Sekretne życie introwertyków

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Kiedy masz pustkę w głowie

Jeśli chcesz coś wyciągnąć z pamięci długoterminowej, musisz zlokalizować właściwe skojarzenie czy „klucz”. Dobra wiadomość jest taka, że większość informacji została umieszczona w pamięci długoterminowej w towarzystwie kluczy, pozwalających je otworzyć. Klucz może przybrać postać myśli, emocji lub zmysłowego skojarzenia, takiego jak zapach, obraz, dźwięk czy nawet cielesne wrażenie. Jeśli znajdziesz choćby jeden klucz, może ci się udać odzyskać całe wspomnienie. Oto kilka sposobów, aby sobie w tym pomóc:

■ Usiądź i zrelaksuj się.

■ Pozwól sobie na chwilę ciszy. Nie daj się pospieszać.

■ Zyskaj na czasie, mówiąc coś w rodzaju: „Daj mi chwilę pomyśleć” lub „Hmmm, niech się zastanowię…”. Albo zasygnalizuj niewerbalnie, że się zastanawiasz, na przykład odwracając się i marszcząc czoło.

■ Pozwól, by twój umysł wędrował od wspomnienia do wspomnienia. Jedna myśl może prowadzić do drugiej, a któraś z nich – okazać się kluczem, który odkryje poszukiwane przez ciebie słowa.

Jeśli wszystko zawiedzie, a słowa ci uciekną, nie czuj wstydu – twój mózg robi to, co przychodzi mu naturalnie, to znaczy oddaje się refleksji. Jeśli lubisz milczeć, jesteś w dobrym towarzystwie innych refleksyjnych introwertyków; wybitny fizyk Stephen Hawking powiedział kiedyś: „Najcichsi ludzie mają najgłośniejsze umysły”. Spróbuj pozbyć się uczucia niezręczności za pomocą poczucia humoru. Albo powiedz, że jesteś myślami gdzie indziej, ale odpowiesz esemesem lub mejlem.

Na koniec

Być może introwertycy nie mają takich umiejętności krasomówczych ani takiej energii na życie towarzyskie, jakimi dysponują ekstrawertycy. A jednak umysł introwertyka jest potężną siłą (w dalszej części książki dowiemy się, jak bardzo). Mam nadzieję, że poznanie badań naukowych na temat introwersji było dla ciebie równie odkrywcze, co dla mnie wiele lat temu, i pomogło ci lepiej zrozumieć i docenić twój temperament.

Rozdział 3
Introwertycy są niegrzeczni (i inne stereotypy)

Niedawno brałam udział w dużych warsztatach dla blogerów. Usiadłam przy stole z trzema osobami. Przedstawiliśmy się sobie nawzajem, mówiąc, o czym piszemy. Była tam dziennikarka kulinarna, gość uzależniony od polityki i bloger parentingowy. Nadeszła moja kolej: „Mam na imię Jenn i piszę o introwertykach” – powiedziałam, pamiętając, żeby mówić moim specjalnym „pewnym siebie” tonem, uśmiechać się i spojrzeć w oczy każdej osobie po kolei. (Nie śmiej się. Na pewno sam sobie mówisz podobne rzeczy. Rozmowy z obcymi ludźmi są trudne).

Dziennikarka kulinarna od razu się zainteresowała. Odkąd usiadłam, cały czas plotkowała ze wszystkimi przy stole. Później powiedziała mi, że uważa się za ekstrawertyczkę. „Och, to wspaniale!” – zapiszczała. „A więc uczysz introwertyków, jak nie być introwertycznymi?”.

Wpatrywałam się w nią, a w mojej głowie wybuchł naraz tuzin myśli. Chciałam jej powiedzieć, że introwertyków nie trzeba naprawiać. Że w introwersji nie ma nic złego. Kiedy otwierałam usta, czułam, że cała się spinam.

Nic jednak nie powiedziałam. Nie musiałam. Nagle włączył się fan polityki. „Ja jestem introwertykiem i nie chcę tego zmieniać” – ogłosił z dumą. „Myślę, że nie rozumiesz, co oznacza introwersja”.

Przysięgam, że omal nie zawołałam: „Amen!”.

Niestety podobne rzeczy przytrafiają mi się cały czas. Ludzie mylą się co do istoty introwersji, jak ta ekstrawertyczna blogerka. Nawet niektórzy introwertycy jej nie rozumieją. Ktoś mi kiedyś powiedział, że lubi spędzać czas samotnie, nie przepada za dużymi imprezami i raczej słucha, niż mówi – ale na pewno nie jest introwertykiem, bo nie denerwuje się, kiedy rozmawia z ludźmi. Online też natykam się na wiele błędnych przekonań. Definicja introwertyka według Google’a brzmi: „Osoba nieśmiała, małomówna”. (Nie wszyscy introwertycy są nieśmiali, a słowo „małomówny” wydaje mi się nieodpowiednie). Nawet w mojej facebookowej grupie dla introwertyków introwersja myli się ludziom z depresją, zaburzeniami lękowymi i chorobą psychiczną.

Pisząc tę książkę, również spotykałam się z niewłaściwym rozumieniem introwersji. Kiedy mówiłam ludziom, na jaki temat piszę, często robili dziwną minę. „Jesteś introwertyczką?” – pytali zazwyczaj po chwili. Wydawali się zaskoczeni, że samozwańcza introwertyczka w ogóle potrafi podtrzymać rozmowę. „Och, musi ci być baaaardzo trudno ze mną rozmawiać!” – zawołała pewna bardzo ekstrawertyczna kobieta, którą właśnie poznałam (wcale tak nie było). „Ale ty przecież nie jesteś introwertyczką” – powiedziała inna kobieta. „Widziałam, jak rozmawiasz z ludźmi!”.

To kolejny powód, by walczyć z błędnym rozumieniem introwersji. Badania Arona W. Siegmana i Theodore M. Dembroskiego wykazały, że udawanie ekstrawersji może prowadzić do wypalenia, stresu i chorób układu krążenia. Potrzebne są dalsze badania na ten temat, ale efekt ten jest prawdopodobnie wynikiem przebodźcowania i lęku, który może się pojawić, kiedy introwertycy podejmują zbyt intensywny wysiłek towarzyski. Okazuje się, że hasło „zaakceptuj swoją introwertyczną naturę” nie jest jedynie czczym banałem – to po prostu korzystne dla twojego zdrowia. Ale nie możemy zaakceptować naszej natury, póki nie zrozumiemy, czym ona właściwie jest – a zacząć trzeba od obalenia mitów na jej temat.

Czy czułeś się kiedyś niezrozumiany? Jeśli tak, czytaj dalej. W tym rozdziale odniosę się do niektórych stereotypów na temat introwersji.

Stereotyp #1: Introwersja to po prostu nieuprzejmość

Byłam na pierwszym roku studiów, a o rok starsza koleżanka z akademika zaprosiła mnie na kolację. Była towarzyska, głośna i bezpośrednia – typ, który każdemu w razie potrzeby nagada. Z perspektywy czasu domyślam się, że była ekstrawertyczką.

W restauracji zamówiłyśmy przystawki, a ona zapytała mnie, skąd pochodzę (z Minnesoty) i co studiuję (sztukę pisania) – typowy small talk na początek znajomości. Pomyślałam, że nasza pierwsza „kumpelska randka” idzie całkiem dobrze – przynajmniej z punktu widzenia takiej nietowarzyskiej introwertyczki jak ja. Potem jednak powiedziała coś, co mnie zszokowało. „Jesteś naprawdę fajna. Kiedy cię poznałam, prawie w ogóle się nie odzywałaś, więc pomyślałam, że musisz być sukowata”.

„Musisz być sukowata”. Wypowiedziała te słowa tak beztrosko, jakby informowała mnie, że właśnie przynieśli moją sałatkę z mozzarellą. Wydaje mi się, że to miał być taki dziwny komplement.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Zamarłam, a po chwili zmusiłam się do cichego: „Ha ha, dzięki”. Próbowałam udawać, że wszystko jest w porządku, ale tak naprawdę jej słowa mnie zraniły. Jasne, byłam cicha. Na kampusie trzymałam się na dystans. Często spędzałam piątkowe wieczory, leżąc w łóżku i czytając książki na interesujące mnie zajęcia. Miałam chłopaka i kilkoro bliskich przyjaciół i nikogo więcej nie potrzebowałam. Nigdy nie sądziłam, że mój introwertyzm może być postrzegany jako „sukowatość”. Po prostu robiłam to, co chciałam.

Okazuje się, że introwertycy często bywają określani jako sukowaci, niegrzeczni lub nieprzyjaźni. „Oskarżano mnie o bycie aroganckim dupkiem, bo unikam small talku i wolę samotność” – powiedział mi Leylani. „Nazywano mnie królową lodu” – dodała Anne. „Wiele osób powiedziało mi, że widząc mnie po raz pierwszy, bało się mnie, bo się nie uśmiechałam” – mówi Allison. „Kiedy po latach zdarzało mi się spotkać kogoś, z kim chodziłam do liceum, zawsze słyszałam, że uważał mnie za sztywniarę albo chamkę”. Kobieta pytała te osoby, czy kiedykolwiek odniosła się do nich niegrzecznie. „Okazywało się, że nie, ale jako że często spędzałam czas sama i czytałam albo słuchałam muzyki, ludzie uważali, że się wywyższam. To mnie zdziwiło. Owszem, nie trzymałam się z „popularnymi” dzieciakami, ale nie było też tak, żebym nie lubiła ludzi. Po prostu zajmowały mnie książki, muzyka i tak dalej”.

Do dzisiaj nie potrafię sobie przypomnieć sytuacji, w której byłabym niemiła dla mojej koleżanki z akademika. Nigdy jej nie obraziłam, nie zlekceważyłam jej, kiedy mówiła, ani nic podobnego. Prawdopodobnie po prostu kilka razy minęłam ją w korytarzu, kiedy jeszcze się nie kolegowałyśmy, i nic nie powiedziałam. Na pewno nie wyciągnęłam do niej ręki i nie zawołałam: „Hej, jestem Jenn! Co u ciebie?”. Nie sądziłam, że to niegrzeczne. Po prostu trzymałam się na uboczu.

I tu jest pies pogrzebany. Nasza powściągliwa natura wpędza nas w kłopoty. Nie zarzucamy ludzi życzliwościami, więc oskarża się nas o niegrzeczność. Nie opowiadamy historii naszego życia nowo poznanym, więc mówi się o nas, że się wywyższamy. Introwertycy nie patrzą jednak na życie jak na jedno wielkie przyjęcie. Wystarczy nam kilka istotnych relacji. Nie rozglądamy się ciągle wokół w poszukiwaniu kolejnych fanów.

W ciągu dnia często jesteśmy zatopieni w myślach. Shalima, kolejna introwertyczka, którą oskarżono o bycie niegrzeczną, mówi mi: „Trudno być głośnym, kiedy twój umysł na ciebie krzyczy, zarzucając cię setką pomysłów naraz”. Albo po prostu obserwujemy nasze otoczenie, jak to introwertycy mają w zwyczaju. Amy mówi: „Milczenie nie oznacza złości, smutku, nieuprzejmości, arogancji ani pyszałkowatości. Milczenie oznacza przyglądanie się ludziom, obserwację i cieszenie się życiem… w ciszy”.

Żałuję, że się nie odezwałam, kiedy moja ekstrawertyczna koleżanka z akademika nazwała mnie suką. Żałuję, że nie powiedziałam jej, żeby uważała, zanim zacznie kogoś oceniać przez pryzmat jego milczenia. Milczeć można z wielu powodów. Niektórzy są introwertykami, którzy potrzebują czasu, zanim otworzą się na innych. Inni mogą być chwilowo zwróceni ku wewnątrz, ciesząc się swoim prywatnym światem. Można też po prostu mieć ochotę na chwilę ciszy. Nie oceniaj zbyt szybko.

Dzisiaj staram się zawsze witać, kiedy mijam sąsiadów w korytarzu mojego budynku. Kiedy jestem w dobrym nastroju, prowadzę nawet krótką konwersację („Hej, jaki ładny płaszcz! Gdzie kupiłaś?”). Prawdopodobnie jednak nie będę przez piętnaście minut rozmawiać o pogodzie (chyba że pada śnieg, bo to jedyne, o czym chcą wtedy rozmawiać mieszkańcy Minnesoty). Prawdopodobnie też nigdy nie zaproszę nikogo spontanicznie na herbatę. I nie widzę w tym nic złego.

 

Stereotyp #2: Potrzeba samotności introwertyka jest aspołeczna

Kiedy Jill była w liceum, przez cały czas czuła się wykończona, bo nie umiała jeszcze pracować ze swoją introwersją. W konsekwencji ciągle kłóciła się z rodzicami. „Nie rozumieli, dlaczego wciąż chcę być sama, i podejrzewam, że bali się, że jestem w depresji albo zajmuję się czymś niebezpiecznym, bo całe wieczory spędzałam przed komputerem” – mówi. „Dlatego twierdzili, że jestem aspołeczna i muszę mieć jakiś problem”. W pewnym momencie Jill nie mogła już znieść nawet stymulacji, jaką dawało jej przebywanie na lekcjach. „W szkole kompletnie zamknęłam się w sobie i wyłączyłam. Moi nauczyciele wzywali rodziców i w zasadzie kazali mi brać udział w lekcjach, „bo inaczej…”. Czułam się tak, jakbym miała jakiś defekt, jakby coś było ze mną nie tak. Czekałam, aż wyślą mnie na terapię albo coś w tym rodzaju, żeby mnie «naprawić»”.

Teraz Jill już wie, że czuła się tak zmęczona, bo była przebodźcowana przebywaniem wśród ludzi, a nie miała możliwości się później „doładować”. „Zawsze czułam presję, żeby uczestniczyć w kołach zainteresowań, a koledzy domagali się też mojej uwagi, kiedy już wyszliśmy ze szkoły” – mówi mi. „Kiedy jej im nie poświęcałam, pojawiało się mnóstwo nowych problemów, bo kiedy nie byłam z nimi na sto procent, stawałam się «złą przyjaciółką». Żeby to jakoś znieść, musiałam w zasadzie udawać, że jestem ekstrawertyczką, a w konsekwencji stałam się zrzędliwą i – jak powiedziała dawna koleżanka z klasy – pyszałkowatą suką”.

Connie miała podobny problem. „Mam dobrą koleżankę, nazwijmy ją Nikki” – mówi. „Jest niesamowicie ekstrawertyczna, zabawna, kreatywna, elokwentna i troskliwa, ale też GŁOŚNA. W każdym możliwym sensie tego słowa. Mówi głośno, głośno matkuje, głośno tworzy, a w relacjach potrzebuje głośnych spotkań w cztery oczy. Potrzebuje intensywnej stymulacji z zewnątrz. Kiedy więc zostałyśmy – jak uznała – «bliskimi przyjaciółkami», w każdej możliwej sytuacji nazywała mnie aspołeczną, bo nie podzielałam jej potrzeby zewnętrznej stymulacji”.

Jak mówi Connie, Nikki studiowała psychologię, więc uważa, że potrafi „odczytać” każdego. „Być może dostrzega, że ludzie mają różne osobowości i dziwactwa, ale nie wydaje mi się, żeby naprawdę ich rozumiała” – mówi Connie. „Żartowała sobie ze mnie, kiedy nie chciałam wychodzić na miasto z nią i jej przyjaciółmi albo z tego, że mam czysty dom i porządek w życiu – przynajmniej z jej perspektywy”. Connie sądzi, że problem polegał na tym, że ich osobowości są całkiem przeciwstawne. „Po dziesięciu minutach z Nikki zaczynałam się wymeldowywać. Byłam totalnie przebodźcowana całym jej hałasem i potrzebą dominacji. Jasne, jestem introwertyczna, ale czasem lubię się odezwać. Introwersja nie oznacza bycia aspołecznym, chociaż kiedyś sama tak myślałam. Dopiero później naprawdę ją zrozumiałam i zaakceptowałam siebie jako introwertyczkę”.

Jill i Connie są ofiarami innego nieprzyjemnego stereotypu dotyczącego introwersji: nasze pragnienie spędzania czasu w samotności bywa uznawane za aspołeczne, a nawet niezdrowe. Ekstrawertycy nie rozumieją, czemu tak często chcemy być sami – uważają, że to nie może być dla nas dobre”.

Nie rozumieją, że w introwertykach kryje się taka mała niewidzialna bateryjka. Zawiera ona całą naszą energię przeznaczoną na interakcje społeczne. Kiedy gadatliwa koleżanka z pracy w nieskończoność opowiada o swoich planach na weekend, a ty jesteś zmuszony jej słuchać, bateria nieco się wyczerpuje. Kiedy jesz lunch ze wszystkimi współpracownikami i musisz z nimi uprzejmie konwersować, wyczerpuje się nieco bardziej. Kiedy idziesz na wesele dalekiej kuzynki i obcujesz z krewnymi, którzy widzieli cię ostatnio, jak byłaś „taka malutka!”, wyczerpuje się do końca. Potrzeba samotności nie jest niezdrowa. To samotność pozwala nam nie oszaleć.

Własnymi słowami

Zapytałam introwertyków, z jakimi stereotypami dotyczącymi ich introwersji sami się spotkali. Oto co powiedzieli:

„Często spotykam się z tym, że nawet kiedy wyjaśnię już, czym jest introwersja, ekstrawertycy nadal próbują dawać mi dobre rady, jak być bardziej ekstrawertycznym. To frustrujące, bo zakłada, że introwersja to ten «gorszy» typ osobowości. Jakby sądzili, że introwertycy chcą tylko słuchać o tym, jak być ekstrawertykami – i tak przez całe życie. To frustrujące, ale sądzę, że na introwertykach ciąży odpowiedzialność pokazania światu, że sposób, w jaki do niego podchodzimy, jest wartościowy i nie trzeba go zmieniać”. Shelby

„Chyba najczęściej spotykam się z błędnym przekonaniem, że wszyscy introwertycy mają lęki społeczne i nie lubią towarzystwa. Moja ekstrawertyczna koleżanka z pracy wie, że jestem introwertyczką. Czasem zakłada, że z tej przyczyny nie będę zainteresowana niczym, co obejmuje rozmowy czy prezentacje. Kiedy wspominam, że w weekend byłam na imprezie czy coś w tym stylu, pyta: «Naprawdę jesteś introwertyczką?». Wyjaśniłam jej, że introwersja nie oznacza, że nie lubię spotykać się z ludźmi ani że jestem nieśmiała, ale że potrzebuję dużo czasu dla siebie, żeby naładować baterie”. Megan

„Kiedy wyjaśniałem komuś, czym jest introwersja, usłyszałem: «Nie bierzesz na to leków?». Zapytałem: o jakich lekach mówi. «No wiesz, o antydepresantach»”. Chuck

„Miałam kiedyś ekstrawertyczną współlokatorkę, która nie rozumiała, że po pracy polegającej na odbieraniu mnóstwa telefonów potrzebuję godziny w ciszy i samotności. Mówiłam jej, że idę do swojego pokoju, i zamykałam drzwi, dodając, że nie, nie jestem na nią zła ani nie mam doła. Po prostu potrzebowałam pobyć sama. Ona jednak niemal każdego dnia pukała do moich drzwi, otwierała je i pytała: «Jesteś na mnie zła? Co się dzieje? Chodźmy gdzieś!». Aaaa! Po kilku miesiącach musiałam ją poprosić, żeby się wyprowadziła. Po prostu mnie nie rozumiała i powiedziała wszystkim naszym wspólnym znajomym, że jestem arogancka i humorzasta”. Amy

„Jestem nauczycielką i wiem, jak przełączać się na tryb interakcji z innymi, ale potem muszę się wyłączyć i naładować. Kiedyś zostałam przedstawiona grupie kolegów, których miałam przeszkolić jako «osoba nieśmiała». Wściekłam się, bo nie jestem nieśmiała. Po prostu wolę się nie odzywać, kiedy nie mam nic do powiedzenia”. Jennifer

„Ludzie uważają mnie często za głupszą, niż jestem. Zakładają, że skoro nie włączam się w rozmowę i wolę słuchać i obserwować, to znaczy, że jestem głupia”. Bonnie

„Największym błędem, z jakim spotykam się jako introwertyk, jest przekonanie, że nim nie jestem! Większość ludzi w moim życiu nie może zrozumieć, że mam w sobie wiele lęku, przez co «odgrywam» ekstrawertyka. Potrafię dużo gadać, być głośny i zaangażowany… Ale to wszystko owoc lęku, niepokoju i presji. Kiedy jestem naprawdę sobą, jestem bardzo cichy i powściągliwy”. Aidan

„Nie nienawidzimy ludzi. Wolimy po prostu oszczędzać energię na pewne rzeczy, a płytkie interakcje do nich nie należą. Umiemy nawet prowadzić small talk, chociaż mogłabym podać tysiąc rzeczy, które od niego wolę”. Kamiko

„Nie lubię stereotypu, który mówi, że introwertycy to w zasadzie pustelnicy. Jesteśmy ludźmi i mamy swoje potrzeby społeczne”. Nelia

„Ludzie mówią: «To niemożliwe, żebyś była introwertyczką, jesteś taka rozmowna!». W wielu kolejnych miejscach pracy musiałam być cały czas «czujna». Dlatego też całkiem dobrze umiem uprawiać small talk. Inni nie widzą jednak, co się ze mną dzieje po powrocie do domu. Muszę się całkowicie wyłączyć, czasem nawet na godzinę, żeby odzyskać energię i cokolwiek w domu zrobić. Dość dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że umiejętność rozmowy nie czyni ze mnie ekstrawertyczki (jak mi mówiono) i że potrzebuję pobyć w samotności, żeby się doładować. Wiedząc to, mogę zmienić swoje zachowanie w pracy i mieć zdrowsze życie wewnętrzne”. Rebecca

„Często problemów nastręcza mi przerwa na lunch. Lubię ludzi i łatwo się z nimi zaprzyjaźniam, ale nie przepadam za płytkimi pogaduszkami, dlatego wolę jeść sam. Głośne gadanie mnie męczy, a przerwa jest mi potrzebna przed popołudniową pracą. Większość moich kolegów to rozumie, ale niestety nie wszyscy!”. Lawrence

„Ludzie mnie nie doceniają, bo jestem cicha i mało się odzywam. Nie rozumieją, że po prostu lubię stać z boku i obserwować. Lubię pracować za kulisami i nie rzucać się w oczy. Wiem znacznie więcej, niż im się wydaje, i to mi wcale nie przeszkadza”. Emily

„Chyba najgorsze, co spotykało mnie jako introwertyczkę w okresie dorastania, to założenie, że chcę być inna. Kiedy podczas przerwy siadasz na drzewie z książką, ludzie myślą, że wolałabyś zaplatać sobie warkocze z ładnymi koleżankami albo palić trawkę z niegrzecznymi dzieciakami, podczas gdy ciebie całkiem zadowala to, co właśnie robisz”. Allison

Stereotyp #3: Introwertykom brakuje pasji

Ludzie często oskarżają Leanne Chapman o brak emocji. W artykule dla Introvert, Dear pisała: „Czy byliście kiedyś na warsztatach, podczas których prowadzący wskakuje na scenę i woła: CZY JESTEŚCIE PODEKSCYTOWANI? Albo może ktoś radośnie pyta was o to na imprezie czy podczas spotkania. Jeśli jesteście introwertykami, tak jak ja, to pytanie może budzić niechęć. Często bywam czymś podekscytowana, ale niekoniecznie chcę to pokazywać na zewnątrz – ludzie, którzy mnie znają, widzą to po mnie. Jestem introwertyczna i cicha z natury, więc moja odpowiedź na takie pytanie to po prostu: «Tak», wypowiedziane z uśmiechem”.

Rozumiem, na czym polega problem Leanne. Mój pozorny brak entuzjazmu wiele razy w życiu wpędzał mnie w kłopoty. Kilka lat temu na przykład, kiedy dopiero zaczynałam chodzić na „dorosłe” randki, faceci mówili mi, że wydaje im się, iż ich nie lubię. Czasami mieli rację – po pierwszej randce nie chciałam mieć z nimi nic wspólnego. Ale zdarzało się też, że omdlewałam i planowałam wspólną przyszłość, słysząc w głowie utwór The Only Exception zespołu Paramore. Nie okazywałam jednak swoich uczuć w sposób typowy dla ekstrawertyków. Nie piszczałam, nie wzdychałam ani nie chichotałam. A im bardziej ktoś mi się podobał, tym bardziej zamykałam się w sobie. Nie było to szczególnie produktywne.

Chociaż obie z Leanne pewnie zostałybyśmy wyrzucone z drużyny cheerleaderek, nie oznacza to, że brakuje nam pasji. Fakt, że nie wyglądamy na szczególnie podekscytowane, nie oznacza, że coś nam się nie podoba. Introwertycy bywają równie emocjonalni, co ekstrawertycy – tyle tylko, że zazwyczaj chowamy wszystkie te uczucia w sobie. Nawet kiedy masz zły dzień, a współpracownik pyta: „Co u ciebie?”, prawdopodobnie nie masz ochoty o tym rozmawiać. Jak pisze Michaela Chung, autorka The Irresistible Introvert: „O to właśnie chodzi z introwertykami: chowamy nasz chaos wewnątrz, gdzie nikt go nie widzi”. Przynajmniej póki ktoś naprawdę bardzo dobrze nas nie pozna.

Wreszcie Leanne nauczyła się nie przejmować tym, co ludzie sądzą o jej braku entuzjazmu. „Kiedy ktoś mówi, że wydaję się nieszczególnie zainteresowana czy zbyt cicha, uśmiecham się i mówię, że po prostu taki mam charakter” – pisze. „Nie sądzę, żebym musiała się bronić czy spędzać z tymi ludźmi czas, bo nie robi mi dobrze towarzystwo osób, które budzą we mnie stare lęki”.

„Wiele osób nie dostrzega, że w głębi duszy introwertyka mnóstwo się dzieje” – ciągnie. „Ale zamiast wypowiadać wszystkie swoje uczucia na głos, wyraża on je przez działanie, pisanie dziennika, malowanie, komponowanie muzyki, pielęgnowanie ogrodu, walkę o konkretną sprawę, a nawet po prostu poprzez ciszę”.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?