Skok w dalTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


© Copyright by Jerzy Kronhold

© Copyright by Wydawnictwo Literackie, 2016

Wydanie pierwsze

Opieka redakcyjna

Krzysztof Lisowski

Korekta

Anna Rudnicka

Obraz na okładce

Marek Szczęsny

Projekt okładki i stron tytułowych

Marek Pawłowski

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o., 2016

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl

fax: (+48-12) 430 00 96

tel.: (+48-12) 619 27 70

Skład i łamanie: Infomarket

ISBN 978-83-08-06094-0

Skład wersji elektronicznej

Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

  Strona redakcyjna

  Próby Pora storczyków Wykąpałem się w twoim grobie Stoisz za moimi plecami Puzzle * * * (porzuciłaś) Emaus Lipiec deszczowy Wysoki protektorat * * * (W próżnej komodzie) Kiedyś na początku Cisza w domu Rezydent Belwederu oznajmiłaś raz Piękny dzień Jeślibym mógł * * * (Wybacz) Skok w dal Tablice Opuściłem cię Prom Próby List

  Zjazd koleżeński Zjazd koleżeński Dobka Bobrówka Patent Gott ist tot Koniec miłości W moich uszach Pani Formoza Dar Summertime Kancjonał Ulica Ciężarowa Pada śnieg Rower Pirat Czas kiedy kwitną kamienie Całe lato Ulotność W domu starców Obraz A może anioły tańczą walca triste Miasto Huśtawka

Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na

twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość,

a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol

Pnp (8,6)

Arfa moja obróciła się w żałobę, i organy moje w głos

płaczących

Hiob (30,31)

Próby

Pora storczyków

Pora storczyków chodzenia nad jezioro Ton

do zatopionej marglowni na wędkowanie

i nad jezioro Mond w którym księżyc rozbrzmiewa z

adorującym go dworem płazów tam w pobliżu w nieczynnym

wyrobisku całowałem cię rozbierałem

a ty podarowałaś mi nazwy: podkolan biały

kruszczyk rdzawoczerwony i wyblin jednolistny

Wykąpałem się w twoim grobie

Wykąpałem się w twoim grobie

i jestem czystszy

jeszcze się potrafię sam zanieść

jak liść morwy daleko za płot

jeszcze jestem kimś kto się

zaciągnął na obłok

kto zdejmuje szyld

z domu

Stoisz za moimi plecami

Stoisz za moimi plecami

wiem to że gdybym się szybko odwrócił

zostawiłabyś dar na podłodze

małą kroplę rozpuszczonego śniegu

za moimi plecami szept

lasy wspomnień cicho płonące

jak gitara dla kogoś

kto próbuje dotknąć strun pustki

Puzzle

Próbuję to ułożyć wiele lat po Szoah

cudem odnaleziony pradziadek Gedalia

nie wiem kiedy się urodził nie wiem co robił

i nie mam pojęcia jak wyglądał

począł córkę Ludwikę moją babcię

(fakt którego się trzymam)

jej fotografie zostały zniszczone

w czasie wojny w Warszawie

żeby nie odkrył ich jakiś szmalcownik

jej dzieci pięć uciążliwych bab (mężczyźni wojowali)

musiały się bać

złego wyglądu a moja mama

typ w każdym calu subnordyczny

nie puściła farby

zawsze dzielna ani mrugnęła

gdy zapytałem czy ojciec był obrzezany

ile musiałaś mamo znieść upokorzeń w rodzinnym domu

piekarza endeka wbrew wszystkim

pokochałaś młodego Żyda w maciejówce

z orzełkiem i uciekłaś z nim do Lublina

a potem dalej na wschód

na koniec świata

* * *

porzuciłaś

kwitnący bez

cebulki pąsowych gladiolusów

muszę teraz dbać o różową hortensję

dźwigać worek strachu

i wyprawiać się z motyką na księżyc

Emaus

Wiele razy udawałem się pieszo do Emaus

wiele razy samotnie marząc albo z psem albo

z tobą najmilsza wiele razy patrzyliśmy w dal

denerwowaliśmy się zanieczyszczeniem w rowach

inwazją jednorazówek z Biedronki bolały nas

puszki butle z plastyku wypatroszone szlarafie

beztrosko przywiezione transportem własnym z miasta

w nocy przez głupców dobrze wiedzących co czynią

przepraszaliśmy przyjaciółkę Czantorię

wiernie towarzyszącą i rodziny płochliwych bażantów

i stado krów na rozległym pastwisku

rozmawialiśmy o błahostkach niekiedy o rzeczach

poważnych nigdy o śmierci milczeliśmy ale nie za

długo zawsze był jakiś pretekst jakiś ptak jakaś roślina

sprawdzałaś czy już potrafię rozpoznać grab po liściu

a kiedy się myliłem śmiałaś się odgrywając złą nauczycielkę

Wielodroga nagle się rozwidlała i trzeba było wybierać jak

w wierszu Frosta The road ale nie było z tym kłopotu

 

wybieraliśmy ścieżkę na przełaj żeby skrócić wędrówkę i

znaleźć się przy kaplicy gdzie trwało właśnie śpiewanie na chwałę

Jezusa Chrystusa to niosło nas potem do lasu i dalej jeszcze do

stajni w której mieszkał twój ulubieniec koń Karmazyn

uratowany od rzeźni pieszczotliwie zdrabniając mówiłaś do

niego Karmelku taki był z niego słodziak a potem

zachorowałaś i już nie chodziliśmy do Emaus

Lipiec deszczowy

Deszczowy lipiec

surfinie rozdzierał wiatr jak starą halkę

marzyliśmy o wakacjach w słońcu nad Bałtykiem

o Juracie

albo o wyprawie do wodospadów

w Szafuzie do turkusowego rozpędzonego Renu

z budlejami zwisającymi nad brzegiem

to były plany

dla cudownie uzdrowionych

którym sprzyjała święta Rita

specjalistka od spraw beznadziejnych

a ty wkrótce nie potrafiłaś już chodzić

zjeżdżałaś z piętra

na tyłku w tych hipisowskich spodniach

z cienkiej bawełny z wydrukiem kwiatów

twój samochodzik zgrabna biała Toyota

czekał pod wiatą lecz

zawiozłem cię moim

do pustelni w Czatachowej

gdzie mnisi śpią w trumnach i ojciec

Daniel błogosławił

kładąc ręce na naszych głowach i dostaliśmy

od niego olej świętego Charbela w kolorze

złotego miodu jechaliśmy przez Żarki

Myszków Lelów ścieżką

chasydów i ja po cichu

zwracałem się do nie żyjącego od dwustu lat

cadyka o wstawiennictwo

o łaskę dla ciebie ale mówiłem chyba

za cicho i cadyk mnie nie usłyszał

Wysoki protektorat

Przyjdź Duchu Święty śpiewała

siostra Jadwiga

gdy braliśmy ślub

w klasztornej kaplicy Elżbietanek

jej głos owijał się wokół złotego ołtarza

pierścieniem spadając z góry

obmywał nas z kurzu

aż zajaśnieliśmy jak fasada Notre Dame

twoja marszczona suknia jednorazowego

użytku z wyszytymi złotą nicią kwiatami

z secesyjnego zielnika dzieło znanej artystki

nie miała się komu spodobać tak mało

zjechało gości trwał stan wojenny

mieszkaliśmy kątem świat

należał do krasnali w niebieskich mundurach

z Brukseli ktoś przysłał wałówkę

polędwicę w puszce kawę i rodzynki

a przecież

nie głodowaliśmy jak kościotrupy w Erytrei

w proszku do prania przemycały się bibułkowe

egzemplarze paryskiej Kultury kichaliśmy czytając

miałaś krótkie włosy

i wyglądałaś jak święta dziewica z Orleanu

w niemym filmie Dreyera twoja czystość mnie onieśmielała

podglądałem cię w łazience gdy szorowałaś plecy

szczotką na kiju i piersi różową gąbką

obraz jak z Bonnarda

twoim kwiatem był irys i dlatego

przezwałem cię irysową dziewczyną

tyle dni spędziliśmy ze sobą tyle nocy

na Krecie i na wyspie róż Femahrn

w Kazimierzu i w Konstancji nad Jeziorem Bodeńskim

podziwialiśmy malarstwo Purmana rzeźby Oerlingausena

lecieliśmy awionetką nad Alpami

wiosłowaliśmy w Rajeckich Cieplicach

zjedliśmy tysiące ogórków i jeszcze więcej jabłek

zużyliśmy wagon cukru

a Duch Święty unosił się nad nami

* * *

W próżnej komodzie

po twoich rzeczach na półpiętrze

ocalał woreczek

z lawendą

i chrabąszcz na grzbiecie

rozpaczliwie się wierci

ni tu ni tam

jak ja po twojej śmierci

Kiedyś na początku

Kiedyś na początku

uczyłaś mnie roślin

zwiedzałem uroczy

klasztor mniszków

na dzikiej łące

poznałem kostrzewę

i pojąłem że nie jest to

pseudonim partyjny

miałem do czynienia

z niecierpkiem jak miniaturową

wyrzutnią pocisków

nasiona wylatując

pstrykały tryumfalnie

to było nazajutrz

po strajku

w Gdańsku

nauczyłaś mnie zbierać grzyby

kanie z wielkimi kapeluszami

z których się potem robiło kotlety

w tartej bułce

musiałem stać na drabinie

malować sufit

kłaść parkiet

zalepiać dziury gipsem

gotować zupę nic

palić w piecu

taka byłaś zapobiegliwa

wiedziałaś wszystko o dachówkach

klejach farbach olejnych

cudownie opowiadałaś

o kumaku nizinnym

i obyczajach

turkawek

twoją działającą dzień i noc

manufakturę opuszczały

mięciutkie swetry

o splocie w kształcie

warkocza

i kompoty z agrestu

próbowałaś mówić ze

mną po czesku

angielsku

i po ciemku

twarzą w twarz

Cisza w domu

Cisza w domu

jak żelazko bez duszy

obok wyprasowanych spodni i plisowanej spódnicy

śpiąca

jak irysy na witrażu

w kościele Franciszkanów

szczelna obcisła

jak płacz nieprzemakalny

Rezydent Belwederu oznajmiłaś raz

Rezydent Belwederu oznajmiłaś raz

pół żartem po wyborach powinien być raczej

szczupły niż gruby jak sprośny Marchołt

i raczej wyższy niż przeciętna w kraju

powinien otaczać się mędrcami

słuchać jazzu poprawiającego

stan umysłu na przykład gdy

na saksofonie

improwizuje Ornette Coleman

powinien mieć poczucie humoru

zaglądać do kieliszka

umiarkowanie dbać

o kondycję ćwiczyć rano biegi

śledzić nie tylko pokrętne ścieżki

biuletynów rządowych powinien

nie całować stóp pań na powitanie

powinien trzymać się zasady

złotego środka być tarczą

biednych a młotem na

skorumpowanych powinien jeść

proste potrawy dorsz jaja szpinak

szczaw ewentualnie topinambur

powinien pościć przynajmniej

jeden dzień w tygodniu

o suchym chlebie i wodzie evian z kranu

powinien sam bez niczyjej pomocy

gdy się zepsuje

wymienić spłuczkę w klozecie

wyprasować spodnie na kant

i przetrzeć buty do glancu

powinien znać na pamięć kilka

wierszy sentencji hymnów

niekoniecznie kościelnych powinien

mówić składnie biorąc wzór

z Cycerona i Plutarcha

powinien zachować respekt

dla tych którzy są mu przeciwni

i język na nim wieszają bo oprzeć

się można przecież na tym

co stawia opór niech by to był

filozof wagi ciężkiej wielbiciel

chmielu i teatru ktoś taki

jak Vaclav Havel

taki gość który rusza w bój

z prawdą na sztandarze

i nie mnoży bytów ponad

konieczność

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?