Kocham cię na zabójTekst

Autor:Jarr
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


1. Miasto Singli

Jarr Porażkiewicz zajął miejsce przy oknie autobusu rejsowego, aby rozpocząć podróż ku przeznaczeniu. Jednak ono dopadło go wcześniej. W postaci dojrzałej wiekiem, młodej duszą i ciałem współpasażerki zmierzającej ku niemu.

Nie wiadomo skąd razem z nią nadeszły wspomnienia z młodzieńczych lat, gdy to na koniec semestru, po pozytywnym zaliczeniu kolejnego przedmiotu, wybiegł ze szkoły, łapiąc autobus.

Śpieszył się do domu, gdzie czekała na niego nieprzyzwoicie przyjemna niespodzianka.

W zatłoczonym pojeździe rozważania nad sensem bytu przerwał kolejny przystanek, na którym napór pasażerów rzucił Jarrem w głąb rzężącego, przegubowego ikarusa. Chwytając się poręczy, gładko wylądował, muskając z gracją kobietę przed nim, która dzielnie obejmowała tę samą poręcz co on. Rude kręcone włosy nieznajomej, głaszcząc go po twarzy, powodowały coraz większe ciepło obejmujące kolejne partie ciała młodego mężczyzny. Ileż zakrętów i bujań mógł wytrzymać w wieku dojrzewania, czując obłędne ciało dojrzałej, powabnej kobiety, co chwilę ocierającej się o niego w rytmie falowania autobusu po miejskich ulicach?

W końcu poddał się chwili wraz ze współpasażerką, również głodną figli z młodzieńcem; poczuła strzałę Erosa wbijającą się wraz ze sterczącym przyrodzeniem młodego blondyna w jej spódnicę, którą mięła niemiłosiernie. Całując włosy kobiety, dotykał jej dłoni. Czuł jędrność pośladków pobudzającą niedoświadczoną jeszcze męskość. Pasażerka coraz mocniej kołysała biodrami, rozgrzewając chłopaka jeszcze bardziej, chcąc go wręcz ugryźć pośladkami. Jego członek próbował przebić spodnie, wciskał krótką spódniczkę w jej przełęcz analną zapraszającą go do zwiedzania.

Solidne przyrodzenie młodego Jarra, wyprężone do granic wytrzymałości rozporka, chciało wyskoczyć na zewnątrz i penetrować nowe przestrzenie. Na szynach tramwajowych poczuł, że przestaje panować nad sytuacją i lont w armacie dopala się przed wystrzałem.

Rozwiewając wspomnienia chłopaka, współpasażerka o przeszywającym spojrzeniu i rozpuszczonych, kruczoczarnych włosach zapytała:

– Czy to miejsce jest wolne?

– Ależ oczywiście, proszę bardzo – odrzekł, zabierając bagaż podręczny z fotela obok.

– Nie… Nie to. Miałam na myśli miejsce przy oknie.

– Przy oknie jest przede mną albo z tyłu!

– Ale ja chcę przy oknie obok ciebie… – wyszeptała głośno i zalotnie, pochylając się nad Jarrem.

Prezentowała walory głębokiego dekoltu oraz wycięcia w spódnicy pozwalającego oglądać podwiązkę. Pod naporem argumentów przesiadł się, zaintrygowany bezpośredniością kobiety. Ta, z kocią zręcznością, usiadła na zdobytym miejscu. Pewno już zazdrości fotelowi obejmującemu mnie tak czule – pomyślała wzgardliwie o całym męskim gatunku, tak podatnym na zmysłową manipulację.

Pojawienie się dziwnej współpasażerki postawiło pod znakiem zapytania sens zatwardziałej, samodzielnej egzystencji mężczyzny. A jednak jeszcze istnieją kobiety umiejące zaskoczyć! ‒ pomyślał, stawiając coraz bardziej nabrzmiewający wykrzyknik.

Pomimo pociągającej fizjonomii Thora z komiksów Marvela, nie udawało mu się przyciągnąć tej prawdziwej drugiej połówki. Może to jego trudny charakter na to nie pozwalał? Na pewno praca osobistego ochroniarza w tym nie pomagała.

Podziwiając nadzwyczaj ponętne nogi kobiety, usłyszał:

– Wypatrzyłeś coś ciekawego?

Zdekonspirowany, odparł:

– Kontempluję napięcie powierzchniowe pończoch na twych łydkach.

– Odpowiednie? – zapytała z uśmiechem i zalotnie przymrużonymi oczami.

– Trudno ocenić bez zastosowania techniki dotykowej.

Bez słowa obnażyła stopę i wsunęła ją w lnianą nogawkę jego spodni, czule pieszcząc mężczyznę.

– A teraz? – zapytała.

– Idealnie. – Położył dłoń na kolanie nieznajomej i poczuł ciepło bijące od wnętrza jej ud.

Zatapiając spojrzenie w brązie przymrużonych oczu kobiety, wodził dłonią, czule pieszcząc jej obydwie łydki. Wsuwając rękę kawałek po kawałku coraz dalej, zdobywał nowe obszary pod skórzaną spódnicą.

W połowie drogi do rozkosznego trójkącika złapała jego dłoń. Przysunęła usta do ucha chłopaka i zapytała:

– Kim ty właściwie jesteś, zboczuchu?

Wsuwając dłoń w czerń fryzury współtowarzyszki podróży, zatopił wargi w jej ustach, szepcząc do ucha czule:

– Jestem testerem zabezpieczeń antykoncepcyjnych.

Całował okolice kolczyka drobnymi, czułymi pocałunkami. Poprzez szyję dotarł do drugiego ucha i zapytał:

– A ty… kim jesteś?

– Podniecającą inspiracją z przeszłości, koszmarem przyszłości – rzuciła tajemniczo.

– A w teraźniejszości? – Nie dawał za wygraną, nie rozumiejąc do końca sensu wypowiedzi.

– Sobą – ucięła dyskusję, molestując jego nabrzmiewające przyrodzenie.

Autobus wjeżdżał na Stację Pożądanie. Jarr czuł delikatne usta kobiety. Najpierw ostrożne przytulenie. Ciepło oddechu na policzku. Coraz bardziej intensywne, nabrzmiałe erotyzmem spojrzenie.

Językiem pytał o wejście. Zgoda uchyliła je nieznacznie. Omiótł lekko wargi kobiety, po czym wsunął się gładko do środka. Spotkał jej spragniony język. Obydwa spięły się razem niczym para szalejąca w tańcu na parkiecie ich ust.

Puściła schwytaną wcześniej dłoń. Lekko rozchyliła nogi. Pozwoliła zdobywać swoje najczulsze okolice. Jednocześnie zręcznie wypuściła na zewnątrz wyprężoną męskość Jarra. Zabawiała się nią energicznie. Doprowadzała do szału. W tym czasie była coraz głębiej i odważniej eksplorowana przez mężczyznę. Zatapiał się z rozkoszą w jej wilgotnej pochwie.

Guziki bluzki oraz stanik ustąpiły pod naporem żądzy. Odsłonił okazałe piersi kobiety z seksownie sterczącymi, pałającymi pożądaniem sutkami. Pragnęły pieszczoty. W tej chwili jego język ochoczo zaczął taniec. Wodząc wokół nich, zostawiał je wilgotne. Swoją ruchliwością sprawiał kobiecie przeszywającą przyjemność. Niezwykle podniecającą jędrnością ust oplatał sutki ze wszystkich stron.

Biegał w pocałunkach po całej ich kulistej powierzchni.

Kobieta odwzajemniała pieszczoty. Szarpiąc, drapała go. Sięgając po „twarde berło”, nie zapominała o zniewalającej pieszczocie rozkosznego fallusa. Pomagając sobie ustami, doprowadzała członek do kresu wytrzymałości. Siadając na jurnym przyrodzeniu, złapała całe w swe kobiece sidła. Nadziewając się na nie głęboko, konsumowała drapieżną pochwą apetycznego, pulsującego w niej penisa. Kołysząc się, kręciła biodrami na wszystkie strony. Czyniła mężczyznę całkowicie poddanym.

Dłonie Jarra same biegały po całym ciele niesamowitej brunetki doprowadzającej go do ekstazy. Szaleńczo całował jej obłędne ciało, każde miejsce, które dopadł. Wił się pod nią z rozkoszy.

Ona, łapiąc go mocno, przyciskała do siebie. Łamiącym się, roztrzęsionym głosem wyszeptała:

– Twój wytrych przełamał wszelkie moje zabezpieczenia antykoncepcyjne, niech to będzie teraz!

Nie wytrzymał. Eksplodował w niej obficie. Wzdychając, utonęli w ekstatycznym orgazmie.

***

Rankiem dotarli na miejsce. Bogatsi o nową znajomość, poszli w swoich kierunkach.

Zadziwiające było dla mężczyzny to, że osoba, po którą podjechała limuzyna z kierowcą, podróżowała w autobusowym ścisku. Jednak ludzie mają różne potrzeby i upodobania, więc przeszedł nad tym do porządku dziennego, bez większych rozważań.

Zachowując kilka jej włosów na swetrze, podążał taksówką do swojego nowego mieszkania. Z przekonaniem, że nie było to jego pierwsze spotkanie z tą kobietą. Miał wrażenie, że także nie ostatnie.

***

Z wyglądu Miasto Singli było podobne do innych betonowych molochów. Robiło jednak pozytywne pierwsze wrażenie. Zgłębiając bardziej jego tajemnice, można było dostrzec pewne wyróżniki o niezbyt rodzinnym charakterze. Rozwiązłość nie była szczególnie napiętnowana. Ludzie żyli tutaj głównie w otwartych związkach.

Mieszkanie Jarra mieściło się w długim klimatycznym bloku położonym pośród parkowej zieleni. Z okien rozciągał się widok na zarówno jedną, jak i drugą stronę budynku, dzięki czemu od południowej urzekał mężczyznę ruchliwy deptak, a od północnej ruchliwe sąsiadki z naprzeciwka.

Z powodu narastającego uczucia głodu, Jarr postanowił odwiedzić najbliższy sklep.

Zgodnie z przewidywaniami, gdy przekroczył obrotowe drzwi, przywitały go dziesiątki półek dźwigających tony różnych drobiazgów. Przytłaczały, wołając: „Weź mnie”, niczym wyuzdana niewiasta w filmie pornograficznym.

W tym upalnym czasie prym wiodła woda mineralna. Od wejścia oczom ukazywał się potężny regał zastawiony borowianką. Reklamowała się hasłem: Łyk Borowianki i dziewczyny tracą wianki.

Podchodząc do linii kas, zastanawiał się, na jak urodziwą egzekutorkę opłat trafi. Według Jarra prawidłowość wydawała się być zazwyczaj taka, że im droższy sklep, tym atrakcyjniejsze dziewczyny można było spotkać, by ich uroda działała znieczulająco na ilość wydawanej gotówki, której zastrzyk z portfela właśnie miał zasilić konto jednego z potentatów. Widząc obsługującą go kasjerkę, stwierdził w duchu, że ten sklep musi być naprawdę drogi.

Kari, o bujnej fryzurze barwy wściekłego ognia, przykuwała uwagę klientów obydwu płci. Jednej z zachwytem, drugiej z zazdrością. Burza łagodnie falujących pukli spływała nieregularnie na jej ramiona. Esencja nowej linii kosmetyków Hair Force, którą podziwiał na głowie Darii, modelki czarującej uśmiechem w katalogach wertowanych w kolejkach w salonach fryzjerskich, które zdarzało mu się odwiedzać.

 

Podczas odbierania punktów zadrapał jej dłoń swoim paznokciem niczym brzytwą.

Postanowił dzięki temu niewinnemu incydentowi zbliżyć się do niej trochę. I przekonać się, co z tego wyniknie.

Na razie wracał do domu uzbrojony w produkty do walki z samotnym wieczorem, czyli czekoladowe naleśniki oraz paszteciki kornwalijskie. Uwielbiał jedno i drugie jeszcze z czasów wizyt w hotelach wyszukiwanych przypadkiem w serwisie Hotellove. W jednym z nich pracowała kucharka-wirtuozka Gabi. Co prawda w innych restauracjach hotelowych również spotykał te dania, ale przesympatyczna filigranowa niewiasta, potrafiąca zabić spojrzeniem za jakąkolwiek zniewagę i jednocześnie złamać serce kilku innym mężczyznom znajdującym się w zasięgu wzroku, była tylko jedna. Taki kochany Bazyliszek w sukience. A Jarr musiał przyznać, że w sukience dziewczyna wyglądała naprawdę świetnie.

***

Postanowił zjeść przed telewizorem, zaczynając od poświęcenia uwagi teleturniejowi polegającemu na obracaniu kołem dającym pieniądze oraz odgadywaniu haseł. Koło Fortuny kręciło go od czasów dzieciństwa. Jednak oczywiście przed programem musiała być reklama.

Biorąc pierwszy kęs czekoladowego naleśnika, obserwował na ekranie kobietę w kuchni. Dobrze, że choć w telewizji są takie chętne do gotowania, choć za tę kasę to pewno niejedna postałaby z takim uśmiechem te dwadzieścia sekund przy garach – nie zdążył dobrze nad tym pomyśleć, gdy nagle wpadł do telewizyjnej kuchni jakiś mężczyzna.

Mógłby ją tam wyruchać, to by znacząco podniosło oglądalność całego bloku reklamowego – myśli Jarra szybko odbiegły na inny tor. Jednak natychmiast wróciły do śledzenia reklamy, gdy akcja spotu zaskakująco nabrała tempa. W tym czasie aktor krzyknął romantycznie:

– Kochanie, „szcze-kałem”!

Wal w ten budyń na kuchence! – myśli Jarra nie należały do wyszukanych, gdy popadał w irytację.

– Zażyj gównoscalacz, mój ty pieseczku! Spowoduje, że będziesz miał stolec jak bolec! – odrzekła niewiasta na ekranie, promieniejąc uśmiechem.

W tej sytuacji jednak trudno było mieć głębsze przemyślenia. Zastanawiał się, o co chodzi. Czy ten świat kręcił się już tylko wokół srania? I obrzydzających obiad filmów reklamowych? Może niedługo zamiast: Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi, luby[1] będzie „Jeśli nie chcesz mojej zguby, zgrabne kupy sadź mój luby, bo już nie obejrzysz mej dupy!”.

No nic, koleś pewno dostał zatwardzenia od tego reklamowanego cementu – pomyślał Jarr, rozkoszując się daniem.

Zamyślony w rundzie startowej, nie zapamiętał zbyt wiele oprócz nóg współprowadzącej program. To chyba był powód, dla którego ludzie tam tracili rozum i wymyślali niesłychane farmazony. Bo kto byłby w stanie nie postradać zmysłów w takich okolicznościach?

Ostatecznie finalista trafił na kategorię „Tytuł książki”. Litery wybrał nawet zgrabnie, jednak czas minął i nic z tego tym razem. A hasło było proste – Ktoś Inny. No któż nie czytał tej książki?! Przecież każdy ją znał.

Jarr zaczął się zastanawiać, jak zwykle w takich chwilach, czy dalej oglądać ten program. Co za psychol dobiera te hasła? Książka jakiegoś cymbała, który pewno zużył więcej prądu na jej napisanie, niż zarobił na sprzedaży – pomyślał.

– Takie coś hasłem finałowym? Jaja nawet nie jak berety, ale jaja bez fiuta normalnie ‒ kłócił się z niemym telewizorem. – Ja tam świętowałbym nawet przegraną, pewno dziwiliby się, uznając mnie za wariata.

Zauważył już dawno, że radość finalisty wpływa pozytywnie na chęć rozdawania uścisków przez uroczą rozpraszaczkę nieprzeciętnej urody.

***

Po emocjach telewizyjnych zajął się tropieniem w Internecie uroczo-groźnej kasjerki. Najlepszą drogą do celu było umieszczenie anonsu na Spotted.

Nie musiał długo czekać ‒ w jednym z komentarzy pojawiły się namiary na intrygującą właścicielkę jego pożądliwych myśli.

Trafił na jej profil bez większego trudu, jednak brak odpowiedzi ze strony dziewczyny zarówno irytował, jak i pobudzał kreatywność. Do tego stopnia, że postanowił wysłać list na adres sklepu, w którym ją spotkał. Wystarczyło odwiedzić pocztę naprzeciwko marketu, gdzie pracowała.

Ułożył zgrabną treść z przeprosinami za zadrapaną rękę podczas zakupów, i poszedł spać.

***

Rankiem następnego dnia poszedł nadać wiadomość. Poczta z reguły wysyłała listy przyjęte do godziny czternastej jeszcze tego samego dnia. W tym przypadku nie tylko wysłała, ale także dostarczyła.

Efektem była wieczorna wiadomość.

Podczas kolejnego kontemplowania urody „Pani Rozpraszaczki”, rozbrzmiał dźwięk komunikatora.

Witam, nieznajomy drapieżny kliencie, dziękuję za troskę,

z moją ręką w porządku, wyjdę z tego:)

Czując rozchodzący się po całym ciele przyjemny dreszcz, Jarr chciał przyśpieszyć leniwie płynący czas, aby ujrzeć ją znowu.

***

Odwiedził sklep kolejnego dnia. Wypatrywał Kari w labiryncie alejek, aż zauważył ją, zmierzającą zwinnie w stronę kas.

Kołysząc się w rytm kroków, jej kształty uwodziły fantazję mężczyzny.

Włosy lśniące w promieniach wczesnoletniego słońca wpadającego przez duże sklepowe okna opadały na ramiona niczym wodospad, w którym Jarr miał ochotę zatopić się już teraz, zaraz.

Delikatna, ale i wyrazista uroda doprowadzała zmysły do szaleństwa.

Poczuł się dziwnie onieśmielony, jak nastolatek walczący po raz pierwszy o względy dziewczyny. Pytał siebie w duchu, jak kontynuować tę znajomość. Zastanawiał się, czy będzie chciała dać szansę poznania się jakiemuś wariatowi, który wysyła listy. Bo któż to robi w obecnych czasach? Jedynie wariat…

Teraz trzeba było iść za ciosem, nie zastanawiając się, jak to jest, jak się najpierw robi, a potem myśli. Życie i tak pokaże, co ma być dalej.

Tak też bez układania bardziej szczegółowego planu, udał się z jakąś zupełnie niepotrzebnie zakupioną rzeczą do kasy. Chciał sprawdzić reakcję, popatrzeć na te ciepłe usta obiecujące gorące pocałunki. Ofiarować w myślach przyjemność. Tonąć w zjawiskowości tych oczu barwy pistii rozetkowej, w tym ognistym spojrzeniu.

Stojąc ostatni w kolejce, aż w końcu jako jedyny, zastanawiał się, jak mógł wpaść tak jak szczeniak. Przecież jemu takie uczucia były obce.

W końcu dotarł na miejsce egzekucji, uświadamiając sobie, że nie wymyślił niczego, czym by zwrócił jej uwagę jeszcze bardziej.

Jednak przewrotność losu była po jego stronie.

– Mam cię skasować, czy masz zamiar to ukraść? – spytała, rozbrajając go uśmiechem.

– Najchętniej skradłbym twoje serce! – wypalił, zaskakując sam siebie.

– Po co ci ono?

– Zawsze marzyłem o takim modelu.

– Co ty byś z nim robił? – rzuciła, w myślach określając Jarra jako bawidamka.

– To i tamto, same dobre rzeczy – bronił się. – Przepraszam za rękę – dodał, wracając trochę do rzeczywistości.

– Nic takiego się nie stało, ryzyko zawodowe – zażartowała. – Umiesz zwrócić na siebie uwagę.

– Oj, nie tak jak ty – odparł, czyniąc jej uśmiech jeszcze bardziej promiennym.

Po chwili padły często słyszane z ust kasjerki słowa:

– Mogę być winna grosika?

Jarr zmierzył ją chytrym spojrzeniem. Eureka! – olśniło go.

– To może jednak poszukam dokładniej – dodała po chwili.

– Nie trzeba, masz tu moje dane, będziesz mogła przynieść przy okazji – rzucił, podając adres.

– To niedaleko – pożegnała mężczyznę dającym nadzieję tonem.

Wielokrotnie odtwarzając spotkanie w myślach, nie mógł skoncentrować się już na niczym innym, jak na niej.

[1] Aleksander Fredro, Zemsta, Dom Książki, Kraków 1993.

2. Singlowa gra w parach

Wieczorem postanowił gdzieś wyjść, aby pozwiedzać miasto.

Był w łazience, gdy usłyszał pukanie do drzwi wejściowych. Chcąc szybko załatwić sprawę, wyskoczył, otworzył i zamarł na widok Kari stojącej z groszem. Widok częściowo roznegliżowanego Jarra przypadł jej do gustu. Niechętnie pozwoliła mu się ubrać.

Wyszli razem zwiedzać okolicę. Przechadzali się wzdłuż nastrojowo rozświetlonych latarniami parkowych alejek. Poznawali się nawzajem, aż niewinny spacer zawiódł parę do klubu bilardowego.

Jarr zaprowadził Kari do stołu, wręczając jej kij, i rozstawił bile.

Wyglądała zjawiskowo w sukience zakrywającej uda nieco poniżej podwiązek i w blasku lampy bilardowej zwisającej luźno i oświetlającej pole gry.

Mdła poświata ściennych kinkietów ukazywała miękką kanapę ustawioną pod ścianą oraz stolik w pokoju gry, który para właśnie zajmowała.

Spoglądali na siebie nawzajem wzrokiem żądnym gry toczonej od wieków między obiema płciami. Nagość ramion Kari, połączona z głębokością dekoltu, odkrywała niesamowite widoki przy każdym pochyleniu w postawie typowej podczas gry w bilard. Prosząc o parę wskazówek, dziewczyna nie miała pojęcia, dokąd ją ta gra doprowadzi.

Jarr z przyjemnością przystąpił do dzieła.

Chwycił delikatną dłoń Kari, położył na przyjemnym w dotyku suknie pokrywającym stół. Rozsunął delikatnie jej palce, ułożył tak, by kij ślizgał się po nich jak najlepiej, aby na końcu wyprowadzić nim decydujące pchnięcie. Pieszcząc dłoń dziewczyny, zauważył, jak bardzo podobała jej się ta lekcja. Stanął z tyłu i wsunął kij w drugą rękę. Kari złapała go pewnym chwytem.

Coraz mniej panowali nad emocjami.

Piękna kobieta w rękach mężczyzny, robiąca wszystko, co on jej każe – taka uległość była pociągająca także dla niej. Niepewność, co mężczyzna za chwilę zrobi z jej ciałem pod pretekstem gry, rozgrzewała wszystkie jej zmysły.

Przyszedł czas na ułożenie całego ciała w prawidłowej postawie. Jarr zaczął od nóg. Jedna musiała stać prosto, bez ugięcia w kolanie. Zatroszczył się o to, głaszcząc ją od stopy po podwiązkę. Dziewczynie trudno było wykonywać jego polecenia, gdyż miała ochotę położyć się na podłodze i szaleć z nim bez opamiętania. Jednak dzielnie trzymała się prosto.

Dotykając czułe miejsce pod kolanem drugiej nogi, spowodował lekkie ugięcie niezbędne do zachowania prawidłowej postawy. Z każdym centymetrem zwiedzania cudnych kształtów jej nóg, ciało mężczyzny ogarniał coraz większy żar. Odsuwając swoją twarz od bioder dziewczyny, pochylił się nad stołem. Miał szyję Kari w zasięgu swoich warg. W ten sposób nakłonił ją do właściwego wyprężenia, które nastąpiło wtedy gdy już nie mogła uciec od jego ust. Bawił się jej bujną fryzurą, aż ich ciała dokładnie przylgnęły do siebie, wyczuwając wzajemne pożądanie.

Biust Kari stawiał opór wysiłkom nauczyciela, blokując prosty ruch kija ocierającego się zbyt natarczywie o piersi. Dłonie Jarra robiły wszystko, by poprawić sytuację, jednak efekt najbardziej widoczny był w spodniach mężczyzny. Dziewczyna poczuła coś więcej niż tylko twardość kija w dłoniach. Odwróciła się szybko. Poczęstowała Jarra lepkim spojrzeniem.

Już wiedzieli, że nie będą dłużej czekać. To musiało się wydarzyć tu i teraz.

Usta spięły się same z siłą wagonów kolejowych, tworząc jedność. Dłonie z nieprzewidywalnością ruchów Browna zaczęły błądzić po ciałach, jak gdyby chciały posiąść je całe naraz. Oboje pieścili coraz intensywniej każdy zakamarek, do jakiego udało się im dotrzeć w zwarciu rozpalonych ciał.

Jarr chwycił mocniej biodra dziewczyny, podsadzając ją, by mogła wygodnie usiąść na bandzie. Odwdzięczyła się szybko, rozchylając nogi i oplatając go nimi mocno. Zakotwiczyła się piętami w naprężonych ekscytacją męskich pośladkach.

Łapiąc ją za włosy, odchylił jej głowę do tyłu. Zatapiał usta w delikatności szyi niczym podniecony wampir. Miarowe ruchy bioder oraz naprzemiennie mocniejszy i lżejszy uścisk silnych ud Kari doprowadzały go do szału. Tak bardzo pragnął już być w niej!

Jego wargi kontynuowały spacer po jej szyi. Co chwilę dołączał do nich język badający okolice od jednego ucha do drugiego, co wprawiało w erotyczny trans Kari, wzdychającą, drapiącą, całującą i pieszczącą. Jej dłonie szalały po ciele długowłosego blondyna, powodując kolejne fale dreszczy, które rozchodziły się we wszystkich kierunkach.

 

Całując centymetr po centymetrze rozpalone ciało dziewczyny, dotarł do ramion. Ściągnął ustami szelki sukienki, która zsunęła się z gracją po gładkim, błyszczącym seksem ciele na biodra. A Jarr sunął razem z nią, po czym w podobny sposób pozbawił dziewczynę majtek. Jego oczom ukazał się śliczny widok, przysłonięty odrobinę figlarnie sukienką wciąż obecną w talii.

Czując na policzkach ciepło ud dziewczyny, całował ich delikatną wewnętrzną stronę. Zbliżał się coraz bardziej ku rozkosznej, coraz wilgotniejszej kobiecości. Docierając do celu niczym zdobywca szczytu, złożył delikatny pocałunek. Doprowadzał ją do jeszcze głębszych i głośniejszych westchnień.

Otulając czule udami jego głowę, znajdującą się pod sukienką, powodowała, że jego rozporek był rozsadzany niemożliwym do opanowania napięciem.

Nagle zwolniła uścisk i zamiast ud poczuł na twarzy dłonie. Ciągnęły jego głowę nieco wyżej. Jarr całował czule okolice brzucha dziewczyny. Dotarł do pępka.

Zajmował się nim podobnie jak poniżej jej słodkim trójkątem. Całował najpierw dokładnie wokoło, by następnie wniknąć końcem języka do wewnątrz. Z pępka powędrował ustami do granicy wyznaczanej przez stanik. Sięgnął dłonią do niechcącego ustąpić zapięcia. Oplatając dziewczynę, chwycił oburącz biustonosz. Napiął mięśnie, co pobudziło dziewczynę jeszcze bardziej.

Podobnie jak dźwięk rozrywanego stanika, który Jarr odrzucił gdzieś w dal…

Oczom rozpalonego pożądaniem mężczyzny ukazał się cudowny widok jędrnych, rozkołysanych piersi. Wymieniając płomienne spojrzenia, Karii i Jarr rozumieli się bez słów.

Błyskawicznie dopadł ustami sterczący sutek. Zassał z rozkoszą. Drugi zabawiał palcami. Jednocześnie ściskał silnymi dłońmi obydwie piersi. Obcałowywał je całe, pomagając sobie językiem, którego koniuszek wprowadzał Kari w ekstazę. Stykał się z twardymi szczytami sutków, chwytał je po chwili w całości. Zawijał się na nich niczym naleśnik z nadzieniem sutkowym…

– Zerżnij mnie wreszcie…! – wyszeptała, zsuwając się ze stołu.

– Pragnę cię – padało z obydwu ust.

Zrzuciła resztki ubrania. Rozpinając rozporek mężczyzny, zręcznym ruchem wypuściła jego penisa na zewnątrz.

Wyskoczył jak szalony. Uwolniony ze spodni, wpadł wprost do niewoli ust Kari. Przywitała się z nim pocałunkiem, którym zręcznie odsłoniła jego lśniącą głowę. Chwyciła przyrodzenie w jedną dłoń, pieszcząc czule. Drugą złapała worek mosznowy, bawiąc się coraz odważniej jądrami mężczyzny.

Ściskała i całowała od nasady po sam czubek, zręcznie oplatając go językiem. Lizała niczym szalona żmija, aż w końcu zaczęła ssać z taką dzikością, że Jarr miał wrażenie, jakby poprzez gardło dotarł do jej pochwy.

Ledwo powstrzymując się przed wystrzałem, posuwał członkiem tak, jakby był w jej waginie. Czując, że jest bardzo blisko erupcji, chwycił za jej zmierzwioną fryzurę.

Odciągał jej usta od wyssanego, mocno wyprężonego członka, okraszonego pierwszymi kroplami spermy wydostającej się na zewnątrz.

Położyła się na sofie w zacienionym kącie pokoju. Rozchylając nogi, zapraszała do siebie. Momentalnie dopadł do jej wilgotnej płci. Czubkiem języka oblizywał obrzeże, nie zapominając o poświęceniu szczególnej uwagi łechtaczce. Penetrował kobiecość głęboko, wnikając wirującym językiem coraz bardziej i mocniej. Całował gorącą, mokrą waginę jak usta. Gorąco, żarliwie i namiętnie. Dłońmi ściskał tyłek. Pieścił brzuch oraz każde miejsce, które był w stanie dosięgnąć.

Kari trzymała go mocno udami. Chwilami puszczała. Wierzgała na wszystkie strony niczym rozszalała łania.

Zniewalała z całych sił, wodząc dotykiem po całym ciele Jarra, jak gdyby chciała go całego zagarnąć do wewnątrz rozpalonej pożądaniem pochwy.

Jej ciałem wstrząsnęły ekstatyczne konwulsje. Odpłynęła na chwilę, kładąc się na nim. Uspokoiła się trochę, jednak widok potężnej erekcji nie pozwolił się na dłuższy odpoczynek. Chwyciła jego penisa.

Podniosła nauczyciela z sofy i zaprowadziła do stołu. Jedną ręką pieściła, a drugą złapała jego tyłek.

Wyszeptała, gryząc go w ucho:

– To jest przyłożenie do strzału…

Odciągnęła mężczyznę. Złapała drapieżnie stalowy pośladek. Zastygła i przesunęła Jarra do przodu. Zagrała jego wyprężonym penisem bilę na stole. Ta trafiła w inną, która odbiła się od przeciwległej bandy. Zaczęła wracać.

I wtedy Kari zatrzymała ją między piersiami, pochylając się ponętnie nad stołem.

Nie wytrzymał. Złapał jej kształtną pupę, wsunął w nią całą swoją wyprężoną męskość. Wzdychając, gryzł w ucho. Wsunął pod brzuch Kari leżący na stole kij. Usiłował doprowadzić partię do końca. Poruszał rękojeścią, pieścił czułe miejsca pomiędzy piersiami. Opierał kij na jej dłoni, wpijającej się niczym szpon w sukno.

Wykonywał kolejne pchnięcia. Zastygał przy każdym w bezruchu, by po chwili penetrować pochyloną nad stołem dziewczynę mocniej i szybciej. Zagrywając bilę, wsuwał się głęboko w jej rozpaloną pochwę. Pieścił brzuch. Precyzyjnie prowadził grę na stole i poza nim kijem i członkiem. Doprowadzał szalejącą z rozkoszy dziewczynę do obłędu.

Pożądliwe westchnienia pieściły jej uszy. Rozpalały żar, który rozchodził się pomiędzy piersiami we wszystkie strony. Pieścił łono. Łączył na plecach z ciałem mężczyzny dostarczającym niewyobrażalnych doznań.

Pieszczotliwy klaps wymierzony w jędrny pośladek był znakiem do przesunięcia we właściwym kierunku. Droczyła się, chcąc ich więcej, zgodnie z przesłaniem piosenki T.Love Klaps.

Ostatnie posunięcie kijem… Ostatnia czarna kula wbita do łuzy… Ostatnie posunięcia w łuzie Kari…

I ich pierwszy wspólny orgazm wypełniający pokój.

Obydwoje zatopieni w sobie, wyprężeni w ekstazie, opadli na stół, gryząc, pieszcząc i całując się w szaleństwie chwili.

Ostatnie momenty w Pokoju Uniesień spędzili spleceni, obserwując z sofy stół – miejsce gry wstępnej oraz późniejszego ostrego spełnienia bez hamulców.

Światło mignęło, oznaczając, że za kilka minut upłynie czas gry.

Po doprowadzeniu się do ładu, przeszli do baru. Niekompletny strój Kari był pamiątką cudownie spędzonego czasu. Brak stanika i pończoch drażnił fantazję Jarra.

***

Przed wyjściem z klubu zaproponował jeszcze jedną grę, tym razem barową, czyli picie alkoholu na gramy. Polegała ona na wybieraniu w barze drinków stawianych na wadze, by ustalić masę, do jakiej wypija się zawartość. Na zmianę, drobnymi łykami. Zwycięzcą zostawał ten, kto trafił idealnie. Ewentualnie przegrywał ten, kto upijał za dużo choćby o gram. Przegrany miał spełnić życzenie zwycięzcy.

I tak przy dźwiękach Ajrisz wyzwanie rozpoczęła Kari. Po jej łyku zostało jeszcze sporo do upicia. Rozkojarzony powłóczystym spojrzeniem, Jarr wziął głęboki łyk, zbliżający do zwycięstwa.

Jednak trudne zadanie Kari wykonała wyśmienicie, jedynie mocząc usta w swoim Bellini. Wygrała zmagania z drinkiem wzorowo. Potem jej wargi zalśniły jeszcze bardziej, zachęcając do brzoskwiniowego pocałunku.

Dreszcz niepewności przeszył ciało Jarra, co też dziewczyna wymyśli jako życzenie.

***

Po opuszczeniu klubu poczuli wieczorne ciepło bijące od ulicy. Wzdłuż niej ciągnęły się rzędy budynków politechniki oraz akademików po drugiej stronie.

Szli środkiem, torem szyn tramwajowych, spleceni ze sobą. Nikt ani nic nie istniało, aż usłyszeli charakterystyczny dźwięk za plecami.

Trudno ocenić, co było głośniejsze: dzwonek czy karcące okrzyki motorniczego.

Nie przejmowali się jednak tym, pokonując pośpiesznie ostatnie metry. Dopadli tramwaj na przystanku. Stojąc w tylnej części prawie pustego wagonu, połączeni w czułym uścisku, cieszyli się sobą.

Odnajdywali romantyzm chwili w uciekających do tyłu kamienicach, skrzyżowaniach i rozświetlonych lampach. W powietrzu, oprócz zapachu drzew i skoszonej trawy, unosiło się coś jeszcze.

Nie zauważając, że zostali w tramwaju sami, pojechali zadrzewioną alejką wprost na pętlę.

Martwe drzwi uwięziły ich wewnątrz. Motorniczy poszedł gdzieś w sobie tylko wiadomym kierunku.

– Mam życzenie – odezwała się nagle Kari.

– Słucham?

– Nie słuchaj, tylko wyjmij go teraz – powiedziała rozkazującym, ciepłym tonem.

Zgrzyt zamka spodni potwierdził spełnianie się jej życzenia. Jarr wysunął dla niej penisa na zewnątrz, pomachał nim wesoło.

– Słodki – rzekła, głaszcząc dłonią okazałe przyrodzenie. – Szybko podnosisz szlaban. Czyżbyś miał ochotę na odjazd? – zapytała figlarnie, zbliżając się do nabrzmiewającego członka, zachęcającego obydwoje do kolejnej dawki przyjemności.

Mężczyzna miał olbrzymią ochotę. Nie umiejąc nic powiedzieć, oddał się niespodziewanej pieszczocie, cały, tak jak stał.