Pokochaj poniedziałki. Jak poradzić sobie z wypaleniem zawodowym?Tekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 3 Skąd czerpać energię do pracy?

Wytrwałość Ewy doprowadziła po dwóch tygodniach do spotkania się w jednym miejscu wszystkich dzieci pani Ireny i ich życiowych partnerów. Choć Ewa musiała nakłonić do tego nie tylko brata, ale i bratową, zrobiła to z przekonaniem, zwłaszcza że wcześniej udało się jej namówić również Tomka, co było nie lada wyczynem. Towarzystwo spotkało się w domku letniskowym Rafała i Martyny. Zapowiadał się ciepły i słoneczny weekend, więc goście zdecydowali się spędzić na działce całe dwa dni. Przywieźli ze sobą górę jedzenia i mnóstwo picia. Wolskim towarzyszyły dzieci: ponadsześcioletnia Gabrysia, która jest ukochaną kuzynką pięcioletniej Oli Brzozowskiej, oraz trzynastoletni Kamil, który nie odrywał wzroku od gry w swoim smartfonie.

– Kochani – zaczęła Ewa – skończcie już te karkówki i kabaczki i bierzmy się do roboty. Piwo i wino zostawmy na wieczór. Teraz potrzebujemy trzeźwych umysłów.

Kiedy towarzystwo zaczęło uprzątać stół po posiłku, Ewa sięgnęła po przywiezione ze sobą materiały, które położyła obok siebie. Gdy przestrzeń była już gotowa do pracy i wszyscy powrócili na swoje miejsca, kontynuowała:

– Na początek chciałam was zapytać, czy nie macie nic przeciwko temu, abym była moderatorem naszych spotkań. Pomyślałam, że jest ważne, byśmy się nie rozpraszali i nie skakali chaotycznie z tematu na temat. Chciałabym tego dopilnować. Wiecie – uśmiechnęła się szelmowsko – jako nauczycielka potrafię trzymać dyscyplinę.

– Już ty nas lepiej nie strasz – wtrącił Rafał. – Jeszcze mi tego brakuje, żebyś mnie biła po łapach linijką – z uśmiechem pokręcił głową.

– Pomysł z moderowaniem jest świetny – podchwyciła Justyna – zwłaszcza że z tego, co pamiętam, skończyłaś niedawno jakieś studia podyplomowe na psychologii. Może wykorzystasz tę wiedzę teraz? – zaciekawiła się.

– Też o tym pomyślałam – zgodziła się Ewa. – Mam wiele ciekawych materiałów i ćwiczeń, które sądzę, że mogą nam się przydać. Zresztą – machnęła przed oczami zebranych plikiem zapisanych kartek – już przygotowałam pierwsze notatki. Pamiętacie, że w ostatnim czasie nękałam was, abyście się zastanowili, co powoduje u was obniżenie nastroju i zmniejsza entuzjazm do pracy? Spisałam to, co mi powiedzieliście, i pogrupowałam podobne wypowiedzi. Posłuchajcie, jak wygląda zestawienie.

Co zmniejsza mój entuzjazm do pracy?

• Nadmiar obowiązków

• Nieustanny brak czasu

• Zbyt wiele rzeczy do zrobienia w tym samym czasie

• Konflikty ze współpracownikami/klientami

• Praca w stresie

• Niejasne polecenia

• Popełniane przeze mnie błędy

• Zmęczenie

• Monotonne zadania

• Szef

– To wszystko prawda – zgodziła się Justyna. – Podpisałabym się pod każdym z tych punktów.

– Ja też – wtrąciła Martyna – choć nie mam szefa. Ale reszta jak najbardziej pasuje do mnie.

– Co wam mówi to zestawienie? – spytała Ewa.

Zebrani popatrzyli po sobie zdziwieni. Nie bardzo wiedzieli, co odpowiedzieć na to pytanie.

– Każdy punkt z osobna niesie za sobą wiele treści i nieraz kryje się za nim prawdziwa walka o przetrwanie – wtrącił Tomek – ale nie bardzo wiem, co ma nam powiedzieć zestawienie. Że kiepsko trafiliśmy z robotą?

– Wręcz przeciwnie – Ewa energicznie pokręciła głową. – Kiedy przeanalizowałam tę listę, dokonałam ciekawego odkrycia. Pomimo tego, że czynniki obniżające nasz nastrój często pochodzą ze świata zewnętrznego, to jednak niemalże ze wszystkimi możemy poradzić sobie sami.

– Niby jak? Co mogę zrobić z kiepskim szefem czy nawałem pracy? Wyjść i trzasnąć drzwiami? – zapytał z kpiną Rafał.

– Jest to jakiś pomysł, ale skupiłabym się raczej na lepszym zarządzaniu swoją energią i świadomym decydowaniu o tym, w jakich wojnach będzie się brało udział. Koncepcja, z którą chcę was zapoznać, dotyczy tego, by odejść od zarządzania czasem na rzecz zarządzania swoją energią. Jak pewnie dobrze wiecie, papier wszystko przyjmie, więc ludzie mnóstwo na nim zapisują. W związku z tym plany stają się coraz trudniejsze do zrealizowania, spotkania gonią spotkania, deadline’y gonią deadline’y. Człowiek jest przez to w ciągłym kołowrotku, napędzany niezdrowym stresem.

– Ale to przecież nie jest wymysł samego człowieka, tylko firmy, która go tak nakręca i ciśnie, żądając od niego coraz więcej i szybciej! – ripostował Rafał.

– Masz rację, ale sęk w tym, że na dłuższą metę takie metody pracy się nie sprawdzają. Jeśli ludzie działają w nieustannym pośpiechu, z coraz mocniej podkręconą śrubą, to ich faktyczna wydajność maleje. Zmęczenie fizyczne wpływa na obniżenie zaangażowania, zmniejsza uważność i zabija kreatywność. Pewnie zauważyłeś, że im dłużej nad czymś siedzisz, tym więcej czasu potrzebujesz na znalezienie rozwiązania. Jak myślicie, dlaczego lekcje w szkole trwają czterdzieści pięć minut, a zajęcia na studiach dziewięćdziesiąt minut? Dlatego że tyle maksymalnie jest w stanie funkcjonować mózg ucznia i dorosłego. W pierwszych trzech klasach podstawówki bloki są jeszcze krótsze i trwają od siedmiu do piętnastu minut, gdyż po tym czasie uważność spada do zera. Jak mówiłam, dla dorosłego człowieka maksymalny czas skupienia wynosi dziewięćdziesiąt minut. Żeby mózg mógł dalej sprawnie funkcjonować, potrzebuje przerwy. A jeśli zamiast tego dokłada się mu coraz więcej pracy, to zaczyna mulić jak komputer, który ma otwartych zbyt wiele okien.

– Okej, czyli wszystko sprowadza się do częstszych przerw. Ale nie w każdym zawodzie możesz sobie na nie pozwolić – wtrąciła Justyna. – Jeśli jestem na bloku operacyjnym i mamy operację, to żadne dziewięćdziesiąt minut nie wchodzi w grę.

– Rozumiem i zgadzam się z tobą, że praca w idealnych, dziewięćdziesięciominutowych blokach nie zawsze jest możliwa. Ale jest to pewien wzorzec, do którego trzeba dążyć. Generalnie chodzi o to, że w życiu człowiek powinien funkcjonować bardziej jak sprinter niż maratończyk. To znaczy, że powinien z maksymalnym wysiłkiem i pełnym zaangażowaniem wykonać powierzone mu zadanie, a następnie się „zresetować”. Tymczasem większość ludzi, niczym maratończycy, cały dzień biega. Zaczynają od nerwowego poranka, kiedy szybko szykują do wyjścia siebie i dzieci. Potem się spinają, żeby na czas dojechać do szkoły i pracy. Na pełnych obrotach zasuwają kolejnych osiem, dziewięć godzin. Pędem wracają do domu, zgarniając po drodze dzieciaki i robiąc zakupy; potem obiad, lekcje, kąpiel, usypianie – i padają na twarz. Wszystko po to, by kolejny dzień przeżyć dokładnie w takim samym tempie. Przyznajcie z ręką na sercu, kto z was w takim codziennym kieracie potrafi być superefektywny?

Zapadło milczenie. Zdawało się, że każdy z uczestników spotkania pokonuje w myślach swój codzienny maraton.

– Zatem sprinty, powiadasz… – Tomek pierwszy zabrał głos. – Czytałem kiedyś wywiad ze sportowcem, to był jakiś lekkoatleta, nie pamiętam nazwiska. I on powiedział, że aby osiągać coraz lepsze wyniki w bieganiu krótkodystansowym, musi stale wzmacniać swoje mięśnie. A robi to, forsując je ponad normę. W efekcie dochodzi do mikroskopijnych pęknięć we włóknach mięśniowych, co powoduje wzrost funkcjonalnej sprawności mięśni pod koniec treningu. Po odpowiednim okresie regeneracji, który wynosi od dwudziestu czterech do czterdziestu ośmiu godzin, mięsień będzie silniejszy, kiedy zostanie poddany działaniu kolejnego bodźca.

– Z tego, co rozumiem, zwiększymy wydajność, regularnie przekraczając swoje normy, co możemy osiągnąć dzięki systematycznemu treningowi, podobnie jak wyczynowi sportowcy – podsumował Rafał.

– Zaraz, zaraz! – oburzył się Rysiek. – Czy wy mówicie o tym, że co prawda mamy zasuwać w krótszych odstępach czasu, ale ma to być praca na granicy naszej wytrzymałości?! Zdaje się, że mieliśmy mówić o profilaktyce wypalenia zawodowego, w związku z tym nie rozumiem, dlaczego mam się zarzynać.

– Rychu – wtrąciła się Ewa – myśląc o naszych spotkaniach, nie miałam na celu wymieniania się poradami, jak zarobić i się nie narobić. Nie chodzi o to, żeby pracować mniej, tylko o to, żeby pracować wydajniej. To jest korzystne zarówno dla nas samych, jak i dla naszych pracodawców. W obecnym układzie przynajmniej część z nich ma nas do swojej dyspozycji na długie godziny, ale z powodu zmęczenia jesteśmy z nimi ciałem, nie umysłem. Jeśli zmienimy podejście do pracy i zaczniemy pracować intensywnie, ale z regularnymi przerwami, będziemy mieli szansę dać z siebie więcej. Dzięki tej zmianie odczujemy większą satysfakcję, a współpraca z nami przyniesie widoczne korzyści naszym pracodawcom.

– Ja to kupuję – odezwała się Justyna. W jej oczach widać było jakąś zmianę, poruszenie. – Nie bardzo wiem jeszcze, w jaki sposób będę robiła w szpitalu przerwy, zwłaszcza na dziennej zmianie, ale wdrożę to! – Wolska niemal wykrzyczała ostatnie słowa z entuzjazmem. – Wiecie, słuchając was, uświadomiłam sobie, że kiedy mam szczególnie ciężki dzień, czyli właściwie co drugi, i biegam jak maratończyk, poziom stresu jest maksymalny. Im bardziej jestem przeciążona, tym trudniej mi dobrze wykonać pracę. Po dziesięć razy sprawdzam dawkowanie leków, a jak, nie daj Boże, zobaczę, że się pomyliłam, zestresowana sprawdzam to jeszcze trzy razy, bo pacjent nie może dostać złej dawki lub nie swojego leku. A kiedy to robię, okazuje się, że liczenie w zakresie dziesięciu zaczyna mnie przerastać. I choć de facto wszystko jest już prawidłowo przygotowane, tracę pewność siebie. Gdy później idę z lekami na salę, czuję napięcie w ciele, bo sama sobie nie ufam. To trzyma mnie tak długo, że czasami po dyżurze, kiedy dzwoni telefon, pierwszą moją myślą jest ta, że dzwonią ze szpitala, bo coś się stało któremuś z moich pacjentów.

 

– Wiem, o czym mówisz – do rozmowy włączyła się Martyna. – Co prawda od moich działań nie zależy niczyje zdrowie ani życie, ale kiedy robię tłumaczenie, a jestem już bardzo zmęczona, też przestaję sobie ufać. Po kilka razy sprawdzam znaczenie słów, które doskonale znam, robię bezmyślne błędy, potrafię się „zawiesić” na względnie prostym zdaniu, a potem drżę, przesyłając klientowi pracę, w obawie, że jest pełna błędów, przez co klient straci do mnie zaufanie. I jestem wtedy taka niepewna siebie. Kiedy teraz o tym myślę, dochodzę do wniosku, że gdybym zrobiła sobie chwilę przerwy, usiadła z kawą w ogrodzie, popatrzyła na drzewa lub chociaż przeciągnęła się kilka razy, oczyściłabym głowę i odzyskała jasność myślenia.

– Chyba już wiem, o co wam chodzi – zaczął Rysiek, powoli kiwając głową. – Mieliśmy kiedyś kontrolę w urzędzie i szefowa kazała nam przejrzeć dokumenty przed przekazaniem ich kontrolerom. Utknąłem w papierach na kilka godzin i pamiętam, że im dłużej pracowałem, tym wolniej czytałem dokumenty, gubiłem się, wracałem do poprzednich. Moja koncentracja bardzo się obniżyła, co wpłynęło na efektywność. Ale przed rozpoczęciem pracy usłyszałem magiczne słowo „pilne”, które zaprogramowało mnie na pracę bez przerwy, aż do uzyskania efektu. Kiedy myślę o tym z perspektywy czasu, potrafię sobie wyobrazić, że przerywając te monotonne działania, na przykład spacerem wokół budynku z papieroskiem w ręku, uporałbym się z robotą szybciej, mimo że poświęciłbym jej mniej czasu.

– O papieroskach pogadamy później – powiedziała Ewa – ale poza tym masz zupełną rację. Okej, widzę, że rozumiecie już sens pracy w blokach przerywanych działaniami relaksacyjnymi. Aby temat uznać za zakończony, chciałabym zebrać na jednej liście propozycje różnych sposobów odpoczynku. – Kobieta wzięła kartkę papieru i zaczęła spisywać pomysły:

Formy przerw w pracy

• Chwila przy kawie/herbacie spędzona w ciszy – skupienie się na „tu i teraz”, bez rozmów, załatwiania innych spraw, myślenia o tym, co zrobić za moment.

• Spacer wokół budynku lub wzdłuż ulicy – popatrzenie na otaczające środowisko, inne budynki, drzewa, rośliny, ludzi.

• Wyglądanie przez okno i obserwowanie roztaczających się widoków.

• Gimnastyka przy biurku – rozciąganie się, rozluźnianie nóg, rąk, kręgosłupa, karku, twarzy.

• Pogawędka biurowa – nie przy biurku, najlepiej na stojąco lub w ruchu, na tematy niezwiązane z pracą i pod kontrolą czasową (dziesięć do piętnastu minut).

• Medytacja.

• Drzemka.

Kiedy Ewa przeczytała sporządzoną przez siebie listę, od razu pojawiły się głosy sprzeciwu.

– Medytacja i drzemka! – Rafał z kpiną zacytował dwa ostatnie punkty. – Do tego polecam kąpiel w pianie i szampana! Ewo, czy ty kiedykolwiek byłaś w jakiejś korporacji i widziałaś, jak się tam pracuje?!

Ewa nie odpowiedziała, tylko przez dłuższą chwilę patrzyła na brata. Zapadło milczenie. Zrobiło się tak cicho, że słychać było ptaki ćwierkające w konarach drzew i szelest łagodnie kołysanych wiatrem liści. Uczestnicy spotkania zupełnie nieświadomie zaczęli głębiej oddychać, powoli wciągać powietrze do płuc i je wypuszczać. Niektórzy zamknęli oczy i czuli, jak ich ciało uwalnia się od napięcia. Nawet Rafał, który wcześniej był mocno wzburzony, uległ magii ciszy. Chwila zdawała się nie mieć końca. Ewa wykonała jeszcze trzy głębokie oddechy i powiedziała cicho:

– Trzy minuty. Tyle trwała cisza, w którą weszliśmy bez przygotowania, zapowiedzi, ustalania zasad. Słyszeliście odgłosy lasu? Oddychaliście głęboko? – Widząc potakiwania głowami, kontynuowała: – To była medytacja. Bardzo krótka, powiedzmy: „biurowa”, ale skuteczna. Wyciszyła emocje, rozluźniła ciało, osadziła nas w „tu i teraz”. I właśnie o czymś takim myślałam, wpisując na listę medytację. Nikt nie oczekuje, że będziecie medytować godzinę, bo na to trzeba mieć przestrzeń i czas. Ale trzyczy pięciominutówek nikt nawet nie zauważy, a te przeniosą was w zupełnie inny stan odczuwania. Natomiast jeśli chodzi o drzemkę – kontynuowała – to choć w naszym kraju jeszcze się nie przyjęła, od lat cieszy się niesłabnącą popularnością w krajach śródziemnomorskich, Chinach czy Japonii. We Włoszech, w Hiszpanii czy w Grecji dzień pracy zorganizowany jest tak, że w godzinach okołopołudniowych wszyscy udają się na sjestę. Będąc na wakacjach, na pewno zauważyliście, że około trzynastej, czternastej zamknięte są wszystkie sklepy, urzędy, a nawet większość restauracji. Place są wyludnione. Tamtejsi pracownicy po lunchu udają się na drzemkę, która pozwala im efektywnie pracować do końca dnia. Z kolei w Chinach prawo do trzydziestominutowej drzemki zapisane zostało w konstytucji. W Japonii drzemka w pracy nazywana jest inemuri. Trwa dwadzieścia minut i jest uważana za oznakę pracowitości, gdyż zauważalnie wpływa na efektywność i wytrzymałość pracowników. Często poprzedzana jest kawą, która – jak wiadomo – zaczyna działać pobudzająco po dwudziestu minutach. Drzemka staje się więc czasem rozpędowym dla kawy. Od dawna pojawiają się głosy, że taki rozkład aktywności w ciągu dnia, niezależnie od klimatu, jest bardzo zdrowy. Co więcej, jak odkryli naukowcy z Uniwersytetu w Manchesterze, po spożyciu lunchu w pracy nasze komórki mózgowe po prostu się wyłączają. Wzrost poziomu glukozy we krwi skutecznie obniża aktywność połączeń nerwowych. Zatem drzemka wydaje się wówczas koniecznością.

– Czytałem artykuł o siłowni w Glasgow, która organizuje zajęcia fitness w postaci czterdziestopięciominutowej drzemki. Bardzo mi się spodobał taki trening – wtrącił Tomek.

– Czy to znaczy, że im zimniejszy jest klimat, tym dłuższa staje się drzemka? – zapytał Rafał.

– Nie, nie – zaoponowała Ewa. – Różne czasy drzemki dają inne efekty. Popatrzcie, jakie ciekawe zestawienie znalazłam w książce, którą niedawno czytałam (por. tabela 1).

Tabela 1. Wpływ drzemki na samopoczucie człowieka w zależności od jej długości


Czas i efektywność drzemki
2–5 minut pomaga wyeliminować senność
5–20 minut poprawia koncentrację, żywotność, zdolność uczenia się i zapamiętywania oraz sprawność fizyczną, a także redukuje napięcie
20 minut poprawia sprawność mięśniową i usuwa z mózgu zbędne informacje, co korzystnie wpływa na pamięć długoterminową
45–90 minut poprawia zdolności percepcyjne, zwiększa kreatywność i motywację, korzystnie wpływa na stan kości i mięśni, efektywnie obniża poziom stresu

Źródło: opracowanie własne.

– Warto też pamiętać, że drzemka w ciągu dnia jest po prostu korzystna dla naszego zdrowia, co potwierdzają liczne badania – wtrąciła Justyna. – W Grecji przebadano osoby z grupy wysokiego ryzyka zachorowania na serce, wystąpienia wylewu lub raka. Okazało się, że badani, którzy urządzali sobie sjestę przynajmniej trzy razy w tygodniu, zmniejszali ryzyko choroby serca o trzydzieści siedem procent.

– W 2007 roku francuski rząd dostrzegł związek pomiędzy drzemką a efektywnością pracowników i rozpoczął kampanię zachęcającą do regularnego praktykowania krótkiego snu w południe. Wiele francuskich firm podchwyciło pomysł i namawiało swoich pracowników do krótkiej drzemki w godzinach pracy, wydzielając im w tym celu specjalne miejsce w biurach – dodała Ewa.

– Dokąd zatem się przeprowadzamy? – zapytał lekko rozluźniony Rafał. W jego głosie może nie było słychać sceptycyzmu, ale pobrzmiewała wątpliwość co do realności wdrożenia takiego rozwiązania w Polsce.

– Zgodzę się z tobą, Rafale. Trzeba zmian w polskiej kulturze pracy, żeby drzemka stała się aktywnością akceptowaną i pożądaną. Ale osoby takie jak Martyna, pracujące w domu, mogą już o tym pomyśleć – Ewa popatrzyła na bratową, ta zaś energicznie pokręciła głową.

– Chyba żartujesz! – zaoponowała. – Nie wiem, w co ręce włożyć w ciągu dnia, a miałabym sobie pozwolić na drzemkę?! W życiu!

– No właśnie – siedząca obok Justyna objęła Martynę ramieniem. – Prawo do drzemki musimy najpierw wypracować w swojej głowie. – Justyna delikatnie postukała bratową palcem w skroń. – Co z tego, że zgodzi się na nią pracodawca, skoro nasze pracoholiczne mózgi od razu zaczną się zastanawiać, co załatwić w ciągu tych „wolnych” dwudziestu minut, aby nie marnować czasu. Coraz bardziej się cieszę, Ewciu, że nas zebrałaś do kupy. Mam poczucie, że większość naszych kłopotów w pracy wynika z naszej postawy i przekonań, a nie z tego, co funduje nam pracodawca.

– Zgadzam się z tobą – podekscytowana Ewa klasnęła w dłonie. – Właśnie to chciałam wam uświadomić. Niezależnie od tego, gdzie będziemy pracować i jakie wykonywać zadania, to głównie od nas zależy, czy się wypalimy, czy nie. Nikt z nas nie ma gwarancji, że znajdzie miejsce z cudownym szefem, jasno sprecyzowanymi zadaniami, przyjazną atmosferą, dobrą pensją, nagrodami i tak dalej. Dlatego sami musimy się nauczyć radzić sobie w każdych warunkach – nauczyć się pracować nad sobą, swoimi reakcjami i rozumieniem rzeczywistości. Tony Schwartz, amerykański autor książek biznesowych, wychodzi z założenia, że to, jak człowiek sobie radzi w życiu, zależy od tego, jak zarządza swoją energią na poziomie umysłowym, emocjonalnym, fizycznym i duchowym3. Poszczególne poziomy nazwałam napędami i chciałabym, abyśmy pracowali w tych obszarach. Wszystkim napędom przypisałam kolory: zielony fizycznemu, różowy emocjonalnemu, szary umysłowemu, a duchowemu turkusowy. Nie wiem, czy nam się to do czegoś przyda, ale chciałam to jakoś zwizualizować. Napęd fizyczny to inaczej nasza kondycja, a więc dbanie o ciało, odżywianie, sen, sprawność fizyczna, ale też kontrola stresu jako fizjologicznej reakcji organizmu. Wybrałam kolor zielony, ponieważ kojarzy mi się ze zdrowym życiem.

– A emocje nie powinny być czerwone? – wtrącił Rafał.

– Kolor czerwony kojarzy się ze złością, z agresją, ogólnie – z podniesionym poziomem emocji. A ja, choć nie przepadam za różowym, wybrałam go celowo: troszcząc się o napęd emocjonalny, należy częściej patrzeć przez różowe okulary. Chodzi o efekt Pollyanny, kojarzycie ją? To tytułowa bohaterka książki Eleanor H. Porter. Ojciec nauczył ją zabawy w radość, która polegała na szukaniu pozytywnych cech w każdej, szczególnie z pozoru nieprzyjemnej, sytuacji lub osobie. Oczywiście w realnym świecie trzeba umieć spojrzeć racjonalnie na trudności, które spotykamy na swojej drodze, nie popadając jednak w absurdalne stany lekceważenia, na przykład, zagrożeń. Chodzi mi raczej o to, by nie pielęgnować w sobie negatywnych przeżyć i emocji, a zamiast tego skupiać się na tym, co pozwala nam wzrastać. Dlatego musi być różowo.

– Napęd umysłowy jest szary jak szare komórki? – zapytała Martyna.

– Dokładnie tak! – Ewa ucieszyła się, że jej pomysł został podchwycony. – W codziennej komunikacji zbyt rzadko używamy szarych komórek. Stanowczo za dużo się domyślamy, przypuszczamy, interpretujemy, zamiast po prostu usłyszeć to, co ktoś do nas mówi. Kiedy poprawimy komunikację, skończy się wiele naszych problemów, zobaczycie. Ostatni napęd, duchowy, oznaczyłam kolorem turkusowym.

– Turkusowym? – z przekąsem powtórzył Rysiek. – Nie przeceniasz nas, facetów, Ewo? Nie mógłby być po prostu niebieski?

– Lubicie morze? – spokojnie spytała Ewa.

– No tak, bardzo – potwierdzili wszyscy zebrani.

– A kiedy zamkniecie oczy, to jaki kolor ma morze, które widzicie?

– Turkusowy – ze zdziwieniem odpowiedziała Justyna.

– Faktycznie – potwierdził Tomek.

– Czy ktoś z was zobaczył szary Bałtyk?

– Nie.

– No właśnie. Turkus to kolor marzeń, wewnętrznych pragnień, życia w zgodzie z samym sobą. W napędzie duchowym chodzi o to, by skupić się na wyznawanych przez siebie wartościach i na nich budować swoje życie. To bycie wiernym swojemu charakterowi, potrzebom i marzeniom. W pierwszej kolejności ustalam, czego ja chcę, czego potrzebuję, a dopiero później spełniam oczekiwania świata.

 

– Przyszło mi do głowy skojarzenie z maską tlenową w samolocie – powiedziała Justyna. – Najpierw trzeba założyć ją sobie, aby pomóc innym. Kiedyś byłam oburzona tym, że mam najpierw zadbać o siebie, a dopiero potem o dziecko, dopóki nie uświadomiłam sobie, że jeśli mnie samej zabraknie tlenu, to nie pomogę już nikomu.

– W pracy jest tak samo – zauważył Tomek. – Jeżeli nie zadbam o siebie, to nie będę w stanie cały czas myśleć o innych. Ciekawe…

– No dobrze, zatem mamy to. Jeśli się zgadzacie, byśmy kierowali się tymi napędami i kolorami, możemy skończyć pracę. Chyba że chcecie coś zmienić…

– Pozwól, że podsumuję, bo chciałabym to dobrze zrozumieć – Martyna uniosła palec wskazujący. – Według ciebie, ucząc się zarządzać swoją energią na czterech poziomach, możemy zatrzymać wypalenie zawodowe?

– Tak uważam. Na dowód tego dodam, że nigdy nie wypalają się całe firmy, a tylko poszczególni pracownicy, czyż nie? A przecież wszyscy mają tego samego szefa i podobny kierat. Na pewno wśród nich są osoby po prostu o mocnej konstrukcji psychicznej, które mało co rusza. Podejrzewam jednak, że większość dobrze korzysta, może nawet nieświadomie, z czterech napędów energii, dbając o swoje ciało, umysł, emocje i świat wewnętrzny.

– Jestem bardzo na tak! – niemal krzyknęła Justyna. – Już nie mogę się doczekać, kiedy zaczniemy prawdziwą pracę, ponieważ bardzo potrzebuję wziąć się w garść.

– No to działamy!

Nikt nie miał już nic do dodania. Pozostałą część wieczoru towarzystwo spędziło na miłych pogawędkach przy winie. I choć nic się jeszcze nie wydarzyło, widać było zmianę w wyrazie twarzy i ciałach uczestników biesiady. Wszyscy wydawali się bardziej rozluźnieni i zadowoleni ze spotkania.

„Nawet jeśli nie rozwiążemy problemu wypalenia zawodowego, to na pewno zbudujemy silne relacje” – pomyślała Ewa. „I choćby tylko z tego powodu warto kontynuować”.


Jeśli sprawia ci radość bieganie w maratonach – rób to. Zauważ jednak, że eksperci sportowi polecają startować nie więcej niż w czterech biegach rocznie. Maratony bowiem są wyczerpujące dla zawodników i wymagają dwulub trzymiesięcznej regeneracji. W codziennym życiu działaj więc raczej jak sprinter. Dawaj z siebie tyle, ile możesz w określonym przedziale czasowym, a potem koniecznie zrób sobie przerwę. Jeśli skończyłeś właśnie ważną prezentację, podczas której byłeś maksymalnie skupiony, nie oddzwaniaj od razu do osób, które w tym czasie chciały się z tobą skontaktować. Odpocznij. Pozwól opaść emocjom, sercu spowolnić rytm. Niech twoja głowa ochłonie, a myśli przez jakiś czas niech błądzą bez celu i nieujęte w żadną strukturę. Wyjdź przed budynek, w którym przebywasz, albo podejdź do okna (mam nadzieję, że się otwiera), popatrz daleko za horyzont i uwolnij ciało od napięcia. Powoli wciągaj głęboko powietrze, a następnie je wypuszczaj. Nic więcej. Wdech… wydech… I jeszcze raz: wdech… wydech…

Nie jest ważne, jak wiele wskażesz zawodów, w których przerwy nie są możliwe, ja i tak będę się upierać, że odpoczynek jest niezbędny każdemu. Bez względu na wykonywaną pracę każdy może czuć się przemęczony. A im dłużej wykonujemy swoje zadania bez odpoczynku, tym mniej efektywni się stajemy.

„Z pustego i Salomon nie naleje” – plakat z takim hasłem powinien zawisnąć nad biurkiem każdego pracusia. Człowiek nie jest baterią w telefonie, którą można do cna wyczerpać i ponownie naładować, wręcz przeciwnie – ma ograniczoną żywotność. Aby móc funkcjonować nieustannie, korzysta z dwóch zasobów energii. Pierwszy z nich to energia urodzeniowa, w której zakodowana jest długość życia. Ta energia nie ulega regeneracji i zużywa się każdego dnia. Natura przewidziała jednak, że większość ludzi nie będzie umiała racjonalnie korzystać z tego zasobu i zbyt szybko wyczerpie cały zapas energii urodzeniowej. Dlatego wyposażyła nas jeszcze w energię dobową, która odnawia się co dwadzieścia cztery godziny. Ta energia czerpie z czterech napędów, o których wspominała Ewa: fizycznego, emocjonalnego, umysłowego i duchowego. Zatem gdy człowiek prowadzi zdrowy tryb życia, zażywa odpowiedniej ilości snu, racjonalnie się odżywia, a okresy wytężonej pracy przeplata odpoczynkiem, nie ulega nadmiernym emocjom i dba o stan swojego ducha, wówczas wykorzystuje tylko energię dobową, która ma naturalną zdolność odnawiania się. Gorzej jest, gdy człowiek nie daje swojemu organizmowi szansy na bieżącą regenerację i wymaga od niego więcej, niż powinien. W takim przypadku zaczyna zużywać energię życiową. Rozumiesz, co to znaczy? Zapoznaj się z tabelą 2, aby zobaczyć, jak możesz właściwie czerpać energię ze swoich czterech napędów.

Tabela 2. Rodzaje napędów i właściwe nimi zarządzanie


Napęd fizyczny (zielony) Napęd emocjonalny (różowy)
• Swoje ciało traktujesz jak przyjaciela, nie jak sługę. • Wsłuchujesz się w reakcje swojego ciała. • Dajesz ciału odpocząć, kiedy tego potrzebuje. • Utrzymujesz ciało w dobrej kondycji poprzez regularny ruch fizyczny. • Odżywiasz się właściwie i odpowiednio nawadniasz. • Robisz regularne badania i reagujesz na sygnały wysyłane przez twój organizm. • Zapewniasz organizmowi długi i jakościowo dobry sen. • Unikasz używek. • Dobrze zarządzasz stresem. • Trzymasz swoje emocje pod kontrolą. • Nie rozpamiętujesz porażek i nieprzyjemnych zdarzeń. • Szukasz pozytywnych stron tego, co cię spotyka. • Twoja szklanka jest zawsze do połowy pełna. • Umiesz się cieszyć i opowiadać o swoich pozytywnych emocjach. • Jesteś osobą empatyczną – widzisz i rozumiesz emocje innych ludzi, ale się im nie poddajesz. • Stale rozwijasz swoją inteligencję emocjonalną.
Napęd umysłowy (szary) Napęd duchowy (turkusowy)
• Inteligentnie korzystasz z informacji. • Dążysz do efektywnej komunikacji. • Jeśli czegoś nie wiesz lub nie rozumiesz, pytasz, zamiast się domyślać. • Nie tworzysz historii ze strzępków informacji. • Słuchasz po to, by się czegoś dowiedzieć, a nie po to, by odpowiedzieć. • Rozwiązujesz konflikty, pytając o intencje i potrzeby drugiej strony. • Potrafisz wskazać ważne dla siebie wartości, rozumiesz je i postępujesz zgodnie z nimi. • Słuchasz swojego wewnętrznego Ja. • Wiesz, jaki masz charakter, i nie ukrywasz tego. • Nie podporządkowujesz się innym wbrew sobie. • Kochasz siebie. • Umiesz zadbać o własne potrzeby i komfort życia. • Podążasz za własnymi celami i marzeniami.

Źródło: opracowanie własne.

Tabela pokazuje, jakie korzyści dają nam poszczególne napędy energetyczne, a zarazem sugeruje skutki niewłaściwego nimi zarządzania. Życie naprawdę jest proste, ale to my niepotrzebnie je sobie komplikujemy.

W dalszych rozdziałach bohaterowie będą niejednokrotnie odwoływać się do tej tabeli i pokazywać ci swoim działaniem, jak wykorzystują otrzymane wskazówki. Jeśli zadbasz o swoje cztery napędy energetyczne, światu będzie trudno cię czymś zaskoczyć. Stworzysz własną kolorową zbroję, która osłoni cię od większości problemów, po czym dumnie i prężnie pójdziesz naprzód – z tarczą, nie na tarczy.

Do dzieła!