Listy do Marysieńki

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jan III Sobieski

Listy do Marysieńki

Warszawa 2020

Spis treści

W Pielaskowicach, we wtorek [9 VI 1665]

W Żółkwi, 14 VI 1665

W obozie pod Kockiem, [15] VII [1665]

Au camp, 25 VII [1665]

Au passage de la Vistule, pres de Opatowiec, 5 VIII [1665]

Aupres de Wieluń, 11 VIII [1665]

12 VIII [1665], entre Wieluń et Kalisz

W obozie pod Jarocinem, 18 VIII [1665]

A Radoszyce, 20 IX [1665]

A une lieue et demie de Brzeście, [a] onze heures du soir 31 X [1665]

W Dzień Zaduszny [2 X 1665] przede dniem, a Swiniarzewo

W Rawie, 11 IV [1666], tj. w niedzielę

W Pielaskowicach, 13 IV [1666], tj. we wtorek

W Pielaskowicach, 25 V 1666

W obozie, 21 VI [1666]

Pod Rawą, 27 VI [1666]

Pod Mątwami, 14 VII [1666]

Au camp de Stryków 23 VII [1666]

A Pielaskowice, 10 IX [1666]

A Żółkiew, 16 IX [1666]

A Żółkiew, 23 IX [1666]

A Żółkiew, 24 IX [1666]

We wsi pod Chołojowem, 14 X [1666]

A Błudów, 25 X [1666]

W Żółkwi, 5 V [1667]

[W Żółkwi, ok. 5 VI 1667]

A Żółkiew, 13 VI [1667]

W obozie, 17 VI [1667]

A Leopol, 8 VII 1667

Au camp de Tarnopol, 22 VII [1667]

A Leopol, 10 IX [1667]

Au camp de Kamieniec, 21 IX [1667]

Au camp, 3 XI [1667]

Au camp, 10 XI [1667]

2 XII [1667], en chemin

A Żółkiew, 9 XII [1667]

A Żółkiew, 15 XII [1667]

A Żółkiew, 30 XII [1667]

Żółkiew, 31 XII [1667]

A Żółkiew, 6 I [1668], godzin trzy przede dniem

A Żółkiew, 16 II [1668]

A Pielaskowice, 22 II [1668]

A Piaseczno, 1 III [1668]

A Varsovie, 8 III [1668]

A Varsovie, 16 III [1668]

A Ryczywół, 23 III [1668]

A Solec, 4 IV [1668]

W Solcu na wyjezdnym, 10 IV [1668]

A Biała, 16 IV [1668]

A Pielaskowice, 22 IV [1668]

A Pielaskowice, 30 IV [1668]

A Krasnobród, 6 V [1668]

A Jaworów, 11 V [1668]

A Jaworów, 18 V [1668]

A Żółkiew, 24 V [1668]

A Żółkiew, 30 V 1668

A Żółkiew, 7 VI [1668]

Z obozu, 14 VI [1670]

23 VI [1670]

W obozie, 3 VII 1670

W obozie, 29 VII [1670]

W obozie, 6 VIII [1670]

A Żółkiew, 18 XII [1670]

A Jaworów, 1 I [1671]

W Jaworowie, 8 I 1671

A Leopol, 30 I [1671]

A Leopol, 6 II 1671

A Leopol, 6 III [1671]

A Leopol, 20 III [1671]

A Varsovie, 15 V [1671]

W Warszawie, 29 V [1671]

Pod Złoczowem, 8 VII [1671]

W Żółkwi, 16 VII [1671]

Au camp de Kamieniec, 29 VII [1671]

Au camp de Bar, 3 X [1671]

A Bar, 6 XI [1671]

W Szczebrzeszynie, 26 XI [1672]

1 XII [1672], a Szczebrzeszyn

A Łowicz, 11 XII [1672]

We Lwowie, 23 VII [1675]

We Lwowie, 25 VII [1675]

We Lwowie, 27 VII [1675]

We Lwowie, 28 VII [1675]

We Lwowie, l VIII [1675], godzina w noc

We Lwowie, 3 VIII [1675]

We Lwowie, 5 VIII [1675]

Pode Lwowem, 11 [VIII 1675] po zachodzie słońca

Pod Żurawnem, 24 IX [1676] w nocy

W obozie pod Żurawnem, 27 IX [1676], godzina w noc

Pod Żurawnem, 30 IX [1676] w nocy

Z Heiligenbron, mil trzy od Tulnu, gdzie most budują, 31 VIII [1683]

A Stetelsdorf, w zamku starego grafa Ardeka, który był koniuszym wielkim u sławnego Wallensteina, a żyje dotąd, ćwierć mili od mostu pod Tulnem, 4 IX [1683]

 

Za Dunajem, u mostu pod Tulnem, 9 IX [1683], rano o piątej

Z gór Kalenberg nazwanych na których klasztor kamedułów teraz spalony, nad obozem tureckim, 12 IX [1683], o trzeciej przede dniem

W namiotach wezyrskich 13 IX [1683] w nocy

W obozie pod wsią Szenauna gościńcu preszowskim nad Dunajem, mil trzy od Wiednia, [17 IX 1683]

Mila od Preszburku, 19 IX [1683]

Nad Dunajem, przeciwko samemu Preszburkowi, [24 IX 1683]

Na insule Szutt, między Preszburkiem a Komorą, pod San Peter, 28 IX [1683]

6 X [1683], na samym się ruszeniu ku Parkanowi, które miejsce jest na końcu mostu przeciwko Strygonium alias Gran, na tej Dunaju stronie

8 X [1683], milę od Granu

Przeciwko Strygonium pod Parkanem, 10 X [1683] rano

Nad Dunajem, przeciwko Strygonium, 15 X [1683]

Nad mostem już skończonym przeciwko Strygonium, 20 X [1683]

Nad przeprawą pod Strygonium, 21 X [1683]

W samym Strygonium, 28 X [1683]

Pod Strygonium. 30 X [1683]

Nad rzeką nazwaną Ipol, pode wsią Szage, 5 XI [1683]

W dzień św. Marcina [11 XI 1683], pod Szecinem

A Ryma Sombat, 19 XI [1683]

W obozie pod Chaciem, mila od Ryma Sombat ku Koszycom, 21 XI [1683] w nocy

W obozie pod Torno, trzy mile od Koszyc, 27 XI [1683]

W dzień św. Mikołaja, 6 [XII 1683], pod Preszowem

Pod Sibinem, 9 XII [1683], cztery mile od Lubowli

Lubowli, 14 XII [1683], tj. we wtorek

W Pielaskowicach, we wtorek [9 VI 1665]

Żoneczko moja najśliczniejsza, największa duszy i serca mego pociecho!

Tak mi się twoja śliczność, moja złota panno, wbiła w głowę, że zawrzeć oczu całej nie mogłem nocy. P. Bóg widzi, że sam nie wiem, jeśli tę absence znieść będzie można; bo ażem sobie uprosił M. Koniecpolski, że ze mną całą przegadał noc tę przeszłą. Dziś ani o jedzeniu, ani o spaniu i pomyśleć niepodobna. Owo widzę, że mię twoje wdzięczne tak oczarowały oczy, że bez nich i momentu wytrwać będzie niepodobna, i tak tuszę, że notre amour ne changera jamais en amitie, ni en la plus tendre qui fut jamais. To jest pewna, że już od dawnego czasu zdało mi się, żem bardziej i więcej kochać nie mógł; ale teraz przyznawana, że lubo nie bardziej, bo niepodobna kochać bardziej, ale je vous admire coraz więcej, widząc perfekcję a tak dobrą i w tak pięknym ciele duszę. Owo zgoła, serca mego królewno, chciej tego być pewna, że wprzód wszystko wspak się odmieni przyrodzenie, niżeli najmniejszą odmianę śliczna Astree w swym uzna Celadonie.

Z Warszawy żaden mój dotąd nie powrócił posłaniec. Ja jutro stąd, da P. Bóg, przede dniem w swoją wybiorę się drogę. – Z naszych piszą mi krajów, że orda przyszła już pewnie do p. wojewody ruskiego; p. wojewoda też krakowski już się pewnie ruszył od Tarnopola w Ukrainę, poszedł za nim i p. Sieniawski. Nie wiem tedy, kto pójdzie teraz do boku Króla JMci, ponieważ co życzliwsi wszyscy w Ukrainie, a drudzy albo przy tamtej stronie, albo w domu, na rzeczy patrząc, siedzieć będą.

Konserwację odoru zalecam i przypominam, na którym wszystka Sylwandrowa zawisła szczęśliwość. Dla Boga, nie proszę, ale uniżenie suplikuję, aby tym odorem tak nie szafować, jako swoim! Orondate według danego parolu do swojej pospieszy Kasandry, bo pewnie le dieu meme qui fait qu’on aime swoich mu w tę drogę doda skrzydeł. Czekać go tedy z ochotą et sans aucune melancolie, tylko z tą impacjencją, z której on pojedzie i w której będzie, póko nie ogląda to, co jest najpiękniejszego i najdoskonalszego nie tylko na ziemi, ale i parmi tous les astres. Proszę nie wątpić w tym i wierzyć jako najżyczliwszemu swemu.

Kompanii wszystkiej kłaniam. Dziś ekspediować, żeby tu przede dniem stanął posłaniec. Sprawy jako tam idą, oznajmić.

W Żółkwi, 14 VI 1665

Najśliczniejsza i najukochańsza duszy i serca pociecho!

Na dwa listy moje, z Pielaskowic pisane, ledwom się tu jednego w Żółkwi doczekał responsu. O Sylwandrze i Astrei że takie już i po klasztorach mowy, żal się Boże. Zawsze się tego spodziewała Beaulieu. Niech widzi teraz Hamaleon, co są za skutki de ss importune activite. Widzę, że ci ludzie, tj. Sylvandre i Astree, będą sceną i komedią wszystkich mów ludzkich, bez czego wszystkiego mogło się było obejść; ale że niewinnie, niech im P. Bóg płaci. La tante de Beaulieu, wierzę, że w głowę zaszła albo ktoś mocny musiał perswadować, że takiej uwierzyła bajce. Widzę, że na tym świecie nie masz nic tak słodkiego, do czego by się siła zaraz nie miało przymieszać gorzkości. Orondate najżałośniej, że nie postrzegł, że la Girouette się gwałtem nasadziła zedrzeć go z honoru i reputacji, żeby tym powolniejszy był i żeby z nim czyniono, co chciano.

Jam tu w tych krajach nie zastał jmp. wojewody krakowskiego: i on jest w Międzybożu. O wojsku bardzo głucho, a od jmp. wojewody ruskiego cale nic: znać, że pąsu wolnego nie ma. Wojsko aż koło Pawołoczy, mil stąd pod sześćdziesiąt, niepodobna tedy z nim konferencja; jmp. wojewoda też krakowski najmniej stąd mil czterdzieści. Pisałem, posłałem, gdziem tylko rozumiał. Sam dziś do Lwowa jadę dla sporządzenia fortyfikacji miasta, do której p. Delarego przysłać było potrzeba jako najprędzej. Ludzi żadnych nie masz we Lwowie inszych, tylko moich ośmdziesiąt dragonów. Ci, co byli jmp. wojewody ruskiego, nie wiem gdzie się stamtąd podzieli; trzeba tedy, żeby tam jakich ludzi Król JMć ordynował. Są sam suplementy, których panowie oberszterowie na prywatne swoje zażywają posługi: książę Wiśniowiecki swymi Zamość osadził, p. wojewodzica sandomierskiego także jedni w Tomaszowie, Zamościu i różnie; trzeba tedy, żeby Król JMć dał ordynans do księcia Wiśniowieckiego, żeby swoich pod Janowiec wyprawił, a ci p. wojewodzica, z p. Delarym jako swym oberszterlejtnantem, do Lwowa [niech idą]. O tym Związku powiadają, żeby się pieniędzmi dał ująć. Lepiej by tak, jeśli można. Mówić Królowej JMci. Jam pisał do jmp. wojewody krakowskiego, ruskiego i do kogom tylko rozumiał. Listy pisać potrzeba do księcia Dymitra i do p. wojewodzica, wokując ich do boku Króla JMci. Ja te membrany do inszej zażyłem okazji.

Trafunkiem mijając Zamość, dowiedziałem się, że tę rajtarię sprowadziwszy umyślnie z Ukrainy, abdankowali ich w Zamościu, pokazawszy drogę do Łańcuta. Posyłałem ja tedy za nimi, napisawszy list do Króla JMci. Nie nagonił ich mój, aż już za Sanem; co odpisują, posyłam. A wyprawuję znowu do nich, aza da P. Bóg, że ich zwerbuję. Ten mój posłaniec powiada, że żadnych około Łańcuta nie masz ludzi: było kilka chorągwi nad Sanem, ale powrócili, wyprawiwszy w różne strony różnych posłańców. O samym powiadają, że poszedł ku Nowemu Miastu, O jak dobra okazja pójść za nim, gdyby było z czym! Już bym ja przecię o tym pomyślił, gdyby nie ta moja tak gwałtowna do Warszawy potrzeba; na którą kiedy wspomnę, że czas jak idzie, tak idzie, a w Róży jak roście, tak roście, tedy mię zaraz wszystkie odpadają imprezy. A gdyby były ordynanse te poszły zaraz, kiedym ja ich popisał w Ukrainę, uprzedziłyby były wszystko złe i już byśmy tu byli mieli ludzi. Piwo się tu włóczy z chorągwią ode wsi do wsi; dla Boga, dać mu ordynans jaki, żeby szedł do obozu Króla JMci!

Tuteczni sam obywatele nic się tym wejściem p. Lubomirskiego nie turbują, jakoby to nigdy nic. Na rzeczy się tylko patrzą, a dyskurują, jako się te rzeczy skończą: jakoby to właśnie równy z równym wojował! Powiadał też to mój posłaniec, ten który jeździł do rajtarii, że tam pewnie słychać, że w Łańcucie boratyńczyki robią i one na lenungi rozdają. Będę dostatecznie o wszystkim wiedział o środzie, bom kilku rozesłał posłańców. – Pisać do jmp. łowczego czasu nie mam, bo prędko wyprawuję. Przeczytać mu to wszystko i jmci ks. kanclerzowi, przy oddania uniżonego mego jegomości pokłonu.

Co strony les desordres de mes gens, dziwna rzecz, że ten tam plotka, powiadając to, samże się na się skarży. On dawał pieniądze szafarzowi, toć go on i rachunków słuchać był powinien. Prawda, że ja nie co dzień rachunków słuchać każę, ale po stu złotych dawać szafarzowi, które skoro wyda, zaraz się z nich i wyrachować powinien. Wszak mu to przypominał jmp. Koniecpolski wiele razy; ale i przypominać nie potrzeba, bo to jest każdego cnotliwego podskarbiego powinność. Co na to powie, rad bym z duszy wiedział. Co o maitre d’hótel ten u mnie nigdy pieniędzy w swej nie miewa dyspozycji i jeśli ich kiedy miał, to chyba w niebytności tamtego hultaja. Niechaj tedy nie tęskni: będzie czas temu, że się on mnie i za się, i za szafarza rachować będzie. Jeśli on szafarza niedobrze słuchał, to ja go nauczę, jak miał słuchać. Niechby był swego dobrze pilnował, nie wdawając się w inne, co mu nie należały! Nabrał na borg bez wiadomości mojej na kilkaset złotych wina, które wypił z takimiż hultajami jako sam. Teraz kazałem z Pielaskowic jmp. Koniecpolskiemu pisać do niego, aby dał sprawę rozchodu tego wina, bo piwniczni na niego wszystką kładą winę. Na to jegomość nawet i nie odpisał, choć tam dwóch miał posłańców.

Więcej tymi błazeństwy nie turbując, proszę uniżenie, aby to cale trzymać o Orondate, co i o jego najpiękniejszej Kasandrze: et les ennuis, et les impatiences, et tout ce qu’on peut imaginer, wszystkiego tego sam po dostatku. Pospieszyć tam, ou mon ame m’appelle, nie omieszkam ani zabawię w drodze, asekuruję, byle się tu tylko co dobrego sprawić mogło.

My tu w tych krajach groch i wiśnie już dawno jadamy. Na próbę posyłam, jeśli Wć macie tak wielki w Warszawie; jeżeli nie, zjeść i ten z dobrymi przyjaciółmi za zdrowie dobrych sług swoich. A MM. de Beziers et Millet mes tres humbles services. Nie piszę tą okazją, bo nie mam jeszcze nic de particulier, a komplementa pisząc, boję się, żeby się groch i wiśnie nie popsowały. I do ślicznej Astrei kilka tylko miałem napisać słów; aż ręka poszła za sercem.

Ekspediować posłańca zaraz, uniżenie proszę, boć to jest wielka impacjencja czekać na wiadomość o tym, co najmilszego i najkochańszego na świecie.

W obozie pod Kockiem, [15] VII [1665]

Najśliczniejsza serca i duszy pociecho!

Nie czwarty dzień, ale czwarty rok już i więcej, zda mi się, jakom się z moim rozjechał sercem. A jeszcze najcięższa, że żadnej po odjeździe moim od duszy mojej nie odebrałem wiadomości, lubo już kilka z Warszawy przyszło okazy j; a to się dlatego dzieje, żem ja wszystkie poprzedził poczty i żadnego tu dotąd, który by po mnie wyjechać miał, nie widziałem. Jak ciężko, jak tęskno z duszy kochającego Sylwandra bez swej Astrei! Snadno imaginować, co się z takim dzieje, kto bez duszy i bez serca, bo to wszystko w Warszawie zostało.

Co się z nami sam dzieje, ichmość drudzy wypisują. Ja tylko to namieniam, że gdyby mię byli słuchali, tedyby to teraz sześcią kroć, jako obiecowali, sprawili byli tysięcy, czego potem kilką nie naprawią milionów. Wołałem ustawicznie, swarzyłem się – nie pomogło nic, bo się tylko ichmość drudzy na koncepta zdobywali i kontradykowali, choć nie było czemu. Niech wspomni sobie Jutrzenka, jak dawno pisała do la Poudre, że jest wszystko, że pieniądze są; a teraz ci narzekają, co im na tym należy, że ich Hamaleon niewcześnie przestrzegł. Cóż tedy po tym było mnie oszukiwać, a sobie źle czynić?

 

Jako się zamieszało wojsko jmp. wojewody krakowskiego, dowiesz się Wć moje serce. Dosyć, że na słabym bardzo było włosku dostojeństwo Pańskie i sama osoba jego. Czyniliśmy wczora, co tylko mogło być sposobów. Na tym tedy stanęło, aby ci kupcy, co mieli dać dwakroć [sto i] trzydzieści tysięcy, dali spełna trzykroć, materyj zaś, sukien i różnych fantów wziąć u miasta za kilkadziesiąt tysięcy; ostatek na zastaw dostawać. Niechby się wszyscy przyłożyli do tego. Ja wszystkich moich rzeczy, dla dobrego przykładu, które tylko mam, zastawić pozwalam, bo to o reszt ostatni idzie. Jeśli tego nie będzie, pewnie zginiemy. Racz to Wć opowiedzieć.

Konnych chorągwi dotąd przy Królu JMci nie masz, tylko sześć. Tamta strona mocna i zła bardzo, i o kilka tylko już od nas mil. Prędko, rozumiem, uczynimy z sobą próbę, skoro się tylko te jmp. wojewody krakowskiego uspokoi wojsko. – W Zamościu był p. Lubomirski; nie wiemy, jeśli go swymi osadził ludźmi. Mnie cale zniesiono wszystką Zółkiewszczyznę, stał tam p. Lubomirski więcej niżeli dni dziesięć. Teraz o nim różne wiadomości. Był już około Zamościa i zaś udają, że się miał obrócić ku Sanowi. Języka prowadzą, będzie za godzinę pewna wiadomość. –

Te trzykroć sto tysięcy, dla Boga, niech będą, boby było bardzo źle. Regimentowi p. Koryckiego niechaj pospieszać każą. Koń mój gniady skoro ozdrowieje, każ mi go Wć odesłać. Materii błękitnej takiej, jaka na Waszecinym justaucorze, każ Wć popatrzać w Warszawie.

Więcej pisać nie dopuszcza czas, bo poczta wychodzi. – M. Millet siedzi nade mną, żeby skończyć. Obłapiam tedy i całuję śliczne rączki i nóżki mojej duszy. O gębusi już nie wspominam ani myślę, boby i minuty w obozie wytrwać niepodobna.

Au camp, 25 VII [1665]

Jedyna pociecho duszy i serca mego!

Nie co dzień, ale co minuta rad bym się pytał o zdrowiu twoim, moja śliczna panno, bez której widzenia już ledwo żyć mogę; i lubo po łasce bożej i po twojej serca mego miłości nie mam nic na tym świecie nad honor milszego, tedy przyznać się, moja duszo, muszę, że mi i ten z ciężkością zatrzymać przyjdzie, jeśli inszego do widzenia prędkiego najśliczniejszej Jutrzenki nie będzie sposobu. Wierzę, że też nikt na świecie nade mnie tego nie uznał na sobie: kochać dziesięć lat z nieporównaną z ni z kim pasją, doczekać się szczęścia prawie niespodziewanego nigdy, odnieść zupełną nagrodę, mieć w posesji to, co jest nieporównanego ze wszystkim światem – i potem z tego się nie cieszyć i oddalać się, i upuszczać prawie z rąk skarb nieoszacowany, przy którym by się na wieki przykować potrzeba! Nieraz to sam wymawiam i Królowi JMci, i innym, że mi wielką czyni krzywdę. Wołał na mnie z drugimi, żebym się żenił, i pokoju mi nie dawał; a teraz mi nie tylko mieszkać, ale i nacieszyć się nie dopuszcza, luboć się moje nie może, chyba z ostatnim duchem, skończyć ucieszenie.

Uważże tedy, moja jedyna Mamusieńku, jako to ciężko znosić i jako to jest dur eloignement, et combien me cause de tourment. Muszka mię też znowu w liście tak skomosiła, że już ledwie szaleć nie przyjdzie. O, duszkoż by się teraz choć w mizerną obrócić płeszkę! Ja nie wiem, jeśli też to kiedy na myśl mojej przyjdzie dobrodziejce; bo mnie i śpiąc, i jedząc, i chodząc z myśli wszystkie śliczności najkochańszej Diany zejść nie mogą. Sam się jednak wydziwić nie mogę, jako mię we wszystko jedyna moja odmieniła Cassandre, że lubo wola i apetyt jest wielki, o okazję też nietrudno, a przecie pomyśleniem jednym, za to ślubuję, przeciwko mojej Jutrzence zgrzeszyć nie mogę.

M. St. Germain przyjechał wczora; będzie przy mnie i wszystko dla niego uczynię według woli i rozkazania mojej duszy. Przywiózł mi też conserves des fleurs d’orange. Wierzę, że nic na świecie nie masz lepszego – prócz jednak przecię jednej rzeczy, która w sąsiedztwie bliskim z muszką siedzi. Tak jednak kładę, że gdybym był tej rzeczy gustu nie wiedział, tedybym te conserve za najlepszy był osądził smak. Szylwacht że tęskni, wątpić nie potrzeba; o żadnej jednak inszej nie myśli służbie, tak sobie tamtą u muszki upodobał kwaterę, w której, gdyby mu można dziś być, wszystko, cokolwiek ma i mieć może, z drogą by na to ważył duszą.

Nowin różnych sam siła, o których byłoby co pisać, ale woli się piórko milszą i smaczniejszą bawić materią. Celadon dysgustów pełen z różnych okazyj, znosi to jednak wszystko dla Bukieta, że tak chce i tak mu każe; dowie się jednak Róża, jeśli kto lepiej i życzliwiej starał Kupcowi paryskiemu nad niego. M. Kielmski przyjechał przed wczorem, ale nań krzywo patrzą; proszę, racz tam Wć przecie jego trzymać stronę. A M. Comminges dał Król JMć kompanię gwardii rajtarską, która bywała pod p. Bielińskim, i jeszcze mu więcej do niej przydać chce.

Myśmy się tu już zbliżyli, od Sanu tylko pół mili stoimy; jutro się przezeń przeprawować będziem. P. Lubomirski pod Jarosławiem stał, siedm tylko mil od nas; powiadają, że się wczora ruszył i idzie ku Wiśle. Jeśli tak, to bardzo blisko od nas pójść musi; po trzecim tedy dniu pewnego byśmy się z nim spodziewali zejścia. Tylko nam tak wszyscy udają, że pola stawić nie zechce, ale ustępować to tam, to sam komunikiem; co by w długą pójść musiało i musielibyśmy, piechoty porzuciwszy, komunikiem także za nimi chodzić, bo inaczej nie byłoby temu końca, i na co bym ja i sam umierać musiał, włócząc się ni tego, ni owego, bez serca i duszy mojej. P. podstoli koronny we czwartek ze trzema chorągwiami przyszedł do p. Lubomirskiego, a starosta radomski we dwóch kornetach; to tak pewna, jakem ja człowiek, iże żołnierzom znowu jakieś w tych dniach rozdawał pieniądze.

Ciokolatę jeśli Wć masz, moja duszo, przyślij mi Wć; tylko by garnuszka potrzeba, choćby wziąć ten u M. des Noyers, a taki mu odrobić kazać; także i to drewno do kłócenia albo zamieszania. Cytryny, pomarańcze, kasztany jeżeliby były, przyślij mi Wć moja duszo.

Zdrowie swoje, moja śliczna dobrodziejko, konserwuj Wć tak jako moje własne, ponieważ Wć moje przekładasz nad swoje. Zmiłuj się, moja duszo, uczyń to dla mnie, bo inaczej prędko byś o stracie mego własnego usłyszała odoru. Ja z łaski bożej teraz nie najgorzej; głowa przecię bolewa i rumatyzm podczas przypada. To jednak za największe stanie mi lekarstwo, kiedy jako najczęściej słyszeć będę, że serce moje zdrowe, a kocha tak, jako kochała swego wiernego Celadona, który sto tysięcy milionów razy całuje i w gębusię, i w oczko, i w rączki, i w nóżki, i w muszkę swoją najśliczniejszą Mamusieńkę.

Jeśli tam który z moich śliczną Jutrzenkę poturbował listów, przepraszam uniżenie, bo była niesłychanie długo poalterowana Beaulieu, którą wolno będzie za szczęśliwym się ujrzeniem najśliczniejszemu osiec Bukietowi, byle się nigdy na nią nie gniewać i zimnej jej nie pokazywać miny. Notre frere jeśli jeszcze nie wyjechał z Paryża, racz mi Wć oznajmić, boby mi tam kilku rzeczy sprawić potrzeba. Kłaniać się tam wszystkim uniżenie proszę, pisząc au palais enchante. Ja, Bóg widzi, że czasu i minuty nie mam jednej; nagrodzę to jednak, jeśli P. Bóg zdrowo powróci. List a notre tante przez inszą prześlę okazję. M. Millet kłania Wci, moje serce. Stawa ze mną wespół i ustawicznie u mnie bywa. Człowiek niesłychanie dobry, ale tak ucieszny, że umieram sto razy na dzień ze śmiechu, kiedy się kłóci avec ses domestiques, a najczęściej z swym nieszczęsnym majorem.

Listy od niego, komu należą, kazać pooddawać. Warszawskim damom wszystkim nisko kłaniam. Materyjki szarej albo popielatej lepiej przysłać próbkę, bo kitajka bardzo słaba, i ta materyjka moja szara już wniwecz poszła.