3 książki za 35 oszczędź od 50%

Współrzędne przestrzenne nieznane

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Współrzędne przestrzenne nieznane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jens Fitscher

STAR COMMANDER

Tarik Connar

Tom 1

Współrzędne przestrzenne nieznane

© 2021 Jens Fitscher

Ilustracja: Jens Fitscher

Dystrybucja: epubli a service of neopubli GmbH, Berlin

Wszelkie prawa zastrzeżone.

1. Wydanie

ISBN: 978-3-754150-95-5

Utwór, wraz z jego częściami, jest chroniony prawem autorskim. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie bez zgody wydawcy i autora jest niedozwolone i będzie ścigane na drodze karnej i cywilnoprawnej. Dotyczy to w szczególności elektronicznego lub innego rodzaju powielania, tłumaczenia, rozpowszechniania i publicznego udostępniania.

TARIK CONNAR Seria Tomy:

tom1 Współrzędne przestrzenne nieznane

tom2 Nosedive do gwiazd

tom3 Bitwa o przyszłość

tom4 Sygnał alarmowy z gwiazd

tom5 Banicja śmierci

tom6 Inwazja Barbarzyńców

tom7 Niszczyciel przyszłości

tom8 Kryzys Przypadek Czas Sekularyzacja

tom9 Tajna stacja kosmiczna

tom10 Manipulacja czasem nieodwracalna

tom11 Aruru, stwórca

SPIS TREŚCI:

Projekt « ExoMars »

Robot Władca

Dziedzictwo Ellio'sh

Świat nie kręci się wokół mnie. Nie jestem ani centrum, ani przyczyną wszystkiego. Jestem małą drobinką kurzu w nieskończonym ogromie wszechświata. Mój wkład w tworzenie jest niewielki. Staram się jak mogę, żyję. Jeśli pewnego dnia świat oprzytomnieje i postawi mnie w centrum bez pytania, zrobię to, co zawsze robiłem do tej pory, poddam się temu, co nieuniknione.

Projekt « ExoMars »

Mars Reconnaissance Orbiter dotarł na czerwoną planetę 10 marca 2006 roku. Był to ostatni orbiter, który został wysłany na Marsa.

Pierwsze lądowanie na Marsie miało miejsce 25 maja 2008 roku w pobliżu północnego obszaru polarnego za pomocą sondy Phoenix.

Eksploracja Marsa wkroczyła w nową fazę wraz z misją NASA Mars Science Laboratory. Wystrzelono w dużej mierze autonomicznie działający łazik o nazwie Curiosity.

18 listopada 2013 r. wystrzelono sondę kosmiczną MAVEN w celu dalszego badania marsjańskiej atmosfery.

W marcu 2016 roku uruchomiono program "In Sight", którego celem było zbadanie wewnętrznego jądra planety i sprawdzenie, czy możliwe byłoby odprowadzenie energii w tym miejscu w celu zbudowania osady.

Nowa era podróży kosmicznych rozpoczęła się w ramach europejskiego projektu "ExoMars", w ramach którego 31 marca 2018 r. wystrzelono pierwsze rakiety Proton, wyposażone w łaziki Exomars, a także specjalne moduły zejściowe i transportowe. Celem misji było przetestowanie możliwości lądowania ciężkich ładunków na Marsie, a także mobilności na powierzchni Marsa.

22 czerwca 2021 r. dwie pierwsze rakiety Proton, HABITAT i MIRTH, dotarły na powierzchnię Marsa z 25-osobową załogą. Do dziś nie wiadomo, która z dwóch rakiet jako pierwsza wyniosła swój

moduł transportowy na piaszczystą powierzchnię czerwonej planety jako pierwszy.

Zarówno HABITAT jak i MIRTH twierdzili, że byli pierwsi.

Po dwóch latach na Marsie istniała już mała osada. Znajdował się on u podnóża wulkanu w prowincji Tharsis.

Region ten został wybrany, ponieważ znajdowały się w nim największe wulkany w Układzie Słonecznym i możliwe było uzyskanie wglądu w warunki geologiczne, które były całkowicie przeciwne do tych na Ziemi.

Zaczęto kopać tunel, a kosmiczny frachtowiec MERLIN miał dostarczyć dalszy sprzęt poszukiwawczy. Na miejscu było już 53 naukowców, geologów i specjalistów od górnictwa. Osada składała się z 23 budynków kontenerowych oraz specjalnego kontenera do uprawy roślin. Żyła wodna została zidentyfikowana na głębokości około 2000 metrów. W dawnych wulkanach i w całym regionie Tharsis znajdowało się wiele dużych zagłębień. W związku z tym już wcześniej pojawiło się pytanie, czy te ogromne jaskinie i kopuły skalne nie mogłyby być również lepiej wykorzystane jako przestrzeń życiowa. W centrum kontroli wielkiego kosmicznego transportowca MERLIN słychać było cichy, jednostajny szept instrumentów. Kapitan Tarik Connar siedział zrelaksowany w fotelu w kokpicie, swobodnie obserwując przyrządy.

MERLIN był pierwszym transportowcem kosmicznym ESA, który został wyposażony w nowe moduły i lepszą technologię napędu. Jego nośność wynosiła 43.500 tdw, a wymiary 200 metrów długości i 40 metrów szerokości.

Zastosowana po raz pierwszy technologia opierała się na połączeniu HDLT z napędem jądrowym.

Pełnił nocną wartę do godziny 23.00 czasu ziemskiego. Wtedy jego drugi pilot i przyjaciel Wayne-Zeno Uelisch miał go odciążyć. Reszta załogi, która liczyła w sumie 14 mężczyzn i 13 kobiet, leżała na pryczach i spała. Marsjańska osada HELLOSS nadal się rozwijała. MERLIN posiadał przenośną jednostkę poszukiwawczą oraz więcej modułów mieszkalnych i roboczych. Na jej pokładzie znajdowało się również pięć nowo opracowanych modeli łazików.

Miały one zapewnić silniejszy popyt na mobilność. Tarik Connar ziewnął.

Ten lot na Marsa to była nudna sprawa. Byli już w drodze dwa tygodnie, a właściwie tylko dwa tygodnie. Jego myśli powędrowały z powrotem do tych dni, kiedy pierwsi ludzie polecieli na Marsa. Przy starych silnikach lot tam trwał sześć miesięcy. To nie byłoby dla niego nic. Nawet z nową technologią napędu, nadal będzie to osiem tygodni, ale to i tak był stosunkowo łatwy okres czasu do śledzenia.

Choć i on dwa razy zastanawiał się nad przyjęciem tej misji. W końcu to było w sumie prawie szesnaście tygodni, wliczając w to lot powrotny.

Connar został wyrwany z zamyślenia, gdy centralna gródź otworzyła się z głośnym sykiem.

"Przepraszam, czy ja obudziłem kapitana" - ironicznie zauważył drugi pilot Wayne-Zeno Uelisch, który wszedł na mostek.

"Łatwo ci mówić, krasnalu. Od czasu mojego wypadku mam czasem wrażenie, że moje myśli zaczynają żyć własnym życiem. Potem jakoś odcinam się od otoczenia na krótką chwilę. Ale to nie znaczy, że śpię wtedy, kiedy śpię".

Wayne-Zeno Uelisch, w przeciwieństwie do Tarika Connara, miał tylko 1,61 wzrostu i dlatego od czasu do czasu był przez niego żartobliwie nazywany karłem, oczywiście tylko w przyjaznym znaczeniu tego słowa.

Wypadek radiacyjny miał miejsce dobre dwa lata temu. Connar starał się zablokować to, co się stało, na tyle, na ile było to możliwe. Tylko długi pobyt w szpitalu, różne operacje i rehabilitacja po nich utkwiły mu w pamięci. Ale i ten czas zaczął się coraz bardziej zacierać. Pozostało mu tylko to dziwne uczucie ucisku w głowie od czasu do czasu i psychiczny przymus, by jakby zanurzyć się w innym świecie.

Nawet jeśli to było tylko na krótki czas. Oczywiście, nikomu o tym nie powiedział. Tylko jego najlepszy przyjaciel Zeno, jak nazywał Wayne-Zeno Uelisch, został o tym poinformowany.

Pracując z nim blisko, naturalnie jako pierwszy zauważył dziwne zachowanie swojego przyjaciela od czasu do czasu. To właśnie wtedy, gdy Connar wrócił do zdrowia, doszło do ich pierwszej i jedynej prawdziwej kłótni w ich piętnastoletniej już przyjaźni.

Zeno uznał go za niezdolnego do służby i stanowiącego zagrożenie dla swoich najbliższych kolegów z pracy. W końcu pracowali dla ESA i zazwyczaj znajdowali się w niebezpiecznych sytuacjach, w których trzeba było być w stanie całkowicie polegać na swoim partnerze.

Dopiero gdy Connar przeszedł wszystkie wymagane testy z wynikiem pozytywnym i gdy oni sami wypowiedzieli się na ten temat, Zeno porzucił swoje obawy.

Tylko od czasu do czasu lubił się droczyć, i to zazwyczaj w taki sposób, że tylko jego przyjaciel mógł to zauważyć, bo wszyscy inni naturalnie nie znali tła.

Kwatera główna była w ponurym świetle, gdy wszedł teraz Wayne-Zeno Uelisch. Connar ziewnął ponownie i wstał, by zrobić mu miejsce.

Przełączył przełącznik na nagrywanie głosu, "Zmiana warty, godzina 23.00, 12.11.2023. Żadnych szczególnych zdarzeń, Connar bez odbioru".

Spojrzał w stronę swojego przyjaciela. "Życzę miłego dyżuru na warcie".

"Czego bym nie dał, żeby ten pokój miał chociaż okno lub parawan na zewnątrz. Wtedy nie czułabyś się tak zagubiona i samotna".

Zeno usiadł w fotelu pilota. Connar znów zwrócił się do niego krótko: "Uwierz mi, gdybyś mógł spojrzeć na zewnątrz w przestrzeń kosmiczną, czułbyś się jeszcze bardziej zagubiony niż teraz". Następnie opuścił kwaterę główną. Schrony znajdowały się po lewej i prawej stronie prostego korytarza.

Aby zaoszczędzić miejsce, a celem statku kosmicznego był transport towarów, kabiny miały wymiary zaledwie trzy na cztery metry, a czterech członków załogi musiało dzielić po jednym pokoju. Nawet kapitan nie był z tego zwolniony. Tylko Tanja Rubin, trzynasta kobieta z załogi, miała całą kabinę dla siebie.

 

Connar dzielił chatę z Zeno. Kiedy w końcu położył się na swojej pryczy, Tarik Connar nie mógł zasnąć, mimo że był zmęczony jak pies.

Wewnętrzny niepokój kazał mu się przewracać raz po raz. Po prostu nie mógł znaleźć sobie pozycji do spania. Leżąc na plecach, Tarik próbował wykorzystać swój samodzielnie opracowany trening autogenny. Skupił się na jednej konkretnej rzeczy. Potem jeszcze raz prześledził w myślach kilka ostatnich dni. To było trochę jak liczenie owiec. Myśli stawały się ospałe i wolniejsze.

Stały szum silnika statku w tle zrobił swoje i zasnął.

"Inżynier Mehlem z sektora Delta. Wykryliśmy usterkę w module kontrolnym lewej burty" - brzmiał komunikat.

Tarik wpatrywał się w mały ekran centralnej konsoli sterującej w spoconą twarz mężczyzny.

"Czy jesteś w niebezpieczeństwie. Czy chcesz, abym wysłał posiłki?"

"Nie, nie, poradzimy sobie z tym. Frommer jest ze mną w obiekcie. Wymienimy cały moduł. Chcę tylko wiedzieć, czy na wyświetlaczu pojawia się komunikat o błędzie."

"Negatywnie. Wszystkie funkcje działają bez zarzutu. Nic nie jest wyświetlane."

"Tak właśnie myślałem. Dzisiaj mieliśmy już dwie inne awarie systemów podrzędnych. Te również nie były zgłaszane i zostały odkryte przez przypadek. Mehlem bez odbioru."

Twarz zniknęła, pozostawiając bardzo zamyślonego kapitana. "Tanja, czy mogłabyś zainicjować ogólne sprawdzenie."

Oprócz Tarika Connara, w centrum kontroli znajdowali się jeszcze Tanja Rubin, Sören Bistrahl i Svenja Möhring. Ich zadaniem było monitorowanie różnych wewnętrznych procesów funkcjonalnych i aktywności maszyn. Czwarty członek grupy, Albert Scheuning, odpowiedzialny za funkcje zewnętrzne, był nieobecny.

"Ai, ai, kapitanie. Wiesz, że proces ten jest bardzo skomplikowany i zajmie około sześciu godzin. Poza tym, potrzebuję do tego drugiej osoby".

"Wezwij Abigot Temmson. Pracuje poza zmianą, ale jako jedyny zna MERLINA bardzo dobrze. Musimy się dowiedzieć, dlaczego dochodzi do awarii i dlaczego nie są one wyświetlane!".

Gdy Tanja i Abigot rozpoczynali przegląd, na konsoli przed Tarikiem Connarem zapalił się czerwony alarm. Zeno, który stał obok Tarika, wzdrygnął się tylko przelotnie i już zmierzał do elektrowni II, która znajdowała się na tyłach frachtowca.

"Już ja się tym zajmę. Ty zostań tutaj i obserwuj instrumenty. Mam, kurwa, dziwne przeczucie." Wtedy gródź już się za nim zamykała. Teraz zabrzmiała też ta nerwowa syrena. Zeno pędził za kilka zakrętów. Dobrze, że korytarze były w miarę proste i zawsze musiały pozostać wolne od przeszkód. Tak więc w ciągu minuty i dwudziestu pięciu sekund dotarł na tyły.

Dym unosił się w jego stronę. Zeno z wyćwiczonymi chwytami otworzył schowek w ścianie korytarza i wyjął z niego maskę do oddychania z wbudowanym pojemnikiem na tlen. Zdążył już uruchomić gaśnicę, gdy pojawili się inni członkowie załogi. Oni również byli uzbrojeni w gaśnice. Pożar kabla, spowodowany kilkoma zwarciami, został szybko ugaszony. Pozostało jednak pytanie, dlaczego i czym. Tarik czekał jeszcze na wynik zarządzonej kontroli, zanim spotkał się z Zeno w małej sali konferencyjnej. Tanja Rubin była również obecna. Tak zwana kontrola generalna nie przyniosła żadnych rezultatów. Wręcz przeciwnie, wszystkie maszyny i urządzenia techniczne miały działać bez zarzutu.

Tarik Connar ujął to w skrócie: "Nie mamy żadnych możliwych do oceny danych na temat zaistniałych awarii, ale niepokojący jest brak komunikatów ostrzegawczych."

Spojrzał na dwie zdziwione twarze.

"Więc co sugerujesz, że możemy zrobić?"

Cisza, która zapadła, powiedziała mu już wszystko. Nie wiedzieli, co jeszcze mogą zrobić.

"Transporter posiada nowy typ dystrybucji przyłączy maszyn do sieci elektroenergetycznej. Mimo to, oczywiście, inwigilacja musiałaby działać." Tanja wzruszyła ramionami.

"Zeno, czy nadałeś radio ESOC?" Tarik spojrzał na swojego przyjaciela.

"Tak, oczywiście. Nie mają też pojęcia, co oznaczają porażki. Wszystko co dostałem to kolejny rysunek pęknięcia przesłany z MERLIN. Powiedzieli, że z Ziemi nie są w stanie dobrze ocenić sytuacji i że powinniśmy starać się kontynuować szczególną obserwację najważniejszych części statku. Łatwo im to powiedzieć!"

"W takim razie nie mamy innego wyboru, jak przydzielić każdego dostępnego mężczyznę i kobietę do punktów neuralgicznych na statku. Zeno, czy mógłbyś to załatwić!"

"Tanja, jaki jest status naszego kursu. Czy różne ostatnie porażki miały jakiś wpływ na naszą trajektorię?"

"Nie, kapitanie." Próbowała się uśmiechnąć.

"Zdecydowanie nie. Czas lotu to nadal dokładnie pięć tygodni i dwanaście i pół godziny. Jesteśmy dokładnie na obliczonym kursie i w docelowych współrzędnych Marsa."

"Przynajmniej to mnie trochę uspokaja". Już mieli opuścić pomieszczenie, gdy zapalił się Bildcom, umieszczony na środku stołu odpraw.

"Kapitanie, mamy problem w dolnej sekcji silnika, co oznacza, że ja też nie wiem dokładnie, co się dzieje. W każdym razie tu sypią się iskry i czuć zapach spalonego plastiku. Ale wizualnie nic nie widzę".

Albert Scheuning wyglądał na lekko spiętego.

"Obserwujcie dalej, za chwilę do was dołączę".

Tarik Connar już biegł w stronę wyjścia. Tanja Rubin spojrzała za nim. Teraz po raz enty zastanawiała się, dlaczego w ogóle zgłosiła się na ochotnika do tak samobójczej misji. W drodze do kwatery głównej nadal rozmyślała i raz po raz dochodziła do jednego wniosku.

Zwabił ją fakt, że nowy cudowny silnik skróci lot do maksymalnie ośmiu tygodni, a taka oferta, by już nigdy nie postawić stopy na marsjańskiej ziemi, nie nadejdzie tak szybko.

Sześć miesięcy lotu tam i kolejne sześć miesięcy z powrotem, jak to miało miejsce jeszcze w 2021 r., w żadnym wypadku nie zostałaby zaakceptowana. Wzdrygnęła się, gdy rozległ się głośny, chrzęszczący dźwięk. Czuła się teraz jak w latającej trumnie. Tanja Rubin niepostrzeżenie przyspieszyła kroku i kilka razy rozejrzała się pospiesznie.

Gdy dotarła do centrum kontroli, rozległy się syreny alarmowe kontroli nawigacyjnej. Automatyczny głos oznajmił: "Odchylenie ścieżki lotu 22 stopnie sinusoidalne. Automatyczna regulacja nie powiodła się. Wymagane jest pilne działanie." Komunikat był powtarzany bez przerwy. Centrum sterowania było skąpane w ostrzegawczym czerwonym świetle, które automatycznie zastępowało stale palące się białe światło w przypadku poważnych problemów.

Sören Bistrahl i Svenja Möhring odebrali ją wyraźnie podekscytowani i chcieli wiedzieć, co się stało. Niestety, nic więcej nie mogła im powiedzieć.

Kiedy Tarik Connar dotarł do dolnego obszaru silnika, Albert Scheuning już biegł w jego kierunku. "Dokąd idziesz. Mówiłem, żebyś na mnie poczekał." "Kapitanie, po prostu nie mogłem już dłużej wytrzymać. Przetworniki szły tak wysoko, że myślałem, że pękną mi bębenki w uszach".

Razem szli dalej. Kiedy ostatnia gródź między nimi a maszynownią otworzyła się, Connar pomyślał, że patrzy prosto w piekło. Głośność była naprawdę nie do zniesienia. Gęste, lecące iskry i silny dym również uniemożliwiały widok na silniki. Scheuning zatrzymał się, a Connar zrobił jeszcze dwa kroki. Co on miał tu robić. Wytwarzanie energii musiało zostać natychmiast wstrzymane. Wybiegł pospiesznie z pomieszczenia i dotarł do najbliższego Bildcomu, gdy gródź już się zamknęła.

"Mostek, natychmiast wyłączyć silniki w obszarze Gamma 3, zanim wybuchną nam w twarz. Zaraz będę w pokoju kontrolnym. Connar bez odbioru."

Tylko peryferyjnie zauważył, że nie powstał żaden obraz. Ale urządzenie dawało wyraźne zielone odczyty, więc również nadawało.

Razem z Scheuningiem biegł już długim korytarzem łączącym, który prowadził bezpośrednio do centrum sterowania. Po drodze dołączył do nich Zeno.

"Wszyscy dostępni członkowie załogi są rozmieszczeni w kluczowych miejscach. A ty skąd się tu wziąłeś? Co się w ogóle dzieje?"

Zanim Connar zdążył mu odpowiedzieć, dotarli już do centrum kontroli. Connar nie zdążył jeszcze przybyć na mostek, gdy zapytał: "Czy strefa Gamma 3 jest wyłączona?". Sören Bistrahl, Svenja Möhring i Tanja tylko spojrzeli na niego pytająco. "Cholera, czy nikt mnie nie słyszał na Bildcomie. Wszystko trzeba robić samemu".

Skokiem dosięgnął fotela pilota i nacisnął wyłącznik awaryjny.

Wskaźniki i kontrolki na konsoli dowodzenia nadal pokazywały normalne odczyty. Reaktor czwarty i piąty w sektorze Gamma 3 powinny wyłączyć się do zera.

"Scheuning, czy mógłbyś osobiście sprawdzić, czy silniki w dolnej sekcji wyłączają się. Proszę natychmiast zadzwonić do mnie z Bildcomu, albo jeszcze lepiej - natychmiast wrócić." Scheuning zrozumiał i gorączkowo opuścił most. Automatyczny głos wciąż ogłaszał: "Odchylenie ścieżki lotu 22 stopnie sinusoidalne. Automatyczna regulacja nie powiodła się. Wymagane jest pilne działanie."

W momencie, gdy Scheuning wpadł z powrotem przez gródź, komunikat się zmienił: "Niekontrolowane przyspieszenie. Statek przyspiesza z prędkością 50 kilometrów na sekundę do kwadratu. Automatyczne hamowanie nie powiodło się. Wymagane działanie."

"Tam, słyszysz to na własne oczy. Wszystkie silniki pracują na pełnych obrotach. W rzeczywistości powiedziałbym, że są one dobrze ponad sto procent ich mocy."

Tarik Connar spojrzał nieco bezradnie na swojego przyjaciela Zeno, który znów stał obok niego.

Czego żadne z nich nie wiedziało, ale czego przynajmniej domyślali się w ciągu tych kilku minut, statek transportowy zszedł z kursu na planetę Mars i niekontrolowanie przyspieszał.

Kurs, na którym się teraz znajdował, katapultowałby go poza Układ Słoneczny z coraz większą prędkością.

Nie wiedzieli jednak, że dokładnie w kierunku ich lotu leży zakrzywienie czasoprzestrzeni, które sugeruje obecność czarnej dziury.

"Musi być coś, co możemy zrobić. Tarik, chodź, co zrobimy?".

Zeno doszedł do kresu swoich nerwowych sił.

Kapitan Tarik Connar zdawał się być zamyślony.

Właśnie teraz jego myśli znów zaczęły krążyć, a umysł chciał się wycofać w głąb siebie. Nadludzkim wysiłkiem zmusił się do walki z nim.

Z lekko zamglonym spojrzeniem podniósł się z krzesła.

"Musimy najpierw zdołać zatrzymać napęd, zanim całkowicie opuścimy układ słoneczny. Zeno proszę udać się z Scheuningiem i Rubinem do magazynu broni i kupić karabin laserowy dla każdego z nich. W razie potrzeby użyjemy siły, aby przeciąć linie energetyczne. Pospiesz się, spotkamy się przed sektorem Gamma 3!".

Nie musiał tego podkreślać, byli już w biegu.

Connar aktywował ręczne wezwanie pomocy i zwięźle przedstawił ich obecną sytuację. Automatyczny nadajnik działał już od kilku minut i uruchomił się po tym, jak załoga nie podjęła żadnych działań w celu zaradzenia sytuacji awaryjnej.

Connar rozważał jeszcze, czy nie poczekać na odezwę z Ziemi, ale zdecydował się nie.

Liczyła się każda minuta. Kiedy dotarł do sektora Gamma 3, pozostali już na niego czekali.

"Dlaczego wciąż stoisz tu przed grodzią. Liczy się każda minuta." Podniósł jeden z karabinów laserowych i już miał otworzyć gródź, gdy został odciągnięty do tyłu przez ramię Zeno.

Zirytowany, miał już na języku słowa nagany, gdy zerknął na podręczne urządzenie, które Zeno wyciągnął do niego.

Był to licznik Geigera w formacie ręcznym. Wykazał on poziom promieniowania 18000 milisiwertów. Zeno powoli potrząsnął głową.

"Nie możesz tam wrócić. Nie wytrzymasz nawet minuty."

Connar wciąż patrzył na miernik promieniowania. W ogóle o tym nie pomyślał.

Że reaktor może być nieszczelny. "Ten cholerny, nowomodny silnik!"

Mówił na głos. Teraz też patrzyli na niego z zakłopotaniem.

"Czy nie można tu jakoś wysadzić całego pomieszczenia?"

Pytanie zadał Scheuning.

"Nie możesz. Przyjrzałem się dokładnie rysunkowi pęknięcia. Cała konstrukcja statku towarowego jest zbudowana w taki sposób, że wewnętrzny szkielet został tak spleciony, że gdyby go siłą zdemontować, cały korpus uległby zniszczeniu. Oczywiście w odwrotnym kierunku, ten rodzaj konstrukcji bardzo pomaga ogólnej stabilności."

Kiedy przy grodzi prowadzącej do maszynowni rozległ się głośny syk, Rubin i Scheuning odskoczyli na bok z krzykiem. Stali tuż przed nim. Krawędzie grodzi zostały automatycznie spryskane środkiem uszczelniającym.

Zeno nie musiał kłaść ręki na grodzi, by przekonać się, że materiał zdążył się już znacznie nagrzać.

 

"Nic tu teraz w ogóle nie działa. Kompozytowa masa uszczelniająca zespawała gródź ze ścianą w taki sposób, że wygląda ona teraz jak jedna powierzchnia. Nikt nie mógł się stamtąd teraz wydostać".

"Wracamy do kwatery głównej" - zdecydował Connar. Sören Bistrahl już na nich czekał.

"Właśnie otrzymałem automatyczne powiadomienie, że maszynownia w sektorze Gamma 3 została hermetycznie zamknięta z powodu przegrzania stosu, jak również silnej radioaktywności".

Connar tylko przytaknął: "Już to wiemy, Sören. Po prostu stamtąd przyjechaliśmy". Tanja Rubin odłożyła karabin laserowy na bok i usiadła na swoim miejscu.

"Bistrahl, Scheuning, proszę próbować wyłączyć napęd przyciskiem. Może to zadziała, jeśli będziesz naciskać."

Connar w to nie wierzył, ale tak mogło być.

Wydział astronomiczny, a właściwie dr Markus Weidenreich, jedyny pracownik naukowy zajmujący się astronomią, wyglądał na nieco zakłopotanego.

Kapitan Tarik Connar zadał mu proste pytanie, ale odpowiedź na nie wymagała bardzo precyzyjnej obserwacji i pomiaru konstelacji gwiezdnych. Brakowało mu jednak instrumentów, aby to zrobić. Te na MERLINie były wystarczająco dobre, aby obliczyć ich pozycję.

"Melani, czy możesz przynieść mi nagrania z wczoraj z archiwum."

Melani Klein była, że tak powiem, skoczkiem na statku. Zawsze była wykorzystywana tam, gdzie potrzebna była druga siła. W tej chwili została poproszona przez doktora Weidenreicha.

Najpierw przekazała mu zdjęcia wykonane specjalnym teleskopem w formie patyka, a więc w formie cyfrowej, ale także przekazała te same zdjęcia w formie papierowej.

Markus Weidenreich wolał trzymać obrazy namacalnie przed oczami, niż patrzeć na nie na ekranie. "Spójrz na to. Nie ma żadnej korespondencji z obecnymi obrazami. Rozgwieżdżone niebo na nowych zdjęciach nie ma żadnego sensu. Ani jednej znanej konstelacji. Jak mam określić nasze położenie?"

"Wystarczy wprowadzić go do komputera i przeprowadzić porównanie ze wszystkimi alternatywnymi rozwiązaniami" - powiedziała zwięźle Melani.

"To jest dokładnie to, co zrobię. Też bym na to wpadł."

Dr Markus Weidenreich dosłownie rzucił się do strefy wejściowej komputera pokładowego i zaczął hakować wyświetlacz jak dziki człowiek.

Wyglądał na wyraźnie zirytowanego.

Melani zastanawiała się, czy to dlatego, że nie rozpoznawał już żadnych gwiazd, czy dlatego, że nie potrafił tego wyjaśnić. W każdym razie teraz zgłodniała, opuściła więc sekcję astronomiczną i udała się do małego pokoju wspólnego, który przylegał bezpośrednio do kambuza.

Gdy weszła do środka, panował gwar, co Melani zauważyła ze zdziwieniem. Przedarła się przez stojących wokół i po dwóch minutach dotarła do lady z jedzeniem.

"Wow, normalnie to zajęło dziesięć sekund, żeby tam dotrzeć".

"Cześć Frana, możesz mi dać podwójną porcję proszę?" Frana tylko przytaknął.

"Powiedz, co tu się dzisiaj dzieje. Nigdy nie byłem świadkiem takiego pędu".

"Naprawdę wygląda na to, że jest tu cała załoga. Sala nie jest przeznaczona dla tak wielu osób. Nie ma stołów ani krzeseł".

Frana wręczył Melani menu na cały dzień. "Mamy tu tylko meble na dwie zmiany ludzi. To, że zmieszczą się tam prawie wszyscy, nie przyszło chyba do głowy planistom kosmicznym." Melani podziękowała im. "Kiedy zagrożenie jest największe, ludzie zaczynają jeść. Tak było zawsze".

Weidenreich ustawił wszystkie przyrządy pomiarowe i obserwacyjne, jakimi dysponował, na torze ich lotu. Byłoby mu do śmiechu, gdyby nie znalazł czegoś, co dostarczyło mu wystarczająco dużo danych, by móc określić ich aktualne położenie i kierunek lotu.

Szybko odkrył, że w odbiegających od siebie obrazach i danych istnieje pewien system. Komputer pokładowy obliczył, że w kierunku ich lotu musi znajdować się jakieś pole siłowe lub coś podobnego, które pochłaniało wszystkie napływające dane i wyniki pomiarów.

Teraz do niego należało dowiedzieć się, co to tak naprawdę było.

Kapitan Connar leżał w kabinie na swojej pryczy i już po raz enty zastanawiał się, dlaczego generator prądu w dolnej części silnika nie wybuchł dawno temu, gdy otworzyła się gródź i wszedł Wayne-Zeno Uelisch.

"Ojej, tu jesteś. Szukałem cię po całym statku. Jesteś uduchowiony. Wystrzeliwujemy się w nieznaną przestrzeń na chodzącej bombie, a Herr Kapitän rozgościł się na swojej pryczy."

"Co jeszcze miałbym zrobić? Poleciłem doktorowi Weidenreichowi, aby obliczył nasz obecny kurs. Obszar silnika jest hermetycznie zamknięty, nikt nie może się do niego dostać. Więc, krasnalu, jeśli masz jakiś pomysł, wysłuchajmy go!".

"Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego reaktor jeszcze nie wybuchł? Mam!" Zeno usiadł na drugiej pryczy i patrzył teraz na Connara w swój władczy sposób.

"Właśnie przyszedłem od naszych dwóch inżynierów. W rzeczywistości twierdzą, że z powodu silnego promieniowania radioaktywnego reaktor został podniesiony na inny poziom energetyczny i dlatego nie można go było wyłączyć.

Jednocześnie wytworzona nadwyżka energii nadal płynie do odbiorników w układzie napędowym statku, więc nie dojdzie do przeciążenia. Tak więc przynajmniej na razie wszystko jest jasne. Problem jednak w tym, że raz uruchomionej machiny nie da się zatrzymać."

Connar uśmiechnął się. "Wtedy wrócilibyśmy do punktu wyjścia naszego dylematu".

Zeno patrzył na niego najpierw ze zdumieniem, a potem coraz bardziej gniewnie.

"W każdym razie nie zaszyłem się w swojej kajucie i nie udawałem, że wszystko jest w porządku".

"A teraz do rzeczy. Potrzebuję trochę czasu do namysłu. To wszystko. Poza tym, jestem teraz głodny. Pójdziesz ze mną do stołówki?"

"Odradzałbym to. Przecież dopiero co stamtąd przyjechałem. Wygląda na to, że wszyscy członkowie załogi umówili się na spotkanie w tym samym czasie. W pokoju panuje całkowity tłok i nie można zrozumieć własnych słów."

Zeno również wstał. "Cóż, możesz zadzwonić do Frana, żeby przyniósł ci coś jadalnego. Najlepiej do mostu. Mój żołądek też bardzo potrzebuje pracy."

Już mieli razem opuścić kabinę statku, gdy odebrał ich image com.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?

Inne książki tego autora