Bądź pewna siebieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Specjalne podziękowania dla Elżbiety Nowalskiej, socjolożki i mojej wieloletniej Przyjaciółki, autorki książek poświęconych rozwojowi wewnętrznemu człowieka, które niezmiennie mnie inspirują do odkrywania dróg… Rozdział poświęcony praktyce duchowej jest tego rezultatem.

Projekt okładki: Pola i Daniel Rusiłowiczowie

Redaktor prowadzący: Bożena Zasieczna

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Bogusława Jędrasik

© for the text by Joanna Godecka

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN 978-83-287-0779-5

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2018

Spis treści

Wstęp

Rozdział 1: Po czym poznać, że samoocena zawodzi

Rozdział 2: Jak samoocena wpływa na nasze codzienne życie

Rozdział 3: Teatry dwa, czyli sposoby, które pomagają nam radzić sobie z obniżoną samooceną

Rozdział 4: Diagnoza

Rozdział 5: Działania w obrębie logiki

Rozdział 6: Działania „energetyczne”, czyli pogaduszki z podświadomością

Rozdział 7: Siła wizualizacji i afirmacji

Rozdział 8: Świadome życie

Rozdział 9: Praktyka integrującej obecności

Rozdział 10: Praktyka duchowa w podnoszeniu poczucia własnej wartości

Rozdział 11: Trening samooceny – podnieś ją w 30 dni

Bibliografia

Wstęp

Poczucie własnej wartości to pojęcie, na którym w ostatnim czasie coraz częściej skupia się uwaga osób zainteresowanych rozwojem i poprawą jakości własnego życia.

Można powiedzieć, że od samooceny zależy wszystko – to, jak się czujemy i czy uważamy nasze życie za dobre i konstruktywne, czy mamy poczucie bezpieczeństwa, celu, czy osiągamy sukcesy, jak wyglądają nasze relacje z ludźmi i tak dalej.

Jest to bowiem stan psychiczny powstały na skutek elementarnej, uogólnionej oceny samego siebie.

Dobra samoocena to znakomity punkt wyjścia do eksplorowania tego, co oferuje nam życie. Wyposażeni w nią traktujemy wzloty i upadki jako naturalne zdarzenia, nie zrażamy się porażkami i śmiało podejmujemy rozsądne ryzyko. Jesteśmy wewnątrz sterowni, niezależni w swoich opiniach i bez oporów bierzemy za siebie odpowiedzialność.

Kiedy poczucie wartości szwankuje, z definicji nie wierzymy w dobry obrót spraw, gdyż nie mamy odwagi zobaczyć siebie w gronie zwycięzców. Dlatego nasza strategia jest defensywna, manipulacyjna lub agresywna w myśl zasady, że atak jest najlepszym sposobem obrony. W sytuacjach społecznych i osobistych grywamy role ofiary, outsidera, męczennika, agresora lub staramy się zadowolić każdego. Jednakże każda z tych postaw coraz mocniej odcina nas od prawdziwego źródła siły, jaką jest zaufanie do siebie.

Oczywiście w życiu każdego człowieka pojawiają się wyzwania, sytuacje trudne, w których zadajemy pytanie: „Czy sobie poradzę?”. Pewne wydarzenia albo osoby mogą zachwiać naszym poczuciem własnej wartości. Jednak gdy ufamy sobie, wychodzimy tym doświadczeniom naprzeciw, zakładając, że istnieją szanse na zwycięstwo.

Oto historia, która mi się przydarzyła:

Pierwszy kierunek studiów, który obrałam, to dziennikarstwo, więc obecność w mediach była i jest częścią mojego zawodowego życia. Najczęściej dotyczy codziennej prasy i periodyków, ale zdarza mi się odwiedzać stacje telewizyjne, gdy potrzebny jest komentarz do zagadnień, którymi się zajmuję.

Wiele lat temu doświadczyłam czegoś tyleż zaskakującego, co nieprzyjemnego. Otóż w czasie trwania programu na żywo, którego byłam gościem, moja wyobraźnia powędrowała gdzieś daleko poza studio i nagle wyobraziłam sobie tysiące osób patrzących na mnie i słuchających mojej wypowiedzi. A co, jeśli palnę jakieś głupstwo? W czasach panowania Internetu natychmiast stanę się obiektem kpin. W tym momencie ogarnął mnie lęk. Wydawało mi się, że przez moje zaciśnięte gardło nie wydobędzie się nawet najkrótsze słowo. Panika! Gdyby istniał jakiś magiczny guzik, który mógłby katapultować mnie z tego miejsca, natychmiast bym go nacisnęła. Niestety, niczego takiego nie było. Minęła chwila, zanim udało mi się wrócić do jakiej takiej równowagi i choć nikt niczego nie zauważył, dla mnie było to traumatyczne doświadczenie. Gdy następnym razem dostałam podobne zaproszenie, byłam bardzo niespokojna. A co, jeśli sytuacja się powtórzy? I wiecie co? Tak właśnie się stało. Znowu poczułam paraliżujący lęk.

I tutaj właśnie pojawia się kwestia wyboru. Wycofać się? Uciekać? Uznać swoją niemoc i zrezygnować z dalszych eksperymentów? Pozwolić, by lęk rozpanoszył się i zajął kolejną bazę? Tak jest bowiem zawsze. Gdy spada zaufanie do siebie, triumfuje lęk. Samoocena staje się coraz bardziej krucha.

W moim przypadku te wydarzenia stały się początkiem długiej batalii, która w konsekwencji bardzo przyczyniła się do mojego rozwoju. Próbowałam wielu sposobów na to, by odzyskać swobodę, kreatywność i… możliwość decydowania o sobie – o tym, co będę robić, bo tak chcę. Skończyłam prestiżowy kurs improwizacji aktorskiej, zagrałam w filmie fabularnym, zaliczyłam mnóstwo zajęć z zakresu rozwoju osobistego, nie mówiąc już o przeczytaniu niezliczonej liczby książek, zgłębianiu teorii mniej lub bardziej nowatorskich. Uwierzcie, naprawdę namęczyłam się, żeby móc powiedzieć lękowi: Znikaj! Udało mi się to dopiero wówczas, kiedy nawiązałam silny kontakt ze sobą i poczułam, że mam wewnątrz wszystko, czego potrzebuję do tego, by iść przez życie z podniesioną głową.

Wreszcie, wybrałam się na kolejne studia, tym razem już tylko po to, by rozwinąć warsztat pracy z ludźmi i móc wspierać ich w pokonywaniu własnych lęków.

Jak widzicie, czasem to, co próbuje nas ograniczyć, staje się wstępem do czegoś wręcz przeciwnego – do ekspansji, rozwoju i ostatecznego zwycięstwa. Potrzebujemy jedynie wiary w siebie, determinacji i konsekwencji. Namawiam Was do wejścia na tę drogę. Każda niekomfortowa dla nas sytuacja ma w sobie potencjał.

Rozdział 1
Po czym poznać, że samoocena zawodzi

Czasem nie jesteśmy tego świadomi. Szczególnie gdy mamy zwyczaj przechodzić nad wieloma niekomfortowymi zjawiskami do porządku dziennego, tłumacząc sobie: „Och, taki już jestem”, „Inni po prostu mają łatwiej”, „Nie każdy ma szczęście”, „Życie to walka”. Pomijam fakt, że takie ograniczające przekonania nie służą sukcesom, ale dodatkowo sprawiają, że przyczyny niepowodzeń umiejscawiamy w obszarze, na który, jak sądzimy, nie mamy wpływu. A to nie jest prawda.

Albert Einstein, który, jak przeczytacie za chwilę, także zmagał się z kompleksami (nie do pomyślenia, prawda?), powiedział niezwykle inspirującą rzecz. Otóż stwierdził on, że najważniejsze pytanie, jakie powinien zadać sobie każdy człowiek, brzmi: „Czy wszechświat jest dla mnie bezpiecznym miejscem?”. Dlaczego to takie istotne? Odpowiedź na to fundamentalne pytanie przesądzi bowiem o tym, co zrobimy ze swoim życiem. Czy będziemy budować mury, czy mosty?

Pokuszę się o wniosek, że znaczną część mostów zbudowały osoby z dobrą samooceną.

Czynniki, które skłaniają nas

do stawiania murów

Nieśmiałość

Można powiedzieć, że to najpowszechniej występujący sygnał mający źródło w obniżonej samoocenie. Dla jednych progiem nie do pokonania jest wejście do pokoju, w którym znajduje się kilka obcych osób, umówienie się na randkę lub rozmowę kwalifikacyjną, dla innych dokonanie prezentacji na zebraniu w firmie lub występ na scenie przed wielkim gremium. W gruncie rzeczy to nieważne, czy twoja publiczność zajmuje jedno krzesło, czy tysiąc – mechanizm jest ten sam.

Kilka wypowiedzi osób dotkniętych silną nieśmiałością:

Ewa, 19 lat: „Kiedy wchodzę do pomieszczenia pełnego nieznanych osób, odczuwam jakby paraliż. Czuję, że moje ciało sztywnieje, a ruchy stają się niezręczne. Staram się uśmiechnąć, ale mięśnie twarzy są także zesztywniałe, a kąciki ust drżą. Czuję się okropnie, mam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą i zauważają moje skrępowanie, więc jak ognia unikam takich sytuacji”.

Marek, 34 lata: „Na co dzień wydaję się wyluzowany. Kiedy jednak miałem przedstawić swój projekt przed całym zespołem, przeżyłem jakieś niewyobrażalne męki. Suchość w ustach, pustka w głowie, głos mi drżał, w dodatku poczułem, że się czerwienię, co już totalnie mnie obezwładniło. Wyobrażałem sobie, że wszyscy patrzą na mnie z politowaniem. Nigdy więcej nie chcę już tego przeżywać”.

 

Matylda, 26 lat: „Na każdej pierwszej randce (a niestety zazwyczaj na tym etapie się kończy) czuję się jak automat zaprogramowany na katastrofę. Zaczynam coś mówić bez składu i ładu, mam problem z patrzeniem na chłopaka, więc uciekam wzrokiem w bok. Robię z siebie kompletną idiotkę, co więcej – mam tego świadomość i nie mogę niczego zrobić. Jak w pułapce”.

Według badań profesora Philipa Zimbardo[1], psychologa z Uniwersytetu Stanforda, aż 93 procent ludzi co najmniej kilka razy w życiu doświadczyło silnego stresu związanego z nieśmiałością. Z dalszych badań wynika, że za osoby nieśmiałe uważa się 60 procent Japończyków i 40 procent Amerykanów. Z kolei w Izraelu ta przypadłość dotyka tylko 25 procent populacji. Krajowi eksperci ostrożnie szacują liczbę nieśmiałych Polaków na 60 procent. Te dość znaczne różnice wynikają z modelu społecznego i wychowania. Wyższy wskaźnik w Japonii i Polsce wynika w pierwszym przypadku z obarczania dzieci nadmierną odpowiedzialnością i wysokich wymagań rodziców, w drugim z polsko-katolickiego etosu, który zaleca pokorę.

Tak czy owak, ponad połowa osób definiuje siebie jako nieśmiałe. I nie myślcie, że problem dotyczy tylko zakompleksionych szarych myszek. Nic z tych rzeczy.

Do nieśmiałości przyznawały się potężne umysły! Albert Einstein, Abraham Lincoln, Thomas Edison… Także gwiazdy. Barbra Streisand w 1967 roku na scenie zapomniała słów piosenki. Było to dla niej tak druzgocące, że wznowiła swoje koncerty dopiero po 27 latach! O bardzo silnej tremie przed występami mówili także między innymi Madonna i Luciano Pavarotti.

Brak asertywności

Znacie to uczucie, kiedy dopiero po fakcie znajdujecie idealną ripostę lub wpadacie na genialny sposób, aby poradzić sobie z zachowaniem osoby, która jest wobec was niegrzeczna lub też stosuje nacisk, manipulację i inne sztuczki? Jeśli zdarza się to permanentnie, wyrabiamy w sobie wewnętrzne przekonanie, że jesteśmy słabi, pozbawieni umiejętności radzenia sobie z cudzą agresją, presją, wymaganiami. Co wtedy czujemy? Nasza samoocena nie przeżywa wtedy wzlotu, prawda? Podobnie jak w sytuacji, gdy nie potrafimy poprosić o coś, co nam się należy, lub o to, czego po prostu pragniemy. Kiedy na co dzień zmagamy się z brakiem asertywności, życie wydaje się pasmem uników i frustracji.

Zakładam, że czasami umiejętność niewyrażania swojego zdania jest częścią życia społecznego i świadczy o elastyczności i zdolności do kompromisu.

Powstrzymujemy się przed wyrażeniem swojego ja, gdyż:

• Nie uważamy, aby to było ważne w danym momencie (nie o wszystko warto kopie kruszyć). Nie chcemy kogoś zranić (czyli występujemy w czyimś interesie).

• Nie chcemy ponosić konsekwencji (np. w stosunku do osób, które mogą ukarać nas w jakiś sposób, czyli działamy we własnym interesie).

Teraz jednak zajmiemy się sytuacjami, w których kompromis oznacza rezygnację, zaś powodem, dla którego zaprzeczamy sobie, jest niska samoocena.

Asertywność to nie wojowniczość ani też egoizm. Nic z tych rzeczy. Jest to respektowanie swojego prawa do istnienia. Jeśli jesteś asertywny, czujesz i wiesz, że twoje życie należy do ciebie. Nie jesteś agresorem, ale też nie potrzebujesz dorastać do czyichś oczekiwań i spełniać je, jeśli sobie tego nie życzysz.

Gdy asertywność zawodzi, pojawia się lęk przed powiedzeniem słowa NIE w sytuacjach, kiedy należałoby go użyć. Brak nam również odwagi wtedy, kiedy należy zawalczyć o siebie, stanąć we własnej obronie, odważyć się być sobą.

Te kwestie mają też duże znaczenie dla partnerskiej relacji. Czy potrafimy zadbać w niej o naszą indywidualność?

Nic dziwnego, że niedostatek asertywności w efekcie obniża naszą samoocenę i blokuje kreatywność.

Trudno być dumnym z siebie, robiąc na przykład coś, na co nie mamy ochoty, ponieważ boimy się odmówić.

Jak wygląda brak asertywności?

• Nie potrafisz odmówić bez tłumaczenia się. Gdy odmawiasz, masz poczucie winy. Jesteś podatny na manipulację. Nie potrafisz prosić i przyjmować.

• Często usprawiedliwiasz różne swoje zachowania. Zmuszasz się do postępowania aprobowanego przez innych. Ukrywasz uczucia, by uniknąć konfliktów. Unikasz kontaktów z osobami, których zachowanie wywołuje u ciebie konfuzje. Dostosowujesz się do grupy, by nie zostać odrzuconym. Pytasz o pozwolenie, by coś zrobić. Pozwalasz się wykorzystywać. Ulegasz autorytetom.

• Gdy jesteś krytykowany, chcesz się odegrać. Na krytykę reagujesz poczuciem winy. Popełniane błędy wywołują w tobie poczucie winy. Obawiasz się spytać o coś, czego nie wiesz, by nie okazać swej niewiedzy

Warto zadać sobie wtedy pytanie, czy moja samoocena jest dostatecznie dobra? Poczucie własnej wartości pozwala nam bowiem, respektując prawa innych, podążać szlakiem swoich potrzeb.

Brak akceptacji i szacunku dla siebie

Myślenie o sobie w kategoriach: „Coś jest ze mną nie tak”, „Jestem osobą gorszą od innych” skłania nas do życiowej defensywy.

Gdy uważamy, że czegoś nie potrafimy, wycofujemy się lub próbujemy udawać, że jest inaczej.

Kiedy nie podoba nam się własne odbicie w lustrze: za małe oczy, za duży nos, za krótkie nogi itp., staramy się to ukrywać – ubraniem, makijażem. I drżymy, aby ktoś nie dostrzegł naszych mankamentów.

Gdy negujemy swoje myśli i zachowania, których nie lubimy, zazwyczaj zaprzeczamy im lub stajemy się autoironiczni. Na przykład opowiadając o swoich wpadkach, komentujemy z pozorną nonszalancją: „Ależ jestem głupia”, „Kompletna ze mnie idiotka”.

W ten sposób, choć próbujemy chronić siebie, robimy rzecz odwrotną – odrzucamy własną osobę i wyrządzamy sobie tym krzywdę.

Nie ma takiej możliwości, aby mieć dobrą samoocenę i jednocześnie nie czuć szacunku do własnej osoby i nie akceptować siebie.

Poczucie bezradności

Gdy dokucza nam niska samoocena, najczęściej unikamy również brania odpowiedzialności za siebie i rezultat naszych działań. Po co mielibyśmy to robić, skoro zapewne i tak doświadczymy porażki?

Kiedy w dodatku łatwiej jest nam myśleć, że winę za brak naszego szczęścia, powodzenia i zadowolenia ponosi źle urządzony świat – stawiamy się w położeniu ofiary. Typowa dla niej frustracja oraz bezradność z pewnością nie poprawiają samooceny.

Również wtedy, kiedy oczekujemy, że inni ludzie zapewnią nam to, czego potrzebujemy, w głębi serca nie czujemy się wartościowi i kompetentni. Zamiast skupić się na celu i na przykład budować swoją karierę i poczucie spełnienia, w innych obszarach szukamy lokomotywy, do której uda nam się podczepić nasz skromny wagonik.

Czy bierzesz odpowiedzialność za:

• swoje decyzje, wybory i działania,

• realizację własnych pragnień,

• stopień świadomości, z którą podchodzisz do relacji, swojej pracy itp.,

• swoje zachowanie,

• to, co robisz ze swoim czasem,

• własne szczęście,

• swoją samoocenę.

Jeśli nie robisz tego, twoja strategia życiowa spycha cię do drugiego rzędu.

Przewaga lęku nad pozytywnym myśleniem

Doświadczanie życia z poziomu niskiej samooceny sprawia, że wszechświat wydaje się nam niebezpiecznym, a przynajmniej mało przyjaznym miejscem. Miejscem, w którym życiowe wymagania przerastają nas, a negatywne oceny frustrują. Skłania to do myślenia zgodnego z prawem Murphiego[2], że jeśli coś może pójść źle, pójdzie źle. To staje się samospełniającą się przepowiednią.

Osoby z adekwatną samooceną czerpią satysfakcję z odnoszonych sukcesów, a nawet nauki płynącej z ewentualnych wpadek, uważając je za coś, co czasem się zdarza. Czyż myślenie, że przejdziemy przez życie, nie doświadczywszy nigdy żadnej porażki, jest realistyczne?

Jednak nie wierząc w sukces, często już na początku nie angażujemy się dostatecznie i nie staramy, aby tym bardziej nie doświadczyć przykrości związanej z niepowodzeniem.

Na przykład poznając nowe osoby, jesteśmy defensywni i wycofani, bo przecież i tak nas nie polubią. W rezultacie to my wydajemy się zdystansowani i zamknięci. Rezultat? Istotnie, nić sympatii nie nawiązuje się. Dla nas to potwierdzenie przekonania, że jesteśmy nie dość atrakcyjni dla otoczenia.

W pracy przyświecają nam lękowe przekonania, takie jak np. „z wysokiego stołka łatwo spaść”, ponieważ postrzegamy otoczenie jako wrogie i podstępne, a wymagania jako zbyt wysokie. Na życiowe szanse mamy zwyczaj patrzeć od strony zagrożeń i ewentualnych strat, rozważając, co złego może się stać, jeśli podejmiemy ryzyko.

Pracując z osobami o niskiej samoocenie, słyszę często: „Boję się porażki”. Ale to nie jest prawda. W istocie te osoby boją się sukcesu! Gdy uważamy, że się nam nie należy, że jest jedynie dziełem przypadku (czytaj: inni jeszcze nie dostrzegli, jaka jestem beznadziejna), staje się on jedynie pretekstem do bolesnego upadku. O tak, upadek jest nieunikniony! Wydaje się on naturalną konsekwencją chwilowego powodzenia.

To tylko niektóre symptomy, które powinny skłonić nas do refleksji.

Co myślę na własny temat?

Czy swoje życie postrzegam w kategoriach zysków, czy strat?

No i wreszcie, czy uważam, że wszechświat jest bezpiecznym miejscem?

Kilka słów o przyczynach niskiej samooceny

Zazwyczaj jest to skutek błędów w okresie socjalizacji dzieci popełnianych przez rodziców, opiekunów i wychowawców.

Jeśli proces ten przebiega z obustronnym szacunkiem, dziecko uczy się właściwych zachowań, ale nie wpływa to negatywnie na sposób, w jaki postrzega siebie. Zachowuje swoją indywidualność i poczucie wyjątkowości.

Jakie błędy i sytuacje mogą zaburzyć samoocenę

■ Komunikaty zawierające uogólnione toksyczne treści godzące w nasz wizerunek, na przykład: „Do niczego się nie nadajesz”, „Ciągle się guzdrzesz”, „Nie umiesz zrozumieć najprostszej rzeczy”. Powtarzane często utwierdzają nas w przekonaniu, że jesteśmy bezwartościowi.

■ Raniące komunikaty. Gdy zwracamy się do dziecka w konstruktywny sposób, mówiąc na przykład: „Nie podoba mi się to, że hałasujesz”, informujemy, że jakieś zachowanie nie jest przez nas aprobowane. W tym wypadku jednak nasza miłość jest ciągle obecna.

Gdy zmieniamy komunikat na raniący i mówimy: „Jesteś złą dziewczynką, bo przez ciebie pęka mi głowa”, używamy swojej akceptacji jako środka transakcyjnego, sugerując, że zależy ona od zachowania.

■ Porównywanie z innymi: „Popatrz, jak ten chłopiec ładnie rysuje, a ty paskudnie bazgrzesz”, „Twoje koleżanki lepiej się uczą” wywołujące poczucie, że jesteśmy gorsi.

■ Nadmierne wymagania i bagatelizowanie sukcesów: „Dostałeś piątkę? Dlaczego nie szóstkę?”, „Zdałaś maturę? W dzisiejszych czasach matura to nic”. To sprawia, że przestajemy dostrzegać nasze osiągnięcia.

■ Wywoływanie poczucia winy: „Zaharowuję się dla ciebie, a ty nie potrafisz nawet zdać egzaminu”. To sprawia, że w późniejszym życiu czujemy się reprezentantami innych osób. Boimy się je zawieść.

■ Ciągła krytyka przerywana pochwałami jedynie z powodu jakiegoś osiągnięcia. To utwierdza nas w przekonaniu, że musimy nieustannie się starać, by zasłużyć na akceptację.

■ Trudne warunki dorastania, na przykład w dysfunkcyjnej rodzinie, z awanturami, problemem alkoholowym, ze zjawiskiem przemocy lub biedy.

■ Model życia rodziny, w której potrzeby dzieci są pomijane. Gdy dziecko często słyszy: „Daj mi teraz spokój”, „Nie widzisz, że jestem zajęty?”, „Nie zawracaj mi głowy” ta „niewidzialność” przenosi się często na dorosłe życie.

■ Nie stanowi dobrego wzoru również wzrastanie w środowisku osób mających niskie poczucie własnej wartości. Rodzice, dla których „wszechświat jest niebezpiecznym miejscem”, będą rozwijać w dziecku poczucie zagrożenia i uczyć je postaw defensywnych.