NóżTekst

Autor:Jo Nesbø
Z serii: Seria Harry Hole #12
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Nóż
Nóż
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 72,40  57,92 
Nóż
Tekst
Nóż
E-book
34,50 
Szczegóły
Nóż
Audio
Nóż
Audiobook
Czyta Mariusz Bonaszewski
37,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

10

Rakel chciała, żeby wrócił.

Czy to lepiej, czy tylko gorzej?

Harry wyjął z kieszeni telefon, żeby go wyłączyć. Zauważył, że Oleg przysłał wiadomość z paroma praktycznymi pytaniami, jakie zadał zakład pogrzebowy. Trzy nieodebrane połączenia – jak przypuszczał, od dziennikarzy – i jedno, którego numer rozpoznał: Alexandra z Instytutu Medycyny Sądowej. Chciała mu złożyć kondolencje? Czy umówić się na seks? Kondolencje mogła złożyć SMS-em. Może chodziło jej o jedno i drugie. Młoda laborantka. Kilkakrotnie mówiła, że podniecają ją mocne uczucia, wszystko jedno, dobre czy złe. Wściekłość, radość, nienawiść, ból. Ale żałoba? No cóż. Żądza i wstyd, niesłychane i ekscytujące w pieprzeniu się z kimś, kto jest w żałobie. Pewnie są gorsze zboczenia. Czy nie bardziej chore jest na przykład to, że siedzi tu i myśli o ewentualnych erotycznych fantazjach Alexandry zaledwie kilka godzin po znalezieniu Rakel martwej? Co to, do jasnej cholery, oznacza?

Przytrzymał przycisk wyłączania, dopóki ekran nie sczerniał, i schował telefon z powrotem do kieszeni. Spojrzał na mikrofon, który stał przed nim na stole w ciasnym pokoju przypominającym wnętrze domku dla lalek. Czerwone światełko znaczyło, że nagrywanie jest włączone. W końcu przeniósł wzrok na osobę po drugiej stronie stołu.

– Zaczynamy?

Sung-min Larsen kiwnął głową. Zamiast powiesić płaszcz Burberry na wieszaku przy ścianie obok bosmanki Harry’ego, przełożył go przez oparcie wolnego krzesła.

Odchrząknął i zaczął mówić:

– Trzynasty marca, godzina piętnasta pięćdziesiąt, pokój przesłuchań numer trzy w Budynku Policji w Oslo. Przesłuchującym jest śledczy z KRIPOS Sung-min Larsen, przesłuchiwany to Harry Hole…

Harry słuchał, jak Larsen kontynuuje z dbałością, językiem tak poprawnym, że brzmiał jak ze starego słuchowiska. Larsen przytrzymał spojrzeniem wzrok Harry’ego, podając jego numer osobisty i adres bez zaglądania w notatki, które miał przed sobą. Może nauczył się tych danych na pamięć, chcąc zaimponować swojemu na razie sławniejszemu koledze. A może była to po prostu jego stała technika zastraszania, demonstrowanie przewagi intelektualnej, aby osoba przesłuchiwana zarzuciła ewentualne plany manipulacji i oddalania się od faktów za pomocą kłamstwa. No i była jeszcze trzecia ewentualność: że Sung-min Larsen miał po prostu dobrą pamięć.

– Zakładam, że jako policjant znasz swoje prawa – powiedział Larsen. – I nie chciałeś, żeby podczas przesłuchania obecny był adwokat.

– Jestem podejrzany? – spytał Harry i spojrzał przez zasłonki do pokoju kontrolnego, skąd z rękami założonymi na piersi obserwował ich nadkomisarz Winter.

– To rutynowe przesłuchanie, nie postawiono ci żadnych zarzutów – odparł Larsen i kontynuował według podręcznika: poinformował Harry’ego, że przesłuchanie jest nagrywane. – Czy możesz opowiedzieć o swojej relacji ze zmarłą Rakel Fauke?

– Jest… Była moją żoną.

– Jesteście w separacji?

– Nie. To znaczy tak, bo ona nie żyje.

Sung-min Larsen podniósł głowę, żeby spojrzeć na Harry’ego, jakby się zastanawiał, czy te słowa to rzucone mu wyzwanie.

– To znaczy, że nie byliście w separacji?

– Nie, nie zdążyliśmy. Ale się wyprowadziłem.

– Z tego, co mówiły inne osoby, z którymi rozmawialiśmy, zrozumiałem, że to ona cię zostawiła. Z czego wynikało to rozstanie?

Chciała, żeby wrócił.

– Z braku zgodności. Czy nie możemy od razu przejść do pytania o moje alibi na czas zabójstwa?

– Rozumiem, że to bolesne, ale…

– Dziękuję za wyjaśnienie mi tego, co rozumiesz, Larsen. Twój domysł był strzałem w dziesiątkę. To rzeczywiście jest bolesne. Ale powodem mojego wniosku jest to, że mam mało czasu.

– Tak? O ile wiem, jesteś zawieszony.

– Owszem. Ale muszę jeszcze sporo wypić.

– I tak ci się z tym spieszy?

– Właśnie.

– Niemniej jednak chciałbym się dowiedzieć, jaki rodzaj kontaktu ty i Rakel Fauke utrzymywaliście w czasie przed zabójstwem. Twój pasierb, Oleg, uważa, że nigdy nie usłyszał dobrego wyjaśnienia przyczyn waszego rozstania ani od ciebie, ani od swojej matki, a z pewnością waszych relacji nie poprawiało to, że będąc wykładowcą w Wyższej Szkole Policyjnej, coraz więcej wolnego czasu poświęcałeś na szukanie niejakiego Sveina Finne, który właśnie odsiedział wyrok.

– Kiedy mówiłem o wniosku, to była elegancka odpowiedź odmowna.

– Więc odmawiasz zeznań o swojej relacji ze zmarłą?

– Rezygnuję z możliwości opowiedzenia ci o szczegółach mojego życia prywatnego i proponuję zajęcie się moim alibi. Dzięki temu obaj zaoszczędzimy czas, a ty i Winter będziecie mogli skoncentrować się na znalezieniu winnego. Chyba pamiętasz z wykładów, że w sprawach, które nie zostaną wyjaśnione w ciągu pierwszych czterdziestu ośmiu godzin, pamięć świadków i ślady kryminalistyczne ulatniają się do tego stopnia, że prawdopodobieństwo wykrycia sprawcy zmniejsza się o połowę. Więc jak, Larsen, zajmiemy się nocą, w której doszło do zabójstwa?

Śledczy z KRIPOS wpatrywał się w jakiś punkt na czole Harry’ego, rytmicznie stukając końcem długopisu o biurko. Harry zorientował się, że Larsen ma ochotę zerknąć na Wintera, żeby odebrać sygnał, co ma dalej robić: dociskać Harry’ego czy mu ulec.

– No dobrze – odezwał się w końcu Larsen. – A więc tak zróbmy.

– Świetnie – zgodził się Harry. – No to mów.

– Słucham?

– Powiedz mi, jak spędziłem noc zabójstwa.

Sung-min Larsen się uśmiechnął.

– Ja mam mówić?

– Zdecydowaliście się przesłuchać inne osoby przede mną, żebyście mogli się stawić jak najlepiej przygotowani. Sam bym tak zrobił na twoim miejscu, Larsen. To oznacza, że rozmawialiście już z Bjørnem Holmem i wiecie, że byłem w barze Jealousy, gdzie przyszedł wieczorem, zabrał mnie stamtąd do domu i położył do łóżka. Byłem pijany jak bela. Kompletnie nic nie pamiętam. I nie mam pojęcia o żadnej godzinie. Dlatego po prostu nie jestem w stanie podać wam żadnych konkretnych informacji, które by potwierdziły albo obaliły to, co on zeznał. Mam jednak nadzieję, że rozmawialiście też z właścicielem Jealousy i ewentualnymi innymi świadkami, którzy potwierdzają zeznanie Holma. A ponieważ nie wiem też, o której zginęła moja żona, to w zasadzie ty, Larsen, musisz mi powiedzieć, czy mam alibi, czy go nie mam.

Larsen pstrykał końcówką długopisu, bacznie obserwując przy tym Harry’ego. Jak pokerzysta, który obraca w dłoni sztony, zanim zdecyduje, czy je postawić, czy nie.

– No dobrze – powiedział wreszcie, odkładając długopis. – Sprawdziliśmy stacje bazowe w okolicy miejsca zdarzenia i żadna z nich nie zarejestrowała sygnału z twojej komórki.

– Okej. Byłem wyłączony z gry, ale ciągle jest tak, że wszystkie telefony komórkowe raz na pół godziny wysyłają sygnał do najbliższej stacji bazowej?

Larsen nie odpowiedział.

– Mogłem więc zostawić komórkę w domu albo znaleźć się na tym obszarze i w ciągu pół godziny go opuścić. Pytam więc jeszcze raz, mam jakieś alibi?

Tym razem Larsen nie zdołał się pohamować. Jego spojrzenie powędrowało do pokoju kontrolnego, do Wintera. Kątem oka Harry dostrzegł, że Winter pogładził się po granitowej głowie, zanim skinął nią swojemu śledczemu.

– Według Bjørna Holma wyszliście z Jealousy o wpół do jedenastej, co potwierdza właściciel. Holm mówi, że pomógł ci wejść do mieszkania i położyć się do łóżka. Po drodze spotkał twojego sąsiada, Gulego, tramwajarza, który wracał do domu ze swojej zmiany. Rozumiem, że Gule mieszka na parterze pod tobą. Powiedział, że nie kładł się do trzeciej w nocy, a ściany są na tyle cienkie, że usłyszałby, gdybyś przed tą godziną wyszedł.

– Mhm. A co mówi patolog? O której zginęła ofiara?

Larsen zajrzał do swojego notatnika, jakby musiał coś z nim uzgodnić, ale Harry wiedział, że młody śledczy ma wszystkie fakty w pamięci, potrzebuje jedynie czasu na to, by zdecydować, ile może – i chce – powiedzieć przesłuchiwanemu. Zauważył również, że teraz Larsen nie patrzył na Wintera przed podjęciem decyzji.

– Instytut Medycyny Sądowej opiera swoje szacunki na temperaturze ciała w opozycji do temperatury pomieszczenia, zważywszy na to, że ciało nie było przenoszone. Mimo to trudno stwierdzić godzinę zgonu, ponieważ ofiara prawdopodobnie leżała przez półtorej doby. Ale z dość dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że zginęła między dziesiątą wieczorem a drugą w nocy.

– Czyli tym samym zostałem oficjalnie wyeliminowany jako podejrzany?

Ubrany w garnitur śledczy z namysłem skinął głową. Harry spostrzegł, że w sąsiednim pokoju Winter usiadł prosto na krześle, jakby chciał zaprotestować, ale Larsen postanowił nie zwracać na to uwagi.

– Hm. A teraz zastanawiacie się, czy chciałem ją usunąć z drogi, ale będąc śledczym, oczywiście wiedziałem, że znajdę się w świetle reflektorów, więc załatwiłem płatnego zabójcę i alibi. To dlatego ciągle jeszcze tu siedzę, tak?

Larsen pogładził palcami spinkę do krawata z logo British Airways, jak zauważył Harry.

– Właściwie to nie. Ale ponieważ wiem, jak decydujące znaczenie ma pierwsze czterdzieści osiem godzin, chcieliśmy to sobie wyjaśnić, zanim spytamy, co twoim zdaniem mogło się stać.

– Moim zdaniem?

– Nie jesteś już podejrzany. Ale ciągle jesteś… – Larsen na chwilę zawiesił głos, po czym ze swoją niemal przesadnie dobrą dykcją dokończył: – …Harrym Hole.

Harry spojrzał na Wintera. To dlatego pozwolił swojemu śledczemu ujawnić, co wiedzą? Utknęli. Potrzebowali pomocy. A może była to własna inicjatywa Sung-mina Larsena? Winter sprawiał wrażenie dziwnie sztywnego.

– Czyli to prawda – mruknął Harry. – Zabójca nie zostawił w miejscu zdarzenia żadnego śladu.

Kamienną twarz Larsena uznał za potwierdzenie.

– Nie mam pojęcia, co się stało – powiedział.

– Bjørn Holm mówił, że znalazłeś niezidentyfikowane odciski butów na terenie posesji.

 

– Tak. Ale to mógł być ktoś, kto po prostu zabłądził. Takie rzeczy się zdarzają.

– Naprawdę? Nie było żadnych śladów włamania, a patolog stwierdził, że ofiara została zabita w miejscu, w którym ją znaleziono. To skłania do przypuszczeń, że zabójca został wpuszczony do domu. Czy ofiara wpuściłaby nieznajomego?

– Hm. Zauważyliście kraty w oknach?

– Metalowe kraty we wszystkich dwunastu oknach oprócz czterech okienek piwnicznych – odparł Larsen bez zastanowienia.

– To nie paranoja, tylko efekt związku z nieco zbyt wyrazistym śledczym, który zajmuje się zabójstwami.

Larsen to zanotował.

– Przypuśćmy więc, że zabójca to ktoś, kogo ofiara znała. Wstępna rekonstrukcja wskazuje, że stali twarzą w twarz. Zabójca od strony kuchni, a ofiara bliżej drzwi wejściowych, kiedy ugodził ją najpierw dwukrotnie w brzuch.

Harry’emu zabrakło powietrza. Brzuch. Ból, jaki musiała odczuwać Rakel przed otrzymaniem ciosu w kark. Ciosu łaski.

– To, że zabójca znajdował się bliżej kuchni – ciągnął Larsen – każe mi myśleć, że wszedł do intymnej części domu i że nie była mu ona obca. Zgodzisz się ze mną, Hole?

– To jedna ewentualność. Druga to taka, że mógł obejść ofiarę i zabrać nóż, którego brakuje w stojaku.

– Skąd wiesz…

– Zdążyłem rzucić okiem na miejsce zdarzenia, zanim twój szef mnie stamtąd wywalił.

Larsen lekko przechylił głowę, patrząc na Harry’ego. Jakby mierzył go wzrokiem.

– Rozumiem. W każdym razie ta sytuacja z kuchnią nasunęła nam na myśl trzecią ewentualność. Że to była kobieta.

– O?

– Wiem, że to się zdarza rzadko, ale właśnie czytałem, że kobieta przyznała się do zabójstwa z użyciem noża na Borggata. Córka. Słyszałeś o tym?

– Co nieco.

– Kobieta mniej się wzbrania przed otwarciem drzwi i wpuszczeniem do środka innej kobiety, nawet jeśli nie znają się zbyt dobrze. Zgadzasz się ze mną? Poza tym z jakiegoś powodu łatwiej mi sobie wyobrazić kobietę wchodzącą do kuchni innej kobiety niż mężczyznę. Okej, wiem, że to może trochę… naciągane.

– Zgadzam się. – Harry nie zdradził, czy ma na myśli pierwsze, czy drugie stwierdzenie, czy może nawet oba. Albo że się zgadza ogólnie, ponieważ będąc w miejscu zdarzenia, pomyślał tak samo.

– Czy są kobiety, które mogłyby mieć motyw, aby skrzywdzić Rakel Fauke? – spytał Larsen.

Harry pokręcił głową. Oczywiście mógł wspomnieć o Silje Gravseng, ale obecnie nie widział ku temu żadnego powodu. Kilka lat temu była jego studentką w Wyższej Szkole Policyjnej i Harry doświadczył z jej strony zachowania najbliższego stalkingowi w kobiecym wydaniu, z jakim się zetknął. Któregoś wieczoru przyszła do jego gabinetu i próbowała go uwieść. Kiedy Harry odrzucił jej awanse, zareagowała, grożąc mu oskarżeniem o gwałt. Ale jej zeznanie miało tak oczywiste dziury, że powstrzymał ją zaangażowany przez nią samą adwokat Johan Krohn, a w efekcie całej sprawy Silje Gravseng musiała opuścić szkołę policyjną. Po tym wszystkim przyszła do Rakel do domu, ale nie po to, by ją skrzywdzić albo jej grozić, tylko żeby przeprosić. Mimo to Harry już poprzedniego dnia sprawdził, co się dzieje z Silje Gravseng. Może dlatego, że pamiętał nienawiść w jej oczach, gdy zrozumiała, że on jej nie chce. Może dlatego, że brak śladów świadczył o tym, że sprawca sporo wie o śledztwie. Może dlatego, że chciał wykluczyć wszystkie inne ewentualności, zanim wyda ostateczny wyrok. I wyegzekwuje ostateczną karę. Sprawdzenie poszło szybko i wykazało, że Silje Gravseng pracuje jako ochroniarka w Tromsø, tysiąc siedemset kilometrów od Oslo, i w nocy z soboty na niedzielę miała dyżur.

– Wróćmy do noża – odezwał się Larsen, nie otrzymawszy odpowiedzi. – W bloku jest zestaw japońskich noży. Wielkość i kształt tego, który zniknął, odpowiada obrażeniom. Załóżmy, że właśnie tego noża użyto. Wskazywałoby to, że zabójstwo miało charakter spontaniczny, a nie że zostało starannie zaplanowane. Zgodzisz się ze mną?

– To jedna możliwość. Druga jest taka, że zabójca wiedział o tych nożach przed przyjściem. Trzecia, że użył własnego noża, ale oprócz usunięcia wszystkich śladów postanowił dodatkowo wprowadzić was w błąd, usuwając z miejsca zdarzenia podobny nóż.

Larsen znów coś zanotował. Harry spojrzał na zegarek i chrząknął.

– Na koniec jeszcze jedno pytanie, Hole. Mówisz, że nic nie wiesz o żadnych kobietach, które chciałyby zabić Rakel Fauke. A o jakichś mężczyznach?

Harry powoli pokręcił głową.

– A co z tym Sveinem Finne?

Harry wzruszył ramionami.

– Sami go spytajcie.

– Nie wiemy, gdzie jest.

Harry wstał i zdjął bosmankę z wieszaka.

– Jak go spotkam, przekażę mu pozdrowienia i powiem, że go szukacie, Larsen.

Odwrócił się do okna i dwoma palcami zasalutował Winterowi. W odpowiedzi otrzymał kwaśny uśmiech i salut jednym palcem.

Larsen się podniósł i wyciągnął do Harry’ego rękę.

– Dzięki za pomoc, Hole. Drogę sam znajdziesz.

– Pytanie, czy wy ją znajdziecie. – Harry obdarował Larsena krótkim uśmiechem, jeszcze krótszym uściskiem dłoni i wyszedł.

Przy windzie wcisnął przycisk przywołujący i oparł się czołem o gładki metal obok jej drzwi.

Chciała, żeby wrócił.

Więc jak, czy to polepsza, czy pogarsza sprawę?

Wszystkie te bezużyteczne „a jeśli”. Wszystkie samookaleczające „powinienem był”. Ale również to drugie, ta żałosna nadzieja, której czepiają się ludzie, chcący wierzyć, że istnieje miejsce, gdzie ci, którzy się kochają, ci, którzy mają korzenie jak Old Tjikko, spotkają się znów. Bo myśli o tym, że tak nie jest, nie da się wytrzymać.

Drzwi windy się rozsunęły. Pusta. Była tylko ta klaustrofobiczna straszna trumna, która zapraszała do środka, aby zwieźć go w dół. W dół ku czemu? Ku wszechogarniającemu mrokowi?

Poza tym Harry nigdy nie jeździł windami. Nie znosił ich.

Zawahał się. Wsiadł.

11

Harry obudził się, drgając, i zapatrzył na pokój. Echo jego własnego krzyku ciągle odbijało się od ścian. Spojrzał na zegarek. Dziesiąta. Wieczorem. Zrekonstruował ostatnie trzydzieści sześć godzin. Przez wszystkie był mniej lub bardziej pijany, w żadnej nic się nie wydarzyło, a mimo to potrafił utworzyć coś w rodzaju osi czasu bez dziur. Z reguły mu się to udawało. Ale sobotni wieczór w Jealousy był jednym niekończącym się blackoutem. Prawdopodobnie wreszcie go dopadło długotrwałe działanie nadużywania alkoholu.

Spuścił nogi z kanapy, usiłując sobie przypomnieć, co tym razem skłoniło go do krzyku. I pożałował, gdy mu się to udało.

Trzymał w dłoniach twarz Rakel, a jej martwe oczy nie wpatrywały się w niego, tylko patrzyły poprzez niego, jakby jego tam nie było. Podbródek pokrywała cieniutka warstewka krwi, tak jakby Rakel kasłała i bańka krwi pękła jej na ustach.

Sięgnął po stojącą na stoliku butelkę Jima Beama i wypił łyk. To już nie działało. Wypił jeszcze jeden. Dziwne było to, że chociaż nie widział maski, którą na jej twarz nałożyła śmierć, i raczej nie miał jej zobaczyć przed pogrzebem w piątek, we śnie była taka rzeczywista.

Spojrzał na telefon, czarny i martwy, obok butelki. Był wyłączony od chwili, gdy Harry wcisnął tamten guzik przed wczorajszym przesłuchaniem. Powinien go włączyć. Na pewno Oleg dzwonił. Trzeba załatwić różne rzeczy. Powinien wziąć się w garść. Sięgnął po leżący na brzegu stolika korek od Jima Beama. Powąchał go. Korek niczym nie pachniał. Rzucił nim o gołą ścianę i mocno zacisnął dłoń na szyjce butelki, jakby chciał ją udusić.

12

O trzeciej po południu Harry przestał pić. Przed dalszym piciem o czwartej, piątej i przez resztę wieczoru nie powstrzymało go żadne wydarzenie ani też żadna specjalna myśl. Organizm zwyczajnie nie tolerował już więcej. Harry włączył telefon, zignorował nieodebrane połączenia i SMS-y i zadzwonił do Olega.

– Wydobyłeś się na powierzchnię?

– Raczej do końca utonąłem – odparł Harry. – A ty?

– Jakoś się unoszę.

– To dobrze. Najpierw mnie zwymyślasz, a potem przejdziemy do spraw praktycznych?

– Okej. Gotowy?

– Dawaj.

Dagny Jensen spojrzała na zegarek. Była zaledwie dziewiąta, a oni dopiero skończyli główne danie. Mówił przede wszystkim Gunnar, mimo to Dagny nie miała już siły. Powiedziała, że boli ją głowa, a Gunnar na szczęście okazał wyrozumiałość. Zrezygnowali z deseru, uparł się jednak, że odprowadzi ją do domu, chociaż mówiła, że to zbyteczne.

– Wiem, że w Oslo jest bezpiecznie – stwierdził. – Ale uważam, że miło się przejść.

Mówił o zabawnych, niegroźnych rzeczach, a ona za wszelką cenę starała się zachować przytomność umysłu i śmiać się we właściwych momentach, chociaż w jej wnętrzu panował chaos. Ale kiedy minęli kino Ringen i zaczęli iść w górę Thorvald Meyers gate do bloku, w którym mieszkała, nastąpiła chwila ciszy, aż w końcu Gunnar powiedział:

– Dagny, przez ostatnie dwa dni sprawiasz wrażenie trochę nieswojej. Wiem, że to nie moja sprawa, ale czy coś się stało?

Uprzytomniła sobie, że na to czekała. Liczyła na to. Miała nadzieję, że ktoś spyta. Że dzięki temu się ośmieli. W przeciwieństwie do innych ofiar gwałtu, które zaciskały zęby i milczały, tłumacząc to wstydem, bezsilnością, lękiem, że nikt im nie uwierzy. Wcześniej uważała, że sama nigdy by się tak nie zachowała. Zresztą wcale tak nie czuła. Dlaczego zatem postępowała tak jak inne? Czy dlatego, że po powrocie z cmentarza do domu przepłakała dwie godziny bez przerwy, zanim zadzwoniła na policję, ale kiedy czekała, aż przełączą ją do odpowiedniego wydziału, żeby zgłosiła gwałt, nagle zabrakło jej siły i odłożyła słuchawkę? Później zasnęła na kanapie i obudziła się w środku nocy, a jej pierwszą myślą było to, że wszystko jej się tylko przyśniło. Poczuła ogromną ulgę. Aż do chwili, gdy sobie przypomniała. Ale przez moment dopuściła do siebie myśl, że to mógł być jedynie zły sen. I gdyby zdecydowała się potraktować to w ten sposób, mogło tak pozostać, byle nikomu o niczym nie wspomniała.

– Dagny?

Drżąc, nabrała powietrza i udało jej się zapanować nad głosem.

– Nie, nic złego się nie stało. Mieszkam już tutaj. Dziękuję, że mnie odprowadziłeś, Gunnarze. Widzimy się jutro.

– Mam nadzieję, że będziesz się lepiej czuła.

– Dziękuję.

Przytulił ją, musiał jednak wyczuć, że Dagny się wycofuje, w każdym razie prędko ją puścił. Ruszyła w stronę klatki schodowej D, jednocześnie wyjmując klucz z torebki. Ale kiedy podniosła głowę, zorientowała się, że ktoś wyłonił się z ciemności i wszedł w krąg światła lampy nad drzwiami wejściowymi. Szeroki w barach szczupły mężczyzna w brązowej zamszowej kurtce, z długimi czarnymi włosami obwiązanymi czerwoną chustką. Stanęła jak wryta, a z jej gardła wyrwał się szloch.

– Nie bój się, ukochana Dagny, nic ci nie zrobię. – Oczy jarzyły się w pomarszczonej twarzy. – Jestem tu tylko po to, żeby czuwać nad tobą i nad naszym dzieckiem. Bo ja dotrzymuję obietnic. – Mówił cicho, prawie szeptem, lecz wcale nie musiał podnosić głosu, żeby go słyszała. – A ty pamiętasz moją obietnicę, prawda? Jesteśmy zaręczeni, Dagny. Dopóki śmierć nas nie rozłączy.

Dagny usiłowała złapać powietrze, ale układ oddechowy jakby przestał działać.

– Żeby to przypieczętować, powtórzmy naszą obietnicę, biorąc Boga na świadka, Dagny. Spotkajmy się w katolickim kościele w Vika w niedzielę wieczorem. Będziemy go wtedy mieć tylko dla siebie. O dziewiątej? Nie pozwól, żebym stał sam przed ołtarzem. – Zaśmiał się krótko. – Do zobaczenia, śpijcie dobrze. Oboje.

Usunął się na bok, z powrotem w ciemność. Światło z lampy nad wejściem na moment oślepiło Dagny, a gdy osłoniła ręką oczy, on już zniknął.

Stała w milczeniu, gorące łzy lały jej się po policzkach. Patrzyła na swoją rękę ściskającą klucz, dopóki ta ręka nie przestała się trząść. Wtedy Dagny otworzyła drzwi i weszła na klatkę.