Prawidła życiaTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Bogaty – biedny

Są nawet ludzie, którzy myślą, że dzieci nie powinny wiedzieć o pieniądzach i że im pieniądze niepotrzebne. Dowiedzą się, gdy dorosną, a otrzymując wszystko od rodziców kupują rzeczy zbyteczne i psują się tylko.

Zwykle pieniądze daje się od czasu do czasu jako nagrodę i wtedy, kiedy ojciec albo mama są w dobrym humorze. Bardzo rzadko rodzice wyznaczają pensję tygodniową i mówią:

– Kup, co chcesz.

Raz tylko pewien ojciec co tydzień dawał pięćdziesiąt groszy28. Powiedział:

– Jeżeli będziesz nieposłuszny albo dostaniesz w szkole zły stopień, także dostaniesz pięćdziesiąt groszy na różne wydatki swoje. Chcę, żebyś się nauczył wydawać pieniądze.

No tak: trzeba umieć zarabiać, ale i wydawać też.

Znałem takich: co ma, zaraz musi wydać na byle co. Nawet pożyczą i wcale nie myślą, żeby oddać. Czasem starszy jest lekkomyślny, a młodszy właśnie uważny.

Dziesięć lat prowadzę kasę pożyczkową i jeżeli się okaże, że młodzi chcą czytać książki naukowe, napiszę książkę, jak kto pożycza, jak oddaje i na co wydaje albo oszczędza, składa; żeby kupić coś jednego, co drogo kosztuje, na przykład łyżwy, zegarek, rower albo na podarunek dla ojca i mamy.

Znałem chłopca, który pół roku zbierał pieniądze na futbol29 i trepki30, a potem oddał dwanaście złotych mamie, bo zachorowała.

Wiele zmartwień mają biedni w szkołach, bo nawet bezpłatne szkoły dużo kosztują.

Wygodnie uczniowi, któremu na początku roku rodzice kupują wszystkie potrzebne książki i zeszyty, i pantofle gimnastyczne, i teczkę – i chętnie płacą składki.

Bo przykro prosić, jeżeli rodzice nie mają.

Jeden wyrywa stronice zeszytu, a zaplamiony zeszyt wyrzuci i nawet nikt nie wie; nie obchodzi go, że zgubił ołówek. Drugi pisze małymi literami, żeby na dłużej starczyło.

Są tacy, którzy mają własny pokój albo przynajmniej stolik z szufladką na kluczyk, albo półkę. Mogą spokojnie odrabiać lekcje. Są tacy, którzy zmarzniętą ręką przy ciemnej lampce na kiwającym się stole piszą niedobrą stalką31, bladym atramentem na tanim, lichym papierze.

Nie każdy przed pójściem do szkoły jadł śniadanie. Może nawet niegłodny, bo się przyzwyczaił, ale zmęczony jakiś, senny i głowa go boli.

Czasem jeden ma wszystko, a niechętnie się uczy, drugi chce się uczyć, a rodzice mówią, że dosyć, że już czas zabrać się do pracy zarobkowej.

Długo myślałem, że każdy uczeń chce być starszy; dopiero się przekonałem, że nie. A jeżeli chcą być duzi, to żeby zarabiać i pomagać rodzicom, żeby się mama nie męczyła.

Mówi się:

„Nędzarz, biedak, ubogi, niezamożny, zamożny, bogacz, magnat”.

Różne są stopnie nadmiaru i braku. Ale można inaczej jeszcze podzielić ludzi: na takich, którzy mają, ile potrzeba, i takich, którzy wydają więcej, niż zarabiają.

Może ojciec zarabiać dziesięć złotych dziennie i rodzina spokojnie sobie żyje, a mogą być nieszczęśliwi, chociaż wydają pięćdziesiąt złotych na dzieci. Rodzice mogą być ubodzy, a weseli, i mówią o rzeczach przyjemnych; mogą być zamożni, a nerwowi, rozdrażnieni, zagniewani i skłopotani.

Zupełnie jak jeden dostaje pięć groszy na cukierek i rzadko chodzi do kina, a drugiemu nawet złotówka za mało i myśli, skąd wziąć więcej.

Może dlatego dorośli nie zawsze chętnie chcą wytłumaczyć, bo myślą, że to za trudne, i młodzi zrozumieć nie mogą.

Mylą się. Dziecko chce wiedzieć i ma prawo wiedzieć, bo zmartwienie rodziców nawet więcej je boli. Zresztą w rodzinach ubogich wiedzą dzieci, dlaczego raz jest cały obiad, a raz tylko chleb i herbata mało cukrzona, wiedzą, ile kosztuje zelówka i nowa czapka. Wiedzą, że lepiej, gdy ojciec nawet mniej zarabia, ale zarobek jest pewny.

Bo najwięcej smutku, gdzie raz uda się dostać nawet więcej, a potem długo już – nic i nic. Bezrobocie – to wielkie nieszczęście.

Nieprzyjemnie, jeżeli się umie lekcję, a nauczyciel nie wywoła, ale gorzej, gdy się umie i chce pracować, a tymczasem gorszy pracownik znajdzie zajęcie, a ty siedź bez roboty.

Daję teraz ważne prawidło życia:

„Miły, dobry chłopcze, nie pij wódki, nie pij tej trucizny przeklętej!”

Czytałem, że szatan wódkę wymyślił. Chyba tak.

Wódka nie tylko pieniądze zabiera, często ostatnie; wódka odbiera siły, zdrowie, rozum, zabija w człowieku wolę i honor, truje dzieci, wyrzuca człowieka z pracy, znieprawia duszę.

Kiedy się długo żyje, widzi się wiele strasznych nieszczęść: człowiek aż oczy przymyka, żeby nie patrzeć, serce się ściśnie – i chciałby uciec i nie myśleć o tym.

Trzy wojny widziałem. Widziałem pokaleczonych, którym rękę urwało, brzuch przebiło, że kiszki wyszły na wierzch, widziałem rany twarzy i głowy – rannych żołnierzy, dorosłych i dzieci.

Ale wam mówię: najgorsze, co można zobaczyć, to – pijak, który bije bezbronne dziecko, kiedy dziecko prowadzi pijanego ojca i prosi:

– Tatusiu, tatusiu, chodź do domu.

Wódka pełza cicho jak wąż: zaczyna się od kieliszka, potem więcej i więcej. Czasem nawet nie od wódki, a od papierosów zaczyna młody chłopiec.

I ja palę papierosy. Żałuję, że się przyzwyczaiłem. Trudno: nie ludzi się wstydzę, bo prawie wszyscy palą, ale siebie się wstydzę, że nie mogę się odzwyczaić. Ale nie tracę nadziei.

Wstydzi się dziecko za pijanego ojca, jakby, biedactwo, winne było, i wstydzi się, że głodne, że w domu wielka bieda. Nie wiem, dlaczego tak jest, nie mogę zrozumieć, dlaczego. Czasem na złość żartują ze swoich podartych butów i zniszczonej sukienki, a w sercu ukrywają smutek i żal.

Daję jeszcze jedno prawidło życia; są chłopcy, którzy lubią się zakładać. Byle co, zaraz:

– Załóż się.

Wiele zmartwień i oszustwa wynika z zakładów. Przegra, a potem nie ma, żeby oddać.

Zauważyłem, że jeśli młody często się zakłada, to potem w karty gra. A jak się do kart przyzwyczai, wtedy już nie patrzy, czy ma, czy nie ma pieniędzy, czy przegrywa własne, czy cudze.

Przez wódkę i karty najwięcej ludzi dostaje się do więzienia.

Przez chorobę najwięcej ojców nie może pracować. Więc też ciągle myślą ludzie, jak się przed chorobami bronić.

Jest już szczepienie ospy, są różne lekarstwa i jest kasa chorych32.

Dawno żyję na świecie i dużo widziałem.

Widziałem biednych, którym się dobrze powiodło i stali się bogaci, ale więcej widziałem zamożnych, którzy zbiednieli. I właśnie przez choroby.

„Dopóki ojciec był zdrów, dobrze nam było…”

„Kiedy ojciec zachorował i nie mógł pracować…”

Tak się zaczynają smutne opowiadania dzieci.

Na tym właśnie polega różnica między bogatym i ubogim, że nietrwała jest pomyślność biedaka. Nie ma żadnych zapasów i jedna choroba, jedno niepowodzenie od razu zwala z nóg całą rodzinę.

Wiem, że na kasę chorych się skarżą, wiem, że kasa chorych niezupełnie dobra. Ale nawet taka jest ważna i pożyteczna.

Kasa chorych – to najmądrzejsza rzecz, jaką ludzie wymyślili – ważniejsza od aeroplanów.

Człowiek zdrowy płaci podatek, żeby miał doktora, lekarstwo i pomoc, gdy zachoruje.

Zdrowie – to najważniejsze dobro życia, chory bogacz jest biedakiem; więc pomyśl, jakim skarbem dla ubogiego jest zdrowie. A bez kasy chorych musiał chorować, ale nie miał prawa. Więc marnie ginął. Z małej choroby bez pomocy robiła się zaraz choroba śmiertelna.

Młodym zdaje się, że łatwo zrobić, żeby nie było biednych, żeby nie było niesprawiedliwości i krzywdy.

Bo dlaczego nie drukują więcej papierowych pieniędzy, co to są podatki, co robi minister finansów, jak jeden kraj pożycza drugiemu? Ja bym chciał nawet wytłumaczyć, ale sam dobrze nie wiem. Zresztą niewielka pociecha wiedzieć, jeżeli nie można nic poradzić, bo nie od nas zależy.

 

Ale od nas zależy, żeby w szkole lubić się, poznać się i pomagać sobie wzajemnie. A nie znają się i nie bardzo się lubią biedni i bogaci.

Są tacy, których mało obchodzi, czy kto ma więcej pieniędzy, czy ładnie chodzi ubrany, ale inni biedni nie lubią bogatych kolegów, a bogaci nie lubią biednych.

Biednym zdaje się, że wszyscy bogaci są zarozumiali, nie mają dobrego serca i są paniczyki i modne paniusie, udają delikatnych i myślą o przyjemnościach. A znów bogatym się zdaje, że biedni są zazdrośni, fałszywi i źle wychowani.

Ja wiem, dlaczego tak właśnie.

Bo prędzej pozna się porządny a biedny z bogatym rozporządzalskim i stawiakiem33 i prędzej spotka cię porządny bogaty z biednym lizuchem34 i pętakiem. Bogaty stawiak szuka biednych, żeby się chwalić, a biedny pętak szuka bogatych, żeby coś wymanić35. A porządni stronią od siebie.

Porządny a biedny myśli: „Po co mam z nim rozmawiać? Jeszcze pomyśli może, że chcę, żeby fundował. Będzie mu się zdawało, że mi łaskę robi”.

Boją się niesłusznych podejrzeń, złośliwych kolegów, wstydzą się, że nie tak ładnie ubrani.

A porządny bogaty myśli: „Może on zły na mnie, że wszystko mam. Może się gniewa, że mu się chciałem przysłużyć?”.

Często słyszę, jak ludzie mówią:

„Oni wszyscy tacy”.

Na przykład:

„Wszyscy chłopcy – łobuzy i brudasy”.

Albo:

„Wszystkie dziewczynki – beksy i skarżuchy”.

Nieprawda, każdego osobno trzeba poznać i osobno oceniać. I poznać trzeba nie powierzchownie, a gruntownie. Nie tylko ważne to, co człowiek mówi, ale co myśli i co czuje, i dlaczego jest taki, a nie inny.

Tylko leniwy człowiek, który nie lubi myśleć, mówi: „Oni tacy wszyscy”.

Ja byłem bogaty, kiedy byłem mały, a potem już biedny, więc znam i to, i to. Wiem, że można być i tak, i tak porządnym i dobrym, że można być bogatym i bardzo nieszczęśliwym.

Trzeba dużo wiedzieć i dużo samemu myśleć, i nawet wtedy myli się często człowiek i nie wie wszystkiego.

Myśli – uczucia

Bardzo dziwny jest świat. Dziwne są drzewa, które dziwnie jakoś żyją. Dziwne są maleńkie robaczki, które żyją tak krótko. Dziwne ryby, które właśnie w wodzie żyją, w której człowiek dusi się i umiera. Dziwne, co skacze i fruwa: konik polny i ptak, i motyl. I zwierzęta: kot, pies, lew, słoń. I dziwny bardzo jest człowiek.

W każdym człowieku jest jakby cały świat.

Jeśli patrzę na drzewo, są jakby dwa: jedno naprawdę drzewo, a drugie drzewo w moich oczach, w mojej głowie, w mojej myśli. Odszedłem już i zapomniałem, ale potem znów je widzę i poznaję, przypomniałem sobie. Więc to drzewo było gdzieś w moich myślach jakby schowane.

Wszystko jest jakby dwa razy: raz samo dla siebie, a drugi raz jest w moich oczach, w mojej głowie, w moich myślach.

I zawsze coś mi się podoba, coś nie podoba.

Albo stoję nad rzeką, wiem, że rzeka. Ale w tej rzece coraz inna woda płynie: nie ma nawet chwili, żeby woda była ta sama, ciągle zmieniają się krople, ciągle wszystkie krople tej samej rzeki.

Tak samo: idę ulicą, mijam domy i ludzi. Każdy dom inny i każdy człowiek inny, i wszystko tylko przez jedną chwilę. Z chwil składają się godziny, z godzin dnie i noce, z dni tygodnie. Zima, lato, znów długie wieczory, potem znów pączki i liście zielone. Słońce, ciemności nocy, księżyc, gwiazdy, chmury, deszcz, śnieg biały.

Wszystko coraz inne, coraz inaczej.

I ja także. Niby ciągle ten sam, a przecież rosnę, coraz starszy. Patrzę na zegar: strzałka się posuwa, minuta przeszła.

Niby ciągle ten sam, a raz wesoły, raz smutny, i coraz coś innego widzę i o czym innym myślę. I nawet nie wiem, co będzie: czy będę się bawił, czy mnie kolega rozgniewa i będę się bił.

Czasem myślę, że tak zrobię, a wyjdzie właśnie inaczej. Raz mi się tak wydaje, a raz tak. I naprawdę wygląda, że sam siebie nie znam.

Jeśli się zapytać: „Czy ty porządny jesteś chłopiec?”.

Odpowiada: „Sam nie wiem… Zdaje się, że porządny”.

Albo: „Staram się”.

Wydaje się dziwne, że człowiek nie wie, jaki jest naprawdę, że nawet siebie dobrze nie zna.

Mędrzec powiedział po grecku: Gnoti seauton.

To znaczy: „Poznaj siebie”.

Więc nawet dorosłym trudno siebie dobrze poznać, nawet mędrcom. Bo dzieciom zdaje się, że dorośli wszystko wiedzą i na każde pytanie mogą odpowiedzieć. A przecież nie wiemy, naprawdę nie wiemy.

Jeżeli rozmawiam z kolegą albo się bawię i wiem, jak się nazywa, już zaraz mówię:

– Znam go.

Ale czy to prawda? Często zdaje mi się, że jest taki, a potem widzę, że inny, że się pomyliłem.

Nawet sam inny jestem, kiedy mi wesoło, inny w smutku i w gniewie.

Kiedy jestem wesoły, wszyscy wydają mi się dobrzy i mili, chętnie ustępuję i łatwo przebaczam; nawet nie czuję, że mnie ktoś pchnął albo się uderzyłem. I zdaje mi się, że wszyscy powinni być weseli.

W gniewie wszystko wydaje się inne; sam się potem człowiek dziwi, że takie złe myśli przychodziły do głowy. Nawet wygląda inaczej, gdy się rozzłości. Twarz mu się wykrzywi, oczy robią się inne i blady albo czerwony.

Kiedy patrzę, jak się dwaj chłopcy biją, myślę:

„Co za wicher, co za burza rozpętała się w ich myślach i uczuciach?”

A kiedy zdyszani rozchodzą się, przykładam ucho do serca: biedne serce tłucze się tak mocno i prędko, że aż sił nie ma, aż przystaje, a potem znowu i znowu, i nie może się uspokoić.

Jeden, porywczy, łatwo wpada w gniew, drugi rzadko się złości, jeden potrafi się choć trochę opanować i powstrzymać, drugi wpada w szał, jakby zaraz chciał zabić. Mówią: „Niewolnik uczuć”.

Słusznie. Kto nie potrafi sam sobie rozkazać: „Przestań!”, kto nie ma silnej woli, ten jest niewolnikiem: kto zechce, doprowadzi go do wściekłości. Powiedział mędrzec, że łatwo innym rozkazywać, ale trzeba się nauczyć być panem swoich myśli i uczuć własnych.

Bywa, że złość od razu przechodzi i zamienia się w żal. Zauważyłem, że jak się na kogo bardzo gniewać i krzyczeć, on stoi zły i zbuntowany. Głowę zwiesi, brwi zmarszczy i nic. Więc przestaję się gniewać i mówię łagodnie:

– No, patrz, i sam masz zmartwienie, i wszystkich martwisz. Nie rób tego więcej.

Wtedy zaczyna płakać, ale się wstydzi, że płacze, i żałuje.

Zdaje mi się, że dorośli nie powinni się gniewać na dzieci, bo to psuje, zamiast poprawiać. Często dorosłym zdaje się, że dziecko robi na złość, uparte, nie chce czego zrobić albo powiedzieć. A nie: ono się wstydzi.

Jeżeli się ktoś wstydzi, nie może mówić, język kołowacieje, każde poruszenie robi się strasznie ciężkie. W głowie tak pusto, jakby wszystkie myśli wyfrunęły. Mówisz nie to, co pragniesz powiedzieć, i robisz nie tak, jak chcesz. Czasem starasz się śmiało, i jeszcze gorzej wychodzi. Zaraz można poznać, że udaje: mówi niby głośno, odważnie – i swobodnie się niby porusza. Albo wargi drżą i skubie ubranie, i nie może odpowiedzieć na pytanie. Zupełnie jak sparaliżowany.

Bardzo dziwne jest uczucie strachu. Wszystko wydaje się groźne. Jakby na myśli ktoś zarzucił czarną płachtę i dusił. Odetchnąć aż trudno.

Rozumie się, są różne strachy. Inaczej się boi w dzień w szkole, inaczej w nocy, inaczej, jeżeli coś nagle przestraszy, inaczej, jeżeli się zawsze kogoś bać. Raz wiadomo, czego się boisz, a czasem nie.

Dorośli myślą: „Łobuz, niczego się nie boi, niczego się nie wstydzi”.

Wcale nie.

Lekarze mówią:

– Nerwowy się boi.

I to nie zawsze.

Ale już najgorzej, gdy wyśmiewać.

Rozmawiałem wiele razy z takimi, którzy się w nocy boją: są bardzo nieszczęśliwi. A rodzice myślą, że to głupstwo.

Coś stuknie w nocy albo coś białego, albo sen, a często nawet nie wiadomo, czy sen, czy się zdaje, czy prawda.

Wyśmiewać strach albo umyślnie straszyć – to okrucieństwo.

Często myślałem, co znaczy być dobrym. Zdaje mi się, że dobry to taki, który ma wyobraźnię i rozumie, jak jest drugiemu, umie odczuć, co drugi czuje. Jeżeli ktoś męczy żabę albo muchę, zaraz inny powie:

– A gdyby tobie tak zrobili?

Na przykład babcia: raz wydaje się zwyczajna sobie, a raz taka biedna, słaba staruszka, że chce się jej pomóc, okazać życzliwość, rozweselić.

Już dawno zauważyłem, że jeśli się na chłopca bardzo gniewam, zaraz potem otacza go gromadka i zaczynają pocieszać i tłumaczyć.

Ze wstydem przyznaję, że mnie to nawet gniewało. Bo jakże? Jeżeli skrzyczałem, więc znaczy, że zasłużył. Jeżeli się zebrali koło niego, więc wygląda, że ja winien, a nie on.

Teraz zupełnie inaczej: tak właśnie dobrze, tak być powinno: każdy w nieszczęściu powinien znaleźć życzliwych. Nie podoba mi się kara szkolna, żeby z kimś nie rozmawiać.

Powinno być współczucie dla dobrych i dla złych, dla ludzi i dla zwierząt, nawet dla złamanego drzewka i dla kamyka.

Znam chłopca (teraz jest już duży), który zbierał z drogi kamyki i zanosił do lasu: tam ich nikt deptać nie będzie.

Są uczucia mocne i ostre, są uczucia łagodne i rzewne, są jakby krzykliwe, są ciche.

Czym jest miłość? Czy kocha się zawsze tylko za coś, czy zawsze się kocha tych i tyle, ile się powinno? Czy jednakowo, czy raz więcej, raz mniej? Czym jest wdzięczność i szacunek? Jaka jest różnica między: bardzo lubić i kochać? Jak wiedzieć, kogo się więcej kocha?

Zauważyłem, że młodzi nie lubią mówić o swoich uczuciach. Może tylko trudno im mówić. Nawet małe dzieci nie lubią.

A dorośli często zadają pytania:

– Czy lubisz? Kogo więcej kochasz?

Raz pytałem się chłopca, po czym poznał, że jedną dziewczynkę lubi więcej niż inne. Odpowiedział:

– Bo dawniej rozmawiałem z nią jak ze wszystkimi, a nagle zacząłem się jej wstydzić.

Czasem nie wie się nawet, czy się kogoś lubi, a dopiero gdy nie ma, czuje się niepokój i samotność, pustkę i sieroctwo. I myśli się, żeby znów wrócił. To się nazywa tęsknota.

Tęsknić można za rodzicami, za kolegą, za domem. A największa jest w człowieku tęsknota za ojczyzną.

Tyle jest różnych uczuć, że trudno wyliczyć wszystkie. Można spróbować wypisać je ze słownika w dzienniczku. Bo tu mogę wspomnieć krótko o niektórych tylko ważniejszych uczuciach (o których mówili mi z własnego serca, a nie, że ich tak nauczono). I mówię o uczuciach codziennych, zwyczajnych.

Wspomnę jeszcze o trzech uczuciach: zawodu, urazy i obrazy.

„Spotkał mnie zawód. Myślałem, że będzie dobrze, i omyliłem się. Inaczej jest, niż chciałem”.

Mówią ludzie:

– Bolesny zawód, gorzki zawód.

No tak: czasem odczuwa się jakby ból, a czasem tylko nieprzyjemny, gorzki, cierpki smak.

Często z uczuciem zawodu łączy się inne: urazy. Ma się żal, że nas wprowadzili w błąd, że zawiedli nasze zaufanie. Jeżeli kolega zdradzi tajemnicę, jeżeli okłamie, oszuka, przykro wtedy bardzo i czuje się żal.

Wspomnę wreszcie o uczuciu obrazy. Jeśli mnie chcą poniżyć, wyśmieją albo obrażą kogoś, kogo kocham i szanuję – to smuci, boli i gniewa.

– Uderzenie mniej boli niż słowa – powiedział chłopiec.

– Niż mają wyśmiewać, wolę, żeby zbili – powiedział inny.

Najczęściej dzieci udają, że sobie nic nie robią, gdy dorośli chcą je poniżyć i obrazić. Chyba, że już wstyd stracili. Bo uczucia słabną, jeżeli się z nimi nie umieć obchodzić. Mówi się, że – tępieją.

 

Różni są ludzie. Jeden często wesół, a rzadko smutny, drugi akurat przeciwnie. Jeden prawie wszystkich lubi, do nikogo nie czuje niechęci; drugi jakby się gniewał na wszystkich, trudno mu dogodzić. Są tacy, co się prędko przyzwyczajają do nowego człowieka, a inni nieufni długo się przyglądają, zanim powiedzą:

– Lubię.

Jeden długo pamięta, drugi prędko zapomina.

Różni są ludzie.

Dawniej myślałem jak wszyscy: że młodzi łatwo gniewają się i przepraszają łatwo.

Pobili się przed godziną i znów razem się bawią. Dopiero się bawili, już się pogniewali. Owszem, powie ktoś w złości: „Nigdy nie będę z nim rozmawiał. Już nigdy nie będę się z nim bawił”.

Albo przeciwnie: „Zawsze będzie moim przyjacielem”.

Ale tak się mówi w wyjątkowej chwili – i u dorosłych nie inaczej się dzieje. Czasem długo narasta niechęć, czasem przyjaźń trwa lata całe.

28co tydzień dawał pięćdziesiąt groszy – za ówczesne 50 gr można było kupić więcej, niż dzisiaj, a 12 zł, o których mowa niżej, stanowiło pokaźną sumę nie tylko dla dziecka. [przypis edytorski]
29futbol – tu daw.: piłka do gry w football, piłka nożna. [przypis edytorski]
30trepki – tu zapewne: lekkie buty. [przypis edytorski]
31stalka a. stalówka – w czasach, w których powstała ta książka, pisano piórem, przy czym tzw. wieczne pióra były drogie, więc dzieci w szkołach używały zwykle pióra składającego się z podłużnej drewnianej obsadki z zamocowaną metalową stalówką, którą maczało się co chwilę w kałamarzu z atramentem. Długopis został wynaleziony w 1938 r., a do powszechnego użytku wszedł znacznie później. [przypis edytorski]
32kasa chorych – ubezpieczenie zdrowotne. [przypis edytorski]
33stawiak (daw. pot.) – chłopiec, który zachowuje się niegrzecznie i arogancko, aby zrobić wrażenie odważnego i niezależnego. [przypis edytorski]
34lizuch a. lizus (pot.) – ktoś, kto się „podlizuje'', czyli jest przesadnie miły wobec nauczycieli i innych osób, które mają nad nim władzę, od których zależy. [przypis edytorski]
35wymanić (daw. pot.) – wyłudzić, dzięki oszustwu czy napraszaniu się dostać coś, co się nie należy. [przypis edytorski]