Mumie. Fenomen kulturTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jarosław Molenda

Mumie. Fenomen kultur

Saga

Mumie. Fenomen kultur

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 2006, 2021 Jarosław Molenda i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726832525

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

www.sagaegmont.com

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Mojej córce – Karolinie

Autor pragnie podziękować osobom,

które przyczyniły się do powstania niniejszej książki:

Grzegorzowi Kapli za udostępnienie zdjęcia na IV stronę okładki,

Tomaszowi Karlińskiemu i Wojtkowi Klimkowi za pomoc przy kompletowaniu materiałów,

Marcie Łukaszczyk i Leszkowi Płonce za konsultację językową,

Arkowi Wingertowi za ponad ćwierć wieku tolerancji,

Rodzicom za nieustające wsparcie.

CZĘŚĆ PIERWSZA

Egipt

W Muzeum, Egipską Mumię

Widziałem niegdyś w młodości.

Dziś, tonącemu w zadumie,

Spojrzała z głębi Przeszłości,

Jak Duch, co myśli, słyszy i rozumie.

Piotr Odmieniec Włast, Mumia1

ROZDZIAŁ I

Mumiomania

1.Narodziny obłędu

Od niepamiętnych czasów ludzie żyjący w różnych częściach świata oddawali cześć zmarłym. Do dzisiaj zadziwia i wywołuje zdumienie różnorodność form, jakie ten kult przybierał. Grzebali ich w grobach i grobowcach, w kurhanach i piramidach. Palili na stosach, przechowując potem prochy w urnach albo rozsypując je na wietrze lub nad wodą. Zwłoki ludzkie często też pozostawiano na żer padlinożercom, a i przypadki endokanibalizmu 2 wcale nie należały do rzadkości.

Wszystkie mumie, bez względu na to, czy powstały w wyniku celowej działalności człowieka, czy też działania sił natury, łączy fakt przerwania naturalnego procesu rozkładu ciała. Jeżeli bowiem po biologicznej śmierci człowieka nie zostaną odpowiednio szybko podjęte właściwe czynności, to skóra zmarłego stanie się najpierw zielona, następnie fioletowa, aż wreszcie czarna. Zwłoki ludzkie zamieniają się w istny mini-kombinat chemiczny, wytwarzający gazy i ciecze, co sprawia, że ciało po śmierci może zwiększyć swoją objętość nawet dwu- lub trzykrotnie.

Istnieją dwa rodzaje czynników powodujących rozkład tkanek: jedne znajdujące się jeszcze za życia organizmu w jego wnętrzu, drugie – w otaczającym go środowisku. Pierwsze uwalniają się na skutek biologicznej śmierci człowieka, po której następuje ich szybki rozwój, zależny jedynie od dostępu do substancji odżywczych i tlenu. Mowa tu o florze trawiennej (Escherichia Coli, Bacillus, Megatherium, Lactobacillaceae, Proteus, Klebsiella, Pseudomonas, Streptococcus, Enterococcus), płucnej (Staphylococcus [biały], Pseudomonas, Klebsiella Pneumoniae) oraz o florze układu płciowego, a u kobiet szczególnie o florze pochwy (Clostridium Ghoni)3.

Pośród powyższych przeważa szczególnie aktywna i żywotna flora beztlenowa, jednak gdy ciało nie zostanie pogrzebane lub gdy w grobie znajdzie się szczelina umożliwiająca działanie wód infiltracyjnych, do akcji wkracza także flora tlenowa. Za gnicie, a następnie mineralizację składników organicznych, są odpowiedzialne przede wszystkim bakterie z rzędu Clostridiales oraz enzymy 4 .

Specyficznym rodzajem rozkładu jest hydroliza. Proces taki w przypadku zwłok rozpoczyna się od powstania na ciele szarawej warstwy tłuszczu, który później na skutek procesu chemicznego przechodzi w stan stały i staje się tak zwanym wosko-tłuszczem. Ta „mydłowatość” ciała to efekt reakcji tłuszczu ludzkiego z glebą bogatą w alkalia 5 , wodę i bakterie. Zjawisko to jest spotykane w grobach zbiorowych, jeżeli nagromadzone ciała zalegają w wilgotnym gruncie. Przykładem mogą być mogiły polskich oficerów zamordowanych w Katyniu lub paryski Cmentarz Niewiniątek. Ten ostatni, złowieszczo nazywany „mięsożercą”, mógł „pochłonąć” ciało nawet w ciągu 24 godzin. XV-wieczni paryscy testatorzy, którzy nie mogli zostać tam pogrzebani, prosili, aby chociaż garść ziemi z tego cmentarza mogła się znaleźć w ich trumnie 6 .

Mineralizacja stanowi końcową fazę procesu tanatomorfozy, po którym pozostają już tylko ludzkie szczątki, czyli stałe i pozbawione życia organicznego elementy ciała: kości, wiązadła, zęby czy włosy. Jeśli zahamuje się działanie bakterii, istnieją możliwości zapobieżenia procesowi naturalnego rozkładu. Odnosi się to na przykład do ciał topielców pozostających pod powierzchnią wód lub bagien (torfowisk) czy ciał ludzi zmarłych w wyniku zamarznięcia, znajdowanych na dużych wysokościach lub w lodzie. Także proces naturalnego wysuszenia sprawia, że ciało zachowuje wszystkie włosy i część tkanek, a pergaminowa skóra pozostaje rozpięta na kostnej podporze. Z fenomenem tym mamy do czynienia w tych miejscach globu, w których zazwyczaj występują wysokie temperatury, niemal nieustanna susza oraz duża cyrkulacja powietrza. Przykładem mogą być pustynie Egiptu, Chile lub Chin.

Wiara w nieśmiertelność ciała po śmierci była obecna w umysłach i zapładniała wyobraźnię wielu archaicznych i starożytnych społeczności. Wszystkie bez wyjątku cywilizacje przykładały wielką wagę do konserwacji ciał zmarłych lub ich pozostałości w formie mumii, relikwii, prochów lub kości. Społeczności ludzkie, w zależności od swych technicznych możliwości oraz rytualnych nakazów, starały się zapewnić zmarłym mniej lub bardziej skuteczną ochronę przed procesem naturalnego rozkładu.

Starożytne kultury, które dążyły do trwałego zachowania ciał nieboszczyków, odkryły sposób na przerwanie – zdawałoby się – niepowstrzymanego łańcucha rozkładu biologicznego. Było nim wyeliminowanie czynnika wywołującego fermentację, czyli enzymów. Można to osiągnąć stosując dwie podstawowe metody. Pierwsza to pozbawienie enzymów wody, która jest im niezbędna do ciągłego wywoływania reakcji chemicznych. Druga polega na zniszczeniu konkretnego środowiska chemicznego, które umożliwia enzymom egzystencję.

Pomimo że nasi przodkowie nie wiedzieli o istnieniu enzymów, posiedli oni umiejętność długotrwałego przechowywania żywności, w tym mięsa zwierząt i ryb. Myśliwi usuwali z ubitej zwierzyny wnętrzności, rybacy patroszyli ryby – dzięki czemu powstrzymywali rozwój enzymów we florze jelit. Ci ostatni wiedzieli również, że chcąc dłużej przechować połów, muszą wysuszyć lub nasolić tusze rybne. Tym sposobem doprowadzali do dezaktywacji enzymów.

Przypadki intencjonalnej mumifikacji znajdujemy już u zarania dziejów ludzkości. Potrzeba pokonania doczesnej śmierci osiągnęła największe rozmiary, docierając niemal do granic absurdu, w starożytnym Egipcie. Choć upływ czasu coraz bardziej unaoczniał daremność działań związanych ze spełnieniem tego pragnienia, nie powstrzymywało to kolejnych pokoleń Egipcjan od jej kultywowania, mimo że kosztowne wyposażenie grobowców raczej padało łupem grabieżców, niż.pełniło funkcje pierwotnie przeznaczone im przez chowających.

Egipcjan cechowała wyjątkowa, wręcz obsesyjna gorliwość, z jaką troszczyli się o żywot pozagrobowy – nieporównanie bardziej niż o doczesny. Szacuje się, że w ciągu od 3 do 4 tysięcy lat w Egipcie poddano mumifikacji ponad 500 milionów ciał! Balsamowano nawet nienarodzone dzieci. Niekiedy mumifikowano i chowano również łożysko królowej-matki, traktując je jak „brata-bliźniaka”, który narodził się martwy. Podaną liczbę należy ponadto powiększyć o wiele milionów zmumifikowanych zwierząt, a nawet jaj ibisów i krokodyli!

Nie oznacza to, że lud nad Nilem uległ swoistej fascynacji zjawiskiem śmierci. Wręcz przeciwnie, Egipcjanie kochali życie do tego stopnia, że pragnęli, aby trwało również po śmierci ich doczesnej formy. Już pater historiae – Herodot 7 , który w V wieku p.n.e. przebywał w Egipcie, napisał o tamtejszym społeczeństwie, że: „[. . .] zawiera bardzo wiele osobliwości” oraz że: „[...] mają też Egipcjanie zwyczaje i obyczaje prawie pod każdym względem przeciwne, aniżeli wszystkie inne ludy” 8 .

Fascynacji Egiptem ulegli także inni starożytni podróżnicy, niejednokrotnie zszokowani faktem, że jego mieszkańcy starają się zachować ciała zmarłych takie, jakimi były za życia. Przez stulecia tereny Egiptu stanowiły tygiel, w którym mieszały się rozmaite kultury i wyznania. Trafne spostrzeżenie na ten temat poczyniła odwiedzająca Egipt Lady Duff-Gordon: „Ten kraj jest palimpsestem 9 , Biblię napisano tu bowiem na Herodocie, a na nim z kolei powstał Koran”.

Najwcześniejsze zainteresowanie badaczy mumii, i nie tylko ich, wzbudzał nie wiek, lecz domniemane właściwości lecznicze zmumifikowanych ciał. Nieporozumienie powstało w wyniku podobieństwa czarnego koloru żywic stosowanych przez starożytnych Egipcjan do preparacji zwłok i pewnej pozyskiwanej w okolicy Morza Martwego, mającej uzdrawiającą moc substancji, którą Arabowie nazywali mummija. Był to bitumin – lepka ropopochodna ciecz, powstająca z połączenia ropy z innymi minerałami (bitumin, który stwardniał w procesie wietrzenia ropy naftowej to naturalny asfalt).

 

Sławny arabski lekarz Ibn Betâr (zmarły w 646 roku n.e.) – cytując Dioskoridesa, greckiego lekarza i farmaceutę, który żył w latach 40–90 n.e. – twierdził, że bitumin pochodzi z kraju o nazwie Apollonia, wypływa z wodą z „błyszczących gór” i niesiony przez wodę osadza się na brzegach, gdzie gęstnieje i twardnieje, wydzielając przy tym woń smoły. Dalej Ibn Betâr wyjaśnia, że Grecy nazywali tę substancję πιττασϕαλτοσ(pittasfaltos). Terminem tym określano skuteczny na niektóre dolegliwości specyfik wytwarzany z judajskiego bituminu pozyskiwanego z Jeziora Asfaltowego 10 .

Persowie cenili bitumin za jego właściwości lecznicze bardziej nawet niż złoto, przez co mógł on służyć wyłącznie panującemu. Tradycja ta przetrwała aż do XIX wieku, co poświadcza fakt posłania tego specyfiku przez szacha perskiego w darze angielskiej królowej Wiktorii. Awicenna (Ibn Sina, żyjący w latach 980–1037 n.e.), sławny perski lekarz i uczony, wyszczególnia nawet przypadłości, które leczono bituminem: wrzody, wysypki, złamania, wstrząsy, paraliże, epilepsje, zawroty głowy, plucie krwią, bóle gardła, kaszel, mdłości, zatrucia oraz inne zaburzenia funkcjonowania żołądka i śledziony. Zalecano go nawet na impotencję.

Dwunastowieczny arabski pisarz Abd el-Latif odnotował, że mummija wypływający z Góry Mumii (Kieh Mummaiy), znajdującej się w Derabgerd w Persji, zmieszany z wodą wydziela woń działającą leczniczo już przy wdychaniu, a jeszcze skuteczniejszy bywa po zażyciu doustnie. Medykament ten cieszył się wielkim wzięciem u frankijskich uczestników krucjat. W Palestynie europejscy rycerze na własnej skórze doświadczyli działania bituminu, który żydowscy lekarze nakładali im na rany. Lek gojący rany cięte i przyspieszający zrastanie kości cieszył się coraz większą popularnością, więc kiedy krzyżowcy powracali w rodzinne strony, przywozili ze sobą nie tylko orientalne przyprawy, lecz także ufność w lecznicze właściwości mummiji.

Nic zatem dziwnego, że słynący z erudycji niejaki Gerard z Cremony (zmarły w 1187 roku n.e.), po przeczytaniu klasycznych i arabskich zapisków, wysnuł wniosek, że mumia odnosi się do „substancji pochodzącej z kraju, gdzie ciała traktowane są aloesem, z którym mieszają się płyny zmarłego, przekształcając się w coś podobnego do okrętowej smoły”. Przez długi czas nikt nie zweryfikował tego błędnego poglądu, szczególnie że niewielu było wówczas tłumaczy z języka arabskiego posiadających odpowiednią znajomość problemu. Stąd fałszywe mniemanie, że „mumia znaleziona w grobowcach egipskich bardzo mało różni się od naturalnego bituminu” na długo utrwaliło się w umysłach ludzi Zachodu 11 .

Ponoć jako pierwszy do celów medycznych wykorzystał mumie arabsko– żydowski lekarz z Aleksandrii, El-Magar. Zainteresowanie mumiami stało się zarazem początkiem handlu nimi – do tego stopnia, że na początku XIV wieku był to bardzo lukratywny interes. Według zapisków pewnego, kupca florenckiego mumia znajdowała się wśród 288 przypraw i innych artykułów regularnie importowanych do Europy. Po zmieleniu zabalsamowanego ciała mieszano je z ziołami: majerankiem, tymiankiem lub czarnym bzem. Mumie również gotowano, a wytopiony w ten sposób tłuszcz zbierano i używano jako maść na stłuczenia. Król Francji Franciszek I Walezjusz (mecenas Leonarda da Vinci), jeden z najświatlejszych monarszych umysłów przełomu XV i XVI wieku, nigdzie nie wyruszał bez woreczka z mieszaniną sproszkowanej mumii i rabarbaru, służącą jako specyfik na stłuczenia lub inne mechaniczne obrażenia. Sproszkowaną mumię zażywała także królowa angielska Elżbieta I.

Mumia stała się w Europie tak poszukiwanym lekiem, że André Thévet, kapelan Katarzyny Medycejskiej (notabene synowej Franciszka I), nie zawahał się dla zdobycia zabalsamowanego ciała splądrować w 1549 roku nekropolię w Sakkarze. Francis Bacon (żyjący w latach 1561–1626), również uznający właściwości lecznicze mumii, napisał, że ma ona wielką moc tamowania krwi. Poza przydatnością w leczeniu różnych chorób, rekomendowano ją także jako... przynętę na ryby!

W 1586 roku przedstawiciel Kompanii Tureckiej Sir John Sanderson po przybyciu do Egiptu natychmiast wyruszył ku piramidom oraz starożytnym nekropoliom. Po przybyciu na miejsce jego oczom ukazały się piaszczyste wydmy pokryte plątaniną kości i bandaży. Przybysz odkrył tam grobowiec, do którego opuścił się na linie, i w wielkim podnieceniu rozpoczął swe „badania”: „Odrywałem części ciał, aby zobaczyć, jak stają się medykamentem” – napisał potem – „[. . .] zabrałem do domu niejedną głowę, rękę, ramię i stopę” 12 .

Po przekupieniu celników załadował „towar” na statek płynący do Anglii. Przed wyruszeniem Wielkiej Armady zdążył dostarczyć na Wyspy aż 600 funtów proszku z mumii, który z wielkim zyskiem sprzedał, a londyński Taryfikator Urzędu Celnego z 1583 roku zawiera notowania wartości mumii w funtach. Popyt nieustannie wzrastał, toteż mumie osiągnęły taką cenę, że prościej i taniej było je fabrykować, niż zdobywać. Efektem tego było powstanie i masowe rozpowszechnienie się procederu wytwarzania podróbek mumii.

W 1564 roku francuski fizyk i lekarz króla Nawarry – Henryka, Guy de la Fontaine, wyruszył do Aleksandrii, gdzie miał nadzieję nabyć większą ilość zabalsamowanych ciał. Miasto to było wówczas centrum handlowym Egiptu. W największym sklepie pokazano mu stos mumii. Ilość i jakość zabalsamowanych ciał, a przede wszystkim ich woń, wzbudziły podejrzenia Francuza. Zaczął szczegółowo wypytywać handlarza, głośno wyrażając zdumienie, że tak wiele ciał znajduje się w jednym miejscu. Sprzedawca zapewnił go wówczas, że są to bardzo „świeże” mumie – żadna nie miała więcej niż 4 lata.

Inni podróżnicy z tamtego okresu przekazywali jeszcze bardziej wstrząsające plotki na temat praktyk fałszerzy. Oskarżali oni etiopskich medyków, że do produkowania mumii wykorzystują ciała mordowanych w tym celu ludzi! „Biorą schwytanego Maura o najlepszym wyglądzie” – odnotował pewien zakonnik – „następnie po długiej diecie oraz kuracji, odcinają w czasie snu jego głowę, nacinają ciało w wielu miejscach, aby włożyć w nie najlepsze zioła, po czym owijają je sianem. Po zagrzebaniu trupa w wilgotnym gruncie, odczekawszy jakiś czas, wykopują ofiarę i wieszają na słońcu, dzięki czemu ciało rozkłada się i puszcza substancję, podobną do czystego balsamu, który to likwor osiąga wielką cenę” 13 .

W fałszowaniu mumii ponoć wyspecjalizowali się handlarze-Żydzi. Otóż skupowali oni ciała straconych przestępców albo osób zmarłych w szpitalach – zarówno chrześcijan, jak i wyznawców innych religii – korpus i kończyny smarowali smołą, następnie ciasno je wiązali i na kilka lat zakopywali płytko w ziemi w zbiorowej mogile, wystawiając je przy tym na działanie wysokich temperatur. Po takiej „obróbce” ciała rzeczywiście przypominały starożytne mumie.

Władający wtedy Egiptem Arabowie nie zamierzali ułatwiać chrześcijańskim przybyszom i ich współpracownikom dalszego uprawiania „nieczystego” procederu. Aby powstrzymać szmugiel mumii, sięgnęli po sankcje, czego dowodem kronikarskie zapiski z 1424 roku, kiedy to urzędnicy arabscy w Kairze pojmali grupę szabrowników. Na torturach jeńcy wskazali handlarzy-pośredników dostarczających drogocenny towar europejskim nabywcom, którzy płacili 25 sztuk złota za cetnar. Nakładane odtąd na handlarzy grzywny miały na celu powstrzymanie tego handlu.

Znany jest przypadek pewnego Żyda z Damietty handlującego mumiami. Miał on niewolnika, którego traktował bardzo surowo, gdyż ten odmawiał przejścia na judaizm. Kiedy poddany nie mógł już znieść ciągłych szykan, udał się ze skargą do miejscowego paszy, donosząc przy tym o nielegalnym procederze swojego pana. Żyd natychmiast znalazł się za kratkami. Aby się wykupić, musiał wpłacić 300 sztuk złota. Odtąd „taryfa” ta stała się obowiązująca dla wszystkich przyłapanych na handlu zwłokami 14 .

Aby zrównoważyć niestabilność rynku, także austriaccy medycy i aptekarze zaczęli wytwarzać mumie z żołnierzy tureckich wziętych do niewoli podczas wojny toczącej się w latach 1663–1664. Felczer Fryderyka Wilhelma IV Hohenzollerna, Wielkiego Księcia Elektora, Johannes Dietz, opisywał to w ten sposób:

Byli oni [Turcy] tak obłąkani, że sam widziałem, jak dosiadali koni z oczami skierowanymi w niebo i pozwalali się wystrzelać, żadnego też nie pozostawiono przy życiu, tylko ich zmasakrowano, a większość odarto ze skóry, tłuszcz wytopiono, a membra virilia15 wycięto i wielkie wory całkowicie wysuszono i przechowano. Z nich też robiono najkosztowniejsze mumie 16 .

Pierre Pomet w rozprawie medycznej napisanej w roku 1694 doradzał, by rozważnie dokonywać wyboru mumii: „Powinna być czarna, bez piasku, musi także wydzielać przyjemną woń – nie zapach smoły czy żywicy, lecz spalenizny”. Kilku autorów wymienia mumie w dziełach medycznych i aptekarskich – między innymi Nicolas Lemery w napisanym w 1714 roku Universal Treatise on Simple Medicine.

Zielnik Adama Lonicero, opublikowany we Frankfurcie w 1679 roku, mówi między innymi o takich zastosowaniach: „odbijanie się, ból głowy, ból gardła, hipochondria, ukąszenie skorpiona, krwotoki, uszkodzenie pęcherza, nerek, cewki moczowej i służy także tym, którzy nie mogą utrzymać moczu” 17 .

Nie na wszystkich mumie robiły wówczas wrażenie i nie wszyscy podzielali pogląd o ich zbawiennym wpływie na zdrowie. Żyjącego w XVI wieku we Francji wielkiego chirurga Ambroise Paré tak irytowała ta powszechnie ugruntowana opinia, że aby ją zwalczyć, napisał dzieło Discours contre la momie. Skrytykował w nim stosowanie mumii w celach medycznych, dowodząc, że przynosi to więcej szkody niż pożytku. Zamiast tego zalecał: „W przypadku wielkiego bólu brzucha podaj źle pachnący chleb i doprowadź do wymiotów”.

Zgadzał się z nim XVll-wieczny holenderski lekarz Petrus Baerdt, który odczuwał odrazę na myśl, że to, co uważa się za cudowny eliksir ze starożytnego Egiptu, może być „ramieniem albo nogą gnijącego bądź powieszonego trędowatego czy jakiegoś zarażonego przez prostytutkę syfilisem robotnika” 18 .

John Webster w Białej diablicy z roku 1612 pisał:

Twoi Towarzysze

Połknąwszy ciebie jak mumię, człowieku,

Dostali zgagi po tym wstrętnym leku

I wyrzygali Cię wprost do kanału. 19

W roku 1660 Sir Thomas Browne w dziele Urn Burial napisał: „Mumia stała się towarem, Mizraimi leczą nią rany, a faraona 20 stosuje się jako balsam [...]. Chciwość pochłonęła te nieliczne mumie egipskie, które Kambyzes lub czas oszczędzili” 21 . „Czy mamy leczyć się miksturami' kanibali?” – dodawał. – „Taka dieta to odrażający wampiryzm” 22 . Trzeba przyznać, że pogląd, iż mumie są drogocennymi antykami, był w tamtych czasach, choć nie do końca odosobniony, to jednak niecodzienny.

Z kolei holenderski pisarz van Beverwijck wskazywał na moralny aspekt handlu ciałami, twierdząc, że profanacja grobów, uczynienie ze zmarłego towaru, „zamienia nas samych, na podobieństwo dzikich Indian, w okrutnych kanibali” 23 . Mimo głosów wzywających do opamiętania przekonanie o leczniczej czy też magicznej mocy mumii przetrwało aż do czasów nam bliskich. Jeszcze na początku XX wieku Egipcjanie z Teb używali sproszkowanej mumii wymieszanej z masłem jako maści na stłuczenia, nazywając ten specyfik mantej.

Według francuskiego badacza Deir el-Medina, Bernarda Bruyere'a, sproszkowana mumia była stosowana do powstrzymywania krwotoków i krwawień. Niektóre sklepy w Nowym Jorku i Filadelfii w dalszym ciągu prowadzą sprzedaż proszku „z mumii”, stanowiącego niezastąpiony składnik czarodziejskich mikstur. Nawet w animowanej wersji „Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków” Walta Disney'a jednym ze składników wymienianych w magicznej księdze Złej Macochy jest mumia.

 

Mumie często występują w literaturze: u Szekspira sprzedaje je aptekarz z Romea i Julii (akt V, scena 1), w Otellu są składnikiem magicznej substancji (akt III, scena 4), a w Wesołych kumoszkach z Windsoru Falstaff wyznaje (akt III, scena 5): „Utonąłbym, gdyby nie to, że było płytko, a brzeg opadał łagodnie, a jest to śmierć, która przejmuje mnie wstrętem, gdyż woda wzdyma człowieka, a jakiż widok przedstawiałbym, gdyby mnie wzdęło? Byłbym mumią wielką jak góra” 24 . Przepis na sporządzenie uniwersalnej mikstury gwarantującej powodzenie w życiu pojawił się też w Makbecie (w przekładzie Józefa Paszkowskiego):

Bagnistego węża szczęka

Niech w ukropie rozmięka:

Żabie oko, łapki jeża,

Psi pysk i puch nietoperza,

Żądło żmii, łeb jaszczurzy,

Sowi lot i ogon szczurzy,

Niech to wszystko się na kupie

Warzy w tej piekielnej zupie.

Jeszcze ingrediencji kilka!

Łuska smoka i ząb wilka,

Z mumii sok, kiszka i ślina

Zbójcy morskiego rekina,

Korzeń lulka i cykuty,

Z łona ziemi w noc wypruty

Język bluźnierczego Żyda,

Koźla żółć, i ta się przyda,

A do tego Turka nos

I z Tatara brody włos,

Dwa paluszki małych dziatek

Zaduszonych...

Również w poematach i sztukach innych autorów odnajdujemy mumie. Wspomniany już John Webster w The Duchess of Malfi z 1623 roku (akt IV, scena 2), Francis Beaumont i John Fletcher w The Sea Voyage z 1610 roku (akt III, scena 1) przywołują mumię, tak jak to robi Sokolnik w The Demagogue z 1646 roku. Niektórzy posuwają się znacznie dalej, na przykład James Shirley w The Bird in a Cage z 1633 roku:

Zrób mumię z mojego ciała,

i sprzedaj mnie aptekarzom.

Na nieszczęście mumie „odkryli” także podróżujący wzdłuż Nilu Europejczycy, będący prekursorami współczesnej turystyki. Szybko stały się popularną pamiątką. Globtroterzy wywozili ze sobą posążki, amulety, a nawet trumny wraz z kompletnym wyposażeniem. Jedną z mumii nabył sam Piotr Paweł Rubens, który akurat potrzebował jej jako rekwizytu.

W 1605 roku pewien Francuz o nazwisku du Castel nabył w Kairze mumię oraz dwa sarkofagi. Kilkadziesiąt lat później Jean de La Fontaine, natknąwszy się na nie w domu bankiera i mecenasa sztuki Nicolasa Fouqueta, napisał, że oglądał trumny lub sarkofagi Chefrena i Cheopsa, które (nie bez wysiłku i kosztów) w wielkim pośpiechu przywieziono z tego dziwnego kraju 25 .

Fouquet był ministrem finansów na początku panowania Ludwika XIV Później popadł w niełaskę i został uwięziony. Król Słońce skonfiskował jego majątek wraz z kolekcją egipskich antyków. W 1692 roku Ludwik XIV poinstruował konsula francuskiego w Kairze – Benoît de Mailleta, by ten postarał się o sprowadzenie do Francji większej ilości starożytności egipskich. De Maillet (którego wspomnienia Opis Egiptu zostały wydane w 1735 roku) wybrał się w górę Nilu, skąd przywiózł wiele zabytkowych eksponatów, a wśród nich również mumię.

Nie był on pierwszym Europejczykiem, który wyprawił się w głąb Egiptu z takim zamiarem. Oto fragment instrukcji dla zakonnika, ojca Borie z 12 września 1673 roku: „Egipt jest miejscem, w którym znajduje się wiele osobliwości. O. Borie zadba o to, aby zaopatrzyć się tam w ich największą ilość [. . .]. Poza tym ma on szukać ładnych mumii różnej wielkości, bożków, kamiennych płaskorzeźb i medali, a jeśli to będzie możliwe, to przeprowadzi wykopaliska z pomocą Agi, który będzie mu towarzyszyć” 26 .

Filip, książę Orleański, regent Francji w latach 1715–1723, zamierzał powiększyć królewską kolekcję egipską i poszerzyć dotychczasową wiedzę o tym kraju. Wybrał ojca Claude'a Sicarda, jezuitę, który od 1707 roku mieszkał w Kairze, jako osobę właściwą do odbycia podróży doliną Nilu. Sicard zbierał materiały i kreślił mapy. Był też pierwszym od czasów krucjat Europejczykiem, który dostał się do Doliny Królów i opisał to miejsce, zamieszkiwane wówczas przez ludzi wyjętych spod prawa. Zwiedził również wnętrza dziesięciu grobowców, które określił jako zadziwiające „otchłanie”, korytarze i komnaty, ozdobione malowidłami od podłogi po sklepienie.

W owym czasie Egipt nie należał do krain bezpiecznych. Rządzący paszowie tureccy byli nieufni wobec chrześcijańskich przybyszów z Europy, a mieszkańcy Doliny Nilu obawiali się nawiązywać z nimi kontakty. Jednak począwszy od XVI wieku, dzięki rosnącej „popularności” mumii w Europie, Egipt stał się miejscem, które coraz liczniej zaczęli odwiedzać europejscy podróżnicy. Ich celem była przede wszystkim Sakkara, gdzie rozległe podziemne korytarze oraz sale skrywały tysiące ciał. Jednak niewielu „turystów” wykazywało jakiekolwiek zainteresowanie ich ochroną, zasoby mumii wydawały się bowiem niewyczerpane. Dochodziło nawet do tego, że kończyny mumii służyły jako pochodnie podczas „badania” grobowców lub oświetlania drogi.