunku lepszej integracji z człowiekiem.

Zachodzi obawa, że oczekujemy od naszych kotów więcej, niż są w stanie nam dać. Chcielibyśmy, żeby zwierzę, które przez tysiące lat pomagało nam w zwalczaniu szkodników, nagle porzuciło ten sposób życia, ponieważ konsekwencje tego zwalczania zaczęliśmy uważać za nieapetyczne i trudne do zaakceptowania. Chcielibyśmy także bez skrępowania wybierać naszemu kotu towarzystwo lub sąsiedztwo innych kotów, nie biorąc pod uwagę jego pochodzenia od zwierząt samotniczych i terytorialnych. Najwyraźniej sądzimy, że koty, wzorem psów, tak elastycznych w kontaktach z innymi przedstawicielami swojego gatunku, powinny wykazywać się tolerancją w relacjach, które im narzucamy jedynie dla własnej wygody.

Jeszcze dwadzieścia albo trzydzieści lat temu koty dotrzymywały kroku oczekiwaniom człowieka, ale obecnie mają trudności z dostosowaniem się do naszych żądań, żeby zaniechały polowania i nie tęskniły za wychodzeniem na dwór. W przeciwieństwie do niemal wszystkich innych domowych zwierząt, których hodowla od wielu pokoleń pozostawała pod ścisłą kontrolą, przejście kotów od stanu dzikości do udomowienia przebiegało – jeśli pominąć koty rasowe – drogą doboru naturalnego. Koty ewoluowały tak, by wykorzystywać stwarzane przez nas możliwości. Pozwalaliśmy im łączyć się według własnego uznania, ale największą szansę osiągnięcia dojrzałości i wydania następnego pokolenia miały te kocięta, które były najlepiej przystosowane do życia wśród ludzi, cokolwiek to oznaczało w danym okresie.

Ewolucja nie zmierza do stworzenia kota pozbawionego instynktu łowieckiego i równie tolerancyjnego społecznie jak pies – w każdym razie nie w perspektywie czasowej, która byłaby do przyjęcia dla przeciwników kotów. Dziesięć tysięcy lat naturalnej selekcji nadało kotu wystarczającą elastyczność, by dawał sobie radę, gdy sporadycznie jego harmonia z człowiekiem się załamuje, ale za małą, by sprostać wymaganiom, które ni stąd, ni zowąd pojawiły się w ostatnim czasie. Nawet tak płodnemu zwierzęciu jak kot potrzeba wielu pokoleń, by uczynić choćby niewielki krok w tym kierunku. Tylko świadoma i skrupulatnie prowadzona hodowla może stworzyć koty pasujące do oczekiwań przyszłych właścicieli i akceptowane przez tych, którzy kotów nie lubią.

Niezależnie od modyfikacji dziedzictwa genetycznego kotów możemy wiele zrobić w kierunku „ulepszenia” już żyjących zwierząt. Bardziej sensowne wychowanie kociąt, lepsze zrozumienie ich rzeczywistych potrzeb środowiskowych, świadome uczenie kotów, jak mają radzić sobie w stresujących sytuacjach – wszystko to pomoże im w dostosowaniu się do naszych oczekiwań, a także może pogłębić więź zwierzęcia z jego właścicielem.

Pod wieloma względami kot jest idealnym zwierzęciem domowym XXI wieku, ale czy zdoła się adaptować do wymagań wieku XXII? Jeśli ma zachować ludzką sympatię – a prześladowania, jakim podlegały koty w przeszłości, świadczą, że nie jest to oczywiste – pomiędzy miłośnikami kotów, działaczami ochrony przyrody i hodowcami musi ukształtować się konsensus w sprawie pożądanego typu kota, który zadowoli ich wszystkich. Zmiany w tym kierunku muszą opierać się na badaniach naukowych. Pierwszym krokiem powinno być lepsze zrozumienie przez właścicieli i ogół społeczeństwa, w jaki sposób koty się ukształtowały i dlaczego zachowują się w taki, a nie inny sposób. Jednocześnie właściciele kotów mogą poprawić ich zaszarganą reputację, jeśli nauczą się wpływać na zachowanie swoich zwierząt – nie tylko uniemożliwiając im polowanie, lecz także zapewniając im lepsze samopoczucie. W dłuższym okresie osiągnięcia genetyki behawioralnej – nauki zajmującej się mechanizmami dziedziczenia zachowań i cech „osobowości” – pozwolą nam wyhodować koty lepiej dostosowane do coraz bardziej zatłoczonego świata.

Jak uczy doświadczenie historyczne, koty potrafią zadbać o siebie rozmaitymi sposobami. Nie zdołają jednak bez naszej pomocy sprostać wymaganiom, jakie dziś narzuca im społeczeństwo. Punktem wyjścia do zrozumienia kota musi być rozumny szacunek dla jego zwierzęcej natury.

Rozdział 1

Kot pojawia się na progu

Hodowanie kotów do towarzystwa jest dzisiaj zjawiskiem powszechnym na całym świecie, ale to, w jaki sposób przebiegało ich udomowienie, wciąż pozostaje zagadką. Większość otaczających nas zwierząt udomowiono z praktycznych i prozaicznych powodów. Krowy, owce i kozy dostarczają mleka, mięsa i skór. Ze świń mamy mięso, od kur – mięso i jaja. Pies, drugi z naszych ulubieńców, oferuje człowiekowi obok towarzystwa liczne konkretne korzyści: pomaga w polowaniu i wypasie owiec, zapewnia obronę, tropi po śladach – to tylko kilka przykładów. Koty nie są nawet w przybliżeniu tak użyteczne jak wymienione wyżej zwierzęta; nawet ich tradycyjna reputacja tępicieli szkodników może okazać się przesadzona, choć to właśnie było od zarania ludzkości ich oczywistym zadaniem. Tak więc, inaczej niż w przypadku psa, nie mamy prostego wyjaśnienia, w jaki sposób kot tak skutecznie wpisał się w kulturę człowieka. Poszukiwanie odpowiedzi musimy rozpocząć jakieś dziesięć tysiącleci temu, kiedy koty po raz pierwszy pojawiły się w naszych progach.

Konwencjonalna teoria udomowienia kotów, oparta na wynikach badań archeologicznych i źródłach historycznych, mówi, że najwcześniej zwierzęta te żyły w ludzkich siedzibach w Egipcie około 3500 lat temu. Została ona jednak ostatnio podważona za sprawą nowych faktów z obszaru biologii molekularnej. Badania różnic pomiędzy DNA współcześnie żyjących domowych i dzikich kotów wykazują, że ich drogi rozeszły się o wiele wcześniej, od 10 do 15 tysięcy lat temu (8000–13000 lat p.n.e.). Pierwszą datę udomowienia możemy bezpiecznie ulokować w tym przedziale. Okres wcześniejszy nie wchodzi w rachubę z uwagi na ewolucję naszej własnej kultury – jest mało prawdopodobne, by myśliwi zbieracze epoki kamiennej potrzebowali kotów i byli w stanie je utrzymywać. Dolna granica, 10 tysięcy lat, wynika z założenia, że koty domowe pochodzą od kilku różnych gatunków dzikich kotów wywodzących się z różnych obszarów Bliskiego Wschodu. Inaczej mówiąc, do udomowienia kotów doszło niezależnie od siebie w kilku miejscach i niekoniecznie w tym samym czasie. Nawet jeśli przyjmiemy, że kot stał się zwierzęciem domowym dopiero 8000 lat p.n.e., pozostaje około 6500 lat do czasów, z których pochodzą pierwsze historyczne świadectwa obecności kotów w Egipcie. Dotychczas tylko nieliczni uczeni z jakiejkolwiek dziedziny zajmowali się tą najwcześniejszą – i najdłużej trwającą – fazą współżycia kotów z ludźmi.

Zgromadzone dotąd dane archeologiczne z tego okresu nie rzucają wiele światła na to zagadnienie. Kocie zęby i fragmenty kości datowane na 7000–6000 lat p.n.e. odkopano w sąsiedztwie palestyńskiego miasta Jerycho i w innych miejscach tzw. Żyznego Półksiężyca, „kolebki cywilizacji” rozciągającej się od dzisiejszego Iraku, przez Jordanię i Syrię, po wschodnie wybrzeża Morza Śródziemnego i Egipt. Szczątki te nie występują jednak powszechnie, a co więcej, mogą równie dobrze pochodzić od dzikich kotów, być może zabijanych dla skór. W pochodzących z kolejnego tysiąclecia malowidłach skalnych i figurkach kotopodobnych zwierząt odkrytych na terenie obecnego Izraela i Jordanii można by dopatrywać się podobizn kotów domowych, lecz znaleziono je poza terenem siedzib ludzkich, więc także mogą być wyobrażeniami dzikich kotów, być może nawet wielkich przedstawicieli tej rodziny. Jeśli nawet przyjmiemy, że te szczątkowe znaleziska odnoszą się do wczesnych form kota domowego, niewyjaśniona pozostaje ich skrajna rzadkość. Do 8000 r. p.n.e. zażyłość psów z ludźmi osiągnęła już taki poziom, że w wielu częściach Azji, Europy i Ameryki Północnej grzebano je razem z ich właścicielami, podczas gdy pochówki kotów rozpowszechniły się dopiero w Egipcie około 1000 r. p.n.e.1. Jeśli koty zostały udomowione wcześniej, to powinniśmy dysponować znacznie bardziej przekonującymi dowodami ich związków z człowiekiem.

 

Najwyraźniejszy trop początków współżycia kotów z ludźmi nie pochodzi z Żyznego Półksiężyca, lecz z Cypru. Jest to jedna z niewielu wysp Morza Śródziemnego, które nigdy nie miały połączenia z lądem stałym, nawet w okresie, gdy poziom morza był najniższy, a zatem żyjące na niej zwierzęta musiały tam dolecieć lub dopłynąć – do czasu, gdy około 12 tysięcy lat temu ludzie nauczyli się pokonywać morze w pierwszych, prymitywnych łodziach. Przed tą datą w basenie Morza Śródziemnego nie było w ogóle zwierząt domowych, być może z wyjątkiem nielicznych pierwotnych psów, więc te, które przybyły na Cypr z pierwszymi osadnikami, musiały być albo doraźnie oswojonymi dzikimi okazami albo „pasażerami na gapę”. O ile zatem nie potrafimy rozstrzygnąć, czy prehistoryczne pozostałości kotów odnalezione na stałym lądzie należały do zwierząt dzikich, oswojonych czy udomowionych, o tyle na Cypr koty mogły dotrzeć tylko świadomie przewiezione przez człowieka – przy niebudzącym zastrzeżeń założeniu, że również w tamtych czasach nie były zdolne do pokonywania morza wpław, podobnie jak koty dzisiejsze. Wszelkie ich szczątki znalezione na wyspie mogą więc pochodzić jedynie od zwierząt na wpół udomowionych albo przynajmniej trzymanych w niewoli oraz ich potomków.

Na Cyprze najstarsze szczątki kotów odnaleziono w pozostałościach pierwszych stałych siedzib ludzkich; pochodzą z tego samego co one okresu: około 7500 r. p.n.e. Jest zatem wysoce prawdopodobne, że koty przewieziono na wyspę z rozmysłem. Kot to zwierzę zbyt duże i zbyt nieufne, by przypadkowo zakradło się na ówczesną łódź. Niewiele wiemy o morskich statkach tamtych czasów, ale przypuszczalnie były na tyle małe, że wykluczały podróż kotów na gapę. Co więcej, przez kolejne trzy tysiące lat nie mamy żadnych świadectw występowania na Cyprze kotów poza ludzkimi osiedlami. Najbardziej prawdopodobne jest więc, że pierwsi osadnicy przywieźli ze sobą dzikie koty, które schwytali i oswoili jeszcze na kontynencie. Trudno sądzić, że byli oni jedynymi ludźmi, którzy wpadli na pomysł oswajania dzikich zwierząt, więc rozsądne wydaje się założenie, że chwytanie i oswajanie kotów było już wówczas stałą praktyką we wschodniej części basenu śródziemnomorskiego. Potwierdzają to świadectwa prehistorycznej obecności oswojonych kotów pochodzące z innych wielkich wysp śródziemnomorskich: Krety, Sardynii i Majorki.

Na prawdopodobny cel oswajania dzikich kotów wskazują również odkrycia dokonane w najstarszych siedzibach ludzkich na Cyprze. Od samego początku osady te, podobnie jak położone na lądzie stałym, były nękane przez plagę myszy domowych. Zapewne te niepożądane gryzonie dostały się tam właśnie jako prawdziwi pasażerowie na gapę, przypadkowo przewiezieni przez morze w worach z żywnością lub ziarnem siewnym. Najbardziej przekonujący scenariusz wygląda więc tak, że kiedy tylko myszy zalęgły się na Cyprze, koloniści sprowadzili oswojone lub na wpół udomowione koty w celu ich zwalczania. Mogło się to zdarzyć dziesięć lub sto lat po założeniu pierwszych osad – datowanie archeologiczne nie jest wystarczająco precyzyjne, by to stwierdzić. Jeśli tak rzeczywiście było, sugerowałoby to, że praktyka oswajania kotów w celu tępienia myszy zakorzeniła się na lądzie stałym przynajmniej 10 tysięcy lat temu. Nie znaleziono dotąd na to twardych dowodów, gdyż powszechne występowanie dzikich kotów nie pozwala rozstrzygnąć, czy szczątki odnalezione w obrębie ludzkiej osady należały do osobnika dzikiego, który zmarł śmiercią naturalną lub został zabity przez myśliwych, czy też do kota, które spędził z ludźmi całe lub prawie całe życie.

Tradycja oswajania dzikich kotów do walki ze szkodnikami, gdziekolwiek się narodziła, przetrwała do naszych czasów, zwłaszcza w Afryce, gdzie kot domowy jest rzadkością, a łatwo o gatunki dzikie. Niemiecki botanik Georg Schweinfurth podczas podróży Białym Nilem w 1869 roku spostrzegł, że jego skrzynie ze zbiorami roślinnymi są nocami atakowane przez gryzonie. Oto fragment jego wspomnień:

Jednym z najpowszechniej występujących w okolicy zwierząt jest dziki kot stepowy. Tubylcy nie hodują go, lecz łapią pojedyncze młode okazy i bez trudu przyuczają do życia w sąsiedztwie ich chat i zagród. Dorastając, koty podejmują naturalną dla nich wojnę ze szczurami. Wystarałem się o kilka takich zwierząt. Przetrzymane parę dni w zamknięciu, utraciły w znacznym stopniu swoją dzikość i przyzwyczaiły się do życia domowego, przypominając pod wieloma względami zachowanie zwykłych kotów. Nocą uwiązywałem je do moich zagrożonych bagaży i mogłem spać bez obawy, że szczury wyrządzą mi szkodę2.

Podobnie jak Schweinfurth, również owi o wieki wcześniejsi pionierzy, którzy przywieźli pierwsze koty na Cypr, prawie na pewno trzymali zwierzęta na uwięzi. Gdyby pozwolono im na swobodę, zapewne szybko by uciekły i dokonały spustoszenia miejscowej fauny, która wcześniej nie miała do czynienia z tak sprawnymi drapieżnikami. Wiemy, że z czasem do tego właśnie doszło. Kilka wieków po osiedleniu się człowieka na Cyprze dziko żyjące koty rozprzestrzeniły się po całej wyspie i pozostały tam przez tysiąclecia3. Zapewne tylko te z nich, które zamykano w spichrzach zbożowych, pozostały, by pomagać ludziom w zwalczaniu szkodników. Pozostałe szybko się oddaliły, by żyć kosztem dzikiej przyrody. Niewykluczone, że ludzie wyłapywali potomków tych zbiegów, a sporadycznie nawet żywili się nimi, ponieważ na terenie kilku neolitycznych osad pokruszone kości kotów znaleziono obok kości innych drapieżników, takich jak lisy czy nawet psy.

Praktyka oswajania dzikich kotów do zwalczania gryzoni powstała prawdopodobnie w odpowiedzi na pojawienie się w ówczesnych spichrzach nowego gatunku szkodnika: myszy domowej (Mus musculus). W rzeczy samej dzieje tych dwóch gatunków stale się ze sobą przeplatają. Mysz domowa jest tylko jednym z ponad trzydziestu występujących na świecie gatunków myszy, ale jedynym, który przystosował się do życia w sąsiedztwie ludzi i korzystania z naszych zasobów żywności.

Mysz domowa wywodzi się od dzikiego gatunku myszy z północnych Indii, istniejącego prawdopodobnie już przed milionem lat, a więc na długo przed początkiem ewolucji człowieka. Stamtąd myszy rozprzestrzeniły się na wschód i zachód, żywiąc się dzikimi zbożami, i w końcu osiągnęły tereny Żyznego Półksiężyca, gdzie natknęły się na pierwsze magazyny płodów rolnych. Zęby myszy znaleziono wśród ziarna sprzed 11 tysięcy lat odkrytego w Izraelu, a w Syrii odkopano kamienny wisiorek sprzed 9500 lat z wyobrażeniem głowy myszy. Tak rozpoczął się trwający do dziś związek tych gryzoni z człowiekiem. Ludzie nie tylko dysponowali nadwyżkami żywności, z których myszy mogły korzystać. Ich domostwa zapewniały myszom ciepłe i suche miejsce do zakładania gniazd, zabezpieczone w dodatku przed drapieżnikami, takimi jak dzikie koty. Myszy, które potrafiły zaadaptować się do tych warunków, przeżywały, pozostałe zaś ginęły. Współczesna mysz domowa rzadko jest w stanie rozmnażać się z dala od ludzkich siedzib, zwłaszcza że ma tam konkurentów, choćby mysz leśną.

Ludzie stworzyli także myszom okazję do opanowania nowych obszarów. Gryzonie z północno-wschodniej części Żyznego Półksiężyca, czyli obecnej Syrii i północnego Iraku, zostały niechcący przetransportowane, zapewne przy okazji handlu zbożem, na wschodnie wybrzeże Morza Śródziemnego, a stąd na pobliskie wyspy, na przykład Cypr.

Pierwszą społecznością dręczoną przez myszy domowe byli ludzie kultury natufijskiej i, co za tym idzie, najprawdopodobniej to oni zainicjowali długą podróż kotów, która zakończyła się w naszych salonach. Żyli w okresie od 11 000 do około 8000 lat p.n.e. na obszarze, na który obecnie składają się izraelska Palestyna, Jordania, południowo-zachodnia Syria i południowy Liban. Powszechnie uważani za pierwszych rolników, pierwotnie byli myśliwymi i zbieraczami jak inne ludy tego regionu. Wkrótce jednak wyspecjalizowali się w zbiorze dzikich zbóż, które rosły tu w obfitości – były to wówczas tereny znacząco żyźniejsze niż obecnie. Aby usprawnić żniwa, wynaleźli sierp. Ostrza sierpów znalezione w pozostałościach natufijskich osad do dziś zachowały lśniącą powierzchnię, co może być jedynie skutkiem koszenia szorstkich pędów dzikich zbóż – pszenicy, jęczmienia i żyta.

Wcześni Natufijczycy zamieszkiwali niewielkie osady. Ich domy były częściowo zagłębione w ziemi, miały ściany i podłogi z kamienia, a dachy pokryte gałęziami. Aż do około 10 800 lat p.n.e. rzadko świadomie hodowali zboże, lecz w ciągu następnych 1300 lat gwałtowne oziębienie klimatu, określane jako młodszy dryas, zmusiło ich do intensyfikacji uprawy roli: oczyszczania pól, siania i pielęgnowania roślin. Wraz ze wzrostem ilości pozyskiwanego ziarna powstała potrzeba jego magazynowania. Natufijczycy i ich następcy prawdopodobnie budowali w tym celu specjalne zagłębienia oblicowane cegłą z gliny i przypominające miniaturę ich domów. Chyba właśnie ten wynalazek zapoczątkował udomowienie myszy, która, zagnieżdżając się w nowym dla siebie, bogatym środowisku, stała się tym samym pierwszym szkodnikiem człowieka z rzędu ssaków.

Rosnąca populacja myszy musiała przyciągnąć uwagę ich naturalnych wrogów: lisów, szakali, drapieżnych ptaków, udomowionych psów i oczywiście dzikich kotów – żbików. Żbiki miały dwie cechy, które dawały im przewagę nad innymi drapieżnikami żerującymi na myszach: wyjątkową zwinność i nocny tryb życia, co ułatwiało im polowanie w mroku, kiedy myszy stawały się aktywne. Gdyby jednak czuły silny lęk przed człowiekiem, właściwy ich współczesnym odpowiednikom, nie byłyby w stanie korzystać z tego nowego, obfitego źródła pożywienia. Wolno więc sądzić, że żbiki z czasów kultury natufijskiej były mniej nieufne niż dzisiejsze.

Nie mamy żadnych danych, które by świadczyły, że Natufijczycy świadomie udomowili żbika. Podobnie jak wcześniej myszy, dzikie koty zjawiły się samorzutnie, by korzystać z nowych zasobów żywności powstałych w rezultacie narodzin rolnictwa. W miarę jak kultura rolna Natufijczyków rozprzestrzeniała się na nowe tereny i stawała coraz bardziej wyrafinowana, obejmując rosnący zasób roślin uprawnych oraz udomowienie takich zwierząt jak owce i kozy, powiększało się również pole działania dla kotów. Nie były to przymilne zwierzątka, jakie znamy dzisiaj. Koty eksploatujące nowo powstałe skupiska myszy przypominały raczej lisy osiedlające się dzisiaj w mieście. Były wciąż zasadniczo dzikimi zwierzętami, tyle że przystosowanymi do ludzkiego środowiska. Udomowienie miało nadejść o wiele później.

Ewolucja kotów

Każdy przedstawiciel rodziny kotowatych, od majestatycznego lwa po drobnego kota czarnołapego, wywodzi się w prostej linii od średniej wielkości zwierzęcia określanego jako Pseudaerulus, które przemierzało stepy Azji Środkowej około 11 milionów lat temu. Gatunek ten ostatecznie wymarł, lecz wcześniej wyjątkowo niski poziom mórz pozwolił mu na przekroczenie tego, co dziś nazywamy Morzem Czerwonym, i migrację na teren Afryki, gdzie wyewoluowało z niego kilka gatunków kotów średniej wielkości, wśród nich te, które dziś znamy jako karakale i serwale. Inne Pseudaelurusy przeszły przez most lądowy w miejscu obecnej cieśniny Beringa i dotarły do Ameryki Północnej, gdzie dały początek rysiom i pumom. Około 2–3 milionów lat temu, po utworzeniu się Przesmyku Panamskiego, pierwsze koty pojawiły się w Ameryce Południowej. Tu ewoluowały w izolacji, tworząc kilka gatunków niewystępujących w innych częściach świata, takich jak ocelot i kot Geoffroya. Wielkie koty – lwy, tygrysy, jaguary i lamparty – wykształciły się w Azji, a następnie migrowały do Europy i Ameryki Północnej. Ich obecne rozprzestrzenienie to tylko niewielki relikt obszarów, na których panowały kilka milionów lat temu. Co ciekawe, są przesłanki, że dalecy przodkowie dzisiejszego kota domowego ukształtowali się w Ameryce Północnej przed około 8 milionami lat i wrócili do Azji 2 miliony lat później. W przybliżeniu 3 miliony lat temu zaczęły się z nich wyodrębniać znane dziś gatunki, takie jak żbik, kot pustynny czy kot bengalski. Odrębna linia azjatycka, obejmująca manule i taraje, także odgałęziła się w tym czasie4.


Zaskakująco mało wiemy o dzikich kotach Żyznego Półksiężyca i terenów przyległych (zob. kapsuła „Ewolucja kotów”). Wyniki badań archeologicznych wskazują, że 10 tysięcy lat temu żyło ich w tym regionie kilka gatunków zwabionych obfitością myszy. Wiemy też, że nieco później starożytni Egipcjanie trzymali pewną liczbę oswojonych kotów bagiennych (Felis chaus). Są one znacząco większe od żbików, ważą od pięciu do dziesięciu kilogramów i są wystarczająco silne, by upolować młodą gazelę albo jelenia aksis. Chociaż ich zwykła dieta obejmuje także gryzonie, zapewne zbytnio rzucały się w oczy, by mogły się dostać do spichlerzy. Albo też po prostu miały charakter wykluczający współżycie z człowiekiem. Dysponujemy dowodami, że Egipcjanie próbowali przysposobić je do zwalczania szkodników, ale najwyraźniej bez większego powodzenia.

 


Kot bagienny

Współcześnie z nimi występowały koty pustynne (Felis margarita), długouche nocne drapieżniki polujące z wykorzystaniem bardzo czułego słuchu. Nie czują dużego lęku przed człowiekiem, więc mogły być dobrymi kandydatami do oswojenia i udomowienia. Jednakże są one mieszkańcami pustyni – ich podeszwy porasta gęste futro chroniące łapy przed gorącym piaskiem – więc rzadko miały okazję znaleźć się w pobliżu spichrzów ze zbożem: Natufijczycy osiedlali się głównie na obszarach leśnych.

W miarę jak ludzka cywilizacja rozprzestrzeniała się na wschód, nieuchronnie nawiązywała kontakty z kolejnymi gatunkami kotów. W Chanhudaro, mieście tzw. kultury harappańskiej w dolinie Indusu (dzisiejszy Pakistan), archeolodzy znaleźli glinianą cegłę sprzed 5000 lat z odciskiem łapy kota, na który nałożył się podobny odcisk łapy psiej. Ponieważ tego rodzaju cegły po uformowaniu suszono na słońcu, można przypuszczać, że kot przebiegł przez świeżą cegłę ścigany przez psa. Odcisk ten jest większy niż łapa kota domowego, a jego płetwiasty kształt i długie pazury wskazują na taraja (Felis viverrina), który występuje dzisiaj na wschód i południe od doliny Indusu, aż po indonezyjską Sumatrę, natomiast nie spotyka się go w Żyznym Półksiężycu. Kot ten jest znakomitym pływakiem i specjalizuje się w polowaniu na ryby oraz ptaki wodne. Chociaż nie gardzi także drobnymi gryzoniami, trudno przypuszczać, by mógł się całkowicie przestawić na dietę złożoną z myszy, więc również nie był dobrym kandydatem do udomowienia.


Kot pustynny

Jeszcze dalej na wschód mamy co najmniej dwa kolejne gatunki kotów, które porzuciły życie w dziczy, by wykorzystywać plagę szkodników trapiącą ludzkie zasoby żywności. W Azji Środkowej i starożytnych Chinach sporadycznie oswajano i trzymano do zwalczania gryzoni manule (zwane też kotami Pallasa na cześć niemieckiego przyrodnika, który jako pierwszy je sklasyfikował). Manul ma najdłuższą sierść spośród wszystkich kotowatych, tak długą, że włosy niemal całkowicie przesłaniają uszy. Natomiast w prekolumbijskiej Ameryce Środkowej rolę tępiciela szkodników spełniał prawdopodobnie na wpół oswojony jaguarundi, kot przypominający z wyglądu wydrę. Żaden z tych gatunków nie doczekał się pełnego udomowienia i żaden nie jest bezpośrednim przodkiem dzisiejszych kotów domowych.


Manul

Ze wszystkich tych rozmaitych gatunków dziko żyjących kotów tylko jeden został z powodzeniem udomowiony. Zaszczyt ten przypada żbikowi nubijskiemu (Felis silvestris lybica)5, co wykazały badania DNA. W przeszłości zarówno uczeni, jak i hodowcy przypuszczali, że niektóre rasy kotów domowych powstały jako krzyżówka z innymi gatunkami – na przykład owłosione podeszwy kota perskiego są podobne do łap kota pustynnego, a jego piękne futro w pewnym stopniu przypomina manula. Jednakże materiał genetyczny wszystkich kotów domowych – syjamskich, perskich czy mieszańców – nie wykazuje żadnego związku z tymi gatunkami ani zresztą z żadnymi innymi. Z jakiegoś powodu tylko żbik nubijski zdołał wtopić się w społeczność ludzką, wypierając wszystkich konkurentów i rozprzestrzeniając się ostatecznie na cały świat. Chociaż nie jest łatwo wyodrębnić cechy, które przyniosły mu ten sukces, najwyraźniej występowały one w takim zestawie jedynie u dzikich kotów z Bliskiego Wschodu.


Jaguarundi

Żbik (Felis silvestris) występuje dziś w Europie, Afryce i Azji Środkowej, a także w Azji Wschodniej, gdzie prawdopodobnie wyewoluował. Podobnie jak wiele drapieżników, choćby wilk, zajmuje obecnie izolowane, odległe od siebie terytoria, na których uniknął zagłady z ręki ludzi. Nie zawsze tak było. Pięć tysięcy lat temu w niektórych okolicach mięso żbika uchodziło najwyraźniej za przysmak; wysypiska śmieci pozostawione przez mieszkańców jeziornych osad na palach w Niemczech i Szwajcarii zawierają liczne jego kości6. Żbiki musiały być w tamtych czasach bardzo rozpowszechnione, inaczej nie spożywano by ich w takich ilościach. Na przestrzeni stuleci ich liczebność malała, gdyż były spychane w głąb lasów przez rozwijającą się kulturę rolną, odbierającą im naturalne środowisko życia. Wynalazek broni palnej sprawił, że na wielu obszarach zostały całkowicie wytępione. W XIX wieku w niektórych krajach europejskich, m.in. w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Szwajcarii7, zaliczano je do szkodników ze względu na straty, jakie rzekomo powodowały w dzikiej zwierzynie i inwentarzu domowym. Dopiero ostatnio, dzięki utworzeniu rezerwatów przyrody i lepszemu zrozumieniu ważnej roli, jaką drapieżniki odgrywają w stabilizacji ekosystemów, żbiki pojawiły się ponownie na takich terenach, jak Bawaria, gdzie nie widywano ich od setek lat.

Wśród żbików wyróżnia się obecnie kilka odmian czy też ras. Są to: żbik europejski Felis silvestris silvestris, żbik nubijski Felis silvestris lybica, żbik południowoafrykański Felis silvestris cafra oraz indyjski kot pustynny Felis silvestris ornata8. Wszystkie te koty mają podobną powierzchowność i mogą się krzyżować tam, gdzie ich zasięgi się nakładają. Być może piątą odmianą jest bardzo rzadki chiński kot pustynny Felis bieti, który, jak wynika z badań DNA, oddzielił się od głównej linii w przybliżeniu ćwierć miliona lat temu. Niewykluczone, że jest to już odrębny gatunek, gdyż nie znamy żadnych jego krzyżówek z pozostałymi kotami, ale może to być skutek braku okazji, nie zaś bariery biologicznej, gdyż chińskie żbiki żyją tylko na niewielkim i trudno dostępnym terytorium w prowincji Syczuan.

Żbiki z różnych części świata różnią się istotnie, jeśli idzie o łatwość oswojenia. Do udomowienia zaś może dojść tylko wtedy, gdy zwierzęta są na tyle oswojone, żeby wychowywać potomstwo w bliskości ludzi. Nie jest niespodzianką, że te spośród młodych, które są najlepiej usposobione do życia z człowiekiem i w jego środowisku, pozostaną na miejscu i będą się nadal rozmnażać, podczas gdy inne najpewniej powrócą do stanu dzikości. Po kilku pokoleniach taka powtarzająca się „selekcja naturalna” doprowadzi stopniowo do zmiany genotypu zwierząt w kierunku lepszej adaptacji do współżycia z ludźmi. Prawdopodobnie ci ostatni również przyczynią się do intensyfikacji doboru naturalnego, karmiąc bardziej przyjazne okazy, a odpędzając te, które gryzą i drapią. Taki proces nie może się jednak rozpocząć bez wcześniejszego ukształtowania się pewnych genetycznych podstaw oswojenia, a w przypadku żbików rozkład takich cech bynajmniej nie jest równomierny. Współcześnie w niektórych częściach świata brakuje odpowiedniego „surowca” do udomowienia, podczas gdy w innych perspektywy są znacznie lepsze.


Historyczne rozmieszczenie odmian żbika

Wiemy na przykład, że cztery wymienione odmiany żbików różnią się łatwością oswojenia. Żbik europejski jest większy i masywniej zbudowany niż typowy kot domowy i ma charakterystyczny, krótki ogon z grubym, czarnym zakończeniem. Mimo to z większej odległości bardzo przypomina zwykłego pręgowanego kota – a ponieważ należy do najbardziej ostrożnych dzikich zwierząt, większość ludzi nie może marzyć o tym, by zobaczyć go z bliska. Wynika to z jego cech genetycznych, a nie z warunków, w jakich żyje: ci nieliczni ludzie, którzy próbowali oswoić żbika, osiągnęli bardzo mizerne rezultaty. W 1936 roku fotograf przyrody Frances Pitt pisała: