Ronin 1 - MieczTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Ronin 1 - Miecz
Ronin 1 - Miecz
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 8,98  7,18 
Ronin 1 - Miecz
Ronin 1 - Miecz
Audiobook
Czyta Mateusz Weber
4,99  3,94 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jesper Nicolaj Christiansen

Ronin 1 - Miecz

Saga

Ronin 1 - MieczPrzełożyła Agnieszka Imierowicz tytuł oryginału Ronin 1 - SværdetCopyright © 2010, 2019 Jesper Nicolaj Christiansen i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788711866658

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Kim jestem?

Światło. Światło i ból. To było pierwsze, co poczuł.

Światło, ból, mdłości i zimno. Marzł. Drżał na całym ciele.

Coś poruszyło się w trawie przed nim. Jego serce zabiło mocniej. Wtedy zauważył, że była to po prostu jego własna ręka. Uśmiechnął się lekko, ale zaraz znowu poczuł strach. Tym razem wystraszył się dźwięku własnego głosu.

Leżał na mokrej trawie. Ze wszystkich stron otaczały go drzewa. Były to drzewa iglaste. Leżał na polanie w lesie iglastym. Miejsce wytchnienia.

Bolała go głowa. Tępy ból. Dotknął ręką czoła. Było mokre i gorące. Spojrzał na swoją rękę. Była mokra od lepkiej, ciepłej masy.

Krew. Krzyknął.

Jakiś ptak wzleciał w górę z drzewa. Chłopak próbował sobie cokolwiek przypomnieć. Jak to się stało, że znalazł się tutaj? Miał jednak pustkę w głowie. Nie potrafił sobie nawet przypomnieć swojego imienia.

Nie pamiętał swojego ojca, matki, ani gdzie mieszkał, czy też skąd przybył. Nie wiedział nawet, jak wygląda.

Podniósł się powoli. Poczuł zawroty głowy, bolała go, jednak i tak chciał się podnieść.

Chwiał się trochę na boki, w końcu złapał równowagę.

Spojrzał w dół na siebie. Miał na sobie kimono. Nieopodal na trawie leżała katana.

Wyciągnął zakrwawioną rękę w kierunku miecza. Gdy chwycił miecz, przed jego oczami przemknęły obrazy smoków zionących ogniem, groteskowych, wściekłych demonów i wielkich węży. Na koniec ukazał mu się złotopióry orzeł na tle niebieskiego nieba.

Nie mógł dłużej utrzymać się na nogach. Ugięły się pod nim jak suche gałązki i padł znowu na mokrą trawę.

Spojrzał w górę w kierunku nieba. Coś krążyło wysoko ponad jego głową .

Spojrzał na miecz, który leżał obok niego.

Pochwa miecza była czarna, a na rękojeści widniały złote litery układające się w napis: Gôsuto Mêkâ : Ten, który przenosi do krainy duchów.

W porządku, a więc umiał czytać.

Ostrożnie sięgnął znowu po miecz. Jego ręce zacisnęły się na pochwie, ale tym razem nic się nie wydarzyło. Żadnych wizji. Żadnych smoków, czy demonów. Odetchnął z ulgą i przyłożył chłodny miecz do czoła.

Stało się tak, jakby w jednej chwili opuścił go cały ból. Tak jakby coś usunęło zawroty głowy i wszystko, a cierpienie minęło.

Dotknął swojego czoła. Krew zniknęła.

Na rękach też już nie było krwi.

Dziwne.

Nagle poczuł się znowu doskonale. Czuł się świeży i wypoczęty. Podskoczył i rozejrzał się dookoła.

Wtedy usłyszał krzyk. Dochodził z nieba. Spojrzał na błękitny okrąg nieba ponad drzewami i dostrzegł orła ze swojej wizji. Krążył nad nim, jego pazury połyskiwały w promieniach słońca. Wystraszył się go, spróbował wyjąć miecz, ale nie był w stanie. Broń mocno tkwiła w pochwie.

Orzeł odleciał kawałek, a potem powrócił i znowu nad nim krążył. Miał dziwne wrażenie, że orzeł chce, aby za nim poszedł.

Podążył więc za orłem przez gęsty iglasty las. Cały czas słysząc jego krzyk.

W lesie było ciemno. Po pewnym czasie dostrzegł przebłyski światła przed sobą. Dotarł do małej polany porośniętej krzakami jeżyn i do niewielkiego strumyczka. Orzeł siedział na drzewie nieopodal i spoglądał na niego.

-Dziękuję-szepnął z wdzięcznością do ptaka. Potem podbiegł do strumyka i napił się czystej, zimnej wody, zjadł też trochę dojrzałych owoców jeżyny.

Poleżał przez jakiś czas wygrzewając się w promieniach słońca, szczęśliwy i syty. Wtedy pomyślał znów o orle. Nie było go już na górze na gałęzi. Dostrzegł go na dole przy strumyku, gdzie ptak usiadł i obserwował swoje odbicie w wodzie.

Chłopak podszedł do strumienia, a orzeł odleciał i usiadł na najbliższym drzewie.

Zobaczył także swoje odbicie w wodzie. Wyglądał jakby miał około 12 lat. Włosy miał czarne i rozczochrane.

Spojrzał w górę na orła.

-Kim jestem?

Orzeł przekrzywił głowę i spojrzał na niego z zainteresowaniem. Potem odleciał z krzykiem, zatoczył kilka kręgów i udał się w kierunku zachodzącego słońca.

Przystanął patrząc za znikającym ptakiem. Chwycił mocno miecz, przeskoczył strumyk i podążył za orłem.

Trzej zbójcy i zając

Szedł bardzo długo. Las się zmienił. Przeszedł płynnie z lasu iglastego w brzozowy. Dzięki temu będzie widział lepiej orła, chociaż już się ściemniało. Orzeł przysiadł na drzewie kawałek od niego. Złociste pióra połyskiwały w promieniach zachodzącego słońca.

Wtedy doszły do niego jakieś dźwięki. To były ludzkie głosy. Zatrzymał się i zaczął się przysłuchiwać dokładniej. Dobrze było słychać. Poczuł też nowy zapach, zapach pieczonego mięsa. Przełknął ślinę i podczołgał się bliżej.

Na polanie siedzieli wokół ogniska trzej mężczyźni. Jeden z nich był mały i szczerbaty.

Drugi był wysoki i miał opaskę na jednym oku.

Ostatni z nich był gruby i miał długie włosy. Rozmawiali i śmiali się głośno przy ogniu, w którego płomieniach smażyli zająca.

Wcale nie myślał o tym, co powinien powiedzieć lub zrobić. Był na to zbyt głodny. Wszedł na polanę i ukłonił się trzem mężczyznom.

-Dobry wieczór. Czy mógłbym dostać trochę jedzenia?

Gruby podniósł się i zaśmiał głośno.

-Ha, ha, ha! Słyszycie tę małą małpę, która tu tak po prostu przychodzi i żebrze o jedzenie.

-Nie żebrzę-odparł.

Mały podniósł się i wskazał na miecz.

-Niezła katana, co? Taka katana jest warta

wiele ryo.

Wtedy wstał mężczyzna z przepaską na oku.

Wyglądał na herszta bandy.

-To nie jest katana. To jest dotanuki-powiedział mężczyzna.

-A jaka to różnica?-zapytał grubas.

-Durniu-krzyknął herszt. -Dotanuki może przeciąć człowieka na pół. Jest grubszy i dłuższy niż zwykła katana. Taki piękny dotanuki jest wart wiele ryo.

-Ha! - zaśmiał się niski zbój -Co robi brzydka małpa z dotanuki? Bawi się w samuraja? A może to jest samuraj bez pana? Mały ronin?

Gruby chwycił oszczep, który stał oparty o drzewo obok niego.

-Daj nam miecz, roninie.

-To nie jest moje imię-powiedział.

-Jakie jest zatem twoje imię?-zapytał herszt.

-Nie wiem- powiedział i utkwił zawstydzony wzrok w ziemi.

-Więc to jest Ronin, ronin. Daj nam ten miecz.

Dwóch pozostałych zaczęło krążyć wokół niego. Niski z dużym młotem, a grubas z włócznią. Herszt wyciągnął zardzewiałą katanę zza pasa.

Ronin trzymał nadal miecz w pochwie. Jego ramię drżało. Bał się. Było ich przecież aż trzech,

a wyglądali na przywykłych do bitki. Nie pamięta, czy w ogóle kiedykolwiek przedtem walczył.

-To wszystko, co mam-powiedział.

-Ha! - ryknął się niski zbój. -Patrzcie go! On się trzęsie jak jakiś kurczak ze strachu.

-To ubijmy go jak kurczaka-zaśmiał się grubas.

-Do ataku!-krzyknął herszt.

Nadleciała włócznia. Orzeł krzyknął.

Ronin chciał odskoczyć na bok, ale miecz sam wzniósł jego ramię parując uderzenie włóczni, która wbiła się w drzewo obok niego. Grubas wytrzeszczył oczy ze zdziwieniem, zanim miecz uderzył go w twarz.

Stanął i zachwiał się trochę. Potem wypluł kilka zębów i przewrócił się na plecy.

-O do licha, potrafi się bić ten mały ronin. Może powinniśmy go zostawić w spokoju-powiedział herszt.

Mały zbój odsunął go jednak na bok.

-Miał po prostu szczęście.

Podniósł wielki młot i ruszył do ataku z dzikim rykiem.

Ronin znowu chciał odskoczyć. Jednak zamiast tego miecz, który nadal był w pochwie uderzył trafiając w nogę małego zbójcę. Mężczyzna upadł na klęczki, a miecz jeszcze raz podciął mu nogi, a mały zawisł na krótką chwilę w powietrzu i upadł na ściółkę leśną. Na sam koniec mały zbój zobaczył swój młot jak leci w dół prosto na jego gębę.

BUCH!

Herszt spojrzał na swoich dwóch koleżków. Z pewnością obaj ockną się z gigantycznym bólem głowy.

Ronin wciągnął szybko powietrze. To wszystko poszło tak szybko. Chłopak wyciągnął miecz. Ostrze nie było zrobione ze stali, ale z jakiegoś dziwnego, twardego, białego materiału.

Usłyszał krzyk dobiegający z drzewa nieopodal. To znowu był złoty orzeł. Zrzucił w kierunku Ronina liść. Liść lecąc ku dołowi upadł na ostrze miecza i został przecięty na pół. Jedyne oko rozbójnika zrobiło się wielkie jak ciastko ryżowe. Krzyknął, rzucił swoją katanę i zniknął między drzewami.

Ronin schował miecz do pochwy, choć ta dziwna opierała się. Tak jakby nie chciała wracać do pochwy, skoro już została z niej wyjęta.

Na szczęście udało się go w końcu schować. Ronin przypiął miecz do swego pasa i rozejrzał się wokoło. Czuł jednocześnie strach i ulgę. Bał się miecza, który nim kierował. Odczuwał jednak również ulgę, bo bez jego pomocy z pewnością by go zabili.

Usiadł przy ognisku, zdjął zająca z ognia i zaczął jeść. Złoty orzeł sfrunął ku dołowi, usiadł na ściółce leśnej kilka metrów od niego.

 

Ronin przełamał królika na dwie części i jedną z nich rzucił orłowi.

-Zasłużyłeś- powiedział z uśmiechem, gdy orzeł sięgnął po zająca, a potem odleciał w górę, by usadowić się na drzewie.

Po posiłku najadłszy się do syta, sprawdził kieszenie obu zbójów. Mieli trochę pieniędzy, a mniejszy z nich miał nawet zloty pierścień.

Ronin zabrał wszystko i udał się w głąb lasu.

Gdy zapadł już zmrok, znalazł duży krzak i wczołgał się pod niego zapadając wkrótce w sen z przypasanym do boku Gôsuto Mêkâ.

Ostatnią rzeczą, jaką usłyszał przed zaśnięciem był orzeł, który wylądował blisko niego przysiadając spokojnie na jednej z gałęzi.

Tajemniczy miecz

Krew. Roninowi śniła się krew. Gdy się obudził robiło się już szarawo, wschodzące słońce zabarwiło niebo czerwienią.

Trzymał coś blisko siebie. Zorientował się, że to pochwa miecza. Był pusta. Miecz gdzieś zniknął.

Szybko się podniósł. Sprawdził swoją sakwę. Pieniądze i pierścień były na miejscu. Oznacza to, że nie został obrabowany. Wyczołgał się szybko z zarośli i rozejrzał się wokoło. Jego wzrok zatrzymał się na czymś znajomym.

Miecz! Przebił zająca i sterczał wbity w ziemię kilka metrów przed nim. Chłopak rozejrzał się jeszcze raz. Nie było w pobliżu widać żadnych ludzi. Na zającu nie było najmniejszej kropli krwi.

Wyciągnął bez trudu miecz tkwiący w zającu i wsadził go z powrotem do pochwy. Rozejrzał się jeszcze raz. Orzeł zniknął, było zupełnie cicho. Niemal nienaturalnie cicho.

Nagle ptak powrócił. Szybował wysoko na niebie. Złoty orzeł. Krzyknął i zanurkował z lekkością w dół w jego kierunku. Ronin uchylił się w ostatniej chwili. Zauważył ostre pazury, które przeszły przez jego włosy.

Orzeł usiadł na gałęzi i spojrzał w dół na niego. Znowu krzyknął.

-Dobrze, dobrze, pójdę z tobą.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?