Naucz się kocieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Wielu ludzi uważa, że koty są urocze, lecz dla niektórych są one odrażające. Przez stulecia ogólny stosunek do kotów oscylował między tymi dwiema skrajnościami. Jak się wydaje, nigdy jednak nie podawano w wątpliwość użyteczności kotów jako tępicieli szkodników. Na przykład w X wieku w walijskim prawie kotu przyznawano taką samą wartość jak owcy, kozie lub niewytresowanemu psu. Wydaje się nawet, że traktowano go jako członka rodziny: to samo prawo stwierdzało, że w razie rozwodu mąż może zabrać ze sobą ulubionego kota, ale wszystkie inne koty w gospodarstwie zatrzymuje żona.

Myśl, że kot mógłby być przede wszystkim zwierzęciem do towarzystwa, pojawiła się XVIII wieku, kiedy zaczęto się o nim wypowiadać w jednoznacznie przychylny sposób. Wiadomo na przykład, że pisarz Samuel Johnson uwielbiał swoje koty Hodge i Lily, karmił je ostrygami i pozwalał im wspinać się na swoje ramiona. Najwięcej ze wszystkich uczyniła jednak dla popularyzacji kotów królowa Wiktoria. Jej kotka rasy angora, White Heather, umilała jej starość, przeżyła właścicielkę i stała się pupilką jej syna, Edwarda VII.

Kiedy koty rozpowszechniły się w roli zwierząt domowych, zaczęły wyodrębniać się różne ich rasy. Inaczej niż w przypadku psów, które pierwotnie hodowano do określonych celów, takich jak polowanie, tropienie, pasterstwo czy obrona, wszystkie rasowe koty są przede wszystkim zwierzętami do towarzystwa. Żadna z ras nie jest też specjalnie stara: badania DNA kotów syjamskich wykazały, że oddzieliły się one od swoich ulicznych kuzynów jakieś sto pięćdziesiąt lat temu, a dzisiejsze persy nie zdradzają żadnych śladów domniemanego pochodzenia ze Środkowego Wschodu. U rasowych kotów nie zaobserwowano dotąd takiej wielkiej ilości defektów genetycznych jak u rasowych psów, a te wady, które u nich występują, są obecnie identyfikowane i podejmuje się kroki, by ograniczyć ich wpływ, a nawet całkowicie je wyeliminować5.

Stosunkowo niedawno podjęto udane próby wyhodowania nowych rodzajów kotów przez krzyżowanie kotów domowych z ich dzikimi pobratymcami z pokrewnych gatunków. Na przykład rasa bengal pochodzi od dzikiego azjatyckiego kota bengalskiego, savannah od serwala afrykańskiego, a safari od południowoamerykańskiego kota Geoffroya. Są to w zasadzie hybrydy, choć często mówi się o nich jak o rasach. Potrafią zachowywać się w sposób dziki i nieprzewidywalny, odpowiednio do swojego pochodzenia.

Współczesne koty w większości nie należą jednak do żadnej rasy – to wynik tysięcy lat doboru naturalnego, a nie celowej hodowli, więc są ogólnie zdrowe i pod względem fizycznym dobrze dostosowane do środowiska, w którym żyją. Jednakże są też zwierzętami wysoko wyspecjalizowanymi, których biologię – nie mówiąc już o psychice – musimy dobrze zrozumieć, jeśli chcemy zapewnić im dobre samopoczucie.

Koty są ssakami, tak jak psy i ludzie. Wszystkie te trzy gatunki mają tę samą ogólną budowę ciała. Koty i psy różnią się natomiast od nas zasadniczo uzębieniem, co wynika z ich głównie drapieżczego trybu życia. Mają wydatne kły służące do chwytania zdobyczy, a zęby trzonowe, których większość ssaków używa do przeżuwania pokarmu, uległy u nich modyfikacji i działają raczej jak nożyce. Chociaż jednak psy i koty są pod wieloma względami podobne do siebie – na przykład jedne i drugie są mięsożerne – to istnieją również pomiędzy nimi znaczące różnice. Koty trzymają pazury schowane w skórzastych kieszonkach palców i wysuwają je tylko wtedy, gdy chcą ich użyć. Psy mają nieruchome pazury, wystające przy chodzeniu, przystosowane do biegania i kopania w ziemi. I oczywiście koty są też o wiele zręczniejsze od psów. Nie posiadają obojczyków, co pozwala im stawiać jedną przednią łapę dokładnie przed drugą, kiedy poruszają się po wąskim ogrodzeniu. Ogony pomagają im wtedy utrzymywać równowagę, podobnie jak linoskoczek używa do tego celu długiej żerdzi. Dla kota dom jest więc miejscem o wiele bardziej trójwymiarowym niż dla psa. Kot umie skakać i się wspinać, więc może korzystać z całej otaczającej go przestrzeni, nie tylko w pomieszczeniach, lecz także na zewnątrz6.

Największe różnice między psem, kotem i człowiekiem leżą jednak nie w wyglądzie zewnętrznym, lecz w tym, co kryje się pod skórą. Jeśli chodzi o wybór pokarmu, psy są podobne do nas – jesteśmy wszystkożerni, nasza dieta może być zróżnicowana, złożona z produktów roślinnych i zwierzęcych, ale potrafimy przetrwać również na diecie wegetariańskiej. Koty domowe wraz całą rodziną kotowatych są czystymi mięsożercami. W jakimś punkcie ewolucji „zablokowały się” na jedzeniu mięsa i utraciły pewne istotne mechanizmy, które nam – i psom – pozwalają zamieniać owoce, warzywa i ziarna zbóż w masę mięśniową i ścięgna7.

Tak więc zanim pojawiła się nowoczesna karma dla zwierząt domowych, koty były skazane na polowanie – było to ich jedyne całoroczne źródło pożywienia. Po części dlatego właśnie wciąż czują namiętność do łowów, nawet gdy są dobrze karmione – zaledwie kilka pokoleń temu było to im niezbędne do przeżycia. Nie bez znaczenia jest także to, że koty polują zwykle na drobną zdobycz. Jedna mysz to zaledwie około trzydziestu kalorii, więc kiedy koty były jeszcze na własnym utrzymaniu, musiały zabijać przynajmniej dziesięć razy dziennie, by utrzymać się przy życiu. Nawet gdy zostały nakarmione, przystępowały do łowów, na wypadek gdyby przez kilka godzin nie dopadły żadnej ofiary. Kot, który zwlekałby z wyruszeniem na polowanie do czasu, aż poczuje głód, szybko utraciłby siły.

Koty często są opisywane jako „bezlitośni zabójcy”, ale syty kot, który udaje się na polowanie, ulega po prostu instynktom, które dobrze służyły jego gatunkowi w toku ewolucji. Jeszcze bardziej szkodzi reputacji kotów domowych fakt, że potrafią „znęcać się” nad swoją ofiarą czy też „bawić się” nią. Lecz jest to interpretacja antropomorfizacyjna. Można spotkać się z wyjaśnieniem, że zachowanie to wynika z nagłego osłabienia popędu do polowania, które u współczesnych, dobrze odżywionych kotów następuje tuż przed albo tuż po dokonaniu zabójstwa. A może po prostu taki domowy kot nie ma okazji nauczyć się, jak zabijać skutecznie. Tłumaczy to również, dlaczego liczne koty nie zjadają złowionej ofiary. Ujmując to inaczej, tracą zainteresowanie swoją zdobyczą, kiedy przekonują się, że gotowa kocia karma jest smaczniejsza od myszy.

Kot nie potrzebuje jednak prawdziwej ofiary, by dać upust swoim łowieckim instynktom. Na ogół nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale kiedy używa myszy jako „zabawki”, jego zachowanie jest na tyle podobne do rzeczywistego polowania, że prawie na pewno „myśli sobie” wówczas, iż właśnie poluje. Z zabawkami wielkości myszy obchodzi się tak jak z żywymi myszami; od zabawek wielkości szczura albo stroni (nie każdy kot jest gotów rzucić się na dorosłego szczura), albo trzyma je na odległość pazurów, jak by to robił z prawdziwym szczurem. Co szczególnie znamienne, koty oczekujące na posiłek bawią się chętniej i bardziej intensywnie niż wtedy, gdy właśnie się najadły, co świadczy o tym, że u głodnego kota instynkt łowiecki przejawia się silniej. Ta tożsamość polowania i zabawy sugeruje, że właściciel kota mógłby zaspokajać jego drapieżcze pragnienia, po prostu bawiąc się z nim8.

Żądanie od zwierzęcia, któremu łowiecki talent umożliwiał przeżycie jeszcze zaledwie kilka pokoleń wstecz, by teraz porzuciło swoje obyczaje, byłoby niesprawiedliwością. Zrozumiałe jest jednak, że większość z nas złoszczą małe, zakrwawione „prezenty”, które nasze koty znoszą od czasu do czasu do domu. W dodatku entuzjaści dzikiej przyrody wywierają rosnącą presję na właścicieli kotów, żądając, by powstrzymywali swoich pupili od łowieckich wypraw, chociaż wszystko wskazuje na to, że szkody wyrządzają głównie koty dziko żyjące, a nie trzymane w domu. Jeśli jednak kot uporczywie czyha na ptaki i myszy, można użyć któregoś z przyrządów mających na celu zmniejszenie jego łowieckiej skuteczności. Czynią go one łatwiejszym do spostrzeżenia przez potencjalne ofiary lub osłabiają jego skoczność. Większość z nich umieszcza się zwierzęciu na szyi i chociaż koty początkowo usiłują się ich pozbyć, można je tego oduczyć9.

Tak jak wszystkie zwierzęta, koty uzyskują informacje o otoczeniu – w szczególności o potencjalnej zdobyczy – za pośrednictwem zmysłów, znakomicie dostosowanych do trybu życia wyspecjalizowanych drapieżników. Ich słuch sięga znacznie dalej niż nasz i mogą usłyszeć bardzo wysokie piski, którymi porozumiewają się gryzonie, a które leżą poza zakresem dźwięków odbieranych przez ucho człowieka (dlatego nazywamy je ultradźwiękami). Ich małżowiny uszne, czyli widoczne na zewnątrz części uszu, są nie tylko bardzo ruchliwe, lecz także mogą poruszać się niezależnie od siebie, co pozwala kotu lokalizować źródło dźwięku o wiele precyzyjniej, niż robimy to my. Nawet fałdy wewnątrz kocich uszu służą czemuś więcej niż podtrzymywaniu małżowiny w pozycji pionowej: subtelnie zmieniają ton dźwięku, pozwalając kotu określić, z jakiej wysokości nad ziemią dobiega.

Oczy kota również są wyspecjalizowanymi oczami łowcy. Są wyjątkowo duże w stosunku do wielkości głowy, a w wartościach bezwzględnych prawie tak duże jak nasze. Dzięki temu – a także dzięki wyspecjalizowanej siatkówce, nasyconej receptorami nocnego widzenia, które podobnie jak u nas rozróżniają tylko czerń i biel – kot widzi otoczenie nawet w najciemniejszą noc. Natomiast w przeciwieństwie do człowieka posiada niewiele dziennych receptorów koloru – potrafi rozróżniać niektóre barwy, lecz przykłada do nich o wiele mniejszą wagę niż my. Kolejnym przystosowaniem do nocnego widzenia jest błona odblaskowa (tapetum) na dnie oka, która posłużyła za inspirację dla „kocich oczu” stosowanych na drogach. Światło, które ominie receptory, odbija się od niej i jeśli ponownie nie trafi na receptory, wydostaje się na zewnątrz, dzięki czemu oczy kota świecą charakterystycznym zielonym blaskiem.

Oczy tak silnie nastawione na porę nocną mogą być pewnym problemem w jasny, słoneczny dzień. Gdyby źrenice kota zwężały się dośrodkowo jak nasze, nadmiar światła mógłby im zaszkodzić, więc zwężają się w wąską szczelinę. Niekiedy nawet to nie zapewnia jednak należytej ochrony, więc kot mruży oczy, tak że tylko środkowa część tej szczeliny jest eksponowana na światło (koty przymykają oczy również wtedy, gdy czują się szczególnie odprężone, niezależnie od ilości światła).

 

Przy takich wielkich oczach trudno również skoncentrować wzrok na jakimś punkcie, więc przedmioty znajdujące się dosłownie tuż przed jego nosem kot widzi nieostro. W zamian koty potrafią wysuwać do przodu swoje bardzo wrażliwe wibrysy (potocznie nazywane wąsami), zastępując wzrok zmysłem dotyku. Wibrysy oraz inne, mniej wydatne pęczki włosów czuciowych na głowie i kończynach kota pomagają mu również poruszać się w miejscach szczególnie ciemnych.

Psy słyną ze znakomitego węchu, mniej znany jest natomiast fakt, że koty również mają bardzo czułe nosy – może i dziesięć razy mniej czułe niż u psów, ale co najmniej tysiąc razy lepsze od ludzkich. Koty więc w niemal takim samym stopniu jak psy żyją w świecie zapachów, o którym my możemy mieć jedynie mgliste wyobrażenie. Oczywiście potrafią wytropić mysz po śladach zapachowych, które pozostawia, poruszając się w trawie, ale może ważniejsze jest dla nich to, że potrafią trafnie wyłowić wielką ilość wonnej informacji dotyczących miejsca pobytu i aktywności innych kotów z sąsiedztwa. Robią to za pomocą nosa, ale także za pomocą dodatkowego aparatu węchowego, znanego jako organ lemieszowo-nosowy, który jest zlokalizowany pomiędzy ich nozdrzami a podniebieniem. Aby go uruchomić, koty otwierają częściowo pysk i „kosztują” powietrza. Kiedy więc wydaje się nam, że kot zastygł na chwilę w transie z na wpół rozwartym pyskiem, prawdopodobnie natrafił na ślad zapachowy pozostawiony przez innego kota10.

Zatem poza szczególnie czułym widzeniem nocnym także pod względem możliwości innych zmysłów kot jest bliższy psu niż człowiekowi. Również mózgi obu tych gatunków są podobne, zbudowane według schematu wspólnego dla wszystkich przedstawicieli rzędu drapieżnych, a zasadniczo odmienne od mózgów naczelnych, do których należą ludzie (zobacz rysunek poniżej). Ze względu na niewielkie rozmiary kota jego mózg musi być oczywiście lżejszy od naszego, ale jest lżejszy również w stosunku do masy ciała: u kota stanowi 0,9 procent całości, u człowieka 2 procent. Większość tej nadwyżki tkanki mózgowej stanowi u nas „myśląca” część mózgu, czyli kora mózgowa, która otula części położone głębiej i jest silnie pofałdowana. Kora mózgowa kota jest proporcjonalnie mniejsza i słabiej pofałdowana (choć nieco bardziej niż u psa), co sugeruje, że jego zdolność świadomego myślenia jest nieporównywalnie mniejsza od naszej. I odwrotnie, większe znaczenie węchu znajduje odbicie w wyeksponowaniu obszaru mózgu przetwarzającego informację zapachową (zobacz rysunek poniżej). U psów i kotów mieści się on w czołowej części mózgu, podczas gdy u człowieka został na skutek gwałtownego rozrostu kory zepchnięty do dolnej jego części.


Boczny widok mózgu człowieka i kota (w różnej skali) ze wskazaniem niektórych obszarów związanych ze zmysłami, organami ruchu i koordynacją ruchów ciała (móżdżek)

Te różnice w budowie mózgów kotów i ludzi muszą niechybnie stanowić odbicie różnic w sposobie myślenia, których jednak nauka nie zdołała jak dotąd w pełni uchwycić. Wszyscy intuicyjnie czujemy, jak to jest być człowiekiem, ale o wiele trudniej wyobrazić sobie obraz świata powstający w mózgu kota. Możemy jednak być praktycznie pewni, że nasza i kocia wersja świata są do siebie niepodobne. Musimy postarać się zrozumieć tę różnicę, jeśli chcemy prawidłowo oceniać reakcje kota na nasze próby tresury.

Pierwsze ważne pytanie dotyczy tego, jak koty postrzegają nas. Najczęściej przyjmowane objaśnienie przyczyn ogromnego rozwoju naszej kory mózgowej mówi, że możemy dzięki niej pojąć o wiele bardziej skomplikowany system relacji społecznych, do czego nie są zdolne inne ssaki. Nie posiadając odpowiednich struktur mózgowych, kot musi postrzegać swój związek z właścicielem (lub innym kotem) w sposób o wiele prostszy, niż my postrzegamy związek z nim11.

Jedną z zasadniczych różnic między nami może być to, co często jest określane jako „teoria umysłu”. Kiedy mówimy do naszego kota, zakładamy, że nas słucha, i wiemy, że on również posiada umysł. Koty bez wątpienia postrzegają znanych sobie ludzi jako odrębne indywidualności i reagują na nasze poczynania, ale istnieją naukowe dowody – co może być trudne do przyjęcia dla miłośników tych zwierząt – że nie uświadamiają sobie, iż my potrafimy myśleć o nich. Zdolność do wyobrażania sobie i przewidywania tego, co myśli inna żywa istota, jest prawdopodobnie ograniczona (przynajmniej jeśli chodzi o ssaki lądowe) jedynie do najbardziej zaawansowanych ewolucyjnie naczelnych (małp człekokształtnych) i oczywiście u człowieka jest daleko bardziej rozwinięta niż u jakiegokolwiek innego gatunku. Jednakże to, że koty mogą o nas myśleć, tak jak my myślimy o nich, to w większości po prostu mrzonki. Koty prawie na pewno nie są do tego zdolne12.

W praktyce oznacza to, że koty mogą wprawdzie poświęcać dużo uwagi temu, co robimy, ale mają niewiele pojęcia o naszych procesach myślowych. Kiedy ktoś stwierdza, że na stole kuchennym brakuje kawałka mięsa i dochodzi do wniosku, że zwędził go kot, jego naturalną reakcją jest odnalezienie kota i udzielenie mu reprymendy. Mamy prawo oczekiwać, że dziecko, które kilka minut wcześniej ściągnęło z kuchni ciastko, nawet bez specjalnego objaśnienia wie, dlaczego się na nie gniewamy. Moglibyśmy więc sądzić, że kot potrafi przeprowadzić taką samą dedukcję. Jednakże koty nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że my w ogóle myślimy, więc tym bardziej nie są w stanie wyobrazić sobie, co myślimy.

Druga zasadnicza różnica między działaniem naszego i kociego mózgu polega na tym, że koty żyją głównie w czasie teraźniejszym. Mają rzecz jasna doskonałą pamięć – bez tego tresowanie ich byłoby niemożliwe – ale ich wspomnienia wypływają na powierzchnię tylko wtedy, gdy coś podobnego wydarza się w chwili bieżącej. Na przykład kot, który zobaczył przez okno innego, czarnego kota, może w tym momencie przypomnieć sobie swoje wcześniejsze kontakty z czarnymi kotami. Już kilka minut po zniknięciu intruza będzie jednak myślał o czymś zupełnie innym. Nie wydaje się, by koty były zdolne do przywoływania wspomnień w dowolnej chwili, jak czynimy to my (a przynajmniej sądzimy, że potrafimy to czynić). Kot, który słyszy głos swojego właściciela nawołujący: „Chodź tu, kiciu”, natychmiast przypomina sobie poprzednie sytuacje, kiedy na takie wezwanie przybiegał do pana i był za swój trud nagradzany smacznym kąskiem, więc zareaguje w ten sam sposób (o ile nie odciągnie go jakaś inna sprawa).

Z tego samego powodu jest mało prawdopodobne, by koty zdolne były do działania „sprytnego” czy „intryganckiego”, chociaż chętnie interpretujemy w ten sposób ich zachowania. Nie tylko bowiem żyją chwilą bieżącą, lecz także nie potrafią analizować tego, co zdarzyło się w przeszłości, ani czynić planów na przyszłość.

Przy tresowaniu kotów sprawą podstawową jest zrozumienie i umiejętność przewidywania emocji zwierzęcia, gdyż potoczne wyobrażenia o jego życiu emocjonalnym pełne są nieporozumień. Uczuciom kota nie poświęcono dotąd zbyt wielu badań, ale ostatnio pojawiła się możliwość zaobserwowania, jak w rozmaitych kontekstach zmienia się aktywność jego mózgu. Udało się wyuczyć psy i niektóre inne ssaki, by pozostawały bez ruchu przez czas niezbędny do uzyskania obrazu za pomocą rezonansu magnetycznego, i pewnie już wkrótce takie eksperymenty zostaną powtórzone na kotach13.

W wyniku tych badań stwierdzono, że mózg ssaków – psa, kota czy myszy – potrafi generować pewien wspólny repertuar prostych emocji, takich jak szczęście, lęk, niepokój czy frustracja. Szkolenie w ostatecznym rozrachunku polega na modyfikowaniu okoliczności wywołujących poszczególne emocje. Trening oparty na nagradzaniu, najskuteczniejszy w przypadku kotów, ma na celu osłabienie emocji negatywnych – lęku, niepokoju i frustracji – a wzmocnienie pozytywnych, takich jak radość czy przywiązanie, poprzez zmianę skojarzeń pomiędzy tymi emocjami a codziennymi doświadczeniami zwierzęcia.

Wielu właścicieli kotów wierzy, że zwierzęta te zdolne są doznawać o wiele bardziej złożonych emocji, także takich, które – przynajmniej u ludzi – przejawiają się na poziomie świadomości. Należą do nich zazdrość (prawdopodobnie w jakimś stopniu dostępna bardziej uspołecznionym psom, ale raczej nie kotom), a także duma, empatia i poczucie winy, uczucia prawie na pewno nieznane obu tym gatunkom. Człowiek, który ukarze kota, błędnie sądząc, że zwierzę może czuć się winne z powodu bałaganu, jaki zrobiło w domu pod nieobecność pani, zaszkodzi swoim relacjom z pupilem (i być może zwiększy prawdopodobieństwo tego, że kot ponownie popełni to samo przewinienie). Koty „żyją chwilą” i nie potrafią skojarzyć swoich działań z ich konsekwencjami – zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi – jeśli te konsekwencje następują zaledwie kilka minut później, nie mówiąc już o całej godzinie. Kara lub nagroda skojarzy się kotu z tym, co dominuje w jego umyśle w danej chwili. W przypadku kota, który narobił bałaganu, najpewniej z powrotem pana. Właściciel trzymający się takiej taktyki będzie zaskoczony, że kot nie wita go już przyjaźnie, a bałagan jest coraz większy, gdyż poziom napięcia u zwierzęcia rośnie.

Koty i psy w zasadniczo odmienny sposób interpretują informację społeczną, zarówno pochodzącą od przedstawicieli ich własnego gatunku, jak i od ludzi. Ponadto kot zupełnie inaczej niż przeciętny pies reaguje na zjawiska, z którymi się dotąd nie zetknął.

Do szkolenia psów można podchodzić na wiele sposobów, lecz wszystkie metody mają dwie cechy wspólne: wykorzystują wyjątkową wrażliwość psa na mowę ciała człowieka i jego wrodzoną sympatię dla każdego, kto się nim opiekuje. Psy są zwierzętami społecznymi, gdyż pochodzą od wilków żyjących w zgodnych grupach opartych na więzach krwi. Udomowienie zasadniczo zmieniło funkcjonowanie umysłu psa. Zaczął łaknąć ludzkiej uwagi – porzucony pies przywiąże się do każdego, kto okaże mu trochę serca choćby przez piętnaście minut. Eksperymenty wykazały, że psy są wyczulone na postawę człowieka bardziej nawet niż szympansy, uważane za najinteligentniejsze ze zwierząt. Obie te cechy przez tysiące lat stanowiły podstawę związków między psami a ludźmi, co pozwoliło nam wykorzystywać psy do całej gamy różnych zadań – pasterstwa, polowania, obrony, chociaż oczywiście dzisiaj trzymamy je najczęściej do towarzystwa, z której to roli również znakomicie się wywiązują. Wszystko to sprawia, że tresowanie psa zawsze będzie wyglądało inaczej niż szkolenie jakiegokolwiek innego zwierzęcia, postrzegającego ludzi w odmienny sposób14.

Fakt, że koty patrzą na nas zupełnie inaczej niż psy, nie powinien przesłaniać nam tego, że mechanizm uczenia się jest u obu tych gatunków w istocie taki sam, niezależnie od celu, jaki chcemy osiągnąć. Różnica leży w motywacji do nauki: sam proces nauki wygląda podobnie i przebiega równie sprawnie. Ponieważ w potocznym przekonaniu psy dają się tresować, a koty nie, łatwo dojść do wniosku, że te pierwsze potrafią nauczyć się więcej. Choć co prawda nigdy nie dowiemy się, jak to jest być kotem albo psem, możemy bez obaw powiedzieć, że jeden i drugi są pojętnymi uczniami.

Koty, wywodzące się od zwierząt terytorialnych o samotniczym trybie życia, są generalnie o wiele bardziej powściągliwe w kontaktach społecznych. Wiele z nich musi dopiero nauczyć się ufać ludziom lub innym kotom i często potrafią oswoić się tylko z jednym nowym osobnikiem na raz. Przywiązują się w pierwszej kolejności do miejsca, nie do człowieka. Nie znaczy to, że nie mogą okazywać sympatii swojemu właścicielowi. Oczywiście robią to. Ale takie ciepłe uczucia mogą rozkwitać tylko w atmosferze bezpieczeństwa. Dla kota priorytetem jest znalezienie miejsca, w którym czuje się bezpiecznie, oraz pewnego źródła pożywienia – potrzeby te zaspokaja zwykle dom właściciela – i dopiero wtedy kot może zacząć nawiązywanie bliskich relacji społecznych.

Koty, a szczególnie kocięta, działają na wiele osób rozczulająco – zjawisko to niełatwo w pełni wytłumaczyć. Wiemy już, że urok kociąt wywiera na nas wpływ na bardzo podstawowym poziomie, aktywizując te same części mózgu, które reagują na widok i głos ludzkiego niemowlęcia. Niezwykłą popularność obrazów kotów i kociąt w Internecie prawie na pewno można przypisać tej naszej wrodzonej reakcji. Nie wyjaśnia to jednak dostatecznie, dlaczego u tak wielu z nas to chwilowe zauroczenie zamienia się w więź z kotem trwającą do końca życia. Większość właścicieli spontanicznie opisuje swoich ulubieńców jako członków rodziny i chociaż nauka nie znalazła dotąd dobrego wytłumaczenia, dlaczego przychodzi im to w tak naturalny sposób, dzięki takiej więzi większość domowych kotów ma zapewnioną opiekę i zainteresowanie, których potrzebują15.

 

Lecz koty nie uznają człowieka automatycznie za swojego najlepszego przyjaciela. Na całym świecie wiele z nich zachowuje przez całe życie dystans do ludzi. Żeby się przywiązać, muszą (podobnie jak psy) nauczyć się obcowania z nimi w bardzo wczesnej młodości. Jeśli kociak nie dozna choćby w niewielkim stopniu przyjaznego kontaktu z człowiekiem w kluczowym okresie pomiędzy drugim a ósmym tygodniem życia, najprawdopodobniej pozostanie zwierzęciem dzikim. Ta dobrze widoczna elastyczność społecznych preferencji kota świadczy, jak elastyczny jest koci umysł – wbrew poglądom o powściągliwości i sztywności tych zwierząt. Aczkolwiek w starszym wieku zachowania kota stają się bardziej schematyczne, przez całe życie zachowuje on zdolność do przyswajania sobie nowych doświadczeń i uczenia się nowych reakcji.

Fakt, że koty nie przywiązują się do ludzi tak mocno jak psy, tłumaczy, dlaczego tradycyjne metody tresury, odwołujące się do kar, są w odniesieniu do nich całkowicie bezproduktywne. Kara fizyczna jest równie przykra dla psów i kotów, ale pies przywiązuje się do właściciela tak mocno, że więź ta nie słabnie nawet wtedy, gdy pies nie może mieć wątpliwości, że to człowiek jest dla niego przyczyną dyskomfortu (bo na przykład zakłada ciasną obrożę) albo nawet bólu. Podobnie jak dzieci mimo bicia instynktownie lgną do swoich rodziców, psy nadal towarzyszą ludziom, którzy znęcają się nad nimi fizycznie (chociaż jednocześnie mowa ich ciała zdradza widoczne oznaki, że jest to relacja niezdrowa).

Z kotami jest inaczej. Kot instynktownie unika wszelkich sytuacji, które ocenia jako nieprzyjemne, więc jeśli uzna, że przykre doznania są w jakiś sposób związane z właścicielem, jego sympatia dla niego natychmiast słabnie. Taki efekt może wywołać nawet łagodna kara, powodująca u kota tylko umiarkowany dyskomfort lub po prostu lęk. Przykład: często jako sposób na oduczenie kota od wspinania się na blat kuchenny zaleca się używanie rozpylacza wody. Dźwięk wydawany przez rozpylacz, przypominający syczenie rozzłoszczonego kota, podobnie jak odczucie kropelek wody padających na ciało są dla zwierzęcia nieprzyjemne. Ale zadajmy sobie pytanie, z czym je sobie kot skojarzy – z tym, że wcześniej wskoczył na stół, czy z widokiem ręki pana? Tego rodzaju kara przyniesie oczekiwany rezultat i nie zepsuje zarazem stosunków kota z właścicielem tylko wówczas, gdy kot w żaden sposób nie będzie mógł uświadomić sobie, że przykre odczucie jest skutkiem działań człowieka. Nawet wtedy jednak kot, i tak z natury płochliwy, może stać się jeszcze bardziej nerwowy. Gorąco polecamy więc metody tresury oparte na nagrodach, które przedstawiamy w tej książce. Nie będzie wtedy potrzeby bardziej dotkliwego karania kota niż przez odmówienie mu smacznego kąska lub upragnionej zabawki.

Źródłem nienormalnych czy niepożądanych zachowań kota jest przeważnie sytuacja, w której zagrożone jest jego poczucie bezpieczeństwa, na przykład dlatego, że do sąsiadów wprowadził się nowy kot albo w „jego” domu pojawiło się małe dziecko. Stres, którego zwierzę wówczas doświadcza, można jednak złagodzić lub całkowicie wyeliminować przez odpowiednie szkolenie. Trening odgrywa również główną rolę w zapobieganiu takim sytuacjom. Może na przykład przygotować kota na przyjęcie do domu innego przedstawiciela jego gatunku.

W nowej, potencjalnie niebezpiecznej sytuacji kot ustępuje psu pod dwoma względami. Będąc zwierzęciem samotniczym, nie może czerpać siły z liczebności grupy, jak to czyni o wiele bardziej uspołeczniony pies. No i oczywiście kot jest mniejszy, więc i bardziej bezbronny od przeciętnego psa, a tym bardziej od jego przodka wilka, po którym pies dziedziczy zapewne swoją pewność siebie. Zatem typową reakcją większości kotów na to, co nieznane, jest zachowanie dystansu i ucieczka przy pierwszym sygnale wskazującym, że kroi się coś niedobrego. Niektóre z nich są z natury szczególnie płochliwe, ale rzadko który ma dość odwagi, by stawić czoło nieoczekiwanym przeciwnościom. Trudno więc byłoby nauczyć kota, żeby radził sobie z nieznaną sytuacją w inny sposób, niż trzymając się od niej z daleka. Jeśli podobne doświadczenie będzie się powtarzało, negatywne skojarzenia mogą się tylko nasilić: przypomnijcie sobie, jak niechętnie koty dają się zapakować do koszyka transportowego, chociaż lubią chować się w podobnych rozmiarów pudełku, kiedy chcą uciąć sobie drzemkę. Z tego powodu szkolenie często musi rozpocząć się od wprowadzenia w otoczeniu kota zmian, które wzmocnią jego ogólne poczucie bezpieczeństwa, dając zwierzęciu pewność siebie potrzebną, by zmierzyło się ze swoimi lękami, choćby w najłagodniejszej formie. Dopiero wtedy możliwe będzie zbudowanie pozytywnych skojarzeń.

Nawet kot dobrze oswojony, pewny siebie i czujący się bezpiecznie nieuchronnie będzie stykał się z nieprzyjemnymi dla siebie sytuacjami. Długowłosy kot wymaga częstego czesania, ponieważ ewolucja przystosowała jego język jedynie do czyszczenia krótkiej sierści, jaką mieli przodkowie. Praca specjalisty weterynarza może znacznie poprawić samopoczucie zwierzęcia, ale spróbuj to powiedzieć kotu, który zębami i pazurami broni się przed wsadzeniem do koszyka transportowego! Umówiona wizyta u lekarza często przepada, ponieważ właścicielowi nie udało się dostarczyć zwierzęcia do gabinetu, a znaczna część zapisanych lekarstw doustnych nie spełnia swego zadania, ponieważ kot je wypluwa albo po prostu w ogóle nie chce otworzyć pyska.

Koty, zupełnie jak małe dzieci, nie potrafią zrozumieć, że krótko trwająca nieprzyjemna procedura może przynieść im korzyść na dłuższą metę. Wiele długowłosych kotów cierpi z powodu kołtunów tworzących się w futrze, ale zdecydowanie bronią się przed ich rozczesywaniem. Wszystkie koty instynktownie wzdragają się przed zamknięciem w ciasnej przestrzeni i źle znoszą jazdę samochodem. My, ludzie, gotowi jesteśmy znosić drobne niedogodności oględzin lekarskich, bo rozumiemy, że służy to naszemu dobru. Natomiast kot, o ile nie został nauczony czego innego, najpewniej odbierze zabiegi weterynarza jako działanie nieznanego i zdecydowanie nieprzyjaznego drapieżnika. Wiele kotów z natury odznacza się płochliwością i kiedy w „ich” domu pojawia się obca osoba, stają się nerwowe. Trzeba im zapewnić możliwość stopniowego rozwijania pewności siebie. Niektóre źle znoszą nawet głaskanie lub branie na ręce.

Psy są zwykle na tyle mocno przywiązane do swoich właścicieli, że o wiele lepiej znoszą drobne niewygody. Kota, którego poczucie bezpieczeństwa zależy głównie od otoczenia, może wytrącić z równowagi nawet błahy incydent, który odbierze jako szczególnie nieprzyjemny. Jeśli ten incydent się powtórzy, zwierzę może wyrobić sobie nawyk wycofywania się, ilekroć sytuacja wyda mu się podobna. Co roku znaczna liczba kotów „głosuje nogami”, przenosząc się na inne podwórko, które uzna za mniej stresujące. To dowodzi, że koty łatwo uczą się rozpoznawać konsekwencje swoich interakcji z otaczającym je światem. Zamiast pozostawiać kota na łasce instynktów, które dobrze służyły jego odległym przodkom, lepiej udzielić mu lekcji lepiej dostosowanych do złożoności życia zwierzęcia domowego – inaczej mówiąc, za pomocą odpowiedniej tresury sprawić, by nasze relacje z kotem układały się bardziej gładko.