Treny

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jan Kochanowski

Treny

Warszawa 2015

Spis treści

Motto i dedykacja

Tren I

Tren II

Tren III

Tren IV

Tren V

Tren VI

Tren VII

Tren VIII

Tren IX

Tren X

Tren XI

Tren XII

Tren XIII

Tren XIV

Tren XV

Tren XVI

Tren XVII

Tren XVIII

Tren XIX albo sen

Epitafium Hannie Kochanowskiej

Motto i dedykacja

Tales sunt hominum mentes, quali pater ipse

Juppiter auctiferas lustravit lumine terras.

ORSZULI KOCHANOWSKIEJ,

WDZIĘCZNEJ, UCIESZONEJ, NIEPOSPOLITEJ DZIECINIE, KTÓRA CNÓT WSZYTKICH I DZIELNOŚCI PANIEŃSKICH POCZĄTKI WIELKIE POKAZAWSZY, NAGLE, NIEODPOWIEDNIE, W NIEDOSZŁYM WIEKU SWOIM, Z WIELKIM A NIEZNOŚNYM RODZICÓW SWYCH ŻALEM ZGASŁA, JAN KOCHANOWSKI, NIEFORTUNNY OCIEC, SWOJEJ NAMILSZEJ DZIEWCE ZŁZAMI NAPISAŁ.

NIE MASZ CIĘ, ORSZULO MOJA.

Tren I

Wszytki płacze, wszytki łzy Heraklitowe

I lamenty, i skargi Symonidowe,

Wszytki troski na świecie, wszytki wzdychania

I żale, i frasunki, i rąk łamania,

Wszytki a wszytki zaraz w dom sie mój noście,

A mnie płakać mej wdzięcznej dziewki pomoście,

Z którą mię niepobożna śmierć rozdzieliła

I wszytkich moich pociech nagle zbawiła.

Tak więc smok, upatrzywszy gniazdo kryjome,

Słowiczki liche zbiera, a swe łakome

Gardło pasie; tym czasem matka szczebiece

Uboga, a na zbójcę co raz sie miece.

Prózno, bo i na samę okrutnik zmierza,

A ta nieboga ledwe umyka pierza.

„Prózno płakać” – podobno drudzy rzeczecie.

Cóż, prze Bóg żywy, nie jest prózno na świecie?

Wszystko prózno; macamy, gdzie miękcej w rzeczy,

A ono wszędy ciśnie: błąd wiek człowieczy.

Nie wiem, co lżej: czy w smutku jawnie żałować,

Czyli sie z przyrodzeniem gwałtem mocować.

Tren II

Jeslim kiedy nad dziećmi piórko miał zabawić,

A kwoli temu wieku lekkie rymy stawić,

Bodajżebych był raczej kolebkę kołysał

I z drugiemi nieważne mamkom pieśni pisał,

Któremi by dziecinki noworodne spiły

I swoich wychowańców lamenty toliły.

Takie fraszki mnie zbierać pożyteczniej było,

Niżli, w co mię nieszczeście moje dziś wprawiło,

Płakać nad głuchym grobem mej wdzięcznej dziewczyny

I skarżyć sie na srogość ciężkiej Prozerpiny.

Alem użyć w obojgu jednakiej wolności

Nie mógł – owom ominął, jako w dordzałości

Dowcipu coś ranego, na to mię przygoda

Gwałtem wbiła i moja nienagrodna szkoda.

Ani mi teraz łacno dowiadać sie o tym,

Jaka mię z płaczu mego czeka cześć na potym.

Nie chciałem żywym śpiewać, dziś umarłym muszę,

A cudzej śmierci płacząc, sam swe kości suszę.

Prózno to; jakie szczeście ludzi naszladuje,

Tak w nas albo dobrą myśl, albo złą sprawuje.

O prawo krzywdy pełne! O znikomych cieni

Sroga, nieubłagana, nieużyta ksieni!

Tak li moja Orszula, jeszcze żyć na świecie

Nie umiawszy, musiała w ranym umrzeć lecie?

I nie napatrzawszy sie jasności słonecznej,

Poszła nieboga widzieć krajów nocy wiecznej.

A bodaj ani była świata oglądała,

Co bowiem więcej, jedno ród a śmierć poznała.

A miasto pociech, które winna z czasem była

Rodzicom swym, w ciężkim je smutku zostawiła.

Tren III

Wzgardziłaś mną, dziedziczko moja ucieszona.

Zdałać sie ojca twego barziej uszczuplona

Ojczyzna, niżlibyś ty przestać na niej miała;

To prawda, żeby była nigdy nie zrownała

Z ranym rozumem twoim, z pięknemi przymioty,

Z ktorych sie już znaczyły twoje przyszłe cnoty.

O słowa, o zabawo, o wdzięczne ukłony,

Jakożem ja dziś po was wielce zasmęcony.

A ty, pociecho moja, już mi sie nie wrócisz

Na wieki ani mojej tesknice okrócisz.

Nie lza, nie lza, jedno sie za tobą gotować,

A stopeczkami twemi ciebie naszladować.

Tam cię ujźrzę, da Pan Bóg, a ty więc z drogiemi

Rzuć sie ojcu do szyje ręczynkami swemi.

Tren IV

Zgwałciłaś, niepobożna śmierci, oczy moje,

Żem widział umierając miłe dziecię swoje.

Widziałem, kiedyś trzęsła owoc niedordzały,

A rodzicom nieszczesnym serca sie krajały.

Nigdyć by ona była bez wielkiej żałości

Mojej umrzeć nie mogła, nigdy bez ciężkości

I serdecznego bolu, w którymkolwiek lecie

Mnie by smutnego była odbiegła na świecie;

Alem ja już z jej śmierci nigdy żałościwszy,

Nigdy smutniejszy nie mógł być ani teskliwszy.

A ona (by był Bóg chciał) dłuższym wiekiem swoim

Siła pociech przymnożyć mogła oczom moim.

A przynamniej tym czasem mogłem był odprawić

Wiek swój i Persefonie ostatniej sie stawić,

Nie uczuwszy na sercu tak wielkiej żałości,

Której równia nie widzę w tej tu śmiertelności.

Nie dziwuję Nijobie, że na martwe ciała

Swoich namilszych dziatek patrząc, skamięniała.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?