ObsydianTekst

Z serii: Lux #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Daemon odwrócił się do niej i uśmiechnął. Miał idealne, białe, proste zęby.

– Nazywam się Daemon Black.

Mama odwzajemniła uśmiech.

– Kellie Swartz. Miło cię poznać. – Spojrzała na mnie. – Wejdźcie do środka, jeśli chcecie. Nie musicie siedzieć w tym słońcu.

– To bardzo miło z pani strony. – Wstał i szturchnął mnie łokciem, wcale nie delikatnie. – Może powinniśmy wejść do środka, żeby omówić nasze plany.

– Nie – powiedziałam, patrząc na niego. – To nie będzie konieczne.

– Jakie plany? – zapytała mama z uśmiechem. – Popieram plany.

– Próbuję wyciągnąć pani córkę nad jezioro, ale ona chyba się martwi, że pani nie spodoba się ten pomysł. – Pstryknął mnie w ramię, a ja prawie wpadłam na balustradę. – Myślę, że jest nieśmiała.

– Co? – Mama potrząsnęła głową. – Nie mam nic przeciwko. Myślę, że to świetny pomysł. Mówiłam jej o tym, odkąd się przeprowadziłyśmy. Świetnie, że spędza dużo czasu z twoją siostrą, ale...

– Mamo. – Zmrużyłam oczy. – To naprawdę nie...

– To samo właśnie mówiłem Katy. – Daemon objął mnie ramieniem. – Moja siostra wyjechała z miasta do końca tygodnia. Pomyślałem, że ja spędzę trochę czasu z Katy.

Mama uśmiechnęła się zadowolona.

– To bardzo miłe z twojej strony.

Objęłam go w talii, wbijając palce w jego bok.

– Tak, to bardzo miłe z twojej strony, Daemonie.

Wciągnął ostro powietrze i wypuścił je powoli.

– Wiesz, co mówią o chłopcach z naprzeciwka...

– Cóż, a ja wiem, że Katy nie ma planów na jutro. – Spojrzała na mnie i praktycznie widziałam, jak wyobraża sobie nasze wspólne dzieci. Moja mama nie była normalna. – Może iść popływać.

Opuściłam ramię i uwolniłam się od Daemona.

– Mamo...

– Naprawdę mi to nie przeszkadza, kochanie. – Odwróciła się w stronę domu, a wcześniej mrugnęła do Daemona. – Miło było cię w końcu poznać.

Daemon się uśmiechnął.

– Panią również.

Kiedy tylko mama zamknęła drzwi, obróciłam się i popchnęłam Daemona, ale był jak ceglana ściana.

– Ty dupku.

Uśmiechając się, zszedł ze schodów.

– Do zobaczenia jutro w południe, Kotek.

– Nienawidzę cię – wysyczałam.

– Ja ciebie też. – Spojrzał na mnie ponad ramieniem. – Dwadzieścia dolców, że włożysz jednoczęściowy kostium.

Był nieznośny.

Rozdział 5

Kiedy pierwsze promienie słońca wpadły przez okno, przewróciłam się na bok, ciągle niewybudzona ze snu.

Jęknęłam.

Miałam dzisiaj spędzić czas z Daemonem. Rzucałam się i przewracałam w łóżku całą noc. Śniłam o chłopaku z szokująco zielonymi oczami i o bikini, którego jeszcze nie wybrałam. Złapałam z nocnej szafki książkę, którą miałam zrecenzować, i spędziłam poranek w łóżku, czytając i desperacko próbując myśleć o wszystkim, tylko nie o naszej nadchodzącej przygodzie. Kiedy słońce było prawie w najwyższym punkcie na niebie, odłożyłam książkę, odrzuciłam pościel i poszłam pod prysznic.

Kilka minut później stałam w ręczniku i patrzyłam na stroje do wyboru. Przeraziłam się. Daemon miał rację. Miałam być przy nim półnaga. Na samą myśl miałam ochotę zwymiotować. Chociaż nie mogłam go znieść i chyba był pierwszą osobą, której nienawidziłam, był... był bogiem. Kto wie, jakie dziewczyny widział w bikini. Nie dotknęłabym go za żadne pieniądze świata, ale spora część mnie chciała, by on dotknął mnie.

Miałam tylko trzy stroje kąpielowe, które można było zaakceptować. Jednoczęściowy z zamkiem z tyłu. Zwykły i nudny. Dwuczęściowy – góra od bikini i szorty. I trzeci – czerwone dwuczęściowe bikini.

Mogłabym wybrać namiot i ciągle czułabym się niekomfortowo.

Wrzuciłam jednoczęściowy z powrotem do szafy i przytrzymałam dwa pozostałe. Moje odbicie patrzyło na mnie, gdy po obu stronach trzymałam kostiumy. Przyjrzałam się sobie krytycznym okiem. Jasnobrązowe włosy opadały do połowy moich pleców i nie obcięłabym ich ze strachu. Moje oczy były szare – nic magnetycznego w porównaniu z oczami Dee. Pełne usta nie były tak wyraziste jak u mamy. Zerknęłam na czerwony kostium. Zawsze byłam zdystansowana, ostrożniejsza niż mama kiedykolwiek będzie. Czerwony kostium nie był z pewnością bezpiecznym wyborem. Był zalotny, nawet seksowny. Ja wcale taka nie byłam i... to mnie martwiło. Zdystansowana, praktyczna Katy była ostrożna i nudna. Cała ja. Dlatego mama nie bała się zostawiać mnie samej w domu, bo nigdy nie zrobiłabym niczego, co mogłoby mnie poniżyć. Co on powiedział, gdy się spotkaliśmy po raz pierwszy? Że wyglądam jak trzynastolatka?

Rozżarzyło się we mnie gorące uczucie.

Chrzanić go.

Chciałam być ekscytująca i odważna. Może nawet chciałam zaszokować Daemona, udowodnić mu, że się myli. Bez chwili zastanowienia rzuciłam w kąt zwykły kostium i rozłożyłam ten czerwony na moim małym biurku.

Podjęłam decyzję.

W rekordowym tempie poradziłam sobie z paskami, po czym założyłam dżinsowe szorty i top w piękne kwiaty, żeby ukryć moją śmiałość. Znalazłam buty i ręcznik, a następnie zeszłam na dół. Mama siedziała w kuchni z kubkiem kawy.

– Późno wstałaś. Dobrze spałaś? – zapytała wyczekująco.

Czasami się zastanawiałam, czy mama była medium. Wzruszyłam ramionami i przeszłam obok niej po sok pomarańczowy. Byłam mocno skoncentrowana na robieniu tostu, ale wiedziałam, że mi się przygląda.

– Czytałam.

– Katy? – zapytała po chwili, która trwała wieczność.

Ręka mi się trzęsła, kiedy wgryzłam się w tost z masłem.

– Tak?

– Czy wszystko jest tu, jak powinno? Podoba ci się tutaj?

Pokiwałam.

– Tak, jest fajnie.

– Dobrze. – Odetchnęła głęboko. – Jesteś podekscytowana dzisiejszym dniem?

Ścisnęło mnie w żołądku, gdy na nią spojrzałam. Część mnie chciała na nią nakrzyczeć za wystawienie mnie, ale ona o niczym nie miała pojęcia. Martwiła się, że ją znienawidzę za wyprowadzkę i zostawienie wszystkiego za sobą.

– Chyba tak – skłamałam.

– Myślę, że będziesz się dobrze bawić – powiedziała. – Tylko bądź ostrożna.

Spojrzałam na nią znacząco.

– Wątpię, żebym miała problemy z pływaniem.

– A gdzie idziecie?

– Nie wiem. Nie powiedział. Pewnie gdzieś blisko.

Mama podeszła do drzwi.

– Wiesz, co mam na myśli. To przystojny chłopak. – Potem rzuciła mi spojrzenie, które mówiło „Też to przeżyłam, więc nie próbuj niczego”, i wyszła.

Odetchnęłam z ulgą i umyłam jej kubek po kawie. Chyba nie zniosłabym kolejnej rozmowy o ptaszkach i pszczółkach, zwłaszcza teraz. Pierwsza już była wystarczająco traumatycznym przeżyciem.

Wzdrygnęłam się na to wspomnienie.

Byłam tak zajęta przeżywaniem wcześniejszej rozmowy, że aż podskoczyłam, kiedy ktoś zaczął walić w drzwi. Moje serce zabiło mocniej, gdy spojrzałam na zegarek.

11.46.

Wzięłam uspokajający oddech i podeszłam do drzwi. Daemon stał z ręcznikiem niedbale przerzuconym przez ramię.

– Jestem trochę wcześniej.

– Widzę – powiedziałam bezbarwnym głosem. – Zmieniłeś zdanie? Ciągle możesz spróbować skłamać.

Uniósł brew.

– Nie jestem kłamcą.

Zagapiłam się na niego.

– Daj mi chwilę, muszę zabrać rzeczy. – Nie zamierzałam czekać na jego odpowiedź. Zamknęłam mu drzwi tuż przed nosem. Było to dziecinne, ale poczułam się, jakbym zaliczyła małe zwycięstwo. Poszłam do kuchni, chwyciłam trampki i resztę rzeczy. Wróciłam i otworzyłam drzwi. Daemon był tam, gdzie go zostawiłam. Nerwowe podekscytowanie rozkwitło w moim brzuchu, kiedy zamykałam drzwi i szłam za Daemonem przez podjazd.

– Okay, więc gdzie mnie zabierasz?

– Co to za zabawa, jeśli tobie powiem? – zapytał. – Nie będzie wtedy niespodzianki.

– Jestem nowa w tym mieście, pamiętasz? Wszystko będzie dla mnie niespodzianką.

– To po co pytasz? – Drwiąco wygiął brew.

Przewróciłam oczami.

– Nie jedziemy samochodem?

Daemon się zaśmiał.

– Nie. Tam, gdzie idziemy, nie dojedzie się samochodem. Ciężko znaleźć to miejsce. Większość mieszkańców nawet o nim nie wie.

– Och, czuję się zatem wyjątkowa.

– Wiesz, co myślę, Kat?

Przyłapałam go na patrzeniu na mnie z taką intensywnością, że się zarumieniłam.

– Jestem prawie pewna, że nie chcę wiedzieć.

– Moja siostra uważa, że jesteś bardzo wyjątkowa. Zaczyna mnie zastanawiać, czy ona czegoś nie planuje.

Prychnęłam.

– Można być wyjątkowym na wiele sposobów, nie sądzisz, Daemonie?

Chyba był zaskoczony dźwiękiem swojego imienia. Poprowadził mnie w dół ścieżki i przez główną autostradę. Umierałam z ciekawości, gdy weszliśmy za linię drzew po drugiej stronie drogi.

– Zabierasz mnie do lasu? To ma być jakiś podstęp? – zapytałam półserio.

Spojrzał na mnie ponad ramieniem. Jego oczy były skryte za rzęsami.

– I co miałbym tam z tobą zrobić, Kotek?

Zadrżałam.

– Jest nieskończenie wiele możliwości.

– Naprawdę? – Z łatwością przeszedł gęste krzaki i pędy poskręcane na leśnej ściółce.

Ja musiałam się cholernie starać, żeby nie skręcić sobie karku, potykając się o wystające korzenie i pokryte mchem kamienie.

– A nie możemy udawać, że to zrobiliśmy?

– Wierz mi, ja też nie chcę tego robić. – Przeskoczył przewrócone drzewo. – Ale jęczenie niczego nie ułatwi. – Odwrócił się i zaoferował mi dłoń.

– Tak cudownie się z tobą rozmawia. – Przez sekundę chciałam ją zignorować, ale potem złapałam go za rękę. Prąd przeszedł z jego skóry na moją. Zagryzłam wargę, kiedy pomagał mi ominąć drzewo, i zaraz potem go puściłam. – Dzięki.

 

Daemon odwrócił wzrok i szedł dalej.

– Jesteś podekscytowana szkołą?

A co? Jego to w ogóle obchodziło?

– Nie ma nic ekscytującego w byciu nową. Wiesz, będę sama jak palec. Nic fajnego.

– Rozumiem.

– Rozumiesz?

– Tak. Musimy przejść jeszcze tylko trochę.

Chciałam dopytać o coś jeszcze, ale po co się wysilać? Dałby mi kolejną wymijającą odpowiedź albo nic by nie powiedział.

– Tylko trochę? Jak długo już idziemy?

– Jakieś dwadzieścia minut, może trochę dłużej. Mówiłem ci, że to jest dobrze ukryte.

Podążyłam za nim przez kolejne spróchniałe drzewo i w końcu zobaczyłam polanę.

– Witaj w naszym małym raju. – Sardonicznie wykrzywił usta.

Ignorując go, wyszłam na polanę. Byłam zachwycona.

– Wow. To miejsce jest piękne.

– To prawda. – Stał obok mnie, jedną ręką osłaniając oczy od słońca, które tańczyło na gładkiej powierzchni wody.

Po napięciu w jego ramionach widziałam, że to miejsce było dla niego wyjątkowe. Na tę myśl poczułam trzepotanie w żołądku. Położyłam dłoń na jego ramieniu, a on obrócił się i spojrzał na mnie.

– Dzięki, że mnie tu przyprowadziłeś.

Zanim Daemon otworzył usta i zrujnował tę chwilę, opuściłam rękę i niespiesznie odwróciłam wzrok.

Strumień przecinający polanę przechodził w małe, naturalne jezioro. Delikatny wiatr marszczył jego powierzchnię. Po środku wystawały skały, płaskie i pewnie gładkie. Jakimś cudem ziemia idealnym kręgiem otaczała zbiornik. W pełnym słońcu rozkwitały dzikie kwiaty, a ziemię pokrywała soczysta trawa. Było tu tak spokojnie. Podeszłam do brzegu.

– Jak głęboko tu jest?

– Przeważnie trzy metry, za skałami jakieś sześć. – Był tuż za mną. Znowu podszedł w ten cichy, przerażający sposób. – Dee uwielbia to miejsce. Zanim się tu pojawiłaś, spędzała tu większość czasu.

Dla Daemona mój przyjazd był początkiem końca. Apokalipsą. Kat-magedonem.

– Wiesz, nie wciągnę twojej siostry w kłopoty.

– Się okaże.

– Nie mam na nią złego wpływu – spróbowałam ponownie. Wszystko byłoby znacznie prostsze, gdybyśmy się dogadywali. – Wcześniej nie wpadłam w żadne kłopoty.

Przesunął się obok mnie, nie odrywając wzroku od wody.

– Ona nie potrzebuje takiej przyjaciółki jak ty.

– Ze mną jest wszystko w porządku – warknęłam. – Wiesz co? Zapomnij.

Westchnął.

– Dlaczego zajmujesz się ogrodnictwem?

Zatrzymałam się. Pięści miałam zaciśnięte.

– Co?

– Dlaczego zajmujesz się ogrodnictwem? – zapytał ponownie, ciągle patrząc na jezioro. – Dee mówi, że robisz to, żeby nie myśleć. O czym nie chcesz myśleć?

Teraz go to obchodziło? Teraz był czas na dzielenie się przemyśleniami?

– To nie twoja sprawa.

Daemon wzruszył ramionami.

– No to chodźmy popływać.

Pływanie było ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę. Bardziej byłam za utopieniem Daemona. Ale wtedy zdjął buty, a potem dżinsy. Pod spodem miał tylko kąpielówki. Następnie jednym szybkim ruchem ściągnął koszulkę. A niech to! Już wcześniej widziałam facetów bez koszulek. Mieszkałam na Florydzie, gdzie każdy czuł potrzebę chodzenia półnago. Cholera, jego też już widziałam półnago. To nie powinno mnie dziwić. Ludzie, jak ja się myliłam.

Był świetnie zbudowany, ale mięśnie nie były większe niż u chłopaków w jego wieku. Podszedł z gracją do wody. Jego muskuły napinały się i rozciągały przy każdym kroku.

Nie byłam pewna, jak długo stałam za nim, gapiąc się na jego ciało. W końcu zanurkował. Moje policzki płonęły. Odetchnęłam. Dopiero zauważyłam, że wstrzymywałam oddech. Powinnam wziąć się w garść. Albo powinnam wziąć kamerę, żeby uchwycić ten moment, bo mogłabym dobrze zarobić na filmie z nim. Mogłabym zbić fortunę. Tak długo, dopóki nie otwierał ust.

Daemon wypłynął na powierzchnię kilka metrów od miejsca, w którym zniknął. Woda połyskiwała w jego włosach i na rzęsach. Ciemne włosy były gładko odgarnięte w tył, eksponując niezwykle zielone oczy.

– Wchodzisz?

Przypomniałam sobie czerwony strój, który miałam na sobie, i zapragnęłam uciec. Moja wcześniejsza pewność siebie wyparowała. Powoli zdjęłam buty, udając, że podziwiam przy tym otoczenie, podczas gdy moje serce chciało wyskoczyć z klatki piersiowej. Daemon przez kilka chwil przyglądał mi się z zaciekawieniem.

– Jesteś nieśmiała, nie, Kotek?

Zamarłam.

– Dlaczego tak mnie nazywasz?

– Bo wtedy stroszysz się jak kotek. – Daemon zaczął się ze mnie śmiać. Cofnął się, a woda opłynęła jego pierś. – Więc? Wchodzisz?

Dobry Boże, nawet nie miał zamiaru się odwrócić. Jego spojrzenie się zmieniło, jakby oczekiwał, że stchórzę. Może tego chciał... Nie wątpiłam, że wie, jakie wrażenie robi na dziewczynach.

Praktyczna, nudna Katy weszłaby do jeziora w pełni ubrana.

Nie chciałam nią być. Celowo założyłam czerwony kostium. Chciałam mu udowodnić, że nie zawstydzam się tak łatwo. Byłam zdeterminowana wygrać tę rundę.

Daemon wyglądał na znudzonego.

– Masz minutę, żeby tu wejść.

Chciałam go znowu zignorować, ale się powstrzymałam i odetchnęłam głęboko. To nie tak, że rozbierałam się do naga, nie, naprawdę.

– Albo co?

Podpłynął bliżej brzegu.

– Albo wrócę po ciebie.

Spojrzałam na niego spode łba.

– Chciałabym zobaczyć, jak próbujesz.

– Czterdzieści sekund. – Patrzył na mnie intensywnym, przeszywającym wzrokiem, gdy podpływał bliżej.

Potarłam twarz i westchnęłam.

– Trzydzieści sekund – zakpił z jeszcze bliższej odległości.

– Jezu – wymamrotałam i ściągnęłam koszulkę. Dwa razy myślałam, żeby rzucić mu ją na głowę. Pospiesznie zdjęłam szorty, bo przypomniał o czasie ostatni raz.

Podeszłam do brzegu z rękami na biodrach.

– Zadowolony?

Daemon przestał się uśmiechać i popatrzył na mnie.

– Nigdy nie jestem zadowolony w twojej obecności.

– Co ty właśnie powiedziałeś? – Zmrużyłam oczy, widząc jego pusty wyraz twarzy. Nie powiedział tego, co myślałam, że powiedział.

– Nic. Lepiej tu chodź, zanim rumieniec sięgnie ci palców u stóp.

Pod jego lustrującym spojrzeniem zaczerwieniłam się jeszcze bardziej. Odwróciłam się i podeszłam do brzegu jeziora, gdzie nie było zbyt stromo. Woda była wspaniała, łagodziła nieprzyjemne ciepło szczypiące moją skórę.

Miałam pustkę w głowie, ale musiałam coś powiedzieć.

– Tu jest pięknie.

Obserwował mnie przez moment, po czym na szczęście zniknął pod wodą. Kiedy pojawił się znowu, woda spływała z jego twarzy. Sama potrzebowałam ochłodzenia, więc się zanurzyłam. Chłodna woda była ożywcza, oczyszczała moje myśli. Gdy wypłynęłam na powierzchnię, odgarnęłam z oczu długie strąki włosów. Daemon patrzył na mnie z odległości kilku metrów. Jego policzki wystawały ponad powierzchnią, oddychał powoli, a okazjonalne bąbelki mąciły wodę. Coś w jego wzroku mnie przywoływało.

– No co? – zapytałam po przeciągającej się ciszy.

– Może tu podpłyniesz?

Nie było mowy, żebym się do niego zbliżyła. Nawet jeśli miałby w dłoni ciasteczko. Zaufanie i jego imię nie szły ze sobą w parze. Obróciłam się i zanurkowałam. Kierowałam się w stronę skał, które widziałam pośrodku jeziora. Dopłynęłam do nich w kilku długich ruchach. Wyszłam na brzeg, na ciepłą, twardą powierzchnię. Zaczęłam wyciskać wodę z włosów. Daemon podpłynął bliżej środka, rozchlapując wodę dookoła.

– Wyglądasz na zawiedzionego.

Nie odpowiedział. Na jego twarzy pojawiło się zmieszanie. A to ciekawe...

– Cóż... i co my tu mamy?

Zanurzyłam stopy w wodzie i skrzywiłam się.

– O czym ty mówisz?

– O niczym. – Podpłynął bliżej mnie.

– Coś powiedziałeś.

– Naprawdę?

– Dziwny jesteś.

– A ty jesteś inna, niż się spodziewałem – powiedział ochrypłym głosem.

– Co to ma znaczyć? – zapytałam, kiedy chciał złapać moją stopę, ale zabrałam nogi z pola jego zasięgu. – Nie jestem wystarczająco dobra, by przyjaźnić się z twoją siostrą?

– Nie masz z nią nic wspólnego.

– Skąd wiesz? – Znowu się przesunęłam, gdy chciał sięgnąć po drugą nogę.

– Bo wiem.

– Mamy ze sobą wiele wspólnego. I lubię ją. Jest miła i zabawna. – Cofnęłam się, teraz zupełnie poza zasięg jego rąk. – A ty powinieneś przestać być takim palantem, bo odstraszasz jej przyjaciół.

Daemon przez chwilę był cicho, a potem się zaśmiał.

– Nie jesteś taka jak oni.

– Jak kto?

Kolejna długa przerwa. Woda opływała jego ramiona, a drobne fale rozeszły się po wodzie, gdy odpłynął.

Kręcąc głową, patrzyłam, jak znika pod powierzchnią. Odchyliłam się w tył i zamknęłam oczy. Ciepło promieni słonecznych na twarzy i gorąco kamieni parzących skórę przypominało mi wylegiwanie się na plaży. Zimna woda łaskotała mnie w palce. Mogłabym zostać tu cały dzień, prażąc się na słońcu. Pomijając Daemona, było idealnie. Nie wiedziałam, co jego wcześniejsze słowa mogły oznaczać. Tu chodziło o coś więcej niż bycie szurniętym, nadopiekuńczym bratem. Odepchnęłam się od skały. Oczekiwałam, że zobaczę go dryfującego na plecach, ale zniknął. Nigdzie go nie widziałam. Wstałam ostrożnie, bo skała była śliska, i przeszukałam wzrokiem spokojną powierzchnię wody. Odwróciłam się, a żołądek ścisnął mi się nieprzyjemnie. Zostawił mnie tu dla żartu? Ale przecież bym go usłyszała.

Czekałam, myśląc, że w każdej chwili wynurzy się na powierzchnię i gwałtownie zaczerpnie powietrza. Ale sekundy zmieniały się w minuty. Szukałam jakiegokolwiek znaku obecności Daemona i z każdym spojrzeniem stawałam się coraz bardziej wściekła. Założyłam włosy za uszy i osłoniłam dłonią oczy. To niemożliwe, by wytrzymał pod powierzchnią tak długo bez powietrza.

Niemożliwe.

Mój oddech stał się urywany. Powietrze w płucach zrobiło się lodowate. Coś było nie tak. Wdrapałam się na wyższą skałę i spojrzałam w dół na spokojną wodę.

Może się jakoś zranił?

– Daemon!

Nie było odpowiedzi.

Rozdział 6

– Daemon!

W głowie kotłowało mi się sto myśli. Jak długo był pod powierzchnią? Gdzie ostatni raz go widziałam? Nie lubiłam Daemona, fakt, i przez krótką chwilę chciałam go nawet utopić, ale nie życzyłam mu śmierci, naprawdę.

– O mój Boże – wyszeptałam. – To się nie może dziać.

Już nie mogłam dłużej rozmyślać. Musiałam coś zrobić. Miałam właśnie wskoczyć do wody, kiedy Daemon wynurzył się na powierzchnię. Zalały mnie zaskoczenie i ulga. Miałam też wielką ochotę zwymiotować. A potem go uderzyć. Podciągnął się na skalnym brzegu. Mięśnie jego ramion napięły się od wysiłku.

– Dobrze z tobą? Wyglądasz na przestraszoną.

Otrząsnęłam się. Złapałam go za mokre ramiona, żeby się upewnić, że naprawdę nic mu nie było, i uspokoić żołądek. Mózg też chyba nie ucierpiał z braku tlenu.

– A z tobą wszystko dobrze? Co się stało? – Potem uderzyłam go w ramię. Bardzo mocno. – Nigdy więcej tego nie rób!

Daemon uniósł dłonie defensywnie.

– Hej, chwilę, z czym ty masz problem?

– Byłeś pod powierzchnią bardzo długo. Myślałam, że utonąłeś! Po co to zrobiłeś? Dlaczego mnie tak straszysz? – Stanęłam na nogi i zaczerpnęłam tchu. – Byłeś pod wodą wieczność.

Zmarszczył brwi.

– Nie byłem długo. Pływałem.

– Nie, Daemon, byłeś tam bardzo długo. Co najmniej dziesięć minut! Szukałam cię, wołałam. Myślałam... myślałam, że nie żyjesz.

Wstał.

– To nie mogło być dziesięć minut. To niemożliwe. Nikt nie może tak długo wstrzymywać oddechu.

Przełknęłam ślinę.

– Najwyraźniej ty możesz.

Popatrzył mi uważnie w oczy.

– Naprawdę się martwiłaś, nie?

– No nie gadaj! Której części „myślałam, że utonąłeś” nie rozumiesz?

Cała dygotałam.

– Kat, przecież wypłynąłem. Musiałaś mnie nie widzieć. I zaraz potem znowu się zanurzyłem.

Kłamał. Czułam to w kościach. Potrafił wstrzymać oddech przez tak ekstremalnie długi czas? Ale jeśli o to chodziło, mógł przecież powiedzieć.

– To się często zdarza? – zapytał.

Ponownie na niego spojrzałam.

– Co?

– Często masz przywidzenia? – Machnął ręką. – Albo problemy z określaniem czasu?

– Nic sobie nie wyobraziłam! I potrafię odmierzać czas, ty palancie.

 

– Więc już nie wiem, co ci powiedzieć. – Poszedł do przodu, ale skała nie pozwalała mu się aż tak oddalić. – To nie ja sobie wyobraziłem, że spędziłem pod wodą dziesięć minut, kiedy to były góra dwie minuty. Wiesz, może kupię ci zegarek, gdy już będę w mieście, jak odzyskam swoje kluczyki.

Z jakiegoś niezrozumiałego powodu, na który już pewnie nigdy nie wpadnę, zapomniałam, dlaczego tu w ogóle byliśmy. Straciłam rozum gdzieś pomiędzy oglądaniem jego nagiego ciała a myśleniem, że nie żyje.

– No cóż, nie zapomnij powiedzieć Dee, że się dzisiaj wspaniale bawiliśmy, żebyś mógł odzyskać swoje głupie kluczyki – powiedziałam, patrząc mu w oczy. – To nie będziemy potrzebowali powtórki z dzisiaj.

Na jego ustach pojawił się szelmowski uśmiech.

– To twoja działka, Kotek. Jestem pewien, że zadzwoni później i zapyta.

– I będziesz miał swoje kluczyki. Jestem gotowa... – Poślizgnęłam się na mokrej skale. Zaczęłam wymachiwać ramionami, żeby odzyskać równowagę.

Jego ręka wystrzeliła z prędkością światła i chwyciła moją. Pociągnął mnie do przodu. Potem zauważyłam, że znalazłam się przy jego piersi, ręką obejmował mnie w talii.

– Ostrożnie, Kotek. Dee byłaby na mnie wściekła, jeśli rozwaliłabyś sobie głowę i utonęła.

Niedomówienie. Pewnie pomyślałaby, że sam zrobił to celowo. Już miałam odpowiedzieć, ale nie mogłam. Niewiele ubrań dzieliło naszą skórę. Moja krew krążyła zdecydowanie za szybko. To na pewno przez to, że prawie upadłam. Ogarnęło mnie dziwne uczucie, gdy tak na siebie patrzeliśmy. Delikatny wiatr owiewał mokrą skórę, przez co miejsca, w których się stykaliśmy, były jeszcze bardziej gorące.

Żadne z nas nic nie powiedziało.

Jego pierś unosiła się i opadała, a oczy w kolorze butelkowej zieleni stały się jeszcze ciemniejsze. Pochłonęło mnie silne, prawie elektryzujące uczucie – co miałam mu odpowiedzieć?

Cóż, to było dziwne, głupie i nielogiczne. On mnie nienawidził.

Potem Daemon puścił moją talię i się odsunął. Odchrząknął i powiedział ponuro:

– Chyba powinniśmy już wracać.

Pokiwałam głową zawiedziona. Nawet nie wiedziałam, dlaczego tak się czułam. Przez wahania jego nastrojów miałam wrażenie, że jestem na jednej z tych koszmarnych karuzeli, która nie chce się zatrzymać, ale coś... coś w nim było.

Nie rozmawialiśmy, kiedy się osuszaliśmy i ubieraliśmy. Zaczęliśmy iść w ciszy do domu. Chyba żadne z nas nie miało nic do powiedzenia, co w sumie było przyjemne. Bardziej go lubiłam, kiedy milczał.

Ale kiedy doszliśmy do podjazdu, zaklął pod nosem. Miałam wrażenie, że pomiędzy nami przepłynęło arktyczne powietrze. Podążyłam za jego wzrokiem. Na jego podjeździe stał obcy samochód, jedno z tych drogich audi wartych roczne wynagrodzenie mojej mamy. Zastanawiałam się, czy to jego rodzice i czy dojdzie do Kat-magedonu numer dwa.

Daemon zacisnął szczękę.

– Kat, ja...

Drzwi otworzyły się i zamknęły, obijając przy tym bok domu. Mężczyzna około trzydziestki wyszedł na ganek. Jego jasnobrązowe włosy nie pasowały do ciemnych fal Daemona i Dee. Kimkolwiek był, był dobrze ubrany i przystojny. I wyglądał na wkurzonego.

Mężczyzna zbiegł po dwa stopnie naraz. Na mnie nawet nie spojrzał.

– Co tu się dzieje?

– Absolutnie nic. – Daemon założył ramiona na piersi. – Skoro mojej siostry nie ma w domu, ciekawi mnie, dlaczego ty tu jesteś?

Okay. Na pewno nie rodzina.

– Pozwoliłem sobie wejść – odpowiedział. – Nie myślałem, że to będzie problem.

– To jest problem, Matthew.

Matthew. Rozpoznawałam to imię, bo Dee miała wcześniej do niego dzwonić. Stalowy wzrok mężczyzny w końcu skupił się na mnie i jego oczy nieznacznie się rozszerzyły. Były jasne, zaskakująco niebieskie. Wykrzywił usta, patrząc na mnie z góry. Trochę jakby mnie oceniał.

– Myślałem, że ze wszystkich ludzi ty będziesz mądrzejszy, Daemonie.

Cholera, znowu do tego wracamy. Zaczynałam się zastanawiać, czy miałam wypisane na czole, że jestem dziwakiem. Powietrze iskrzyło od napięcia, a to wszystko przeze mnie. To nie miało sensu. Nawet nie znałam tego faceta.

Daemon zmrużył oczy.

– Matthew, jeśli cenisz sobie zdolność chodzenia, radzę, byś odpuścił.

Postanowiłam odejść, bo robiło się coraz dziwniej.

– Lepiej już pójdę.

– Myślę, że to Matthew powinien iść – powiedział Daemon, zastępując mi drogę. – Chyba że zamiłowanie do wtykania nosa w nie swoje sprawy nie jest powodem, dla którego tu przyszedł.

Nawet Daemon nie mógł przebić obrzydzenia w oczach mężczyzny.

– Przepraszam – powiedziałam drżącym głosem. – Ale nie wiem, co się tu dzieje. My tylko pływaliśmy.

Wzrok Matthew powędrował do Daemona, który napiął mięśnie ramion.

– To nie tak, jak myślisz. Trochę zaufania. Dee schowała moje kluczyki i zmusiła mnie, bym z nią spędził czas, inaczej ich nie dostanę.

Zrobiło mi się gorąco. Naprawdę musiał mówić temu facetowi, jak żałosna byłam?

Mężczyzna się zaśmiał.

– A więc to jest mała przyjaciółka Dee.

– To raczej ja – powiedziałam, krzyżując ramiona.

– Myślałem, że masz to pod kontrolą. – Wskazał na mnie. Mówił o mnie jak o trędowatej. – Myślałem, że jakoś to siostrze wyperswadujesz.

– Może ty spróbujesz jej to wyperswadować – odgryzł się Daemon. – Jak na razie, ja nie mam szczęścia.

Matthew zacisnął usta.

– Oboje powinniście być mądrzejsi.

Wpatrzona w nich wzdrygnęłam się na odgłos burzy. Nagle oślepiły mnie błyskawice. Kiedy błysk przeminął, nadeszły ciężkie, ołowiane chmury. Poczułam mrowiący prąd na skórze. Potem Matthew odwrócił się, rzucając ponure spojrzenie w moją stronę. Zniknął w domu Daemona. Kiedy tylko drzwi się za nim zamknęły, chmury się rozstąpiły. Popatrzyłam na Daemona z otwartą buzią.

– Co... co się właśnie stało? – zapytałam.

Ale on już szedł do domu. Dźwięk zatrzaskiwanych drzwi znowu był jak odgłos wystrzału. Stałam w miejscu, ciągle skołowana. Spojrzałam na czyste niebo. Żadnego śladu gwałtownej burzy. Setki razy widziałam coś podobnego na Florydzie, ale to było jeszcze dziwniejsze. I myśląc znowu o jeziorze, wiedziałam tylko, że Daemon przebywał pod wodą o wiele za długo. I wiedziałam też, że było w nim coś nienormalnego. W nich wszystkich.