BajkiTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Bajki
Bajki
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 40,82  32,66 
Bajki
Bajki
Bajki
Audiobook
Czyta Beata Łuczak, Joanna Lissner, Renata Berger, Stanisław Biczysko
15,93  12,58 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jean de La Fontaine

Bajki

Tłumaczenie: Franciszek Dionizy Kniaźnin, Ignacy Krasicki, Adam Mickiewicz, Władysław Noskowski, Stanisław Trembecki, Ilustracje: Gustave Doré

Warszawa 2017

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Spis treści

Księga pierwsza

Bajka I. Konik polny i Mrówka

Bajka II. Kruk i Lis

Bajka III. Żaba nadęta

Bajka IV. Dwa Muły

Bajka V. Pies i Wilk

Bajka VI. Przymierze z Lwem

Bajka VII. Jowisz, Ludzie i Zwierzęta

Bajka VIII. Jaskółka i Ptaszki

Bajka IX. Dwa Szczury

Bajka X. Wilk i Baranek

Bajka XI. Człowiek, Zwierciadła i Potok

Bajka XII. Smok o stu głowach i Smok o stu ogonach

Bajka XIII. Osioł i Złodzieje

Bajka XIV. Simonides

Bajka XV. Śmierć i Człowiek nieszczęśliwy

Bajka XVI. Drwal i Śmierć

Bajka XVII. Dwie Kochanki

Bajka XVIII. Bocian i Lis

Bajka XIX. Dziecię i Nauczyciel

Bajka XX. Kogut i Perła

Bajka XXI. Szerszenie i Pszczoły

Bajka XXII. Dąb i Trzcina

Księga druga

Bajka I. Krytycy

Bajka II. Rada Szczurów

Bajka III. Wilk, Lis i Małpa

Bajka IV. Dwa Byki i Żaba

Bajka V. Nietoperz i dwie Łasice

Bajka VI. Ptak zraniony strzałą

Bajka VII. Dwie Suki

Bajka VIII. Orlica i Jelonek

Bajka IX. Lew i Mucha

Bajka X. Człowiek i dwa Osły

Bajka XI. Szczur i Lew

Bajka XII. Gołąb i Mrówka

Bajka XIII. Astrolog

Bajka XIV. Zając i Żaba

Bajka XV. Kogut i Lis

Bajka XVI. Kruk udający Orła

Bajka XVII. Paw i Junona

Bajka XVIII. Kotka przemieniona w Kobietę

Bajka XIX. Lew i Osioł

Bajka XX. Testament

Księga trzecia

Bajka I. Młynarz, Syn jego i Osioł

Bajka II. Członki i Żołądek

Bajka III. Wilk Pasterzem

Bajka IV. Żaby proszące o Króla

Bajka V. Lis i Kozieł

Bajka VI. Orlica, Maciora i Kotka

Bajka VII. Pijak i jego Żona

Bajka VIII. Pająk i Podagra

Bajka IX. Wilk i Bocian

Bajka X. Lew pokonany przez człowieka

Bajka XI. Lis i Winogrona

Bajka XII. Kucharz i Łabędź

Bajka XIII. Wilki i Owce

Bajka XIV. Lew stary

Bajka XV. Słowik i Jaskółka

Bajka XVI. Żona uparta

Bajka XVII. Szczur i Łasica

Bajka XVIII. Kot i Szczur stary

Księga pierwsza

BAJKA I

KONIK POLNY I MRÓWKA

Niepomny jutra, płochy i swawolny,

Przez cało lato śpiewał Konik polny.

Lecz przyszła zima, śniegi, zawieruchy,

Gorzko zapłakał biedaczek.

«Gdybyż choć jaki robaczek,

Gdyby choć skrzydełko muchy

Wpadło mi w łapki... miałbym bal nie lada!»

To myśląc, głodny, zbiera sił ostatki,

Idzie do Mrówki sąsiadki

I tak powiada:

«Pożycz mi, proszę, kilka ziarn żyta;

Da Bóg doczekać przyszłego zbioru,

Oddam z procentem: słowo honoru!»

Lecz Mrówka skąpa i nieużyta

(Jest to najmniejsza jej wada)

Pyta sąsiada:

«Cóżeś porabiał przez lato,

Gdy żebrzesz w zimowej porze?

– Śpiewałem sobie. – Więc za to,

Tańcujże teraz, niebożę!»

BAJKA II

KRUK I LIS

Bywa często zwiedzionym,

Kto lubi być chwalonym.

Kruk miał w pysku ser ogromny:

Lis niby skromny

Przyszedł do niego i rzekł: «Miły bracie,

Nie mogę się nacieszyć, kiedy patrzę na cię.

Cóż to za oczy!

Ich blask aż mroczy!

Czyż można dostać

Takową postać?

A pióra jakie!

Lśniące, jednakie;

A jeśli nie jestem w błędzie,

Pewnie i głos śliczny będzie».

Więc Kruk w kantaty: skoro pysk rozdziawił,

Ser wypadł, Lis go porwał i Kruka zostawił.

BAJKA III

ŻABA NADĘTA

Powtórzę wam, co Ezop powiedział dla Greków,

Bo świat zawsze jednaki, mimo zmiany wieków.

Widząc rosłego Wołu jedna Żabka mała,

Koniecznie zrównać wielkością mu chciała.

Więc się jak mogła nadęła, podniosła,

I pyta swoich, czy już go dorosła?

«A! gdzież tam, jeszcze daleko!»

Wszyscy jej rzeką.

«No, a teraz? – Żadnego podobieństwa niema.

– No, a teraz? – O! jeszcze daleko jesteście».

Więc kiedy coraz bardziej się nadyma,

Pękła nareszcie.

Co dzień widzimy podobne przykłady:

Ten i ów dmie się, nos w górę zadziera,

Mieszka w pałacach, wydaje biesiady,

A potem – nieraz w szpitalu umiera.

BAJKA IV

DWA MUŁY

Drogą wśród, lasu, ociężałym krokiem,

Szły objuczone dwa Muły.

Jeden niósł wory z obrokiem,

Drugi z pieniędzmi szkatuły.

Dumny, że złoto dźwiga na swym grzbiecie,

Chociaż się srodze umęczył,

Nie przystałby za nic w świecie

By go kolega wyręczył.

Wtem, z głębi lasu, zbójców gromada

Na Muła wpada

I do pieniędzy! Muł wierzga i bryka,

Lecz wkrótce, mimo walecznej obrony,

Upadł, śmiertelnym ciosem ugodzony.

 

«Dla czegoż – jęknął – los ten mnie spotyka?

Takąż mych zasług nagrodę odbieram?

Ten, z worem owsa, swobodnie umyka,

A ja umieram!

– Braciszku, rzekł kolega, nieraz tak się zdarza

Tym, co wysokie piastują godności:

Gdybyś był służył, jak ja, u młynarza,

I ty dotychczas miałbyś całe kości».

BAJKA V

PIES I WILK

Jeden bardzo mizerny Wilk, skóra i kości,

Myszkując po zamrozkach, kiedy w łapy dmucha,

Zdybie przypadkiem Brysia jegomości,

Bernardyńskiego karku, sędziowskiego brzucha;

Sierść na nim błyszczy gdyby szmelcowana,

Podgardle tłuste, zwisłe do kolana.

«A! witaj, panie kumie! witaj, panie Brychu!

Już od lat kopy o was ni widu, ni słychu.

Wtedyś mały był kundlik: ale kto nie z postem,

Prędko zmienia figurę! Jakże służy zdrowie?

– Niczego,« Brysio odpowie

I za grzeczność kiwnął chwostem.

«Oj! oj!... niczego! widać ze wzrostu i tuszy!

Co to za łeb, mój Boże! choć walić obuchem!

A kark jaki! a brzuch jaki!

Brzuch! niech mnie porwą sobaki

Jeżeli, uczciwszy uszy,

Wieprza widziałem kiedy z takim brzuchem!

– Żartuj zdrów, kumie Wilku; lecz, mówiąc bez żartu,

Jeśli chcesz, możesz sobie równie wypchać boki...

– A to jak, kiedyś łaskaw? – Ot tak: bez odwłoki,

Bory i nory oddawszy czartu,

I łajdackich po polu wyrzekłszy się świstań,

Idź między ludzi – i na służbę przystań!

– Lecz w tej służbie co robić? Wilk znowu zapyta.

– Co robić?... dziecko jesteś! Służba wyśmienita:

Ot, jedno z drugim, nic a nic!

Dziedzińca pilnować granic,

Przybycie gości szczekaniem ogłosić,

Na dziada warknąć, żyda potarmosić,

Panom pochlebiać ukłonem,

Sługom wachlować ogonem;

A za toż, bracie, niczego nie braknie:

Od panów, paniątek, dziewek,

Okruszyn, kostek, polewek,

Słowem, czego dusza łaknie».

Pies mówił, a Wilk słuchał uchem, gębą, nosem,

Nie stracił słówka; połknął dyskurs cały,

I nad smacznej przyszłości medytując losem,

Już obiecane wietrzył specjały.

Wtem patrzy... «A to co? – Gdzież? – Ot tu, na karku?

– Eh, błazeństwo!... – Cóż przecie? – Oto, widzisz, troszkę

Przyczesano... bo na noc kładą mi obróżkę,

Ażebym lepiej pilnował folwarku!

– Czy tak? pięknąś wiadomość schował na ostatku!...

– I cóż, Wilku, nie idziesz? – Co to, to nie, bratku!

Lepszy w wolności kąsek lada jaki,

Niźli w niewoli przysmaki».

Rzekł, i drapnąwszy co miał skoku w łapie,

Aż dotąd drapie.

BAJKA VI

PRZYMIERZE Z LWEM

Owca, Koza, Jałówka, trzy przemądre głowy,

Zawarły z Lwem sąsiadem kontrakt, tej osnowy:

Że odtąd, na rzecz spółki trudniąc się obławą,

Każdy wspólnik do zysków jednakie ma prawo.

Wkrótce potem, w sieć Kozy sarna się złowiła.

Wierna umowie, po swych towarzyszy

Koza natychmiast posyła.

Przybyli. Lew jegomość, wśród ogólnej ciszy,

Policzył na pazurach i rzekł: «Jest nas czworo

I wszyscy równą część biorą;

A więc się dzielmy». Rozćwiartował sarnę

I rzecze znowu: «Pierwszą część zagarnę

Jako Lew i wasz prezes; a z równą zasługą,

Prawem najmocniejszego zabieram i drugą.

Część trzecią mi zapewnia męstwo znane w świecie;

A czwartą... jeżeli chcecie,

Bierzcie; lecz przestrzec was muszę,

Że kto jej dotknie, wnet wyzionie duszę».

BAJKA VII

JOWISZ, LUDZIE I ZWIERZĘTA

Niegdyś Jowisz obwieścił taki rozkaz światu:

«Niech u podnóża mego majestatu

Stanie wszelakie stworzenie:

Kto by z jakowej pobudki

Upośledzonym czuł się na postaci,

Niechaj śmiało, bez ogródki

Wyjawi swe żądanie, a błąd wnet odmienię.

Przystąp, Małpo; mów pierwsza: ze zwierzęcej braci

Komu zazdrościsz urody?

– Ja? rzecze Małpa, alboż mam powody

Narzekać na swoje losy?

Niech raczej Słoń długonosy

Albo Osioł długouchy

Rozwodzą skargi; bowiem moją postać

Niejeden człowiek pewnie chciałby dostać».

Wtem Osioł, ciężkie Słonia przedrwiwając ruchy:

«Cóż to za łapy! rzecze, co za uszy!

A cielsko jakie! nazwałbym się osłem,

Gdybym zapragnął takim być potworem».

Już myślał Jowisz, że Słoń się obruszy;

Bynajmniej. «Jam jest pięknych kształtów wzorem,

Rzecze; bo choć to niby zanadto wyrosłem,

Jednak przecie Wieloryb większy jest ode mnie».

Przyszła kolej na ludzi. Gdy jęli wzajemnie

Bliźnich odkrywać brzydoty,

A własne wychwalać cnoty,

Dopieroż śmiał się Jowisz!... «Przestańcie! zawoła,

Bo nikt was już od zwierząt rozróżnić nie zdoła,

Skoro każdy, jak widzę, umie być w potrzebie

Ostrowidzem dla drugich, a Kretem dla siebie».

BAJKA VIII

JASKÓŁKA I PTASZKI

Niejeden, co za rozum płacił zagranicą,

Wraca tak, jak wyjechał: z pustą mózgownicą;

Lecz bywają wyjątki. Jaskółeczka mała

W swych dalekich wędrówkach wiele skorzystała:

Lepszym niż Kogut była zwiastunem pogody,

A o dowcip ze Szpakiem mogła iść w zawody.

Otóż, na wiosnę, widząc, że konopne siemię

Rzuca kmieć pełną garścią, w pooraną ziemię,

Rzekła do małych ptasząt: «Brzydka rzecz się dzieje;

Czy widzicie? ta ręka zgubę waszą sieje.

Z tych ziarnek wyrosną siatki,

Matnie, stryczki i wędzidła,

Słowem, różne zdradne sidła

Na was i na wasze dziatki;

Dostaniecie się do klatki

Lub, co gorsza, na patelnię!

Jeśli chcecie ujść zagłady,

Posłuchajcie mojej rady:

Do pracy się weźcie dzielnie

I te ziarna, źródło złego,

Wyjedzcie co do jednego».

Ale ptaszęta Jaskółkę wyśmiały:

«Mamy innych ziarn do syta,

Nikt cię o radę nie pyta».

Gdy pola zazieleniały,

Jaskółka rzekła: «Jeżeli żyć chcecie,

To bez zwłoki, na wyścigi,

Wyrwijcie wszystkie łodygi.

– Ot, stara! nie wie co plecie,

Wrzasnęły ptaszki; wyrywać konopie!

Zbrakłoby na to dziobów w całej Europie».

Nadeszło lato; Jaskółka znów prawi:

«Już praca was nie wybawi:

Złe ziarno rychły plon dało;

Lecz zważcie na mą przestrogę:

Przez jesień i zimę całą

Chroniąc się zdrady człowieka,

Wsie omijajcie z daleka,

Albo się wybierzcie w drogę

Pospołu z innymi ptaki.

Ale wam siły nie staje

Powietrzne przerzynać szlaki,

I wzbiwszy się po nad chmury

Podążać w odległe kraje;

Więc ukryjcie się w gniazda, w niedostępne góry,

Gdzie was żadna zasadzka dosięgnąć nie zdoła;

Inaczej, poginiecie». Gwar powstał dokoła;

Ptaszęta, rozjątrzone Jaskółki radami,

Zaczęły jeżyć piórka, wygrażać dzióbkami:

Ledwie z duszą uciekła. Tak Kasandry głosu

Nie chcieli niegdyś słuchać niebaczni Trojanie:

W nagrodę śmierć zyskali, więzy i wygnanie.

I ptaszki podobnego doświadczyły losu;

Bo niejeden, bezpieczne rzuciwszy ukrycie,

Postradał wolność lub życie.

BAJKA IX

DWA SZCZURY

Szczur miejski, frant nie lada,

Wielki smakosz, hulaka,

Spotkał Szczura-wieśniaka,

Swego niegdyś sąsiada.

Prostak na wiejskim chlebie

Zaznał biedy do syta;

A więc mieszczuch go wita

I zaprasza do siebie.

Stawia srebrne nakrycie

Na tureckim dywanie;

Jedzą Szczury śniadanie:

To mi raj, to mi życie!

Wtem, u drzwi klamki brzękły:

Gospodarz, pełen trwogi,

Hop ze stołu i w nogi,

W ślad za nim gość wylękły.

Ucichło. Szczury w radę;

Mieszczuch wyjrzał spod stoła:

«Chodź, sąsiedzie, zawoła,

Kończmy naszą biesiadę.

– Bóg zapłać – wieśniak na to;

Jutro przyjdziesz waść do mnie:

Obaczysz, żyję skromnie,

Mieszkam w norze pod chatą;

Lecz milszy mi kęs mały

Prostej, wieśniaczej strawy,

Niż wśród ciągłej obawy

Twe królewskie specjały!»

BAJKA X

WILK I BARANEK

Racja mocniejszego zawsze lepszą bywa;

Zaraz wam tego dowiodę.

Gdzie bieży krynica żywa,

Poszło Jagniątko chlipać sobie wodę.

Wilk tam na czczo nadszedłszy, szukając napaści,

Rzekł do baraniego syna:

«A któż to ośmielił waści,

Że się tak ważysz mącić mój napitek?

Nie ujdzie ci bezkarnie tak bezecna wina».

Baranek odpowiada, drżąc z bojaźni wszystek:

«Ach, panie dobrodzieju! racz sądzić w tej sprawie

Łaskawie.

Obacz, że niżej ciebie, niżej stojąc zdroju,

Nie mogę mącić pańskiego napoju.

– Co! jeszcze mi zadajesz kłamstwo w żywe oczy?

Poczekaj, języku smoczy;

Przed rokiem zelżyłeś mnie paskudnymi słowy.

Ja zaś? jeszczem i na to poprzysiąc gotowy

Że mnie zeszłego roku nie było na świecie.

– Czy ty, czy twój brat, czy który twój krewny,

Dość, że tego jestem pewny,

Że wy mi sławę szarpiecie;

Wy, pasterze i z waszą archandrią całą

Szczekacie na mnie, gdzie tylko możecie:

Muszę tedy wziąć zemstę okazałą».

Po tej skończonej perorze,

Capes jak swego i zębami porze.

BAJKA XI

CZŁOWIEK, ZWIERCIADŁA I POTOK

Do księcia De La Rochefoucauld

Człek szpetny, lecz jak Narcyz w sobie zakochany,

Winił zwierciadła, że wskazują krzywo;

I żyjąc w ciągłym obłędzie,

Twierdził, że nawet ulubieniec Diany

Miał postać mniej urodziwą.

By go wyleczyć, los usłużny, wszędzie

Stawiał przed jego oczy, próżnością zamglone,

Niemych doradców kobiecego wdzięku.

W którąkolwiek spojrzał stronę,

W każdym miejscu, w każdym ręku,

Na ścianach, stołach, stolikach,

W szczotkach, wachlarzach, grzebykach,

Nawet na dnie tabakierek,

Pełno luster i lusterek.

Więc srodze dotknięty w pysze

I niemiłego pragnąc ujść widoku,

Ukrył się w leśne zacisze;

Lecz raz, stanąwszy nad brzegiem potoku,

Znów twarz swą zoczył w przezroczystej fali,

Jeszcze bardziej, niż w lustrach, szpetną i obrzydłą.

Dąsa się zatem i żali,

Że go czcze zwodzi mamidło,

Ucieka... lecz powraca; bo potok uroczy

Więzi mu serce i oczy.

Co to znaczy? spytacie. W dwóch słowach wymienię:

Zwierciadłami są ludzie; nie chcemy dać wiary,

Widząc w nich własne przywary,

Dopóki nie przekona nas potok: sumienie.

BAJKA XII

SMOK O STU GŁOWACH I SMOK O STU OGONACH

Nad cesarskich, wynosił Turcji wojowników

Wysłaniec Padyszacha przy niemieckim dworze.

«Nasz Cesarz, przerwał Niemiec, takich ma lenników,

Że każdy wielką armię utrzymywać może.

– Wiem, liczne wojska wasze i liczni wodzowie,

Rozsądny Turek odpowie,

Lecz gdzie większa potęga, wnet tego dowiodę,

Gdy powiem, jak szczególną miałem raz przygodę.

Błądząc samotny w ustroni,

Spojrzę, aliści za mną Smok stugłowy goni;

Krew zastyga mi w żyłach, wylękły uchodzę,

 

Gdy wtem płotek mizerny wstrzymał Smoka w drodze;

Próżno przejść usiłował: każdy łeb potworu

Do osobnego cisnąc się otworu,

Utknął pośród gałęzi. Ledwiem pozbył trwogi,

Alić niebezpieczeństwo zagraża mi nowe.

Przyczołgał się Smok drugi: jedną tylko głowę,

Ale sto miał ogonów; ten nie zmylił drogi:

Przeszła głowa przez otwór, przeszło cielsko całe,

A za cielskiem ogony przemknęły się snadnie.

Dlatego to, nad wasze hufce okazałe

Wojsko Sułtana wolę, bo jeden nim władnie».

BAJKA XIII

OSIOŁ I ZŁODZIEJE

Jest to prawda oczywista,

Że gdzie się dwóch pokłóci, tam trzeci skorzysta.

Otóż tej prawdy, jak dawna wieść niesie,

Doświadczyli na sobie dwaj niecni obwiesie.

Ukradli Osła. Gratka to nie lada;

Lecz jak podzielić Osła na dwie części?

Bo ten chciał sprzedać, ten nie chciał; stąd zwada,

I od słów przyszło do pięści.

Na ich wrzask trzeci rabuś z gęstwiny nadchodzi;

Wtem, mignęło mu w oku coś na kształt kopyta.

Spojrzy: w zaroślach zwierz samopas brodzi.

Więc zakrada się z cicha, za wędzidło chwyta,

I gdy tamci się czubią, on z Osłem tymczasem

Zniknął za lasem.

BAJKA XIV

SIMONIDES

Jest kędyś, w dziełach pewnego poety,

Maksyma nader prawdziwa,

Że człowiek, wielbiąc Bogów i kobiety,

Korzyść odnosi. Ja zgadzam się na to:

Umysł niewieści pochwała zjednywa,

I nieraz miłość bywa jej zapłatą.

Jak zaś swym chwalcom wdzięczni są Bogowie,

Simonidesa przykład niech odpowie.

Raz, za sowitą nagrodę,

Na cześć Atlety zaczął pisać odę;

Lecz o czym pisać? Próżno w mózgu szpera:

Bowiem ojcem bohatera

Był kmieć prosty, a on sam, prócz siły ramienia,

Nie posiadał przymiotów, godnych uwielbienia.

Więc Simonides, po długim namyśle,

Rzecz swą rozpoczął Atlety pochwałą:

Opisał wiernie i ściśle

Jego zwycięstwa; gdy zaś tych nie stało,

A wierszy było za mało,

Wezwał na pomoc Polluksa z Kastorem.

W długiej, ognistej przemowie

Wskazał, że obaj ci bohaterowie

Są wiekopomnym dla Szermierzy wzorem,

Wyliczył wszystkie ich dzieła,

Słowem, pochwała nieśmiertelnych braci

Większe pół ody zajęła.

Atleta, przeczytawszy, namarszczył się srodze,

Wreszcie trzecią część kwoty obiecanej płaci.

«Tyle ci daję, rzekł, ile znachodzę

W twoich wierszach dla siebie sławy i korzyści;

A resztę niechaj Kastor i Polluks uiści.

Wiem wszakże, iż poetę ugościć należy;

Bądź więc u mnie na wieczerzy:

Zaprosiłem wesołych biesiadników grono,

Podochocimy sobie». Choć z miną skwaszoną,

Poeta jednak przyjął zaproszenie,

Bo żal mu było, jak sadzę,

Stracić zarazem ucztę i pieniądze.

Poszedł więc: krążą puchary,

Leją się wina strumienie,

Brzmi pieśń wesoła i ochocze gwary,

Gdy wtem niewolnik znać daje

Iż dwaj podróżni, u biesiadnych progów,

Czekają wieszcza w nader pilnej sprawie.

Pospiesza Simonides i w obcych poznaje

Tych, których wierszem swym uczcił, Półbogów.

«Przyjm dziękczynienie, rzekli doń łaskawie,

I uchodź z miejsc tych, bo za małą chwilę

Dom cały runie». Wieszcz usłuchał rady,

I wnet, zachwiane w swej sile,

Wstrząsły się gmachu posady:

Padł filar; za nim pułap, pozbawion podpory,

Zwalił się na stół godowy

I na strwożonych biesiadników głowy.

Wpośród popłochu, Jowisz, w gniewie skory,

Mszcząc się za krzywdę Poety,

Zgniótł belką nogi Atlety;

Z gości żaden nie uszedł bez sińców i guzów,

Szczęsny jednak, że życie ocalił spod gruzów.

Sława stugębna całe to zdarzenie

Wkrótce po Grecji rozniosła;

Cudem nazwano wieszcza ocalenie,

A stąd dlań korzyść urosła,

Albowiem od owej pory

Kochanka Bogów zyskał sobie miano,

I wszystkie jego utwory

Chwalono i przepłacano.

Umieją swych czcicieli wynagradzać Nieba;

Lecz, jak widzimy z powieści,

Nie tylko Bogów, i wieszczów też trzeba

Mieć w poważaniu i cześci;

Bierzmy przykład z Olimpu: ten, każdego czasu

Był opiekunem i bratem Parnasu.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?

Inne książki tego autora