Poza kontrolą. Bracia Warner. Tom 3Tekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Książkę tę dedykuję Twojej pierwszej

i ostatniej miłości oraz wszystkim tym,

którzy mieli szczęście odnaleźć je

w jednej osobie



Wprowadzenie


Zanim zabierzecie się do lektury, chciałabym Was o czymś uprzedzić. Zdecydowałam się napisać prolog w trzeciej osobie, z perspektywy obu głównych bohaterów, jak w większości moich powieści, a cała reszta książki jest napisana w pierwszej osobie. Wiem, że wielu czytelników nie przepada za trzecioosobową formą narracji, dlatego też proszę Was, abyście się nie zniechęcali pierwszymi stronami. Czułam się bardzo nieswojo, usiłując opisać te początkowe wydarzenia w taki sposób, jak zwykle to robię. Miałam wrażenie, jakbym była muchą na ścianie, która patrzy na nadjeżdżający pociąg i chce rozpaczliwie wykrzyknąć: „ZATRZYMAJCIE GO!”. Nie mogłam się zatracić w swoich postaciach – czułam się raczej jak świadek tragedii. Uznałam więc, że najlepiej będzie wybrać taką formę narracji, która wprowadzi moich czytelników w odpowiedni nastrój. Chciałam, żeby przechodziły Was ciarki, gdy będziecie czytać ten prolog, i żebyście przeżywali go równie mocno, jak ja.

Relacja dwojga głównych bohaterów jest skomplikowana. Łączy ich mnóstwo nieodwzajemnionej miłości oraz niespełnionego pożądania. Z tego powodu cała ta powieść była fantastycznym wyzwaniem dla mnie jako autorki. Jestem przekonana, że będzie ona też smakowitym kąskiem dla moich czytelników!

Najmłodszy, nieokiełznany Warner odbędzie długą podróż powrotną do domu – zapnijcie pasy i przygotujcie się na przejażdżkę.

I jeszcze jedno: tworząc postać Brynn, uczyniłam z niej rdzenną Amerykankę, ale szczerze mówiąc, nie przemyślałam sobie tego do końca. Tymczasem przystępując do pisania tej powieści, musiałam w sposób możliwie najbardziej autentyczny opisać jej okres dorastania w rezerwacie. Pamiętajcie, że do stworzenia tej serii zainspirowały mnie stare westerny i serial Longmire, w którym rezerwat jest jednym z głównych miejsc akcji. A jednak odnalezienie kobiety, która dorastała w takim miejscu i byłaby skłonna o tym porozmawiać, okazało się zaskakująco trudne. Nie udało mi się nawiązać kontaktu z taką osobą, dlatego też przyznaję, że opisując historię Brynn, korzystałam w dużej mierze z własnej wyobraźni, ale nawet w najlepszych opowieściach fakty często mieszają się z fikcją.

Tworząc ten wątek, oparłam się na filmie dokumentalnym Hidden America: Children of the Plains oraz na zamieszczonych na YouTubie różnych wypowiedziach rdzennych Amerykanów, w których omawiają swoje doświadczenia z rezerwatu i nie tylko. Niestety jest pośród nich zadziwiająco niewiele kobiet, do których historii mogłabym nawiązać. Chociaż starałam się jak najlepiej przedstawić losy Brynn, to pewnie popełniłam jakieś błędy. Nie miejcie mi tego za złe, proszę… Lub miejcie, ale wiedzcie, że się starałam.

Z miłością do romansów

Jay

Prolog


Niefortunne oświadczyny

Wyjdziesz za mnie?

Wszyscy obecni na przyjęciu zaręczynowym nagle zamilkli, słysząc to nieszczęsne pytanie. Niezręczne milczenie nie miało nic wspólnego z niecierpliwym oczekiwaniem czy też głębokim wzruszeniem. Można było raczej odnieść wrażenie, że drewniany dom wypełnił się czymś na kształt przerażenia i bezbrzeżnej rozpaczy.

Na dźwięk tych słów zebranym kobietom wcale nie zakręciło się w głowie od emocji, a oczy nie zabłysły im z podekscytowania. Mężczyźni także nie poruszyli się z niespokojnym wyczekiwaniem. Zapadła gęsta, ołowiana cisza, a oczy wszystkich zgromadzonych wcale nie patrzyły na kobietę, przed którą klęczał przystojny kowboj, lecz na niebieskookiego mężczyznę o ciemnych włosach.

Lane podpierał ścianę, stojąc jak najdalej od nich, i przyglądał się tej romantycznej scenie ze zmrużonymi oczami. Zacisnął mocno zęby i zesztywniał nienaturalnie, gdy wypowiedziane pytanie zawisło w powietrzu, jakby czekało na jego reakcję lub jakby nie miało w ogóle prawa zaistnieć, dopóki on nie potwierdzi, że je usłyszał. Patrzył, jak zaskoczona kobieta wpatruje się z przerażeniem w pierścionek ofiarowany jej przez jasnowłosego kowboja.

Ale wszyscy zgromadzeni zwrócili oczy na niego i to na nim skupili całą swoją uwagę.

– Nie byliśmy razem długo i to pytanie mogło cię zaskoczyć, ale nie mam żadnych wątpliwości, że jesteś tą jedyną, Brynn – wyznał kowboj o imieniu Jack, z wielką nadzieją w głosie i miłością w jasnych oczach. – Kocham cię i chcę iść z tobą przez życie. To co powiesz? Wyjdziesz za mnie?

Słowa tego niezwykle przejętego i najwyraźniej zakochanego mężczyzny zabrzmiały bardzo szczerze i poważnie. Ale ona zakryła usta drżącymi dłońmi i zamrugała, aby stłumić łzy. Jack był dobrym człowiekiem i miał rację – w ogóle się tego nie spodziewała, chociaż w ciągu ostatnich kilku tygodni wspominał, że zależy mu na trwałym związku.

Silne emocje skłaniają ludzi do podejmowania nagłych, nieprzemyślanych decyzji. Wszyscy obecni wybiliby przystojnemu kowbojowi z głowy ten pomysł z oświadczynami, gdyby tylko się im z niego zwierzył. Powiedzieliby mu, że Brynn nie jest gotowa na takie zobowiązanie i być może nigdy nie będzie. Ale on nie zapytał nikogo o zdanie. Wierzył, że ta piękna kobieta, która tak łatwo skradła mu serce, jest w nim równie mocno zakochana, jak on w niej.

Jack nie zwracał uwagi na otoczenie. W przeciwnym razie musiałby poczuć, że wszyscy zgromadzeni patrzą tylko na tamtego mężczyznę. Zresztą już wcześniej zauważyłby tęskne i przepełnione żalem spojrzenia kobiety, którą pokochał, rzucane w stronę ciemnowłosego kowboja. Dotarłoby też do niego, jak bardzo jest milcząca, nieobecna i zatopiona w swoich myślach za każdym razem, gdy zostaje z nią sam na sam. Ale mówią, że miłość jest ślepa, dlatego też mężczyzna trzymający w ręku pierścionek zaręczynowy i wpatrujący się w tę piękność błagalnym spojrzeniem niczego nie zauważył, dopóki całe pomieszczenie nie wypełniło się tak ogromnym napięciem, że trudno było w nim oddychać. Dopiero wtedy zrozumiał, że jego ukochana kocha kogoś innego.

– Och… Jack… – zaczęła. Jej dłonie trzęsły się coraz bardziej, a słodki i melodyjny głos zabrzmiał nienaturalnie szorstko i ochryple od stłumionych łez oraz wyrzutów sumienia.

Zanim zdążyła dokończyć zdanie i wypowiedzieć to jedno słowo, które miało nieodwołalnie zmienić życie kowboja pracującego na sąsiednim ranczu, ciemnowłosy mężczyzna, który przyglądał się tej scenie, wyprostował się nagle i wyszedł. Można było odnieść wrażenie, że wraz z nim wyparowały marzenia, cała miłość i nadzieja. Pozostała tylko ta drżąca kobieta, a także zdesperowany mężczyzna oraz przyjaciele i rodzina, którzy nie wiedzieli, czy powinni odwrócić dyskretnie wzrok, czy też spieszyć na pomoc, aby zapobiec nieuchronnej katastrofie, jaka rozgrywała się na ich oczach.

– Pójdę za nim. – Niski, dudniący głos Cyrusa Warnera wreszcie przełamał napięcie spowodowane brakiem odpowiedzi ze strony Brynn. Ciężkie buty najstarszego Warnera stukały o drewnianą podłogę w rytmie bijących szybko serc, gdy ruszył za najmłodszym bratem. Jego zadaniem było chronić swoich bliskich i to właśnie zamierzał zrobić.

Lane Warner był świadkiem wszystkich oświadczyn, jakie miały miejsce na ranczu, i wyglądało na to, że coraz gorzej je znosił. Jako osiemnastolatek zapragnął zostać osobistym bohaterem Brynn Fox. Był pierwszym kowbojem, który ukląkł na kolano przed tą piękną dziewczyną i poprosił, by za niego wyszła. Nigdy nawet się nie pocałowali, ale byli sobie bardzo bliscy i łączyła ich szczególna więź, jakiej jego bracia i koledzy nie byli w stanie zrozumieć. Brynn potrzebowała opiekuna i powiernika, który mógł zapewnić jej bezpieczeństwo, a Lane – kogoś, kto nie widział w nim jedynie najmłodszego Warnera i wiedział, że jest kimś więcej niż beztroskim żartownisiem, jakiego zgrywał przed światem. Byli wobec siebie szczerzy i niczego przed sobą nie udawali. Brynn zawdzięczała jednak temu chłopakowi zbyt wiele, aby pozwolić mu poświęcić dla niej całą swoją młodość i życie, więc tamte pierwsze oświadczyny zakończyły się dokładnie tak, jak te.

Zesztywniała i opuściła drżącą rękę, którą zakrywała usta. Nie mogła już pohamować łez, spływających spod jej bujnych rzęs. Cofnęła się o krok, a cała reszta zgromadzonych wypuściła powietrze z płuc. Jej odpowiedź zmieniła na zawsze życie nie tylko Jacka, lecz także wszystkich obecnych, którzy przez lata patrzyli, jak Brynn i Lane torturują się nawzajem swoją nieodwzajemnioną i niewyrażoną miłością.

– Jack, jesteś wspaniałym mężczyzną – zwróciła się do kowboja. – Ja… nie miałam pojęcia, że tak poważnie o nas myślisz… O mnie. Ja… nie jestem gotowa na coś tak poważnego jak małżeństwo. Bardzo mi przykro. Chciałabym dać ci inną odpowiedź. Taką, na jaką zasługujesz.

 

Jakaś jej część rzeczywiście chciała powiedzieć mu „tak” – można było to wyczuć w jej głosie. Gdy ktoś pytał o ich relację, zawsze wyrażała się o nim dobrze. Jack był dobrym człowiekiem. Z nim mogłaby zacząć wszystko od nowa. Nigdy jednak nie przyznała się nikomu, że nie zdobył jej serca, bo ono należało do Lane’a Warnera, odkąd skończyła dwanaście lat.

Wreszcie Jack poddał się, opuścił dłoń, w której trzymał pierścionek, i przejechał palcami po swoich kręconych, jasnych włosach.

– Brynn? – zapytał jeszcze błagalnym tonem, ale piękna kobieta zrobiła kolejny krok do tyłu i pokręciła głową, wprawiając w ruch swoje ogniście rude włosy. Otarła spocone z nerwów dłonie o dżinsy.

– Tak mi przykro, Jack – odparła. – Nie mogę.

Wszyscy zgromadzeni wiedzieli i rozumieli, że naprawdę nie mogła. To nie byłoby w porządku, a poza tym nie był to pierwszy raz, kiedy odtrąciła porządnego mężczyznę.

Jasnowłosy kowboj powoli podniósł się z klęczek. Omiótł wzrokiem pomieszczenie, w którym znajdowała się prawie cała rodzina Brynn, za wyjątkiem trzech braci Warnerów. Lane i Cy zniknęli, Bóg wie gdzie, a Sutton wyjechał do Kalifornii kilka miesięcy temu. Była tam także szefowa Jacka, Tennyson McKenna, zwana Ten, wieloletnia przyjaciółka Warnerów, która przyglądała się bacznie całej scenie ze zmarszczonymi brwiami. Swoim zwyczajem ostrzegła wcześniej Jacka, żeby był ostrożny. Bez ogródek oznajmiła mu, że wszyscy, którzy noszą nazwisko Warner, mają problemy miłosne. Ale Jack roześmiał się tylko i przypomniał jej, że Brynn pochodzi z rodziny Foxów, a poza tym przyjęła to nazwisko jedynie z konieczności. Ten zapytała go wówczas wymownie, czy jest tego pewien. Niestety nie wyczytał między wierszami, o co jej chodziło, a teraz nie będzie mu łatwo unikać tych wszystkich ludzi, którzy patrzyli, jak płonie ze wstydu przed Brynn. W tym małym miasteczku nie zdoła ukryć przed nikim swojego złamanego serca i rozczarowania.

Była tam także młodsza siostra Brynn, Opal. Dziewczyna obserwowała całą scenę z szeroko otwartymi oczami i pobladłą twarzą. Trzymała za rękę starszą kobietę, której oblicze wykrzywiło się w teatralnym bólu, niemalże kopiując rozdarcie Jacka. Matka Brynn była wyraźnie przerażona reakcją córki na oświadczyny, chociaż nawet nie znała mężczyzny, który poprosił ją o rękę.

Brynn zaprosiła Opal na przyjęcie zaręczynowe Cyrusa i nie miała nic przeciwko temu, żeby jej młodsza siostra była świadkiem jednego z najbardziej dramatycznych momentów jej życia. Wolałaby jednak przejść boso po gorącej lawie, niż zajmować się rozemocjonowaną matką. Kobieta przyssała się do Opal niczym pijawka i oznajmiwszy swojej młodszej córce, że nie puści jej samej, wprosiła się tym samym do domu Warnerów.

Matka Brynn za nic w świecie nie przepuściłaby darmowego bufetu i okazji do zaspokojenia swojej ciekawości. Poza tym Warnerowie znali wszystkich wpływowych ludzi w promieniu kilkuset kilometrów. Brynn powinna była pozwolić Cyrusowi wyrzucić tę kobietę z przyjęcia, gdy jej to zaoferował, ale nie chciała robić scen na tak ważnej uroczystości. Matka doskonale wiedziała, jak uprzykrzyć córce życie.

Harmony Fox pragnęła jedynie, aby inni się o nią troszczyli i traktowali ją jak królową. Przez całe życie szukała kogoś, kto się nią zaopiekuje i o nią zadba. Była gotowa za to zabić i nie mogła uwierzyć, że jej najstarsza córka odtrąca kogoś, kto jej to oferuje. Tymczasem Brynn z rozmysłem odrzuciła mężczyznę gotowego zapewnić jej bezpieczeństwo i ochronę. Ból na twarzy starszej kobiety szybko zamienił się w gniew. Odepchnęła rękę swojej młodszej córki i ruszyła w stronę starszej, z zaciśniętymi ze złości ustami.

Na przyjęcie przybył również najlepszy przyjaciel Jacka, a także jego kuzyn i kilku nowych mieszkańców Sheridan w stanie Wyoming. Był tam także mężczyzna, którego Cyrus wynajął do pomocy w prowadzeniu biznesu turystycznego po wyjeździe Suttona Warnera, oraz kilka lat starszy od niego facet, podobny do niego jak dwie krople wody. Wszystkich zwabiono na ranczo obietnicą świętowania szczęśliwych zaręczyn Cyrusa – przy darmowym alkoholu i pierwszorzędnych stekach.

Kiedy Cy Warner ukląkł na jedno kolano i poprosił Leorę Conner, aby została jego żoną i spędziła z nim resztę życia, jego wybranka bez namysłu odpowiedziała „tak”. Ta drobna rudowłosa kobieta rzuciła się na wielkiego Warnera z impetem, aż wylądowali razem na podłodze. Ich bliscy, świadkowie tego szczęścia, nie posiadali się z radości, że ta dwójka chce związać się ze sobą na całe życie. Niespodziewanie jednak impreza zakończyła się w zgoła innej atmosferze. Jack postanowił się oświadczyć Brynn. Właśnie teraz.

Ostatnimi czasy życie Warnerów bardzo się zmieniało, co dotyczyło także Brynn. Przez długi czas ranczo i jego mieszkańcy byli dla niej całym światem. Kiedy w młodości odrzuciła oświadczyny Lane’a, do akcji wkroczył jego ojciec, Boyd Warner. Starszy mężczyzna niespodziewanie zaproponował dziewczynie małżeństwo. Brakowało jej jeszcze tylko kilku tygodni do osiągnięcia pełnoletniości, kiedy to mogłaby zgodnie z prawem opuścić rezerwat, ale pozostanie w nim choćby chwilę dłużej stanowiło dla niej poważne zagrożenie. Wszyscy wiedzieli, że gdy znów zostanie odesłana do domu – do matki i siostry – może już tego nie przeżyć. Sprawy przybierały coraz gorszy obrót, a prawo obowiązujące na terenie rezerwatu uniemożliwiało komukolwiek z zewnątrz udzielenie pomocy Brynn. Boyd nie chciał, aby jego najmłodszy syn poświęcił się dla przyjaciółki tylko po to, by ją uratować. Nie chciał też, aby Brynn wróciła do miejsca, w którym nie była bezpieczna.

Patriarcha klanu Warnerów miał świadomość, że jego dni są policzone. Już od jakiegoś czasu zmagał się z chorobą, która stopniowo go uśmiercała. Jego synowie nic o tym nie wiedzieli, gdyż wciąż to przed nimi ukrywał. Zwierzył się jednak z tego Brynn, przyjaciółce Lane’a. Zaoferował dziewczynie ślub i swoje nazwisko, aby już nikt nie mógł jej zranić. A przynajmniej nie fizycznie, ponieważ ludzkie słowa i plotki także bywają bolesne.

Ludzie nazwali ją wtedy naciągaczką i obwinili za śmierć Boyda. Nadal lubili plotkować o tym, że to nie jeden, ale dwóch Warnerów oświadczyło się tej biednej, żałosnej Brynn Fox, a ona przyjęła tego starszego – tylko dlatego, że był bogaty i ustawiony. Długo uodparniała się na złe słowa.

Najważniejsze jednak było to, że wreszcie mogła się czuć bezpieczna. Miała dom i była kochana bez względu na to, o czym gadali ludzie w tym małym, zapyziałym miasteczku. A jednak nigdy nie poradziła sobie z tym, jak spojrzał na nią Lane, gdy zgodziła się zrealizować kontrowersyjny plan jego ojca. Ich przyjaźń skończyła się, kiedy tylko założyła pierścionek zaręczynowy na palec. Każda sekunda spędzona na kochaniu Lane’a wydała się wówczas nieistotna i nic niewarta.

Ich bliscy patrzyli, jak z dnia na dzień oddalają się od siebie. Brynn i Lane stali się sobie obcy, chociaż wcześniej byli dla siebie najważniejszymi osobami na świecie. Reszta rodziny przyjęła dziewczynę z otwartymi ramionami, nie zważając na okoliczności, ale niewiele jej to pomogło. Pozostali bracia wymyślali żarty o swojej piekielnej macosze, lecz Lane nigdy nie widział w tej sytuacji niczego zabawnego.

W końcu Boyd Warner wyznał prawdę o swojej szybko postępującej chorobie i wyjaśnił, dlaczego przyjął Brynn do rodziny w taki, a nie inny sposób. Kiedy odszedł, wszyscy opłakiwali tego wspaniałego mężczyznę, który zapewnił im dom i nauczył ich być rodziną. Bracia nie byli zaskoczeni, że ich staruszek zostawił Brynn w spadku część rancza. Chciał, aby i ona miała bezpieczne miejsce, które będzie mogła nazwać domem.

W miarę upływu czasu Lane i Brynn nauczyli się jakoś znosić swoją obecność. Ona ignorowała fakt, że zamienił się w casanovę i sypiał z każdą chętną kobietą, jaka tylko stanęła mu na drodze (nieważne czy singielką, czy nie), a on udawał, że zapomniał o tym, iż Brynn zamieszkała na ranczu jako żona jego ojca. Wydawała mu się całkiem zadowolona z możliwości przebywania w tym jedynym miejscu na ziemi, w jakim czuła się wreszcie chciana i bezpieczna. Tymczasem oboje byli nieszczęśliwi, ale żadne z nich nie wiedziało, jak rozbić mur, który między sobą zbudowali, aby chronić się przed wciąż zadawanymi sobie ciosami.

Teraz jednak, gdy Cyrus miał się ożenić z Leo, która w pełni na niego zasługiwała pod każdym możliwym względem, Brynn nie wiedziała, jaką rolę ma odgrywać na ranczu. To ona opiekowała się wcześniej Warnerami, ale ich życie się zmieniło i odkąd dwaj bracia odnaleźli swoje drugie połówki, nie musiała już dbać o to, żeby się nie przemęczali, dobrze odżywiali i znajdowali czas na odpoczynek. Nie była już odpowiedzialna za organizowanie wszystkich świąt i nie musiała łagodzić sporów między braćmi ani ugłaskiwać ich ego. Właściwie to była pewna, że już jej nie potrzebują, i to ją przerażało. A jednak nic nie wydawało jej się tak okropne, jak rezygnacja z tego wszystkiego i poślubienie Jacka.

– Brynn, kochanie, weź głęboki oddech. – Głos Leo był spokojny i kojący. Wszyscy obecni skupili się na mężczyźnie, którego serce właśnie rozdeptała i odrzuciła, ale Leo była inna. Zawsze patrzyła na wszystko z szerszej perspektywy i z pewnością zauważyła, jak trudno było Brynn zrezygnować z mężczyzny, który nie zasługiwał na taki cios.

Leo podeszła ostrożnie do swojej nowej przyjaciółki, wyciągając do niej ręce, jakby zbliżała się do dzikiego, nieoswojonego zwierzęcia. Rudowłosa kobieta potrząsnęła jednak tylko głową i wybiegła z pomieszczenia, wpadając prosto na Cyrusa. Wielki mężczyzna przytulił ją i złożył delikatny pocałunek na czubku jej głowy, po czym pozwolił jej pobiec dalej.

Cy zawsze wzbudzał w ludziach posłuch i szacunek, więc gdy tylko wrócił do pomieszczenia, wszyscy zgromadzeni spojrzeli na niego pytająco. A raczej wszyscy za wyjątkiem Jacka, który wciąż patrzył przed siebie nieobecnym wzrokiem, niedowierzając, że kobieta jego marzeń właśnie wyszła. Mężczyzna zastygł. Nikt nie miał odwagi go dotknąć, bo wyglądał, jakby lada moment miał się rozpaść.

– Lane wyjechał. – Chrapliwy głos Cyrusa wypełnił pomieszczenie.

Najstarszy Warner przyciągnął do siebie narzeczoną. Leo stanęła przed nim i objęła jego twarz dłońmi – ledwo sięgała temu wielkiemu mężczyźnie do podbródka. Jej blade palce kontrastowały z jego ciemnym, przyprószonym siwizną zarostem, który nadawał mu wygląd dystyngowanego twardziela.

– Jak to wyjechał? – zapytała. – Pewnie potrzebował tylko zaczerpnąć świeżego powietrza. Właściwie nam wszystkim by się to przydało.

W innych okolicznościach Brynn zaoferowałaby gościom drinka lub jakąś słodką przekąskę. Ale tym razem to właśnie ta rudowłosa piękność spowodowała całe to zamieszanie, więc przyszła nowa pani domu musiała zadbać o rozładowanie napiętej do granic możliwości atmosfery. Leo skinęła na wciąż oszołomioną Opal i zasugerowała:

– Może pójdziesz sprawdzić, jak się ma nasza Brynn? Powiedz, że przyjdę do niej za chwilę.

Leo rzuciła przenikliwe spojrzenie na bliskich, których przyprowadził Jack, skinęła głową w stronę przygnębionego mężczyzny i szepnęła do nich:

– To zapewne ostatnie miejsce, w którym chciałby teraz być. Zabierzcie go gdzieś, gdzie będzie mógł dojść do siebie i napić się dobrej whisky. I nie zostawiajcie go samego.

Kuzyn Jacka i jego najlepszy przyjaciel natychmiast zabrali się do wykonania jej polecenia, jakby była małym, apodyktycznym generałem, a oni jej wiernymi żołnierzami.

– To już chyba oczywiste, że impreza się skończyła, przynajmniej na dziś – oznajmiła głośno Leo. – Chcielibyśmy podziękować wszystkim za przybycie. A teraz nasza rodzina potrzebuje trochę czasu dla siebie, żeby poradzić sobie z kilkoma sprawami.

Z uśmiechem przyklejonym do twarzy sprytnie wyprowadziła za drzwi wszystkich, którzy nie byli Warnerami. Gdyby ktokolwiek zadał sobie trud, aby uważnie jej się przyjrzeć, zauważyłby, że uśmiech Leo był właściwie obnażeniem zębów, a ona sama przypominała groźnego drapieżnika, który zrobiłby wszystko, by bronić swojego honoru. W pełni zasłużyła sobie na swoje imię.

– Wyjechał, Leo – rzekł Cy łamiącym się głosem, obejmując swoją kobietę drżącymi ramionami. – Wsiadł do samochodu i oznajmił, że wyjeżdża i nie wie, kiedy wróci. Ani czy w ogóle kiedykolwiek wróci.

Warnerowie mieli ranczo we krwi, choć tak naprawdę Cy nigdy go nie chciał, a Sutton żywił do tego miejsca urazę. Za to Lane je uwielbiał. Był nieodrodnym synem swojego ojca. Kiedy Sutton odkrył, że jego szczęście jest gdzieś poza ich rozległą posiadłością w Wyoming, nikogo to nie zaskoczyło. Nikomu jednak nie mieścił się w głowie wyjazd Lane’a. Był sercem i duszą rancza, które zawsze nazywał swoim domem, dziedzictwem i marzeniem. Każdy wiedział, że bez Lane’a stałoby się ono jedynie kawałkiem ziemi i ciężarem. Nie byłoby tu już tyle miłości, światła, piosenek i śmiechu. Zamilkłaby muzyka. Wszystko ucichłoby i poszarzało.

 

Leo oparła głowę na klatce piersiowej Cyrusa, tuż przy jego sercu. Przesunęła dłońmi po jego napiętych ramionach i splotła palce z jego palcami.

– Wróci – oznajmiła z pełnym przekonaniem.

Cy westchnął i pochylił się, by oprzeć brodę na czubku jej głowy. Kręcone włosy Leo, w kolorze truskawkowego blondu, załaskotały go w twarz, tak jak zawsze, kiedy się do niej zbliżał.

– Skąd możesz to wiedzieć, słońce? – zapytał. – Skąd wiesz, że wróci?

Leo pocałowała go w szyję i szepnęła z pełnym przekonaniem:

– Bo tu jest jego miejsce i nigdy by cię nie zawiódł. Poza tym Brynn tutaj mieszka. Bez względu na to, jak daleko pojedzie, nigdy nie ucieknie od swoich uczuć do niej. Gonią go już od ponad dziesięciu lat. Pora, żeby stawił im czoło.

Cy wydał z siebie kolejne westchnienie i objął kobietę, która wniosła tyle światła do jego życia. Wszyscy wiedzieli, że Cyrus nigdy nie pozwoli jej odejść. Ten wielki mężczyzna doskonale zdawał sobie sprawę, że można ignorować i tłumić wiele emocji, ale nie miłość.

Nie, nie ma ucieczki od miłości, która już chwyciła cię w swoje szpony. Im bardziej z nią walczysz, tym mocniej możesz się zranić, gdy wbije swoje pazury we wszystkie twoje najdelikatniejsze, najwrażliwsze miejsca. Cyrusowi Warnerowi pozostało jedynie liczyć na to, że jego najmłodszy brat nie wykrwawi się na śmierć, zanim w końcu przestanie toczyć bój z losem, od którego tak długo uciekał.