Rozkoszne niespodzianki

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ TRZECI

Już w domu poczuła się jak tchórz.

Pocałowała Carsona i lekkomyślnie pozwoliła, aby na chwilę zmysły wzięły górę nad rozumem. Potem przestraszyła się własnego pożądania, rzuciła mu w twarz informację o swojej przeszłości i uciekła. Dopóki ona, ofiara przemocy domowej, czuje się winna i zawstydzona, dopóty przeszłość będzie rzucała cień na jej życie.

Ma prawo flirtować z atrakcyjnym facetem, który niedwuznacznie okazuje jej zainteresowanie. Odwróciła się na pięcie, zanim jeszcze weszła na schody. Nie zdziwił jej widok Carsona stojącego w drzwiach.

Jeszcze w samochodzie, pod gwiazdami, wydał jej się nieodparcie pociągający, ale teraz, w dużym holu oświetlonym tylko przez żyrandol z rogów jelenich, zaparło jej dech w piersi. Jego niebieskie oczy patrzyły czujnie, jakby chciał jej czytać w myślach.

– Możemy porozmawiać na osobności? – zapytał, biorąc ją delikatnie pod ramię.

– Oczywiście. – Odłożyła plecak na szeroki parapet. – Ja też chciałam to zaproponować.

Wyszli na ganek otaczający budynek z dwóch stron.

Zazwyczaj w zajeździe kręciło się mnóstwo gości, mieszkała tu przecież ekipa filmowa, ale dzisiaj autobus zabrał większość ludzi do miasta na kolację i drinki w barach. Stanęli przy balustradzie w rogu, pewni, że nikt im nie przeszkodzi.

‒ Nie powinnam cię zaskakiwać historią mojej burzliwej przeszłości – zaczęła.

‒ A ja wolę wiedzieć. Będę mógł zadbać, żebyś poczuła się tu bezpiecznie. – Zacisnął na chwilę zęby. – Przykro mi, że cię to spotkało.

‒ Rzadko komuś o opowiadam o tym, że zakochałam się w damskim bokserze – przyznała, ujęta jego reakcją. – Ale też nie zdarza mi się całować nieznajomych.

‒ Chciałbym cię namówić do przeprowadzki na moje ranczo. Mamy tam doskonałą ochronę.

Nie wspomniał o pocałunku. Może wstydził się szaleństwa chwili?

Jej myśli pobiegły w kierunku pracy i filmu.

‒ Czy to znaczy, że mogę zostać na planie? Nie będziesz naciskał na Zoe, żeby mnie odesłała do Los Angeles?

Uśmiechnął się lekko, a ona natychmiast pomyślała o tym, jak miło byłoby zatonąć w jego ramionach. Niełatwo będzie zachować dystans.

‒ Wszystko w swoim czasie. Nie pomogę ci dziś wieczorem, mam zobowiązania rodzinne, ale przyślę pokojówkę do pomocy przy pakowaniu i przeprowadzce.

‒ To miłe z twojej strony, ale nie potrzebuję pomocy. – Zamilkła na widok jego nasrożonej miny.

‒ Potraktuj to jako uprzejmy gest pod moim adresem. Będę spokojniejszy. Od tej chwili jesteś moim osobistym gościem.

Powaga w głosie Carsona kazała jej przyjąć propozycję, choć nie bardzo wiedziała, jakie są przywileje, a jakie obowiązki „osobistego gościa”. Część ekipy mieszkała na Ranczu Rozlanego Strumienia. Prawdopodobnie dostanie miejsce wśród aktorów. Trudno przewidzieć, jak na samowolne zmiany zareaguje jej szefowa.

‒ Nie wiem, co powie Zoe.

Carson, który pisał właśnie esemese, schował komórkę i ujął Emmę za ramiona.

‒ Wyjaśnisz, jakie argumenty kryją się za zmianą miejsca. Na pewno zrozumie. Ktoś z pracowników zajazdu przewiezie twoje rzeczy. Na miejscu zaopiekuje się tobą moja gospodyni, pani Tillson. Pokaże ci pokój gościnny i przygotuje kolację.

Miała ochotę się do niego przytulić. Żaden mężczyzna nie okazał jej tyle troski. Nigdy.

Ale nie powinna się przyzwyczajać do tej komfortowej sytuacji. Po zakończeniu zdjęć wróci do Los Angeles, gdzie będzie zdana na własne siły. Carson, jej rycerz na białym koniu, zostanie w Wyoming.

‒ To bardzo szlachetne z twojej strony. Dziękuję. – Znów miała ochotę go pocałować, ale powstrzymała się przed wylewnymi objawami wdzięczności.

‒ Sam bym się wszystkim zajął, ale moja macocha jest w szpitalu i obiecałem przy niej posiedzieć. Zobaczymy się rano. Tymczasem wszystko jest do twojej dyspozycji.

Powiew wiatru sprawił, że nagle zrobiło jej się chłodno. Wróciły wątpliwości.

Czy w zaproszeniu Carsona nie kryje się drugie dno?

‒ Zastanawiam się tylko, gdzie właściwie będę mieszkała? – wykrztusiła wreszcie.

‒ Barak dla pracowników i wolnostojące budynki są już wypełnione. W głównym domu jest jeszcze mnóstwo miejsca. Zamieszkasz ze mną.

Carson nie przestawał myśleć o Emmie.

Siedział przy Paige, która po tygodniu pobytu w szpitalu odległym o dziewięć godzin jazdy została wreszcie przetransportowana do Cheyenne, ale jego myśli błądziły wokół kaskaderki.

Lekarze twierdzili, że stan macochy jest stabilny, a nawet ulega pewnej poprawie, choć rodzina wciąż się o nią bardzo niepokoiła. Jedyną zmianą było odłączenie jej od respiratora. Trzy przyrodnie siostry – Scarlett, Maisie i Madeline – były w pokoju matki, gdy na moment otworzyła oczy: niechybny znak, że pomału budzi się ze śpiączki. Uspokojone wyszły na kolację, zostawiając na posterunku Carsona.

Może dlatego nie miał wyrzutów sumienia, że siedząc u wezgłowia Paige, zamiast martwić się o jej stan, rozmyślał o Emmie.

Drzwi do separatki były zamknięte, tłumiły większość szpitalnych odgłosów. Raz na pół godziny do pokoju zaglądała pielęgniarka, sprawdzała zapisy na monitorach. Scarlett, najmłodsza z sióstr, miała wrócić później i zmienić go na dyżurze.

Prawdę powiedziawszy, miał mnóstwo na głowie. Nadzorował ranczo, które działało jak duże przedsiębiorstwo produkcyjne; pilnował, aby ekipa filmowa miała wszystko, co potrzeba, a jednocześnie nie wchodziła w drogę jego pracownikom; zatrudnił też detektywa do wytropienia szantażysty i ustalenia, na czym właściwie bazują jego groźby. W tej chwili jednak zaprzątały go problemy Emmy.

Był wstrząśnięty, gdy dowiedział się, że jakiś mężczyzna podniósł na nią rękę. Gdyby nie to, że schroniła się w jego domu, miotałby się teraz jak tygrys w klatce.

Gospodyni poinformowała go o jej przyjeździe. Emma jest bezpieczna za drzwiami wyposażonymi w alarm antywłamaniowy. Wokół kręcili się ludzie – jego pracownicy oraz ochroniarze, których zatrudnił na okres kręcenia filmu. Na ranczu znajdowało się dużo cennego sprzętu i bezcenne konie, a przecież przy takiej ilości obcych trudno liczyć wyłącznie na łut szczęścia.

Carson zdążył już zamówić kolejnych dwóch ochroniarzy. Jeden miał pełnić rolę osobistego goryla Emmy, drugi – patrolować teren.

Zagrożenie dla McNeillów stanowił nie tylko były partner Emmy, gdzieś tam czaił się tajemniczy szantażysta. Obserwacje należało prowadzić dyskretnie, bo rodzeństwo postanowiło nie wtajemniczać w tę sprawę ojca, przynajmniej dopóki Paige nie odzyska świadomości.

A co do Emmy, nikt niepowołany się do niej nie zbliży. Jej bezpieczeństwo stało się dla niego kwestią honoru.

To już nie były nieśmiałe szepty podświadomości, a donośny głos. Wystarczył jeden pocałunek, aby dotarło do niego, że nie da rady trzymać się na dystans od tej dziewczyny.

Pocałował ją, trzymał w ramionach. Zaufała mu. Będzie ją chronił jak najdroższy skarb.

Drzwi do pokoju Paige skrzypnęły, weszła Scarlett z pękiem balonów, bukietem i torbą w jaskrawe pasy.

Rzucił się siostrze na pomoc, bo omal nie zrzuciła ze stolika dzbanka z wodą.

‒ Dziękuję. – Uśmiechnęła się z wdzięcznością. – Nie mogłam się oprzeć i wpadłam po drodze do kwiaciarni. Wszystkie wiązanki zostały w tamtym szpitalu.

Carson odebrał od niej róże i przywiązał balony do uchwytu po drugiej stronie pokoju, po czym uściskał Scarlett. Wyglądała na zmęczoną, ale wolał to przemilczeć. Była śliczną dziewczyną, choć miała kompleksy, wiecznie wydawało jej się, że starsze siostry są ładniejsze. One wdały się w ojca, ona w mamę. Ot, dziewczyńskie fanaberie, ale traktował je poważnie od czasu, gdy napełniła jego ulubione kowbojskie buty kamieniami i wrzuciła je do rowu. Miała wtedy dwanaście lat, a on wcześniej dla zgrywy powiedział jej, że wygląda jak żyrafa z filmu animowanego.

Od tej pory nie prowokował najmłodszej siostry.

‒ Jak się trzymasz? – zapytał.

To Scarlett dostała anonim z groźbami pod adresem matki. Nieznany nadawca szantażował ich ujawnieniem brzydkich sprawek z przeszłości; podobno zanim Paige poznała McNeilla, zmieniła nazwisko, by ukryć jakieś kryminalne tajemnice.

Scarlett początkowo nie zwróciła uwagi na list wsunięty jej do ręki, bo była w samym środku awantury, którą urządziła niedoszłemu chłopakowi, aktorowi, który bez słowa wyjaśnienia zniknął z jej życia po kilku randkach.

Zaraz później dowiedziała się o wypadku i była rozdarta między lojalnością wobec matki a chęcią uprzedzenia rodzeństwa o groźbach jakiegoś wariata. Powiedziała im o wszystkim dopiero w szpitalu i wciąż miała wyrzuty sumienia, że zbyt długo zwlekała.

‒ W porządku. – Zajęła się poprawianiem poduszki i wygładzaniem prześcieradła. – Żadnych wieści od detektywa?

‒ Za wcześnie na rezultaty – odparł Carson.

Scarlett nie była przekonana do prywatnego śledztwa, ale rodzeństwo ją przegłosowało.

Przez pierwszych kilka dni po wypadku Paige wszyscy McNeillowie niepokoili się, czy przeżyje. Nikt nie miał głowy do szukania szantażysty.

‒ Tata będzie wściekły, że nikt mu o niczym nie powiedział – zauważyła żałośnie.

‒ Ma wystarczająco dużo zmartwień. – I rzeczywiście Donovan McNeill wyraźnie się postarzał w ciągu ostatnich tygodni. Najpierw w życiu rodziny pojawił się jego własny ojciec, z którym zerwał przed laty w dramatycznych okolicznościach, potem cicha i potulna żona przepadła bez wieści, aby odnaleźć się w Yellowstone, gdzie miała wypadek. – Zapowiedział, że przyjedzie do szpitala koło północy. Będzie tu nocował.

Fakt, że tata zawiadomił go esemesem o swoich planach, sam w sobie był nietypowy. Kiedy Carson zaprosił do siebie dziadka, Malcolma McNeilla, potentata hotelarskiego z Nowego Jorku, ojciec o mało go nie wydziedziczył. Obraził się, nie rozmawiał z nim przez kilka tygodni. Dopiero wspólna troska o Paige zbliżyła wszystkich członków rodziny. Istnieją rzeczy ważniejsze niż stare i nowe urazy.

 

‒ Dziękuję, dobrze wiedzieć. – Scarlett delikatnie wzięła matkę za rękę. – A jak praca przy filmie?

Film kojarzył mu się tylko z Emmą. Jej zapachem. Dotykiem.

Zagrożeniem ze strony psychopatycznego faceta.

‒ Wygląda na to, że wszyscy są na swoim miejscu. Jutro zaczynają się zdjęcia. – Na razie nie był gotów opowiadać siostrze o Emmie.

Scarlett patrzyła na niego wyczekująco. Czyżby plotki już się rozeszły?

‒ Carson, nie udawaj idioty – zirytowała się. – Widziałeś już Logana Kinga czy jeszcze nie?

Był tak zaaferowany własnymi sprawami, że zapomniał o związku Scarlett z aktorem grającym jedną z głównych ról. To właśnie jemu zrobiła awanturę w hollywoodzkim klubie.

Poniewczasie okazało się, że nie miała powodu.

‒ Przepraszam, miałem urwanie głowy z wygospodarowaniem miejsca dla koni. Nie wiedziałem, że chodzi o gorącokrwiste hiszpańskie konie cyrkowe. Bardzo przewrażliwione. Musiałem im zapewnić osobną stajnię.

‒ Przesadzasz. Andaluzyjki wyjątkowo dobrze nadają się do tresury. Są inteligentne, łagodne i świetnie się z nimi pracuje.

Przypomniała mu się Mariana, która potrafiła na komendę przewracać się, zatrzymywać w wyznaczonym miejscu, skakać przez przeszkody. Już nie martwił się, czy Emma sobie z nią poradzi.

Teraz prześladowała go obawa, że dziewczynę odnajdzie były chłopak.

Zanim zdążył odpowiedzieć siostrze, do pokoju weszły dwie pielęgniarki, które na wózku ciągnęły dodatkowy sprzęt. Nie do wiary, ile badań robi się chorym.

‒ Znikam. – Pocałował Scarlett w policzek. – Będę miał oko na tego twojego Logana. Dam ci znać jutro, co się dzieje na planie filmowym.

‒ Dziękuję, Carson.

Wyszedł pospiesznie. Nie musiał patrzeć na zegarek, by wiedzieć, jak jest późno. Emma zapewne już śpi. A jednak coś go popędzało.

W domu, pod jednym dachem, będzie miał poczucie, że w razie czego ją obroni. A w łóżku przed snem pomyśli sobie o pocałunku.

Emma stała na balkonie i patrzyła w rozgwieżdżone niebo. Księżyc podobno wszędzie jest taki sam, ale tutaj wydawał się dwa razy większy.

Noc była zimna. Nie wzięła ze sobą szlafroka, więc narzuciła na piżamę ciepłą flanelową koszulę. Nie nawykła do chłodu. W południowej Kalifornii jest zdecydowanie cieplej.

Balkon wyłożony był wełnianymi dywanikami w czerwone i pomarańczowe pasy. Drewniane fotele zrobione z topornych drążków przykryto grubymi poduchami. Emma zgasiła światło w pokoju i usadowiła się wygodnie.

Nikt jej tu nie zauważy.

Rozejrzała się po okolicy. Z głównego domu dobrze widać było stajnie, podświetlany basen, liczne stodoły i baraki mieszkalne ‒ wszystkie budynki otoczone były zielenią i niewysokim płotem. Część ekipy mieszkała w pobliżu stajni, gdzie ulokowano konie.

Rozlany Strumień i sąsiadujące z nim Ranczo Czarnego Strumienia zajmowały powierzchnię pięćdziesięciu tysięcy akrów. Coś niesamowitego!

I pomyśleć, że właściciel tego ogromnego obszaru znalazł czas, by patrzeć na jej popisy jeździeckie.

Dla Carsona pracowała cała armia ludzi. Zrozumiała to lepiej po spotkaniu z gospodynią, która powitała ją na progu domu. Pokojówka przyniosła kolację przygotowaną przez kucharkę. Świadomość, że wokół jest służba, ułatwiła Emmie rozgoszczenie się w domu właściciela. Nie będzie sam na sam z obcym mężczyzną.

Miała już wrócić do pokoju, bo niewiele czasu zostało jej na sen, gdy przy basenie pojawił się cień.

Zdecydowanie męski.

Szerokie ramiona i wąskie biodra, na które zerkała przez cały dzień, więc rozpoznałaby je wszędzie.

Carson McNeill wrócił do domu.

Nie poruszyła się i patrzyła, jak ściąga koszulę. Mdłe światła ogrodowe sprawiały, że jego skóra lśniła. Nie widziała mięśni brzucha, ale mogłaby się założyć, że są wyrzeźbione. Za późno, by zawołać coś na powitanie, zresztą gwałtownie zaschło jej w gardle i nie wykrztusiłaby ani słowa.

Mężczyzna zdjął buty i zaczął rozpinać pasek. Pisnęła głośno, kiedy zrzucił spodnie i został w bokserkach.

Usłyszał ją. Podniósł głowę.

Serce waliło jej tak głośno, że chyba i on słyszał jego bicie. Nie mogła oderwać wzroku od atletycznej męskiej sylwetki.

‒ Emmo, to ty? – zapytał, a jego głos zabrzmiał jak pieszczota.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Nie ma mowy o dyskretnej ucieczce do pokoju.

Emma zawstydziła się. Została przyłapana na podglądaniu.

‒ Carson? – Udała zdziwienie, jakby przed chwilą podziwiała księżyc, a nie półnagiego mężczyznę. – Nie zauważyłam cię. Chyba za zimno na kąpiel?

Trudno było oderwać od niego wzrok. Na szczęście w ciemności nie widać oczu. Taką miała nadzieję.

‒ Ale skąd, dziewczyno z Kalifornii – roześmiał się. – Wcale nie jest zimno. – Cofnął się i pozbierał rozrzucone rzeczy. – Myślałem, że już śpisz. Inaczej bym cię zaprosił.

Księżyc pieścił barki i ramiona ubierającego się mężczyzny. Emma poczuła ulgę, że za chwilę jej mózg zacznie funkcjonować normalnie, choć nieprędko zapomni o tym striptizie.

‒ Pani Tillson zaopiekowała się mną i dopilnowała, żebym zjadła kolację. – Ciekawe, na co właściwie by ją zaprosił?

Carson na bosaka pobiegł do drewnianych schodów prowadzących na balkon, wprost do niej. Otuliła się szczelniej flanelową koszulą, serce jej waliło.

‒ Jesteś pewna, że niczego ci nie potrzeba? ‒ zapytał lekko zdyszany.

‒ Dziękuję, nie spodziewałam się aż takiej gościnności. – Nie mogła się przecież przyznać, jakie myśli przed chwilą przebiegły jej przez głowę.

‒ Cała przyjemność po mojej stronie. Będę lepiej spał, wiedząc, że jesteś bezpieczna pod moim dachem.

‒ Dziękuję – powtórzyła.

Miłe ciepło, które czuła pod sercem, było innego rodzaju niż wcześniejsze ekscytujące fale gorąca. Dobrze wiedzieć, że komuś zależy, ktoś się o nią troszczy. I wtedy przypomniała jej się wcześniejsza rozmowa.

– Przykro mi z powodu twojej macochy. Co jej się stało?

‒ Jest w śpiączce od czasu wypadku w górach, ale widać światełko w tunelu, zaczyna się budzić.

‒ Koszmarne przeżycie dla całej rodziny. – Uścisnęła jego ramię. – Mam nadzieję, że wkrótce będziecie się cieszyli jej powrotem do zdrowia.

Sama miała trudne relacje z matką, ale nie potrafiła sobie wyobrazić życia bez niej. Poza nią nie miała krewnych. Ojciec popełnił samobójstwo, kiedy Emma miała trzy lata.

Chłodny powiew spowodował, że zadrżała.

‒ Tata ciężko to znosi – powiedział Carson. Spojrzał na jej gołe nogi i zmarszczył brwi. – Zimno ci, trzeba jakoś temu zaradzić. – Usadził Emmę pod ścianą na miękkich poduchach i okrył ją kocem.

‒ Jestem zestresowana, trudno mi będzie usnąć – przyznała.

Nie spodziewała się, że wyjście Austina z więzienia tak ją poruszy. Straciła gdzieś poczucie siły i pewności siebie, na które tak długo pracowała.

‒ Jutro zamówię dodatkową ochronę ‒ obiecał.

Usiadł tuż obok, a ona przypomniała sobie, jak seksownie wyglądał przy basenie.

‒ Zrobiłeś więcej niż trzeba. Jestem tu bezpieczna.

Nie mogła przecież wiecznie się ukrywać. Zbyt wiele ją kosztował powrót do normalnego życia, by zrezygnować z niego ze strachu.

‒ Jutro przedstawię ci ochroniarzy. Nie zdziw się, jeśli któryś zawsze będzie krążył w pobliżu.

‒ Wstaję wcześnie rano – ostrzegła.

‒ Jestem ranczerem – uśmiechnął się. – Wstaję z kurami. Chciałbym poćwiczyć z tobą jazdę konną, przyda ci się w scenach pościgu.

‒ Mogę być w stajni o dziesiątej. – Nie zamierzała przyznawać się, że wcześniej ćwiczy z kolegami walkę na noże.

Była dobra w scenach walki, pewnie z uwagi na niezliczone godziny treningu z samoobrony w ciągu ostatnich trzech lat.

Zawahał się, ale widać uznał, że nie ma sensu nalegać.

‒ Umowa stoi. Przedstawię ci Daxa o dziesiątej, potem pojeździsz. – Pochylił się, jakby zamierzał wstać i się pożegnać. – Życzę ci dobrej nocy. Chyba że masz ochotę na kąpiel w świetle księżyca?

‒ Czasem trzeba przystopować – powiedziała.

Carson McNeill w krótkim czasie zawojował jej wyobraźnię, na dzisiaj wystarczy.

‒ Może na tym polegał mój problem, kiedy jeszcze ujeżdżałem byki. Nigdy nie umiałem oprzeć się wyzwaniom.

Gdyby pochylił się jeszcze bardziej, zapewne by go pocałowała, tak silna była pokusa.

Jednak Carson wyprostował się i po chwili zniknął za drzwiami obok jej własnych.

A więc sypialnia pana domu znajduje się tuż za ścianą. Będzie miała o czym fantazjować, gdy wyląduje w łóżku. Sama.

Następny ranek zastał Scarlett McNeill na ranczu brata. Oczywiście wcale nie miała zamiaru odszukać tu pewnego obiecującego młodego aktora. Nawet jej to do głowy nie przyszło.

Producent zgodził się, by zrobiła trochę zdjęć poza planem filmowym. Miała prawo wykorzystać je w filmie reklamującym turystyczne atrakcje posiadłości. Kręciła się więc wokół aktorów, nie pamiętając nawet, że Logan King akurat dzisiaj występuje w scenie kręconej na pobliskiej łące. Zdążyła już wymazać go z pamięci.

Wystarczająco dużo upokorzeń wycierpiała przez tego bęcwała. Najpierw flirtowali, potem wylądowali w łóżku, a kiedy uwierzyła, że między nimi rodzi się prawdziwe uczucie, przestał odpowiadać na jej mejle i esemesy.

Cóż, było, minęło. Teraz chodzi o dobro rodziny. Ranczo Białego Kanionu potrzebuje solidnej reklamy, wtedy biznes siostry wreszcie się rozkręci, a i hodowla Brocka zyska na rozgłosie.

Czego się nie robi dla rodzeństwa! Dla nich zniesie nawet towarzystwo Logana. Przed tygodniem pojechała do Los Angeles porachować się z nim raz na zawsze. Była pewna, że wykorzysta element zaskoczenia i zrobi mu scenę, której niefortunny amant długo nie zapomni.

Tymczasem Logan odwrócił sytuację: ucieszył się na jej widok i wyjaśnił, że kręcił film w Kongo, a reżyser filmowy, Antonio Ventura, odebrał całej ekipie komórki. Znany z dyktatorskich zapędów filmowiec chciał mieć aktorów tylko dla siebie.

Podejrzewała, że Logan zmyśla, ale plotkarskie strony w internecie powtarzały identyczne historie o Venturze.

‒ Scarlett? – Na dźwięk znajomego głosu o mało nie upuściła telefonu.

Logan King stał kilka kroków od niej. Prezentował się świetnie, jak zwykle: ciemnobrązowe włosy, zielone oczy, rzeźbione rysy twarzy. W skórzanych ochraniaczach i wysokich butach wyglądał jak kowboj z Dzikiego Zachodu. Przybrudzoną białą koszulę rozpiął do połowy piersi, a kamizelka opinała ciało jak druga skóra.

‒ Cześć, Logan. – Podniosła głowę i buńczucznie spojrzała mu w oczy.

‒ Mam nadzieję, że zakopałaś topór wojenny – odezwał się przyciszonym głosem.

Może słusznie, bo wokół kręcili się technicy, ustawiali kamery i montowali sprzęt elektroniczny na ruchomych wózkach.

‒ Przyszłam zrobić parę zdjęć do materiału promocyjnego dla mojej siostry.

Miło jest też zawierać nowe znajomości w filmowym światku. Scarlett podjęła już decyzję, że jesienią wyjedzie z Cheyenne na dobre i zajmie się własną karierą aktorską. Zbyt długo rezygnowała z marzeń.

– Nie ogłosiłam zawieszenia broni – dodała.

‒ To wszystko wina reżysera. – Czujnie rozejrzał się wokół i kontynuował: – Poczekaj, zobaczysz go w akcji, a sama się przekonasz. Krytycy wychwalają jego filmy, ale ja już nigdy nie chcę pracować z Venturą.

‒ Naprawdę jest takim despotą? – zaciekawiła się. Jako przyszła aktorka powinna przecież wiedzieć takie rzeczy.

Ciekawe, jakich kosmetyków używa Logan? Ładnie pachnie. Przypomniało jej się ich pierwsze spotkanie. Lecieli klasą biznesową na zachodnie wybrzeże. Miała w planach kupowanie urodzinowego prezentu dla mamy. Flirtowali przez całą drogę. Potem poszli na kolację. Całowali się. Zaiskrzyło. Spędzili razem niezapomnianą noc. Była pewna, że to coś więcej niż seks.

Fascynacja była wzajemna. Pisali do siebie, komentowali swoje posty. A potem nagle – cisza. Kontakt się urwał. I ani słowa wyjaśnienia.

Czy to możliwe, że Logan nie miał na to wpływu?

‒ Facet jest arogancki, wymagający i całkowicie nieracjonalny. Gdyby nie to, że wcześniej podpisałem angaż na tę rolę, nigdy bym z nim nie pracował.

Pochylił się i zerwał biały kwiatek. Włożył go Emmie pod klamerkę do włosów, po czym pieszczotliwym gestem wsunął niesforny lok za ucho. Powinna się cofnąć, ale wciąż miał na nią niesamowity wpływ.

 

Zapragnęła pogodzić się z nim wreszcie i wskrzesić dawne zauroczenie.

Pewnie by tak zrobiła, gdyby nie podejrzenia, które zasiała w niej starsza siostra. Maisie uważała, że Logan jest wspólnikiem człowieka, który wsunął jej anonim do ręki.

Maisie dopuszczała też inny wariant: to Logan stoi za całą tą aferą. Wie coś o tajemniczej przeszłości ich matki i zamierza to wykorzystać przeciw rodzinie McNeillów.

„Czy wiesz, kim jest twoja matka? Byłabyś zdziwiona, gdybyś poznała jej prawdziwe nazwisko. Przy okazji wyszłoby na jaw, że jej małżeństwo z twoim ojcem w świetle prawa nigdy nie było ważne. Twoja rodzina będzie mieć kłopoty, jeśli postąpicie zgodnie z planem i zgodzicie się na nakręcenie „Zdobywania Dzikiego Zachodu” na ziemi McNeillów”.

Scarlett pamiętała każde słowo. Mogła uwierzyć, że Logan chętnie wykręciłby się z roli w westernie, ale mężczyzna, który wsunął jej kwiatek we włosy, nie mógłby spiskować przeciw jej rodzinie. Jest przyzwoitym człowiekiem.

Jego historia przypominała scenariusze, które tak kocha Hollywood. Jako nastolatek przyjechał do Los Angeles gdzieś z Kansas czy Missouri, do osiemnastki chwytał się różnych robót i eksternistycznie zdał maturę. Potem grał drobne rólki w filmach.

Dwa miesiące temu, jako dwudziestosześciolatek, dostał swoją wielką szansę. Zagrał główną rolę, a film okazał się wielkim hitem kasowym. Logan King znalazł się wśród najbardziej kasowych hollywoodzkich aktorów. Z dnia na dzień stał się sławny i bogaty. Szantażowanie kogoś nie miało najmniejszego sensu.

‒ Scarlett, odpuść wreszcie – westchnął i zajrzał jej w oczy. – Jesteś na mnie wściekła i masz rację. Wiem, jak to wygląda. O jedno proszę: kiedy przeprowadzisz się do LA, nigdy nie pracuj z Venturą. To psychopata.

Jego słowa skruszyły resztę muru. Logan King, bożyszcze plotkarskich tygodników, pamięta, że ona także chce być aktorką i wierzy w jej przyszłe powodzenie.

To wykluczone, że mógłby szantażować jej rodzinę.

‒ Obiecuję – odparła łagodniejszym tonem i odgarnęła loki spadające jej na oczy. – Możemy nawet wypalić fajkę pokoju, jeśli mi pomożesz w jednej sprawie.

‒ Naprawdę? – Posłał jej uwodzicielski uśmiech. – Powiedz, czego chcesz. Zrobię wszystko.

Nic dziwnego, że Logan podbił serca całej damskiej widowni, wystarczył jeden uśmiech, a jej serce zmiękło. Może nie powinna mu dawać drugiej szansy, ale to jedyny sposób na znalezienie szantażysty.

Na planie pojawili się kolejni dwaj aktorzy. W ślad za nimi przybiegła charakteryzatorka z kuferkiem kosmetyków. Wkrótce zaczną kręcić scenę.

‒ Pomóż mi znaleźć tamtego faceta z klubu – wyszeptała pospiesznie.

‒ Miał marynarkę w prążki, prawda? – Zmarszczył brwi.

‒ Pamiętasz go? – ucieszyła się. Powinna wcześniej o to spytać. Straciła czas na głupie podejrzenia.

‒ Już gdzieś widziałem tego typka. – Jakiś człowiek z ekipy machał na Logana nerwowo. Koniec przerwy, do roboty. – Dowiem się, jak się nazywa, ale musisz coś zrobić w zamian.

‒ Powiedziałam już, że jestem gotowa się pogodzić. To mało?

‒ Dasz się zaprosić dzisiaj wieczorem na kolację. – Jego oddech połaskotał ją w ucho.

‒ Dzisiaj jestem zajęta – wykrztusiła.

Mama jest w szpitalu. Czyż rodzina nie powinna być na pierwszym miejscu?

‒ Piątek? – Nawinął na palec jeden z loczków na karku Scarlett.

‒ Zgoda. – Przecież chodzi wyłącznie o dobro rodziny.

Szkoda, że sama w to nie wierzyła.

‒ Przyślę ci namiary, ale musisz mnie odblokować. – Pomachał jej na pożegnanie.

Uśmiechnęła się. A więc próbował się z nią kontaktować i jego połączenia zostały odrzucone. Może Logan mówi prawdę…

Czy podpisała pakt z diabłem? Oby tylko nie sparzyć się po raz drugi.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?