Ronin 2 - ŁukTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Ronin 2 - Łuk
Ronin 2 - Łuk
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 8,98  7,18 
Ronin 2 - Łuk
Ronin 2 - Łuk
Audiobook
Czyta Mateusz Weber
4,99  3,94 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jesper Nicolaj Christiansen

Ronin 2 - Łuk

Saga

Ronin 2 - ŁukPrzełożyła Agnieszka Imierowicz tytuł oryginału Ronin 2 - BuenCopyright © 2011, 2019 Jesper Nicolaj Christiansen i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711866665

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

PRZYJAZD

Ronin zatrzymał Daigoro. Koń był strudzony. Galopowali cały dzień. Teraz słońce odchodziło ku zachodowi, a w to miejsce miał się pojawić jego młodszy braciszek księżyc. W świetle księżyca Ronin widział wyraźnie miasto Musa. To było malownicze prowincjonalne miasteczko, jakich wiele spotkał na swojej drodze pędząc galopem przez cały dzień.

Diagoro kroczył po wyludnionych ulicach. Przed małymi chatkami leniwie migotały płomienie w lampach ryżowych, w ich żółtawym świetle tańczył cień Ronina na ścianach domów po drugiej stronie ulicy. Mieszkańcy miasta już dawno byli w swoich łóżkach po długim dniu na polach ryżowych.

Na drugim krańcu miejscowości, za gospodą znajdował się dom niepodobny do innych zabudowań w miasteczku. Był większy i nie miał żadnych okien. Nad drzwiami wisiała tabliczka z napisem: Wakayama-ryû. To była szkoła sztuk walki, do której podążał Ronin.

Chłopak zeskoczył z Daigoro i przywiązał zmęczonego konia do koniowiązu.

-Dziś się napracowałeś!

Ronin rozejrzał się w około. Dostrzegł starego, bezzębnego mężczyznę. To był Okami. Ten sam, który wysłał Ronina do miasta Musa.

-Ale...jak...gdzie...dlaczego?-jąkał się Ronin.

Stary zaśmiał się.

-Powiedziałem przecież, że kiedyś się jeszcze spotkamy.

Ronin spojrzał na swojego spoconego konia i na starca.

-To jest niemożliwe. Nie mogłeś przecież dotrzeć tutaj przede mną. Jechałem najkrótszą drogą wokół jeziora.

Okami stanął niepewnie na kulawej nodze.

-Jeżeli chcesz zostać dobrym samurajem, pierwszą i najważniejszą rzeczą, jakiej powinieneś się nauczyć jest to, że nie ma rzeczy niemożliwych. Wejdź ze mną do środka. Ścierpły mi nogi od siedzenia tutaj i długiego czekania na ciebie.

Stary pokuśtykał do domu wspierając się na kiju. Ronin szedł za nim zdziwiony.

Dom nie wyglądał zwyczajnie. To było dojo. Sala treningowa.

-Jak to w ogóle jest możliwe, że dotarłeś do tej mieściny przede mną?-zapytał Ronin.

-Wakayama-ryû to przyjaciel wody. Nie biegłem wokół wody, tylko po niej.

-CO TAKIEGO?!!!-wykrzyknął Ronin.

Staruszek uciszył Ronina.

-Jeżeli się zmobilizujesz, będziesz ciężko ćwiczyć i robić mi pranie, to może kiedyś pewnego dnia też się tego nauczysz.

Ronin rozejrzał się z ciekawością wokoło.

-Gdzie jest ten człowiek, o którym mi mówiłeś, Rasmusu, ten który miał mnie trenować?

Okami odrzucił kij i zdjął katanę ze ściany.

-Stoi przed tobą. Wyciągnął katanę i skierował ostrze w stronę Ronina.

-Walcz!

Ronin spojrzał na staruszka.

-Ale przecież ty się nazywasz Okami, prawda?

-Co? A …tak, czasami. To zależy od tego, w jakim mieście przebywam.

-Zatem, jak ja mam się do ciebie zwracać.

-Nazywaj mnie mistrzem, zwracaj się do mnie sensei. Jesteś gotów?

-Co takiego?

Okami wciągnął głęboko powietrze.

-Wyciągnij Gôsuto Mêkâ. Ronin dobył potężnego miecza, który wisiał u jego boku, a ten od razu zaczął świszczeć. Już długo nie pił krwi i był bardzo spragniony.

-Twoje zadanie będzie dwa razy trudniejsze niż zadanie wszystkich innych. Ty będziesz musiał nie tylko nauczyć się fechtunku w stylu Wakayama-ryû. Będziesz musiał także nauczyć się władać Gôsuto Mêkâ. Twój miecz nie jest z tego świata. On pochodzi z ...innego miejsca. Ale ty dasz radę nim władać, kontrolować go. To pomoże ci w opanowaniu stylu Wakayama-ryû. Jeżeli będziecie współpracować, staniecie się niepokonani. Jeżeli nie, to w końcu Gôsuto Mêkâ wypije twoją krew.

Ronin zerknął nerwowo na miecz w swoich rękach. Miecz świszczał i wibrował.

Wyglądało to tak, jakby miecz gapił się na niego. Tak jakby WNĘTRZE miecza wpatrywało się w niego. Nagle miecz wzbił się w powietrze sam z siebie. Następnie z iskrami i trzaskiem zwarł się z mieczem Okamiego. Blisko, stanowczo zbyt blisko głowy Okamiego.

-Ha, ha. Twój miecz jest spragniony. W tej chwili jest spragniony mojej krwi.

Ronin próbował zmusić miecz do schowania się do pochwy, ale to było niemożliwe. Miecz nie był posłuszny. Znowu uderzył w stronę Okamiego, a ten ponownie odparował cios.

-Skoncentruj się chłopcze. To ty decydujesz, co miecz ma robić.

Ronin próbował przechwycić miecz, ale to było niemożliwe. Nie chciał go słuchać.

-Nie używaj ciała. Użyj swojego mózgu.

Skoncentruj się!

Miecz uderzył mocno w podłogę przed Okamim.

Udało mu się odskoczyć w bezpieczne miejsce.

-Zamknij oczy. Odpręż swoje ciało.

Ronin zamknął oczy, rozluźnił ciało. Siup!

Miecz znowu poszybował przecinając powietrze.

-Oczyść umysł.

Ronin spróbował nie myśleć o niczym. Zupełnie o niczym.

W dojo zapadła cisza. Ronin otworzył oczy. Miecz był znowu w pochwie, a Okami siedział pod ścianą i jadł łapczywie z miski wypełnionej ryżem.

-Na dzisiaj wystarczy-powiedział. -Odprowadź konia do stajni, jutro będziemy dalej ćwiczyć.

TRENING

Ronin stał na brzegu wielkiego jeziora i wpatrywał się w wodę. Zatrzymał spojrzenie na małym punkcie, który powoli się powiększał. To był Okami, który biegł po wodzie w kierunku Ronina. Gdy dotarł do brzegu, zatrzymał się tak gwałtownie, że woda ochlapała chłopaka.

-Dzisiaj oraz przez wiele kolejnych dni będziemy robić tylko jedno: trenować. Ty będziesz robić jeszcze jedną rzecz oprócz tego: sprzątać.

Wkrótce się jednak okazało, że Okami miał również inne zadania dla Ronina. Poza praniem musiał uczyć się liczyć i pisać oraz zbudować nową stajnię dla Daigoro. W kolejnych tygodniach musiał dźwigać codziennie ciężkie kamienie z jeziora do miasteczka.

Cały czas Ronin brał udział w treningach. Wstawał codziennie razem ze słońcem, a do łóżka kładł się wieczorem, gdy wschodził księżyc. Nie marnował żadnej chwili w ciągu dnia. Na początku trening polegał na oczyszczaniu umysłu i władaniu mieczem, tak by miecz nie próbował atakować każdego, kto przechodził obok, lecz by pozostawał pod kontrolą Ronina. W ciągu kilku dni Ronin nauczył się panować nad nim.

Powoli, ale pewnie Ronin osiągał coraz większą biegłość. Nauczył się ciosu delfina, który polegał na tym, że trzymał miecz pod wodą, a następnie wyprowadzał go na powierzchnię rozpryskując wodę, tak że był on w niej ukryty przed oczami przeciwnika. Kolejny cios, to wąż. Polegał na uderzeniu przeciwnika pod wodą. Nauczył się także stać na wodzie. Okami potrafił chodzić i biegać po wodzie, a Ronin jak na razie nauczył się tylko stać na niej, z resztą nawet i to było dla niego trudne.

-Musisz się skoncentrować. Zbierz wodę pod sobą, myśl o tym, że jest twarda powtarzał Okami cały czas. Ale jak tylko Ronin spojrzał w dół w kierunku wody, zaraz wpadał do niej. Okami śmiał się głośno, a Ronin przemoczony gramolił się na brzeg.

ZADANIE

Pewnego dnia, gdy Ronin zmywał, Okami przykuśtykał do kuchni podparty o swój kij.

-Jutro będę miał dla ciebie inne zadania-wychrypiał stary.

-Mam wybudować nowy kurnik, czy coś w tym rodzaju?-zapytał zmęczony Ronin i odstawił ostatnią miskę na miejsce, zanim położył się na swojej macie w kącie.

-Musisz znaleźć pióro. Pióro złotego orła.

Musisz znaleźć takie pióro i przynieść je do mnie. Ale nie możesz zabić orła, ani zrobić mu jakiejkolwiek krzywdy.

Zmęczony Ronin położył głowę na macie bambusowej.

-Dobrze-odpowiedział ziewając. W mgnieniu oka zasnął.

Gdy obudził się następnego ranka, Okami już nie spał. Ronin wstał i zrobił śniadanie, zaczął myśleć o tym, co wcześniej powiedział Okami. Będzie musiał znaleźć złote pióro. Może to było pióro tego samego orła, którego widział, gdy pierwszy raz przebudził się w lesie?

Osiodłał Daigoro, który wyglądał na zadowolonego, że znów ruszają w drogę i wyjechał z miasta.

Spojrzał na niebo, ale nie widział nigdzie złotego orła. Rozpytywał o niego ludzi, ale nikt nie potrafił nic powiedzieć o złotym orle. W końcu spotkał jakiegoś mówiącego chrapliwym głosem, starego rolnika, który powiedział, że ten ptak żyje w pobliżu wielkiej góry, którą widać na horyzoncie.

Ronin pojechał dalej. Słońce świeciło, a on zaczął śpiewać piosenkę, którą sam wymyślił, była to piosenka o złotym orle i o górze. Dotarł zaledwie do trzeciego wersu, gdy nagle usłyszał nad sobą głośny krzyk dochodzący z dużego, starego drzewa, które rosło przy ścieżce. Ronin przestraszony zatrzymał konia i spojrzał nieufnie w kierunku drzewa. Drzewo przemówiło do niego. Tak nawiasem mówiąc miało jasny, piękny głos, który wcale nie pasował do dużego, chropowatego drzewa.

-Hej, ty, który tak okropnie śpiewałeś. Dokąd zmierzasz??

Ronin spojrzał z wyrzutem na drzewo

-Przepraszam?

-Powiedz, jesteś tylko trochę nierozgarnięty, czy po prostu tak głupi, na jakiego wyglądasz? Pytałam, dokąd się wybierasz.

 

-Podążam do góry-powiedział Ronin niepewnie.

-Do góry-odpowiedziało drzewo

swoim melodyjnym głosem. -Zatem wiesz zapewne, że Azami, potężna wojowniczka rządzi tą górą? Azami zabija każdego, kto tylko się tam zbliży.

-Na prawdę?-mruknął Ronin.

-Tak-powiedziało drzewo znudzonym głosem-lepiej zawróć do domu.

-Nie mogę tego zrobić-powiedział Ronin. Muszę znaleźć złotopiórego orła.

-Nie ma tu żadnego złotego orła-odparło drzewo szybko.

Ale w tym samym momencie z nieba dobiegł przeszywający krzyk. Ronin spojrzał w górę, na ciemnobłękitnym niebie szybował

złoty orzeł.

-O do licha-powiedziało drzewo.

Ronin kiwnął w stronę drzewa.

-Życzę ci miłego dnia-powiedział i spiął boki Daigoro.

Koń ruszył galopem.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?