Rozkoszne niespodziankiTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Joanne Rock
Rozkoszne niespodzianki

Tłumaczenie:

Elżbieta Chlebowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Emma Layton mocniej ścisnęła wodze narowistej klaczy. Nerwy miała napięte jak postronki, a był to dopiero drugi dzień zdjęć w Cheyenne, stolicy stanu Wyoming.

Oby dotrwać do trzeciego.

Siwa klaczka rasy andaluzyjskiej, Mariana, tresowana do robienia różnych sztuczek, jedna z szóstki koni dowiezionych na Ranczo Rozlanego Strumienia, gdzie ekipa filmowa kręciła „Zdobywanie Dzikiego Zachodu”, potrząsnęła długą grzywą i niecierpliwie przebierała nogami. Była lepiej przygotowana do wyzwań dzisiejszego dnia niż ludzie.

Kiedy Emma Layton zgłosiła się na casting – już piąty płatny występ w roli kaskaderki – bez wahania odpowiedziała twierdząco na pytanie o jazdę konną. Chciała dostać tę rolę, i to za wszelką cenę.

Tymczasem jej umiejętności ograniczały się do lekcji, które pobierała jako nastolatka, kiedy matka pracowała w posiadłości rodziny Venturów. Emma podejrzewała, że tylko dzięki znajomości z Antoniem Venturą dostała angaż, choć reżyser zapewne nawet jej nie zauważy. Była małą rybką w wielkim oceanie, a jego uwaga skupiała się na wykonawcach głównych ról.

Do Rozlanego Strumienia zjechały na dwa tygodnie obie grupy kaskaderskie. Emma miała nadzieję, że pobyt się przeciągnie – potrzebowała pracy, a im dalej od Los Angeles tym lepiej. Jej eks już jutro miał wyjść z więzienia. Wyjazd do innego stanu spadł jej z nieba, nawet jeśli będzie musiała udawać profesjonalną amazonkę.

Rano zameldowała się ze swoją klaczą pod stajniami, z piątką pozostałych dublerów oraz ich wierzchowcami. Czekali na instrukcje od szefowej, treserki koni Zoe Bettle. Zoe miała za sobą długą karierę jeździecką, a mimo czterdziestki z okładem wciąż była w świetnej formie.

Teraz całą swoją postawą wyrażała niezadowolenie, a powodem irytacji była gwałtowna wymiana zdań z wysokim, obłędnie przystojnym kowbojem w czarnym kapeluszu.

W każdym razie mężczyzna wyglądał jak kowboj.

Miał na sobie szarą bawełnianą koszulkę i dżinsy tak sprane, że niemal białe w miejscach, gdzie materiał opinał się na mocnych udach. Kowbojskie buty także sprawiały wrażenie schodzonych, choć zapewne był to efekt pracy kostiumologów, którzy postarzyli je za pomocą papieru ściernego i acetonu. Tylko twarz zdradzała, że jest aktorem – kamera kocha takie wystające kości policzkowe, mocno zarysowane szczęki i pełne wargi. Musi być kimś ważnym, skoro zadziera z Zoe.

Emma z góry się do niego uprzedziła. Zależało jej, by szefowa była w dobrym humorze, wtedy przymknęłaby oko na jej jeździeckie niedoróbki. Tymczasem sztywne ramiona i mars na twarzy Zoe zapowiadały, że kaskader, który jej się dzisiaj narazi, wyleci z planu.

Emma poklepała klacz po pysku, żeby się uspokoić.

– Okej – powiedziała Zoe głośno i zwróciła się do swojej ekipy. – Zmiana planów, panie i panowie.

Zbliżyła się do kaskaderów, wzbijając pył przy każdym kroku. Miała niewiele ponad metr pięćdziesiąt wzrostu, ale poruszała się jak gimnastyczka na olimpiadzie, a bryczesy i czerwona koszulka podkreślały sportową muskulaturę.

– Nasz gospodarz, pan McNeill, martwi się o niedostateczne umiejętności jeździeckie kaskaderów. – Nie próbowała ukrywać ironii. – Zapewniłam go, że zmodyfikujemy trening, aby nie naruszać zasad bezpieczeństwa obowiązujących na jego terenie.

Gospodarz? Emma spojrzała na mężczyznę przychylniejszym okiem. Skoro jego zasługą są świetnie utrzymane pastwiska i czyste stajnie, to znaczy, że zna się na swojej robocie. Ranczo Rozlanego Strumienia przypominało świetnie zorganizowane miasteczko w samym środku głuszy, począwszy od przestronnych baraków dla robotników rolnych, po dobrze wyposażoną letnią kuchnię i wieżę ciśnień zapewniającą stały poziom wody w kranach.

‒ Pani Bettle, proszę nie brać tego do siebie – zawołał McNeill, ale Zoe go zignorowała.

‒ Podzielimy się na dwie grupy. Pani Layton i wszyscy biorący udział w scenie pościgu dowiodą naszemu gospodarzowi, że jesteśmy dobrze przygotowani do akcji. – Wbiła oczy w Emmę, jakby ją ostrzegała, że nie może zawieść. – Reszta uda się za mną. Będziemy trenować na dalszym pastwisku, żeby tutejsze konie miały czas przyzwyczaić się do naszej obecności.

Jeśli nie przewracała przy tym oczami, to tylko dlatego, że samym tonem wyraziła najwyższe niezadowolenie.

Dwaj dublerzy, jeźdźcy znacznie lepsi niż Emma, wzięli konie i skierowali się do ranczera.

‒ Pani Layton – zatrzymała ją szefowa, ściszając głos. Można było wychwycić ślady wschodnioeuropejskiego akcentu. – Carson McNeill podpisał umowę, w której zastrzegł sobie ostatnie słowo w sprawach bezpieczeństwa. Nie możemy wysłać go na dwutygodniowe wakacje, bo na ranczu toczy się normalne życie i ktoś musi nim zarządzać. Trzeba upewnić gospodarza, że znamy się na swojej robocie.

‒ Rozumiem – odparła Emma.

Polecenie było jasne: ma obłaskawić Carsona albo pakować manatki. Czuła, że pocą jej się dłonie. Czemu nie odgrywa scen walki? Albo nie skacze z wysokiego budynku? Jazda konna była jej piętą achillesową. Nic dziwnego, że Zoe z miejsca się w tym połapała i uznała ją za słabe ogniwo w ekipie kaskaderów.

Pociągnęła wodze Mariany. Poranne słońce odbijało się w wodzie za plecami ranczera. Cały teren na długości dwóch mil opływały dwie odnogi strumienia. Kiedy przyjechała tu przed dwoma dniami, oszołomiło ją piękno natury Wyoming: ogrom błękitnego nieba, wystrzępione skały na horyzoncie, łagodne wzgórza pokryte trawą gęsto przetykaną polnymi kwiatami.

Teraz świat zawęził się do Carsona McNeilla, stojącego w cieniu gigantycznego jesionu.

Wydał instrukcje jej kolegom, obaj wskoczyli na siodła i odjechali, zanim zdążyła podejść.

Słyszała w uszach przyspieszone tętno, nie chciała zostać z tym człowiekiem sam na sam. W zasadzie udało jej się pokonać lęk przed mężczyznami. Po ostatnim toksycznym związku przez trzy lata trenowała sztuki walki i pracowała jako kaskaderka, poza swoim codziennym zajęciem prywatnej trenerki w siłowni.

Ludzie, którzy jej nie znali, byli przekonani, że jest pewna siebie i twarda jak skała.

Teraz denerwowała się, że Carson McNeill ją przejrzy, wytknie jej niedostateczne umiejętności jeździeckie. Nie mogła się schować za plecami innych kaskaderów. Lęk ją usztywnił, będzie musiała przekonująco zagrać swoją rolę.

‒ Ja także biorę udział w pościgu. – Podniosła głowę i wyprostowała ramiona. – Co chciałby pan zobaczyć?

Miała dyplom z akademii wychowania fizycznego. Ciężko pracowała na miejsce w zespole. Żaden kowboj nie odeśle jej do domu.

‒ Mam na imię Carson. – Dotknął palcami rąbka kapelusza.

‒ Emma Layton. – Nie wyciągnęła ręki. W prawej trzymała wodze Mariany, a w lewej toczek jeździecki.

Carson z bliska zrobił na niej jeszcze większe wrażenie. Miał jasnoniebieskie oczy i ciemne włosy, które zawijały się na karku w loki. Zmierzył ją wzrokiem, a ją zalała fala gorąca, choć miała przepisowe bryczesy i buty do konnej jazdy, więc trudno było do czegokolwiek się przyczepić.

‒ Miło mi, Emmo. Nie miałem zamiaru rozgniewać twojej szefowej. – Jego czarujący uśmiech z pewnością działał na kobiety.

Nie stać jej na flirt z przystojnym ranczerem, choć inteligencja malująca się w jego oczach wzbudziła jej zainteresowanie. Miał w sobie więcej atrakcyjnych cech niż atletyczne ciało i ładna twarz.

‒ Zoe jest ekspertką w sprawach koni i kaskaderki – odparła. W samolocie do Cheyenne przeczytała wszystko, co znalazła na temat szefowej. – Nie nawykła do podważania jej autorytetu.

‒ Nie kwestionuję jej umiejętności, chodziło mi o członków ekipy – zauważył ranczer. – Wczoraj w siodle sprawiałaś wrażenie niepewnej.

Nie wiedziała, że jest obserwowana. Humor jej się zepsuł.

‒ Wczoraj naszym zadaniem było poznanie wierzchowca. – Kropelka potu spływała Emmie po kręgosłupie, choć jak na sierpień wcale nie było gorąco. – Nie pracowałam do tej pory z koniem, który rozumie aż tyle poleceń. Mariana przeszła specjalistyczną tresurę.

‒ Ale ty niewiele godzin spędziłaś w siodle. Mogę? – Wyciągnął rękę po wodze.

Wystarczyło muśnięcie męskiej dłoni, by zrobiło jej się gorąco, choć powinna się obrazić za krytykę.

Przygryzła wargi. Będzie miła, inaczej Zoe odeśle ją do domu.

‒ Panie McNeill…

‒ Carson – przypomniał jej i puścił luźno lejce. – Nie trzymaj jej tak krótko. To dlatego szarpie głową. Potrzebuje luzu.

‒ Carson – powtórzyła cierpliwie.

Klacz się uspokoiła, miał rację, trudno było się z nim spierać.

– Kaskaderka wymaga wielu różnych umiejętności. Nie mam startu do Zoe, kiedy w grę wchodzi jazda konna, ale jestem niezawodna na wysokościach, skaczę z płonących samochodów i rozbijam je na ścianie budynku.

‒ Tutaj nie masz do czynienia z autami i budynkami, ale zwierzęciem, które waży przynajmniej pół tony i bywa nieprzewidywalne, więc niebezpieczeństwo ma zupełnie inny charakter.

‒ Właśnie dlatego producent filmu wynajmuje konie takie jak Mariana, które mają doświadczenie na planie filmowym i przywykły do różnych jeźdźców.

‒ Co nie zmienia faktu, że nie da się z głupia frant wskoczyć na nieznanego wierzchowca i uprawiać na nim woltyżerkę.

A jednak właśnie tego od niej oczekiwano.

‒ Dowiodę ci, że sobie poradzę. Powiedz mi, Carson, co mam zrobić?

Nie zamierzała ustąpić. Może ranczo nie jest najbezpieczniejszym miejscem, ale to kaszka z mleczkiem w porównaniu z tym, co mógłby jej zrobić knujący zemstę brutal.

 

Emma Layton okazała się interesującą kobietą. Czegoś takiego się nie spodziewał.

Carson patrzył w jej brązowe oczy i pierwszy raz zaczął dostrzegać inne szczegóły. Nie miała makijażu, włosy związała w koński ogon. Wszystko świadczyło o tym, że przyjechała tu ciężko pracować. Była zdeterminowana, aby odnieść sukces.

Patrzył na nią z góry, bo miała jakieś piętnaście centymetrów mniej, ale potrafiła o siebie walczyć. Na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie zawodowej tancerki, poruszała się lekko i z gracją. Nie tak wyobrażał sobie kaskaderkę. Nie odważyłby się tego powiedzieć głośno, spiorunowałaby go spojrzeniem.

Spodobał mu się jej zawzięty upór, choć pewnie nie powinien tak łatwo ustępować.

Każdy dzień pracy filmowców stanowił utrudnienie normalnego funkcjonowania rancza. Jego brat Cody wpisał do umowy z producentem tyle zastrzeżeń dotyczących bezpieczeństwa, że teraz uprzykrzały wszystkim życie.

Zazwyczaj to Cody pilnował porządku, a Carson był duszą towarzystwa, jednak ostatnio brata bliźniaka pochłaniała opieka nad ciężarną narzeczoną, więc Carsonowi przyszło wejść w nie swoje buty i pilnować ładu. Zresztą zamieszanie z filmowcami nie stanowiło największego problemu. Mieli ważniejsze zmartwienia; ich macocha nadal nie odzyskała przytomności.

Paige uległa wypadkowi podczas samotnej wędrówki po parku narodowym Yellowstone. Spadła z dużej wysokości i poważnie się poturbowała. Po licznych operacjach wylądowała na oddziale intensywnej opieki medycznej.

Działo się to w tym samym tygodniu, gdy ekipa filmowców zjechała do Cheyenne. Jakby tego nie było dość, dzień przed wypadkiem macochy ich najmłodsza siostra Scarlett otrzymała anonim od szantażysty.

Groził ujawnieniem tajemnicy z przeszłości macochy, co miało zaszkodzić całej rodzinie.

Rozpętało się istne piekło. Cody i Carson, najstarsi z rodzeństwa, dzielili się odpowiedzialnością za nadzór nad rodzinnymi posiadłościami i hodowlą, młodsze siostry przyrodnie wraz z ojcem spędzały czas w Idaho przy łóżku matki. Na szczęście jej stan poprawił się na tyle, że lekarze zezwolili na transport do szpitala w Cheyenne.

To nie czas na uwodzenie kobiet, nawet tak seksownych jak Emma Layton. Teraz miała taką minę, jakby chciała go wsadzić za kierownicę auta pędzącego na ścianę płonącego budynku. Ciekawe, bo w barach nie mógł się opędzić od dziewczyn, to one go zaczepiały.

Tymczasem kaskaderka, z którą chętnie by poflirtował, patrzyła na niego z niechęcią.

‒ Pokaż mi, że czujesz się w siodle swobodnie – powiedział wreszcie. – To zmniejsza ryzyko upadku.

Emma sobie poradzi, pomyślał. W końcu jest profesjonalistką, zresztą szefowa będzie ją obserwowała. Producent jest ubezpieczony od możliwych wypadków, a ranczo nie ponosi za nie odpowiedzialności.

Zostało tylko jego sumienie; niefortunnie od czasu, gdy Cody przestał pełnić rolę rodzinnego nadzorcy, stało się bardziej wyczulone. Ich matka była doświadczoną farmerką, a jednak zmarła tragicznie, bo stratował ją byk, którego próbowała odpędzić od zagrody jałówek.

Bliźniacy mieli wtedy cztery lata, ich młodszy brat Brock był jeszcze niemowlęciem. Śmierć mamy odmieniła ojca. Carson wiedział z doświadczenia, jak nieobliczalne bywają zwierzęta.

‒ Jestem gotowa. – Emma zapięła toczek pod brodą.

‒ Wysłałem twoich kolegów na padok, żeby poprawili dosiad. – Wskazał plac za stajnią, w której Brock hodował konie rasy quarter. – Na drugiej ujeżdżalni popracujemy nad twoimi dłońmi. Wezmę konia.

‒ Ma na imię Mariana. A co złego jest z moimi dłońmi?

Wybrał ścieżkę za stodołą, zachowało się tam trochę trawy. Kiedy zaprosił do siebie ekipę filmową, nie podejrzewał, ile mają ludzi i sprzętu i jak prędko wydepczą wszystkie przejścia do gołej ziemi.

‒ Usztywniasz ręce i odruchowo ściągasz wodze – wyjaśnił. – Klacz nie rozumie, czego od niej chcesz, bo wysyłasz błędne sygnały.

‒ Szybko się uczę – zapewniła Emma. – Wystarczy powiedzieć raz, co mam zmienić, i nie będziesz musiał powtarzać. Zależy mi na pracy. Nie mogę jej stracić.

Było jasne, że kryje się za tym jakaś historia, ale nie chciał dawać obietnic na wyrost.

‒ A ja nie mogę dopuścić, żeby ktokolwiek skręcił kark na mojej ziemi – powiedział, otwierając przed nią furtkę na tor treningowy. – Wyraźnie zastrzegłem to w umowie z producentem. Bezpieczeństwo jest priorytetem. Nie dopuszczę cię do zdjęć, jeśli uznam, że sobie nie radzisz.

Westchnęła ciężko, nie ukrywając frustracji. Wzięła się pod boki.

‒ W naszym zawodzie wszystko jest niebezpieczne. Ostatnio dwadzieścia razy musiałam powtarzać walkę na noże, zanim reżyser wybrał jedno ujęcie. Oberwałam ostrzem po łydce i to właśnie znalazło się w filmie. Wiem, na co się piszę. – Zaczerwieniła się ze złości.

Zranił jej dumę albo trafił w słaby punkt.

‒ Boję się raczej urazów głowy. Jeśli koń cię zrzuci…

‒ Umiem bezpiecznie upadać.

‒ Jak na osobę, której zależy na pracy, za dużo gadasz, a za mało słuchasz.

‒ Racja – przyznała Emma ku jego zaskoczeniu. – Jestem zdenerwowana, a to nie pomaga. Od czego zaczynamy?

Carson był pełen uznania dla sposobu, w jaki zmieniła temat rozmowy i uniknęła kłótni.

‒ Wskakuj na konia, pokażę ci.

Z uznaniem dostrzegł, że włożyła nogę w strzemię i jednym susem znalazła się w siodle.

Zmienił zdanie na temat jej umiejętności. Wyraźnie miała za sobą więcej praktyki niż kilka lekcji na lonży.

Przekazał jej wszystkie swoje uwagi, wytłumaczył, co przekazuje zwierzęciu, kiedy za mocno ściąga wodze. Pod jego okiem ułożyła ręce poprawnie i przekonała się, że jej ruchy są wtedy lepiej skoordynowane z koniem.

Ruszyła truchtem wokół ujeżdżalni, a Carson podszedł do dwóch kaskaderów. Trzymali pięty poprawnie, zgodnie z jego wskazówkami, ale nie zamierzał im tak łatwo odpuścić. Przywołał do siebie Nate’a, stajennego, który od roku ujeżdżał konie z hodowli młodszego brata.

‒ Ja? – zafrasował się chłopak. – Uczę konie, nie ludzi.

‒ Gdybyś miał dać przydatne wskazówki tym dwóm, żeby przez dwa tygodnie utrzymali się w siodle, co byś powiedział?

‒ Wolałbym doradzać tamtej brunetce. Niezła laska – wypalił Nate.

‒ No, no. Nie wchodź mi w drogę – burknął Carson.

Zdumiała go własna reakcja. Nie zamierzał podrywać atrakcyjnej kobiety, ale z jakiegoś powodu poczuł się za nią odpowiedzialny, przynajmniej przez najbliższe dwa tygodnie.

‒ Jesteś szefem, decydujesz. – Nate ustąpił bez oporu i przeniósł wzrok na kaskaderów. – Gość z lewej siedzi w siodle za wysoko. Ureguluję mu strzemiona.

‒ O to chodzi. – Carson poklepał stajennego po ramieniu. ‒ Pod koniec tygodnia będą kręcić gonitwy i sceny konnych walk, chcę mieć pewność, że nikt się nie połamie.

Wrócił do Emmy, która cierpliwie krążyła po wyznaczonej trasie. Carson nie był zadowolony. Nie chciał spierać się z szefową ekipy kaskaderskiej, ale na myśl o tej dziewczynie na cwałującym wierzchowcu brały go zimne dreszcze.

‒ Robię błędy? Bo się marszczysz – zawołała do niego.

Miał ochotę ściągnąć ją z konia i sprawdzić, jak słodkie są jej pocałunki. Zamiast tego musiał jej udzielać lekcji jazdy konnej, żeby nie skręciła sobie karku.

‒ Teraz dobrze trzymasz ręce, ale źle siedzisz.

Czy nie powinien wrócić do swoich codziennych obowiązków? W końcu ranczo jest przedsiębiorstwem przynoszącym milionowe zyski, a robota sama się nie zrobi.

‒ Nie wiedziałam, że można źle siedzieć.

Skorygował jej postawę w siodle, choć wolałby mruczeć jej do ucha komplementy na temat zgrabnego tyłeczka. Dotknął lewej dłoni Emmy i podniósł ją wyżej.

‒ Musisz przez cały czas być świadoma swojego ciała. Inaczej ręce wysyłają niewłaściwy komunikat.

Zaczerwieniła się gwałtownie i ustawiła je w pozycji, którą jej wcześniej demonstrował.

‒ Co jeszcze? – zapytała, nie odrywając wzroku od głowy klaczy.

Nie dotknął Emmy po raz drugi. Powietrze wciąż było naelektryzowane od przelotnego kontaktu. Do diabła, przecież nie próbuje jej podrywać.

‒ Siedzisz za głęboko. Popchnij biodra do przodu.

Przesunęła pośladki o milimetr, przytrzymując się łęku siodła. Zaschło mu w ustach.

‒ Lepiej? – spytała miękko.

Kiwnął głową, a potem zmusił się do dalszych instrukcji. Dotknął jej ud.

‒ Pięty powinny być w linii prostej pod tułowiem, skierowane w dół. ‒ Cofnął się o krok.

Pod palcami wciąż czuł twarde mięśnie ukryte w bryczesach. Wróci do tej wizji w marzeniach sennych.

‒ Lepiej? – upewniła się nieco zachrypniętym głosem. Pewnie zaszkodził jej kurz, bo chyba niemożliwe, żeby jego dotyk miał na nią taki wpływ.

‒ Wyglądasz idealnie. Spróbuj zrobić parę okrążeń i utrzymać pozycję.

Odjechała w pośpiechu, a on najchętniej powachlowałby się kapeluszem.

Do diabła. Ta kobieta to istny dynamit.

Wiele razy flirtował w barach z dziewczynami, które poszłyby z nim w ogień, wystarczyło kiwnąć palcem, a on je grzecznie spławiał. Dlaczego akurat Emma, nachmurzona i opryskliwa, działała na niego jak żadna inna?

Im prędzej skończy lekcję, tym lepiej. Powinien wrócić do swoich pracowników, zatroszczyć się o rodzinę i wytropić szantażystę. O Emmie Layton pomyśli w bardziej stosownym czasie.

ROZDZIAŁ DRUGI

Emma przebiegła cztery mile i pożałowała, że nie wsiadła do wieczornego autobusu wiozącego ekipę do zajazdu w Białym Kanionie.

Próbowała się pozbyć napięcia nerwowego, które towarzyszyło jej przez cały dzień po treningu z Carsonem McNeillem. Uda ją bolały jak po żadnych innych ćwiczeniach.

Pracowała w siłowni jako prywatna trenerka dla kobiet, miała w repertuarze wiele ćwiczeń na mięśnie nóg. Teraz zamiast przyrządów będzie proponowała swoim klientkom dzień w siodle.

Zwolniła, idąc po zarośniętej trawą ścieżce prowadzącej wzdłuż ogrodzonego pastwiska między Rozlanym Strumieniem a zajazdem, gdzie nocowali członkowie ekipy filmowej. Sprawdziła swoje położenie na GPS-ie.

Wcześniej spytała o drogę jednego ze stajennych, który zapewnił, że z łatwością da się ją przejechać półciężarówką. Dla biegacza pestka. Przebrała się w legginsy i adidasy, buty do jazdy konnej zostawiła w szatni. Do podręcznego plecaka włożyła bryczesy i butelkę wody.

Słońce zachodziło i dopiero teraz przyszło jej do głowy, że za chwilę będzie zupełnie ciemno. Inaczej niż w wielkim mieście, gdzie mogła uprawiać jogging po północy, bo wszędzie świeciły uliczne latarnie.

Wciągnęła w płuca powietrze, ożywczy zapach świeżości i polnych kwiatów. Wiatr zakołysał wysoką trawą.

Już miała pobiec dalej, gdy usłyszała szum silnika. Zesztywniała. Trenowała co prawda sztuki walki i ta umiejętność bardzo jej się przydawała w pracy kaskaderki, ale trudno pozbyć się głęboko zakorzenionego lęku.

Jej były chłopak był kickbokserem, trenerem w tej samej siłowni. Potrafił ją pobić w publicznym miejscu, w pomieszczeniu pełnym świadków.

Po wszystkim udawał, że dawał jej prywatną lekcję samoobrony, ale nikt mu nie uwierzył. Jednym z klientów siłowni obecnych przy pobiciu był policjant po służbie, który doprowadził do postawienia zarzutów damskiemu bokserowi. Sąd skazał jej partnera na trzy lata więzienia, a ona obiecała sobie, że już nigdy nie będzie ofiarą.

Poprawiła koński ogon i ruszyła przed siebie.

Dźwięk zbliżającego się samochodu znów ją zaniepokoił. Obejrzała się.

Nadjeżdżał dwuosobowy pojazd terenowy, który widziała na ranczu. Za kierownicą siedział kowboj, o którym starała się nie myśleć przez cały dzień.

Carson zatrzymał się obok. Zawstydziła się, że jest spocona i zaczerwieniona, gdy on świeżo wyszedł spod prysznica, zdążył się ogolić i zmienić ubranie. Miał na sobie białą koszulę i czyste dżinsy.

Otarła przedramieniem pot z czoła.

‒ Tym razem nie chcę słyszeć krytyki. Wiem, co robię.

‒ Mój brygadzista mówił, że postanowiłaś przebiec całą drogę do Białego Kanionu.

‒ Dla bezpieczeństwa zawsze informuję o trasie. Powiedziałam też Zoe.

Zmarszczył brwi i zacisnął zęby – wyraźne oznaki irytacji.

‒ Ile razy mam powtarzać, że Wyoming nie jest bezpiecznym miejscem? Zwierzęta bywają nieobliczalne.

‒ To mój prywatny czas. Potrafię o siebie zadbać.

‒ Jesteś na naszej ziemi i czuję się za ciebie odpowiedzialny. – Zrzucił kapelusz z miejsca pasażera do bagażówki. – Wskakuj. Odwiozę cię.

 

Źle znosiła rozkazy, ale nie chciała kłócić się z człowiekiem, od którego wiele zależało. Z dodatku nogi ją bolały i zaczęło się ściemniać.

Pojazd nie miał drzwi. Jednym susem znalazła się na siedzeniu pasażera i złapała za metalowy uchwyt. Carson ruszył, gdy zapinała pas.

‒ Fajny wóz – mruknęła pojednawczo.

Zbyt wiele miała na głowie, żeby wdawać się w spory z gospodarzem.

Matka i koleżanka, z którą mieszkała, bombardowały ją esemesami, by nie odbierała telefonów od nieznanych numerów. Martwiły się, że były chłopak zacznie jej szukać. Wystarczy, że ona nie mogła spać z tego powodu.

Trudno było uwierzyć, że Austin umiałby wyśledzić jej obecne miejsce pobytu. W Hollywood wszyscy wiedzieli, co aktualnie robią aktorzy kreujący główne role, nikt się nie przejmował dublerami i kaskaderami.

Zresztą Austin, nawet jeśli jej szuka, nie wie, że zajęła się tym zawodowo.

Nad ich głowami otwarło się niebo: zaświeciły na nim najpierw pojedyncze gwiazdy, a potem całe ich miliony. Widok zapierał dech w piersi. Podniosła głowę, ale złociste punkty były wszędzie, nawet nad horyzontem.

‒ Ojej – westchnęła. – Nigdy nie widziałam tylu gwiazd.

Carson milczał. Czy zdążył się uodpornić na to piękno? Zwolnił jednak i przystanął na szczycie wzgórza.

Przed nimi jak okiem sięgnąć ciągnęły się łąki, a w oddali majaczyły cienie skał i drzew. Wyłączył reflektory i zgasił silnik.

‒ Światła wielkich miast uniemożliwiają podziwianie nieba. – Uniósł głowę, a ręce oparł na udach.

Miała wrażenie, że czuje ciepło bijące od jego ciała.

Po zerwaniu toksycznego związku z Austinem była na kilku randkach, ale nie poczuła elektryzującej ekscytacji, jakiej doznawała w obecności Carsona. Jaka szkoda, że pociąga ją facet, któremu chciała zaimponować raczej aseksualnym profesjonalizmem niż zmysłową kobiecością.

‒ A mnie się wydawało, że mieszkam w tej spokojniejszej dzielnicy LA.

Nie chciała myśleć o tym, jak blisko jej uda znajduje się jego dłoń. Ani o fali gorąca, jakie ją zalało, gdy rano poprawiał jej pozycję w siodle.

‒ W Cheyenne także nie widać gwiazd, jakie widzisz tutaj. Nocne niebo zdecydowanie jest czymś, co osładza życie na farmie.

‒ Nie lubisz swojej pracy? – zdziwiła się. – Rano pomyślałam, że musisz być w siodle urodzony, prawie zrośnięty z koniem.

‒ Trafiłaś w dziesiątkę. – Uśmiechnął się. – Ale nie zamierzałem pasać krów do końca życia. To mój brat bliźniak jest ranczerem z zamiłowania. Ja chciałem jeździć na rodeo tak długo, jak się da.

Nie wiedziała, że ma brata bliźniaka. Ani o tym, że brał udział w rodeo. Wiatr zatańczył w jej włosach, pojedyncze pasemka zsunęły się na twarz.

‒ Życie nas nieustannie zaskakuje. Ja też nie planowałam udziału w pojedynkach i pościgach samochodowych.

‒ Chciałbym kiedyś usłyszeć całą historię Emmy Layton. – W jego ustach jej imię zabrzmiało jak pieszczota, a ona poczuła gwałtowną falę gorąca.

Nie powinno jej zaskoczyć, jak bardzo ją pociąga, w końcu przez cały dzień zmagała się z tym niechcianym uczuciem. Przebiegła cztery mile, żeby się uspokoić. Magnetyczna siła, która ją przyciągała do Carsona, była silniejsza. Przesunęła się, a jej kolano otarło się niechcący o jego udo.

Aż jęknęła, tak podniecający był ten przypadkowy kontakt. Zapomniała, o czym rozmawiają, a nawet gdyby pamiętała, zabrakłoby jej słów. Była tylko ta chwila i to miejsce, ona i mężczyzna, który budził w niej nieskromne myśli. I gwiaździste niebo nad nimi.

Może dlatego nachyliła się ku niemu.

Wszystko było takie nierzeczywiste. Gdzieś daleko zostały kłopoty powszedniego dnia. Liczyło się tylko, że za chwilę pocałuje Carsona McNeilla.

Oparła dłoń na jego szerokiej piersi, ciepłej, mocnej, solidnej. Uniosła twarz. Byli tak blisko, że w ciemności widziała błysk w jego oczach.

A potem poczuła usta Carsona na swoich.

Przez cały dzień walczył z pokusą, żeby pod jakimś pretekstem dotknąć Emmy. Obserwował ją i zastanawiał się, jaki smak mają jej pocałunki.

Oparł się pożądaniu. Nie okazał słabości. Był z siebie dumny.

Jednak kiedy dostrzegł, jak Emma biegnie po polnej drodze, nie mógł się powstrzymać. Jego powściągliwość diabli wzięli. Emma urzekła go nieustępliwą determinacją, z jaką walczyła o miejsce w zespole jeźdźców. Miała w sobie odwagę i charakter, jakiego mogliby jej pozazdrościć ujeżdżacze byków.

Pocałowała go tak naturalnie i zmysłowo, że nie miał siły się oprzeć. Jej wargi przypominały płatki kwiatów, smakowały truskawkami. Zagarnął Emmę w objęcia. Jej ciało było jednocześnie jędrne i delikatne.

Powiał wiatr, Carson poczuł w nozdrzach owocowy zapach szamponu, włosy Emmy łaskotały go w szyję. Ogarnęło go pożądanie, głód, którego nie miał prawa zaspokoić. Nie spotkał dotąd kobiety, która działałaby na niego tak nieodparcie.

‒ Emmo – wyszeptał i nadludzkim wysiłkiem przerwał pocałunek. Opierali się czołami i oboje ciężko oddychali. Przez dłuższą chwilę Emma nie otwierała oczu.

‒ Przepraszam – mruknęła wreszcie.

‒ Mam nadzieję, że nie żałujesz. Bo ja nie.

Najchętniej odwiózłby ją i zatrzasnął się w jej pokoju. Od środka, na całą noc. Jednak wieczorem macocha zostanie przetransportowana do szpitala w Cheyenne, więc powinien być na miejscu, razem z resztą rodziny.

‒ Byłbyś innego zdania, gdybyś się dowiedział, dlaczego tu jestem. – Emma zacisnęła mocniej swój koński ogon gestem, który dostrzegł już wcześniej.

Mógłby się założyć, że rzadko rozpuszczała włosy i jeszcze rzadziej traciła nad sobą kontrolę. Tym bardziej niezwykły był ich pocałunek.

‒ Co masz na myśli? – Z wysiłkiem skupił się na jej słowach.

Uruchomił silnik, czekała go jeszcze długa droga.

‒ Nie jestem początkującą aktoreczką, która robi wszystko dla sławy. – Objęła się ramionami.

‒ Nie rozumiem – zdziwił się. – Pracowałaś przez cały dzień tak ciężko, a teraz mówisz, że nie zależy ci na sukcesie?

‒ Chcę zostać na planie filmowym – przyznała. W oddali widać było światła Białego Kanionu. – Miałam ważny powód, żeby wyjechać z Los Angeles. Mój były chłopak jutro wyjdzie z więzienia.

Nie spodziewał się tego wyznania i z trudem zbierał myśli. Czy tamten człowiek zrobił jej krzywdę? Dlatego uciekła z Kalifornii?

‒ Przykro mi słyszeć, że byłaś w trudnym związku – powiedział ostrożnie. – Teraz rozumiem, dlaczego praca przy filmie tyle dla ciebie znaczy. I żeby było jasne, ani trochę nie żałuję, że cię pocałowałem.

‒ Jedni mają bagaż emocjonalny, a inni bombę atomową. Jestem przekonana, że związek z przestępcą zalicza się do tej drugiej kategorii. – Położyła na kolanach plecaczek, jakby szykowała się do ucieczki.

Carson zatrzymał się przed gankiem wielkiego domu z bali. Musi powiedzieć coś, co przekona Emmę, że grzechy partnera jej nie obciążają.

‒ To on wylądował w więzieniu. Nie bierz na siebie cudzych win.

Gwałtownym gestem odpięła pas. Była zdenerwowana. Zrobiło mu się przykro, że naciągnął ją na zwierzenia, tak dla niej trudne. A przecież jest dzielna, udowodniła to dzisiaj na ujeżdżalni.

‒ Został skazany, bo mnie bił. Zaraz po wyjściu zacznie mnie szukać. Nie mogę narażać żadnego mężczyzny na spotkanie z tym człowiekiem.

Uciekła, zanim zdążył zareagować. Zobaczył tylko zatrzaśnięte drzwi.