Sekretne życie introwertykówTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Wciąż nie masz pewności?

Wciąż nie jesteś pewien, czy jesteś introwertykiem? Oto szybki test. Odpowiedz szczerze na dwa pytania.

1. Gdybyś miał wybrać wymarzone wakacje, które by to były?

a. Relaksujące wakacje w samotności albo z drugą osobą, z dobrą książką, w jakimś odosobnionym miejscu.

b. Grupowe wakacje z przyjaciółmi i rodziną, pełne ekscytujących aktywności, takich jak hazard w Las Vegas albo imprezy na statku.

Nie myśl o tym, czego się od ciebie oczekuje, ani o tym, która odpowiedź jest „właściwa”. Którą byś wybrał, gdyby cudza opinia nic cię nie obchodziła? Jak pewnie zgadłeś, jeśli wybierasz odosobnioną chatkę, masz skłonności introwertyczne. Jeśli wolisz drugą opcję, pewnie jesteś raczej ekstrawertykiem.

2. Wyobraź sobie swój idealny dzień. Co chcesz robić? Z kim chcesz go spędzić?

Jeśli twój idealny dzień obejmuje spędzanie czasu na luzie z jedną czy dwiema osobami – albo w samotności – prawdopodobnie jesteś introwertykiem. Jeśli wyobrażasz sobie siebie otoczonego przez tłum ludzi, robiącego szalone rzeczy – pewnie jesteś raczej ekstrawertyczny.

Pamiętaj, że introwersja i ekstrawersja nie działają na zasadzie „wszystko albo nic”. Wyobraź sobie spektrum z ekstrawersją na jednym, a introwersją na drugim końcu. Wszyscy mieszczą się gdzieś na tym spektrum, jedni bliżej jednego, drudzy – drugiego końca. Nikt nie jest „czystym” introwertykiem ani ekstrawertykiem. „Taka osoba znalazłaby się w domu wariatów” – napisał słynny szwajcarski psycholog Carl Jung, który ukuł pojęcie „introwertyk”. Innymi słowy, wszyscy zachowujemy się w pewnych sytuacjach tak, a w innych inaczej. Kiedy na przykład przebywam w towarzystwie bliskich przyjaciół, mówię, śmieję się, kłócę, a czasem nawet tańczę. To dlatego, że czuję się przy nich swobodnie – ale i tak jestem introwertyczką, która potrzebuje dużo czasu dla siebie.

Podczas pracy nad tą książką rozmawiałam z setkami introwertyków. Wiele z tych rozmów – jak to między introwertykami – odbyło się na piśmie, przez mejla lub media społecznościowe. W kilku przypadkach miałam szczęście usiąść z kimś przy stole i przeprowadzić wywiad twarzą w twarz. W książce dzielę się komentarzami introwertyków, z którymi rozmawiałam, a także badaniami, własnymi doświadczeniami i historiami, które opublikowane zostały na stronie IntrovertDear.com. Jako osoba introwertyczna być może zidentyfikujesz się z niektórymi fragmentami książki, a z innymi nie. Chciałabym powiedzieć jasno, że nie ma w tym nic złego. Nie musisz ze wszystkim się zgadzać, żeby być introwertykiem. Nie ma jednej słusznej drogi.

Wskazówki dla ekstrawertyków

Czyżbym widziała ekstrawertyka? Nie myśl sobie, że cię nie zauważyłam, jak kręcisz się po mojej książce dla introwertyków (w końcu większość ekstrawertyków uwieeeelbia towarzystwo). Ale nie martw się, cieszę się, że jesteś. W większości rozdziałów zamieściłam wskazówki specjalnie dla ciebie, żebyś lepiej zrozumiał introwertyków. Szukaj takich ramek jak ta. Niezależnie od tego, czy jesteś partnerem, współpracownikiem, członkiem rodziny, czy przyjacielem introwertycznej osoby, w tej książce znajdziesz też coś dla siebie.

Czemu napisałam tę książkę

Przez zbyt długi czas introwertycy byli niezrozumiani. Być może to właśnie nas gnębiono na placu zabaw, bo byliśmy zbyt odmienni. Być może mamy świetne pomysły, ale brakuje nam pewności siebie, żeby je wyrazić. Słyszeliśmy, że jesteśmy zbyt milczący, zbyt wrażliwi lub zbyt nieśmiali. Kiedy mówimy, że chcemy zostać wieczorem w domu, zbolałe spojrzenia naszych przyjaciół mówią nam, że coś jest z nami nie tak. Szepty dorosłych w dzieciństwie przekonały nas, że jesteśmy „popsuci”. Na przykład Keia jest introwertyczką, która w pracy czuje się jak outsiderka. „Ludzie mają zazwyczaj wrażenie, że jestem niezadowolona albo że nie chcę, żeby mi przeszkadzano. Czasami to prawda” – powiedziała mi. „Od czasu do czasu lubię z kimś pogadać, ale najlepiej mi się pracuje, kiedy jestem skupiona i milczę”. Jej współpracownicy nie rozumieją tej potrzeby ciszy. Czasem sytuacja między nimi staje się naprawdę napięta. Mówią jej: „Jesteś taka milcząca” albo „Musisz się bardziej otworzyć”. To frustruje Keię, bo – podobnie jak wielu introwertyków – przychodzi do pracy, żeby, no wiecie – pracować. Nie po to, żeby się zaprzyjaźniać.

Zastanawia się, czemu miałaby więcej mówić. Dobrze wykonuje swoją pracę. Nie ma nic przeciwko swoim współpracownikom. „Po prostu lubię być sama” – mówi. „Lubię myśleć i przebywać w swoim małym świecie. Dzięki temu czuję się zrelaksowana i wolna. Czasem jednak przez moich kolegów zaczynam czuć się jak przestępczyni tylko dlatego, że jestem introwertyczna. Chciałabym, żeby środowisko pracy było bardziej wspierające dla ludzi takich jak ja. Nie mamy przecież żadnych złych zamiarów”.

Amanda to kolejna introwertyczka, która czuje się nie na miejscu. Kiedy zaczynała studia, nie utożsamiała się jeszcze z tym słowem. Szybko jednak okazało się, że różni się od swoich kolegów. Po zajęciach, zamiast wracać do akademika i wpychać się do czyjegoś maleńkiego pokoju z tuzinem innych znajomych, spędzała czas samotnie. Odkryła niewielki park niedaleko kampusu i spędzała tam długie godziny, ucząc się i czytając.

„Nie wiedziałam, czemu to robię ani co mi to daje” – powiedziała mi. „Po prostu potrzebowałam pobyć sama. Nie byłam nieśmiała ani aspołeczna. Nie miałam pojęcia, że czas spędzany w parku pozwala mi na nowo zebrać energię, nie rozumiałam też, dlaczego tak pragnę samotności, której moi koledzy nie potrzebują”.

Po kilku godzinach spędzonych w parku mogła wrócić do akademika i „jakoś wytrzymać niekończące się interakcje”, które ją tam czekały. Wciąż miała jednak z tyłu głowy, że inni studenci tego nie robią. Czemu tak się od nich różniła?

No i jest jeszcze Justin. Na studiach zapisał się na kurs komunikacji. Wiedział oczywiście, że komunikacja to znacznie więcej niż słowa. Ale i tak od razu poczuł się nie na miejscu. W grupie było pełno ekstrawertyków, którzy umieli tylko dużo i głośno mówić.

„Wszyscy zdawali się świetnie bawić i ciągle plotkowali” – powiedział mi. „Kiedy kolega zauważył, że jako jedyny się nie odzywam, zapytał, o co chodzi. Odpowiedziałem, że jestem introwertykiem i nie zawsze mam ochotę rozmawiać”. Chłopak spojrzał na niego jak na kosmitę i zapytał złośliwie, po co w takim razie zapisał się na kurs komunikacji. Justin tylko się uśmiechnął i nigdy więcej się do niego nie odezwał.

Czemu napisałam tę książkę? Napisałam ją dla Kei, Amandy i Justina. Napisałam ją dla introwertycznej dwunastolatki, którą kiedyś byłam, która nie wiedziała, czemu przebywanie z przyjaciółmi tak ją męczy. Napisałam ją dla wszystkich członków społeczności skupionej wokół Introvert, Dear. A co najważniejsze, napisałam ją dla ciebie.

Oto coś dla wszystkich cichych.

Nadeszła pora, by zmienić sposób, w jaki świat postrzega introwertyków. Nadeszła pora, by zmienić sposób, w jaki siebie postrzegamy. Zdradzę ci sekret: trzeba zacząć od pracy nad swoją introwersją, zamiast z nią walczyć. Pokażę ci, jak to zrobić. Czytaj dalej.

Rozdział 2
NAUKA O INTROWERSJI

Czy przydarzyło ci się kiedyś coś podobnego? Jesteś na przyjęciu czy domówce. W pokoju jest pełno ludzi, gra muzyka, jest naprawdę głośno. Robisz, co możesz, żeby zachowywać się przyjaźnie, godzisz się na small talk, chociaż wolałbyś być w domu i oglądać ulubiony serial na Netflixie. Wszyscy wokół wyglądają, jakby świetnie się bawili, więc też się uśmiechasz – nie chcesz odstawać. Po pewnym czasie jednak cały ten hałas cię przerasta, więc wycofujesz się na pustą kanapę w opuszczonym kącie i robisz sobie przerwę. Z tego miejsca możesz zobaczyć wszystko. Rola milczącego obserwatora zaczyna ci się podobać. Dostrzegasz drobiazgi, których dotąd nie zauważałeś, a twój umysł je analizuje. W ciszy czujesz, że twoja energia powraca.

Jeśli jesteś introwertykiem, prawdopodobnie domyślasz się, co się dalej stanie. Nie minie wiele czasu, a ktoś zauważy, że jesteś sam. Zazwyczaj to ekstrawertyk. Siada obok ciebie, przekraczając granicę twojej świątyni. Potem następuje pytanie, którego nie znosisz: „Wszystko w porządku?”.

Milczysz, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Możesz powiedzieć szczerze: „Jestem introwertykiem i musiałem sobie zrobić chwilę przerwy”. Najprawdopodobniej jednak, zaskoczony i zestresowany, odpowiadasz w panice: „Taaak! Wszystko w porządku”.

Ekstrawertyk patrzy na ciebie dziwnie. Unosi brew, zaniepokojony. Wzdychasz i wracasz na imprezę.

Mnie coś takiego przydarzyło się wiele razy. Nie rozumiałam, co się dzieje. Na imprezach, w czasie grupowych kolacji i happy hours wszyscy wokół zdawali się świetnie bawić. Wydawało się wręcz, że mają coraz więcej energii. Dlaczego tylko ja wydawałam się wypalona? Dzisiaj znam sekret: chodzi o to, w jaki sposób introwertycy zostali zaprogramowani.

W tym rozdziale przyjrzę się badaniom naukowym dotyczącym introwersji. Odpowiem na pytanie: „Dlaczego przebywanie w towarzystwie męczy introwertyków” oraz na kilka innych dotyczących natury introwertyków. Mam nadzieję, że kiedy poznasz reguły rządzące twoim spokojnym temperamentem, lepiej zrozumiesz siebie i pokochasz się takim, jakim jesteś.

Molekuła Sex, Drugs & Rock’n’Roll

Powód, dla którego introwertycy i ekstrawertycy różnie reagują na sytuacje takie jak imprezy, ma wiele wspólnego z obecnym w mózgu związkiem chemicznym zwanym dopaminą. Dopaminę nazywa się czasem „molekułą Sex, Drugs & Rock’n’Roll”, bo pomaga kontrolować układy przyjemności i nagrody w mózgu. To fajny opis, ale nie w pełni prawdziwy. Dopamina sama w sobie nie gwarantuje, że poczujesz przyjemność. Gwarantuje, że podnieci cię sama możliwość jej zaistnienia. Kiedy w restauracji kelner pokazuje ci tacę pełną kuszących deserków, a ty cieszysz się, że zaraz jeden z nich zjesz – to właśnie działa dopamina.

 

Dopamina jest obecna zarówno w mózgach introwertyków, jak i ekstrawertyków. Według Scotta Barry’ego Kaufmana, dyrektora naukowego Imagination Institute, różnica polega na tym, że ekstrawertycy mają bardziej aktywny układ nagrody. Innymi słowy, mówiąc najprościej, kiedy ekstrawertycy widzą potencjalną nagrodę, podniecają się nią bardziej niż introwertycy. Nagroda to na przykład zainteresowanie ludzi, status społeczny, pieniądze, jedzenie i szanse na seks (tak, prawdą jest to, co podejrzewacie – badania pewnego uniwersytetu w zachodnich Niemczech dowodzą, że ekstrawertycy rzeczywiście zazwyczaj uprawiają seks częściej niż introwertycy, chociaż nie znamy odpowiedzi na pytanie, czy jest to seks udany).

Jeśli jakaś możliwość cię ekscytuje, masz więcej energii i motywacji, żeby ją urzeczywistnić. Innymi słowy, dopamina pomaga zredukować twój wysiłek. To dlatego ekstrawertycy często entuzjastycznie dyskutują z obcymi, w grupach zwracają na siebie uwagę i wykonują śmiałe ruchy, nie męcząc się tak jak introwertycy. Ci ostatni nie czerpią aż takiej energii ze swojego otoczenia – zwłaszcza z towarzystwa. Możliwość zaprzyjaźnienia się z kimś nowym czy zyskania popularności nie jest dla nas szczególnie ekscytująca. To wyjaśnia też, dlaczego introwertycy po towarzyskich spotkaniach czują się tak zmęczeni: nasz wysiłek nie ulega redukcji jak u ekstrawertyków.

Badanie przeprowadzone w 2005 roku przez Michaela Cohena i jego kolegów wykazało powiązanie między dopaminą a ekstrawersją. Poprosili oni jego uczestników, by zagrali w grę hazardową podłączeni pod skaner mózgu. Prawdopodobnie nie będzie dla ciebie zaskoczeniem, że dane zdobyte dzięki neuroobrazowaniu różniły się u ekstra- i introwertyków. Kiedy ryzyko się opłaciło, ekstrawertycy reagowali silniej w dwóch obszarach mózgu: jądrze półleżącym i ciele migdałowatym. Jądro półleżące odgrywa kluczową rolę w obwodzie nagrody w mózgu i stanowi część układu dopaminowego. Ciało migdałowate przetwarza bodźce emocjonalne. Wyniki badań Cohena dowodzą, że introwertycy przetwarzają nagrody inaczej niż ekstrawertycy.

Zbyt głośno, zbyt tłumnie

Innym sposobem na zrozumienie introwersji jest spojrzenie na nią przez pryzmat stymulacji. Mówiąc najprościej, stymulacja to wszystko, co rejestrują nasze zmysły – to, co widzimy, słyszymy, smakujemy, dotykamy i wąchamy. Według Colina DeYounga, profesora psychologii z Uniwersytetu w Minnesocie, jako że potencjalne nagrody nie dodają introwertykom aż tak dużo energii, poziom stymulacji, który dla ekstrawertyków jest satysfakcjonujący, dla nich bywa po prostu męczący lub denerwujący. Pomyśl o wielkim, głośnym koncercie rockowym, zatłoczonym barze w sobotni wieczór czy tłumnym kasynie pełnym błyskających świateł. Jeśli jesteś introwertykiem tak jak ja, pewnie jesteś w stanie wytrzymać w takim miejscu przez chwilę. Może ci się tam nawet spodobać. W końcu jednak poczujesz się przebodźcowany i zmęczony. Wtedy będziesz marzyć tylko o powrocie do cichego, spokojnego domu.


Stymulacja może również przybrać formę socjalizacji. Pomyśl o wszystkim, co dzieje się podczas rozmowy. Nawiązujesz kontakt wzrokowy i słuchasz, co mówi druga osoba. Jej słowa to narastająca stymulacja, którą musisz przetworzyć, przemyśleć i na którą musisz zareagować. Prawdopodobnie używasz też mózgu, żeby monitorować swój ton głosu i język ciała, a także zwracać uwagę na nie u drugiej osoby, starając się „odczytać”, co oznaczają. Jeśli jesteś w grupie, musisz skupić się na większej liczbie osób. Nic dziwnego, że koktajle i happy hours są dla introwertyków tak męczące.

Dla ekstrawertyków: to kwestia dawki

Jeśli twój introwertyczny przyjaciel czy partner chce wyjść z imprezy – albo w ogóle nie chce na nią iść – nie robi tego dlatego, że chce sprawiać problemy. Jako że introwertycy inaczej reagują na nagrody, spotkania towarzyskie nie dodają nam energii, tak jak wam. Mówiąc najprościej, nie czujemy się na nich zbyt dobrze. Daj więc swojemu introwertykowi trochę luzu i poszukaj kompromisu. Może pójdziecie na imprezę, ale to introwertyk zdecyduje, kiedy pora wyjść? Albo może zostanie w domu, a ty będziesz bawić się tak długo, jak tylko zechcesz? Albo może pojedziecie osobno, tak żebyś ty został tak długo, jak chcesz, a introwertyk – wyszedł, kiedy poczuje się wypalony? Introwertycy lubią się czasem spotkać z ludźmi, ale wszystko jest kwestią dawki. Kiedy robi się zbyt głośno i zbyt tłumnie, mogą się poczuć przebodźcowani.

Co daje introwertykom radość

Introwertyków nie podnieca podawanie innym ręki, ale to nie oznacza, że nie sposób nas nagrodzić. Spytałam introwertyków, jaki rodzaj aktywności dodaje im energii. Nie zaskoczyło mnie, że wszyscy wymienili czynności wykonywane samotnie albo razem z kilkoma osobami, których towarzystwo sprawia im przyjemność.

„Przyjemną nagrodą jest samotna kolacja. Nawet się wtedy ładnie ubieram. Albo przejażdżka rowerowa po mieście. Najbardziej lubię wąskie alejki, bo są cichsze, a jest tam mnóstwo ciekawych rzeczy”. Joe

„Lubię spotykać się z jedną lub dwiema lubianymi osobami w swobodnym otoczeniu”. Marissa

„Najlepiej się czuję, kiedy kończę czytać dobrą książkę. Możliwość zajrzenia w cudzy umysł to coś cudownego”. Austin

„Lubię biegać, słuchając mojej ulubionej muzyki i obserwując otoczenie”. Shanna

„Najbardziej lubię po prostu włóczyć się po mieście ze słuchawkami na uszach i z aparatem”. Piper

„O dziwo, lubię myć naczynia. Może się to wydawać monotonne, ale to czas dla mnie, który działa terapeutycznie, bo nie muszę wtedy myśleć. Mogę tylko marzyć”. Hannah

„Wspinaczka! Nie ma nic lepszego od porządnej, samotnej dwunastogodzinnej wspinaczki po White Mountains”. Chris

„Lubię siedzieć w sypialni, słuchając dobrej muzyki, cieszyć się jedzeniem w pustej restauracji i spokojnie robić zakupy w pustym centrum handlowym”. Tina

Historia pochodzenia introwertyków

Jeśli jesteś introwertykiem, twój dopaminowy układ nagrody nie jest równie aktywny, co u twojego ekstrawertycznego przyjaciela czy partnera. Dlaczego? Czy taki się po prostu urodziłeś, czy może w pewnym momencie życia przytrafiło ci się coś, co cię takim uczyniło? To stary spór nature vs. nurture (natura czy wychowanie). Czy to, kim jesteś, jest zapisane w DNA, czy stajesz się takim za sprawą życiowych doświadczeń?

Introwertycy często na ten temat dyskutują. W komentarzach pod artykułami na Introvert, Dear i w grupie facebookowej skupionej wokół strony, introwertycy dyskutują o „pochodzeniu” swojej introwersji. Piszą na przykład: „Byłem ekstrawertykiem, póki dzieciaki w szkole nie zaczęły mnie nękać. Straciłem pewność siebie i zmieniłem się w introwertyka”. Albo: „Wychowali mnie introwertyczni rodzice, którzy chcieli, żeby wokół zawsze panowała cisza. Przyzwyczaiłam się do milczenia”. Albo nawet: „Kiedy zerwała ze mną dziewczyna, stałem się introwertykiem, który nie lubi wychodzić z domu”. Czy to prawda? Czy to okoliczności zmieniły tych ludzi w introwertyków?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, przyjrzyjmy się historii pochodzenia introwertyków. Każdy superbohater ma taką historię. Superman wylądował na Ziemi jako małe dziecko, wysłany tu przez swojego ojca-naukowca na chwilę przed zniszczeniem jego planety. Kiedy zabito rodziców młodego Bruce’a Wayne’a, ten przysiągł, że oczyści Gotham City ze zła, i przywdział strój Batmana. A jaka jest historia pochodzenia introwertyków?

Chcąc ją poznać, trzeba najpierw zrozumieć różnicę między temperamentem a osobowością. Doktor Nancy Snidman, badaczka z Jednostki Rozwoju Dziecka (Child Development Unit) z Uniwersytetu w Massachusetts, powiedziała mi w wywiadzie, że temperament składa się z czynników genetycznych i biologicznych, które wpływają na to, jak postrzegamy otoczenie i jak na nie reagujemy. Pamiętaj, że introwersja i ekstrawersja to temperamenty. Osobowość z kolei to mieszanka temperamentu i środowiska. Kiedy używam w tej książce słowa „osobowość”, nie mówię o typie osobowości według testu Myersa-Briggsa, o Enneagramie ani niczym podobnym. Mam natomiast na myśli kombinację cech, które tworzą twój wyjątkowy charakter. O twojej introwersji ze stertą życiowych doświadczeń na wierzchu.

Prawdopodobnie urodziłeś się jako introwertyk. Introwersja była zakodowana w twoim DNA od pierwszego dnia. Kiedy się urodziłeś, twój dopaminowy układ nagrody był mniej aktywny niż u twoich ekstrawertycznych rówieśników. Dorastając, reagowałeś na swoje otoczenie jak introwertyk. Być może byłeś dzieckiem ostrożnym, łapałeś się nogi rodzica, zamiast radośnie pędzić do innych dzieci.

Snidman i jej koledzy obserwują to, badając małe dzieci. Około 40 procent niemowląt jest, jak je nazywa, „behawioralnie nieskrępowana”, co oznacza, że nie reagują silnie na nieznane światła, dźwięki, przedmioty czy ludzi. Zachowują spokój i nie boją się nowości. Od 15 do 20 procent niemowląt reaguje dokładnie odwrotnie. Kiedy zostają wystawione na nowe bodźce, machają rękami i nogami, płaczą lub inaczej okazują pobudzenie.

Według Snidman nasza reakcja na nowości nieszczególnie zmienia się z biegiem czasu. Dzieci, które spokojnie przyjmują bodźce, prawdopodobnie będą je spokojnie przyjmować także w dorosłym życiu; te, które bardzo silnie na nie reagują, najprawdopodobniej wyrosną na nieśmiałych, niespokojnych dorosłych. Potwierdza to teorię, że rodzimy się z określonym temperamentem, który towarzyszy nam całe życie. Dlaczego w ogóle odpowiedź na to pytanie ma znaczenie? Otóż nie chcesz przecież spędzić całego życia, udając kogoś, kim nie jesteś. Jako introwertyk musisz zaakceptować, że twoje potrzeby będą zawsze nieco różne od potrzeb ekstrawertyków, i nauczyć się pracować ze swoją introwersją, zamiast z nią walczyć.

Introwertyczne dzieci

Kiedy spytasz introwertyków, jacy byli w dzieciństwie, od razu się przekonasz, że introwersja objawia się wcześnie. Jedna z moich introwertycznych rozmówczyń, Jessica, powiedziała mi, że nigdy nie miała dużych grup przyjaciół. Lubiła bawić się sama swoim domkiem dla lalek, czytać i się przebierać. Kiedy już spędzała czas z innymi dziećmi, były to zazwyczaj małe grupki. „Przez większość dzieciństwa miałam tylko jedną czy dwie bliskie przyjaciółki” – mówi.

Richard miał fioła na punkcie książek. „Nie chciałem, żeby mi ktokolwiek przeszkadzał” – mówi mi. „Kiedy byłem młodszy, czułem, że nie pasuję. Nikt nie chce z tobą gadać, jeśli nie grasz w kosza, nie chodzisz do tej samej szkoły i nie masz nic do powiedzenia o nowych butach”. Na szczęście z biegiem lat sytuacja się poprawiła. „W liceum było lepiej, bo zazwyczaj spędzałem czas z gotami i graczami” – mówi.

Nicole była tym dzieckiem, o którym wszyscy zapominali – taka była cichutka. „Zawsze bawiłam się sama” – mówi. „Nigdy nie zależało mi na dużej grupie przyjaciół”. Nawet kiedy była niemowlęciem, rodzice mogli położyć ją na kocyku z paroma zabawkami i się odwrócić. Kiedy na nią zerkali, „wciąż byłam w tym samym miejscu, bawiąc się sama ze sobą” – mówi.

Pięćdziesięcioletnia dziś Lori twierdzi, że jest dokładnie taka sama jak w dzieciństwie. „Najlepiej czuję się w samotności” – mówi. „Wiedziałam, że jestem inna, i wciąż to wiem. Uwielbiam być sama”.