Ślub jak z bajki

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jennie Lucas

Ślub jak z bajki

Tłumaczenie: Ewelina Grychtoł

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2020

Tytuł oryginału: The Heir the Prince Secures

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2018

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2018 by Jennie Lucas

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2020

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie Ekstra są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-4953-9

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dla Tess Foster miłość była wszystkim.

Nie sama miłość. Romantyzm. Róże, zamki i czekoladki.

Jako nieśmiała nastolatka, mieszkająca na poddaszu piekarni wujka na Brooklynie, Tess starała się utrzymać swoje romantyczne marzenia w sekrecie. W świecie wolnego seksu i przygód na jedną noc wstydziła się być dziewicą. Podczas gdy jej koleżanki z chichotem opowiadały sobie o pierwszych erotycznych doświadczeniach, Tess w tajemnicy przed wszystkimi marzyła o przystojnym księciu z bajki.

A potem, w wieku dwudziestu czterech lat, poznała Stefana.

Tamtego wieczoru była kelnerką na przyjęciu hiszpańskiego potentata medialnego. Niosąc tacę kieliszków z szampanem przez tłum gwiazd, martwiła się, czy będzie ją stać na kolejny semestr studiów. A potem napotkała spojrzenie przystojnego nieznajomego. To było to. Jedno spojrzenie, od którego niemal ugięły się pod nią kolana. Nikt dotąd nie patrzył na nią w ten sposób. Jakby cicha, nieśmiała Tess nagle stała się najbardziej fascynującą kobietą na świecie.

A mężczyzna, który na nią patrzył...

Smagły i przystojny, miał na sobie idealnie skrojony smoking, który ledwo maskował jego muskularną sylwetkę. Jego ciemne oczy zdawały płonąć.

Buonasera – powiedział ochryple.

Tess gwałtownie obróciła do niego srebrną tacę.

– Szampana?

– Nie. – Mężczyzna wymownie spojrzał na trzymany w dłoni kieliszek martini. – Nie chcę szampana.

– W takim razie czy mogę w czymś pomóc?

W jego głosie brzmiał ledwo dołyszalny południowy akcent.

– Chcę poznać twoje imię.

Tak zaczęła się przygoda życia Tess. Kiedy skończyła zmianę, mężczyzna zawiózł ją na romantyczną kolację w najbardziej ekskluzywnej restauracji w Nowym Jorku. Później zaproponował, żeby poszli potańczyć w klubie. Tess zwróciła uwagę, że nie jest odpowiednio ubrana; wówczas zabrał ją do butiku i kupił jej sukienkę. Próbowała się opierać, ale to było silniejsze od niej.

Przetańczyła w jego ramionach długie godziny. Wreszcie pocałował ją i zaprosił do swojego apartamentu w luksusowym hotelu Leighton. Tess ani przez sekundę nie zastanawiała się nad odpowiedzią. Tej nocy odebrał jej dziewictwo. Więcej; uwiódł ją. Sprawił, że go pokochała.

Następnego ranka obudziła się sama w pustym apartamencie. A kilka tygodni później odkryła, że jest w ciąży. Przez ostatnich czternaście miesięcy uparcie powtarzała, że pewnego dnia Stefano wróci po nią i jej dziecko. Nie zwracała uwagi na argumenty swoich dwóch przyjaciółek, Hallie Hatfield i Loli Prince, które usiłowały przemówić jej do rozsądku. Wypadki chodziły po ludziach. Tess wymyśliła każdą możliwą przyczynę jego milczenia, prócz tej, która nasuwała się sama.

Ale nawet jej cierpliwość musiała się kiedyś wyczerpać.

Ze wzrokiem wbitym w ziemię wyszła z nowojorskiego hotelu Campania, pchając przed sobą wózek. Była ciepła wrześniowa noc i mimo późnej pory miasto dopiero zaczynało żyć. Z teatrów na Broadwayu wylewały się tłumy widzów, roztaczając atmosferę beztroskiej zabawy. Tess czuła się pusta i smutna. Właśnie była świadkiem niesamowitego występu Hallie na sali koncertowej hotelu jej męża. Kiedy przyjaciółka Tess skończyła śpiewać, Cristiano publicznie wyznał jej miłość. Tess cieszyła się szczęściem Hallie. Naprawdę. Normalnie na widok szczęśliwie zakochanej pary pomyślałaby, że może ona też ma szansę.

Ale nie dzisiaj.

Od czwartej rano pracowała w piekarni wujka i zajmowała się dzieckiem. Czuła się spocona i wyczerpana. Spojrzała na swoją śliczną córeczkę i coś ścisnęło ją w gardle. Usłyszała w głowie cierpki głos Loli: „Daj spokój. On nie wróci, Tess”.

Zatrzymała się i otarła łzy z oczu, nie zwracając uwagi na mijający ją tłum. Wolała wrócić do domu metrem niż prosić Hallie o podwiezienie i ryzykować, że się przed nią rozpłacze. Przyjaciółka zawsze śmiała się z jej radosnego optymizmu. Nie mogła dać po sobie poznać, co naprawdę czuje. Wiedziała, że nie powinna wychodzić bez słowa. Wzięła głęboki oddech i spróbowała się uśmiechnąć. Wejdzie z powrotem do środka i pogratuluje Hallie udanego występu. A jeśli zapyta, dlaczego płacze...

Obróciła się i wpadła prosto na ścianę.

Nie na ścianę. Na mężczyznę.

Od samej siły uderzenia pociemniało jej przed oczami. Oszołomiona, poderwała głowę.

– Przepraszam pana! – wypaliła. – To moja wina...

A potem zdała sobie sprawę, na kogo patrzy. Przez kilka sekund nie mogła oddychać. Z walącym sercem patrzyła na przystojną, na wpół skrytą w mroku twarz mężczyzny.

– Stefano? – szepnęła. – To naprawdę ty?

Znała te ciemne oczy. Te okrutne, zmysłowe usta. Znała każdy centymetr jego ciała. Śniła o nim każdej nocy, od ponad roku.

– Tess...

Jej imię zabrzmiało w jego ustach jak pieszczota.

– Wróciłeś po mnie! – Tess rozpromieniła się. – Wróciłeś!

Stefano zacisnął usta i spojrzał na nią z góry.

– Czego chcesz?

Czego chciała? Chciała rzucić mu się na szyję, chciała krzyczeć ze szczęścia. Miała rację! Szczęśliwe zakończenia naprawdę istniały! Ale kiedy zrobiła krok w stronę Stefana, ten odsunął się od niej. Coś było nie tak. Przygryzła wargę, zdezorientowana.

– Tak się cieszę, że cię widzę. Pewnie dopiero wróciłeś?

– Wróciłem?

– Do Nowego Jorku. – Kiedy nie odpowiedział, mówiła dalej: – Tamtej nocy powiedziałeś mi, że musisz jechać do Europy, ale niedługo wrócisz...

– Ach, tak. – Po twarzy Stefana przesuwały się światła jadących ulicą samochodów. – Tego roku często odwiedzałem Nowy Jork.

– Byłeś tu przez cały czas? I nie chciałeś się ze mną zobaczyć?

Stefano westchnął ciężko.

– To była niesamowita noc, Tess. Ale nic więcej.

Czyli dla niego to była tylko przygoda?

Łatwo przyszło, łatwo poszło?

Czerwona ze wstydu, Tess przypomniała sobie, jak po wszystkim wyznała mu miłość. W swojej naiwności pozwoliła, by jej słowa płynęły prosto z serca. Przecież była szczęśliwa, jak nigdy w życiu. Cóż to mogło być, jeśli nie miłość?

Teraz rozumiała swój błąd.

– Książę Stefano! – Podbiegła do nich młoda dziewczyna. Wysoka, ciemnoskóra i ciemnowłosa, z pewnością musiała być modelką. Podała Stefanowi notatnik. – Zapomniał pan tego.

– Dziękuję, Kebe.

Dziewczyna odgarnęła z twarzy ciemne loki.

– Do zobaczenia w Paryżu. – To powiedziawszy odeszła, kołysząc biodrami.

– Kto to był? – szepnęła Tess.

– Znajoma. – Stefano rzucił okiem na śpiące w wózku dziecko. – Cóż, miło było się z tobą spotkać. – Jego ton był chłodny i uprzejmy. – Do widzenia.

Tess zachwiała się, jakby ją uderzył. Nie szukał jej. Nawet nie próbował. Przez cały ten czas sądziła, że pewnego dnia po nią wróci, niczym książę na białym koniu. A on po prostu spisał ją na straty. Podczas gdy ona rzuciła studia, by zapewnić byt sobie i swojemu dziecku, Stefano podróżował po świecie i świetnie się bawił. Wyglądało na to, że dopiero co był na randce z młodziutką modelką.

Stefano skrzywił się, widząc jej łzy.

– Tess, uznałem, że tak będzie dla ciebie najlepiej.

Kręcąc głową, Tess zrobiła krok do tyłu. Było jej niedobrze. Miała wrażenie, że zaraz zemdleje.

– No, już. Nie zachowuj się, jakbym złamał ci serce. Ile zajęło ci pozbieranie się? Kilka dni?

– Jak możesz tak mówić? – szepnęła.

Stefano znacząco spojrzał na dziewczynkę w wózku.

– Jest twoja, prawda?

„Tak. I twoja”, chciała powiedzieć Tess, ale słowa uwięzły jej w gardle.

– Co z jej ojcem? Co by powiedział, gdyby się dowiedział, że rozmawiamy?

– Ty mi powiedz.

– Skąd miałbym wiedzieć? – Stefano wyciągnął rękę i musnął jej policzek. Wbrew własnej woli Tess zadrżała pod jego dotykiem.

 

– Nie róbmy z tego nie wiadomo jakiej sensacji. Przeszłaś nad tym do porządku dziennego. Ja też. Tamta noc była przyjemna, ale pozbawiona głębszego znaczenia.

Przyjemna? Pozbawiona głębszego znaczenia?

– Tamta noc nic dla ciebie nie znaczyła? – wydusiła Tess przez ściśnięte gardło. – Zmieniłeś moje życie, wiesz?

– Przykro mi.

Tess przymknęła oczy, walcząc z dojmującym bólem w piersi.

– W porządku. Damy sobie radę.

Na drżących nogach odwróciła się i odeszła, popychając wózek. Pragnęła tylko jednego: znaleźć się jak najdalej od Stefana, gdzieś, gdzie będzie mogła wypłakać się w spokoju.

Stefano Zacco di Gioreale odprowadził wzrokiem Tess.

Była jeszcze piękniejsza, niż ją zapamiętał. Skłamał, mówiąc, że szybko przeszedł nad tym do porządku dziennego. Tak naprawdę przez cały ostatni rok starał się nie myśleć o jej rudych włosach, szmaragdowych oczach i pełnych różowych ustach. A przede wszystkim o tym, że wyznała mu miłość. Pragnął Tess, odkąd pierwszy raz ją ujrzał. Była tak piękna i ujmująca, że nigdy by nie pomyślał, że będzie jej pierwszym mężczyzną. Zorientował się dopiero, kiedy było już za późno. Na ogół wystrzegał się uwodzenia dziewic. Za łatwo się zakochiwały, a ich mrzonki o wspólnej przyszłości śmiertelnie go nudziły. Nie wiedziały, jak to rozegrać. Rozegrać? One nawet nie zdawały sobie sprawy z istnienia gry. Dlatego wyszedł. Nie miał wyboru. Jeśli Tess czuła się w nim zakochana po dwunastu godzinach, to co zrobiłaby po zakończniu romansu? Rzuciła się z dachu Empire State Building?

Nie. Lepiej było od razu ją uwolnić, zanim komukolwiek stała się krzywda. Istnienie dziecka dowiodło słuszności jego wyboru. Stefano mimo woli wyobraził sobie, jak inny mężczyzna bierze Tess w ramiona i robi z nią to samo, co on. Ze wstrętem odsunął od siebie tę myśl. On przynajmniej się zabezpieczał, nie to, co tamten drugi. To musiała być wpadka; w innym wypadku dlaczego Tess nie miała na palcu obrączki? Wiedział, że bardzo zależało jej na ślubie jak z bajki.

On, książę miliarder, wychowany w sycylijskim zamku, nie wierzył w bajki.

Mimo to, patrząc, jak Tess znika za rogiem, poczuł ukłucie żalu. Dlaczego? Co w niej było takiego, że nie mógł o niej zapomnieć? Zmusił się, by ruszyć z powrotem w stronę hotelu, ale po kilku krokach zatrzymał się. Coś tu się nie zgadzało.

„Zmieniłeś moje życie”. Mówiąc to, Tess spojrzała na wózek. Na dziecko.

„Damy sobie radę.”

Nie mówiła tylko o sobie. Stefano warknął gniewnie i ruszył w ślad za Tess.

Dogonił ją na rogu Times Square. Złapał ją za ramię i zmusił, by na niego spojrzała.

– Czekaj.

W oczach Tess błyszczały łzy.

– Na co? Na ciebie? A jak myślisz, co robiłam przez ostatni rok?

Jej głos zabrzmał oskarżycielsko. Mimo woli Stefano opuścił wzrok na jej pełne, różowe usta, a potem niżej, na wąską talię i krągłe biodra. Burza płomiennie rudych włosów opadała jej na ramiona. Była inna niż wszystkie kobiety, z jakimi dotąd sypiał. Pragnął jej bardziej niż którejkolwiek z nich. Dlaczego? Tylko dlatego, że była niedostępna?

Zacisnął pięści i zmusił się, by oderwać od niej wzrok. Zamiast tego spojrzał na śpiącą w wózku dziewczynkę. Nie. To nie moga być prawda. Ale choć powtarzał sobie, że nie widzi żadnego podobieństwa, podejrzenia nie dawały mu spokoju.

– Opowiedz mi o niej.

– Co chciałbyś wiedzieć?

– Jak ma na imię?

– Esme.

– A na nazwisko?

– Foster, tak jak ja.

– Kto jest jej ojcem?

Tesss podniosła na niego gniewne, zapłakane spojrzenie.

– Ty, Stefano.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Nie. – Stefano zrobił krok do tyłu, patrząc na śpiącą dziewczynkę. – To nie może być prawda. Skąd wiesz, że jest moją córką?

– Jesteś jedynym mężczyzną, z jakim kiedykolwiek się kochałam.

– Ale przecież byliśmy ostrożni. Zabezpieczyliśmy się...

Stefano wyglądał na tak wstrząśniętego, że Tess prawie mu współczuła. Prawie. Jak mogłaby żałować kogoś, kto porzucił ją i Esme?

– Wiesz, prezerwatywy nie są w stu procentach skuteczne.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś?

– Nie znałam nawet twojego nazwiska! – oburzyła się Tess. – Nie wiedziałabym, jak się z tobą skontaktować. Ponad rok czekałam, że ty to zrobisz. – Łzy cisnęły jej się do oczu. – Wszyscy śmiali się z mojej naiwności. Byłam w tobie zakochana, miałam urodzić ci dziecko, a nawet nie znałam twojego nazwiska!

Esme zapłakała głośno. Tess podniosła z chodnika upuszczoną pluszową żyrafę i z powrotem podała ją dziewczynce.

– Zacco – powiedział nagle Stefano. – Tak mam na nazwisko.

– Zacco? Jak ten dom mody?

– Owszem – potwierdził Stefano. – Założył go mój dziadek. Niedługo zamierzam go odkupić.

– Nie należy do ciebie? Jak to możliwe, że firma, której nazwa pochodzi od nazwiska twojej rodziny, jest w cudzych rękach?

Stefano skrzywił się gniewnie.

– Jak to możliwe, że zaszłaś w ciążę?

Chłód w jego głosie zabolał Tess. To, że ją odrzucił, to jedno; ale nie miał prawa tak samo potraktować ich dziecka!

– Właśnie się dowiedziałeś, że masz córkę. – Tess oparła się o wózek, walcząc z zawrotami głowy. – To wszystko, co masz do powiedzenia?

– Skąd mam wiedzieć, że jest moja?

– Przestań o to pytać! Już ci powiedziałam!

– Twoje słowo mi nie wystarczy. Potrzebuję dowodu.

Zraniona i rozczarowana, Tesss obróciła się w stronę wózka.

– Zapomnij. Nie potrzebujemy cię.

– Przykro mi, że cię zraniłem...

– Przykro? – Głos Tess załamał się lekko. – Wcale nie jest ci przykro!

– Mylisz się – sprzeciwił się Stefano. – Przykro mi, że nie zauważyłem, że jesteś dziewicą, póki nie było za późno. Przykro mi, że wyobrażałaś sobie, że mnie kochasz, choć nawet mnie nie znałaś. Przykro mi, że próbujesz mi wmówić, że to moje dziecko!

– Wmówić? – Przez łzy Tess ledwo widziała jego przystojną twarz. – Masz rację. Wcale cię nie znam.

Nie mogła uwierzyć, że tak bardzo się pomyliła. Nawet teraz Stefano wyglądał jak ucieleśnienie jej marzeń, wysoki i potężny w swoim ciemnym garniturze. Sam jego zapach, przywodzący na myśl gorącą letnią noc, sprawiał, że serce ściskało jej się z tęsknoty.

Stefano położył dłonie na jej ramionach. Jego ciemne oczy przewiercały ją na wylot.

– Nigdy niczego ci nie obiecywałem.

Tess na moment zaparło dech w piersi. Mimo woli jej wzrok padł na jego wąskie, zmysłowe usta.

– Wiem – szepnęła.

Usłyszała, jak Stefano gwałtownie wciąga powietrze. Podniosła wzrok i aż się cofnęła na widok pożądania płonącego w jego oczach. Nie dość szybko. Jednym ruchem przyciągnął ją do siebie i złożył na jej ustach gorący pocałunek.

Cała tęsknota i namiętność, jakie Tess dusiła w sobie przez ostatni rok, wróciły ze zdwojoną mocą. Poddawała się jego sile, jego pieszczotom, rozkoszy, jaką jej sprawiał... dopóki nie przypomniała sobie, że właśnie złamał jej serce.

Nie. Nie!

Odepchnęła go w panice.

– Jak śmiesz mi to robić!

Stefano wyglądał na zdezorientowanego.

– Tess...

– Zostaw mnie w spokoju. – Głos Tess drżał od wstrzymywanego płaczu.

Otarła usta rękawem, starając się nie myśleć o tym, co właśnie zrobił Stefano. Serce pękało jej z żalu i rozpaczy. I nagle uświadomiła sobie, że nie zdoła dotrzeć do stacji metra. Że zaraz osunie się na ziemię na oczach sprawcy wszystkich jej nieszczęść.

Nie. Musiała wrócić do hotelu, do Hallie i Loli. Nie obchodziło jej, co powiedzą na to wszystko. Jej życie waliło się w gruzach i tylko one mogły jej pomóc. Obróciła się i zaczęła pchać wózek z powrotem w stronę, z której przyszła. Na końcu ulicy widziała światła Campanii.

– Tess. – Stefano zaszedł ją z boku. – Niech cię szlag. Poczekaj.

To było już za wiele. Tess przymknęła oczy, czując, jak opuszcza ją resztka sił.

– Proszę – szepnęła. – Nie róbi mi tego.

Stefano zmarszczył brwi.

– Co się dzieje?

Coraz mocniej kręciło jej się w głowie. Czuła, jak kolana zaczynają się pod nią uginać.

Stefano w ostatniej chwili powstrzymał ją przed osunięciem się na ziemię.

– Tess?

Ostatnim, co zobaczyła, był niepokój w jego ciemnych oczach.

Minęła dłuższa chwila, zanim Tess zdała sobie sprawę, że ktoś trzyma ją na rękach. Niepewnie otworzyła oczy... a potem otworzyła je szerzej, nie wierząc w to, co widzi. Leżała w ramionach Stefana, który właśnie wnosił ją do hotelu.

– Esme...

– Jest z nami. Bezpieczna.

Tess popatrzyła nad jego ramieniem i zobaczyła hotelowego portiera, pchającego wózek.

– Postaw mnie.

– Nie. – Przystojna twarz Stefana pozostała niewzruszona. – Zemdlałaś.

– Już mi lepiej. Postaw mnie.

– Kiedy ostatni raz coś jadłaś?

– Dzisiaj rano?

– Nie jesteś pewna?

Tess pokręciła głową.

– Zaczęłam pracę o czwartej. Piekarnia otwiera się o szóstej, a mój wujek nie życzy sobie, żebym jadła przy klientach. Na przerwach zajmuję się Esme. – Tess odwróciła wzrok. – Chciałam coś zjeść wieczorem, ale Esme ciągle odwracała moją uwagę, więc ostatecznie wypiłam tylko kieliszek szampana.

Stefano pokręcił głową.

– Poczekasz u mnie na lekarza.

– Nie musisz, naprawdę...

– Lekarz sprawdzi, czy z twoim zdrowiem wszystko w porządku, a potem zrobimy test na ojcostwo.

Tess zesztywniała. Jak mógł tego od niej żądać? Jej słowo powinno mu wystarczyć!

Wielkie luksusowe lobby Campanii było urządzone w stylu lat pięćdziesiątych. Na rzeźbionym suficie wisiały olbrzymie kryształowe żyrandole, a elegancko ubrani goście przechadzali się po dębowym parkiecie. Tess czuła na sobie ich spojrzenia.

– Dobry wieczór, książę – pozdrowiła Stefana nieznajoma kobieta, z ciekawością patrząc na Tess.

Stefano tylko skinął głową i poszedł dalej.

– Książę? – Tess podniosła na niego wzrok. – Tak samo nazwała cię tamta dziewczyna. Myślałam, że to żart.

– Teoretycznie naprawdę jestem księciem.

– Teoretycznie?

– Włochy są republiką. Tytuły szlacheckie mają wyłącznie symboliczne znaczenie. Ale moi przodkowie byli książętami Gioreale od stuleci.

– Gioreale? To jakieś miejsce?

– Na Sycylii. Kiedyś było to ważne miasto kupieckie. Teraz jest cieniem dawnej świetności. – Uśmiechnął się ironicznie. – A ja jestem księciem cieni.

Tess odniosła wrażenie, że po jego twarzy przemknął smutek.

– Panno Foster. – Pan Loggia, menedżer hotelowy, podszedł do nich z zaniepokojoną miną. – Coś się stało?

– Zemdlała – poinformował go portier. – Książę Stefano powiadomił mnie, że potrzebuje pomocy.

– Rozumiem. – Menedżer nie wyglądał na przekonanego. – Jak do tego doszło? Panno Foster?

Tess poczuła, jak ramiona Stefana zaciskają się odrobinę mocniej.

– To prawda – przyznała. – Zemdlałam.

– Zabieram ją do mojego apartamentu – oznajmił zdecydowanie Stefano. – Wyślij do mnie lekarza i serwis hotelowy. Na co masz ochotę? – zapytał, przenosząc wzrok na Tess.

Jedzenie. Czy na pewno mówił o jedzeniu? Tess słabo pokręciła głową.

– Cokolwiek.

– Może jednak zawołam pannę Moretti? – zapytał menedżer, patrząc nieufnie to na jedno, to na drugie.

Przez moment Tess miała ochotę wykorzystać okazję do ucieczki. Ale potem popatrzyła na swoją głodną, kwilącą córkę i przypomniała sobie, że sama nigdy nie poznała ojca. Jeśli istniała jakakolwiek szansa, że Stefano będzie chciał uczestniczyć w życiu swojego dziecka, należało ją wykorzystać.

– W porządku, panie Loggia – powiedziała cichym, zrezygnowanym głosem. – Ufam mu.

Stefano wyczuwalnie się odprężył.

– Skoro tak mówisz – westchnął menedżer. – Zaraz przyślę lekarza i serwis.

Grazie – podziękował krótko Stefano i skierował się w stronę windy. Portier pchał wózek za nimi.

– Pan Loggia chyba cię nie lubi – zauważyła Tess.

– Nie – przyznał Stefano. – Mimo że jestem jego najhojniejszym gościem. Ale jego szef mnie nie znosi.

– Cristiano cię nie znosi? Dlaczego?

– Znasz Morettiego?

– Jego żona Hallie jest moją przyjaciółką.

– On i ja braliśmy udział w wyścigu w zeszłym roku. Walczyliśmy o pierwsze miejsce. Jego samochód był na mojej drodze, więc lekko go zepchnąłem.

 

– Zepchnąłeś go z drogi?!

– Blokował mnie. Oszukiwał. Kiedy ogłoszono moje zwycięstwo, próbował mnie uderzyć.

Tess nie wyobrażała sobie Cristiana, który traci zimną krew.

– Uderzył cię?

– Próbował. – Stefano skrył zadowolony uśmiech. – Przyjaciele go powstrzymali. Nie czułem potrzeby, żeby mu oddać. Po prostu nie był w stanie pogodzić się z przegraną.

– W życiu nie zawsze chodzi o to, żeby wygrać.

Stefano zmarszczył brwi.

– Nie?

Drzwi windy otworzyły się. Stefano wszedł do środka, robiąc miejsce dla portiera z wózkiem.

– Jeśli tak bardzo nie lubisz Cristiana, to dlaczego wybrałeś jego hotel?

– Bo bawi mnie fakt, że musi mi usługiwać.

– Może ci napluć do jedzenia.

– Nie zrobiłby tego. Prawda, Dalton?

– Na pewno nie – zaprzeczył z przekonaniem portier. – Za dobrze pan płaci.

Stefano uśmiechnął się, a potem spojrzał na Tess.

– Znam Morettiego. Jest zbyt dumny ze swojego hotelu, by pozwolić sobie na złe obsłużenie gościa. Nawet mnie.

– Nie przeszkadza ci ten konflikt? – zapytała bezradnie Tess.

– Nie.

– Podoba ci się to! – zadumiała się.

Stefano uśmiechnął się.

– Miarą mężczyzny jest to, jakich ma wrogów.

– Moja matka mówiła, że miarą jego mężczyzny jest jego miłość do rodziny i lojalność wobec przyjaciół.

– To najbardziej sentymentalna rzecz, jaką słyszałem w życiu – parsknął Stefano. – Kim była twoja matka?

– Aktorką teatralną. – Tess z ukłuciem tęsknoty przypomniała sobie matkę, biedną aktorkę obwoźnego wiejskiego teatru. – Chociaż niezbyt utalentowaną.

– A twój ojciec?

Wspomnienie ojca też zabolało, choć w inny sposób.

– Moja matka sama mnie wychowała. Przy okazji, możesz mnie postawić. Ustoję na nogach.

– Jeszcze nie. Dopiero, kiedy będziemy w moim apartamencie.

Tess westchnęła i z rezygnacją patrzyła, jak na tablicy podświetlają się kolejne piętra. Jej córka znowu zapłakała cicho. Była głodna i zmęczona, a wyglądało na to, że nie dotrą do domu przed północą. Bała się, co na to powie jej wujek.

Stefano opuścił windę i skierował się w stronę apartamentu. Dalton otworzył przed nim drzwi.

Tess oniemiała z zachwytu.

Apartament królewski zajmował cały róg jednego z najwyższych pięter Campanii. Przeszklone ściany sprawiały, że z każdego pomieszczenia otwierał się wspaniały widok na panoramę Manhattanu. Stefano zaniósł Tess do eleganckiego salonu i łagodnie położył ją na białej kanapie.

– Zimno ci? Chcesz koc?

– Nie żartuj. Nie jestem niepełnosprawna. – Tess spróbowała się podnieść, ale zakręciło jej się w głowie i opadła z powrotem na poduszki. – Po prostu chcę zobaczyć moją córkę...

Stefano bez słowa wrócił do foyer.

– Dziękuję za pomoc – powiedział, podając Daltonowi plik banknotów.

– Dziękuję, Wasza Wysokość – odparł radośnie portier. Skinął Tess na pożegnanie i wyszedł.

Stefano uklęknął przed wózkiem, odpiął dziewczynkę i wziął ją na ręce. Ojciec i córka popatrzyli na siebie identycznymi, ciemnymi oczami. Esme przestała kwilić. Wyciągnęła rączkę i dotknęła twarzy ojca. Stefano zaśmiał się cicho. Wyraz jego twarzy zmienił się. Był niemal... czuły.

Po chwili wahania wrócił do kanapy i oddał dziecko matce.

– Potrzebujesz czegoś jeszcze? – zapytał.

Tess pokręciła głową. Była jedna rzecz, której pragnęła niemal nad życie, ale nie mogła go o nią poprosić. Patrząc, jak Stefano trzyma na rękach jej córkę, chciała, żeby był tym, za kogo go uważała.

Dwie godziny później Stefano zamknął za lekarzem drzwi apartamentu. Tess i Esme spały na białej kanapie. Na stoliku przed nimi stała pusta taca po zupie i kanapkach. Ostrożnie do nich podszedł. Nawet w półmroku widział cienie pod oczami Tess. Zdążyła zasnąć w ciągu tych kilku minut, podczas których rozmawiał z lekarzem.

– Potrzebuje odpoczynku – powiedział lekarz. – Za ciężko pracuje. Potrzebuje, żeby ktoś się nią zaopiekował.

Tess miała nad Stefanem niezwykłą władzę. Wciąż czuł jej pocałunek, pamiętał, jak cudownie było czuć w ramionach jej ciało. Pragnął jej. A ona była tutaj, w jego apartamencie. Mimo woli popatrzył w stronę drzwi sypialni. Szybko odepchnął od siebie tę myśl. Były rzeczy ważniejsze niż seks.

Popatrzył na dziecko śpiące w jej ramionach. Esme spała od kilku godzin, co wydawało się właściwe, skoro było po północy. Nie wiedział zbyt wiele o dzieciach, ale choć jego własne dzieciństwo było dalekie od ideału, niania co wieczór pilnowała, żeby wcześnie znalazł się w łóżku. Mimo całego swojego egoizmu rodzice przynajmniej tyle zdołali mu zapewnić. Jeśli test wykaże, że Esme jest jego córką, to jemu nie udało się nawet to. Nie wiedząc o tym, zostawił ciężarną Tess bez środków do życia.

Bezwiednie zacisnął pięści. Nie chciał jej skrzywdzić. Zostawiając ją, próbował ją ochronić przed miłością do niego. Nie był pewien, czym właściwie jest miłość. Czy istniała naprawdę, a on był w jakiś sposób wybrakowany, skoro nigdy jej nie czuł? Czy też inni ludzie oszukiwali samych siebie? Wolał wierzyć w to drugie.

Ale nigdy nie znał takiej kobiety jak Tess. Czy naprawdę była tak niewinna, że oddała mu serce i dziewictwo, a potem urodziła mu dziecko, wierząc, że wróci? Nigdy nie poznał nikogo tak bezinteresownego. Była dokładnym przeciwieństwem ludzi, wśród których się obracał, włączając w to zwłaszcza jego rodziców.

Ojca Stefana, księcia Umberta, interesowało wyłącznie bogactwo i romanse. Zdradzał nie tylko swoją żonę, ale też kochanki. Doprowadził rodzinną firmę na skraj upadku, a potem sprzedał ją podczas rozwodu. Po tym matka Stefana, Antonella, wzięła ślub jeszcze pięć razy, z coraz młodszymi mężczyznami, z których każdy żerował na jej pieniądzach i na koniec domagał się sowitej odprawy. Rodzice Stefana byli zbyt egoistyczni, żeby osobiście opiekować się synem, więc po prostu zostawili to służbie. W wieku dwunastu lat wysłano go do amerykańskiej szkoły z internatem i zostawiono tam, nawet na okres wakacji.

Legendarny dom mody, spuścizna rodu Zacco, została utracona przez egoizm jego rodzców. Po śmierci ojca Stefano nie odziedziczył prawie nic: ot, rozpadający się zamek na Sycylii i podupadłą firmę galanteryjną, w którą ostatecznie przeistoczyło się w Gioreale.

W prawdziwym życiu każdy mógł liczyć tylko na siebie. Stefano miał okazję przekonać się o prawdziwości tego stwierdzenia. A życie było grą, którą zamierzał wygrać.

W ciągu ostatnich szesnastu lat odbudował wszystko, co stracili jego rodzice. Jego międzynarodowy konglomerat, spóka Gioreale, skupiała w sobie dziesiątki lukusowych marek, od szampana po sportowe samochody. Miał też własną markę ekskluzywnej odzieży, Mercurio.

To prawda, otwarcie Mercurio w zeszłym roku nie poszło tak dobrze, jak planował. Zatrudnił jednak znanego projektanta, modnego, ekscentrycznego Caspara von Schrecka. Premierę jego pierwszej kolekcji zapowiedziano na tydzień mody w Paryżu. Wkrótce potem, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Stefano osiągnie to, czego pragnął najbardziej: odkupi Zacco.

Powinien być szczęśliwy lub przynajmniej zadowolony. Ale prawda była taka, że w wieku trzydziestu ośmiu lat czuł przede wszystkim zmęczenie. To dlatego wcześniej wyszedł z przyjęcia i polecił swojemu kierowcy, żeby zawiózł nastoletnią modelkę Kebe Kedane do domu. Kiedyś uwielbiał nowojorski tydzień mody. Przyjęcia, klub, piękne kobiety... Ale ostatnio wszystko, czego najbardziej pragnął w życiu, przestało go cieszyć. Chciał czegoś innego. Czegoś więcej.

Powiedział sobie, że kiedy tylko odzyska Zacco, wszystko się zmieni. W przyszłym tygodniu zamierzał rozpocząć negocjacje z Fenellą Montfort. Kiedy dobiegną końca, nareszcie poczuje ulgę.

Nareszcie wygra.

– Och... – Tess ziewnęła, przeciągnęła się i usiadła na kanapie. Potarła oczy. – Chyba zasnęłam...

– Jesteś zmęczona – odparł Stefano. – Chciałbym, żebyś spędziła tu noc.

Tess zaczerwieniła się i spuściła rzęsy.

– To bardzo miłe z twojej strony, ale...

– Nie chodzi o uprzejmość. Chcę załatwić tę sprawę, w ten czy inny sposób, zanim jutro wylecę do Londynu.

– Do Londynu?

– Tak, na tydzień mody.

– Znowu? Musisz być na wszystkich?

– Owszem, krążę od jednego do drugiego. – Stefano uśmiechnął się ironicznie. – Nowy Jork, Londyn, Mediolan, Paryż. Mam markę odzieżową.

– Ale nie Zacco? – Tess wyglądała na zagubioną.

– Nie, Mercurio. – Stefano przestał się uśmiechać. – Mój ojciec sprzedał Zacco prawie dwadzieścia lat temu. Zamierzam je odkupić. W Londynie rozpocznę negocjacje.

– Cieszę się. – Transakcja, która tyle dla niego znaczyła, wydawała się ani trochę nie interesować Tess. Przeciągnęła się, a koszula na moment opięła jej się na piersiach. Stefano z trudem skupił wzrok z powrotem na jej twarzy.

– Kiedy wrócisz z Europy?

– Nie wiem.

Tess wstała z kanapy, uważając, by nie obudzić śpiącej w jej ramionach dziewczynki.

– Dziękuję za kolację i gościnność, ale Esme i ja naprawdę powinnyśmy wracać do domu.

Ruszyła w stronę foyer, ale Stefano zagrodził jej drogę.