3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Europa

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jan Grabowski

Europa

Prawdziwa historia o kotce

Warszawa 2021

Spis treści

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział I

Europa? Część świata? Jakieś opowiadanie geograficzne?

Ani trochę. Europa – to kot, a raczej kocica.

Spadła ona do nas z deszczem. Było to wczesną wiosną. Deszcz rzęsisty lał tak, że świata bożego nie było widać. Zimno było. Od kilku dni nosa z domu ani poKrysać. Psy chodziły jak osowiałe.

Znacie takie pogódki rozkoszne? Znacie? Nie dziwcie się więc, że Krysia, moja siostrzenica, robiła wszystko, co można, żeby się nie nudzić. Ale pomimo to nudziła się. Widziałem to z pytań, jakie mi zadawała. Nie były one te najmądrzejsze z mądrych.

– A co by było, gdyby było to? A co by było, gdyby nie było owego?

Znacie takie pytania? Pozwólcie więc, że Wam nie będę ich powtarzał. Lubię Krysię i wierzcie mi, że jest ona wcale miłą i mądrą dziewuszką. Ale długotrwała niepogoda każdego wyprowadza z równowagi.

Nareszcie Krysiunia wyciągnęła ulubioną lalkę swoją, Różyczkę. Coś jej się nie podobało w spódniczce lalczynej. Zaczęło się gwałtowne szycie, reperacje. Nożyczki szczękały, a i język pracował niemało. Bo Krysia, robiąc cokolwiek, męczyła swój język, jakby się specjalnie na niego uwzięła. Przygryzała go z jednej strony, przygryzała z drugiej. I jak tylko język był w robocie, można było być pewnym, że Krysia jest szczerze zajęta.

– Słyszysz?

– Co?

– Posłuchaj!

Krysia, odrzuciła gałganki. Nastawiliśmy uszy. Coś piszczało za oknem.

– Dziecko płacze – powiada Krysia.

– Musiałoby być bardzo maleńkie.

– Na pewno dziecko – upierała się Krysia. – Ciemno jest, zabłąkało się i nie może trafić do domu. A tam matka rozpacza.

– To po cóż puściła sama takie maleństwo?

– Bo z nim wyjść nie mogła. Może ma inne dzieci, chore? O Boże, jak płacze! Chodźmy. Musimy mu pomóc. Zabierzemy je, ogrzejemy, zapytamy, gdzie mieszka.

Krysia już była gotowa do wyjścia.

– Otwórzmy okno – powiadam. – To coś płacze za oknem. Zobaczymy, co to jest?

– Nie, nie! Cóż z tego, że zobaczymy? Trzeba przynieść maleństwo do pokoju – upierała się Krysia i już szła do sieni.

– Patrz! – powiadam i otwieram okno. – Może to dziecko samo do nas przyjdzie.

Usłyszeliśmy bolesny pisk, zawodzenie, płacz. Ale osoby płaczącej nie było widać. Krysia wychyliła się przez okno. Ja świeciłem lampą.

– Jest! Jest! Boże, jakie mokre!

Na parapecie okiennym siedział kotek. Nasiąknięty był wilgocią, jak gąbka. Lało się z niego, gdyśmy go wnieśli do pokoju. Biedny był, zziębnięty. Rozdziawiał różową buzię szeroko i płakał.

– Katarzyno, Katarzyno! Czy Katarzyna ma ogień w kuchni? Niech Katarzyna rozpali, moja kochana! – wołała Krysia. Zabrała kotka do kuchni i tam we dwie z Katarzyną wycierały go, suszyły, karmiły, poiły.

Czy widziałyście kiedy mokrego kota? Żadne zwierzę nie wygląda tak brzydko jak mokry kot. Przestaje być kotem. Jest gładką kiszką na czterech nogach. Ani śladu puszystości! Pokraka!

I nasz gość wydał mi się bardzo brzydki w pierwszej chwili. Wolałem więc zobaczyć go wtenczas dopiero, gdy toaleta będzie skończona. Poszedłem do kuchni. Na ciepłej blasze leżało zawiniątko w gałganach.

– Śpi! – szepnęła do mnie Krysia. – Niech go wujek nie budzi.

– Ady niech się pan da wyspać kotowi! – burknęła na mnie Katarzyna, gdym sięgał do zawiniątka. – Napatrzy się pan, jak sobie biedactwo odpocznie.

Oho – myślę sobie – już Krysiunia przekabaciła Katarzynę na kocią stronę!

Bo trzeba wam wiedzieć, że Katarzyna oświadczała zawsze, że koty są fałszywe, opowiadała, że znała rodzinę, gdzie kot zadusił dziecko, upierała się, że na sam widok kota już jej się niedobrze robi.

– A jak będzie z psami?

– Niech mi który ruszy, to już zobaczy! – powiedziała Katarzyna. – A tyś tu po co? Wołał cię kto? – krzyknęła na Tupiego, którego zwabiły głosy w kuchni i przyszedł zajrzeć, co się dzieje, czy się czasem nie zanosi na niespodziewane wylizywanie talerzy.

Tupi poszedł jak zmyty. Tym bardziej że Katarzyna chwyciła trzepaczkę. A tej trzepaczki wszystkie psy bały się jak ognia. I nie wiadomo dlaczego. Bo nigdy i żaden z psów nie brał wnyków trzepaczką.

– Katarzyno! Katarzyna obudziła kotka! – wystąpiła z wymówkami Krysia, widząc, że zawiniątko się porusza.

Skoczyła ku blasze. Nachyliła się nad gałganami i Katarzyna. Próbowały uśpić kociaka. Ale się to na nic nie zdało. Z zawiniątka wysuwał się łebek biały. Uniósł się w górę i ziewnął tak smacznie, głęboko, aż się otrząsnął. A później za łebkiem wysunęło się całe kociątko. Rozejrzało się w jedną stronę, rozejrzało w drugą, spojrzało na nas.

– Śmieje się! Śmieje się! – krzyknęła Krysia i chciała porwać kotka na ręce.

– Ale, będzie się tam kot śmiał! – oburknęła ją Katarzyna. – Niech go Krysia nie rusza! Zobaczymy, co on zrobi.

Malec wysunął się cały.

– Niech wuj patrzy, jaki śliczny! Prawda, jaki ładny! – zachwycała się Krysia.

– Patrzcie – powiadam – jaką ma zabawną plamę na grzbiecie!

– Jakby miał narysowaną mapę.

– Europy.

– A tak! Europy! – ucieszyła się Krysia. – Niech się nazywa Europa! Wujku, niech się nazywa Europa! To tak jakoś niezwykle.

– Niech się nazywa Europa – zgodziłem się.

Katarzyna aż trzasnęła rondlami o blachę z irytacji.

– Słyszane rzeczy, żeby kota kto tak nazywał? Co to, czy to boskie stworzenie nie ma swojego honoru? U nas to wszystko tak, jak nigdzie! Jeden pies – Tupi, drugi – Ciapa, jak na pośmiewisko.

– Moja Katarzyno... – prosi Krysia.

– Ej, ja tam nie chcę takich cudaków! Wynoś się – krzyknęła na kota, który harcował po blasze z korkiem.

– Moja Katarzyno – powiadam. – Europa to jest część świata, w której mieszkamy.

– Ja nie mieszkam w Europie, tylko w Rawie.

– Europa zresztą była piękną kobietą, tak piękną, że gdy kiedyś zapragnęła się przejechać, sam grecki bożek Zeus zamienił się w byka i wiózł ją na swoim grzbiecie, rozumiecie?

– Dużo mnie ta obchodzi taki grecki bałwan! Niech ta dla państwa będzie Europa. Co mnie tam! Wynocha stąd! Dla mnie będziesz zawsze Miluś i już. Na, masz, Miluś, mlimla!

I odtąd łaciaty kotek zaczął nosić podwójną nazwę: dla mnie i Krysi był Europą, dla Katarzyny był Milusiem. Miał coś niby imię i nazwisko. Dalszy ciąg wypadków poKrysał, że kot powinien się był nazywać Europa Miluś, ale nie Miluś Europa. Dlaczego?

Przekonacie się o tym sami i zgodzicie się, że inaczej być nie mogło.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?