Buddyzm. Jeden nauczyciel, wiele tradycji

Tekst
Z serii: Dalajlama
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Słowo wstępne

Zarówno Dalajlama, jak i ja wcześnie podjęliśmy się swoich życiowych zadań. On został rozpoznany jako przywódca buddyzmu tybetańskiego, kiedy miał zaledwie kilka lat, niewiele wcześniej niż ja, mając dwanaście lat, zostałem mnichem w tradycji buddyzmu therawady na mojej rodzinnej Sri Lance. Spotkały się więc właściwe przyczyny i skutki, które sprawiły, że niemal w tym samym czasie rozpoczęliśmy swoje misje chronienia mądrości Buddy i dzielenia się nią z innymi.

Po raz pierwszy spotkałem Dalajlamę w Indiach w roku 1956, w świętym miejscu buddyzmu – Sańći. Przebywał on tam z wizytą podczas jednej z pierwszych podróży poza ojczyznę, na trzy lata przed jego ucieczką z kraju. Kolejne spotkanie odbyło się dopiero w 1993 roku podczas Światowego Kongresu Religii w Chicago. Mimo iż nie spotykamy się często, to dzięki jego mądrości i uczciwości w dzieleniu się dhammą[1] stale czuję z nim wewnętrzny związek. Z głęboką więc wdzięcznością i podziwem dla jego mądrości, z radością kreślę tych kilka słów otwierających nową książkę Jego Świątobliwości oraz czcigodnej Tubten Cziedryn, poświęconą naszej wspólnej buddyjskiej tradycji.

Ogólnie rzecz biorąc, ludzie mają dziś bardziej otwarte umysły niż w dawniejszych czasach. Choć na świecie nie brak konfliktów, jednoczy nas to, że jesteśmy coraz ściślej połączeni więzami ekonomicznymi i kulturowymi. Biorąc pod uwagę ten dominujący trend, także jedność buddystów jest nieunikniona. Chociaż my, buddyści therawady, od dawna spotykaliśmy się z buddystami innych tradycji, to gdy już wspólna konferencja czy panel się kończyły, każdy z nas szedł dalej swoją drogą.

Dobre książki poświęcone różnym tradycjom ukazują łączące nas wspólne punkty. Mówi się tam jednak niewiele o różnicach, które nas dzielą, zapewne przez wzgląd na dyskrecję. Jeżeli ktoś jednak wskazuje na owe różnice, nie należy poczytywać tego za nietakt. Między wieloma rodzajami buddyzmu istnieją różnice doktrynalne, również aspekty praktyki są inne w każdym kraju. Nawet w obrębie jednego kraju praktyki buddyjskie są odmienne w zależności od regionu lub grupy społecznej czy etnicznej. Jeżeli jesteśmy w stanie uczciwie przyjrzeć się tym tradycjom, stanowi to zdrowy objaw naszej siły i szczerości. W nauce Buddy nie ma nic do ukrycia. Niniejsza praca zasługuje na pochwałę, ponieważ uczciwie i w usystematyzowany sposób bada to, co łączy tradycje palijską i sanskrycką, zarazem nie ukrywając wielu różnic, które je cechują.

Dobrze jest dyskutować otwarcie o tym, co nas dzieli, ale błędem byłoby zbytnie skupianie się na różnicach, z pominięciem naszego wspólnego dziedzictwa. Obie tradycje, palijska i sanskrycka, poprzez uczciwe zachowanie nauk Buddy podjęły ogromny wysiłek, aby przynieść światu więcej pokoju. W każdej z tych tradycji trudno by znaleźć wezwania do wywyższania przemocą własnej religii ponad inne. Religijne politykowanie jest więc raczej obce naukom Buddy, ale niestety niektórzy nie umieją właściwie ich praktykować. U poszukujących „prawdziwej” dhammy pojawia się jakiś „entuzjazm”, tak silny, że skutkuje przeoczeniem bardzo podstawowych instrukcji Buddy, dotyczących sposobu nauczania dhammy bez wywoływania konfliktów.

W tym miejscu warto przytoczyć „Przypowieść o wężu” (MN 22). W tej sutcie porównano błędne zrozumienie dhammy do chwytania za ogon jadowitego węża. Jeżeli złapie się węża niewłaściwie, może on śmiertelnie ukąsić, lecz jeżeli chwyci się go właściwie, można zdobyć jego jad w celach leczniczych i wypuścić węża, nie doznając uszczerbku. Podobnie, musimy właściwie uchwycić znaczenie dhammy, ale nie przywiązywać się do niej. Złe jej wykorzystanie lub przywiązanie do dhammy może zatruć umysł w taki sam sposób, w jaki ukąszenie jadowitego węża zatruwa ciało, jednak zatrucie umysłu jest o wiele bardziej niebezpieczne.

Jeżeli właściwie uchwycimy znaczenie dhammy, możemy doświadczyć tego, co się zwie cudem nauki. Niewiedza jest bardzo mocno i głęboko zakorzeniona, dlatego Budda z początku się zastanawiał, czy będzie w stanie pomóc ludziom w zrozumieniu dhammy i uwolnieniu się od cierpienia. W końcu zaczął nauczać, a dzięki swej mądrości umiał przemieniać okrutników w świętych, nikczemników w mędrców, morderców w ludzi pokoju. Ten potencjał duchowej przemiany jest właśnie cudowną mocą nauki.

Abyśmy mogli sami doświadczyć tego cudu, musimy wejrzeć w nasze wnętrze. Prawda wewnętrzna, do której zawsze możemy dotrzeć, zwana jest dhammą. Ta prawda mówi: „Jeżeli chcesz być wolny od kłopotów, spójrz na mnie. Zadbaj o mnie”. Dhamma wewnętrznie stale do nas przemawia, nawet gdy jej nie słuchamy. Buddowie nie muszą przychodzić na ten świat, żeby dhamma mogła zaistnieć. Buddowie realizują dhammę i ją pojmują, potem jej nauczają i pozwalają nam ją poznać. Ale czy się jej naucza czy też nie, dhamma jest zawsze obecna wewnątrz nas. Jest widzialna i słyszalna, jeżeli tylko przetrzemy oczy i spojrzymy na nią.

Zaznajemy spokoju ducha w chwili, gdy porzucamy nienawiść. Musimy wypracować sobie nawyk dostrzegania tego, co naprawdę dzieje się w naszym wnętrzu, zamiast zrzucania winy na innych.

Nie pielęgnujemy ani nie krzewimy tradycji buddyjskiej tylko dla niej samej. Raczej zachowujemy nauki buddyjskie, przekazane nam przez poprzednie pokolenia, ponieważ nauki te i praktyka usuwają cierpienie i tworzą przyczyny szczęścia.

Gdy przyglądamy się głównym tradycjom buddyzmu, jak w tej książce, widzimy, że wniosły one do świata bogatą mozaikę wiedzy oraz kultury duchowej i społecznej. Ta wiedza umożliwia głęboki wgląd w istotę zdrowia psychicznego, w psychologię i filozofię. Obecne powszechne uznanie dla medytacji jest wynikiem zrozumienia tych spraw. Nie trzeba być buddystą, by cieszyć się korzyściami, jakie płyną z medytowania.

Buddyzm we wszystkich swoich formach stara się pokojowo współistnieć z innymi religiami, czym zwraca uwagę ludzi na całym świecie. Podążając za naczelnym przesłaniem Buddy, każdy powinien być człowiekiem pokoju. To jest coś, co nas łączy. Moim życzeniem jest, aby książka ta pomogła wszystkim buddystom uwolnić się od przywiązania do swoich przekonań i podjąć szczery dialog w atmosferze wzajemnego szacunku. Oby to pomogło wszystkim istotom w doświadczeniu wewnętrznej prawdy dhammy. Gdy nasz entuzjazm dla dhammy jest powodowany miłością, współczuciem, radością i bezstronnością, wtedy realizujemy główne przesłanie Buddy, jego misję pokoju.

Bhante Henepola Gunaratana

opat założyciel, The Bhavana Society

High View, Wirginia Zachodnia

[1] W książce zachowaliśmy oryginalną pisownię buddyjskich pojęć zgodną z tradycjami sanskrycką i palijską, na przykład: dharma – dhamma, nirwana – nibbana, sutra – sutta, arhat – arahant, arja – arija.

Prolog

Dzięki dobroci Buddy, który nauczał dharmy i ustanowił sanghę, wszystkim czującym istotom zostały przekazane nauki prowadzące do wyzwolenia. Z czasem, gdy nauki buddyjskie rozprzestrzeniły się po subkontynencie indyjskim, a potem przeniknęły do innych krajów, pojawiły się różne tradycje. W dawnych czasach, a nawet i obecnie, kontakty i komunikacja między przedstawicielami różnych tradycji były ograniczone. Niektórzy może nawet słyszeli o innych tradycjach, ale nie mieli okazji sprawdzenia wiarygodności tych informacji. Dlatego pojawiły się przekłamania, przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Teraz, w dwudziestym pierwszym wieku, dzięki lepszym środkom transportu i komunikacji, my jako uczniowie Buddy mamy możliwość poznania się wzajemnie w sposób bezpośredni. Dzięki nowym tłumaczeniom możemy studiować teksty kanoniczne oraz komentarze do nich autorstwa naszych wielkich mistrzów. A ponieważ dostępne przekłady stanowią tylko fragmenty wszystkich pism buddyjskich, pozostaje jeszcze do przeczytania ogromny zasób sutr i komentarzy. Dlatego ofiarowujemy ten skromny tom, który jest jak łączący nas most umożliwiający wzajemne poznanie się.

Mamy jednego Nauczyciela, doskonałego Buddę. Jeżeli nawiążemy bliższe kontakty, przyniesie to nam wiele korzyści. Ja sam miałem ogromne szczęście, iż poznałem wielu duchowych przywódców chrześcijaństwa, islamu, hinduizmu, judaizmu, dżinizmu i sikhizmu, ale przy tym nie miałem okazji, by w porównywalnym zakresie zaznajamiać się z wielkimi mistrzami i przywódcami różnych tradycji buddyjskich w Tybecie. Większość tybetańskich mnichów i świeckich praktykujących nie zna innych niż własna tradycji buddyjskich, przypuszczam też, że praktykujący z innych tradycji mało wiedzą o tybetańskim buddyzmie. Gdyby nasz Nauczyciel, Budda, pojawił się dziś na ziemi, czy byłby zadowolony z takiego stanu rzeczy? My wszyscy, jako jego duchowe dzieci, deklarujemy miłość wobec naszego „ojca”, jednak mimo że jesteśmy braćmi i siostrami, prawie wcale ze sobą nie rozmawiamy.

Na szczęście ostatnio ta sytuacja zaczyna ulegać zmianie. Wielu buddystów z Azji i z Zachodu przybywa do Dharamsali w Indiach, centrum tybetańskiej społeczności na wygnaniu. Z kolei wiele tybetańskich mnichów i mniszek odwiedza inne kraje. Nasz kontakt z braćmi i siostrami z tradycji therawady był minimalny, lecz i tu pojawiają się pęknięcia w murze, który nas dzielił od stuleci. Na przykład dwóch mnichów z Birmy, którzy studiują w Indiach, przyjechało mnie odwiedzić. Byli zainteresowani tradycją buddyzmu tybetańskiego. Chcieli poszerzyć swoją wiedzę o świecie buddyjskim, jednocześnie nie przestając praktykować własnej tradycji. Podziwiam ich motywację i zachęcam buddystów ze wszystkich szkół, aby dążyli do głębszego zrozumienia bogactwa nauk Buddy. Dzięki temu będziemy w stanie bardziej docenić wyjątkowe cechy Buddy jako Nauczyciela obdarzonego mądrością, współczuciem i zdolnością prowadzenia nas ku przebudzeniu.

 

Głównym celem tej książki jest nasze lepsze wzajemne poznanie. Wszyscy buddyści przyjmują schronienie w Trzech Klejnotach; nasze nauki są oparte na czterech szlachetnych prawdach (świadomości cierpienia, jego źródeł, możliwości jego przerwania i ścieżki prowadzącej do wyzwolenia), trzech wyższych treningach (etycznej dyscyplinie, koncentracji i mądrości) oraz czterech niezmierzonościach (miłości, współczuciu, radości i bezstronności). Wszyscy szukamy wolności od samsary, czyli cyklu odradzania się napędzanego przez niewiedzę i skażoną karmę. Kiedy poznamy nasze podobieństwa i różnice, będziemy bliżej jedności.

Innym celem tej książki jest wskazanie i sprostowanie wielowiekowych przekłamań, które dotyczą nas wszystkich. Pewni adepci therawady wierzą, iż tybetańscy mnisi nie przestrzegają zasad monastycznej dyscypliny i praktykując tantrę, uprawiają seks i piją alkohol. Z kolei tybetańscy buddyści myślą, że therawada nie zawiera nauk o miłości i współczuciu, wręcz określają jej wyznawców jako samolubnych. Chińscy buddyści często sądzą, że Tybetańczycy uprawiają magię, podczas gdy ci uważają, że Chińczycy głównie próbują praktykować bezmyślną medytację. Wszystkie te błędne poglądy wynikają z niewiedzy. Książka ta ma stanowić krok w kierunku rozwiania owych nieporozumień. Teraz, w dwudziestym pierwszym wieku, Wschód i Zachód, Północ i Południe zbliżają się do siebie. My także, bracia i siostry w buddyzmie, musimy cieszyć się bliższymi kontaktami i kultywować wzajemne zrozumienie. To przyniesie nam korzyści jako jednostkom, pomoże chronić i krzewić dharmę oraz będzie w tym świecie przykładem religijnej harmonii.

Bhikszu Tenzin Gjatso,

Czternasty Dalajlama,

13 czerwca 2014

Wstęp

Książkę ukazującą podobieństwa i różnice rozmaitych tradycji buddyjskich można napisać z wielu perspektyw. Jako buddyści wszyscy kłaniamy się Buddzie, składamy ofiary i wyznajemy nasze moralne potknięcia. Oddajemy się medytacji, śpiewom, studiowaniu i recytowaniu sutr oraz słuchaniu nauk. Wszystkie nasze wspólnoty posiadają świątynie, klasztory, pustelnie i ośrodki. Objaśnianie podobieństw i różnic, które przejawiają się w tych zewnętrznych działaniach, na pewno pogłębi nasze wzajemne zrozumienie.

Ta książka skupia się jednak na naukach, na zasadach wspólnych oraz tych charakterystycznych dla tzw. „tradycji palijskiej” i „tradycji sanskryckiej”. Są to nazwy zwyczajowe i nie należy przyjmować, że każda z tych tradycji jest spójna i jednolita. Obie wywodzą swoje nauki i praktyki od samego Buddy. Tradycja palijska opiera się na suttach i komentarzach w prakrycie, starym języku sinhala i w języku pali. Polega na kanonie palijskim i obecnie istnieje głównie na Sri Lance, w Birmie, Tajlandii, Kambodży, Laosie, w niektórych regionach Wietnamu i Bangladeszu. Tradycja sanskrycka wywodzi się z sutr i komentarzy w prakrycie, sanskrycie i językach środkowoazjatyckich i opiera się na kanonach chińskim i tybetańskim. Obecnie jest praktykowana głównie w Tybecie, Chinach, na Tajwanie, w Korei, Japonii, Mongolii, Nepalu, rejonie himalajskim, Wietnamie i niektórych częściach Rosji. Przedstawicieli obu tradycji można znaleźć także w Malezji, Singapurze, Indonezji, Indiach oraz w krajach zachodnich i afrykańskich.

Mimo iż obie tradycje pochodzą od jednego Nauczyciela, Buddy, każda posiada swoje własne unikatowe cechy i kładzie nacisk na inne rzeczy. Co więcej, żadna z nich nie jest monolityczna. Na przykład buddyzm tybetański bardzo się różni pod względem środków wyrazu od buddyzmu Azji Wschodniej. Ale ponieważ oba wyrastają z tej samej gałęzi tekstów sanskryckich i mają podobne systemy wierzeń, zaliczają się do „tradycji sanskryckiej”.

Tematy w książce zostały przedstawione w zgodzie z dominującym w danej tradycji punktem widzenia. Ten zaś może się różnić od poglądów którejś z pomniejszych szkół lub indywidualnych nauczycieli. W niektórych przypadkach musieliśmy dokonać wyboru jednej prezentacji dharmy spośród wielu innych. Na przykład w rozdziale o braku jaźni (czyli braku ego) spośród wszystkich poglądów na ten temat z tradycji sanskryckiej podaliśmy wyjaśnienia prasangiki madhjamaki według Lamy Tsongkhapy. Z kolei bodhiczittę omawialiśmy zgodnie z wykładnią tybetańską i dodawaliśmy ważne szczegóły z opisów chińskich.

W obu tradycjach istnieje przebogata literatura, a więc wybór nie był łatwy. Chcielibyśmy omówić i zawrzeć tu o wiele więcej punktów i tematów, ale wtedy książka stałaby się zbyt obszerna. Prosimy o wybaczenie, gdyż pominęliśmy wiele ważnych poglądów, interpretacji i praktyk z zakresu każdej tradycji. Jeżeli jakieś kwestie, które ktoś uważa za ważne, zostały pominięte lub skrócone, prosimy o wyrozumiałość. Z braku miejsca nie podaliśmy również niektórych cytatów z pism, jak też tytułów i epitetów.

Wielu czytelników buddyjskich z pewnością jest doskonale wykształconych w swojej tradycji. Czytając opisy czy przekłady tekstów z tradycji odmiennej niż ich własna, mogą pomyśleć: „To nieprawda”. W takiej chwili przypomnijcie sobie, proszę, iż w rozmaitych tradycjach można używać różnych słów, aby wyrazić identyczne treści. Pamiętajcie też o korzyściach, jakie płyną z poznania różnorodności nauk Buddy.

Tom ten został pomyślany przez Jego Świątobliwość jako przyczynek do większego wzajemnego zrozumienia pomiędzy buddystami na świecie. Mam ogromne szczęście, gdyż powierzono mi pracę nad tym jakże pożytecznym dziełem. Jego Świątobliwość przekazał większość nauk z tradycji sanskryckiej. Spisałam je z publicznych wykładów oraz z rozmów osobistych, jakie z nim prowadziłam w ciągu lat. Zostały przełożone przez Gesze Lhakdora, Gesze Dordźiego Damdula i Gesze Tubtena Dzinpę. Tę część maszynopisu skorygowali Gesze Dordźi Damdul i Gesze Dadul Namdzial. Źródłami dla opisów tradycji chińskiej były pisma takich mistrzów, jak Zongmi, Yinshun, Hanshan Deqing, Shixian, Jizang, Taixu, Ouyi Zhixu, oraz rozmowy z mnichami Houkuanem, Huifengiem, Dharmamitrą, Jian-hu oraz dr. Linem Chen-kuo i dr. Wanem Jing Chuangiem. Ponieważ sama pełne święcenia mniszki buddyjskiej (bhikszuni) otrzymałam na Tajwanie, odczuwam serdeczny związek z tą tradycją. Lektury sutt palijskich, pism Buddhaghosy i Dhammapali oraz współczesnych nauk Lediego Sayadawa, Nanamolego Thery’ego, Nyanaponiki Thery’ego, Somy Thery’ego, Bhikkhu Bodhiego i Bhikkhu Analaya otworzyły mi oczy na piękno tej tradycji. Studiowałam serię 123 wykładów Bhikkhu Bodhiego na temat pism Majjhimy Nikaya, a on ze szczodrością zgodził się wyjaśnić wiele kwestii w osobistej korespondencji. Sprawdził również części książki dotyczące tradycji palijskiej. Jego Świątobliwość poprosił mnie też, abym pojechała do Tajlandii, by pobierać nauki i praktykować w tamtejszym klasztorze, co czyniłam przez dwa tygodnie.

Palijski i sanskryt to języki podobne, ale nie identyczne. Ponieważ niektóre terminy, takie jak stabilizacja medytacyjna, nie brzmią dobrze po angielsku, czasami użyto pojęć z palijskiego (jhana) lub sanskryckiego (dhjana). W niektórych rozdziałach palijskie i sanskryckie tematy są omawiane równolegle, a w innych osobno. Gdy mowa o tradycji palijskiej, terminy są w pisowni pali, jeżeli zaś o sanskryckiej, to w sanskrycie. W nawiasach zawsze jako pierwszy podany jest termin palijski, potem sanskrycki. Jeżeli pojawia się tylko jeden, to albo brzmi on tak samo w obu językach, albo odnosi się do tradycji omawianej właśnie w tym miejscu. Terminy w nawiasach podaje się na ogół tylko przy pierwszym pojawieniu się danego pojęcia. Gdy terminy palijskie i sanskryckie pozostają nieprzetłumaczone, tylko w przypadku pierwszego użycia są zapisywane kursywą.

Znane powszechnie „cztery szlachetne prawdy” zostały zmienione na bardziej dokładne tłumaczenie – „cztery prawdy arjów” lub krótko „cztery prawdy”. Pojawia się wiele nowych tłumaczeń terminów palijskich, innych od tych powszechnie znanych. Przy pierwszym pojawieniu się takiego słowa starałam się nawiązać do bardziej znanej jego formy. Będą również różne tłumaczenia słów sanskryckich do wyboru, być może obce wielu czytelnikom; tu znów apeluję o wyrozumiałość.

Wszystkie błędy, nieścisłości i niewłaściwe wybory wynikają wyłącznie z mojej ignorancji, proszę więc o cierpliwość. Proszę ich w żaden sposób nie łączyć z Jego Świątobliwością.

Podziękowania

Składam hołd Buddzie jako Nauczycielowi, który dał nam cenne nauki dharmy, sprawiające, iż nasze życie nabiera znaczenia i prowadzi nas ku wolności od cierpienia. Oddaję też hołd liniom przekazu nauk prawdziwych mistrzów wszystkich tradycji, bo dzięki ich dobroci dharma Buddy rozkwita aż do dziś.

Jestem też wdzięczna za pomoc Samdhongowi Rinpocze, Gesze Sonamie Rinczenowi, dr. Aleksandrowi Berzinowi, Traci Thrasher, pracownikom biura Jego Świątobliwości, społeczności w Sravasti Abbey oraz Timowi McNeillowi i Davidowi Kittelstromowi z Wisdom Publications. Wszelka wiedza pochodzi z zależnego powstawania, a dobroć i mądre rady tych oraz wielu innych duchowych przyjaciół (kaljanamitra) uczyniły tę pracę o stokroć lepszą.

Narracja pierwszoosobowa w tekście odnosi się do Jego Świątobliwości, chyba że podano inaczej.

Mniszka Tubten Cziedryn,

Sravasti Abbey, 13 czerwca 2014

Słowo od tłumacza

wydania polskiego

Od trzydziestu lat przybliżam polskiemu odbiorcy buddyzm, zarówno jako pracownik (od 1985 roku) Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie, organizator i prowadzący tysięcy muzealnych spotkań edukacyjnych, jak i jako tłumacz literatury buddyjskiej. Mój dorobek jest jednak dość skromny, tym bardziej czuję ogromną wdzięczność, iż dane mi jest tłumaczyć na język ojczysty tę wyjątkową książkę. Miałem szczęście spotkać Jego Świątobliwość Dalajlamę wiele razy, spędziłem z nim trochę czasu, przeprowadzając wywiad dla TVP Kultura. Brałem udział w wielu jego naukach, jednak nigdy nie zetknąłem się z tak uniwersalnym podejściem, jakie Jego Świątobliwość prezentuje w niniejszym dziele. Dlatego serdecznie polecam tę książkę zarówno buddystom, jak i niebuddystom.

Dużo trudności podczas tłumaczenia nastręczało czytelne i proste przekazanie ogromnie złożonej terminologii podanej tu w kilku językach. Bardziej uczeni czytelnicy zechcą mi wybaczyć radykalne uproszczenia pisowni terminów buddyjskich. Pisownia słów palijskich jest zachowana w wersji oryginalnej, wyrazy sanskryckie i tybetańskie podano w popularnej transkrypcji polskiej, znanej z setek wydanych już w Polsce książek o buddyzmie, co znacznie ułatwia lekturę i zapamiętywanie pojęć. Słowa tybetańskie są podane w wymowie polskiej, nie w angielskiej, a tym bardziej nie w transkrypcji Wyliego. Wyrazy chińskie występują w wersji pinyin.

Ponieważ w życiu nie ma przypadków, tak się złożyło, iż nad tłumaczeniem pracowałem podczas mojej pierwszej podróży do Indii, w styczniu i lutym 2015 roku. Odwiedzając moją córkę Magdalenę, która studiuje socjologię i bezpieczeństwo żywnościowe na Uniwersytecie Jadavpur w Kalkucie i której tu dziękuję za pomoc w przetrwaniu w Indiach, miałem okazję zobaczyć, jak ważna dla tego wielkiego kraju jest ponad sześćdziesięcioletnia obecność Dalajlamy i setek tysięcy tybetańskich uchodźców. Ostatecznie jednym z imion, jakimi określany jest Dalajlama, jest tybetańskie słowo „kundun” oznaczające „obecność (Buddy)”...

To, że Dalajlama, obchodzący w 2015 roku osiemdziesiąte urodziny, odwiedził akurat w styczniu Kalkutę, gdzie w upale pracowałem nad przekładem, też nie było przypadkiem. Złożył tam hołd Świętej Matce Teresie w jej siedzibie, po raz kolejny wyrażając swój podziw dla chrześcijańskiego miłosierdzia, które stawia za wzór buddystom. Zawsze też podkreśla, jak ważne jest poznanie tradycji duchowej, w której się urodziliśmy, a odrzucając ideę nawracania religijnego, poleca chrześcijanom medytację jako ważny aspekt ich duchowej ścieżki.

Pracowałem również u stóp Himalajów, w tybetańskim stanie Indii Sikkimie, gdzie bardzo żywa jest obecność drugiego buddy, guru Rinpocze Padmasambhawy.

Złożoność tego tekstu, jego ścisłość i skrótowość stawiają przed tłumaczem wielkie wyzwanie. Jedynie dzięki powierzchownemu zapoznaniu się ze wszystkimi tradycjami buddyzmu w ciągu lat pracy w muzeum miałem odwagę je podjąć. Jeżeli popełniłem błędy, proszę o wyrozumiałość.

 

Oby polskie wydanie tego znakomitego dzieła przyniosło wielki pożytek wszystkim istotom.

Maciej Magura Góralski,

kustosz MAiP,

w pociągu Kanchenjunga Express na linii Siliguri–Kalkuta

PS Tak się złożyło, że z powodów osobistych było mi dane pozostać w Indiach dłużej, niż planowałem, a nawet pracować nad tym tłumaczeniem w Bodhgai w stanie Bihar, w miejscu, gdzie 2600 lat temu książę Siddhartha Gautama, siedząc pod drzewem z gatunku Ficus religiosa, osiągnął stan buddy. Dziś w tym małym, hałaśliwym i brudnym indyjskim miasteczku dokoła słynnego drzewa i stupy Mahabodhi Vihar, będącej centrum buddyjskiego świata, stoi kilkadziesiąt świątyń należących do wielu buddyjskich tradycji tak dokładnie opisanych w tej książce.

Bodhgaja, 1 lutego 2015