3 książki za 34.99 oszczędź od 50%
Za darmo

Jak na Świętego Jana figura doradzała Marysi

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa
 
stokrotko, skokrotko, zapachnij w nim słodko;
różyczko, różyczko, ozdób moje liczko;
wplećcie się, powoje, w warkoczyki moje…
 

Ale ani się do Marysi nie odezwą, udają, że jej nie ma wcale.

A Aniela mówi:

– No i gdzie te starowinki, co nam miały cudowny ogień rozpalić? Coś ich nie widać, pewnie wcale nie przyjdą!

Bo wiedzieć wam trzeba, że aby ognisko świętojańskie miało moc prawdziwą, to trzeba je rozpalać nie zwyczajnym sposobem, zapałką czy zapalniczką, czy jakąś podpałką chemiczną, tylko tak jak dawnymi czasy, hubką i krzesiwem – inaczej czary się nie spełnią.

– Nie bój się, Anielko – mówi jedna z jej przyjaciółek. – zaprosiłyśmy je, to na pewno przyjdą! Naszykowałam dla nich koszyczek z zapłatą: jajka, kiełbasy kawał i butelczynę nalewki słodkiej.

O, już nadchodzą!

No i rzeczywiście, zza drzew wychodzą trzy babcie siwe: jedna kijaszkiem się podpiera i ledwie idzie, druga trzecią prowadzi, bo ta pewnie niewiele co widzi.

Ale przyszły. Z krzesiwem i z hubką, jak trzeba. Iskry jasne krzeszą, zioła w palenisko wrzucają i swoje zaklęcia nucą:

 
Ogieniaszku, płoń, płoń, płoń!
Złota iskro, chmury goń,
płoń dziurawcu, chmielu, różo,
młodym daj miłości dużo,
miłość, szczęście i zamęście,
ogieniaszku, rozpalże się!
 

Rozpalił się jasny płomień, wysoko strzelił pod niebo. Przyszli i chłopcy, każdy obok swojej dziewczyny siada, patrzą w płomienie.

Babulki swój koszyk z zapłatą zabrały i poszły sobie pomału i ostrożnie, żeby się jajka nie potłukły.