Moc apoliona

Tekst
Z serii: Covenant #4
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Przyjaciołom, którzy pomagają zachować zdrowy rozsądek, gdy bawię się w wyimaginowanych światach

Rozdział 1

Krew domagała się walki. Mięśnie rwały się do działania. Myśli skąpane były w ciężkiej, bursztynowej mgle mocy. Byłam apolionem. Sprawowałam kontrolę nad czterema żywiołami, a także piątym, najpotężniejszym, akaśą. Napędzałam zabójcę boga. Byłam jego akumulatorem, asem w jego rękawie. Stanowiłam początek, a on koniec. Razem byliśmy wszystkim.

Mimo to mogłam jedynie chodzić tam i z powrotem. Byłam bezradna przez więżące mnie znaki wyryte w betonie nade mną i kraty wykonane przez boga.

– Alex.

Oczywiście nie byłam sama. O nie. W moim piekle znalazło się miejsce na jeszcze jedną osobę. Cóż, właściwie to był pewnego rodzaju trójkąt… a nawet czworokąt. Brzmiało jednak fajniej niż w rzeczywistości. Głosy… w mojej głowie było tak wiele głosów.

– Pamiętasz?

Obróciłam się w prawo, czując, jak napinają mi się mięśnie i usłyszałam chrupnięcie w karku. Powtórzyłam ruch w lewą stronę, poruszyłam kilkakrotnie palcami – małym, środkowym, wskazującym.

– Wiem, że mnie słyszysz, Alex.

Spojrzałam przez ramię i skrzywiłam przez to, co zobaczyłam. Rety, ależ miałam problem z tym czystokrwistym. Aiden St. Delphi stał po drugiej stronie krat. Pozostawał niewzruszoną siłą. Jednak bez ochrony Hefajstosa czy Apolla mógł szybko stać się niczym.

Nie. Nie. Nie.

Moja dłoń samoistnie uniosła się do kryształowej róży, poczułam opuszkami palców jej gładkie, delikatne krawędzie. Była wszystkim.

Ostry ból rozgorzał w moich skroniach i warknęłam. Posłałam Aidenowi nienawistne spojrzenie i popatrzyłam na nagą, betonową ścianę.

– Powinieneś nadal podawać mi eliksir.

– Nigdy nie powinienem ci go podać – odparł. – W ten sposób nie zdołam do ciebie dotrzeć.

Roześmiałam się chłodno.

– Och, dotarłeś.

Nastała chwila ciszy.

– Wiem, że wciąż tam jesteś, Alex. Pod połączeniem nadal jesteś sobą. Kobietą, którą kocham.

Otworzyłam usta, ale nie padły żadne słowa. Napłynęły do mnie wspomnienia chwili, gdy mówiłam Aidenowi, że go kocham, po czym pojawił się nieskończony strumień skupionych na nim myśli i działań. Miesiące, jeśli nie lata krążenia wokół siebie, aż nie potrafiłam rozróżnić przeszłości, teraźniejszości i tego, co miało stać się moją przyszłością.

Jakby wyczuwając, dokąd podążyły moje myśli, powiedział:

– A kilka dni temu mówiłaś, że mnie kochasz.

– A kilka dni temu, dzięki tobie, byłam naćpana i ukrywałam się w szafach. – Obróciłam się na czas, by zobaczyć, że się wzdrygnął. Dobrze. – Napoiłeś mnie eliksirem.

Aiden sapnął ostro, ale nie odwrócił wzroku z powodu wstydu czy wyrzutów sumienia. Popatrzył mi głęboko w oczy, których według mojej wiedzy nienawidził każdą komórką swojej istoty.

– Tak.

Odetchnęłam ciężko.

– W końcu stąd wyjdę, Aidenie. I cię zabiję. Powoli.

– I zamordujesz wszystkich moich bliskich. Wiem. Przerabialiśmy to już. – Oparł się o kraty. Na jego twarzy nie było ani cienia zarostu. Miał na sobie uniform protektora – czarny strój. Jednak pod oszałamiającymi oczami miał ciemne worki.

– Wiem, że mnie nie skrzywdzisz, jeśli wyjdziesz – ciągnął. – Wierzę w to.

– Smutne.

– Co takiego?

– Że ktoś tak przystojny jest tak niesamowicie głupi. – Uśmiechnęłam się, a on zmrużył oczy. W chwili, gdy zabłyszczały srebrem, wiedziałam, że zalazłam mu za skórę. Przez całe trzy sekundy miałam z tego ubaw, po czym zdałam sobie sprawę, że wciąż znajdowałam się w przeklętej klatce. Wkurzanie Aidena pomagało zabijać czas, ale niczego nie zmieniało.

Istniały lepsze rzeczy, które mogłam robić.

Musiałam jedynie poczekać i wyczuć chwilę. W mojej głowie nie ustawał cichy szum. Był ciągły. Musiałam jedynie nim zawładnąć, ale w chwili, w której Aiden stwierdził, że o tym myślę, zaczął mówić.

Podeszłam do leżącego na podłodze materaca, usiadłam i podciągnęłam kolana do piersi. Patrzyłam na przyglądającego mi się Aidena. I próbowałam uciszyć głos, który pojawiał się, ilekroć był przy mnie protektor. Nie lubiłam i nie rozumiałam tych myśli.

Aiden przeczesał włosy palcami, następnie odsunął się od krat.

– Wiesz, co się teraz dzieje na zewnątrz?

Wzruszyłam ramionami. Miałam się tym przejmować? Zależało mi jedynie na wydostaniu się stąd i połączeniu z Sethem. Następnie, jeśli mój ojciec nadal był więziony w Catskills, mieliśmy go uwolnić. Mój Seth mi to obiecał.

– Pamiętasz, co zrobił Posejdon z Boską Wyspą?

Jak, u licha, miałam o tym zapomnieć? Posejdon zburzył całe Przymierze.

– Cóż, będzie gorzej, Alex. Połowa Olimpijskiej Dwunastki pragnie wojny z Sethem i Lucianem – ciągnął. – I jestem pewien, że on o tym wie. Może właśnie tego chce, ale czy ty tego pragniesz? Wiesz, ile niewinnych osób straci życie, ile już je straciło? Zarówno śmiertelników, jak i półkrwistych? Czy możesz z tym żyć?

W tej chwili nie żyłam naprawdę, biorąc pod uwagę to więzienie.

– Ponieważ w głębi duszy wiem, że nie mogłabyś ze sobą wytrzymać, wiedząc, że przyczyniłaś się do śmierci tysięcy, jeśli nie milionów, a zwłaszcza tych półkrwistych. Kwestionowałaś stanie się protektorem, przez to, jak byli traktowani. Jeśli ziści się plan Setha, wielu zginie. – Przekonanie w jego głosie było denerwujące. Tak jak i pasja, która napędzała jego słowa. – Caleb… Pamiętasz, jak czułaś się po tym, gdy Caleb…

– Nie mów o nim!

Uniósł ciemne brwi. Na jego twarzy pojawiło się zdziwienie, po czym protektor rzucił się ku tym przeklętym kratom i zaczął za nie szarpać.

– Tak, Caleb, Alex! Pamiętasz, jak się czułaś, gdy zginął? Jak się za to obwiniałaś?

– Zamknij się, Aidenie.

– Pamiętasz, że byłaś tak rozdarta, że przez pięć dni nie wychodziłaś z łóżka? Jak bardzo bolało cię serce, gdy go straciłaś? Uważasz, że chciałby widzieć, jak to sobie robisz? Zmarł, ponieważ znalazł się w złym miejscu o złym czasie, ale to? To będzie oznaczać śmierć tysiąca Calebów, ale tym razem z twojej winy.

Przycisnęłam czoło do kolan i zatkałam uszy dłońmi. Nie powstrzymało to jednak fali emocji, która we mnie uderzyła, ani pulsowania w skroniach, które szybko zmieniło się w ostry ból.

I jego to nie powstrzymało.

– A co z twoją mamą, Alex?

– Zamknij się! – krzyknęłam.

– Nie tego pragnęła! – Kraty zagrzechotały, gdy w nie uderzył, jak zgadywałam, pięściami. To musiało boleć. – Zmarła, aby cię przed tym chronić. Jak śmiesz się poddawać i pozwalać mu…

Całe moje ciało strzeliło jak zbyt naciągnięta gumka.

– Zamknij…

Brzęczenie w uszach wzmogło się, tłumiąc Aidena i wszystko inne. W tej chwili on tam był, prześlizgując się moimi żyłami jak ciepły, bogaty miód.

Posłuchaj. To słowo było w moich myślach, kojąc jak łagodne, letnie powietrze. Posłuchaj mnie, Alex. Pamiętaj, co zrobimy, gdy się połączymy. Uwolnimy półkrwistych i twojego ojca.

– Alex – warknął Aiden.

Na bogów, nie ma nic lepszego do roboty? Rozdrażnione westchnienie Setha wstrząsnęło moim ciałem. Załatw go. Jest nieistotny. My się liczymy.

Zacisnęłam palce we włosach.

– Jest tam teraz, prawda? – Gniew pogłębił się w głosie Aidena. Kraty znów zagrzechotały. W tym tempie jego knykcie staną się poranione. Tak jak mój mózg. – Nie słuchaj go, Alex.

Śmiech Setha odczułam, jakby wbiły się we mnie kawałki lodu.

Wchodzi tam? Powal go, aniołku. I pobiegnij. Nikt nie będzie w stanie cię powstrzymać.

Ciągnęłam za włosy, aż zamrowiła skóra czaszki.

– Alex, spójrz na mnie. – Desperacja w głosie Aidena ponownie dotarła do tej części mnie, którą nie do końca znałam. Uniosłam powieki i popatrzyłam mu w oczy. Były srebrne, niczym poświata księżyca. Piękne. – Razem możemy zerwać więź pomiędzy tobą a Sethem.

Powiedz mu, że nie chcesz jej zrywać.

Niesamowite… i przerażające, jak wyraźnie Seth mógł widzieć i słyszeć, gdy byliśmy połączeni. Jakby w moim wnętrzu żyła inna osoba.

– Alex – powiedział Aiden. – Nawet jeśli do niego pójdziesz, wyssie z ciebie energię jak daimon. Może nawet nieumyślnie, ale to zrobi.

Moje serce przyspieszyło. Kilka miesięcy temu ostrzegała mnie przed tym matka. Stanowiło to jeden z powodów, dla których chciała przemienić mnie w daimona. Popieprzony powód, pełen pokrętnej logiki, a mimo to…

Nigdy bym ci tego nie zrobił, Alex. Chcę jedynie zadbać o twoje bezpieczeństwo i dać ci szczęście. Chcesz przecież uwolnić tatę, prawda? Razem możemy tego dokonać, ale tylko we dwoje.

– Nie zrezygnuję – powiedział Aiden. Na chwilę zapadła błoga cisza. – Słyszysz, Seth? Nigdy tego nie zrobię.

Wkurzający.

Obaj jesteście wkurzający. Następne słowa wypowiedziałam na głos:

– Nie ma nic, z czego mógłbyś zrezygnować, Aidenie.

Zmrużył oczy.

– Jest wszystko.

Uznałam to za dziwne.

„Wszystko” było duchem tego co było i nigdy nie mogło być. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy połączyłam się z Sethem. Trudno to było wyjaśnić. Miesiące temu, kiedy miałam kłopoty ze snem i połączenie koiło moje ciało i umysł? Cóż, to właśnie tak, ale sto razy mocniej.

 

Ale nie było w tym mnie. Tak jak nie było Setha przed przebudzeniem. Rozumiałam to teraz. Jak bardzo walczył w moim towarzystwie, aby nie zostać wciągniętym w to, co się ze mną działo. W tej chwili byliśmy jedną istotą w dwóch różnych ciałach. Jedną duszą podzieloną na dwie części. Solaris i Pierwszy…

W mojej głowie eksplodował silny ból.

Nie. Szept poniósł się moimi żyłami. Nie myśl o nich.

Zmarszczyłam brwi.

Mój Seth nadal mówił. Tak samo jak i Aiden. Ale ten drugi nie był na tyle głupi, by wejść do celi. Nawet zmęczona i przetrzymywana przez znaki na ścianach byłam pewna, że mogłabym go pokonać. Mijały minuty, może godziny, gdy ci dwaj zarzynali moje szare komórki.

Kiedy było po wszystkim, opadłam na materac. Mocno bolała mnie głowa. Aiden wyszedł, ponieważ ktoś – mój wuj – otworzył na górze drzwi, co oznaczało, że coś się działo. Przewróciłam się na bok i powoli się przeciągnęłam.

W końcu, westchnął Seth.

Rozprostowałam palce. Stawy bolały.

Protektor zaraz przyjdzie.

Nie mamy wiele czasu, aniołku. Musimy tylko wykombinować, gdzie jesteś. I będziemy mogli być razem.

Uśmiechnęłam się lekko. Kiedy mocniej się skoncentrowałam, mogłam wyczuć Setha po drugiej stronie wibrującego sznura, który zawsze był obecny. Czasami apolion się przede mną ukrywał, ale nie teraz.

Z pamięci wyłonił się jego obraz. Złota cera i lekko wygięte brwi. Silna, pragnąca dotyku żuchwa i pełen zadowolenia z siebie uśmiech. Na bogów, jego twarz była nieziemsko piękna – zimna i twarda, jak marmurowe posągi, które otaczały budynek Przymierza.

Ale tam, na Boskiej Wyspie, nie było już pomników. Nie było nic. Posejdon wszystko zniszczył i wciągnął do oceanu. Budynki, posągi, piasek i ludzie… Wszystko przepadło.

Straciłam obraz Setha.

Zaniepokoiłam się. Aiden wcześniej miał rację – tak jakby. Coś w całej tej sytuacji mnie dręczyło, sprawiało, że czułam się bezradna, a przecież to nieprawda.

Byłam apolionem.

Wróć do myślenia o tym, jak dobrze wyglądam. Podobało mi się.

Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniały. Ego mojego Setha było tak wielkie, jak zawsze.

Ale obraz mojego Setha stanął mi przed oczami. Jego włosy kręciły się przy skroniach, ich barwa to czyste złoto. Przypominał mi obrazy Adonisa. Jednak Adonis nie był blondynem. Dzięki wspomnieniom poprzednich apolionów wiedziałam, że był brunetem.

Gdzie jesteś?, zapytałam.

Udaję się na północ, aniołku. Ty jesteś na północy?

Westchnęłam.

Nie wiem, gdzie jestem. Otaczają mnie lasy. Jest też potok.

Nie pomagasz. Nastąpiła przerwa i wyobraziłam sobie jego dłoń na moim policzku, gdy mnie głaskał. Zadrżałam. Tęsknię za tobą, aniołku. Te tygodnie, gdy ukryto cię przede mną, doprowadzały mnie do szału.

Nie odpowiedziałam. Nie tęskniłam za moim Sethem. Kiedy byłam zamroczona eliksirem, nie wiedziałam nawet, że istniał.

Zaśmiał się.

Wyczyniasz cuda z moją samooceną. Miałaś powiedzieć, że również za mną tęskniłaś.

Obróciłam się na plecy, próbując rozruszać ścierpniętą nogę.

Jak to będzie, gdy przeleję ci swoją moc?

Nastała chwila ciszy i zaczęłam się denerwować.

Nie będzie bolało, szepnął. Będzie tak, jak wtedy gdy wcześniej się dotykaliśmy, kiedy pojawiały się runy. Podobało ci się.

Tak.

Trzeba będzie wypowiedzieć kilka słów, nic wielkiego, po czym przejmę twoją moc. Nie wysuszę cię, Alex. Nigdy tego nie zrobię.

Wierzyłam mu, więc odetchnęłam.

Jaki jest plan, Seth?

Wiesz, jaki jest.

Chciał zgładzić Olimpijską Dwunastkę, zanim znajdą sposób, by nas zabić. Legenda głosiła, że byliśmy podatni tylko na atak innego apoliona, ale żadne z nas nie miało stuprocentowej pewności. Luki i mniej znane fakty były tym, co próbowali rozwikłać ci przed nami. Jednak gdy pozbędziemy się bogów, to my będziemy rządzić. Albo Lucian. Nie wiedziałam i miałam to gdzieś. Chciałam być jedynie przy moim Secie. Dostawałam świra z powodu rozłąki.

Nie. Jaki jest plan, byśmy mogli być razem?

Zadowolenie Setha opłynęło mnie niczym letnie słońce. Pławiłam się w nim jak mały szczeniaczek z pełnym brzuszkiem.

W końcu przeciwnicy okażą słabość. Jak zawsze. Zwłaszcza St. Delphi. Ty jesteś jego słabością.

Skuliłam się.

Jestem.

A kiedy pojawi się szansa na ucieczkę, skorzystaj z niej. Nie powstrzymuj się, aniołku. Jesteś apolionem. Kiedy się uwolnisz, nie zdołają cię powstrzymać. Uwierz w to. I kiedy dowiesz się, gdzie jesteś, przybędę po ciebie.

Ufałam mojemu Sethowi.

Znów pojawiła się ta przyjemna, mocna mgła.

Widziałaś ostatnio Apolla czy jakiegoś innego boga?

Nie.

Nie odkąd przestałam być na haju od eliksiru, a to dziwne. Apollo pilnował mnie od przebudzenia, ale nie czułam go, ani nie widziałam. I żadnego innego boga też nie.

Otworzyłam oczy i spojrzałam na kraty. Czy Hefajstos musiał wkrótce wzmocnić pręty? Na bogów, miałam nadzieję. Gdyby osłabły, to samo stałoby się ze znakami. Mogłabym wyjść.

Seth powiedział coś, co sprawiło, że podwinęły mi się palce u stóp, by zwrócić moją uwagę.

Dokąd odpłynęłaś?

Pokazałam mu kraty i moje myśli. Wątpił. Prace Hefajstosa rzadko słabły, ale miałam nadzieję… przez chwilę. Ta więź… była do bani. Nawet jeśli mój Seth był we mnie, tak naprawdę go nie było. Byłam sama. Samotnie siedziałam w celi.

On mnie nigdy nie wypuści. Aiden nigdy nie pozwoli mi się do ciebie zbliżyć. Łzy napłynęły do oczu, gdy poczułam ogrom beznadziei. Nigdy nie spotkam się z ojcem.

Spotkasz się. Nie ma znaczenia to, co zrobi protektor. Wydostanę cię. Bogowie twierdzą, że może istnieć tylko jeden apolion, ale się mylą. Poczułam dziwne napięcie, po czym odprężenie. Jesteś moja, Alex. Zawsze byłaś i zawsze będziesz. Zostaliśmy do tego stworzeni.

Coś rozgrzało się we mnie na tę odpowiedź. Jednocześnie jednak źródło głosu, który odzywał się, ilekroć w pobliżu był Aiden, wycofało się i ukryło przed moim Sethem, gdy dotknęłam kryształowej róży na szyi.

Rozdział 2

Jakiś czas późnej – choć nie wiedziałam, czy był dzień, czy noc, ani jak długo spałam – wciąż byłam sama. Aiden nie siedział na krześle i nie przyglądał mi się. Seth nie znajdował się po drugiej stronie bursztynowego sznura. Wyśmienicie.

Byłam spokojna.

Wstałam i podeszłam do krat. Wyglądały normalnie. Były zrobione ze srebrnego tytanu – ale problem stanowiła siatka znajdująca się na prętach.

Łańcuch Hefajstosa był nie do przerwania.

Odetchnęłam głęboko, chwyciłam za kraty i ścisnęłam. Przez pręty przepłynęło niebieskie światło, kłębiąc się przy suficie nad znakiem jak pełen brokatu dym.

– Cholera – mruknęłam i się wycofałam.

Próbowałam wezwać akaśę. Nic się we mnie nie przebudziło, nic nawet nie zamigotało. Uniosłam dłoń, pragnąc czegoś mniejszego. Cóż, mniejszego dla mnie.

Przyzwałam ogień.

Iii… nadal nic.

Kiedy przeszłam przebudzenie, moc, która się otworzyła, zalała pospiesznie moje żyły, a haj był tak wspaniały, że mogłam chodzić po suficie. Zrozumiałam, dlaczego daimony tak pragnęły eteru. Właśnie go posmakowałam. I nie poczułam więcej, odkąd Apollo znokautował mnie swoim boskim strzałem.

Palant.

On również znajdował się na mojej liście osób do zabicia.

Poszłam do łazienki, by się umyć. Świeżo wykąpana i przebrana, wróciłam, aby poddać kraty testowi. Błyszczące niebieskie światło było ładne. Przynajmniej miałam na co patrzeć.

Westchnęłam, gotowa walić głową w ścianę. Szukałam mojego Setha na końcu sznura, ale mojego przyjaciela wciąż nie było. Mogłam go zawołać i odpowiedziałby, ale miałam pewność, że próbował mnie uwolnić. Kiedy nie pozostało nic do roboty, wróciłam do sprawdzania krat.

Kilka godzin później otworzyły się drzwi na górze. Usłyszałam głosy. Jeden z nich należał do Aidena, ale drugi…

– Luke? – zawołałam.

– Wyjdź – rzucił ostro Aiden.

Drzwi się zamknęły, po schodach poniosło się echo pojedynczych ciężkich kroków. Na bogów, dźwięk, który wydostał się z mojego gardła przypominał zwierzęcy skowyt.

Zobaczyłam Aidena, który na plastikowym talerzu przyniósł mi jajka i boczek. Uniosłam ze zdziwienia brwi.

– Naprawdę uważasz, że dopuszczę do ciebie półkrwistego?

– Zawsze można mieć nadzieję. – Ci posiadający mieszaną krew byli bardziej podatni na urok, a ja miałam teraz sporo mocy.

Przytrzymał talerz przy dziurze w prętach. Ostatnio, gdy próbowałam głodówki, nie wyszło. Chciałam się zagłodzić, więc podano mi przez to eliksir. Tym razem zamierzałam skorzystać z jedzenia.

Sięgnęłam po talerz.

Aiden wsunął wolną rękę i złapał mnie za przedramię. Jego dłoń była tak wielka, że pochłonęła cały mój nadgarstek. Nie odezwałam się, ale jego burzliwe oczy skłaniały mnie do działania. Pamiętasz nas razem? Pamiętasz, jak bardzo pochłaniał myśli? Jak bardzo za nim tęskniłaś? Czy chciał, żebym pamiętała chwilę, gdy powiedział mi o ataku daimonów i masakrze jego rodziny? I jak to było, gdy znajdowałam się w jego ramionach i mnie kochał?

Wszystko to pamiętałam ze szczegółami.

Ale emocje, które się z tym wiązały, odeszły. Zostały wymazane. Przeminęły z wiatrem przeszłości… A Aiden był moją przeszłością.

Nie. Nie. Nie. Włączył się ten cichy głosik. Aiden był przyszłością. Z jakiegoś powodu przyszła mi na myśl ta cholerna wyrocznia – babunia Piperi. Istnieje różnica pomiędzy miłością a potrzebą, powiedziała. Ale nie było różnicy. Czy próbowała mnie nauczyć, jak się wydostać zza tych krat?

Aiden puścił, jego spojrzenie było twarde jak te betonowe ściany. Cofnął się o krok, a ja wzięłam jedzenie i udałam się do materaca. Co zaskakujące, pozwolił mi zjeść w ciszy.

Później już nie dał spokoju.

Dziś chciał porozmawiać o naszym pierwszym treningu i o tym, jak bardzo go wkurzałam, bo nie potrafiłam zamilknąć. Kiedy doszedł do tego, że go przedrzeźniałam, uśmiechnęłam się. Był zirytowany i niepewny tego, jak sobie ze mną poradzić.

Oczy Aidena rozbłysły w tej samej chwili, gdy uniosły się kąciki moich ust.

– Powiedziałaś, że gadam jak ojciec.

Tak mówiłam.

– Mówiłaś też, że będziesz musiała porzucić prochy, gdy rozwodziłem się nad zasadami. – Uśmiechnął się.

Moje usta niemal same na to odpowiedziały. I nie spodobało mi się to. Czas na zmianę tematu.

– Nie chcę o tym rozmawiać.

Oparł się o metalowe, składane krzesło, które zapewne było strasznie niewygodne.

– A o czym chcesz rozmawiać, Alex?

– Gdzie podziewa się Apollo? Skoro jest jakimś tam moim krewnym, czuję się niekochana.

Skrzyżował ręce na piersi.

– Apolla tu nie będzie.

O, ciekawe. Nadstawiłam uszu.

– A dlaczego nie?

Popatrzył mi w oczy.

– Naprawdę uważasz, że ci powiem, skoro zaraz wyśpiewasz wszystko Sethowi?

Położyłam nagie stopy na zimnej betonowej posadzce i wstałam.

– Słówka nie pisnę.

Aiden posłał mi wymowne spojrzenie.

– Nazwij mnie wariatem, ale ci nie wierzę.

Podeszłam do krat, cały czas na niego patrząc. Kiedy się zbliżyłam, spiął się. Zacisnął usta, jakby zgrzytał zębami. Patrzył ostrzej. Dotknęłam krat, ale światło było słabe. W jakiś sposób poznawały różnicę pomiędzy tym, gdy ich po prostu dotykałam, a tym gdy chciałam uciec. Sprytny ten łańcuch.

– Co robisz? – zapytał Aiden.

– Jeśli mnie teraz wypuścisz, przysięgam, że nie dotknę ciebie ani twoich bliskich.

Nie odzywał się przez chwilę.

– Ale zależy mi na tobie, Alex.

Przechyliłam głowę na bok.

– Przecież nic mi się nie stanie.

– Nie. Nie będziesz bezpieczna. – W jego oczach pojawił się smutek, nim przysłoniły je gęste rzęsy.

Mój żołądek skurczył się ostrzegawczo. Przypominając sobie o tym, czego się dowiedziałam, będąc poddana działaniu eliksiru, wiedziałam, że w jego słowach było drugie dno.

– A co ty tam wiesz, Aidenie?

– Jeśli stąd wyjdziesz, nadal połączona z Sethem… umrzesz – głos załamał mu się na ostatnim słowie.

Parsknęłam śmiechem.

– Kłamiesz. Nic nie skrzywdzi… – Mity i legendy, Alex. Heloł. O czym wcześniej myślałam? Zawsze była pewnego rodzaju równowaga. Właśnie dlatego stworzono apoliona. – O czym mi nie mówisz?

 

Uniósł powieki i odsłonił srebrne oczy.

– Nieważne. Musisz mieć jedynie świadomość tego, że to prawda.

Otworzyłam usta, ale zaraz je zamknęłam. Aiden starał się mnie wkurzyć. I tyle. Jeśli Tanatos i jego Zakon przez wieki nie znaleźli pięty achillesowej apolionów, nie uda się to również czystokrwistemu. Zakon nie…

A może?

Jednak się nie liczyli. Mój Seth i jego protektorzy systematycznie pozbywali się ich z powierzchni ziemi.

Uniosłam wzrok i odkryłam, że Aiden mi się przyglądał. Ciężko było przeciwstawić się głupiej potrzebie pokazania mu języka.

– Mogę cię o coś zapytać?

Wzruszyłam ramionami.

– Jeśli odmówię i tak zadasz to pytanie.

– No tak. – Posłał mi sztywny uśmiech. – Kiedy byłaś z Lucianem przed zebraniem rady, on przetrzymywał cię u siebie w domu bez twojej zgody, prawda?

– Tak – odparłam powoli, nie czując się komfortowo.

– Jak się wtedy czułaś?

Zacisnęłam palce na kratach.

– Teraz bawisz się w psychologa?

– Po prostu odpowiedz na pytanie.

Zamknęłam oczy i oparłam się o kraty. Mogłam skłamać, ale nie było sensu.

– Nie podobało mi się. Próbowałam zabić Luciana nożem do kotletów. – Oczywiście nie poszło zgodnie z planem. – Ale wtedy nie rozumiałam. Teraz jest inaczej. Nie mam się czego bać.

Zaległa cisza, po czym Aiden stanął przede mną, dotykając czołem krat po drugiej stronie. Ułożył duże dłonie nad moimi i kiedy się odezwał, jego oddech był ciepły. Nie odsunęłam się i nie wiedziałam dlaczego. Przebywanie tak blisko niego było niefajne z wielu względów.

– Nic się nie zmieniło – powiedział cicho.

– Ja się zmieniłam.

Westchnął.

– Wcale nie.

Otworzyłam oczy.

– Znudzi ci się to kiedyś? W końcu będzie musiało.

– Nigdy – odparł.

– Ponieważ nie poddasz się, bez względu na to, co ci powiem?

– No właśnie.

– Jesteś niesamowicie uparty.

Posłał mi krzywy uśmieszek.

– Niegdyś to samo myślałem o tobie.

Zmarszczyłam brwi.

– A teraz już tak nie myślisz?

– Czasami nawet nie wiem, co powiedzieć. – Sięgnął ręką przez kraty i samymi opuszkami palców dotknął mojego policzka. Chwilę później przyłożył do niego całą dłoń. Wzdrygnęłam się, ale się nie odsunął. – A czasami wątpię we wszystko, co robię. – Odchylił mi głowę, bym popatrzyła mu w oczy. – Ale przez sekundę nie wątpiłem, że to, co teraz robię, jest właściwe.

Przyszło mi na myśl wiele odpowiedzi, ale szybko zniknęły, gdy odezwał się w mojej głowie cichy głosik. Oddałbym za ciebie wszystko…

Poczułam ucisk w gardle. Nagle cela stała się za mała. Piwnica się zwężała i zaczęłam się dusić w niewielkiej odległości od Aidena. Serce mocniej zabiło, gdy szukałam sznura…

– Nie – szepnął Aiden. – Wiem, co chcesz zrobić. Nie rób tego.

Odsunęłam się, zrywając z nim kontakt.

– Skąd wiesz, co robię?

Jego ręka pozostała wyciągnięta, jakby nadal czuł mój policzek.

– Po prostu wiem.

Wzrósł gniew, napędzany frustracją i sporą dawką dezorientacji.

– Czyż nie jesteś wyjątkowy?

Kręcąc głową, Aiden opuścił rękę. Przyglądał się, jak wycofałam się do materaca i na nim usiadłam. Wpatrywałam się w rozmówcę ostro, życząc mu wszystkiego, co najgorsze. I wiedziałam, że mogłam zranić go słowami, że zdołałabym pozbawić go nimi panowania i połamać na małe kawałki. Rzeczy, które mój Seth szeptał mi do ucha, i to, co pragnęłam z nim zrobić. Mogłam wybuchnąć – o tak, bardzo spektakularnie zniszczyć Aidena. Ale kiedy otworzyłam usta, te bolesne, złe rzeczy utknęły w moim ściśniętym gardle.

Siedząc, czułam się źle z samą sobą, jakbym tak naprawdę nie brała w tym wszystkim udziału. Doznawałam spokoju jedynie wtedy, gdy byłam połączona z moim Sethem. Bez niego pragnęłam zrzucić swoją skórę lub po prostu ją rozerwać.

Miałam ochotę w coś przywalić. Mocno.

Odetchnęłam płytko i skupiłam wzrok na znaku na suficie. Były to dwa zazębiające się księżyce. Ponieważ tak wielu bogów powiązanych było z tym wzorem, nie wiedziałam, co reprezentował ten symbol, ani w jaki sposób odbierał mi moc.

– Co to? – zapytałam, wskazując na sufit.

Częściowo nie chciałam, by Aiden mi odpowiadał, ale to zrobił.

– Symbol Febe.

– Febe? Chyba nie przebierałeś w środkach.

Prychnął.

Wow. Wytoczył naprawdę ciężkie działa. Czułam się wyjątkowa, patrząc zmrużonymi oczami na znaki. Jaśniały niebieskawą czerwienią.

– A więc tytani…

– Tak.

– A to ich krew, prawda? – Spojrzałam na Aidena. – Zechcesz wyjaśnić, jakim cudem krew tytanów znajduje się na tym suficie? Olimpijczycy trzymają ją w słoikach?

Aiden parsknął oschłym śmiechem.

– Kiedy olimpijczycy obalili rządy tytanów, większość została uwięziona w Tartarze. Ale Febe tam nie trafiła. I dba o swoje dzieci.

Przeszukałam umysł, ale nic nie znalazłam.

– Kto?

– Leto – odparł. – Która urodziła Apolla i Artemidę.

Jęknęłam.

– Oczywiście. Dlaczego nie? Zatem Apollo poprosił babcię o trochę krwi? Świetnie. Ale nie rozumiem, jak to działa. – Wskazałam na siebie. – Jak to zmniejsza moją moc.

– Krew tytanów jest potężna. Wiesz, że ostrza zanurzone w niej mogą zabić apoliona? – Kiedy posłałam mu wymowne spojrzenie, zacisnął na chwilę usta. – Wymieszaj to z krwią własnego rodu, a zdoła powstrzymać cię przed zrobieniem sobie krzywdy.

– Albo przed zrobieniem krzywdy tobie – warknęłam.

Wzruszył ramionami.

Gniew w moich żyłach był jak trucizna, nie potrafiłam się go pozbyć i zaraz naprawdę miałam wpaść w szał. Wyciągnęłam nogi, potem ręce. Wyobraziłam sobie, że podbiegam i kopię Aidena w goleń.

Po drugiej stronie krat rozległo się westchnienie.

Czasami zastanawiałam się, czy protektor potrafił czytać w myślach.

– Nie znoszę tego – przyznał tak cicho, że nie byłam nawet pewna, czy go usłyszałam. – Obrócił się, pokazując mi plecy. – Nie podoba mi się, że Seth się tobą bawi, że cię okłamuje, a ty mu ufasz. Nienawidzę, że to wasze połączenie jest dla ciebie ważniejsze niż wszystko inne.

Miałam się kłócić, ale Seth przecież mnie oszukał. Zapewne bawił się mną od chwili, gdy odkrył, że jestem drugim apolionem. Bez wątpienia robił to Lucian.

Zaniepokoiłam się i zadrżałam.

– To teraz nieważne – powiedziałam.

Aiden się do mnie obrócił.

– Tak?

Popatrzyłam mu w oczy.

– To, że Seth mnie okłamał. Nieważne, ponieważ pragnie tego, co ja. Jeśli…

– Zamknij się – warknął.

Zamrugałam zdziwiona. Nie pamiętałam, by wcześniej kiedykolwiek tak ostro się do mnie zwrócił. Wow. Nie spodobało mi się to z wielu powodów.

Oczy protektora zalśniły srebrem.

– Nie pragniesz tego, czego chce Seth, ponieważ ciebie w tym nie ma. Jest tylko on.

Szok sprawił, że zniknęły wszystkie odpowiedzi, jakich mogłam udzielić. Nie było w tym mnie. Byliśmy my. Ten cichy głosik w moim wnętrzu ryknął z wściekłością, po czym powtórzył: Nie było w tym mnie.