Jak kochać dzieckoTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Janusz Korczak

JAK KOCHAĆ DZIECKO

Wydawnictwo Estymator

Warszawa 2020

Okładka: Olga Bołdok

ISBN: 978-83-66719-06-4

Od wydawcy

Poradnik dla rodziców zawierający wiele cennych rad i informacji dotyczących zdrowia fizycznego i psychicznego oraz wychowywania dzieci w każdym wieku: od noworodka do nastolatka. Jego autor – Janusz Korczak – to nie tylko gruntownie wykształcony, mający ogromne doświadczenie i charyzmę lekarz, wychowawca i psycholog ale także oryginalny pisarz, uczony i poeta. Wybitny analityczny umysł odziany w skromność i prostotę.

Wiele myśli zawartych w tej książce (napisanej ponad 100 lat temu) mogłoby posłużyć za motto i wskazanie dla współczesnych nauczycieli, pedagogów, rodziców i ludzi w ogóle. Jest to książka z gatunku tych, które pomagają żyć. Jej treść zaskakuje różnorodnością, przenikliwością, oryginalnością i odwagą w poruszaniu trudnych tematów.

Książki Janusza Korczaka, w tym „Jak kochać dziecko”, są wciąż obecne w światowym obiegu informacji. Przetłumaczono je na wiele języków. Są stale wydawane i czytane na całym świecie.

Tekst zawarty w tej książce zaczerpnęliśmy z jej drugiego wydania, które tym różniło się od pierwszego, że Autor dopisał w kilku miejscach swoje komentarze – zostały one złożone mniejszą czcionką. Przypisy umieściliśmy w nawiasach kwadratowych [ ]. Janusz Korczak jedynie ponumerował poszczególne części swego dzieła (jest ich w sumie 116). Aby ułatwić czytanie dodaliśmy do nich opracowane przez nas tytuły. Są to w większości odpowiednio dobrane cytaty zaczerpnięte z oryginalnego tekstu.

Jacek Chołoniewski – październik 2020

Spis treści

(1) Zachęcam do myślenia i uważnego spostrzegania

(2) Dziecko nie jest twoje

(3) Dziecko wszechświata

(4) Dziecko wyłania się z przeszłości

(5) Niech będzie szczęśliwe

(6) Miłość macierzyńska to żywioł

(7) Niepokój o zdrowie dziecka

(8) Inaczej wychowywać należy dziecko ładne, inaczej brzydkie

(9) Każde dziecko jest inne

(10) Są noworodki dziedzicznie spokojne i są też dziedzicznie niespokojne

(11) Płacz dziecka

(12) Marzenie o lekarzu przyjacielu

(13) Wychowanie dziecka to nie miła zabawa

(14) Bywa, że matka widzi więcej niż lekarz

(15) Kanarek rzucił łuskę

(16) Dziecko może płakać z bardzo różnych powodów

(17) Lekarz też może mieć wątpliwości co dziecku jest

(18) Każda matka może karmić

(19) Stary system lepszy

(20) Karmienie od czterech do piętnastu razy na dobę

(21) Waga może być nieomylnym doradcą

(22) Niech dziecko samo wybiera co chce jeść

(23) Naukowe opinie o suplementach są często fałszywe

(24) Chore dziecko trzeba obserwować i działać rozważnie

(25) Każde niemowlę ma inną psychikę, charakter

(26) Dzieci bardzo różnie reagują na badanie przez lekarza

(27) Dbajmy o dobre samopoczucie niemowląt

(28) My się z nim bawimy, ono studiuje

(29) Niemowlę myśli obrazami i dźwiękami

(30) Uniwersalny instynkt ssania

(31) Dziecko jest jak uczony w laboratorium

(32) Pocałunek, rozumnie dozowany, to cenny czynnik wychowawczy

(33) W dzieciach tkwi wielka energia

(34) Niecierpliwe oczekiwanie pierwszego wyrazu jest błędem

(35) Przypływy i odpływy umiejętności chodzenia i mówienia

(36) Mądre dzieci niekiedy długo nie mówią

(37) Pomyłki wychowawcze być muszą

(38) Swoboda i wolność

(39) Nie trzeba dziecka za bardzo chronić

(40) Wydzieramy dziecko życiu

(41) Granice jego i mego prawa

(42) Roczniak wiejski już żyje

(43) Radość triumfu i szczęście samodzielności, opanowania, władania

(44) Dziecko śni już o dalekich podróżach

(45) Włosy siwe, praca nie skończona

(46) Przyjemność posiadania

(47) Co to?!

(48) Trzy wersje konfliktu

(49) Wszystko co osiągnięte tresurą, naciskiem, przemocą jest nietrwałe, niepewne, zawodne

(50) Nie wszystko da się zmienić

(51) To błąd, że wszystko co nie wybitne, zdaje się bezwartościowym

(52) Trudno postępować inaczej niż przyjęte w danej klasie, warstwie społecznej

(53) Dziedziczność czy wychowanie?

(54) Ważne nie w co, a jak wierzysz

(55) Tu się nie pracuje, a radośnie działa

(56) Dziecko wybiera własną drogę

(57) Sknera może wychować rozrzutnika, bezbożnik bogobojnego, tchórz bohatera

(58) Jeśli nie nalegasz, posłucha

(59) Wzrostowi dziecka towarzyszy zmiana jego proporcji

(60) Małe przełomy

(61) Krzywa rozwoju dziecka ma swe wiosny i jesienie

(62) Dziecko powinno jeść tyle, ile chce

(63) Dziecko nie uśnie na rozkaz

(64) Dziecko w dziedzinie uczuć nas przewyższa

(65) Żeby się nie śmieli, trzeba powiedzieć do ucha

(66) Dziecko wierzy w to, co mówią dorośli

(67) Bez trudu odnajdziemy cechy dziecięce w chorym, starcu, żołnierzu, więźniu

 

(68) Dziecko nie rozumie przyszłości, nie kocha rodziców, nie przeczuwa ojczyzny, nie pojmuje Boga

(69) Dziecko żyje tylko teraźniejszością

(70) Nikt nie zauważył, ono dostrzegło

(71) Dzieci bywają wytrwałe

(72) Nuda istnieje w wielu postaciach

(73) Zabawa

(74) Samotność dziecka daje lalce duszę

(75) Nauczyciel rzemiosł pożyteczniejszy niż mistrz gimnastyki czy pianina

(76) Są dzieci bierne, posłuszne

(77) Dziecko w grupie

(78) Dziecko będąc niczym, pragnie być wszystkim

(79) Rywalizacja

(80) Nie lekceważmy uczuć, dążeń i życzeń dziecka

(81) Dzieci zrazu wierzą dorosłym, ale potem wątpią

(82) Dla dziecka dorosły jest jak oswojone, dzikie zwierzę

(83) Większość dzieci nie znosi, gdy brać je na kolana

(84) Dusza dziecka jest pełna sprzeczności, tak jak dusza dorosłego

(85) Niewygodne pytania

(86) Dziecko roztrząsa tajemnice przedziwnej bajki życia

(87) Zwierzęta i rośliny w oczach dzieci

(88) Rasy ludzkie, narody w oczach dziecka

(89) Gdzie ja byłem, jak mnie nie było na świecie?

(90) Zawiła hierarchia autorytetów

(91) Co robią anioły?

(92) Dorośli kłamią

(93) Wypada, nie wypada

(94) Czy mądry był ten pan, który gramatykę wymyślił?

(95) Bogactwo i zawiłości języka

(96) W kuchni bajki są ciekawsze

(97) Bajka o bocianie obraża i gniewa dzieci

(98) Oburzają się, gdy wystarcza zlekceważyć, pogardzają, gdy należy współczuć

(99) Dziewczynki i chłopcy

(100) Dlaczego nie chcą powiedzieć, jak jest naprawdę?

(101) Szkolne niezrównoważenie

(102) Dziecko potrzebuje zaufania, wskazówki, rady

(103) Dziecko płynie z prądem

(104) Nie ma słupów granicznych między okresami życia

(105) Trudności okresu dojrzewania są demonizowane

(106) Mgławica rozproszonych uczuć

(107) Kryją się, ale kochają

(108) Dojrzewanie

(109) Oszustwa dorosłych rozszyfrowane

(110) Przeczucie mówi, że na loterii życia i ono nie wygra

(111) Często dobroć jest uznawana za głupotę i niedołęstwo

(112) Marzenie jest programem życia

(113) Jest chwila, gdy można znów dziecko odzyskać

(114) Śmiech ma różne oblicza

(115) Jakie kompromisy są koniecznością życiową, a jakich można uniknąć?

(116) Każdy rozdział spogląda z wyrzutem, że porzucony, zanim się stał

(1) Zachęcam do myślenia i uważnego spostrzegania

Jak, kiedy, ile – dlaczego?

Przeczuwam wiele pytań oczekujących odpowiedzi, wątpliwości poszukujących wyjaśnienia.

I odpowiadam:

– Nie wiem.

Ilekroć, odłożywszy książkę, snuć zaczniesz nić własnych myśli, tylekroć książka cel zamierzony osiąga. Jeśli szybko przerzucając karty – odszukiwać będziesz przepisy i recepty, dąsając się, że ich mało – wiedz, że jeśli są rady i wskazówki, stało się tak nie pomimo, a wbrew woli autora.

Nie wiem i wiedzieć nie mogę, jak nieznani mi rodzice mogą w nieznanych warunkach wychowywać nieznane mi dziecko – podkreślam – mogą, a nie – pragną, a nie – powinni.

„Nie wiem” – w nauce jest mgławicą stawania się, wyłaniania nowych myśli coraz bliższych prawdy. „Nie wiem” dla umysłu nie wdrożonego w naukowe myślenie jest dręczącą pustką.

Chcę nauczyć rozumieć i kochać cudowne, pełne życia i olśniewających niespodzianek – twórcze „nie wiem” współczesnej wiedzy w stosunku do dziecka.

Chcę, by zrozumiano, że żadna książka, żaden lekarz nie zastąpią własnej czujnej myśli, własnego uważnego spostrzegania.

Często spotkać się można ze zdaniem, że macierzyństwo uszlachetnia kobietę, że dopiero jako matka dojrzewa duchowo. Tak, macierzyństwo nasuwa płomiennymi zgłoskami zagadnienia obejmujące wszystkie dziedziny życia zewnętrznego i duchowego, ale ich można nie dostrzec, tchórzliwie odsunąć na odległą przyszłość lub obruszać się, że ich rozwiązania kupić nie można.

Kazać komuś dać gotowe myśli to polecić obcej kobiecie, by urodziła własne twe dziecko. Są myśli, które w bólu samemu rodzić trzeba, i te są najcenniejsze. One decydują, czy podasz, matko, pierś czy wymię, czy wychowywać je będziesz jak człowiek czy jak samica, czy kierować nim będziesz, czy wlec na rzemieniu przymusu, czy tylko, póki małe, bawić się będziesz, znajdując w pieszczocie z nim dopełnienie skąpych lub niemiłych pieszczot małżonka, a później, gdy nieco podrośnie, puścisz samopas lub zwalczać zapragniesz.

(2) Dziecko nie jest twoje

Powiadasz:

– Moje dziecko.

Kiedy, jeśli nie w okresie ciąży, masz do tego największe prawo? Bicie małego jak pestka brzoskwini serca jest echem twego tętna. Twój oddech daje i jemu tlen powietrza. Wspólna krew przebiega w nim i w tobie, a żadna czerwona krwi kropla nie wie jeszcze, czy pozostanie twoją lub jego, czy wylana będzie i umrze jako danina, którą pobiera tajemnica poczęcia i porodu. Kęs chleba, który żujesz, to dla niego materiał do budowy nóg, na których biegać będzie, skóry, która je będzie okrywać, oczu, którymi patrzeć będzie, mózgu, w którym myśl zapłonie, rąk, które do ciebie wyciągnie, uśmiechu, z którym zawoła: „mamo".

Razem macie przeżyć stanowczą chwilę: wspólnie wspólnym bólem cierpieć będziecie. Uderzy dzwon – hasło:

– Gotowe.

I jednocześnie ono powie: chcę żyć własnym życiem; ty powiesz: żyj teraz własnym życiem.

Silnymi skurczami trzewi wyrzucać je będziesz, nie dbając o jego ból; mocno i stanowczo przedzierać się ono będzie, nie dbając o twój ból.

Brutalny akt. Nie – i ty i ono – wykonacie sto tysięcy drgnień niedostrzegalnych, subtelnych, cudownie zręcznych, by zabierając swój dział życia, nie zabrało więcej, niż się z prawa należy – powszechnego, odwiecznego.

– Moje dziecko.

Nie, nawet w ciągu miesięcy ciąży ani w godzinach porodu dziecko nie jest twoje.

(3) Dziecko wszechświata

Dziecko, które urodziłaś, waży dziesięć funtów.

Jest w nim osiem funtów wody i garść węgla, wapnia, azotu, siarki, fosforu, potasu, żelaza. Urodziłaś osiem funtów wody i dwa popiołu. A każda kropla tego twojego dziecka była parą chmury, kryształem śniegu, mgłą, rosą, zdrojem, mętem kanału miejskiego. Każdy atom węgla czy azotu wiązał się w miliony połączeń.

Tyś tylko zebrała to wszystko, co było...

Ziemia zawieszona w nieskończoności.

Bliski towarzysz – Słońce – 50 milionów mil.

Średnica drobnej Ziemi naszej to tylko 3000 mil ognia z cienką na 10 mil skorupą ostygłą.

Na cienkiej skorupie, wypełnionej ogniem, wśród oceanów – rzucona garść lądu.

Na lądzie, wśród drzew i krzewów, owadów, ptactwa, zwierząt – mrowią się ludzie.

Wśród milionów ludzi urodziłaś jeszcze jedno – co? – źdźbło, pyłek – nic.

Takie to kruche, że je zabić może bakteria, która tysiąc razy powiększona jest dopiero punktem w polu widzenia...

Ale to nic jest bratem z krwi i kości fali morskiej, wichru, błyskawicy, Słońca, Drogi Mlecznej. Ten pyłek jest bratem kłosu, trawy, dębu, palmy – pisklęcia, lwiątka, źrebaka, szczenięcia.

Jest w nim, co czuje, bada – cierpi, pragnie, raduje się, kocha, ufa, nienawidzi – wierzy, wątpi, przygarnia i odtrąca.

Ten pyłek ogarnie myślą wszystko: gwiazdy i oceany, góry i przepaście. A czym jest treść duszy, jeśli nie wszechświatem, jeno bez wymiarów?

Oto sprzeczność w istocie człowieczej, powstałej z prochu, w której Bóg zamieszkał.

(4) Dziecko wyłania się z przeszłości

Powiadasz:

– Moje dziecko.

Nie, to dziecko wspólne, matki i ojca, dziadów i prapradziadów.

Czyjeś odległe ja, które spało w szeregu przodków, głos spróchniałej, dawno zapomnianej trumny, nagle przemawia w twym dziecku.

Trzysta lat temu, wśród wojny czy pokoju, ktoś kimś zawładnął, w kalejdoskopie krzyżujących się ras, narodów, klas – za zgodą czy przemocą, w momencie przerażenia czy miłosnego upojenia – zdradził czy uwiódł, nikt nie wie, kto, kiedy, ale Bóg zapisał w księdze przeznaczeń, antropolog odgadnąć pragnie z kształtu czaszki i barwy włosów.

Niekiedy dziecko wrażliwe fantazjuje, że jest podrzutkiem w domu rodziców. Tak bywa: jego rodzic umarł przed wiekiem.

Dziecko jest pergaminem szczelnie zapisanym drobnymi hieroglifami, których część tylko zdołasz odczytać, a niektóre potrafisz wytrzeć lub tylko zakreślić i własną zapełnisz treścią.

Straszne prawo. – Nie, piękne. Ono w każdym twym dziecku daje pierwsze ogniwo w nieśmiertelnym łańcuchu pokoleń. Poszukaj uśpionej w twym cudzym dziecku własnej cząstki. Może dostrzeżesz, może nawet rozwiniesz.

Dziecko i bezmiar.

 

Dziecko i wieczność.

Dziecko – pyłek w przestrzeni.

Dziecko – moment w czasie.

(5) Niech będzie szczęśliwe

Mówisz:

– Ono powinno... Chcę, by ono...

I szukasz wzoru, jakim być ma, szukasz życia, jakiego dlań pragniesz.

Nic to, że wokół miernota i przeciętność. Nic, że wokoło szarzyzna.

Ludzie drepcą, krzątają się, zabiegają – drobne troski, nikłe dążenia, poziome cele...

Niespełnione nadzieje, gryzący żal, wieczysta tęsknota...

Krzywda panuje.

Oschła obojętność lodem ścina, obłuda dech tłoczy.

Co ma kły i pazury, napastuje, co ciche, wtula się w siebie.

I nie tylko cierpią, ale się szargają...

Kim ma być?

Bojownikiem czy tylko pracownikiem, wodzem czy szeregowcem? Czy tylko szczęśliwe?

Gdzie szczęście, czym – szczęście? Czy znasz drogę? Czy są, którzy by znali?

Czy podołasz?...

Jak przewidzieć, jak osłonić?

Motyl nad spienionym potokiem życia. Jak dać trwałość, a nie obciążyć lotu, hartować, a nie nużyć skrzydeł?

Więc przykładem własnym, pomocą, radą, słowem?

A jeśli odrzuci?

Za lat piętnaście – ono wpatrzone w przyszłość, ty – w przeszłość. W tobie wspomnienia i przyzwyczajenia, w nim zmienność i harda nadzieja. Ty wątpisz, ono oczekuje i ufa, ty się lękasz, ono bez trwogi.

Młodość, jeśli nie drwi, nie wyklina, nie pogardza, zawsze pragnie zmienić wadliwą przeszłość.

Tak być winno. A jednak...

Niech poszukuje, byle nie błądziło, niech się wspina, byle nie upadło, niech karczuje, byle rąk nie pokrwawiło, niech się zmaga, byle ostrożnie – ostrożnie.

Ono powie:

– Ja mam inne zdanie. Dość opieki.

Więc nie ufasz?

Więc niepotrzebna ci jestem?

Cięży ci moja miłość?

Dziecko nieopatrzne, które nie znasz życia, dziecko biedne, dziecko niewdzięczne.

(6) Miłość macierzyńska to żywioł

Niewdzięczne.

Czy ziemia wdzięczna słońcu, że świeci? Czy drzewo wdzięczne ziarnu, że z niego wyrosło? Czy słowik matce śpiewa, że go piersią grzała?

Czy oddajesz dziecku, co od rodziców wzięłaś, czy tylko pożyczasz, by odebrać, zapisując skrzętnie i obliczając procenty?

Czy miłość jest zasługą, za którą żądasz zapłaty?

„Matka-wrona miota się jak obłąkana, siada niemal na ramionach chłopca, czepia się dziobem jego kija, zwisa tuż nad nim i bije głową jak młotem w pień, odgryza małe gałązki – i kracze zachrypłym, wysilonym, suchym głosem rozpaczy. Gdy chłopak wyrzuci pisklę, rzuca się na ziemię z wlokącymi się skrzydłami, otwiera dziób, chce krakać – głosu nie ma, bije więc skrzydłami i skacze oszalała, śmieszna, do nóg chłopaka. Gdy zabiją wszystkie jej dzieci, wylatuje na drzewo, odwiedza puste gniazdo i kręcąc się na nim wkoło, myśli nad czymś”. [cytat ze: Stefan Żeromski „Zapomnienie”]

Miłość macierzyńska to żywioł. Ludzie ją po swojemu zmienili. Cały świat cywilizowany, wyłączając nietknięte kulturą jego masy, uprawia dzieciobójstwo. Małżeństwo, które ma dwoje dzieci, gdy mogło mieć dwanaścioro, to zabójcy dziesięciorga, które się nie urodziły, między którymi było jedno, właśnie to – „ich dziecko”. Między nieurodzonymi zabili może najcenniejsze.

Więc co czynić?

Należy wychowywać nie te dzieci, które się nie urodziły, a te, które się rodzą i żyć będą.

Niedojrzałe nadąsanie.

Długo nie chciałem rozumieć, że musi istnieć rachunek i troska o dzieci, które się rodzą. W niewoli zaboru, poddany, nie obywatel, obojętnie nie pamiętałem, że wraz z dziećmi rodzić trzeba szkoły, warsztaty pracy, szpitale, kulturalne warunki bytu. Nierozważną płodność odczuwam dziś jako krzywdę i lekkomyślny występek – jesteśmy może w przededniu nowych praw dyktowanych przez eugenikę i politykę populacyjną.

(7) Niepokój o zdrowie dziecka

Czy zdrowe?

Jeszcze dziwno, że ono nie jest już nią samą. Jeszcze niedawno w zdwojonym życiu obawa o dziecko była częścią obawy o siebie.

Tak bardzo pragnęła, aby się już skończyło, tak bardzo chciała mieć już tę chwilę poza sobą. Sądziła, że się uwolni od trosk i obaw.

A teraz?

Rzecz dziwna: dawniej dziecko było jej bliższe, bardziej własne, którego bezpieczeństwa była pewniejsza, które lepiej rozumiała. Sądziła, że wie, że będzie umiała. Z chwilą, gdy obce ręce – doświadczone, płatne, pewne siebie, wzięły je w opiekę, sama, odsunięta na drugi plan, czuje niepokój.

Świat je już zabiera.

I w długie godziny przymusowej bezczynności zjawia się szereg pytań: co mu dałam, jak wyposażyłam, jak zabezpieczyłam?

Zdrowe, więc czemu płacze?

Czemu chude, źle ssie, nie śpi, śpi tak wiele, dlaczego główkę ma dużą, nóżki pokurczone, piąstki zaciśnięte, skórę czerwoną, białe pryszczyki na nosie, dlaczego zezuje, czka, kichnęło, krztusi się, ochrypło?

Tak być powinno? A może kłamią?

Patrzy na to małe, nieradne, niepodobne do żadnego z równie małych i bezzębnych, które widywała na ulicy, w ogrodzie. Czy być może, aby i ono za trzy, cztery miesiące?

A może się mylą?

Może lekceważą?

Matka nieufnie słucha głosu lekarza, śledzi go wzrokiem, pragnie wyczytać z oczu, wzruszenia ramion, wzniesienia brwi, zmarszczki na czole: czy mówi prawdę, czy się nie waha, czy dostatecznie skupiony.