Miłość na celownikuTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Wstęp

I

nternet to nasza nowa rzeczywistość i choć wiele osób wciąż traktuje wirtualny świat z mniejszą lub większą podejrzliwością, to warto poznać obowiązujące w nim zasady. Czy i czym różnią się one od tych, które obowiązują w tradycyjnych formach zawierania znajomości? Jak postępować, by zapewnić sobie sukces, a zarazem uniknąć możliwych pułapek? Chcemy wam szczerze odpowiedzieć na te pytania.

Właśnie dlatego postanowiłyśmy przytoczyć w książce autentyczne wypowiedzi osób korzystających z portali i aplikacji randkowych i odnieść się do nich, na ich podstawie tworząc coś w rodzaju instrukcji obsługi randek w Internecie. Oczywiście wiele zawartych tu komentarzy ma wartość uniwersalną, to znaczy przyda się także tym, którzy od początku wolą rozwijać osobiste wątki w tak zwanym „realu”.

Nie porównujemy tu portali i aplikacji, nie oceniamy ich, a także nie reklamujemy. Stoimy na stanowisku, że w wielu sytuacjach taki sposób kontaktu może być dobrą formą poszukiwania miłości. Niniejsza książka nie jest więc miejscem rozważań, czy wirtualny świat jest lepszym czy gorszym miejscem do zawierania znajomości, ale próbą przedstawienia zjawiska, którego nie powinniśmy ignorować, gdyż...

…w roku 2013 odnotowano już ponad 400 milionów internautów w Europie. Polacy stanowią ósmą najliczniejszą populację internautów na naszym kontynencie: w lutym 2020 roku było nas w sieci niemal 28,1 mln. W roku 2012 aż 38 mln Europejczyków miesięcznie szukało miłości w Internecie. W Polsce robi to już ponad 5 mln[1]. Jest to ogromna grupa. Jeśli więc jesteś sam lub sama, może właśnie wśród nich znajduje się twój przyszły partner lub partnerka[2]?

Te statystyki wydają się kuszące, prawda? Warto zatem przyjrzeć się zaletom tego narzędzia:

– Możemy nawiązać tą drogą kontakt z tymi, którzy poruszają się innymi drogami, bo przecież można mieszkać bardzo blisko siebie i nigdy się nie spotkać.

– Mamy szansę znaleźć osoby o podobnych zainteresowaniach, pasjach, jeśli więc nawet nie spotkamy miłości, nasze życie wzbogaci się o nowe, interesujące znajomości.

– Dzięki opisom i wymianie informacji szybko się zorientujemy, czy dana osoba jest dla nas odpowiednia.

– Nie musimy wyczekiwać okazji do nawiązania kontaktu, gdyż odezwanie się do kogoś jest czymś oczywistym.

– Łatwo także wycofać się z kontaktu, gdy uznamy, że nie chcemy go kontynuować.

A więc do dzieła!

W naszym randkowym kompendium przeczytacie między innymi o tym:

• jak przygotować się do poszukiwania miłości, bo czasem szukamy i… nie znajdujemy;

• z czym warto się zmierzyć, by przeszłość nie rzucała cienia na nasze szczęście;

• jak pokonać lęk i obawy;

• jak wyjść ze starych schematów;

• w jaki sposób się zaprezentować, by nie wysyłać mylnych sygnałów;

• jak wybierać właściwie;

• jak i kiedy przenieść znajomość do realnego świata.

Życzymy wam, żebyście znaleźli prawdziwą miłość.

Aorki

[1] Europe Digital Future in Focus 2013 to najnowszy raport opublikowany przez firmę badawczą comScore. Źródło: SocialPress. Pozyskane z książki: J. Godecka, Szczęście w miłości, Warszawa 2019.

[2]J. Godecka, Szczęście w miłości, Warszawa 2019.

Rozdział 1

O rozczarowaniach, czyli o tym, co rzuca cień na nasze szczęście

Rozczarowanie jest dla duszy tym, czym burza dla powietrza.

Friedrich von Schiller

P

ełna zgoda ze słowami Friedricha! Bo to oznacza, że nawet jeśli rozczarowanie rozsnuje nad nami czarne chmury, to prędzej czy później znów zaświeci dla nas słońce… Mniejsze lub większe rozczarowania w miłości są częścią życia. Wyobrażacie sobie świat, w którym nikt nigdy nie doznaje zawodu? Gdzie każdy wiąże się z pierwszą osobą, która wpadła mu w oko? A potem… żyli długo i szczęśliwie. Kto by nie chciał?! ALE… takie rzeczy tylko w bajkach. Jeśli jesteś jedną z tych osób, które wciąż w nie wierzą – czas wrócić na ziemię i poszukać swojego szczęścia właśnie tutaj!

MASZ PECHA CZY ŹLE WYBIERASZ? – o tym, dlaczego wciąż wchodzimy w związki bez przyszłości

Sylwia: Pamiętasz nasze czaty i transmisje na żywo[1], podczas których odpowiadałaś na pytania internautów? Miałam wtedy wrażenie, że niektórzy dają nam jasno do zrozumienia, że są już bardzo zniecierpliwieni, rozczarowani i stracili chęć, by ponownie próbować kogoś poznać. A jednak, z jakiegoś powodu, zwracali się do nas i szukali odpowiedzi na swoje pytania. Pamiętam 36-letnią kobietę, która pisała, że od dwóch lat jest sama i nie chce się więcej z nikim związać, bo – jak twierdziła – jest po czterech nieudanych związkach i „ma dość pijaków, damskich bokserów i nierobów”[2]. Uznała, że nie może trafić na „normalnego faceta”. Dlaczego wpadała wciąż na „ten sam model”?

Joanna: Nieudane związki, jakie tworzy ta dziewczyna, prawdopodobnie są wynikiem wcześniejszych doświadczeń. Jak sądzę, nie najlepszych. Skoro sytuacja powtarza się wielokrotnie, w tym przypadku aż cztery razy, to znaczy, że z jakiegoś powodu przyciąga, czy też wybiera, określony typ. Na niewłaściwych ludzi nie trafiamy bowiem przypadkowo i nie ma to żadnego związku z pechem. Karl Gustaw Jung powiedział kiedyś: „Póki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie to kierowało twoim życiem, a ty będziesz to nazywać przeznaczeniem”. To znaczy, że kiedy z tajemniczych powodów ciągle wchodzimy w relacje z góry skazane na niepowodzenie, musimy uświadomić sobie, co się dzieje. Ktoś, kto nagminnie tworzy podobne związki, prawdopodobnie doznał jakiegoś nadużycia w przeszłości, na przykład w rodzinie. W ten sposób utrwala w sobie przekonanie, że miłość rani. I nawet jeśli obiecuje sobie, że kolejnym razem będzie inaczej, to mimo wszystko reaguje na sygnały wysyłane przez ten konkretny (niewłaściwy dla siebie) typ osób. Podobnie było w przypadku chłopaka, który prosił mnie o radę, bo – jak twierdził – zawsze trafia na dziewczyny szukające „tatusia”, czyli kogoś, kto będzie się nimi zajmował i traktował je jak księżniczki. Zwykle były to osoby z rozbitych rodzin. On twierdził, że na nie „trafia”, a ja – że takie wybiera i gdyby się sobie przyjrzał bliżej, zauważyłby, że to on daje sygnały i zachęca do siebie określony typ kobiet. Nawet jeśli potem doznaje rozczarowania z powodu tych wyborów.

Aby po raz kolejny nie powtarzać tej samej historii, trzeba zmienić wzorzec postępowania. Nieudane relacje to dla nas sygnał, że coś „nie działa”. W życiu bowiem nie ma sukcesów i porażek. To my tak je określamy. Są natomiast sytuacje, w których wszystko idzie gładko, i takie, w których coś nie działa. Trzeba się zastanowić co.

Gdybym kupiła sobie samochód tylko dlatego, że jest w moim ulubionym kolorze, nie sprawdzając, co ma pod maską, to mogłoby się okazać, że swoim pięknym autem przejadę dwa kilometry, i koniec. Zepsuł się. Wracam więc i kupuję kolejny, na tej samej zasadzie – podoba mi się kolor, płacę, wsiadam. Tym razem przejechałam dwa metry… Znowu to samo. Dopóki nie zmienię wzorca, czyli nie nauczę się, żeby zajrzeć pod maskę i zainteresować się stanem technicznym, będę kolekcjonować bezużyteczne samochody.

Podobnie powinniśmy popatrzeć na nieudane związki. To samochód, który wygląda z pozoru atrakcyjnie, ale zdarza się, że brak mu silnika. Powinnam więc zacząć patrzeć z innej perspektywy. Bo nie tylko samochód zawinił. Również ja, ponieważ ignorowałam pewne sygnały.

Sylwia: Z rozmów z użytkownikami Sympatii wiem, że często czują dystans związany z przykrymi przeżyciami w poprzednim związku. Jedna z dziewczyn, która poznała fajnego faceta, pytała: „Co mam zrobić, żeby się otworzyć, nauczyć znów mówić o uczuciach, i co zrobić, żeby go nie ranić i nie pozwolić, żeby się zepsuło?”. Powiedziałaś wtedy, że uczucie wymaga zaufania, a zaufanie wyklucza lęk. I że nikt nie da nam nigdy gwarancji pełnego bezpieczeństwa w życiu. Jak więc się pozbierać, spróbować zaufać?

Joanna: Albert Einstein powiedział, że „Każdy z nas ma dwie rzeczy do wyboru – jesteśmy albo pełni lęku, albo pełni miłości”. I jest to fakt. Mowa tu oczywiście o stanie miłości szerzej pojętej, co oznacza, że ufamy światu, ufamy sobie, kochamy siebie, zależy nam na sobie i na naszym otoczeniu również. Przy takim nastawieniu koniec związku jest dla nas przykry, ale nie dewaluuje nas samych. To tak, jakbyś myślała: „Żałuję tego, co się skończyło, jestem smutna, ale nadal zależy mi na sobie i czuję się kimś wartościowym – zaczekam więc, aż pogodzę się ze swoją stratą, i ponownie dam sobie szansę na szczęście”. Niestety u wielu osób, z którymi pracuję, dominuje lęk. Po rozstaniu następuje negowanie siebie: „Skoro ktoś odszedł ode mnie, to znaczy, że… zrobiłam coś źle, zepsułam, nie zasługuję na miłość, jestem nie dość…” i tu lista: atrakcyjna/y, ładna/y, mądra/y i tak dalej. „Jeśli partner odszedł do innej, to znaczy, że ona jest ode mnie bardziej…” i tu ta sama lista. I tak dalej. Jesteśmy skupieni nie tylko na rozstaniu, ale także na analizowaniu tego, co jest z nami nie tak. Nie czujemy się dostatecznie dobrzy. A kiedy już się w tym myśleniu utwierdzimy, to budzi się w nas lęk, że sytuacja się powtórzy. I jak tu się otworzyć? Po co? Żeby znowu bolało?! W efekcie zaczynamy wysyłać sprzeczne sygnały: Chciał(a)bym, ale się boję. Mogę spróbować, ale nie rób mi krzywdy. To nie zapowiada dobrego związku, gdy jedna ze stron określa się jako ofiarę i prosi o taryfę ulgową. Nie można budować relacji na nieustannym kalkulowaniu, co powiedzieć i jak się zachować, żeby przypadkiem nie urazić drugiej strony. Oczywiście, delikatność jest wskazana, ale jeśli wynika z empatii, a nie emocjonalnego szantażu.

 

Kiedy ktoś przychodzi do mnie z takim tematem, że jest w jej/jego życiu ktoś, kto się boi, więc jak tu go oswoić, to sugeruję, aby dać tej osobie wyraźny sygnał, że nie piszemy się na misję ratunkową, tylko na relację, w której obie strony są gotowe ponieść ryzyko.

Jeśli masz wrażenie, że wciąż wybierasz niewłaściwe osoby:

@ Weź pod uwagę, że mamy skłonność do wchodzenia w sytuacje, które dobrze znamy i w których czujemy się „bezpiecznie” – wolimy więc wybrać gorszą, ale znaną nam opcję. Dlatego przyjrzyj się temu, co robisz.

@ Lubimy otaczać się ludźmi, których „instrukcję obsługi” znamy, a w towarzystwie osób mówiących „innym językiem” czujemy się zagubieni. Zauważ, na jakie sygnały reagujesz.

Twój lęk to twoja odpowiedzialność. Przyjmij ją. Jeśli tego nie zrobisz, będziesz brodzić po płytkiej wodzie, a miłość to nie jest kałuża. To żywioł, któremu trzeba zaufać, by móc się w nim zanurzyć.

I jeszcze jedno: niestety, misje ratunkowe podejmują zwykle osoby, które mają obniżoną samoocenę i chcą udowodnić, że są wspaniałe. W zamian oczekują jednak wdzięczności. „Tyle dla ciebie robię, więc ty będziesz mnie kochać”. To się w życiu nie sprawdza!

JAK ZAPOMNIEĆ O ZDRADZIE – o tym, czy wybaczenie to oznaka słabości

Sylwia: A co ze zdradą? Mam wrażenie, że w tym wypadku już trochę trudniej nie porównywać, a jeszcze trudniej zaufać ponownie. Dzielimy z kimś nasz czas, zaangażowanie, darzymy zaufaniem, po czym mierzymy się ze skokiem w bok. Badania pokazują, że bardzo trudno jest nam się uporać z takimi doświadczeniami. Na liście sytuacji kryzysowych prowadzących do rozstania to właśnie zdrada zajmuje pierwsze miejsce. Aż jedna trzecia osób zbadanych nie pokonała takiego kryzysu w związku, a dla ponad połowy osób, które miały problem z poradzeniem sobie z tą sytuacją, zakończyło się to rozstaniem[3].

Joanna: To oczywiste, że zazwyczaj po zdradzie pojawia się podejrzliwość, niepewność czy – w przypadku par, które nie decydują się na rozstanie – nadmierna kontrola. Zdrada sprawia, że tracimy poczucie własnej wartości, czujemy się poniżeni, nieatrakcyjni. W mojej pracy często wspieram osoby, które zostały zdradzone przez partnera, ale staram się im uświadomić, że mają wybór. Jeśli absolutnie nie umiem się pogodzić z tym, co się stało – jest nim rozstanie, a kiedy chcę ratować związek – akceptacja. Akceptacja nie jest aprobatą. To podejście oparte na zrozumieniu i wierzcie mi, że zrozumienie uwalnia nas od tego, co w zdradzie najgorsze, czyli od życia w lęku.

Jeśli się rozstajemy, to najgorszą tego konsekwencją jest postanowienie i dawanie wszystkim dookoła do zrozumienia, że teraz nie będę już nikomu ufać, że nie dam się złapać na kolejne miraże szczęścia. To przede wszystkim pozbawianie siebie samego szansy na odbudowę poczucia bezpieczeństwa emocjonalnego, a także ciągłe bycie w defensywie. Taka postawa z góry zakłada kolejne porażki i zranienia, gdyż pamiętajmy, że często otrzymujemy to, czego oczekujemy. Dużo lepiej będzie, gdy wybaczymy i pójdziemy dalej – bez żalu i złości, które nie są nam potrzebne w dalszej wędrówce.

Sylwia: Każdy, kto został zraniony, myśli sobie pewnie teraz, że to, delikatnie mówiąc, niesprawiedliwe podejście i oznaka kapitulacji. „Ja się nacierpiałam, dałam wykiwać, przepłakałam wiele nocy i teraz mam nad tym przejść do porządku dziennego, jakby nic się nie stało? Z otwartością oczekiwać kolejnej osoby, która znów mnie omami, uśpi czujność i znów oszuka?”

Joanna: Wybaczenie to nie wyraz słabości, lecz akt siły i gotowości na to, co nowe. I wcale nie oznacza, że od tej pory mamy wymazać wszystko to, co się wydarzyło. Wybaczmy, ale mądrze. Postarajmy się zrozumieć, dlaczego w naszym ekszwiązku doszło do zdrady. Zawsze zachęcam, by osoba zdradzona odpowiedziała sobie na podstawowe pytanie: „Jaką potrzebę chciał zaspokoić mój partner/partnerka, zdradzając mnie?”. To najważniejszy element zrozumienia tej trudnej sytuacji. Sytuacji, która z oczywistych powodów nurtuje nas i budzi kolejne pytania. Ważne jest przy tym, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy szczerze chcemy poznać i zrozumieć przesłanki, jakimi kierował się partner, czy może raczej uspokoić nasze zranione ego – bo to ogromna różnica! Jeśli naprawdę jesteśmy gotowi zmierzyć się z prawdą, przyjdzie czas na konfrontację. Dojdziemy do wniosku, że być może ktoś czuł się przy nas samotny, znudzony, mało atrakcyjny. To może być dla nas trudne, ale jednocześnie oczyszczające i stawiające drogowskaz na przyszłość. Z kolei najgorsze pytanie, jakie możemy sobie zadać w tej sytuacji, to: „Co miał ten KTOŚ, czego nie mam ja? Co dał mojemu partnerowi/partnerce, czego ja nie byłam/byłem w stanie dać?”. Porównywanie się nigdy nie da nam jednoznacznej odpowiedzi. Lepiej skonfrontować się z faktami. Ważne jest też, aby zrozumieć, że bez względu na to, czy ktoś nas zdradził czy nie – nadal jesteśmy tą samą osobą. Nie inną i nie gorszą niż sprzed zdrady. Postarajmy się oddzielać swoje urażone ego od tego, co naprawdę o sobie myślimy.

Jeśli nie możesz zapomnieć o dawnej zdradzie:

@ Potraktuj zdradę jako kryzys będący zakończeniem pewnego etapu i początkiem czegoś nowego – nowego podejścia, lepszego zrozumienia siebie i potrzeb innych osób.

@ Pora zrozumieć, że żaden związek nie jest idealny – czasem zaczyna w nim czegoś brakować i nie wszystko udaje się zracjonalizować.

@ Wybacz, ale pamiętaj, że wybaczenie nie jest wyłącznie aktem wspaniałomyślnego darowania win, lecz uznaniem, że nie ma winy, ponieważ każde wydarzenie, nawet bardzo dramatyczne, jest elementem twojego losu*.

@ Pamiętaj, że „kochać to znaczy także dać się zranić, a gwarancji, o którą wszystkim chodzi, nie będziemy mieli nigdy”**.

@ Masz prawo nie wybaczyć, ale wiedz, że poczucie niesprawiedliwości będzie dla ciebie bagażem, który zrzucisz z siebie dopiero w chwili, gdy zostawisz przeszłość za sobą – ulgę poczujesz wtedy, gdy pomyślisz o dawnej zdradzie bez smutku i złości.

* Opracowane na podstawie fragmentów artykułu Joanny Godeckiej pt. Dlaczego warto wybaczać?, Sympatia.pl, Porady, Eksperci [dostęp: 10.12.2019].

** Kochać to także dać się zranić, Sympatia.pl, Porady, Sympatia radzi [dostęp: 9.07.2019].

Jeśli natomiast nie dostrzegamy jasnej przyczyny zdrady poza samym charakterem naszego/naszej eks, gdyż jest osobą nielojalną i czujemy się wykorzystani, to lepszym wariantem od myślenia „jestem ofiarą, zostałem oszukany” jest powiedzenie sobie: „Źle wybrałem i następnym razem zrobię to dobrze”. Nie stracimy poczucia sprawczości i traktujemy siebie podmiotowo.

ZAUFANIE CZY PODEJRZLIWOŚĆ? – o tym, na jakim etapie warto zaufać na sto procent

Sylwia: Poczucie zawodu w związkach – to jedno. A co z rozczarowaniami związanymi z poszukiwaniem miłości? Mam na myśli powtarzający się scenariusz: w portalu czy aplikacji randkowej zauważamy kogoś, kto wzbudza w nas fajne emocje. Umawiamy się na randkę – pierwszą, potem drugą – i nagle ten ktoś się wycofuje. Albo jeszcze gorzej – daje nam wprost do zrozumienia, że szuka przygody. Kiedyś powiedziałaś[4], że kiedy niecierpliwie wypatrujemy miłości, często widzimy to, co chcemy zobaczyć. Nie bierzemy pod uwagę możliwości, że to, co się nam tak podoba, to nasza projekcja albo „reklamowe demo”. Co to znaczy?

Joanna: Zanim zaczniemy snuć plany o wspólnej przyszłości, najpierw warto się przekonać, jakim człowiekiem jest ten, którym jesteśmy zauroczeni. Bo umówmy się, pierwsza czy druga randka nie zweryfikuje, co kryje się pod tajemniczymi uśmiechami czy miłymi komplementami. Żeby kogoś poznać, trzeba czasu, rozmów, spotkań. Ufajmy, bo to podstawa, by relacja mogła się rozwinąć, ale nie bezgranicznie i bezkrytycznie. Bądźmy ciekawi, ale i uważni. Inaczej staniemy się zbyt łatwą zdobyczą, którą można sobie okręcić wokół palca. Słuchajmy i ufajmy także swojej intuicji, instynktownym reakcjom i emocjom. I przede wszystkim nie interpretujmy cudzych niejasnych słów lub zachowań na naszą korzyść. Jeśli on/ona mówi nam na przykład: „Nie wiem jeszcze, czy chcę wchodzić w stały związek”, nie dopowiadajmy sobie, że jeśli będziemy mili i sympatyczni, to przekonamy tę osobę, że powinna się na to zdecydować. Albo gdy ktoś mówi: „Kiedyś chcę mieć dom i rodzinę”, to nie zakładajmy z góry, że to jest coś w rodzaju deklaracji. Bo nie jest. Jeśli cokolwiek budzi naszą wątpliwość czy niepewność – mówmy o tym, zadawajmy pytania, nie zostawiajmy znaków zapytania. Jeśli coś nas niepokoi, dlaczego mamy narażać siebie na rozczarowania? Zaczekajmy, zatrzymajmy się, upewnijmy, że to osoba, którą warto obdarzyć zaufaniem. Dla zobrazowania sytuacji – nastawmy strzałkę kompasu na wyznaczony przez nas kierunek i nie zbaczajmy z niego. Nie zadowalajmy się skrótami, bo zwyczajnie możemy zabłądzić. Jeśli osiągniemy cel, jeśli TA osoba i TA relacja będzie spełniać nasze oczekiwania, wtedy zaangażujmy się na sto procent.

Sylwia: Kiedy w takim razie na pewno jest za wcześnie, żeby zaangażować się w nową relację?

Joanna: Warto być uważnym – ale nie podejrzliwym, śledząc bacznie najmniejszy krok czy interpretując każde wypowiedziane słowo partnera. Istnieje wiele sygnałów, które powinny zapalić czerwoną lampkę. Podam kilka przykładów. Jeśli ktoś wciąż wraca do wspomnień związanych z ekspartnerem – to oczywisty znak, że nie jest gotowy na nowe zobowiązania. Jeśli mamy wrażenie, że to nam bardziej zależy, że bardziej się staramy, to my nawiązujemy kontakt, proponujemy spotkania, częściej idziemy na kompromisy, by zadowolić drugą stronę – możemy być prawie pewni, że wcześniej czy później dotrze do nas, że dajemy zbyt wiele, ale sami otrzymujemy zbyt mało. Gdy druga strona wydaje się wciąż niezadowolona, jeśli stosuje oskarżycielski ton, jeśli obwinia za swoje niepowodzenia nas lub innych, jeśli mamy wrażenie, że bez przerwy szuka dziury w całym – miejmy świadomość, że w pewnym momencie sytuacja nas przytłoczy. Jeśli ktoś po raz kolejny nie wywiązuje się ze zobowiązania, jeśli przyłapujemy kogoś na kłamstwie – możemy podejrzewać, że w takiej relacji nie poczujemy się bezpiecznie, a znaki zapytania będą się mnożyć. Jeśli ktoś zaczyna nową znajomość od rozpamiętywania w stylu: „mam kiepskie doświadczenia i boję się zaufać”, „zostałem zraniony”, zapewne trudno nam będzie przebić się przez mur obaw i bagażu doświadczeń, bo taka osoba nie zamknęła przeszłości.

Jeśli uważasz, że zbyt często stajesz się łatwym celem osób o wątpliwych intencjach:

@ Kiedy czegoś nie rozumiesz, masz wątpliwości, nie bój się zadawać pytań.

@ Reaguj na sygnały, które wzbudzają twój niepokój.

@ Nie wierz w to, że początkowa chemia wystarczy, by stworzyć trwały związek.

@ Miej swoje oczekiwania i komunikuj je drugiej stronie.

@ Nie zgadzaj się zbyt łatwo na ustępstwa i wymuszone kompromisy.

@ Dowiedz się, z jakiej rodziny on/ona pochodzi i jakie panują tam relacje.

@ Poznaj wartości, priorytety, cele i potrzeby drugiej strony.

@ Poznaj historię poprzednich związków potencjalnego partnera i powody, dla których przestały one istnieć.

 

@ Dowiedz się, jaki ten ktoś ma stosunek do poprzednich partnerów i jak się o nich wyraża.

ALE gdy… druga strona autentycznie interesuje się naszym stanem emocjonalnym, dzieli się z nami radością czy smutkiem, porusza kwestie związane z budowaniem wspólnej przyszłości, rozmawia z nami o uczuciach – to sygnał, że jest zainteresowana rozwijaniem bliskości. Ktoś, kto rozmawia z nami o tym, co jest dla nas ważne, wspiera nas lub sam szuka porady, liczy się z naszym zdaniem w ważnych dla siebie kwestiach, otwarcie wyraża opinie czy poglądy i, w końcu, zapewnia nam poczucie, że szanuje nasze decyzje czy poglądy, nawet gdy się z nami nie zgadza – daje bardzo jasne sygnały, że dba o dobrą komunikację i naprawdę może być zainteresowany poważnym związkiem.

Sylwia: W trakcie pisania tego rozdziału otrzymałam e-mail od Tadeusza, który twierdzi, że jeszcze kilka lat temu kontakt z dziewczynami był, jego zdaniem, o wiele łatwiejszy, że pisało się krótką wiadomość, proponowało spotkanie i to wystarczyło, żeby umówić się na randkę. Kobiety częściej też same zagadywały, a dziś, jak zauważa, jest z tym spory kłopot:

Widzę, jak wiele dziewczyn jest zamkniętych przez bolesne doświadczenia z przeszłości. Trochę mi o tym pisały, a ja się bardzo cieszyłem, że ktoś się przede mną otwiera. Myślałem, że będzie sukces. Ale niestety, dostawałem odpowiedzi w stylu: „Nie jestem gotowa na związek”, i zamykały profil. Jest wiele naprawdę fajnych dziewczyn na tym portalu, ale często tak to się kończy. Chciałbym coś zrobić, aby tym wszystkim zranionym sercom pomóc, ale niestety nie widzę na to żadnego sposobu.

Joanna: No właśnie, czyli temat jak najbardziej aktualny. Wiesz, co nam najbardziej przeszkadza w podejmowaniu ryzyka? Brak wiary w siebie. Mam wrażenie, że w naszym kraju jest to duży deficyt. Często nie jesteśmy przygotowani na sytuacje, które są w życiu normalne, a my je traktujemy jak koniec świata. To, że związek może się nie udać, że ktoś może stwierdzić na pewnym etapie, że nie chce się angażować itp. To się przecież często zdarza! Każdy z nas kogoś „odrzucał” i był „odrzucany”. Ujmuję to w cudzysłów, ponieważ to nie jest tak naprawdę odrzucenie, ale prawo wyboru. Więc nie traktujmy się jak figurki z kruchej porcelany. Tak się czujesz? Podnieś swoją samoocenę, pokonaj swoje lęki! Ani Tadeusz, ani nikt inny nie ma takiej możliwości, bo jesteśmy dorośli i sami jesteśmy odpowiedzialni za to, co dzieje się z naszym życiem.