Koniec lata na BahamachTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jennifer Hayward

Koniec lata na Bahamach

Tłumaczenie: Alina Patkowska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2020

Tytuł oryginału: Married for His One-Night Heir

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2018

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2018 by Jennifer Drogell

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2020

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-5544-8

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

Rozdział pierwszy

– I jak im się podobało? – Giovanna De Luca oparła się o parapet w gabinecie szefowej i z kubkiem kawy w ręku chłonęła promienie słońca, które zalewały najważniejsze pomieszczenie w całej sieci luksusowych hoteli na Karaibach, własności Delilah Rothchild.

Giovanna wyglądała jak uosobienie swobody i nikomu nawet nie przyszłoby do głowy, że właśnie skończyła najważniejsze zlecenie w życiu – zaprojektowała i urządziła wnętrza prywatnych rezydencji na Bahamach. To była sztandarowa inwestycja Delilah. Każda z tych rezydencji miała zostać sprzedana za ponad dwadzieścia milionów dolarów. Teraz spokojnie czekała na opinie potencjalnych kupców, z którymi Delilah spotkała się tego ranka, serce jednak biło jej szybciej niż zwykle.

Delilah wiedziała, że Giovanna mistrzowsko potrafi ukrywać emocje.

– Mam chętnych na wszystkie wille oprócz dwóch – powiedziała z tajemniczym uśmieszkiem. – Te dwie pójdą w następnej rundzie, a potem będą mnie błagać o następne. W dużym stopniu zawdzięczam to tobie. Na widok wnętrz omal nie pospadały im skarpetki.

Gia powoli wypuściła wstrzymywany oddech. Pracowała dniami i nocami i stworzyła doskonałe dzieło, ale chodziło również o coś ważniejszego. Chciała w ten sposób odpłacić Delilah za wszystko, co ta dla niej zrobiła, i udowodnić, że zasłużyła na zaufanie, a także dowieść samej sobie, że potrafi sobie poradzić w wymarzonym zawodzie.

– Bardzo się cieszę, że to słyszę – powiedziała nieco ochryple. – Wiem, jak wiele znaczy dla ciebie ten projekt.

Delilah spojrzała na nią ciepło.

– Zapracowałaś na wszelkie pochwały. Nie mówię tego dlatego, że cię lubię. Biznes to biznes. Zasłużyłaś na to swoim talentem. Mamy powód do świętowania. – Podeszła do barku, nalała sobie filiżankę kawy i oparła się o blat. – Dzisiaj wieczorem urządzam barbecue, żeby świętować Junkanoo. Nic wielkiego, tylko kilku przyjaciół i partnerów w interesach. Jest okazja, żeby się spotkać i napić szampana. Włóż jakąś ładną sukienkę i przyjdź.

Gia potrząsnęła głową.

– Miałam zamiar spędzić spokojny wieczór w domu w towarzystwie Lea.

– Musisz zacząć żyć, Gio. Od śmierci Franca minęły już dwa lata. Masz dwadzieścia sześć lat i zapracowujesz się na śmierć, a wszystkie wolne chwile spędzasz z Leem. To nie jest życie.

Gia nie miała sobie nic do zarzucenia. Trzyletni syn Leo był dla niej całym światem. Był szczęśliwy, zdrowy i tylko to się liczyło.

– Poza tym – ciągnęła Delilah z przebiegłym uśmiechem – chciałabym cię poznać z pewnym moim przyjacielem. Zajmuje się finansami i po raz pierwszy od dawna jest wolny. Jest miły, ma mnóstwo pieniędzy i do tego – dodała zmysłowym tonem – wygląda bosko.

Gia przez większą część życia zdominowana była przez bogatych i wpływowych mężczyzn i nie miała najmniejszej ochoty znów wiązać się z kimś takim. Zresztą po katastrofalnym małżeństwie z Frankiem nie miała ochoty wiązać się w ogóle z nikim. Nowe życie bardzo jej się podobało, było spełnieniem jej marzeń. Ale wieczorami, kiedy Leo już spał, dopadała ją samotność. Bardzo tęskniła za matką i wciąż na nowo się zastanawiała, co by było, gdyby... Nie chciała kolejnego takiego wieczoru. Delilah miała rację. Czas już najwyższy, żeby znów zaczęła żyć. Nie chciała też sprawiać przykrości przyjaciółce, która udzieliła jej schronienia po zamachu na męża i od tamtej pory przez cały czas służyła pomocą i wsparciem.

– Nie interesują mnie związki – stwierdziła stanowczo – ale może masz rację, że powinnam wyjść do ludzi. Czy będzie tam ktoś, kogo znam?

Delilah wymieniła imiona kilku kobiet, które pracowały w hotelu.

– Co mam założyć?

We wzroku szefowej błysnął triumf.

– Coś letniego i seksownego.

Gia potrząsnęła głową.

– Nie namówisz mnie na żadną randkę, Delilah. Chcę po prostu pobyć wśród ludzi, to wszystko.

– A jednak załóż coś seksownego.

Wybrała sukienkę, która nie była ani seksowna, ani konserwatywna – w kolorze koralowym, z marszczeniami na przodzie, podkreślała jej opaleniznę i długie nogi. Pocałowała Lea na dobranoc, zostawiła go z opiekunką i przeszła pieszo niewielki dystans, jaki dzielił jej willę na luksusowym osiedlu Lyford Cay od głównego budynku. Wciąż nie mogła przywyknąć do tego, że ochroniarz Dante nie podąża za nią krok w krok ani że kiedy wychodzi za drzwi, nie musi się zastanawiać, co ją spotka po drugiej stronie.

Nie pamiętała już, kiedy po raz ostatni wychodziła gdzieś wieczorem, żeby się zabawić. Ale teraz nazywała się Giovanna De Luca, a nie Giovanna Castiglione, i była wolna.

Barbecue odbywało się na tarasie domu Delilah wychodzącym na plażę. Świętowano Junkanoo, popularne na Bahamach święto lata i sztuki. Słońce malowniczo zachodziło, niebo pokryte było różowo-złotymi smugami, w ogrodzie płonęły lampiony. W tej egzotycznej atmosferze goście raczyli się świeżą rybą z grilla i napojami na bazie rumu. Gia zatrzymała się na uboczu, ale Delilah zaraz ją dostrzegła i pociągnęła za rękę w stronę grupy.

Koktajl powitalny z dużą ilością rumu uspokoił jej nerwy. Finansista, którego przedstawiła jej Delilah, był uroczym dżentelmenem i patrzył na nią z wyraźną aprobatą. Rozejrzała się, szukając znajomych twarzy. Jej uwagę przyciągnął wysoki jasnowłosy mężczyzna, który rozmawiał z Sophie, odpowiedzialną za reklamę hotelu. Był dobrze zbudowany, w białej koszuli i ciemnych spodniach. Podniosła wzrok na jego twarz i oddech uwiązł jej w gardle. Niemożliwe, pomyślała. Nie tutaj. Nie teraz.

Serce biło jej coraz szybciej. Przestała słyszeć, co mówi do niej finansista, i zastygła w miejscu, wpatrując się w Santa Di Fiore. Miał pięknie rzeźbioną twarz i złote włosy jak anioł, a w jego ciemnych oczach można było zatonąć. Kiedyś jej się to zdarzyło. Namiętny pocałunek i burzliwy wieczór na Manhattanie przed czterema laty zmienił całe jej życie. Próbowała uciec przed losem, a tymczasem wpadła w ogień, który pochłonął ją całą.

Santo Di Fiore podniósł głowę i leniwie powiódł wzrokiem po twarzach gości. Wszystkie mięśnie w ciele Gii napięły się mocno, gdy to spojrzenie zatrzymało się na niej. W jego oczach błysnęło zainteresowanie, ale po chwili z namysłem zmarszczył czoło. Poczuła lęk i szybko odwróciła twarz. Wyglądała teraz inaczej; może jej nie pozna. Tak czy owak, musiała jak najszybciej stąd zniknąć.

Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę wyjścia, ale zanim zdążyła tam dotrzeć, zatrzymała ją Delilah w towarzystwie inwestora, który ostatniego ranka kupił dwie wille. Rozmawiała z nimi z uśmiechem przyklejonym do twarzy, próbując w żaden sposób nie okazać, że cały jej świat właśnie się zawalił.

Powinien być teraz w samolocie i lecieć do Nowego Jorku, żeby się zająć najważniejszą kampanią promocyjną w historii Supersonic. W ciągu tego weekendu, kiedy wraz ze swoim bratem Lazzerem uczestniczył w dobroczynnym turnieju golfowym, w jego skrzynce zebrały się setki mejli. Tymczasem tracił czas na tropikalnej wyspie w towarzystwie królowej rynku luksusowych hoteli. Ale ponieważ obydwaj z Lazzerem starali się wypromować Elevate, nowy model butów do biegania, i przekonać inwestorów, że te buty podbiją świat, nie mógł stracić tak doskonałej okazji dotarcia do klientów Delilah. Po południu pozwolił się oprowadzić po flagowym kurorcie. Delilah powiedziała, że bardzo by chciała mieć w swoich hotelach kilka butików Supersonic, a potem zaprosiła ich obydwu na imprezę. Mieli się nacieszyć miejscową atmosferą i wylecieć rano.

Podniósł do ust szklaneczkę ze szkocką. W zwykłych okolicznościach towarzystwo tej uroczej rudowłosej dziewczyny, która przez całe popołudnie nie odstępowała go na krok, byłoby wystarczającą rekompensatą za stratę czasu. A jednak prześladowały go duchy, jak sądził, dawno już uśpione. Ta blondynka, którą zobaczył z daleka, z pewnością nie mogła być Giovanną. Giovanna miała piękne, długie kruczoczarne włosy i przysięgała, że nigdy ich nie zetnie.

 

Skrzywił się z frustracją. Giovanna Castiglione wyszła za innego mężczyznę i to był koniec historii. To, że jej męża zastrzelono, i że od tamtej pory nie pokazywała się w towarzystwie, nie miało żadnego znaczenia. Giovanna, w której się zakochał, była tylko iluzją, nigdy nie istniała naprawdę. Dlaczego zatem nie potrafił wybić jej sobie z głowy?

Lazzero skończył rozmowę z deweloperką i dołączył do niego przy barze.

– I co myślisz o ofercie Delilah?

– Gdybyśmy zdążyli otworzyć te butiki przed premierą, dotarlibyśmy do zupełnie nowej klienteli.

– To nie jest problem – stwierdził Lazzero. – Naszej ekipie wystarczy na to miesiąc. Ale którą sieć hoteli powinniśmy wybrać: Stefana Castiglione czy Delilah? To dwie zupełnie różne oferty.

Santo poczuł gorycz w ustach. Stefano Castiglione, ojciec Gii, dał mu kiedyś jasno do zrozumienia, że nie jest wystarczająco dobry dla jego córki, a teraz chciał wejść z nim w partnerstwo, bo Santo został producentem najsłynniejszych butów do biegania na planecie i bardzo chętnie zobaczyłby w swoich kasynach osoby kojarzone z jego marką. Santo jednak nie miał najmniejszej ochoty robić interesów z człowiekiem, który tak potraktował Gię.

– Castiglione ma większy zasięg – zauważył Lazzero. – Nie pozwól, by osobiste uczucia przysłoniły ci profesjonalny osąd.

– Jakie osobiste uczucia? – skrzywił się Santo. – Ten człowiek jest przestępcą. To, że w jego kieszeni siedzi połowa Waszyngtonu i Hollywood, nie znaczy jeszcze, że chciałbym z nim robić interesy.

Obydwaj z bratem wychowali się w pobliżu potężnej rodziny Castiglione. Stefano Castiglione, jeden z najpotężniejszych gigantów nieruchomości i hazardu w całych Stanach Zjednoczonych, był właścicielem imperium, które rozciągało się od Nowego Jorku aż po Las Vegas, a także szefem międzynarodowego syndykatu zbrodni.

Lazzero leniwie wzruszył ramionami.

– Przecież nie powiedziałem, że będziemy z nim robić interesy. Chciałem tylko zobaczyć, jak zareagujesz. A ty zareagowałeś właśnie tak, jak przewidziałem. – Spojrzał na niego spod przymrużonych powiek. – Ona wciąż nie jest ci obojętna.

– Kto?

– Gia. Miałeś połowę kobiet na tej planecie, ale żadna z nich nie potrafiła cię zainteresować. Nawet dzisiaj mogłeś mieć tę rudą od reklamy. Jak ona ma na imię? Sylvie? Sophie? A ty tymczasem myślisz o czymś innym.

– Powinienem wrócić do biura i zająć się pracą.

– I kto to mówi? Zawsze byłeś duszą towarzystwa. – Lazzero zakręcił w ręku szklaneczkę z whisky. – A gdybym ci powiedział, że Gia stoi za tobą, w ogóle by cię to nie obeszło?

Santo skamieniał. Zacisnął palce na szklaneczce, obrócił głowę i zobaczył kobietę, którą wcześniej widział w towarzystwie Delilah i jeszcze jednego gościa. Serce przestało mu bić, gdy zatrzymał wzrok na jej twarzy. Jego podejrzenia się potwierdziły. To była Gia. Koralowa sukienka podkreślała jej ponętne kształty, była jednak szczuplejsza niż kiedyś, a krótkie włosy, obcięte równo z brodą, sprawiały, że wyglądała zupełnie inaczej. Tylko jej oczy były takie same jak przed czterema laty, tamtej nocy, gdy oddała mu niewinność, a potem zostawiła go bez słowa, jakby to, co ich połączyło, nic dla niej nie znaczyło, i wyszła za innego mężczyznę.

Odwróć się, pomyślał. Udawaj, że jej tu nie ma. Ale nawet nie drgnął. Gia podniosła głowę i ich spojrzenia się spotkały. Pobladła jak ściana i natychmiast spuściła wzrok. Maledizione, pomyślał Santo. Dlaczego właśnie dzisiaj? Przecież już od lat nie pokazywała się publicznie.

– Santo – powiedział Lazzero cicho. – Nic dobrego ci z niej nie przyjdzie. Zostaw ją w spokoju.

Ignorując brata, odstawił szklankę na bar i poszedł w jej stronę, ale gdy tam dotarł, już jej nie było. Instynktownie poszedł dalej i znalazł ją na skraju tarasu. Patrzyła na morze. Przypomniał sobie, jak zobaczył ją po raz pierwszy w licealnej stołówce. Wtedy też siedziała sama. Inni uczniowie trzymali się od niej z daleka, bo do szkoły odprowadzali ją ochroniarze i wszyscy jej znajomi musieli przejść przez cenzurę potężnego ojca.

Nigdy nie zapomniał uśmiechu, który rozświetlił jej twarz, gdy Santo postawił tacę na jej stoliku i zapytał, czy może się przysiąść.

Odwróciła się, gdy się zbliżył, jakby wyczuła jego obecność. Wciąż łączyła ich ta irracjonalna więź. Stała sztywno wyprostowana, z twarzą zastygłą w maskę. Wyglądała, jakby zobaczyła ducha.

– Santo – powiedziała zmysłowym głosem, który śnił mu się po nocach. – Nie miałam pojęcia, że tu będziesz.

Zatrzymał się przed nią i wsunął ręce w kieszenie.

– Delilah chce otworzyć w swoich hotelach nasze butiki. Lazzero i ja wracaliśmy właśnie do domu z turnieju golfowego w Albany. Zaproponowała, żebyśmy tu wpadli.

– To świetnie. Wśród klientów Delilah jest kilku najbardziej wpływowych ludzi na świecie. To może być doskonałe partnerstwo.

– My też tak sądzimy. – Przytrzymał jej spojrzenie. – Przykro mi z powodu twojego męża.

Pochyliła głowę.

– Dziękuję. To był dla mnie szok. Potrzebowałam sporo czasu, żeby się z tym pogodzić.

Nabrałby się, gdyby nie zauważył, jak mocno zaciska palce na torebce.

– Gio – powiedział cicho i dotknął jej policzka. – Wszystko u ciebie w porządku?

Odsunęła się natychmiast.

– Wszystko w porządku. Wiesz przecież, Santo, że go nie kochałam. Wiesz, o co chodziło w tym małżeństwie.

– Sam nie wiem, co wiem, a czego nie wiem. Zostawiłaś mnie bez słowa.

– Santo …

Uciszył ją ruchem ręki.

– Zniknęłaś ze świata na dwa lata i pokazałaś się dopiero dzisiaj. Wybacz, że musiałem o to zapytać. Stare nawyki trudno zwalczyć.

Przygryzła wargę.

– Pracuję u Delilah od kilku lat.

– Mieszkasz tutaj? – Zmarszczył brwi.

Skinęła głową.

– Wiesz, że nigdy nie chciałam takiego życia. Po śmierci Franca skorzystałam z okazji, żeby zdobyć to wszystko, czego wcześniej mi odmawiano. Delilah jest dawną przyjaciółką rodziny ze strony matki. Zaproponowała, że pomoże mi zbudować nowe życie. Zatrudniła mnie jako projektantkę wnętrz w swoich hotelach i zaproponowała mieszkanie. Tutaj nikt nie wie, że jestem Giovanną Castiglione. Nazywam się teraz Giovanna De Luca.

– A co twój ojciec myśli o tym wszystkim?

Leciutko uniosła głowę.

– Nie wie o tym.

– Co to znaczy, nie wie?

– Nie wie, gdzie jestem. Nikt nie wie, Santo. Zostawiłam tamto życie i odeszłam.

– Uciekłaś – zdumiał się.

W szmaragdowych oczach błysnął płomień.

– Pochodzę z rodziny Castiglione. Przecież wiesz, kim jest mój ojciec. Co miałam zrobić? Powiedzieć mu, że chcę odejść? Od takiego życia nie da się po prostu odejść, można tylko uciec, nie oglądając się za siebie.

Zdumiony Santo przesunął dłonią po twarzy.

– Zaraz. Czy ja cię dobrze rozumiem? Wyszłaś za mąż za mężczyznę, którego nie kochałaś, bo ojciec ci kazał, a rodzina była dla ciebie wszystkim. A potem, kiedy twojego męża zastrzelono w biały dzień przed kasynem, odeszłaś od tej rodziny i ukrywasz się na Bahamach bez żadnej ochrony?

– Minęły już dwa lata. Nic mi nie grozi.

Takie zagrożenia nigdy nie mijały. Santo dobrze o tym wiedział.

– I co zamierzasz teraz zrobić? Ukrywać się już do końca życia?

– Nie – odrzekła buntowniczo. – Mam zamiar żyć tak, jak zawsze chciałam. Mam tu wszystko, czego potrzebuję. Już nigdy nie wrócę...

W jej twarzy widoczne było napięcie. Coś tu się nie zgadzało. Ale zanim Santo zdążył się nad tym zastanowić, podeszła do nich Delilah i zaczęła mówić o swoich wizjach związanych z otwarciem butików Elevate.

Gia zaprojektowała jeden ze sklepów, które podziwiał wcześniej, gdy oglądał hotel. Był to butik ekskluzywnej francuskiej firmy producenta odzieży. Delilah uważała, że Gia mogłaby współpracować z jego projektantami, a Santo nie odrzucił tej sugestii, bo zachwyciły go stworzone przez nią wnętrza. Ale wszystko, co mu powiedziała, nie miało sensu. Skoro stworzyła sobie idealne życie, to dlaczego wydawała się taka przestraszona? Dlaczego zdecydowała się na samotne życie na Bahamach, skoro wcześniej więzy krwi były dla niej święte? I dlaczego nie wróciła do niego?

Przez cztery lata zastanawiał się, dlaczego wtedy odeszła. Musiał wreszcie zakończyć tę sprawę raz na zawsze i wybić ją sobie z głowy. Ale najpierw chciał, żeby odpowiedziała mu na kilka pytań.

Rozdział drugi

Gia wymknęła się z przyjęcia pod pretekstem bólu głowy. Ledwie przetrwała rozmowę z Santem, przerażona, że wyjawi coś, czego nie powinna. Wydawało jej się, że jest bezpieczna, że udało jej się stworzyć sobie nową tożsamość, i unikała wszelkich spotkań, na których ktoś mógłby ją rozpoznać. Delilah na pewno sprawdziła listę gości, ale Delilah nie wiedziała nic o Santo. Nikt nie wiedział oprócz jej matki i Franca.

Pożegnała Desaray, opiekunkę do dziecka, i zajrzała do syna. Spał mocno z kciukiem w ustach. Pogładziła go po lśniących jasnych włosach i ucałowała pachnący policzek. Jego widok jak zwykle ukoił jej zdenerwowanie, ale mimo wszystko była zbyt niespokojna, by zasnąć, więc przebrała się w piżamę i poszła do kuchni, żeby napić się mleka.

Wydawało jej się, że Santo nie uwierzył w jej historię. Była jednak pewna, że nie zdradzi jej i zachowa tajemnicę. Większym problemem były jego interesy z Delilah. Jeśli umieści butiki Supersonic w hotelach, to będzie musiał często przyjeżdżać na Bahamy. Ale może wyznaczy tu swojego przedstawiciela i nie będzie się pojawiał osobiście?

Ktoś zapukał do drzwi. Gia pomyślała, że pewnie Desaray czegoś zapomniała. Czasem się to zdarzało. Przykręciła kurek pod mlekiem i poszła otworzyć. Zdębiała na widok Santa opartego o futrynę.

– Santo – wykrztusiła. – Co ty tu robisz?

– Muszę wyjaśnić kilka spraw. – Przesunął się obok niej i wszedł do środka, zanim zdążyła go powstrzymać.

– Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkam?

– Powiedziałaś Delilah, że sturlasz się ze wzgórza prosto do domu.

A niech to. Musiała się go pozbyć, ale jak? Z trudem zdobyła się na opanowanie.

– Jakich spraw? – zapytała spokojnie, przyciskając dłoń do drzwi.

– Dlaczego tu jesteś i co tak naprawdę się z tobą działo.

– Już o tym rozmawialiśmy. Zresztą już za późno na takie dyskusje.

– Ja również wolałbym, żebyśmy porozmawiali o tym cztery lata temu, ale lepiej późno niż wcale.

A zatem nie zamierzał się poddać. Znała go dobrze. Gdy na czymś mu zależało, nie ustępował.

– Głowa mnie boli. Skoro się upierasz, czy nie moglibyśmy porozmawiać rano?

– Nie, bo rano stąd wylatuję. – Wskazał na salon. – Może porozmawiamy tutaj?

– Nie – odrzekła najspokojniej, jak potrafiła. – Lepiej na werandzie, tam jest chłodniej.

– Prowadź. – Machnął ręką.

Zamknęła drzwi i wyprowadziła go na werandę otaczającą dom ze wszystkich stron. Tuż za nią migotały ciemne wody zatoki, lekki wiatr poruszał liśćmi palm, powietrze przesycone było aromatem bugenwilli. Santo oparł się o barierę i patrzył na nią w milczeniu. Obronnie zaplotła ramiona na piersiach i uniosła głowę wyżej.

– Co chciałbyś wiedzieć?

– Dlaczego, do diabła, ukrywasz się na Bahamach? Matka na pewno zamartwia się o ciebie. Co ty sobie myślisz, Gio?

Nic nie myślała. Robiła to, co musiała zrobić, by chronić Lea.

– Zostawiłam im wiadomość. Wiedzą, że jestem bezpieczna.

Przez jego twarz przebiegł dziwny cień.

– Dlaczego nie skontaktowałaś się ze mną? – warknął z frustracją. – Przecież wiedziałaś, że bym ci pomógł.

Opuściła powieki.

– Między nami wszystko było skończone, Santo.

– To kłamstwo – odrzekł cicho. – Dlaczego wtedy odeszłaś bez pożegnania? Dlaczego uciekłaś?

– Santo, nie rób tego – westchnęła.

Jego usta drgnęły.

– Mam nie pytać, dlaczego tamtej nocy weszłaś mi w ramiona i oddałaś niewinność, a zaraz potem odeszłaś i wyszłaś za innego mężczyznę? Nie zostawiłaś nawet kartki, zupełnie nic. Jak sądzisz, co w tym wszystkim było dla mnie najgorsze?

Przymknęła oczy. Gardło ścisnęło jej się z bólu.

– Santo, wiedziałeś, że byłam mu przyrzeczona. Wiedziałeś, że mam za niego wyjść. To nigdy nie podlegało dyskusji.

– Myślałem, że zmieniłaś zdanie. Tamtej nocy byłaś bardzo poruszona, Gio. Nie chciałaś takiego życia. Chciałaś czegoś lepszego.

 

– A potem uświadomiłam sobie, co robię. Następnego wieczoru miałam się zaręczyć na oczach połowy Las Vegas. Jak mogłabym uciec? Zniszczyłabym honor rodziny, reputację mojego ojca. Nie mogłam tego zrobić, choćbym najbardziej chciała.

Była Sycylijką i nosiła nazwisko Castiglione. Jej ślub z Frankiem Lombardim, spadkobiercą dynastii właścicieli kasyn w Las Vegas, został postanowiony już w dniu jej czternastych urodzin. Ten ślub miał wzmocnić interesy jej ojca. Wiedziała, że nigdy nie będzie mogła zająć się tym, o czym marzyła, ani wyjść za mężczyznę, którego pokocha. Zapomniała o tym tylko na tę jedną, brzemienną w skutki noc.

Odetchnęła głęboko i spojrzała w jego ciemne oczy.

– Przekonałam siebie, że będzie łatwiej, jeśli po prostu zniknę. Nie było dla nas żadnej przyszłości, Santo.

Przysunął się bliżej i poczuła zapach jego wody kolońskiej.

– Wiesz, co myślę? – mruknął, owiewając oddechem jej policzek. – Myślę, że nigdy się nie dowiem, dlaczego naprawdę odeszłaś, Gio. Łatwiej ci było poddać się losowi niż zmierzyć z tym, co było między nami.

Jego noga otarła się o jej gołą nogę. Przeszył ją dreszcz. Jak zahipnotyzowana patrzyła w jego ciemne oczy. Wystarczyłby jeden krok, żeby znów znalazła się w jego ramionach. Cofnęła się niepewnie.

– Masz rację – powiedziała bez tchu. – To już przeszłość, więc może poprzestańmy na tym i pożegnajmy się.

Przez jego twarz przebiegło całe spektrum emocji, jakby miał ochotę się z nią nie zgodzić. Czekała, wstrzymując oddech, gdy naraz Santo spojrzał ponad jej ramieniem i zobaczyła w jego oczach zdumienie. Odwróciła głowę z niedobrym przeczuciem. Leo wszedł boso na werandę, ciągnąc za sobą niebieski kocyk, i patrzył na gościa poważnymi ciemnymi oczami.

Natychmiast do niego podbiegła, ale nie dało się już uniknąć katastrofy. Synek, zarumieniony od snu, z potarganymi włosami, wyjął kciuk z buzi i wyciągnął do niej rączki. Podniosła go i przycisnęła do piersi. Santo patrzył na nich ze zmarszczonym czołem. Przeniósł wzrok na twarz chłopca i zobaczyła w jego oczach szok. Leo wyglądał jak jego mniejsze lustrzane odbicie.

Santo pobladł.

Patrzył na ciemne oczy, zupełnie takie same jak jego oczy, na niesforny kosmyk włosów, który doprowadzał do białej gorączki wszystkich trzech braci Di Fiore w okresie dorastania. Wyciągnął rękę i dotknął głowy chłopca. To niemożliwe, pomyślał. Przecież to dziecko Lombardiego. Ale twarz chłopca w niczym nie przypominała kanciastych rysów Franca. Wyglądała zupełnie tak samo jak jego twarz.

Dopiero teraz dostrzegł panikę na twarzy Gii i przypomniał sobie wszystko, co zaszło tego wieczoru. Teraz już rozumiał, dlaczego Gia wydawała się taka wystraszona na jego widok, dlaczego próbowała się go jak najszybciej pozbyć.

Jakoś udało mu się zapanować nad sobą.

– Nie wiedziałem, że masz syna. Ile on ma lat?

Milczała tak długo, że serce podeszło mu do gardła.

Dannazione, Gio. Odpowiedz.

– Ma trzy lata.

Miał wrażenie, że ziemia usuwa mu się spod stóp. Chłopiec uspokoił się już i teraz patrzył na niego z zaciekawieniem. Na werandzie panowało ogłuszające milczenie.

– Przyjaciel? – zapytał chłopiec szeptem, pokazując na niego. Santo omal się nie zakrztusił.

– Tak – wymamrotała Gia z dziwnym wyrazem twarzy. – Przyjaciel. A ty powinieneś wracać do łóżka. – Podniosła wzrok na Santao. – Muszę...

– Idź – odrzekł krótko. – Porozmawiamy, kiedy go położysz.

To było najdłuższe dziesięć minut w jego życiu. Chodził po werandzie, dokoła grały cykady, a przed oczami migotała mu czerwona mgła. Był pewien, że tamtej nocy użył prezerwatywy, ale noc była długa, prezerwatywy czasem zawodziły i, szczerze mówiąc, ostatnią rzeczą, jaką pamiętał, była Gia w koronkowej bieliźnie, a potem był już tylko wybuch namiętności.

Zmusił się, by zapanować nad emocjami, dopóki nie potwierdzi swoich przypuszczeń. W końcu Gia wróciła. Stanęła przed nim w krótkich legginsach i koszulce, ze śmiertelnie bladą twarzą, ocierając dłonie o uda.

– Jest mój – powiedział bez wstępów.

– Tak – wykrztusiła przez zaciśnięte gardło.

Jeszcze nigdy w życiu nie czuł tak wielkiej wściekłości. Przycisnął zwinięte pięści do boków.

– Santo – powiedziała Gia cicho. – Muszę ci to wyjaśnić.

– Co chcesz mi wyjaśnić? – wybuchnął. – To, że mam trzyletniego syna i dopiero teraz się o tym dowiedziałem? Jest tylko jeden możliwy powód, dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej.

– Franco – szepnęła. – On chciał cię zabić.

– O czym ty mówisz? – zdumiał się.

Opadła na poduszkę i przycisnęła dłoń do skroni.

– Dowiedziałam się, że jestem w ciąży, kilka tygodni przed ślubem z Frankiem. Byłam przerażona i nie miałam pojęcia, co zrobić. Nie mogłam pójść z tym do ojca, więc poszłam do matki, a ona stwierdziła, że muszę powiedzieć Francowi.

– Trzeba było przyjść do mnie – syknął. – To było oczywiste wyjście, Gio.

– I co dalej? – Jej oczy zabłysły. – Miałam wyjść za jednego z najpotężniejszych ludzi w kraju. Ten ślub miał wzmocnić interesy mojego ojca w Las Vegas, które wówczas były zagrożone. Nie mogłam się z tego wywinąć.

Spojrzał na nią piorunującym wzrokiem.

– Więc tak po prostu postanowiłaś wyjść za Lombardiego, chociaż byłaś w ciąży ze mną?

– Nic w tym nie było prostego – odparowała. – Franco szalał z wściekłości. Moja przygoda naraziła całe partnerstwo. – Przegarnęła włosy i odetchnęła głęboko. – Gdy w końcu się uspokoił, powiedział, że będziemy musieli sobie jakoś z tym poradzić, że uzna mojego syna i da mu nazwisko pod warunkiem, że nikt nie dowie się prawdy i nigdy więcej się z tobą nie zobaczę. – Podniosła na niego wzrok. – Powiedział, że jeśli się z tobą spotkam, on się o tym dowie i cię zabije.

Maledizione. – Santo nie wierzył własnym uszom. – Potrafię się chronić – warknął. – Trzeba było przyjść do mnie, Gio.

Potrząsnęła głową z pustym spojrzeniem.

– Nic by cię nie ocaliło. On mógł usunąć każdego, kogo chciał, i zrobiłby to. Nie miałam ani cienia wątpliwości.

W głowie wciąż mu huczało. Rozumiał, że Gia była zdominowana przez potężnego, charyzmatycznego ojca. Wyłącznie dlatego zgodziła się wyjść za Lombardiego. Nawet jej nie przyszło do głowy, żeby upokorzyć ojca, rezygnując z tego małżeństwa. Ale tego, że chciała udawać, że jej syn jest synem Lombardiego, nie potrafił zrozumieć.

– Więc pozwoliłaś, żeby mojego syna wychowywał Franco Lombardi w tej samej kulturze przemocy, w której ty sama wyrosłaś i której podobno nienawidziłaś?

Potrząsnęła głową.

– Chroniłam Lea. Nigdy nie zetknął się z tą kulturą, Santo. Na to bym nie pozwoliła i Franco o tym wiedział.

Leo. A zatem jego syn miał na imię Leo.

– W takim razie dlaczego po śmierci Franca odeszłaś od rodziny?

Przez jej twarz przebiegł dziwny wyraz.

– Franco został zamordowany w biały dzień. Nie czułam się bezpiecznie i nie mogłam zawierzyć bezpieczeństwa Lea nikomu oprócz siebie samej, więc uciekłam.

– Uciekłaś do Delilah?

– Tak. – Spuściła wzrok. – Poznałam Delilah, kiedy pracowała dla Franca. Zaprzyjaźniłyśmy się. Chyba zawsze wiedziała, że coś jest nie tak w moim małżeństwie, ale nigdy o tym nie wspominała, powiedziała tylko, że gdybym kiedyś potrzebowała pomocy, mogę się do niej zwrócić. Więc zrobiłam to. Wyjaśniłam jej sytuację z Leem. Powiedziałam, że nie chcę, żeby żył takim życiem, a ona zaproponowała, że nas stamtąd wydostanie.

– Więc twoja matka wie, gdzie jesteś?

– Tak – przyznała. – Tylko ona wie. Kontaktujemy się przez Delilah.

Potarł twarz dłonią. W głowie mu wirowało.

– Ale skoro Franco już nie żył, dlaczego wtedy do mnie nie przyszłaś?

Zarumieniła się.

– Co tydzień widywano cię z inną kobietą, w innym mieście, na innym kontynencie. Budowałeś wtedy Supersonic, Santo, i było jasne, że nie jesteś gotów, by się ustatkować.

– Gio – warknął. – Powiedz mi prawdę.

– Bałam się – przyznała cicho – że nigdy mi nie wybaczysz tego, co zrobiłam, i że odbierzesz mi Lea.

Możliwe, że miała rację, bo w tej chwili czuł przede wszystkim wściekłość, tak wielką, że nie był w stanie jasno myśleć. Miał trzyletniego syna i stracił już tak wiele bezcennych chwil, których nigdy nie będzie mógł odzyskać. Chciało mu się krzyczeć.

Odwrócił się do niej plecami, oparł ręce na balustradzie werandy i wpatrzył się w zatokę. Rankiem miał wylecieć, ale był pewny, że to już nieaktualne. Nie chciał spuszczać syna z oczu. Ale Gia i Leo, który zapewne dostał imię po jej dziadku, tej nocy byli bezpieczni, bo Delilah miała doskonałą ochronę, a on musiał odetchnąć.