RzeczozmęczenieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Gwałtowna burza

Kiedy pomyślicie o zagrożeniach dla zdrowia związanych z rzeczozmęczeniem, w mgnieniu oka zrozumiecie, dlaczego jest to problem, który wymaga natychmiastowego rozwiązania. Możemy dyskutować na temat psychologii ewolucyjnej i „wielkiej dwójki”, pośpiesznie proponować jakieś naiwne rozstrzygnięcia, ale żeby stworzyć długoterminową strategię skutecznej walki z tym zjawiskiem, musimy dowiedzieć się, co jest jego przyczyną.

Tajemnica Krispy Kreme to bardzo użyteczny przykład, ponieważ pokazuje wpływ tysięcy lat naszej ewolucji na decyzje, jakie podejmujemy współcześnie; wyjaśnia, dlaczego wciąż kupujemy nowe rzeczy mimo tego, że mamy więcej, niż potrzebujemy, i nie potrafimy już poradzić sobie z nadmiarem; pomaga nam zrozumieć, jak znaleźliśmy się w punkcie, w którym jesteśmy. Ale jeśli zastanowicie się nad tym głębiej, zauważycie, że chociaż dowiadujemy się, jakie są przyczyny rzeczozmęczenia, wciąż nie wiemy, dlaczego ta przypadłość dopada nas akurat dziś. Powinniśmy zatem pomyśleć, dlaczego tak wielu z nas czuje, że ma zbyt wiele właśnie teraz. I dlaczego właśnie teraz rezygnujemy z postawy materialistycznej.

W przypadku każdego tak złożonego i ważnego społecznie zagadnienia jak rzeczozmęczenie istnieje wiele wyjaśnień. Każdy ekspert kładzie nacisk na co innego.

Politolodzy, na przykład Inglehart, twierdzą, że ponieważ większość z nas dorastała w stabilnych ekonomicznie warunkach, w których nie musieliśmy się martwić o to, co będziemy jeść, nie skupiamy się już tak na potrzebach materialnych (żywność, schronienie), a więcej uwagi poświęcamy potrzebom „postmaterialnym”, takim jak wolność słowa i działania[11].

Psycholodzy, tacy jak Olivier James i Darby Saxbe, oraz ­filozofowie, na przykład Alain de Botton, zwracają uwagę na zagrożenia zdrowotne, o których już wspominałem. Uważają, że zdaliśmy sobie sprawę z posiadania zbyt dużej liczby przedmiotów, ponieważ nasz dobytek, nasz styl życia i wszystkie kłopoty, które się z tym wiążą, przysparzają nam więcej stresu niż szczęścia. James nazywa ten problem „chorobą bogaczy” (affluenza). De Botton jest zdania, że nieustanne próby dorównania innym wywołują w nas „lęk o status”. Saxbe pisze o „klęsce nadmiaru”[12].

Według ekologów poczucie, że mamy zbyt wiele, wynika z globalnego ocieplenia, problemów ze składowaniem odpadów i nadmiernej emisji dwutlenku węgla. Niepokoi ich, że zużywamy więcej zasobów naturalnych, niż nasza planeta jest nam w stanie zapewnić[13].

Demografowie przyznają, że dorastanie w stabilnych warunkach, stres związany z posiadaniem przedmiotów i zanieczyszczenie środowiska to ważne czynniki, ale istnieją cztery, według nich dużo ważniejsze przyczyny naszego rzeczozmęczenia: starzenie się społeczeństw[14], wciąż rosnąca populacja świata[15], powiększanie się klasy średniej w skali globalnej[16] oraz migracja ludności do miast[17]. Wraz z wiekiem stajemy się coraz mniej zainteresowani kolejnymi zakupami. Na naszej planecie, która przecież ma ograniczoną pojemność, jest coraz więcej ludzi i coraz więcej z nich zalicza się do klasy średniej, w związku z czym rośnie ogólne zapotrzebowanie na nieodnawialne zasoby. A ponieważ coraz więcej z nas przenosi się do miast, kupujemy mniej samochodów, nasze domy są mniejsze, a to oznacza, że mamy mniej przestrzeni, w której możemy przechowywać swoje rzeczy.

Socjologowie, na przykład Ruth Milkman, dodają również, że jesteśmy coraz bardziej zmęczeni materializmem, ponieważ przestaliśmy wierzyć w tę doktrynę[18]. Jak zauważyła Milkman, nie uważamy już nierówności społecznych za nieodłączną część systemu, w którym żyjemy; protesty ruchu Occupy to odzwierciedlenie naszego gniewu.

Inni socjologowie zwracają uwagę na jeszcze jeden fakt. Do tej pory uważaliśmy, że większe zarobki i większe wydatki zwiększają nasze poczucie szczęścia. Tymczasem jak pokazują wyniki uzyskane przez pionierów badań nad szczęściem – psychologów Tima Kassera, Toma Gilovicha, Elizabeth Dunn i Ryana Howella – to przekonanie nie ma pokrycia w rzeczywistości[19]. Kiedy ludzie to sobie uświadamiają, zaczynają skupiać się na swoich doświadczeniach, a nie na swoim stanie posiadania.

Ekonomista, słysząc te wszystkie wyjaśnienia, mógłby się uśmiechnąć. Oczywiście, dorastanie w stabilnych warunkach, wciąż rosnąca i jednocześnie starzejąca się w niektórych regionach populacja świata, powiększająca się klasa średnia, migracja do miast, brak zaufania do systemu, w którym żyjemy – to wszystko, rzecz jasna, ma znaczenie. Ale prawdziwy powód rzeczozmęczenia jest inny i oczywisty – ekonomia, głupcze! Kiedy koszty życia rosną, a płace stoją w miejscu, większość ludzi po prostu nie ma pieniędzy, żeby kupować więcej rzeczy[20]. Być może więc nie tyle „mamy za dużo”, co nie możemy już sobie pozwolić na tak wiele.

Specjaliści z zakresu nowych technologii pewnie zgadzają się ze wszystkim, co zostało tu napisane. Dodaliby tylko, że tak naprawdę odwracamy się od dóbr materialnych, ponieważ możemy to zrobić. Jaki jest sens posiadania „fizycznych” książek i płyt CD, skoro ich zawartość możemy pobrać z chmury danych[21]?

A co ja, futurolog kultury, myślę o tym wszystkim? Od przeszło dziesięciu lat analizuję trendy i prognozuję zmiany społeczne, pomagając moim klientom, takim jak Zurich Insurance, Absolut i BMW, przygotować się na to, co przyniesie przyszłość. Podczas mojej praktyki zawodowej stało się dla mnie jasne, że na trzech filarach naszego społeczeństwa – kapitalizmie rozumianym jako nadrzędna teoria, konsumpcjonizmie, będącym praktyką dnia codziennego, i materializmie, czyli systemie wartości, który stanowi podstawę całości – pojawiły się głębokie pęknięcia. Proponowane przez innych rozwiązania, takie jak ruchy antykapitalistyczne i sprzeciwiające się konsumpcjonizmowi, czy pomysł, że wszystkiemu zaradzi współczesna technologia, nie przekonują mnie i nie są dla mnie realną alternatywą. Nadmiernie uproszczone, jedynie zaklejają te pęknięcia, zamiast zająć się ich przyczynami, albo skupiają się tylko na części problemu, ignorując resztę zagadnienia. Postanowiłem więc sam zająć się tą kwestią, żeby sprawdzić, czy moja intuicja i zdolności analityczne, które rozwijałem przez lata, pozwolą mi znaleźć lepsze rozwiązanie. Efektem próby zmierzenia się z tym zagadnieniem jest niniejsza książka.

Kiedy wypisałem po kolei wszystkie przyczyny rzeczozmęczenia, poczyniłem kilka spostrzeżeń. Po pierwsze, gdyby chcieć porównać do czegoś czynniki powodujące rzeczozmęczenie, fale byłyby dużo bardziej trafną analogią niż cegły – różne wyjaśnienia funkcjonują zupełnie niezależnie od siebie i każde z nich opiera się na innych założeniach. Zatem jeśli ktoś nie zgadza się z ekologami i nie wydaje mu się, że ludzie ograniczają swoją konsumpcję z powodu dbałości o środowisko, nie wpływa to w żaden sposób na to, czy uważa za trafne bądź nietrafne opinie demografów lub specjalistów z zakresu nowych technologii. Jest również bardzo prawdopodobne, iż wiele osób sądzi, że każdy z tych czynników jest istotny i w jakimś stopniu odpowiedzialny za rzeczozmęczenie – sam właśnie tak to widzę.

Co więcej, uważam, że zmiany, które zachodzą na naszych oczach, wcale nie są przemijającym zjawiskiem, o którym za rok nikt nie będzie pamiętał. Wyjątkiem jest obecny stan gospodarki i spadek przychodów. Ale kiedy nasza sytuacja ekonomiczna się poprawi, zarobki wzrosną, a ludzie będą mieli i pieniądze, i poczucie, że stać ich na kupno nowych przedmiotów, inne czynniki, takie jak troska o środowisko, tylko zyskają na znaczeniu. Wszystkie pozostałe wymienione wcześniej przyczyny rzeczozmęczenia to owoce dobrze udokumentowanych, istniejących od dłuższego czasu tendencji.

Żaden z tych czynników z osobna nie miałby na nasz świat większego wpływu niż fala, która wzbiera i uderza o falochron. Ponieważ jednak wszystkie występują jednocześnie, stają się bardziej widoczne, trudniejsze do uniknięcia i wymagają natychmiastowej reakcji. Można powiedzieć, że opisane powyżej czynniki rozpętały prawdziwą burzę w naszej eklektycznej materialistycznej kulturze. To z powodu tej burzy rzeczozmęczenie będzie największym wyzwaniem XXI wieku. Z tego samego powodu tylu z nas rozczarowało się materializmem i gromadzeniem dóbr i odczuwa teraz rzeczozmęczenie.

Nowy wzór na szczęście

U podstaw rzeczozmęczenia leży radykalna idea, która wkrótce zasadniczo przeobrazi nasze życie i zniweczy plany wielu dużych i średnich instytucji oraz plany zwykłych ludzi. Być może nawet wasze. Ponieważ osoba odczuwająca rzeczozmęczenie będzie dokonywać zupełnie innych wyborów, niż dokonywała wcześniej, społeczeństwo borykające się z rzeczozmęczeniem będzie wyglądać całkowicie inaczej niż to, w którym dorastaliśmy. Jak?

Do niedawna system kapitalistyczny bazował na konsumentach, o których można było powiedzieć, że są materialistami. W tym systemie dobra materialne i pogoń za nimi były źródłem statusu, tożsamości, poczucia sensu i szczęścia[22] (doskonale odzwierciedlał to pierwszy wzór na szczęście Nicodemusa). W tamtym świecie chciwość była dobra, więcej znaczyło lepiej, a majątek służył temu, żeby ścigać się z sąsiadami o to, kto jest bogatszy. Obecnie jest już inaczej.

 

Nie chcę krytykować wszystkich rzeczy, które kupiliście, ani wszystkich rzeczy, które sam zgromadziłem przez lata. Nie chcę potępiać materializmu. Czy raczej nie chcę potępiać go bezmyślnie. Chcę go zastąpić. Materializm (a także kultura konsumpcyjna i system kapitalistyczny, które materializm wzmacniał) był właściwą ideą w swoim czasie. Rzesze ludzi pierwszy raz w historii miały szansę żyć w dostatku, a nie w biedzie. To materializmowi zawdzięczamy pralki, telewizory i toalety w domu. Zawdzięczamy mu czystą wodę, państwo dobrobytu i opiekę zdrowotną, która poprawiła jakość naszego życia i wydłużyła je. Materializm podniósł standard życia społeczeństw bogatego Zachodu. I chociaż wielu ludzi wciąż nie ma wystarczająco wiele, nie mówiąc już o „zbyt wiele”, materializm polepsza teraz los miliardów nowych konsumentów od Pekinu po Bangalore, Lagos i São Paulo.

Jednak sukces materializmu obrócił się przeciwko nam. Paradoksalnie cały ten dostatek znów przyniósł nam ubóstwo. Obecnie wszystkie czynniki wywołujące rzeczozmęczenie sprawiają, że materializm nie jawi się już jako wspaniała idea.

Niniejsza książka opowiada o tym, co moim zdaniem powinno się teraz wydarzyć. To wezwanie do broni. Skoro wiemy już, że materializm szkodzi naszemu zdrowiu, szczęściu, naszemu społeczeństwu i naszej planecie, czas odrzucić stare przekonania, a w ich miejsce stworzyć nowy wzór na szczęście i ogłosić nowy manifest naszego życia.

Ten nowy manifest powinien uwzględniać wszystkie czynniki wywołujące rzeczozmęczenie. Inspiracją do jego napisania powinny być ostatnie odkrycia badaczy takich jak Gilovich i Howell, że bardziej prawdopodobne jest osiągnięcie szczęścia dzięki doświadczeniom, a nie rzeczom. Zamiast kupować, przeżywaj, a z dużo większym prawdopodobieństwem osiągniesz szczęście – oto absolutny imperatyw, który powinien stanowić sedno nowego manifestu.

Ten manifest będzie nowym systemem wartości dla lepszej, szczęśliwszej kultury. Ponieważ stary system, w którym ludzie szukali swojej tożsamości, statusu, poczucia sensu i szczęścia w dobrach materialnych, nazywany był materializmem, ten nowy sposób życia, w którym źródłem tego wszystkiego są doświadczenia, nazywam eksperientalizmem*.

Ta książka to więcej niż strategia lepszego życia. Nie tylko unaocznia, które jego sfery wymagają zmian, ale prognozuje też przyszłość i opisuje zmiany już zachodzące.

Kiedy więcej ludzi – tak jak Nicodemus – zakwestionuje system, w którym żyje, i uzna, że więcej nie znaczy już lepiej, a szczęścia nie osiągnie się, gromadząc dobra materialne, będziemy świadkami kulturowej rewolucji. Kiedy więcej ludzi uświadomi sobie, że kolejne przedmioty nie zapewnią im szczęścia i że doznawanie to najlepszy sposób na poszukiwanie tożsamości, statusu, poczucia sensu i szczęścia, zobaczymy, jak epoka materializmu odchodzi w niepamięć i zaczyna się – mam taką nadzieję – era eksperientalizmu.

Specjaliści od marketingu będą musieli zmienić swój model biznesowy, ponieważ pod ukutymi przez nich terminami takimi jak czynniki wyzwalające czy bodźce zakupowe będzie się kryło coś innego niż obecnie. Zmiany te będą miały swoje dalekosiężne skutki.

Częściej będziemy wybierać sobie pracę, kierując się tym, co chcemy robić, a nie tym, ile musimy zarobić, żeby zapłacić za przedmioty, których nie potrzebujemy. Inaczej będziemy zdobywać status i oceniać status innych. Zamiast postrzegać własną pozycję przez pryzmat możliwości finansowych, będziemy wyrażać swoją tożsamość; pokażemy innym, kim naprawdę jesteśmy – jaka jest nasza osobowość, nasz charakter – nie poprzez konsumpcję i rytualne chełpienie się przedmiotami, niezależnie od tego, jak są drogie i wyjątkowe, ale przez naszą aktywność, spotkania i przygody, których doświadczyliśmy. Zmieni się również polityka rządu, mniej uwagi będziemy poświęcać ekonomii i PKB, więcej nowym wskaźnikom wzrostu.

Nie twierdzę, że stanie się to nagle, że obudzimy się pewnego ranka w jakiś dzień poświątecznej wyprzedaży w 2016 czy 2017 roku i nasze zainteresowanie dobrami materialnymi po prostu zniknie. Ta kulturowa zmiana jest równie znacząca co porzucenie przez naszych przodków w XX stuleciu nawyku oszczędności i przedzierzgnięcie się w rozrzutnych konsumentów. Trwało to przeszło pół wieku, zanim ta postawa na dobre zakorzeniła się w społeczeństwie. To, co z perspektywy przyszłych historyków będzie nosiło znamiona rewolucji, z naszej perspektywy bardziej przypomina ewolucję.

Nie pozbędziemy się wszystkich naszych rzeczy, nie zostaniemy ascetami bez żadnego majątku. Nie ruszymy w kierunku wzgórz i nie będziemy żyć nadzy w jaskiniach. Wciąż będziemy potrzebować butów, torebek, ubrań, samochodów i telefonów komórkowych.

Uważam jednak, że coraz więcej z nas będzie odczuwać rzeczozmęczenie i przyłączać się do eksperientalistycznej rewolucji, skutkiem czego będziemy gromadzić dużo mniej dóbr, za to dużo więcej czuć, widzieć, słyszeć, dotykać, wąchać, smakować i doświadczać.

Co więcej, myślę, że to już się dzieje, że ten ruch już się rozpoczął. Być może sami zmieniliście poglądy albo zauważyliście to u innych. Być może kiedyś kupowaliście osobom, na którym wam zależy, przedmioty w prezencie, a teraz myślicie sobie: „Przecież ma już wszystko, czego potrzebuje” i dajecie im w prezencie doświadczenia. Kiedyś mierzyliście sukces zdobyczami materialnymi, teraz chcecie kolekcjonować doświadczenia. Mniej zależy wam na jakości przedmiotów, bardziej na jakości życia. Macie już wystarczająco duży samochód, macie więcej, niż potrzebujecie, po co mielibyście jeszcze więcej zarabiać? Żeby kupić jeszcze większy samochód i jeszcze więcej rzeczy? Przecież w czasie poświęcanym na pracę moglibyście pojechać na wycieczkę albo spędzić więcej czasu z dziećmi lub przyjaciółmi. Być może zauważyliście, że drogi samochód nie oznacza już automatycznie wysokiego statusu. Mniej niż kiedyś imponuje wam to, co ludzie posiadają, bardziej interesuje was, czym się zajmują. Żeby przekonać się, czy myślicie jak eksperientalista albo czy macie zadatki, żeby stać się kimś takim, rozwiążcie quiz „Czy masz zadatki na eksperientalistę”.

Formułując manifest eksperientalistyczny, będziemy przekraczać granice kontynentów i podróżować w czasie – od wschodu słońca obserwowanego przez paleolityczne plemię na Lazurowym Wybrzeżu czterdzieści tysięcy lat temu po zachód słońca w Nowym Meksyku, oblewający szkarłatem góry Sangre de Cristo na początku XXI wieku. Będziemy przemierzać korytarze Pałacu Elizejskiego z Nicolasem Sarkozym, przelatywać helikopterem nad domem Barbary Streisand na kalifornijskim wybrzeżu i wrócimy do świata pierwszych Mad Menów.

Książka podzielona jest na pięć części. W części pierwszej: „Problem: rzeczozmęczenie”, zapoznacie się ze szczegółowymi dowodami – między innymi filmami wideo nakręconymi przez akademickich podglądaczy z Los Angeles – które pokazują, co w naszej współczesnej kulturze zasługuje na potępienie.

W części drugiej: „Jak do tego doszło – źródła kultury wyrzucania”, opowiem wam o pierwszych Mad Menach, którzy podjęli wyzwanie swoich czasów i stworzyli system wartości, którym się dzisiaj posługujemy.

W części trzeciej: „Rozdroże – którędy do lepszej przyszłości?”, opiszę innowatorów, którzy odrzucają dzisiejszą materialistyczną kulturę i testują nowe postmaterialistyczne sposoby życia. Zastanowimy się razem, co ci ludzie robią, dlaczego to robią, oraz poszukamy wskazówek w ich dzisiejszych sposobach na życie, które przydadzą nam się na drodze ku lepszej przyszłości.

W części czwartej: „Droga przed nami – zwycięstwo eksperientalistów”, szczegółowo sprawdzimy (nie będziemy się oszczędzać, przed nami bardzo nieudana podróż autobusem i wycieczka do Iranu citroënem 2CV), dlaczego doświadczenia dają nam więcej szczęścia niż dobra materialne. Poznamy też kilku eksperientalistów i przyjrzymy się wzlotom, upadkom i wyzwaniom rewolucji, którą zapoczątkowali. Zadamy też kilka pytań: Czy wielki biznes wspiera taką postawę? A rząd? I co ważniejsze, czy taki styl życia będzie nam służyć?

W ostatniej części, zatytułowanej: „Dodatek – droga eksperientalisty”, zawarłem wszystko, czego potrzebujecie, żeby przez miesiąc spróbować żyć według tej doktryny; znajdziecie tam także instrukcje, jak „przeprojektować” swoje życie i na stałe dołączyć do ruchu eksperientalistów.

Rozpoczynając tę dyskusję – pisząc książkę, którą trzymacie w rękach – nie chciałem jedynie przedstawić mojej opinii na temat jednego z najważniejszych problemów naszego pokolenia. Postanowiłem zadać pytania (i poszukać na nie odpowiedzi), które powinny nas – jako poszczególne jednostki, jako rodziców i jako ludzi tworzących współczesną kulturę – dzisiaj nurtować. Dzisiaj, to znaczy teraz – gdy już wiemy, że materialistyczna postawa niesie ze sobą depresję, niepokój, stres i degradację środowiska. Co jest zatem alternatywą dla materializmu? Jak rozwiązać problem rzeczozmęczenia? Jak powinniśmy żyć, żebyśmy czuli się szczęśliwi w XXI wieku?

Quiz: Czy masz zadatki na eksperientalistę?

Odpowiedz na dwadzieścia pytań tego quizu, żeby dowiedzieć się, czy już myślisz jak eksperientalista albo czy masz zadatki na to, by nim zostać.

Najlepiej rozwiąż quiz dwa razy. Za pierwszym razem odpowiadaj na pytania bez namysłu, żeby poznać swoją odruchową reakcję. Za drugim razem daj sobie więcej czasu do zastanowienia i pomyśl, czy jesteś zadowolony z wyborów, których dokonałeś za pierwszym razem. Jeśli przyjrzysz się uważnie swoim reakcjom, możesz zauważyć różnicę między osobą, którą jesteś, a osobą, którą chciałbyś się stać. W przypadku niektórych ludzi jest to jedna i ta sama osoba. Jednak w przypadku wielu z nas, jeśli szczerze odpowiadamy na pytania, uwidacznia się rozdźwięk między stanem obecnym a naszymi aspiracjami. Nie ma w tym nic złego. Potraktuj to jako informację, która posłuży ci za trampolinę do zmiany.

1 Czy definiujesz siebie bardziej: a) przez przedmioty, które posiadasz, jak samochód, dom, zegarek, torebka; czy też: b) przez doświadczenia takie jak sport, hobby, aktywności, w które się angażujesz, i przygody, które cię spotykają?

2 Chcesz wieść: a) życie pełne przepychu podobne do tego, które widzisz w programach reality show i kolorowych magazynach; czy też: b) życie bogate dzięki przyjaźniom, związkom i doświadczeniom?

3 Częściej przyłapujesz się na: a) porównywaniu swojej sytuacji życiowej z sytuacją życiową innych; b) zastanawianiu się, kiedy będziesz miał okazję pojechać gdzieś, gdzie nie byłeś, zobaczyć coś, czego nie widziałeś, zrobić coś, czego do tej pory nie robiłeś?

4 Kiedy mówisz, że ktoś odniósł sukces, masz na myśli, że: a) posiada mnóstwo drogich rzeczy; b) cieszy się życiem?

5 Dom twoich marzeń to: a) ogromny budynek wypełniony pięknymi, drogimi i unikatowymi przedmiotami; b) małe mieszkanie w świetnej lokalizacji, z którego często wychodzisz, żeby zrobić coś ciekawego?

6 Jeśli czujesz się przygnębiony, częściej: a) poprawiasz sobie humor zakupami („kupowanie nowych rzeczy zawsze sprawia, że czuję się wspaniale”); b) spotykasz się z przyjaciółmi („spotykanie się z ludźmi zawsze sprawia, że znikają moje smutki”)?

7 Czy szukając pracy: a) bierzesz pod uwagę głównie kwestie ­finansowe; b) równie ważne są dla ciebie inne czynniki, takie jak łatwość dojazdu, liczba godzin spędzanych w pracy i to, czy praca wydaje ci się ciekawa?

8 W trakcie wyjazdu służbowego do Nowego Jorku lub Londynu twój szef mówi ci, że dziś masz dzień wolny. Czy: a) buszujesz po wyprzedażach w sklepach Macy’s i Bloomingdale’s albo Selfridges i Harvey Nichols; b) zwiedzasz miasto, wchodzisz na Empire State Building, jeździsz rowerem po Central Parku, oglądasz mecz koszykówki w Harlemie albo fundujesz sobie przejażdżkę na London Eye i włóczysz się po targowisku Portobello Road?

9 Co jest dla ciebie ważniejsze: a) lista rzeczy do kupienia; b) lista rzeczy, które chcesz zrobić, zanim umrzesz?

10 Wygrałeś teleturniej. Jaką nagrodę wybierasz: a) przedmioty warte pięćdziesiąt tysięcy funtów; b) doznania warte pięćdziesiąt tysięcy funtów?

11 Gdybyś musiał zrezygnować: a) z samochodu; b) ze wspomnienia weekendowego wypadu, co byś wybrał?

12 Co sprawia, że czujesz się bardziej bezpiecznie: a) torba pełna rzeczy; b) pamięć pełna wspomnień?

13 Co sprawia, że zrywasz się z miejsca i chcesz tam być natychmiast: a) sklepy; b) park?

14 Czym łatwiej podbić twoje serce: a) piękną biżuterią, np. naszyjnikiem lub zegarkiem; b) wypadem za miasto?

15 Co by cię bardziej ucieszyło: a) szyta na miarę suknia od Diane von Furstenberg; b) uczestnictwo w pokazie mody tej projektantki?

 

16 Kiedy dajesz innym prezenty, zazwyczaj są to: a) rzeczy; b) doświadczenia?

17 Wolisz przeczytać: a) katalog firmy wysyłkowej; b) powieść?

18 Czy bardziej imponuje ci: a) ktoś, kto ma rolexa; b) ktoś, kto wszedł na Kilimandżaro?

19 Z którym stwierdzeniem bardziej się zgadzasz: a) Problem z doznaniami polega na tym, że nie trwają zbyt długo. Robisz coś i zaraz się to kończy; b) Wspaniałą rzeczą związaną z doznaniami jest to, że odczuwasz radość nie tylko wtedy, kiedy trwają, ale też wtedy, gdy myślisz o nich przed faktem lub po fakcie?

20 Z którym stwierdzeniem bardziej się zgadzasz: a) Kiedy gdzieś wyjeżdżam, zawsze staram się przywieźć prezenty z podróży i zrobić dużo zdjęć, żeby mieć coś, co mogę wziąć do ręki i co będzie mi przypominać o tym wydarzeniu; b) Nie zawracam sobie głowy robieniem zdjęć w trakcie wakacji. To tylko przeszkadza mi cieszyć się chwilą?

Przyznaj sobie 0 punktów za każdą wybraną odpowiedź a i 1 punkt za każdą odpowiedź b. Zsumuj wyniki.

Jeśli twój wynik to 0 punktów, jesteś w tym momencie stuprocentowym materialistą. Masz teraz dwie możliwości: odłożyć książkę na bok albo przygotować się na to, że zakwestionuję twoje wartości. Jeśli dasz tej książce szansę, być może będziesz wieść szczęśliwsze życie – zwłaszcza jeśli przeczytasz fragment, w którym opisuję, dlaczego doświadczenia dają nam więcej szczęścia niż rzeczy.

Jeśli twój wynik to od 5 do 10 punktów, w tym momencie wartości materialistyczne są dla ciebie dość ważne, ale trawestując słowa Luke’a Skywalkera wypowiedziane do Dartha Vadera: czuję w tobie eksperientalizm.

Jeśli twój wynik to od 10 do 15 punktów, bije już w tobie serce prawdziwego eksperientalisty. Jeszcze tylko kilka kroków, a dołączysz do eksperientalistycznej rewolucji.

Jeśli twój wynik to więcej niż 15 punktów (zwłaszcza jeśli zaznaczyłeś b) w dwóch ostatnich pytaniach), mam dla ciebie świetną wiadomość. Należysz do tych nielicznych szczęśliwych osób, które zdają sobie sprawę, że doznania dają nam więcej radości i skuteczniej wzmacniają nasze poczucie tożsamości oraz więź z innymi ludźmi niż przedmioty. Może ci się to wszystko wydawać oczywiste, prawdopodobnie tak po prostu odczuwasz rzeczywistość. Jednak niezależnie od tego, czy się nad tym zastanawiałeś czy nie, już myślisz jak eksperientalista.

Jeśli masz ochotę podzielić się z innymi ludźmi eksperientalistyczną „dobrą nowiną”, rozwiąż quiz online na stronie www.stuffocation.org i używając zamieszczonych tam przycisków, udostępnij swój wynik w mediach społecznościowych, z których korzystasz.

* Experientalism – od angielskiego słowa experience oznaczającego doświadczenie, przeżycie, doznanie (wszystkie przypisy oznaczone gwiazdką pochodzą od tłumacza).

[1] Najlepszym źródłem wiedzy na temat tych dwóch autorów, ich książek, tras promocyjnych oraz sposobów, w jaki pomagają ludziom pozbyć się niepotrzebnych przedmiotów, jest ich fantastyczna strona internetowa www.theminimalists.com.

[2] Obejrzyjcie The Story of Stuff i przeczytajcie uzupełniony odniesieniami do źródeł i opatrzony dodatkowymi komentarzami scenariusz The Story of Stuff: Referenced and Annotated Script, w którym znajdziecie dowody na poparcie tez padających w filmie; scenariusz dostępny jest na stronie www.storyofstuff.org.

[3] Ronald Inglehart, The Silent Revolution in Europe: Intergenerational Change in Post-Industrial Societies, „American Political Science Review”, vol. 65, nr 4, grudzień 1971. Jeśli chcecie zapoznać się z nowszymi danymi, sięgnijcie po kolejny artykuł tego autora: Ronald Inglehart, Changing Values among Western Publics from 1970 to 2006, „West European Politics”, vol. 31, nr 1–2, styczeń–marzec 2008. Warto także zajrzeć na stronę projektu badawczego World Values Survey (Światowe badania nad wartościami) www.worldvaluessurvey.org. Wielu badaczy wyjaśnia zwrot społeczeństwa ku mniej materialistycznym wartościom, odwołując się do artykułu Abrahama Maslowa A Theory of Human Motivation zamieszczonego w „Psychological Review” (vol. 50, nr 4, 1943). O zmianie pokoleniowej, której efektem jest wybór postmaterializmu, przeczytacie w artykule Davida Brooksa The Experience Economy zamieszczonym w „The New York Times” z 14 lutego 2011 roku.

[4] Pierwsza część badań została przeprowadzona przez agencję Euro RSCG Worldwide, która w czasie, kiedy pisałem tę książkę, zmieniła nazwę na Havas Worldwide. Wyniki badań opublikowano w pracy zatytułowanej The New Consumer (www.thenewconsumer.com). Drugą część badań przeprowadziła agencja Havas Worldwilde (ta sama firma co wcześniej, ale z nową nazwą). Opisując tę część badań, korzystałem z prosumenckiego raportu The New Consumer and the Sharing Economy wydanego przez Havas Worldwilde w 2014 roku.

Liczbę ludzi posiadających zbyt wiele przedmiotów obliczyłem na podstawie danych zamieszczonych w The New Consumer (autorzy podali, że 67% badanych uważa, że świat byłby lepszy, gdybyśmy wiedli prostsze życie) i na podstawie danych o liczbie ludności Wielkiej Brytanii (63 miliony 230 tysięcy) i Stanów Zjednoczonych (313 milionów 900 tysięcy) udostępnionych przez Bank Światowy i US Census Bureau.

[5] Informacje na ten temat zdobyłem, korespondując z Tamem Fry’em oraz sięgając po liczne artykuły (Peter Laing, Cops ­Tackle Krispy Kreme Traffic Chaos – and Pick Up a Box of Doughnuts, „­Deadline News”, 15 lutego 2013; Shiv Malik, Krispy Kremes ­Cause Chaos in Edinburgh Streets, „Guardian”, 15 lutego 2013; Harriet Arkell, Jam Doughnuts: Hundreds of Motorists Bring Traffic Chaos to M8 as They Queue for Opening of New Krispy Kreme, „Mail Online”, 15 lutego 2013).

Jak się okazało, cukiernia Krispy Kreme oferowała swoim klientom także roczny zapas pączków. Ten fakt w pewnym stopniu wyjaśnia, jaka była pierwotna przyczyna uformowania się kolejki. Wzmacnia także główną tezę tego podrozdziału – po co stać w kolejce po roczny zapas czegoś, o czym wiecie, że nie wyjdzie wam na zdrowie?

Aby przekonać się, w jaki sposób psychologia ewolucyjna wyjaśnia zjawisko konsumpcjonizmu, przeczytajcie zabawną i wciągającą książkę Geoffreya Millera Teoria szpanu. Seks, ewolucja i zachowania klienta (Prószyński i S-ka, Warszawa 2010). Nie tak zabawna, choć równie inspirująca i błyskotliwa jest książka Briana Wansinka Beztroskie jedzenie. Dlaczego jemy więcej, niż byśmy chcieli? (MiND, Pruszków 2010). Dzięki niej zrozumiecie, dlaczego podejmujemy takie, a nie inne (często błędne) decyzje żywieniowe.

[6] Te dane zaczerpnąłem z www.krispykreme.co.uk/wp-content/themes/thesis/docs/nutritional_info.pdf.

[7] Więcej na ten temat dowiecie się z książki Avnera Offera The Challenge of Affluence (Oxford University Press, Oksford 2006) oraz z książki Johna Kennetha Galbraitha The Affluent Society (Hough­ton Mifflin Harcourt, Nowy Jork 1958).

[8] Poprosiłem Eve Fisher o wyjaśnienie tej kwestii. Oto e-mail, jaki mi przysłała: „Koszula noszona przez żyjącego w średniowieczu mężczyznę, podobna do tej, jaką możemy zobaczyć na obrazie Bruegla Chłopskie wesele, to koszula z długimi rękawami, karczkiem, marszczeniami, stójką, obrębionymi mankietami itd. Przyjmijmy, że ręczne uszycie takiej koszuli zajmuje siedem godzin – tyle trwa skrojenie materiału, zszycie go, a także wykończenie koszuli zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz. Ale zanim przystąpi się do szycia, trzeba najpierw utkać materiał. Powinna to być gęsta tkanina przyzwoitej jakości. Na stronie internetowej National Geographic poświęconej rekonstrukcjom historycznym podano, że wprawna tkaczka przez godzinę potrafiła utkać dwa cale (czyli pięć centymetrów) tkaniny. Do wykonania naszej koszuli potrzebne nam będą niecałe cztery metry tkaniny, przy czym z uwagi na konstrukcję krosna i technikę tkania długość utkanego przez nas odcinka tkaniny wynosić będzie około czterech i pół metra, co w przeliczeniu daje 180 cali. Zakładając, że utkanie dwóch cali tkaniny zajmuje godzinę, utkanie materiału w ilości wystarczającej do uszycia koszuli zabierze nam 90 godzin.

Poza tym musimy też samodzielnie wyprodukować przędzę, z której utkamy materiał na naszą koszulę. W średniowieczu na każdy cal tkaniny przypadało zazwyczaj od 15 do 20 nici osnowy. Jeśli założymy, że ma to być zgrzebna koszula dla jakiegoś biedaka, będziemy mogli zadowolić się 15 nićmi osnowy na jeden cal. Tkaniny wytwarzane na średniowiecznych krosnach miały zazwyczaj 36 cali szerokości. Po przemnożeniu daje to 540 nici osnowy; w naszym przypadku każda z nich będzie mieć długość 4,5 metra. Nici wątku było zwykle nieco mniej niż nici osnowy, ale dla uproszczenia załóżmy, że w przypadku naszej tkaniny na każdy cal przypadać ich będzie tyle samo. Na wykonanie tkaniny o długości 4,5 metra będziemy więc potrzebować około 4900 metrów nici. Wyprodukowanie takiej ilości przędzy wymaga mniej więcej 400 godzin pracy. (Nawiasem mówiąc, angielskie słowo spinster określające osobę zajmującą się przędzeniem, oznacza zarazem niezamężną kobietę lub starą pannę; produkcja przędzy, a także tkactwo były zajęciami typowo kobiecymi i wymagały od kobiet OGROMNEGO nakładu czasu oraz energii). A zatem podsumujmy: 7 + 90 + 400 = 497. Blisko 500 godzin ręcznej roboty, żeby uszyć jedną tylko koszulę. Pomnóżmy to przez minimalną stawkę za godzinę (7 dolarów) i otrzymamy cenę jednej koszuli: 3500 dolarów. Nic dziwnego, że w dawnych czasach ludzie nigdy, ale to przenigdy, nie wyrzucali ubrań. Nosili je, aż zupełnie się zdarły; potem przerabiali je na ubranka dla dzieci, a w końcu na pieluchy i szmaty. To wyjaśnia również, dlaczego wieśniacy mieli jeden zestaw ubrań roboczych i jeden zestaw ubrań świątecznych. Potrzebowali przecież nie tylko koszuli. Musieli mieć spodnie albo pończochy. Mężczyźni nosili kubraki, a kobiety spódnice i gorsety. Nikt z ówczesnych ludzi nie pogardziłby też peleryną”.