Wy(sz)czekana miłośćTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Copyright © Joanna Szarańska, 2020

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2020

Redaktor prowadząca: Weronika Jacak

Marketing i promocja: Aleksandra Wolska

Redakcja: Kinga Gąska

Korekta: Magdalena Wiśniowska

Skład i łamanie: Justyna Nowaczyk

Elementy graficzne layoutu: © Eva Daneva | shutterstock.com

Projekt okładki i stron tytułowych: Magda Bloch

Fotografie na okładce: © Zanna Pesnina | shutterstock.com

Fotografia autorki na skrzydełku: © Agnieszka Ożga-Woźnica

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

eISBN 978-83-66553-31-6

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

redakcja@czwartastrona.pl

www.czwartastrona.pl

Wszystkim cudownym czworonogom,

które przewinęły się przez nasz dom.

Pokazaliście mi, na czym

polega miłość na cztery łapy!



Rozdział 1

O tym, że nie dla psa kiełbasa, a Ciechocinek dla Pedra

– Kraków się rozpływa, Kraków się topi… – Głos spikera radiowego ociekał euforią, zupełnie jakby trzydziestopięciostopniowe sierpniowe upały były tym, na co populacja stolicy Małopolski czekała z wytęsknieniem i co przywitała entuzjastycznymi oklaskami. Nie ma to jak przykleić się do asfaltu w ten uroczy letni dzień, czyż nie?

Piotr Cielesz (dla przyjaciół, ciotki z Madrytu i kilku ślicznotek – Pedro) wstał z krzesła i z irytacją wcisnął przycisk na odbiorniku, skutecznie tamując paplaninę radiowca. Owszem, dobrze, gdy wakacje były słoneczne i ciepłe. Sam świetnie znosił wysokie temperatury, ale – na litość boską – na złocistej plaży! Na pokładzie żaglówki! Nad brzegiem basenu! A nie wtedy, kiedy tkwił w pozbawionym klimatyzacji sklepie, ze sztywno wyprasowanym kołnierzykiem wrzynającym się w szyję i ostatnią kropelką wody gazowanej w butelce ukrytej pod biurkiem! W butelce, z której już dawno uciekł ostatni bąbelek powietrza!

Pewnie uciekł tam, gdzie jest chłodniej – zakpił w myślach młody mężczyzna i z nadzieją zerknął na ścienny zegar zawieszony nad drzwiami. Odkąd spoglądał nań ostatni raz, upłynęły dokładnie dwie minuty! Dwie minuty! Pedro miał wrażenie, że były to dwie godziny i że w tym czasie wyciekły z niego co najmniej dwa litry potu. Zegar wskazywał piętnastą dwadzieścia siedem, co oznaczało, że musi spędzić w dusznym wnętrzu jeszcze trzydzieści trzy minuty. Trzydzieści jeden, jeśli wyjdzie na ulicę wcześniej i uda, że majstruje przy zaciętym zamku jak przedwczoraj.

Wskazówka w kształcie klamki niemrawo drgnęła. Śledzący ją wzrokiem Pedro mrugnął i parsknął śmiechem. Czego to ludzie nie wymyślą, dziwił się rozbawiony. Zegar, w którym funkcję wskazówek pełnią klamki! A z drugiej strony – co miało się znaleźć na zegarze wiszącym w sklepie z oknami? Ananas? Pomysł z klamkami był oryginalny, choć nie do końca dopracowany, bo kiedy wskazówki spotykały się na tej samej godzinie, ocierały się o siebie z paskudnym zgrzytem, od którego Pedrowi cierpły zęby!

Trzydzieści dwie minuty kieratu. Albo trzydzieści.

Za to potem...

Myśli młodego mężczyzny natychmiast poszybowały w kierunku ocienionego gęstym bluszczem stolika i stojącego na nim kufla wypełnionego po brzegi ulubionym piwem. Wizja lodowatej kropli spływającej po schłodzonej ściance naczynia sprawiła, że Pedro uśmiechnął się szeroko. Był piątek, rozpoczynał się ostatni weekend wakacji! Za parę godzin kluby w całym mieście wypełni tłum spragniony rozrywek i Kraków zacznie się bawić. Na samą myśl mężczyzna poczuł, jak krew w jego żyłach zaczęła szybciej krążyć. Wprost nie mógł doczekać się chwili, gdy zamknie sklep i pobiegnie na umówione spotkanie z przyjaciółmi!

Nie widzieli się od kilku tygodni. Najwyższa pora usiąść przy jednym stoliku, zamówić piwo i podzielić się wrażeniami z mijającego lata. Koledzy z pewnością mają co opowiadać: jeden planował wakacje w Barcelonie, drugi rozpoczynał pracę w firmie ojca, co wiązało się z podróżami po całej Europie i negocjowaniem kontraktów dla rodzinnej fabryki mebli hotelowych, trzeci wakacyjne weekendy planował poświęcić na tatrzańskie wojaże.

Pedro pomyślał stropiony, że nie będzie w stanie dorównać kolegom. Owszem, jego lato obfitowało w przeróżne emocjonujące wydarzenia, rzecz w tym, że nie bardzo miał ochotę się nimi chwalić.

Problemy Pedra zaczęły się, gdy właściciel mieszkania, które wynajmował do spółki z dwoma znajomymi, zapowiedział, że nie jest zainteresowany przedłużeniem umowy, i zostawił najemcom miesiąc na znalezienie nowego lokum oraz wyprowadzkę. Wkrótce potem jeden ze współlokatorów postanowił wrócić do rodzinnego miasteczka, a drugi zaczął przebąkiwać, że zmiana mieszkania jest świetną okazją, by w końcu zamieszkać z narzeczoną. Pedro nie był głupi i dobrze wiedział, że w miłosnym gniazdku jest miejsce tylko dla jednego męskiego ptaszka. Wniosek nasuwał się jeden: lada moment zostanie na lodzie. Dlatego postanowił na własną rękę poszukać nowego kąta.

Początkowo nie przejął się tym specjalnie. Miał dobrze płatną pracę w agencji reklamowej, grono zaufanych kumpli, którzy od wielkiej biedy byliby skłonni poratować go skrawkiem koca i kanapy z IKEA, a w ostateczności także ciotkę z pięciopokojowym mieszkaniem w centrum miasta.

Ciotka – zwana w rodzinie Cioteczką z Kotem – była ciut zbzikowaną panią po sześćdziesiątce. Nosiła staromodne bluzki z żabotem, plisowane spódnice do kostek i śmieszne kapelusiki z piórkiem. Przy każdym spotkaniu łapała Pedra za policzki, krzycząc: „Piotruś Królik!”, a do tego zionęła mieszanką egzotycznych przypraw. Mimo wszystko naprawdę ją lubił. A lokum miała po prostu fantastyczne! Wysokie sufity, błyszczące parkiety, mnóstwo luster w ponurych, dębowych ramach. Typowe mieszkanie w starej, dobrej krakowskiej kamienicy, przynajmniej tak wyobrażał to sobie Pedro.

Naturalnie zamieszkanie pod dachem krewnej młody Cielesz traktował jak ostatnią deskę ratunku. Wcześniej zamierzał poszukać czegoś na własną rękę, jednak zajęty zobowiązaniami zawodowymi i towarzyskimi po prostu nie znalazł na to czasu. Później wyszło na jaw, że śliczna studentka, z którą rozstał się na początku lata z zapewnieniem, że zawsze i po wsze czasy pozostaną przyjaciółmi, jest córką najlepszego klienta agencji. Nagle zawodowe kompetencje oraz wrodzony urok Pedra okazały się niczym w porównaniu z firmowymi koligacjami i mężczyzna z hukiem wylądował na bruku.

Jakby mało było kłopotów, tego samego wieczoru odkrył, że na jego konto bankowe włamali się hakerzy i zabrali mu wszystkie oszczędności! Całe pięć tysięcy złotych! No, może nie do końca całe, bo Pedrowi zdarzyło się raz, drugi czy siódmy uszczknąć stówkę na bieżące wydatki.

W końcu dotarło do niego, że znalazł się w nielichych tarapatach!

Desperacko poszukiwał nowej posady i pokoju do wynajęcia, ale trwał sezon ogórkowy. Nikt nie wykazał chęci zatrudnienia go choćby do parzenia kawy. Czas także nie był jego sprzymierzeńcem. Właściciel mieszkania znacząco postukiwał w tarczę wielkiego zegarka, a banknoty znikały z portfela w zatrważającym tempie. Nie widząc innego wyjścia, pewnego parnego lipcowego wieczoru zgnębiony Pedro stanął w progu mieszkania ciotki. Wstydliwie popychając przed sobą dwie wypełnione do granic możliwości sportowe torby, wymamrotał, że potrzebuje pomocy.

Na szczęście Cioteczka z Kotem okazała zrozumienie. Najpierw odstawiła swój stały numer z Piotrusiem Królikiem, potem chwyciła go w objęcia i mocno wyściskała, a na koniec złapała torby bratanka, zadyndała nimi w powietrzu, jakby ważyły tyle co piórko, zamachnęła się i wrzuciła je za drzwi jakiegoś pokoju. Wysłuchała opowieści o wymówionym mieszkaniu, utraconej posadzie (Pedro pominął część dotyczącą córki kontrahenta, bo coś mu podpowiedziało, że Cioteczce nie przypadłaby ona do gustu) i skradzionych oszczędnościach. Najpierw się zasępiła, potem rozpromieniła, a na koniec oświadczyła, że prawdopodobnie może mu pomóc.

Pozwoliła Pedrowi zająć jeden z niezamieszkanych pokoi. Nakarmiła go gęstą paćką, którą nazwała wegańskim gulaszem z bakłażana, napoiła jaśminową herbatą i łyżką tranu. Sama również siorbnęła porcję oleistej mazi, beknęła dyskretnie w obszytą koronką chusteczkę i oświadczyła:

– Rozwiązaniem twoich problemów, kochany Piotrusiu, jest Ciechocinek.

Pedro zbaraniał. Jaki Ciechocinek? Czy ta ciotka oszalała? Przecież on mieszkał w Krakowie, dlaczego miałby go interesować jakiś tam Ciechocinek? I gdzie to właściwie jest? Mężczyzna gorączkowo próbował sobie przypomnieć, co wie na temat uzdrowiska. Nagle go olśniło i z wrażenia zadławił się resztką herbaty. Przypomniał sobie opowieść jednego z kumpli, który zbulwersowany opowiadał, jak to jego sędziwa babcia przywiozła z Ciechocinka męża. O zgrozo, młodszego o trzydzieści lat! Lowelasa, który za pieniądze…

Pedrem wstrząsnął dreszcz. Ciotka najwyraźniej chciała, żeby on… żeby…

 

Zaśmiał się nerwowo.

– Nie, nie, ciocia mnie źle zrozumiała. Mnie takie zabawy nie interesują! – Zamachał nerwowo rękami.

Starsza pani zdawała się go nie słyszeć. Zamyślona skubała dolną wargę i mamrotała pod nosem:

– Dwa tygodnie. Dwa tygodnie. Tyle ci wystarczy, Piotrusiu, żebyś stanął na nogi!

– Ale czy ciocia mnie słyszy? – Pedro pochylił się i utkwił rozognione spojrzenie w twarzy krewnej. – Mnie interesuje tylko uczciwa praca! Tymi, o tu, rękami, chcę zarabiać na chleb! – Zademonstrował opalone ramiona. – Rękami, a nie tym, no… wie, ciocia.

– Wiem, wiem… – Ciotka machnęła dłonią. – Ja rozumiem, że nie jest to szczyt twoich marzeń, ale sam przyznasz, że nie masz innego wyjścia. Chyba że wrócisz do ojca… – znacząco zawiesiła głos.

– Nie, nie, za żadne skarby świata! – Pedro natychmiast się przeraził. – Przecież ciocia wie, jak ojciec lubi się chełpić, gdy wyjdzie na jego. I jak mi truł, że z tej reklamy to chleba nie będzie i żebym się przyzwoitej pracy trzymał. Nie mogę zwrócić się do ojca, nie ma mowy! Musi być inne wyjście!

Cioteczka rozłożyła dłonie w geście bezradności.

– No to, mój kochany, albo wóz, albo przewóz! Decyduj, czy przyjmujesz propozycję starej ciotki, czy wracasz na garnuszek tatusia!

– Też mi ciocia propozycję złożyła! – Pedro obruszył się. – Ciechocinek, niech to szlag!

– Wyrażaj się, Piotrusiu! – Cioteczka pogroziła palcem z cierpkim uśmiechem. – Nie lubię i nie akceptuję takiego słownictwa w moim domu. A do Ciechocinka jadę ja. Ty w tym czasie miałbyś zaopiekować się mieszkaniem...

Pedro zastrzygł uszami.

– Zaopiekować się mieszkaniem? – powtórzył podniecony.

– Tak. Podlewać kwiaty, wyjmować ze skrzynki pocztę, zmywać gołębie gówienka z parapetów. Takie rzeczy. – Krewna wyliczała na palcach obowiązki, które musiałby wykonywać. – I oczywiście…

Pedro bezceremonialnie wszedł jej w słowo.

– Zgadzam się! – wykrzyknął.

Starsza pani uśmiechnęła się promiennie, wygodniej rozsiadła w fotelu i z zadowoloną miną sięgnęła po powieść odłożoną na pobliski stolik. Otworzyła ją w miejscu zaznaczonym zakładką i poprawiła na nosie okulary w cienkich, srebrnych oprawkach.

– Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia – wymruczała, pochylając głowę nad książką.

Pedro również się ucieszył. Dzięki propozycji Cioteczki z Kotem zyskał cenny czas. Nie musiał się pałętać po kanapach i amerykankach w ciasnych mieszkankach przyjaciół. Przez okres dwóch tygodni bombowe mieszkanie krewnej miał wyłącznie do swojej dyspozycji, a podlewanie przerośniętych pelargonii, segregowanie poczty i skrobanie przyschniętych ptasich odchodów nie było wygórowaną ceną za ten luksus! Do tego Pedro liczył, że czternaście dni rzeczywiście wystarczy, by odbić się od dna, znaleźć źródło dochodu i na spokojnie rozejrzeć się za własnym lokum.

Jak się okazało, również w kwestii zdobycia posady Cioteczka zamierzała mu pomóc...

– Ty nie masz pracy, a mój znajomy nie ma pracownika. Idealnie! – zaszczebiotała następnego dnia przy śniadaniu.

– Co to za znajomy? – zapytał nieufnie.

– A czy to ważne? – Ciotka posłała mu karcące spojrzenie. – Już ci mówiłam, że w tej sytuacji nie możesz wybrzydzać! Powiedz mi lepiej, Piotrusiu, czym ty się tam w tej reklamie zajmowałeś?

– Byłem odpowiedzialny za obsługę klientów i…

Cioteczka z Kotem prawie podskoczyła w miejscu z radości.

– Świetnie! – Klasnęła w dłonie. – Sprzedawałeś reklamy, a teraz będziesz sprzedawał okna!

– Co?! – Oczy Pedra zrobiły się okrągłe jak guziki. Chciał zaprotestować, powiedzieć, że o oknach wie tylko tyle, że się je otwiera i zamyka, ale Cioteczka z Kotem nie pozwoliła mu dojść do słowa.

Zabrała mu sprzed nosa talerz z niedojedzoną kanapką, do ręki wcisnęła telefon z wybranym numerem, po czym poleciła zadzwonić do przyszłego pracodawcy i ustalić szczegóły związane z nowym etatem. Co w sumie okazało się zupełnie niepotrzebne, ponieważ wcześniej ustaliła je ze swoim znajomym sama...

Tym oto sposobem Pedro za jednym zamachem zyskał dach nad głową, posadę i długą listę nowych obowiązków. Zastanawiał się, co powiedzieć przyjaciołom, gdy zapytają, jak upłynęły mu wakacje. Pomyślał o białych kleksach znaczących kuchenny parapet Cioteczki z Kotem i parsknął śmiechem. Wyobraził sobie, jak upija łyk piwa i rzuca nonszalancko:

– Jak upłynęły wakacje? Cóż, stary, było trochę przesrane…



Rozdział 2

O tym, że rozmiar ma znaczenie, w sypialni to już to w ogóle!

Pedro zerknął na zegar po raz kolejny i przekonał się, że musi spędzić w sklepie jeszcze dwadzieścia trzy minuty.

Wszechobecne upały miały też swoje plusy. Krakowianom nie chciało się wychodzić na rozgrzane słońcem ulice. Nie myśleli o kupnie i wymianie okien, już raczej o zasłonięciu tych posiadanych dobrymi roletami lub postawieniu na parapecie wiatraka! Od dwóch godzin do sklepu nie zajrzał ani jeden klient i znudzony Pedro pomyślał, że prawdopodobnie żaden już się nie pojawi. Równie dobrze mógłby nie czekać do szesnastej, już teraz wyłączyć komputer i zamknąć interes.

Ledwie to pomyślał, gdy cicho brzdęknął dzwonek zawieszony nad drzwiami, a do sklepu wpadł gorący podmuch powietrza z ulicy.

Zirytowany Pedro podniósł głowę znad klawiatury, chcąc prosić niezdecydowanego klienta, by z łaski swojej zamknął drzwi. Już mniejsza o to, czy po tej, czy po tamtej stronie. Otworzył już usta, ale natychmiast zawarł je z cichym kłapnięciem, z osłupieniem wpatrując się w zjawisko stojące w progu.

Kobieta miała około trzydziestu lat, burzę włosów w kolorze piasku i nogi sięgające sufitu. I to nie sufitu w sklepie z oknami, ale właśnie sufituuuu w starej kamienicy albo mieszkania z wysoką antresolą. Pedro nieznacznie wychylił się zza biurka i z uznaniem zlustrował przybyłą od stóp (odzianych w klapeczki z futerkiem) do głów. Po drodze zarejestrował małą bliznę na lewym kolanie, lekką, kwiecistą sukienkę oraz głęboki dekolt wypełniony apetycznymi krągłościami.

Zajęty przeprowadzaniem obserwacji Pedro o mało nie przeoczyłby, że nieznajoma skierowała na niego oczy ocienione wachlarzem nienaturalnie gęstych i długich rzęs oraz całą swoją uwagę. Rozciągnęła usta w szerokim, pociągniętym jasnoróżową szminką uśmiechu.

– Przepraszam, czy to sklep z oknami?

Nie, specjalizujemy się w dezinstalacji zużytych rzepek kolanowych – miał ochotę palnąć. Jednak zamiast tego rozpłynął się w czarujących uśmiechach i zapewnił, że owszem. To właśnie taki sklep. Z oknami. O, piękna pani, sprzedajemy okna. Montujemy okna. Doradzamy przy wyborze okien. Robimy wszystko, co tylko przy oknach robić można. Poza myciem. Choć gdyby czasem… jestem do usług. Całkiem nieźle macham ściereczką… i mam długi drążek, sięgnę, gdzie trzeba.

Śmiech jasnowłosej brzmiał jak srebrny dzwoneczek. Pedro pomyślał, że mógłby go słuchać godzinami.

– Jest pan taki zabawny! Uwielbiam sprzedawców, którzy starają się wejść w interakcję z klientem! – zawołała, podchodząc do biurka. Pedro wcisnął dwa palce pod kołnierzyk koszuli i poluzował guzik. Już wcześniej było mu gorąco, ale teraz w sklepie zrobiło się wprost niemożliwie duszno!

– Interakcja to moja specjalność – zapewnił, a klientka ponownie zaniosła się śmiechem.

– Potrzebuję okna do sypialni. – Nieznacznie pochyliła się nad biurkiem, wykładając przed Pedrem sprawę, z którą przyszła, a przy okazji także zawartość głębokiego dekoltu. Sprzedawca głośno przełknął ślinę.

– Z przyjemnością poznam wymiary – rzucił zduszonym głosem, nie spuszczając wzroku z zagłębienia między piersiami blondynki.

– Słucham? – Zaćwierkało mu w uszach.

Pedro gwałtownie potrząsnął głową, aby się otrzeźwić. Tego dnia nie sprzedał żadnego okna, a przecież jego pensja w znacznym stopniu bazowała na prowizji. Pora skoncentrować się na pracy. Choć po prawdzie, będzie to bardzo trudne, bo owszem, myślał o obrotach, rzecz w tym, że nie o obrotach sklepu...

– Wymiary okna – uściślił z czarującym uśmiechem i sięgnął po blok karteczek samoprzylepnych.

Blondynka posmutniała.

– Z tym będzie problem. Nie znam wymiarów. Czy to takie ważne? Centymetr w tę – przesunęła palcem po blacie biurka w lewo, a Pedro śledził ten ruch z zapartym tchem – czy w tę?

– Tak – potwierdził skwapliwie. – Rozmiar ma duże znaczenie. Znaczy wymiar. Okna.

– No to klops! – Potencjalna klientka wyglądała na zmartwioną.

– Nie zmierzyła pani okna? – Zdziwił się.

– Nie. – Potrząsnęła głową, opadając na krzesło stojące przed biurkiem Pedra. – Tak naprawdę w ogóle nie myślałam o wymianie okna. Wyskoczyłam z domu tylko na chwilę, po makaron. Przechodziłam przypadkiem, zobaczyłam szyld nad wejściem do sklepu i… pana za biurkiem. I nagle mnie olśniło! – Wyrzuciła w powietrze dłoń zakończoną bardzo ładnym francuskim manikiurem. Pedro uwielbiał u kobiet długie, pomalowane paznokcie. O ile nie przyklejały do nich kamyczków, kawałków futerka i piórek! – Muszę wymienić okno w sypialni!

– Bardzo lubimy takie podejście klientów. – Pedro wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. Starał się przy tym patrzeć blondynce w oczy, ewentualnie spoglądać na czubek jej zadartego nosa czy na wydatny podbródek. Wszystko, byle trzymać się z dala od niższych pięter! – Które to piętro? – wyrwało mu się. Blondynka zmarszczyła brwi, jakby nie zrozumiała pytania, a Pedro w duchu palnął się w głowę. – To znaczy, chciałem zapytać, jakie to okno?

– Musi być stylowe!

– Stylowe, tak? – Pedro z zakłopotaniem podrapał się po brodzie. – Otwierane do środka? Na zewnątrz? Ile kwater? Jaki kolor? – zarzucał klientkę pytaniami. – Ile szyb?

– Och, to chyba zbyt skomplikowane, by tak od razu zadecydować. Będę musiała skonsultować to z… – urwała gwałtownie i opromieniła sprzedawcę szerokim uśmiechem. – Macie chyba jakieś ulotki? Foldery z tymi wszystkimi modelami i szczegółami technicznymi?

– Chyba mamy. – Pedro tak gwałtownie szarpnął szufladę, że ta o mało nie wyskoczyła mu na kolana. Podał klientce plik katalogów. Przy okazji niechcący musnął palcami jej dłoń i poczuł kolejne uderzenie gorąca. Szybko odwrócił wzrok, przy okazji zahaczając nim o zegar wiszący na ścianie. Minęła szesnasta, a to oznaczało, że w końcu mógł zamknąć sklep i pobiec na spotkanie z kumplami. Spojrzał na siedzącą przed biurkiem blondynkę. Założyła nogę na nogę, eksponując ich długość i opaleniznę, i pobieżnie przeglądała podane katalogi. – Może ma pani jeszcze jakieś pytania?

– Na razie nie. – Potrząsnęła głową. Uderzyła stosem folderów o kolana, aby uformować je w równy stosik i podniosła się z krzesła. – Ale… mógłby mi pan dać wizytówkę… na wypadek gdybym jakieś miała.

– Hmmm, tak. – Stropiony Pedro omiótł spojrzeniem blat biurka. Naturalnie nie miał własnych wizytówek, bo i skąd? Rozpoczął pracę zaledwie siedem dni temu, a za kolejny tydzień pewnie zakończy karierę w sklepie z oknami. Niepewnym spojrzeniem obrzucił plik małych karteczek i pieczątkę, na której widniał telefon sklepu. – Obawiam się, że… – zaczął mówić, sięgając po bloczek, ale dziewczyna powstrzymała go gestem.

– Wolałabym prywatny numer. Na wypadek, gdybym dzwoniła po godzinach otwarcia sklepu albo… widzi pan, jeśli się zdecyduję kupić tutaj okno do sypialni i wybiorę konkretny model, trzeba będzie przyjechać i to wszystko pomierzyć, bo ja… – Beztrosko wzruszyła ramionami i zatrzepotała rzęsami. Kąciki ust Pedra uniosły się w triumfalnym uśmiechu. Na myśl o wymiarach blondynki, tfu, okna w sypialni blondynki, poczuł radosne podekscytowanie. Jego ręka sama powędrowała w kierunku bloczku, a następnie wypisała ciąg cyfr.

– Świetnie! – Blondynka wyraźnie się ucieszyła, zaciskając palce na podanym karteluszku. – Dziękuję!

– Nie ma za co. – Pedro błysnął zębami w uśmiechu. – Kompleksowa obsługa klienta jest wizytówką naszej firmy.