Pisma wybrane. Wiek XXTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

© Copyright by Jerzy Mamontowicz and Irena Zofia Kazimierczuk

© Copyright for this edition by Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2014

Marek Kornat
Jerzy Łojek jako historyk XX wieku

i

Dwudziestowiecznikiem stał się Jerzy Łojek trochę nieoczekiwanie i poniekąd na marginesie swoich głównych i dobrze znanych zainteresowań badawczych, usytuowanych na przestrzeni polskiej polityki, dyplomacji i opinii publicznej w wiekach XVIII i XIX. Na tyle jednak zaznaczył swą obecność na polu XX stulecia, że w wyborze jego pism nie można pominąć studiów z problematyki tego okresu.

Aż do roku 1978 sprawy XX wieku zajmowały uwagę autora Szans Powstania Listopadowego jedynie incydentalnie. Wówczas to, liczący sobie 46 lat historyk – mający ustalone już nazwisko i znaczący dorobek pisarski z epok wcześniejszych – wkroczył w studia nad najnowszą historią Polski, niewątpliwie z przekonaniem, iż są w niej obszary pozostawione poza zasięgiem uwagi historiografii polskiej w kraju – z powodu działania cenzury i celowego skazania ich na zapomnienie w realiach PRL. Przyświecała mu więc dewiza „odkłamania historii”. Można jednak zarazem dodać, że poszukiwał własnej, krytycznej interpretacji problemów będących przedmiotem jego poszukiwań.

Pierwszym zagadnieniem badawczym, które Łojek uczynił przedmiotem swych studiów, była sprawa sowieckiej napaści na Polskę z 17 września 1939 r. Tak powstała monografia Agresja 17 września 1939. Studium aspektów politycznych[1]. Od razu powiedzieć wypada, iż rzymska maksyma Habent sua fata libelli – bardzo często nadużywana i banalna – zdaje się szczególnie adekwatnie wyrażać prawdę o losach tej książki.

Latem 1978 r. Łojkowi udało się uzyskać możliwość kilkutygodniowego pobytu na Zachodzie. Wyjazd odbył się na własny koszt historyka – wiadomo, że przebywał on na uniwersytecie w Grenoble, gdzie mieściło się ważne centrum badań nad czasopiśmiennictwem doby oświecenia. Jak pisał w przeznaczonym do publikacji sprawozdaniu z wyjazdu, celem wyjazdu miały być studia nad prasą oraz kwerenda papierów po Williamie Pitcie, szefie brytyjskiego rządu z czasów „polskiej rewolucji” 1791 r., zachowanych w Chatham Papers i Public Record Office w Londynie[2]. W rzeczywistości Łojek poświęcił swój pobyt przede wszystkim na kwerendę w zbiorach brytyjskiego Foreign Office, przechowywanych, jak wiadomo, w Public Record Office, w świeżo oddanym wówczas do użytku publicznego nowoczesnym gmachu w Kew Gardens (w Londynie)[3]. Z tego, co zawarł w swojej monografii nie wynika, aby poszukiwania te były bardzo szerokie, okazały się wszakże wystarczające do wyrobienia sobie poglądów na temat stanowiska rządu Zjednoczonego Królestwa wobec sowieckiej napaści na Polskę.

Ukończywszy kwerendę w Londynie, Łojek przybył do Paryża i zatrzymał się tam również na krótko, co wszakże pozwoliło mu na przestudiowanie zespołu papierów Wacława Grzybowskiego – zmarłego we wrześniu 1959 r. b. ambasadora RP w Moskwie, któremu przyszło sprawować urząd w ostatnim okresie przed wybuchem II wojny światowej (od lipca 1936 do września 1939)[4]. Akta te przechowuje Biblioteka Polska przy Qui d’Orleans 6.

Do spraw związanych z katastrofą 17 września 1939 r. ustosunkowywał się Łojek nie bez emocjonalnego zaangażowania. Wśród czynników kształtujących klimat, w jakim rozpoczął swe studia nad tym zagadnieniem, wspomnieć trzeba przede wszystkim kryzys reżimu PRL ujawniający się już pod koniec lat siedemdziesiątych a uwieńczony zrywem „Solidarności”. O tym, w jaki sposób Łojek podchodził do spraw rozbioru Polski we wrześniu 1939 r., wymownie świadczy list pisany z Paryża do pułkownika Stefana Mayera (jednego z czołowych oficerów wywiadu armii II Rzeczypospolitej), datowany na 8 sierpnia 1978 r. Przyszły autor Agresji 17 września 1939 r. pisał:

Bardzo chciałbym szeroko podyskutować z Panem na temat tego wszystkiego, co udało mi się zobaczyć w zbiorach londyńskich w ciągu tych 15 dni intensywnej pracy. Przez kilka dni pracowałem w Public Record Office, w nowym gmachu wzniesionym na odludziu w Kew. Aż się zdumiałem, widząc, jak wiele arcyciekawych rzeczy dotyczących lat 1939–1941 (i dalej) można tam obejrzeć, a nie ma komu ich badać. W pośpiechu przerzucałem dokumenty, rzucające zupełnie nowe światło na nasze sprawy w czasach września i w ogóle w tym tragicznym dniu, który mnie interesuje. Sporo wynotowałem. Było dla mnie przykrym doświadczeniem stwierdzenie, że to, co stało się dla nas tak ogromnym zaskoczeniem, nie było żadnym zaskoczeniem dla Brytyjczyków… Już 12 uważali taki obrót wydarzeń za nieuchronny, a 16 np. Laurence Collier, radca Foreign Office ds. naszych i wschodniego sąsiada, notował na dokumentach, że wobec spodziewanego lada dzień wkroczenia inne pomysły mają już charakter „rozważań akademickich”. Tylko u nas w Kutach wszyscy byli kompletnie ślepi. Straszne! W Instytucie Sikorskiego badałem starannie pełną dramatycznych dokumentów tekę Naczelnego Dowództwa z 17. Niestety, teksty autentycznych depesz „juzowych”, przekazujących opinie i rozkazy w sprawie zachowania oddziałów KOP-u, budzą zdumienie i przerażenie. Przecież w Kutach sądzono ówcześnie, że wszelki opór na ziemiach polskich skończy się ostatecznie 18 lub 19. I nikt nie sądził, że ten opór, z wielkimi bitwami naszych wojsk, trwać będzie jeszcze 2 tygodnie, że nasze wojska będą staczały wielkie bitwy z dwoma przeciwnikami – zupełnie osamotnione, nawet bez koordynacji działań ze strony jakiejś „delegatury” Naczelnego Dowództwa i Rządu, pozostawionych na obszarze RP. Budzi to wszystko ogromnie przykre refleksje. Można bowiem zrozumieć decyzję N[aczelnego] W[odza] i Rządu opuszczenia terytorium RP dla kontynuowania działań we Francji – w nocy 17/18 IX. Ale taka decyzja miała sens polityczny tylko pod warunkiem, że Prezydent, Naczelny Wódz, min. spraw zagr. i premier znajdą się w Paryżu najpóźniej w nocy 19/20 września. Jeżeli tego nie umiano załatwić, a wskutek błędnej decyzji opuszczono walczące na ziemiach RP oddziały, cała ta akcja stała się bezsensowna i niestety obciąża fatalnie konto historyczne ludzi działających na najwyższym szczeblu we wrześniu. Tu nie ma wytłumaczenia: nie można było przewidzieć. Obowiązkiem polityka jest właśnie przewidzieć. Jeżeli nie umie przewidzieć, ponosi za to straszną odpowiedzialność historyczną. Mam w pamięci naszą ostatnią rozmowę telefoniczną między Paryżem a Londynem – i rozumiem Pana troskę, aby oddać całą sprawiedliwość ludziom, którzy znaleźli się w tak dramatycznej sytuacji owego tragicznego dnia. Jednakże od lat doszedłem do wniosku, że co prawda historyk nie może wymagać od ludzi danej epoki sądów i reakcji wybiegających w ogóle poza możliwości tej epoki; jeżeli jednak w tej epoce znajduje dowody, że byli działacze, którzy inaczej i trafniej rozumieli całą sytuację, tym samym ma prawo stosować takie wymagania i kryteria ocen wobec swoich „bohaterów”. Z przykrością zauważam, że nasi politycy w 1939 byli najdalsi rozumienia całej sytuacji – mimo że rozumieli ją trafnie inni ich współcześni. Coraz bardziej umacniam się w przekonaniu, że brak radykalnej deklaracji w tragicznym dniu był najfatalniejszym błędem polskim w czasie całej II wojny światowej. A były po temu możliwości. Dowody źródłowe są aż nadto przekonywające – i strasznie przykre w analizie. Sądzę, że w ocenie swojej nikogo nie skrzywdzę, chociaż będę się upominał o interesy Narodu, a nie jego oficjalnych przywódców. Ufam, że wszystko znajdzie pokrycie w dokumentach[5].

 

Zasadnicze przekonanie, iż na władzach politycznych i wojskowych Rzeczypospolitej ciąży odpowiedzialność i wina za to, że nie rozpoznały nadchodzącego zagrożenia ze wschodu i nie przygotowały państwa na tę okoliczność – uczynił Łojek jedną z najważniejszych myśli swojej książki pisanej głównie zimą 1978–1979 r.

Należy pamiętać, iż tak się stało, że Agresja 17 września 1939. Studium aspektów politycznych powstała jako pierwsza w historiografii polskiej osobna monografia tego zagadnienia. Jest oczywiste, iż w kraju – w oficjalnym obiegu – nie mogło powstać takie opracowanie. Nawet samo wspomnienie paktu Hitler–Stalin de nomine było niemożliwe, nie tylko w pracach adresowanych do szerszej opinii, ale także w opracowaniach naukowych[6]. Że nie było możliwości zbadania tego zagadnienia w zdominowanym przez komunistów kraju – nie ma potrzeby tłumaczyć. Ale też historiografia emigracyjna – mimo znacznych wysiłków badawczych wokół dyplomacji i polityki zagranicznej II Rzeczpospolitej – nie zaowocowała studium nad tym szczególnym doświadczeniem klęski, która przypieczętowała rozbiór państwa, a dla narodu polskiego niosła straszliwe doświadczenie sowieckich zbrodni przeciw ludzkości popełnionych podczas II wojny światowej. Można odnieść wrażenie, iż niezbyt chętnie sięgano po ten temat, gdyż wiązało się to z koniecznością krytycznej analizy postępowania władz politycznych RP, dyplomacji i Naczelnego Dowództwa w obliczu tego ciosu.

Wprawdzie publikacja w Londynie w 1951 r. pierwszej części wydawnictwa Polskie Siły Zbrojne w drugiej wojnie światowej była poważnym krokiem do objaśnienia pracy Naczelnego Dowództwa podczas kampanii wrześniowej, ale pełnej monografii napaści Sowietów zastąpić nie mogła[7]. W roku 1972 doszła do skutku długo oczekiwana publikacja tomu IV Diariusza i Tek Jana Szembeka w opracowaniu b. dyplomaty Józefa Zarańskiego, która przyniosła bardzo znaczną porcję wiedzy o percepcji położenia kraju w ujęciu twórców jej polityki zagranicznej – ale na uchodźstwie nie powstał nawet jeden skromny artykuł rozpatrujący ów problem w sposób naukowy[8]. Dopiero w roku 1986 Ryszard Szawłowski ogłosił pod pseudonimem Karol Liszewski studium Wojna polsko-sowiecka 1939, którego znaczenia nie sposób przecenić[9]. W wolnej już Polsce przyszło też piszącemu niniejsze słowa rozpatrywać stanowisko władz Rzeczypospolitej wobec paktu Ribbentrop–Mołotow z 23 sierpnia 1939 r., a wydana w roku 2002 monografia: Polska 1939 roku wobec paktu Ribbentrop–Mołotow. Problem zbliżenia niemiecko-sowieckiego w polityce zagranicznej II Rzeczypospolitej stała się pierwszym całościowym ujęciem tej problematyki[10].

Zanim książkę swą ukończył, Łojek wydał jej wstępny zarys w postaci obszernego artykułu na łamach wychodzącego w podziemiu (tzw. II obiegu), a wydawanego przez Antoniego Macierewicza, warszawskiego miesięcznika „Głos” (nr 10 z października 1978 r.)[11]. Autor bardzo pragnął, aby zdążyć z publikacją całej monografii na czterdziestolecie sowieckiej agresji, która wypadała we wrześniu 1979 r., lecz zamysł ten nie został zrealizowany.

Jak wynika z listu Łojka do Jerzego Giedroycia, wysłanego z Londynu 2 maja 1979 r., tekst w postaci mikrofilmu i pod pseudonimem Leopold Jerzewski został skierowany do Maisons-Laffitte. Przede wszystkim autor pragnął, aby jego książka ukazała się nakładem Instytutu Literackiego Jerzego Giedroycia w Maisons-Laffitte. Pisał:

Mam nadzieję, że zechce Pan wydać tę książkę w Bibliotece „Kultury”. Jest to książka w swojej wymowie gorzka i dla wielu ludzi z nieodległej przeszłości dość przykra. Zauważam, iż niektórzy czytelnicy krajowi (którzy znają tezy autora ze skrótu, ogłoszonego w krajowym „Głosie”) uważają wiele moich wniosków, wyciągniętych z analizy materiału dokumentalnego, za tzw. „kontrowersyjne”. Może i Pan z tym czy owym się nie zgadza. W każdym razie upewniam Pana, że – po najstaranniejszym przemyśleniu świadectwa dokumentów – do innych wniosków dojść nie mogłem – jeżeli mam pozostać w zgodzie ze swoim historyczno-naukowym sumieniem. Jest to rzecz pisana z perspektywy 40 lat, przy odsunięciu na bok sentymentów i resentymentów ludzi, którzy we wrześniu 1939 i w okresie 1939–1945 odgrywali istotną rolę polityczną. Innego dzieła napisać nie mogłem[12].

W listopadzie 1981 r., a więc na miesiąc przed wprowadzeniem w PRL stanu wojennego, Łojek przekazał tekst do wydawnictwa „Głos”. Niestety, w trakcie przepisywania rękopisu Służba Bezpieczeństwa skonfiskowała tekst. W tych warunkach na wiosnę 1982 r. autor podjął próbę „rekonstrukcji” treści, utraciwszy przede wszystkim aparat naukowy i dokumenty archiwalne wraz z egzemplarzem pierwotnym. Żmudną pracę ukończył przed 3 maja 1982 r., gdyż na ten dzień datował przedmowę do drugiej wersji monografii. Jak wynika z listu do Giedroycia z 26 maja 1984 r., powstała w ten sposób i przekazana redakcji „Głosu” wersja monografii została poszerzona w stosunku do tego, co otrzymał wcześniej Redaktor „Kultury”. W roku 1982 książka ukazała się w postaci samoistnej wydawniczo nakładem „Głosu” – oczywiście w II obiegu. Pierwsza wersja książki była pozbawiona dokumentacji zawartej w aneksach źródłowych, które dodane zostaną do wydania trzeciego z roku 1990.

W tym miejscu wspomnieć należy, iż Łojek wydał także istotny przyczynek źródłowy do spraw agresji sowieckiej 17 września 1939 r. Chodzi o zapiski gen. Wilhelma Orlika-Rückemanna, zastępcy dowódcy Korpusu Ochrony Pogranicza[13]. Udostępniona historykom została w ten sposób druga – obok notatek gen. Władysława Langnera, który dowodził zgrupowaniem wojsk broniących Lwowa[14] – ważna relacja oświetlająca postawy i zachowania generalicji polskiej wobec zagrożenia ze strony Sowietów we wrześniu 1939 r., nie wspominając notatek oficerów sztabu Naczelnego Wodza, jak np. Józefa Jaklicza[15].

Autor pierwszej monografii o agresji sowieckiej z 17 września 1939 r. dążył za wszelką cenę do publikacji książki na Zachodzie, aby miała dystrybucję wśród emigracji polskiej. W tych staraniach natrafił na niespodziewane przeszkody. Nie zainteresowało się bowiem jego pracą żadne wydawnictwo na emigracji, co z pewnością było pokłosiem tez autora, uważanych za kontrowersyjne. Jednym z pomysłów, jaki się pojawił, a o czym dowiadujemy się z korespondencji Łojka z Giedroyciem, były starania o druk w Nowym Jorku, w czym, jak oczekiwał, miałby dopomóc przebywający wówczas w Nowym Jorku Piotr Naimski.

26 maja 1984 r. Łojek pisał do Giedroycia:

Rzecz jest wynikiem kilkuletnich poszukiwań archiwalnych autora w Polsce, a zwłaszcza we Francji i w Anglii; szkoda więc, iżby przepadła, tym bardziej, że jest szczegółowo udokumentowana na podstawie źródeł archiwalnych i publikowanych. Jeden z egzemplarzy ma p. Władysław Ż[eleński]. Jeżeli mógłby Pan to wydać, w miarę swoich możliwości, autor stawia tę pracę do Pana dyspozycji. O ile wiem, we wstępie jest parę zdań, które u nas uchodzą za kontrowersyjne. Chodzi o uwagi, że w świetle doświadczeń historii lepszą szansę niż stało się w latach 1939–1984, mogłaby zapewnić ewentualnie czynna ofensywna współpraca z Niemcami. Jest to pogląd oparty na dokładnej analizie dokumentów i sytuacji, wyznawany przez autora – ale nie istota rzeczy. Autor byłby skłonny przystać – gdyby ten fragment wzbudzał wątpliwości – na opatrzenie go uwagą polemiczną wydawnictwa lub złagodzenie go stylistyczne, przez stwierdzenie typu, że: „istnieją w Polsce opinie, zresztą odosobnione, iż…”. W tej chwili jesteśmy pewni, że nowojorski „Głos” tego nie wyda, a całą rzecz zmarnuje. Naprawdę takiego studium nikt nie powtórzy, bo nikt nie dotrze teraz do tych samych dokumentów, a sprawa jest wagi zasadniczej dla najnowszej historii[16].

 

Ku niewątpliwemu zaskoczeniu autora, Redaktor „Kultury” odmówił jednak przyjęcia książki do druku. „Agresji nie będę mógł wydać, bo nie tylko mam ściśnięty plan wydawniczy, ale przede wszystkim nie bardzo się z książką zgadzam” – pisał do Łojka Redaktor, jak zwykle krótko i eufemistycznie, w liście z 10 października 1984 r.

Giedroyc uważał najwyraźniej, że przedstawia ona zbyt krytycznie politykę polską w przededniu katastrofy rozbioru. W każdym razie w ówczesnych realiach, nie akceptował rozumowania autora. Dodać można już z dzisiejszej perspektywy, że sprawa pozostaje o tyle zagadkowa, że Giedroyc nie był daleki od tezy o „niemieckiej alternatywie” w polskiej polityce zagranicznej 1938/1939, co też bardzo wyraźnie powiedział przynajmniej kilkakrotnie, ale dopiero pod koniec życia[17].

Po jedenastu latach od napisania, w roku 1990, zarazem cztery lata po przedwczesnej śmierci autora i w wolnej już Polsce, monografia Agresja 17 września 1939. Studium aspektów politycznych wyszła w obiegu oficjalnym – nakładem Wydawnictwa Lubelskiego. To pierwsze jawne wydanie miało bardzo duży nakład – 200 tys. egzemplarzy, i było do tej chwili ostatnim.

Wydanie to przyniosło ostateczną wersję monografii. Trzeba oczywiście dodać, iż od chwili napisania tekstu, do roku 1990 powstało wiele rozmaitych opracowań poświęconych położeniu Polski w przededniu katastrofy 1939 r. – nie mógł ich już uwzględnić autor, którego nieoczekiwany zgon nastąpił na trzy lata przed przełomem ustrojowym w kraju w 1989 r. Trzeba o tym pamiętać, gdyż czytając tekst, nie należy uważać, że odzwierciedla on w pełni stan badań nad IV rozbiorem Polski, według stanu na rok 1990[18].

Autor niewątpliwie zdawał sobie sprawę z wyraźnej i nieuchronnej selektywności materiału, jaki wyzyskał, co zresztą było nieuniknione w warunkach, w jakich pracował. W liście do Giedroycia z 2 maja 1979 r. pisał:

Z pozycji obiektywnego krytyka miałbym do zarzucenia tej książce spore braki w podstawie dokumentacyjnej. Po prostu: pracując w Kraju, a tylko przez krótkie okresy w Paryżu lub Londynie, autor nie mógł zebrać wszystkich ważniejszych dokumentów. Zebrał i wyzyskał najważniejsze. Na wszystkie zarzuty odpowiadam, że tak czy owak jest to na dany temat dzieło w ogóle pierwsze, a w każdym razie oparte na stosunkowo największej ilości źródeł. Może w przyszłości ktoś napisze lepsze. Chciałbym doczekać tej chwili[19].

Przejdźmy do najważniejszych wniosków autora, one bowiem nadają monografii Łojka szczególne znaczenie, co nie oznacza, że zostały podzielone w historiografii.

Po pierwsze, autor Agresji 17 września 1939. Studium aspektów politycznych był przekonany, że polityka zagraniczna Polski – będąc polityką równowagi między Niemcami i ZSRR – była, być może, optymalna w realiach lat trzydziestych, lecz w warunkach 1939 r. wyczerpała swoje możliwości i w obliczu nieuchronności klęski winna była zostać porzucona na rzecz czasowego zbliżenia z Niemcami. Żądania kierownictwa III Rzeszy w sprawie cesji terytorialnej Wolnego Miasta Gdańska oraz eksterytorialnej autostrady przez Pomorze do Prus Wschodnich należało więc przyjąć. Łojek nie stawiał oczywiście na zwycięstwo Niemiec Hitlera w II wojnie światowej, kalkulował natomiast, że tak czy inaczej zostałyby one pokonane, Polska zaś zdołałaby z nimi zerwać w odpowiednim momencie. W takich warunkach:

Druga Wojna Światowa trwałaby zapewne nie pięć lat lecz dłużej, z tym, że Polska znalazłaby się w nieporównywalnie lepszym położeniu… ciągle, przez długi okres, jako sojusznik Rzeszy Niemieckiej. Adolf Hitler w końcu musiałby przegrać. Gdyby nawet wzmocnione potencjały wojenne Wielkiej Brytanii i Francji, przy intensywnej pomocy USA po przełamaniu nastrojów izolacjonistycznych w Ameryce, nie wystarczyły do zmuszenia Niemiec do kapitulacji środkami konwencjonalnymi, tak czy owak kres dominacji niemieckiej w Europie przyszedłby w roku 1945 lub w początkach 1946. Albowiem w drugiej połowie 1945 roku Stany Zjednoczone byłyby już w posiadaniu broni atomowej. Wynikało to z naturalnego tempa rozwoju techniki nuklearnej w warunkach wojny, w Wielkiej Brytanii i USA, gdzie badania nad tą bronią były od 1942 roku znacznie bardziej zaawansowane niż w Niemczech[20].

Po drugie, Łojek szczególnie mocno akcentował, iż kierownictwo polityki zagranicznej oraz naczelne dowództwo armii całkowicie nie rozpoznały nadchodzącego zagrożenia ze strony państwa Sowietów. Uważał, iż służby dyplomatyczne państw innych – przede wszystkim mocarstw zachodnich – potrafiły dojść do realistycznej oceny sowieckiej polityki i jej celów, podczas gdy Polacy nie zdobyli się na to.

Po trzecie, afirmując obserwację marszałka Piłsudskiego, który orzekł, że walcząc z Niemcami, Polska może przynajmniej liczyć na jakąś pomoc Zachodu, ale w starciu z Rosją skazana jest na osamotnienie i nie może zdawać się na pomoc mocarstw zachodnich – Łojek dochodził jednak do wniosku, że w sierpniu 1939 r. możliwe było uzyskanie brytyjskich zobowiązań sojuszniczych na wypadek agresji sowieckiej. Jak wiadomo, polsko-brytyjski traktat o pomocy wzajemnej z 25 sierpnia tego roku postanowień takich ostatecznie nie zawierał. Zdaniem warszawskiego historyka stało się tak w następstwie nadmiernej „sztywności” polskiego MSZ, które nie dopuszczało myśli o spełnieniu brytyjskich oczekiwań co do wypowiedzenia wojny Włochom, gdyby Zjednoczone Królestwo znalazło się z nimi w stanie wojny.

Po czwarte, autor Agresji 17 września 1939 r. przekonany był, iż państwo i armia powinny były zostać lepiej przygotowane do wojny – zabrakło przede wszystkim systemu łączności między Kwaterą Główną Naczelnego Wodza a dowództwami poszczególnych armii. Nie powzięto właściwie żadnych przygotowań na okoliczność agresji ze wschodu. Nie zdecydowano się na demonstracyjny i bardziej zorganizowany opór wobec wkraczających wojsk sowieckich.

Po piąte, Łojek utrzymywał, że rozkaz Naczelnego Wodza marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego „z Sowietami nie walczyć”, wydany dowódcom walczących jeszcze oddziałów na parę godzin przed opuszczeniem terytorium kraju 17 września 1939 r. – był wielkim i kosztownym błędem politycznym.

Po szóste wreszcie, autor Agresji 17 września 1939 r. uważał, iż rząd RP popełnił wielki błąd polityczny, nie wypowiadając Sowietom wojny w sposób oficjalny i formalny. W ten sposób bowiem powstało międzynarodowe wrażenie, iż nie ma stanu wojny między Polską a państwem Sowietów, które okupowało połowę jej terytorium.

Każda monografia jest określoną interpretacją problemu, który autor poddaje postępowaniu badawczemu. Formułowane przez niego poglądy wymagają zawsze krytycznej refleksji – zwłaszcza po latach. Monografia o sowieckiej agresji 17 września nie jest wolna od tej prawidłowości – nie tylko dlatego, że stan naszej wiedzy o polityce polskiej w roku 1939 zasadniczo posunął się naprzód na przestrzeni ostatnich trzydziestu paru lat, ale także z pewnością dlatego, iż nie jest ona pozbawiona dyskusyjnych interpretacji, zaś wnioski swoje autor wypowiedział w bezkompromisowej formie.

Kiedy przychodzi nam zatrzymać się nad twierdzeniami autora Agresji 17 września 1939, trzeba powiedzieć, iż mimo wielu niezmiernie trafnych ocen i spostrzeżeń ogólny obraz polityki polskiej w roku 1939 wypada jednak zbyt pesymistycznie w stosunku do rzeczywistości.

Bezsporną prawdą jest, iż „polityka równowagi” wyczerpała swoje możliwości jesienią 1938 r. U jej podstaw tkwiło od początku milczące założenie, że Polska może prowadzić taką politykę, ponieważ trwają rozbieżności między Berlinem a Moskwą. Ale jednak teza o dostępności „niemieckiej alternatywy” musi rodzić wielkie wątpliwości. Czy Polska – położona w tej a nie innej konstelacji geograficznej – mogłaby pójść na ugodę z Niemcami, aby następnie z nimi zerwać? Wydaje się to wielce karkołomną konstrukcją.

Zarzut, że kierownictwo polityki polskiej (z ministrem Beckiem na czele) nie rozpoznało zagrożenia w postaci napaści Sowietów – jest niestety prawdziwy. Historyk, rozpatrując te sprawy, może jedynie domniemywać, czy istotnej roli nie odegrały w tym „względy psychologiczne”, kształtujące nastroje, kalkulacje i motywacje polskiego kierownictwa politycznego – na co zwrócił uwagę jako pierwszy już kilkanaście lat temu Michał Zacharias, ceniony znawca polityki zagranicznej II Rzeczypospolitej[21]. Tak to już jest, że umysł ludzki tak funkcjonuje, iż wyobraźnia nasza raczej nie przyjmuje scenariusza wydarzeń, który zdaje się najgorszy, lecz stara się go wyprzeć ze świadomości. „Nie można wykluczyć – pisał Zacharias w jednym ze swych artykułów – że na ulicy Wierzbowej przeczuwano już prawdziwy charakter stosunków niemiecko-sowieckich i że podświadome obawy, których trudno się doszukać we wcześniejszych opiniach, istotnie mogły się pojawiać. Były one zrozumiałe psychologicznie, podobnie jak to, że wstrzymywano się z ich wypowiedzeniem”[22].

Jako wybitnie dyskusyjną wypada uznać tezę o możliwości osiągnięcia porozumienia z Wielką Brytanią, które zapowiadałoby zastosowanie przymierza, gdyby Polska została napadnięta przez Sowietów. Łojek uważał, że w zamian za to Polska winna była zobowiązać się do wypowiedzenia wojny Włochom, gdyby te, jako sojusznik Niemiec, wystąpiły zbrojnie przeciw Wielkiej Brytanii, na czym stronie brytyjskiej zależało, o czym już wspomnieliśmy. Oczywiście, do chwili wybuchu dyplomatycznej „bomby”, jaką był pakt Hitler–Stalin, nie mogli Brytyjczycy dać Polakom żadnych gwarancji na okoliczność zagrożenia ze strony ZSRR, skoro priorytetem Londynu było sfinalizowanie rokowań z Sowietami. Trzeba zarazem pamiętać, że 25 sierpnia – być może pod wpływem pogłosek o tajnym układzie niemiecko-sowieckim sprzed dwóch dni – Komitet Polityki Zagranicznej uchwalił, iż niemożliwe są gwarancje dla Polski na okoliczność zagrożenia ze strony Sowietów[23]. Postanowiono udzielić zobowiązań tylko przeciw Niemcom, gdyż inaczej we should be guaranteeing Poland against aggression by Russia[24]. Zresztą niezależnie od wszystkiego, punkt 3 tajnego protokołu do układu o pomocy wzajemnej zdawał się dawać Polsce wszelkie należyte gwarancje polityczne w realiach przyszłej wojny koalicyjnej. Stanowił on bowiem rzecz następującą:

Zobowiązania, o których mowa w Artykule 6-tym Układu, jeżeliby miały być zawarte przez jedną z umawiających się stron z państwami trzecimi, musiałyby koniecznie być ujęte w ten sposób, ażeby ich wykonanie nie mogło nigdy naruszyć suwerenności ani nietykalności terytorialnej drugiej umawiającej się strony[25].

Minister Beck miał na tej podstawie prawo przyjąć, iż stypulacja ta jest rękojmią zabezpieczenia interesów Rzeczypospolitej także na wschodzie. Że w realiach II wojny światowej tak się nie stało – nie jest jego winą. Wydaje się tymczasem konieczne, by przy ocenie postępowania polskiego ministra spraw zagranicznych wiosną i latem 1939 r. o tym pamiętać.

W innej jeszcze kwestii Łojek zajął stanowisko raczej odosobnione w historiografii polskiej. Uważał on, że wykonanie wojskowych zobowiązań wobec Polski przez jej zachodnich sojuszników, nie powstrzymałoby Sowietów od zamiaru napaści na Rzeczpospolitą, ale raczej przyspieszyło wkroczenie Armii Czerwonej. Jego zdaniem:

Gdyby nawet Francja i Wielka Brytania uderzyły zdecydowanie wszystkimi swoimi siłami na froncie zachodnim już dnia 2 albo 3 września, jedynym tego skutkiem na froncie polskim byłoby najpewniej przyśpieszenie akcji ZSRR. Agresja radziecka na Polskę nastąpiłaby wtedy nie 17, lecz może już 10–12 września. Im skuteczniejsza byłaby polska obrona na naszym froncie zachodnim, tym pewniejsze uderzenie ze wschodu[26].

Nie jestem przekonany o słuszności tego argumentu, gdyż wszystkie dostępne źródła sowieckie wskazują na wyczekiwanie Stalina we wrześniu 1939 r. na rozwój wypadków, a przede wszystkim na to, czy alianci Polski podejmą jakiekolwiek działania wojskowe. Stalin mógł napaść na Polskę choćby 3 albo 7 września. Nie uczynił tego wszakże, wyczekując na losy polskiej kampanii obronnej.

Należy przypomnieć, iż Agresja 17 września 1939 r. wpisuje się w szerszy nurt wystąpień na rzecz tezy o możliwości „alternatywy niemieckiej” w polityce polskiej. Jak wiadomo, poglądy takie głosili dużo wcześniej Władysław Studnicki oraz Stanisław Mackiewicz[27]. Ten pierwszy, książką Wobec nadchodzącej II wojny światowej w czerwcu 1939 r., nawoływał do ugody z Niemcami jeszcze zanim ona wybuchła. Mackiewicz nazwał przymierze z Wielką Brytanią klasycznym w swym rodzaju „sojuszem egzotycznym”. Notabene – jak świadczy o tym list do Giedroycia z 8 kwietnia 1983 r., Łojek bardzo wysoko cenił prace Stanisława Mackiewicza, zwłaszcza pamflety Historia Polski… oraz Lata nadziei[28]. „Ta książka urasta w miarę upływu lat do coraz większej rangi. Rzeczy pisane aktualnie rzadko mają taką samą wartość co klasyczne dzieła z epoki (niestety) minionej”[29].

Nad zachowaniem politycznych władz RP w obliczu napaści bolszewickiej armii zatrzymywano się już wielokrotnie. Będzie tak zapewne i w przyszłości. Dobrze się wszakże stało, że wznowienie monografii Łojka przypada na 75. rocznicę IV rozbioru naszego państwa.

Jedno jeszcze zagadnienie wymaga wyjaśnienia. Otóż dobrze znana pozostaje historykom instrukcja ministra Becka do polskich placówek dyplomatycznych z 17 września po południu. Nie pozostawia zaś ona najmniejszych złudzeń co do kwalifikacji aktu agresji ze strony Sowietów. Tekst ów brzmiał w całości następująco:

Ambasador Grzybowski odmówił przyjęcia noty Mołotowa i założył protest przeciw agresji. Zaaprobowałem jego stanowisko polecając zażądać paszportów i opuścić Moskwę. Rząd polski działający na terytorium Rzeczypospolitej w kontakcie z Korpusem dyplomatycznym założył protest przeciw insynuacjom sowieckim. Nasze oddziały graniczne stawiły opór inwazji. Proszę oświadczyć […] Rządowi, że oczekujemy zdecydowanego protestu aliantów przeciwko napaści. Rezerwuję sobie dalsze żądania polskie wynikające z istniejących umów. Proszę o powyższym poinformować placówki a to Paryż, Środkowo-europejską i południowe, Londyn, państwa bałtyckie i zamorskie[30].

Łojek nie uwzględnił tego dokumentu w swej monografii.

Książka o agresji 17 września 1939 spotkała się z szerokim rozgłosem – była z uwagą czytana w kraju jako pozycja rozpowszechniana w II obiegu. Trzecie wydanie (z 1990 r.) skomentował w zwięzłej recenzji znany historyk dyplomacji i długoletni profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Henryk Batowski, który afirmatywnie ocenił poglądy autora, co może wydawać się zaskakujące[31]. Przede wszystkim Batowski zgodził się z Łojkiem w krytyce „dziwnego postępowania bawiącego jeszcze przez cały dzień 17 września w Polsce rządu, zwłaszcza Naczelnego Dowództwa oraz ministra spraw zagranicznych Becka”. Pisał też: „Krytyka ta stwierdzająca, że Naczelne Dowództwo zawiodło, nie wydając wszystkim jednostkom armii rozkazu bezwzględnego stawienia oporu wkraczającemu wrogowi, lecz przeciwnie posłało wprowadzającą w błąd dyrektywę nie otwierania ognia, gdyby tego nie uczynił wkraczający, jest słuszna”[32]. Ponadto Batowski dodał jeszcze następujący komentarz:

1Pełny adres bibliograficzny: Jerzy Łojek [Leopold Jerzewski], Agresja 17 września 1939. Studium aspektów politycznych, wyd. 3, Warszawa 1990 (książkę ogłosiło Wydawnictwo Lubelskie).
2J. Łojek, Wyjazd naukowo-badawczy do Francji i Anglii 3 VIII – 17 IX 1976, „Biuletyn Polonistyczny”, 1977, nr 4, s. 57–58.
3Nastąpiło to w maju 1976 r.
4Aktami tymi przed Łojkiem nie zainteresował się bliżej żaden historyk dyplomacji. Dopiero w roku 2002 ukazało się moje studium o tym dyplomacie: M. Kornat, Ambasador Wacław Grzybowski i jego misja w Związku Sowieckim w latach 1936–1939, „Zeszyty Historyczne”, 2002, z. 142, s. 5–80.
5Biblioteka Polska (Londyn), Rękopisy, sygn. 1292 (Korespondencja płk. Stefana Mayera).
6W tych ostatnich pojawiało się sformułowanie o „układach” albo „umowach” niemiecko-radzieckich z sierpnia 1939, oczywiście bez analizy stypulacji tajnego protokołu dodatkowego.
7T. I, cz. 1: Polityczne i wojskowe położenie Polski przed wojną.
8Tom zawierał m.in. rozmowy wiceministra spraw zagranicznych z Beckiem i marszałkiem Rydzem-Śmigłym oraz ich oceny międzynarodowego położenia Polski z okresu lata 1939 r. (Józef Zarański był dyplomatą II Rzeczypospolitej, m.in. konsulem w Wiedniu przed tzw. Anschlussem w 1938 r.).
9Jedenaście lat później książkę wydano w kraju, znacznie rozszerzoną i pod własnym nazwiskiem autora: Ryszard Szawłowski (Karol Liszewski), Wojna polsko-sowiecka 1939. Tło polityczne, prawno-międzynarodowe i psychologiczne, wyd. 3 uzup., Warszawa 1997, t. 1–2.
10Monografię wydał Polski Instytut Spraw Międzynarodowych w Warszawie.
11Artykuł wywołał liczne odniesienia polemiczne – drukowane na łamach „Głosu” w 1979 r. (nr 3, 5, 6).
12Archiwum Instytutu Literackiego (Maisons Laffitte) [dalej skrót: AIL], korespondencja Jerzego Giedroycia z Jerzym Łojkiem.
13Zob. W. Orlik-Rückemann, Kampania wrześniowa na Polesiu i Wołyniu: 17 IX 1939 – 1 X 1939, oprac. L. Jerzewski, Warszawa 1985 (drukowane w II obiegu, nakładem „Głosu”).
14Zob. W. Langner, Ostatnie dni obrony Lwowa (1939), „Niepodległość” (Nowy Jork–Londyn), 1978, t. XI, s. 80–213.
15Zob. J. Jaklicz, 17 września 1939 r. w Sztabie Naczelnego Wodza, „Zeszyty Historyczne”, 1967, z. 12, s. 140–162.
16AIL, korespondencja Jerzego Giedroycia z Jerzym Łojkiem. List z 26 maja 1984 r. (Władysław Żeleński, prawnik i prokurator, który oskarżał ukraińskich sprawców zamachu na życie ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego w roku 1934, mieszkał w Paryżu, Łojek spotykał się z nim przy okazji swych nielicznych wyjazdów zagranicznych).
17Zob. M.A. Supruniuk, Uporządkować wspomnienia. Nieautoryzowane rozmowy z Jerzym Giedroyciem, Toruń 2011, s. 58. W rozmowach prowadzonych pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX w., których pokłosiem pozostaje ta książka, Redaktor „Kultury” stwierdził też, że „Beck popełnił dwa błędy: przecenił sojusz polsko-angielski i nie docenił układu Ribbentrop–Mołotow”.
18Mamy tu na myśli wspomnianą książkę Szawłowskiego (Liszewskiego) oraz pisaną z innych pozycji pracę Włodzimierza T. Kowalskiego (Ostatni rok Europy (1939), Warszawa 1989), w której autor ten zgromadził znaczny materiał źródłowy, mimo niemożliwych do przyjęcia interpretacji.
19AIL, tamże.
20J. Łojek, Agresja 17 września 1939 r., s. 54 (niniejszego wydania).
21M. Zacharias, Polska wobec zbliżenia niemiecko-sowieckiego w okresie międzywojennym (ze szczególnym uwzględnieniem układu z 23 sierpnia 1939 r.), [w:] Rola i miejsce Polski w Europie 1914–1957. W 75. rocznicę odzyskania Niepodległości. Materiały z sesji naukowej w Instytucie Historii PAN 8–9 listopada 1993 r., red. A. Koryn, Warszawa 1994, s. 118.
22Tamże, s. 118.
23Protokół obrad Komitetu Polityki Zagranicznej 25 sierpnia 1939, National Archives (Londyn), CAB. 27/625. Zob. także H. Batowski, Podpisanie i tekst układu polsko-brytyjskiego (Na podstawie dokumentów Foreign Office), [w:] Z. Błażyński (red.), Władze RP na Obczyźnie podczas II wojny Światowej 1939–1945, Londyn 1994, s. 120–141. Moja analiza w: M. Kornat, Polityka zagraniczna Polski 1938–1939. Cztery decyzje Józefa Becka, Gdańsk 2012, s. 379–380.
24Protokół obrad Komitetu Polityki Zagranicznej 25 sierpnia 1939 (jak wyżej).
25T. Piszczkowski, Anglia a Polska 1914–1939 w świetle dokumentów brytyjskich, Warszawa 1975, s. 435.
26J. Łojek, Agresja 17 września 1939 r., s. 56 (niniejszego wydania).
27Ostatnio zainteresowanie tą problematyką przybrało konkretne rezultaty, a mam na myśli prace Jacka Gzelli (Między Sowietami a Niemcami. Koncepcje polskiej polityki zagranicznej konserwatystów wileńskich zgrupowanych wokół „Słowa” (1922–1939), Toruń 2011) i Jana Sadkiewicza (Idea porozumienia polsko-niemieckiego w publicystyce Władysława Studnickiego i wileńskiego „Słowa”, Kraków 2012).
28Stanisław Mackiewicz wydał swoją Historię Polski od 11 listopada 1918 do 17 września 1939 w Londynie w 1941 r., a Lata nadziei. 17 września 1939 r. – 5 lipca 1945 r. w roku 1946 (również w Londynie). Łojek dostrzegał wszakże „powojenną fobię antybrytyjską” Mackiewicza.
29AIL, List z 8 kwietnia 1983 r.
30Polskie Dokumenty Dyplomatyczne. Wrzesień – grudzień 1939, red. W. Rojek, Warszawa 2007, s. 95–96.
31Zob. H. Batowski, Rec. z: J. Łojek (L. Jerzewski), Agresja 17 września 1939. Studium aspektów politycznych, wyd. 3, Warszawa 1990, „Studia Historyczne” (Kraków), 1991, nr 2, s. 334.
32Batowski przypomniał, że był świadkiem walk zgrupowania wojsk gen. Kleeberga z Sowietami „po obu stronach Bugu” w końcu września 1939 r. (zob. tenże, Rec. z: J. Łojek, Agresja…, s. 334).