3 książki za 35 oszczędź od 50%

Organiczny statek kosmiczny

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Organiczny statek kosmiczny
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

PARATERRESTRIAL 1

Organiczny statek kosmiczny

Jens F. Simon

© 2021 Jens F. Simon

Ilustracja: Jens F. Simon

Dystrybucja: epubli a service of neopubli GmbH, Berlin

Wszelkie prawa zastrzeżone.

ISBN: 978-3-754151-00-6

Utwór, wraz z jego częściami, jest chroniony prawem autorskim. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie bez zgody wydawcy i autora jest niedozwolone i będzie ścigane na drodze karnej i cywilnoprawnej. Dotyczy to w szczególności elektronicznego lub innego rodzaju powielania, tłumaczenia, rozpowszechniania i publicznego udostępniania.

Treść:

Samotnik

Test umiejętności

Szkolenie

The LIfe-Int-Ltd.

Wyzwanie

Ściśle tajne

Niebezpieczne przedsięwzięcie

Nowa prawda

Wakacje

Stacja Wenus

Sekrety

Objawienie

Prześladowanie obcych

Droga jest celem. Nigdy nie bądźcie bez celu, bo świat się kręci, nawet jeśli jeszcze nie znaleźliście ścieżki życia.

W miłości człowieka fantazja i uczucia mają ogromne znaczenie. Jeśli mężczyzna kocha kobietę, pożądanie jest częścią tęsknoty za nią. Jeśli jednak okaże się, że miłość napotyka na ograniczające ją granice, uczucia zostają odłożone na bok w ultima ratio. Pozostaje tylko wyobraźnia, by dalej podążać drogą miłości.

Najwyższa rzeczywistość bytu leży w najgłębszym wnętrzu człowieka. Aby ją osiągnąć, potrzebne jest pewne przygotowanie duchowe.

Samotnik

Nad pokojem panował matowy, nabrzmiały mrok. Tylko mała lampka do czytania paliła się, dając wystarczająco dużo światła, aby Sigurd Westall mógł odcyfrować zdania w książce.

Z zapałem przewracał kartkę za kartką. Sigurd dopiero po chwili zauważył, że słońce zachodzi i szybko włączył małą lampkę na łóżku.

Zirytowany nadchodzącą ciemnością, niechętnie dał się wyciągnąć z głębin swojego powieściowego świata.

Jak zwykle leżał na starej kołdrze w swoim łóżku w pokoju młodzieżowym i czytał.

Miał na to mnóstwo czasu, w końcu był bezrobotny, i to nie od wczoraj.

"Niech chłopiec czyta. Inni cały czas przesiadują w pubach. Czy chcesz, aby on też się tam kręcił i być może zbłądził? Nie, niech czyta, to kształci" - powiedziała kiedyś matka, gdy ojciec zapytał go o bezrobocie i o to, że ciągle kręci się w domu.

To był pierwszy i jedyny raz, kiedy go o to zapytał.

Matka Sigurda zawsze była przy nim, dopóki żyła. Jego rodzice nie żyli już od roku.

Jego ojciec zmarł na atak serca, a matka poszła w jego ślady zaledwie pół roku później; jakoś straciła odwagę do życia po śmierci męża.

Sigurd został w tyle. W międzyczasie skończył też już 32 lata. Jego urodziny były już dwa miesiące temu.

Na swój wyjątkowy dzień zafundował sobie coś wyjątkowego, kupił sobie całą serię powieści.

Oszczędzał na nią od kilku miesięcy. Składała się z dwunastu tomów i opowiadała o poszukiwaczu przygód, który w odległej przyszłości przeżywał najwspanialsze przygody i wielokrotnie dokonywał bohaterskich czynów.

Jego książki znaczyły dla Sigurda wszystko.

Nadal mieszkał w starym, zniszczonym domu rodziców, a sąsiedzi znali go tylko jako samotnika i samotniczkę.

Nigdy w życiu nie miał ambicji, by coś z siebie wykrzesać. Jego jedyną rozrywką i hobby były książki.

Czytał godzinami, dniami, tygodniami. Do jego ulubionych książek należały powieści o bohaterach, którzy zawsze polowali na zło w przeszłości, teraźniejszości lub przyszłości.

Bohaterowie, z których niektórzy zostali obdarzeni supermocami i uwikłani w najbardziej niesamowite przygody.

Ich życie stanowiło dokładne przeciwieństwo jego. Kiedy Sigurd czytał, czuł się dobrze.

Rzeczywistość już go nie interesowała, bo nie potrafił się odnaleźć w realiach tego świata.

Czytając, wcielał się w role swoich bohaterów i w ten sposób przeżywał przygody, których nigdy nie mógł znaleźć w prawdziwym życiu, a które w międzyczasie coraz bardziej go kształtowały.

W tej rzeczywistości był nieudacznikiem, nikim.

Dzisiaj leżał już w swoim łóżku i czytał ponad sześć godzin.

Tuż przed końcem książki, dziwny dźwięk sprawił, że usiadł i zwrócił na to uwagę. Był to dziwny dźwięk i wydawał się dochodzić z łazienki.

Sigurd tylko przez chwilę zastanawiał się nad sprawdzeniem tego, ale nie zdecydował się na to. Najpierw musiał koniecznie skończyć czytać książkę, trzecią część Sagi o Gwiezdnej Lidze.

Przed nim jeszcze 9 tomów, a na samą myśl o nich po kręgosłupie przebiegł mu przyjemny dreszcz oczekiwania.

Szybko zapomniał o tym dziwnym dźwięku.

Jednak po jego ciele rozeszło się inne niepokojące uczucie, żołądek mu burczał.

Musiał jednak poczekać jeszcze kilka minut, mimo że od ostatniego posiłku minęło już osiem godzin. W każdym razie kilka minut więcej nie miało znaczenia.

Potem już było po wszystkim, ostatnia strona książki przeczytana.

Jaka szkoda. Sigurd rzeczywiście rozważał zerknięcie na tom 4.

W tym momencie jego żołądek naprawdę się skurczył, a przez jego ciało przeszła fala bólu.

Sigurd był szczególnie wrażliwy w okolicach żołądka. Jego matka mówiła kiedyś o nerwowym żołądku.

Często zdarzało się, że cierpiał na skurcze żołądka.

Zawsze wtedy, kiedy jeszcze żyła, od razu zaparzała mu herbatę na żołądek. Ale tym razem było to wyraźnie z braku jedzenia.

Z konieczności odłożył książkę na bok i wstał z łóżka.

Był jeszcze w swojej piżamie z wczorajszego wieczoru. Był też o wiele bardziej praktyczny.

Nie trzeba ciągle zmieniać, wystarczy umyć. Czytanie w łóżku weszło mu w nawyk już jako małemu chłopcu, co oznaczało, że było to bardziej na początku dojrzewania. Ale Sigurd już dawno o tym zapomniał. Wtedy, kiedy jego niepełnosprawność zaczęła go naprawdę martwić.

Chwiejnym krokiem opuścił swój pokój i wycofał się starymi drewnianymi schodami w kierunku kuchni.

Tęsknił za starymi rodzicami. Pamiętał, że zawsze, gdy schodził po schodach i słyszał skrzypienie drewna, matka wołała go z kuchni.

Teraz nie było tam nikogo.

Sigurd podszedł do lodówki i otworzył ją. Ziejąca pustka sprawiła, że wzdrygnął się w szoku.

W rzeczywistości zapomniał zrobić zakupy. Nie ma też problemu. W salonie stała otwarta skrzynka z piwem.

Piwo miało nawet więcej wartości odżywczych niż chleb.

Wziął butelkę i włączył ekran plazmowy. Zestaw był już nieco starszy.

Nigdy nie przywiązywał wagi do telewizora, jak nazywali go rodzice. Wolał zajmować się swoimi książkami.

Sigurd przyłożył na chwilę butelkę do policzka, żeby sprawdzić temperaturę.

Jego żołądek nie tolerował zimnych napojów. Potem wypił pół butelki jednym haustem.

Nauczył się tego w Bundeswehrze. Ponad dwanaście lat temu, pomyślał, czując, jak pocieszające ciepło rozchodzi się po jego żołądku.

Po kolejnym łyku spojrzał na datę produkcji.

To również było kilka miesięcy temu. Ale nadal nadawała się do picia.

Sigurd miał już sięgnąć po drugą butelkę piwa, kiedy z głośnym rykiem łazienki, która znajdowała się na piętrze, wpadł przez sufit do kuchni. Kurz i części mebli kuchennych wleciały przez otwarte drzwi do salonu.

Sigurd podskoczył do góry. Początkowo nie wiedział, co się stało.

Fontanna wody trysnęła z rozerwanej rury wodociągowej w łazience przez poszarpany piętrowy sufit i w jednej chwili chmura kurzu rozwiała się.

Sigurd przysunął się bliżej. Wanna rozbiła stół kuchenny.

Toaleta i prysznic zajęły blat kuchenny i zabiły maskę wyciągu oraz kuchenkę.

Woda chlapała cicho, a pierwsze strużki przedostawały się już po podłodze do salonu.

Główny kran znajdował się w piwnicy i Sigurd wiedział co robić.

Ale to było też jedyne, co mógł zrobić w tym momencie.

Nie mógł myśleć o jej naprawie, nie miał na to środków. Rodzice nie zostawili mu nic oprócz domu.

Jako bezrobotny nie miał środków na remont domu, a teraz jeszcze to.

 

"Mamo, tato, dlaczego mnie zostawiliście!".

Wieczorem skrzynka piwa została opróżniona i Sigurd zasnął na kanapie.

Następny ranek przyniósł nie tylko początkowo ból głowy, ale także świadomość, że wiele butelek piwa nie zmieniło nic, ale to nic, w jego sytuacji.

Stojąc przed drzwiami łazienki, pogrążony w myślach, patrząc na wielką dziurę w podłodze, powoli uświadamiał sobie, że musi całkowicie zmienić swoje życie.

Jego dawny kolega ze szkoły prowadził małą knajpkę i wynajmował też pokoje.

Tutaj, na wsi, było niewielu turystów i pokoje były w większości puste, ale ceny były również bardzo umiarkowane.

Delian zapewne pomógłby mu wyjść z trudnej sytuacji i dałby mu darmowy nocleg.

Przecież kiedyś byli najlepszymi przyjaciółmi, jeszcze za dawnych czasów, zanim jego ułomność uczyniła z Sigurda samotnika.

Trochę podenerwowany poszedł do swojego pokoju, żeby się przebrać.

Nie raz jego wzrok zatrzymywał się na półce zamontowanej nad łóżkiem.

Wolałby od razu zabrać się do czytania.

Okładka czwartej części Sagi o Gwiezdnej Lidze wręcz mignęła mu przed oczami i tylko wyjątkowo silny wysiłek woli powstrzymał go przed zanurzeniem się w niej.

Z widocznym dyskomfortem wyszedł z domu i zamknął za sobą zwietrzałe drzwi wejściowe.

Był późny ranek. Posesja domu graniczyła bezpośrednio z główną ulicą wsi liczącej czterysta dusz.

Pub "Zum Habicht" znajdował się zaledwie dwieście metrów dalej.

Po drodze Sigurd kilkakrotnie rozglądał się z niepokojem dookoła.

Nieliczni przechodnie tego ranka nie zwrócili jednak na niego uwagi.

Po raz pierwszy od miesięcy wyszedł z domu.

Delian regularnie co tydzień zaopatrywał go w artykuły pierwszej potrzeby, przynosząc jedzenie i napoje ze swojego małego wiejskiego sklepiku, który prowadził również obok pubu. Najwyraźniej zapomniał o tym tygodniu.

Zazwyczaj Delian Melchor, bo tak brzmiało jego pełne nazwisko, był bardzo rzeczowy.

Był też dyskretny.

Sigurd z przerażeniem przypomniał sobie dzień, w którym prawie go zabił przez pomyłkę.

To było prawie całe życie temu, a dokładnie 16 lat, dwa miesiące i piętnaście dni.

W tym czasie jego ułomność wybuchła z siłą, która za jednym zamachem całkowicie zmieniła życie Sigurda.

Delian złożył mu solenną obietnicę, że nie powie o tym nikomu, i do dziś dotrzymał słowa.

Jeszcze potem drżał, gdy wspominał to zdarzenie.

Krótki spacer do pubu wystarczył, by znów myślał o tym we fragmentach.

Obaj mieli wtedy po 16 lat i podkochiwali się w tej samej dziewczynie. Najwyraźniej Anisha nie mogła lub nie chciała wybierać między nimi.

Bawiła się nimi i przyszło co miało przyjść, sytuacja zaostrzyła się, gdy przed powrotem do domu rodziców dała Delianowi przyjacielskiego buziaka w jego obecności. Sigurd poczerwieniał w tym momencie.

Był obecnie w szczycie dojrzewania i jego ciało nie tylko produkowało testosteron w większych ilościach, ale także specjalne części jego mózgu zaczynały się zmieniać.

Sigurd stał zaledwie trzy metry od Deliana, gdy jego podświadomość uderzyła.

Jego telekinetyczne pierwsze uderzenie posłało Deliana na kilka metrów w powietrze i grzmotnęło z pełną siłą w boczne drzwi samochodu.

Na lewo i prawo od jego głowy roztrzaskały się szyby samochodu, a kawałki szkła przebiły jego górne ramiona, które zwisały bezsilnie w dół ciała.

Jego nos zaczął krwawić, a krew spłynęła również po obu ramionach, gdy Delian zsunął się po boku samochodu. Gdy dotarł do ziemi, brakowało mu tchu.

Jego płuca potrzebowały pięciu sekund, aby przyjąć uderzenie i ponownie zaczerpnąć powietrza.

Potem w głowie Sigurda rozpętało się piekło.

W jego głowie wrzało bez przerwy i dopiero po kilku minutach udało mu się w jakimś stopniu uspokoić.

Delian również potrzebował trochę czasu, aby znów jasno myśleć.

Od razu było dla nich jasne, że stało się coś bardzo niepokojącego. Ich przyjaźń została wystawiona na ciężką próbę i jednogłośnie postanowili przemilczeć ten incydent.

Kiedy Anisha otworzyła drzwi do skóry, żeby sprawdzić, czy nie słychać głośnych dźwięków, już zniknęli.

Delian utykał i był podtrzymywany przez Sigurda.

W drodze do domu rodziców paranormalna moc Sigurda powaliła jeszcze dwa drzewa i wybiła kilka szyb w samochodzie, aż w końcu dotarł do domu i położył się do łóżka.

Przez prawie tydzień nie mógł się stamtąd wyrwać.

Jego rodzice zaczęli się martwić. Dobrze, że był to czas wakacji.

To było nie do pomyślenia, gdyby musiał chodzić do szkoły w tym stanie.

Sigurd stał się telekinetą. Dla niego od początku było to bardziej przekleństwo niż dar.

Od czasu afery deliańskiej zaczął poddawać swoje zdolności kontroli woli poprzez nieustanny trening autodydaktyczny i autogeniczny.

Niezamierzonym efektem ubocznym było to, że prawie udoskonalił swoją zdolność telekinezy.

Równocześnie jednak trzymał się z dala od innych ludzi i stał się samotnikiem.

Próbował nawet tłumić w sobie tęsknotę za płcią przeciwną i tym bardziej zamykał się w swoich książkach.

Delian i Anisha stali się parą. Teraz stanął przed knajpą "Zum Habicht", rozejrzał się jeszcze raz pobieżnie, a potem wszedł do kafejki.

Dwóch starszych mężczyzn siedziało bokiem przy małym, okrągłym stoliku obok jedynego okna wychodzącego na ulicę.

Poza tym pokój był pusty. Rozmawiali cicho i tylko przelotnie patrzyli na niego z niezainteresowaniem.

Sigurd podszedł do lady i zawołał Deliana.

Po prawej stronie, obok lady, znajdowała się prosto urządzona mała kuchnia.

Sigurd pamiętał, że w dzieciństwie dostawali tam od matki Deliana przekąski, zwykle frytki upchane w torbie.

Nie minęła minuta, a Anisha weszła przez kuchenne drzwi.

Najpierw się wzdrygnęła, ale potem na jej pełnych ustach pojawił się uśmiech.

"Witaj Sigurd, co za niespodzianka. Nie widzieliśmy się od dawna. Niech pomyślę, ostatni raz był na after-coffee na pogrzebie twojej matki, prawda!".

"Tak, chyba tak. Czy nie ma tam Deliana?"

"To musi być na podwórku. Właśnie dostarczają nam nowe beczki z piwem. Poczekaj, rzucę okiem" i już jej nie było.

Sigurd zawsze miał dziwne uczucie w okolicy klatki piersiowej, kiedy spotykał Aniszę.

Kiedy po kilkunastu minutach nie wróciła, usiadł przy wolnym stoliku i wziął do ręki codzienną gazetę, która zawsze leżała w kilku wersjach na małym bocznym stoliku.

Szukał czegoś konkretnego. Sekcja ta znajdowała się bardziej na dole papieru, a mianowicie oferty pracy.

W końcu zdecydował się na podjęcie stałej pracy.

Na przedostatniej stronie znalazł to, czego szukał.

Ogłoszenie zamieściła bardzo renomowana firma świadcząca usługi ochroniarskie.

Szczególną cechą tego jednostronicowego ogłoszenia było to, że najpierw można było złożyć wniosek o dopuszczenie do testu umiejętności w tzw. centrum oceny.

Mimo to Sigurd od razu rzucił się w wir pracy, gdyż ogłoszenie dokładnie pasowało do jego wyobrażeń o bohaterach książek, którymi zajmował się przez ostatnie dwadzieścia lat.

Kiedy Delian w końcu wszedł do pokoju z prezentami, postanowił wysłać podanie.

Test umiejętności

Po dwóch tygodniach Sigurd otrzymał list z umówionym terminem rozmowy kwalifikacyjnej. Jego wniosek został przyjęty.

W międzyczasie mieszkał w całości w gospodzie "Zum Habicht". Delian polubownie odmówił mu azylu.

Dom jego rodziców stał się zbyt niebezpieczny, raz po raz rozlegały się tam dziwne odgłosy, nie podobne do tych, które słyszał, zanim łazienka przebiła się przez podłogę.

Było tylko kwestią czasu, kiedy władze budowlane zwrócą na to uwagę i postawią mu warunki.

Tego dnia jednak miało się rozpocząć nowe życie dla Sigurda Westalla.

Dziś już wstał o szóstej. Delian zgodził się zawieźć go do Leuven w Belgii, około 140 kilometrów od ich wioski.

Tam, w starym budynku uniwersyteckim, miał się odbyć test umiejętności.

Sam Sigurd miał prawo jazdy, ale nie miał samochodu. Bez koncesji Deliana musiałby podróżować autobusem i pociągiem, a to z kolei kosztowało pieniądze, a przynajmniej musiałby je przedstawić.

Był w tej chwili dość napięty, a była dopiero połowa miesiąca.

Podróż przebiegała dość spokojnie. Oboje zachowywali się bardzo cicho.

"Nie pozwól, żeby cię to przygnębiło, a kiedy skończysz, zadzwoń do mnie. Odbiorę cię."

"Dzięki, Delian. Nie zapomnę cię." Sigurd wziął z tylnego siedzenia małą torbę sportową i wysiadł.

Przed nim wznosił się bardzo stary budynek ozdobiony wieloma okrągłymi łukami. Drzwi wejściowe przypominały raczej dużą bramę zakończoną spiczastym łukiem. Dwie połówki drzwi zostały wykonane z litego drewna, a klamka z żeliwa.

Po otwarciu zawiasy skrzypiały, a dźwięk odbijał się echem po ogromnym holu wejściowym.

Jakieś dwadzieścia metrów dalej, na środku holu, marmurowe schody prowadziły na drugie piętro.

Sigurd ocenił wysokość pomieszczenia na ponad pięć metrów. Widać było, że mała lada, do której zmierzał Sigurd, była ustawiona tylko prowizorycznie.

W ogóle nie pasował do miejsca, w którym stał, ani jego konstrukcja nie pasowała do pomieszczenia.

Zza biało-czarnej, plastikowej, laminowanej powierzchni patrzyła na niego wciąż bardzo młoda kobieta.

Jej strój pasował do stroju lady, zwłaszcza kolory pasowały do siebie w stu procentach.

Uśmiechnęła się do niego. W tle Sigurd widział dwóch ubranych na czarno mężczyzn wchodzących po marmurowych schodach, poza tym hol wejściowy wydawał się całkowicie opustoszały.

"Oto moje zaproszenie", Sigurd wyciągnął do pani list przewodni firmy.

Nie zrobiła miny, gdy odpowiedziała: "Wiem".

Bez słowa wręczyła mu identyfikator z nazwiskiem, dokumenty w formie broszury i telefon komórkowy. Na identyfikatorze faktycznie było jego nazwisko, choć wcale go nie wymienił.

"Proszę trzymać telefon komórkowy przy sobie przez cały czas. Jest on zabezpieczony skanerem linii papilarnych kciuka. Tylko Ty osobiście możesz go aktywować. Proszę udać się na górne piętro. Tam jest świetlica. Tam się tobą dalej zajmą".

Uśmiechnęła się jeszcze raz niezobowiązująco w jego kierunku, po czym zwróciła uwagę na jakieś papiery leżące przed nią.

Sigurd był więcej niż zdumiony. Nie spodziewał się takiego przyjęcia.

W końcu, skąd wzięli jego odciski palców? Zdezorientowany spojrzał na trzymany w ręku telefon komórkowy, po czym przypomniał sobie o swoim liście motywacyjnym. Co to za zamieszanie, które tu robili?

Na piętrze znajdował się cały rząd drzwi. Były one w stylu barokowym lub renesansowym i miały prawie trzy metry wysokości.

Przez które z drzwi, które wszystkie wyglądały tak samo, powinien teraz przejść? Czy to był już może jakiś test? Już miał zapukać do najbliższych drzwi, gdy otworzyły się następne, ale już pierwsze.

"Pan Sigurd Westall, witamy ponownie w Life-Int-Ltd. Proszę założyć plakietkę z nazwiskiem i wejść. Już oczekujemy na ciebie".

Sigurd wszedł za kobietą do pokoju.

Ona sama nie miała na sobie plakietki z nazwiskiem, co od razu zauważył.

Kilka krzeseł, które stały na środku pomieszczenia o powierzchni stu metrów kwadratowych, zupełnie ginęło w pustej przestrzeni.

Trzy czwarte miejsc było już zajętych, gdy Sigurd dołączył do nich.

"Panie i panowie, pan Westall był ostatnią osobą testową, która wciąż jest zaginiona. Z ogólnej liczby piętnastu kandydatów, jedenastu jest teraz obecnych, wszyscy z was, z wyjątkiem pana Westalla, przybyli już wczoraj."

Pani, która teraz przeniosła się za małą mównicę, przez sekundę patrzyła na każdego z obecnych.

"Nazywam się Meredith Swonson i będę Ci pomagać przez cały tydzień. W razie jakichkolwiek pytań lub innych kwestii, które się pojawią, proszę o kontakt."

Zatrzymała się na chwilę.

"Tak więc, a teraz dochodzimy już do właściwego testu umiejętności. W ciągu najbliższych kilku dni będziemy mierzyć Wasze aspekty poznawcze w sposób konwencjonalny, ale także niekonwencjonalny dla każdego z Was. Testowane będą umiejętności rozumowania werbalnego i numerycznego, pamięć, koncentracja i świadomość przestrzenna.

 

Uwzględnione są również umiejętności i zdolności społeczne. W szczególności obserwujemy "odporność na stres".

Czego dokładnie możesz się spodziewać? Najpierw przeprowadzane są wywiady ustrukturyzowane, a następnie dyskusje grupowe. Następnie odbędą się ćwiczenia post-basketowe, czyli testy kompetencji w formie pisemnej, a także odgrywanie ról. Będziesz odpowiadać na kwestionariusze w formie pisemnej lub/i na komputerze. Są to zarówno testy psychometryczne, jak i testy na inteligencję. Oczywiście, wszystkie zadania muszą być wykonane w określonych ramach czasowych. Życzę wielu sukcesów."

Kiedy pani wyszła z sali zaraz po swoim monologu, wśród badanych powstało coś na kształt niepokoju. Sigurd również poczuł niepokój.

"Co to było teraz?" Pytanie zadała młoda kobieta siedząca bezpośrednio przed nim. Nazywała się Amanda Lerch, Sigurd mógł to odczytać z tabliczki z nazwiskiem.

Wzruszył tylko ramionami. Sześć kobiet i pięciu mężczyzn wstało z miejsc niemal jednocześnie.

Sigurd był jednym z najstarszych wśród nich, co od razu zauważył. Jego koledzy nie mieli więcej niż dwadzieścia kilka lat.

"Czy ktoś może mi powiedzieć, co się teraz stanie!".

Młody mężczyzna o rudych włosach i sporej ilości piegów stał obok Sigurda, powoli nabierając czerwonej karnacji; na jego plakietce widniał napis Samuel Darius Sultan.

Sigurd patrzył na znak trochę za długo.

"Czy co?" Samuel Darius Sultan spojrzał na niego wyzywająco, jakby spodziewając się głupiej uwagi na temat jego imienia.

Sigurd jednak nie dał się sprowokować i ostentacyjnie patrzył obok niego.

Gdy to robił, patrzył wprost w obiektyw małej kamery przymocowanej do mównicy. Nikt inny nie zwrócił na to uwagi.

Nie zastanawiał się długo, tylko sięgnął telekinetycznie i wygiął soczewkę tak, że nie była już skierowana w ich stronę.

Natychmiast Sigurd znów poczuł się winny. Obracał się niespokojnie we wszystkich kierunkach.

Ale uwaga wszystkich była teraz skupiona na drzwiach wejściowych. Tam pojawiła się pani z recepcji z kupką papierów schowanych pod prawą pachą.

"Panie i panowie, proszę zająć miejsca. Rozpoczęliśmy już test umiejętności. Proszę pamiętać, że wszystko, co od tej pory zrobisz, może być użyte przeciwko tobie."

Z pogodnym śmiechem zaczęła roznosić papiery.

"Proszę wypełnić arkusze. Masz na to dokładnie dwadzieścia minut."

Każdy przedmiot otrzymywał dziesięć stron, dwustronnie oznakowanych.

"Cóż, to będzie zabawa."

Amanda przyjęła podawane jej kartki i uśmiechnęła się w kierunku Sigurda. "Już nie mogę znieść widoku tej ulizanej laski!"

Teraz przyszła kolej na uśmiech Sigurda. Amanda Lerch nie wyglądała inaczej niż te panie.

Ogólnie rzecz biorąc, ubrania obecnych mężczyzn i kobiet wyglądały na bardzo drogie. Prosty strój Sigurda zupełnie do niego nie pasował.

Wieczorem, gdy wszyscy inni zasiedli już do kolacji, Sigurdowi przydzielono miejsce noclegowe na noc.

Było to małe pomieszczenie z trzema skośnymi sufitami. Obok łóżka znajdowało się biurko i mała umywalka z lustrem. Nie było pomieszczenia higienicznego.

Toalety i kabiny prysznicowe musiały być współdzielone przez osoby przebywające na danym piętrze. Sigurd nie miał wiele do wypakowania ze swojej sportowej torby i włożył ją do szafki, po czym rzucił się prosto na łóżko.

Mała lukarna nad biurkiem wychodziła na zewnątrz.

Zaczęło już świtać. Zakończyły się ostatnie dyskusje w grupach.

Sigurd nie zapamiętał wszystkich imion pozostałych osób, które padły podczas rundy zapoznawczej. Tylko Amanda i Samuel, do którego wolał zwracać się Sammy, utkwiły mu w pamięci.

Sigurd leżał na łóżku i w międzyczasie zaczął wątpić, czy to wszystko nie jest tylko wymysłem jego wyobraźni.

Po raz enty zastanawiał się, dlaczego test predyspozycji do prostej pracy ochroniarza musi być tak skomplikowany.

Coś tu nie grało, już to przeczuwał.

Do tej pory mieli do czynienia tylko z tymi dwiema młodymi kobietami, prawie pół dziewczynami. I oni też zachowywali się bardzo dziwnie.

Zbyt oderwane od rzeczywistości i nadęte, jakby wiedziały więcej, niż na to pozwalają.

Następnego ranka spotkali się ponownie w dużej, pustej sali z samotną mównicą.

Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, tworzyły się już grupy. Sigurd, Amanda i Sammy ustawili swoje krzesła tak, że stali naprzeciw siebie, ale mogli patrzeć w stronę mównicy.

Zerknął niepewnie na obiektyw kamery na mównicy.

Ktoś znowu na nich wskazał, co oznaczało, że są obserwowani. Czy Amanda i Sammy zauważyli już obiektyw? Może okazało się, że mógł ich zapytać.

Tylko tu i teraz nie chciał się narażać.

Tym razem pojawił się męski kolega z assessment center i rozdał zadania grupowe. Każda z czterech grup miała z góry określony cel do osiągnięcia.

Po drodze jednak przeszkadzali sobie nawzajem i musieli działać razem lub przeciwko sobie.

Również w tym przypadku wyznaczono limit czasowy. Grupa Sigurda miała za zadanie w ciągu pół dnia odnaleźć w budynku pewien zwój papirusu.

W drodze do tego celu była tylko jedna wskazówka, a mianowicie, że grupa 1, która składała się tylko z dwóch mężczyzn, otrzymała ją wraz z celem podróży, nie wiedząc, że służy ona jako punkt startowy dla grupy 4, grupy Sigurda. Grupa 1 również nie mogła o tym wiedzieć, gdyż w przeciwnym razie zagrożone byłoby osiągnięcie przez nich celu.

Zanim Amanda, Sammy i on zdążyli się naradzić, zadzwonił jego telefon komórkowy.

Cała trójka spojrzała w jego stronę, najpierw ze zdziwieniem, potem z zaciekawieniem.

Sigurd wzruszył ramionami i odpowiedział.

"Stawcie się przed wejściem do budynku uniwersytetu dokładnie za pięć minut. Tam otrzymasz ważną wiadomość. Ale tylko ty sam!"

Sigurd spojrzał zdziwiony na twarze Amandy i Sammy'ego.

"Nienawidzę tego rodzaju odgrywania ról!"

Amanda zdawała się coś podejrzewać. Sammy ponaglił Sigurda do pośpiechu, tak że już po trzech minutach stał na dole przed bramą wjazdową.

Wciąż nikogo nie było widać. Powoli zaczęło mu się to wszystko podobać, w przeciwieństwie do Amandy.

Nie była to już zabawa w policjantów i złodziei, jak to było w dzieciństwie, ale w pewien sposób przypominała niektóre sytuacje z jego licznych powieści. Tyle, że były one w większości osadzone w przyszłości.

Odruchowo spojrzał na zegarek. Dziś był 23 czerwca 2018, 09:24, rozejrzał się pobieżnie we wszystkich kierunkach.

Powoli zaczynała padać mżawka. Sigurd przysunął się bliżej do drzwi, które były osłonięte szerokim gzymsem, bo otworzyły się na oścież.

"Nie oglądaj się za siebie i nie odwracaj się" - usłyszał miękki głos.

"Jeden z twoich partnerów gra fałszywie. Otrzymał jako zadanie inny, osobisty cel. Jego zadaniem jest uniemożliwienie osiągnięcia celu grupowego".

Sigurd wzdrygnął się na chwilę, ale zaraz odzyskał spokój.

"Skąd to wiesz i dlaczego mi to mówisz?".

Gdy po pół minuty nie otrzymał odpowiedzi, odwrócił się. Drzwi były jeszcze otwarte na szerokość dłoni, ale nikogo w nich nie było.

Sigurd wrócił zamyślony na górę. Zastanawiał się, czy powinien przekazać otrzymane informacje Amandzie i Sammy'emu. Jeśli to była prawda, osiągnięcie celu grupy było zagrożone.

Z drugiej strony, nie było już grupy, jeśli istniały cele indywidualne. Postanowił oświecić ich obu o tym, co usłyszał.

"I naprawdę nie widziałeś, kto to był?".

"Co z głosem. Musiałeś go rozpoznać!"

Amanda i Sammy byli bardzo podekscytowani.

Nie, nic nie widziałem, a głos był zbyt cichy, bym mógł go rozpoznać."

"Ktoś próbuje wbić klin między nas, mając na celu doprowadzenie do upadku grupy". Sammy krótko prychnął.

Oczywiście, że miał rację. Sigurd przeszedł do normalnego trybu pracy.

"Jak nazywają się dwaj chłopcy z grupy 1 i jak się do nich dostać, żeby od razu nie zauważyli?".

"Pozwól, że ja będę się o to martwił. Ja odwrócę ich uwagę, a ty spróbuj dowiedzieć się czegoś o swoim celu. Poradzisz sobie z tym, prawda? Dzięki temu będziemy w kontakcie" - Amanda wskazała na swoją komórkę.

Wymienili się numerami.

"Muehlhausen i Schmidt, jak sądzę."

Amanda i Sigurd patrzyli z lekką irytacją na Samuela Dariusza.

"To znaczy, to są ich imiona!"

Amanda przytaknęła. "O. k., teraz tylko musimy cię znaleźć."

Amanda trzymała ich w pokoju Schmidta. Jakkolwiek jej się to udało, tak czy inaczej, wiadomość przyszła SMS-em po tym, jak nie było jej od około godziny.

"Z całym szacunkiem, dziewczyna ma coś w sobie".

Sammy i Sigurd opuścili jej pokój prawie jednocześnie i spotkali się przed drzwiami do pustego już pokoju Muehlhausena.

"Czego dokładnie szukamy?"

Sigurd bawił się kawałkiem drutu przy zamku w drzwiach, "Zobaczymy kiedy go znajdziemy".

Nie miał pojęcia, jak to mogło posłużyć do wytrycha, ale udawał, że nie był to dla niego pierwszy raz. W rzeczywistości, jego telekinetyczne moce zadziałały i otworzył zamek w cylindrze zamka drzwi.

Jako nastolatek wyćwiczył tę umiejętność niemal do perfekcji, i to na wielu różnych zamkach. Teraz mógł to robić nawet z zawiązanymi oczami.

Sammy skinął na niego z uznaniem, po czym już ponownie zamykali drzwi od środka.

Pokój wyglądał prawie tak samo jak pokój Sigurda. Najpierw zaczęli szukać jakichś papierów, zadania pisemnego lub czegoś podobnego.

Jednak nic takiego nie znaleźli.

Kiedy Sammy otrzymał na komórkę krótką wiadomość od Amandy, że powinni jak najszybciej opuścić pokój, nie zrobili żadnych postępów.

W drodze powrotnej spotkali jednego z dwóch chłopców z grupy 1.