Głupie łzyTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis wierszy

GŁUPIE ŁZY

życzenia

hotel palladio

z pociągu

bronia i gerhard

śmierci nie będzie

ex post

starość

współistnienie

cisza przedwyborcza

madonna di saska kępa

kochana mamo

cud geometrii

kłopot z nogami

pieśń praczy

przekład

zapiski do wiersza

stado

boże narodzenie

mistrzyni

jak umierają gołębie

ferie zimowe

chronologia jest niepewna

z własnego podwórka

elegia na śmierć świń w nowoberezowie 14 września 2019

stulecie niepodległości

stan

chwila wielkości

chwila logosu

lęk

archipelag

w łazienkach

ślepy los

dziecko we mgle

klepsydra

rocznica powstania

sierota

finał

z leopardiego [?]

ampułka z milczeniem

głupie łzy

ćwiczenia z nieważkości

z zakonnicą w metrze

pożegnanie

kirkut na kazimierzu

koniec

mógłby jeszcze pożyć

poszukiwanie języka

era il giorno

hotel roma

carte blanche

na śmierć stephena hawkinga

do piotra który podpalił się pod pałacem kultury w czwartek 19 października 2017

© Copyright by Jarosław Mikołajewski

© Copyright by Wydawnictwo Literackie, 2019

Opieka redakcyjna: WALDEMAR POPEK

Korekta: ANNA DOBOSZ, EWELINA KOROSTYŃSKA, ANETA TKACZYK

Projekt okładki i stron tytułowych: ROBERT KLEEMANN

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-07117-5

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

.

życzenia

niech łagodna będzie tobie nawet miłość

kochających cię ludzi

filozofia liryką

stęsknioną

za porządkiem

uczuć

stopy niech ci będą

przyziemnymi skrzydłami a płuca

żaglem śródziemnego okrętu

oby twoje dłonie

zawsze miały radość

z nitki która cicho

rozbiera twój kłębek

.

hotel palladio

dostałem w hotelu apartament

na przestrzał

z jednej strony wulkan z drugiej

morze i piasek

po stronie wulkanu jakiś chłopiec czekał

za rogiem zaułka i gdy tylko widział

że do hotelu podchodzi wędrowiec

podbiegał jak wariat by otworzyć mu wejście

nie

on nie robił tego dla napiwków

ani dla zwykłej chłopięcej zabawy

ta bieganina była wielkim zakładem

próbą dowodu na własne istnienie

kogoś kto jeszcze nie wiedział że żyje

wiem

bo znam chłopca który kiedyś przebiegł

przez jezdnię by sprawdzić czy na jego widok

stają samochody i wyją syreny

ktoś hamuje więc jestem

ktoś wrzeszczy więc czuję

po stronie morza inny chłopiec

się bawił

choć może to również nie była zabawa

w to że istnieje się tylko na chwilę

chłopiec stawiał stopy na linii przypływu

i po chwili patrzył na znikanie śladów

obaj ci chłopcy to był

jeden chłopiec

ten sam co w warszawie przebiegał

przez jezdnię

dwa okna były wciąż tym samym oknem

na wulkan i morze po tej samej stronie

.

z pociągu

zobaczyłem z okna pociągu

dom jaki chciałem mieć zawsze

z napisem sprzedam i przystępną

ceną

dopiero co zbudził mnie konduktor

ale nie wróciłem jeszcze całkiem

do żywych

byli nimi towarzysze

podróży dwaj niemcy o włoskich

imionach które robiły z nich

mniej niemców a bardziej

aktorów grających

żartobliwą scenę w nieznanym dialekcie

zobaczyłem więc dom nie będąc

wśród żywych i wraz ze wzruszeniem

poczułem żal że się nigdy nie dowiem

pomiędzy którą stacją a którą

stoi dom na łące

który chciałem mieć zawsze

gdzie go szukać od strony

świata odwróconego do torów plecami

.

bronia i gerhard

każdą miłość można ogolić na łyso

odsłonić zacienione dotychczas pagórki

poprowadzić przez miasto na mazowszu czy śląsku

w towarzystwie fanfar i nożyc co jak z owiec

zrzucają szare obłoki młodzieńczej wełny

ani katyń ani dzieci

zamojszczyzny nie wpędziły mnie w sedno

wstydu tak jak bronia i gerhard

z kartką jestem świnią i jestem

zdrajcą niemieckiego narodu

kiedy na gnoju myśli podziemnych

zakwitają słodkie gałązki strzeż się

fryzjer pociągnie i odsłoni rewers

 

święta które nosisz w sobie jak wielką niedzielę

wstyd rzeczy najświętszych w których ktoś

zobaczył miłość polki i niemca łysych

pochylonych nad źródłem czystej aretuzy

.

śmierci nie będzie

nagle okazało się że życie

żyje

w tym odrętwiałym niekwitnącym czymś

zakwilił głos

o który nikt już go nie podejrzewał

śpiew trwał chwilę lecz skoro

raz się stał to nie ma

już śmierci i nigdy nie będzie

nikt już nie oszuka że jest śmierć

i życie nigdzie albo całkiem gdzie indziej

życie jest w martwym

w samym jego środku

i w samej istocie

czeka i próbuje

stroi instrumenty

poza nieżywymi z pozoru wargami

słyszysz jak sprytnie milczy?

.

ex post

dotrzymał słowa lecz nie

jego treści

kochał tak

że był pewny będzie kochał

do śmierci

nie mógł przewidzieć

że śmierć przyjdzie od środka

więc będzie dla ludzi

niezauważalna

cóż z tego że jeszcze

poruszał nogami

zresztą nie składał nigdy

żadnej przysięgi

wiedział co wiedział

i nie widział końca

nie skrywał że koniec

ma za wymiar wulgarny

.

starość

na początku była galeria

handlowa

w wielkim lustrze zobaczyłem

wyblakły liść

szedł mi naprzeciw miał

w oczach półoddech

gasnącego słońca

potem w sklepie ze sprzętem

sprzedawca odpysknął

bardzo niecierpliwie

a przecież sprzęt był

dla mojej starej mamy która

przeżyła powstanie

i straciła w nim ojca

która nie jest jeszcze bursztynem

ani mchem tysiącletnim tylko

żywą i często bezsenną istotą

później ekspedientka

spoza białej lady odburknęła

na pytanie gdzie są drzwi

do pałacu

i patrzyła na mnie jak na

przezroczystość

wreszcie chłopak w metrze ustąpił

mi miejsca

pamiętam dzień kiedy ktoś

powiedział

jesteś stary

myślałem że były to

słowa na wyrost a to była

odroczona prawda

tak

jestem odbiciem

które błąka się nocą

pod nieobecność spłowiałego liścia

a jeszcze niedawno

szeptałem coraz to inne imiona

które odpowiadały mi

moim imieniem

był to chór barwny

i obiecujący

.

współistnienie

w życiu innych

trzeba mi być jak

zmarli

nie pukać

czekać aż się spotka

moje ciche wystawanie

na klatce

z ich samowolną

potrzebą spaceru

tylko do tego

mogę się zobowiązać

wzajemnie

do śmierci i

po śmierci

.

cisza przedwyborcza

gdziekolwiek będziesz rzuć miejscowemu

żebrakowi monetę a jeśli usłyszysz jego

lament jestem chory jestem

nieszczęśliwy i nie kocham

nikogo usiądź obok niego i daj mu

swój talent ułóż z nim piosenkę a dostaniesz

w zamian jego pustkę chorobę

cierpienie i biedę i poczujesz szczęście

tych co na nieswojej ziemi odnajdują się w cudzej

melodii wśród ludzi pośród których nie ma

twoich córek i matki i nawet są pewni

że nie rozpozna ich pies kochający

który tak bardzo ukochał że odda

życie za przyjaciół i głos za milczenie

tych co zagłuszają szmer twojego serca

które bije w tej chwili krwią żebraka z kraju

powszechnego głodu którego nie sposób

nasycić żadną obietnicą chyba że ją znajdzie

w oczach jutrzejszego świtu ale dzisiaj

jest na nią za wcześnie za późno za

trudno

.

madonna di saska kępa

w domu mojej matki boskiej

jest na piętrze obraz włoski

najpierw w progu jej mieszkania

słyszę kaszel pożegnania

a gdy wyjdę ze schodowej

klatki wnet zadzieram głowę

gdzie madonna z cinquecenta

macha ręką uśmiechnięta

.

kochana mamo

kochana mamo nie zawsze potrafię

trafić w klawisz

stąd niektóre wiersze

nie są zrozumiałe

nawet dla mnie

nie tylko dla ciebie

nie proś proszę

o wytłumaczenie prawie nigdy

nie pamiętam własnych intencji

nieczęsto umiem znaleźć

drogę i słowa

troszkę nie pamiętam już

jak się nazywam

ale nie martw się

tylko troszkę

kiedy zapominam wiem jeszcze

szukać w jakim dokumencie

kiedy nie pamiętam że mam

okulary nie udaje się często

trafić na właściwy

schodek

tak raczej często nie wiem

czy mówiłem

że często czy mówię

to już po raz drugi

w tym zaniku przychodzi

mi czasem do głowy że

nienawidzić może tylko kto

kochał wiesz mamo

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?